Czego szukasz

10 pomysłów na ciekawe zabawy na wsi

Wieś, choć na co dzień może być nudna, to w okresie wakacyjnym chyba każdy chce skorzystać z jej uroków i możliwości. A opcji jest sporo! Wróć do wspomnień z dzieciństwa i pokaż swojemu dziecku jaki ciekawy może być świat na wsi!

krajobraz z polskiej wsi

Zabawy na wsi

Lato na wsi może być niezwykłą przygodą, jeśli nie jest codziennością. Bo kiedy wychowujesz się na wsi, to ilość pomysłów, przygód czy możliwości jest nieograniczona. A dla małych odkrywców wszystko może być ciekawe. A jak jesteście na wsi tylko wakacyjnymi gośćmi, to wypróbujcie pomysły na ciekawe zabawy na wsi!

1. Podchody

Kto z nas nie pamięta tej zabawy? Zabawy na wsi bez podchodów? Nie może być! To jedna z tych zabaw, które dominowały w harcerstwie. Ja ją uwielbiałam. To jedna z tych zabaw, która dawała nie tylko radość, ale rozwijała spryt, ciekawość czy kreatywność i współpracę.
Dla przypomnienia:
Dzielimy grupę chętnych do zabawy osób na 2 grupy ( nawet czteroosobowa rodzina może podzielić się na 2 grupy: mama + dziecko i tata + dziecko). Fajnie by było, żeby szanse obu drużyn były wyrównane.
Pierwsza drużyna, to drużyna uciekinierów, a druga to grupa tropicieli.
Uciekinierzy uciekając zostawiając za sobą ślady, które mają nakierować tropicieli. Do zabawy mogą przydać się różne gadżety: kartki, kredki, kreda, patyczki, kamyczki, liście – co tam sobie wymyślicie i znajdziecie.
Wszystkie wskazówki dla tropicieli powinny być dostosowane do wieku dzieci, aby mogły samodzielnie rozwiązywać zagadki.
Zabawa kończy się, gdy grupa tropiąca dogoni uciekinierów lub gdy uciekinierzy dotrą do ustalonego wcześniej punktu, a tropiciele nie wykonają wszystkich zadań. Po skończeniu zabawy następuje zamiana ról i tym razem to tropiciele gonią.

2. Zbijak

To też ciekawa, zespołowa zabawa przede wszystkim na świeżym powietrzu. I można w nią zagrać dosłownie wszędzie. Potrzebujemy piłki, trochę terenu i 2 drużyny. Teren/boisko dzielimy na 2 części. Każda drużyna wśród swoich zawodników wybiera kapitana, który staje za linią pola przeciwnej drużyny.
Zabawa polega na zbijaniu piłką zawodników drużyny przeciwnej przez kapitana, albo osoby z drużyny, którym uda się przechwycić piłkę ( piłka nie może spaść na ziemię ). Nie można zbijać kapitanów. Osoba trafiona piłką wypada z gry. Zawodnicy mogą uciekać przed zbiciem tylko w obrębie swojej części terenu/boiska. Jeśli piłka wypadnie z terenu boiska, piłkę przejmuje kapitan, który ma najbliżej. Wygrywa ta drużyna, która pierwsza zbije wszystkich zawodników przeciwnej drużyny. Są też inne wersje tej zabawy. Ważne, żeby dobrze i aktywnie się bawić!

Przeczytaj także: Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach na wakacyjnych wyjazdach?

3. Błotna kuchnia

To dopiero była zabawa. Kto nie gotował błotnej zupy, albo nie robił błotnych placków czy naleśników. Z błota można było zrobić niemal wszystko. Kiedy domek z gałęzi, łopianu i i znalezionych desek był gotowy, można było przystąpić do organizowania kuchni. Kto nie wyniósł przynajmniej jednej miski czy talerza z domu? Resztę się jakoś zrobiło czy to z kamieni, desek czy liści. Ach można było się tak bawić dniami i nocami. Nie dość, że rozwijała się umiejętność komunikacji, rozwiązywania konfliktów, współpracy, to jeszcze człowiek się nauczył, że można zrobić coś z niczego. Taka kreatywność, a jaka radość!

4. Zabawa w dom

To chyba jedna z tych zabaw, które dzieciom przychodzą bardzo naturalnie. Dzieciaki uwielbiają wcielać się w dorosłych. Dzięki tej zabawie uczą się też umiejętności społecznych, komunikacyjnych, współpracy, rozwiązywania konfliktów. I pewnie jeszcze różnych innych rzeczy, które mogą poćwiczyć bawiąc się w dom.

5. Zakładanie swojego ogródka

To świetne zajęcie dla każdego. Nie tylko dlatego, że można mieć swoje zdrowe warzywa i owoce, ale także często jest to doskonały sposób na stres i oderwanie się od codziennych wyzwań. Dla dzieciaków frajda, bo można pogrzebać w ziemi, ubrudzić się, polać wodą. Rozwija nie tylko ciekawość, ale także uczy tego jak wyglądają dane owoce i warzywa i jak trzeba o nie dbać.

Przeczytaj także: Ogródki działkowe znowu modne – czy warto mieć ogródek działkowy i na co zwrócić uwagę?

6. Przetwory

Któż z nas nie lubi w mroźny, zimowy dzień nie otworzyć spiżarni ( nawet takiej malutkiej) i nie znaleźć tam soku domowej roboty czy kiszonych ogórków. U mnie to obowiązkowo musi być. Często przetwory robię u mamy. Nie dość, że wspólnie spędzimy czas, to jeszcze angażuję do tego dzieci. Od najmłodszych lat. Ostatnio np. robiłam ogórki małosolne, a mój najstarszy syn wziął swój słoik i postanowił sprawdzić czy da się ukisić ogórki z rzodkiewką. Szczerze nie wiem, ale zobaczymy. Fajne jest to, że próbuje, eksperymentuje. Jest ciekawy. Wiem, że łatwiej jest kupić, ale wspólne zbieranie, przetwarzanie to doskonały sposób na rozmowy i budowanie rodzinnych relacji. Gorzej jest ze sprzątaniem, ale co tam!

7. Zbieranie grzybów i owoców leśnych

To jest super opcja dla najbardziej wytrwałych wiejskich poszukiwaczy skarbów. Skarbów jakie dała natura. Ja nie wyobrażam sobie lata bez “łażenia” po lesie zbierania grzybów, zaglądania do paśnika i odkrywania tego co skrywa las. Czasem to jest, zryte miejsce przez dziki i potok gdzie chodzą się napić. Czasem to mrowisko z armią pracujących mrówek, a czasem motyl który usiadł tuż obok. Dodatkowo zawsze mamy miejscówki, gdzie rosną dzikie maliny i jeżyny. Można się nie tylko najeść, ale nazbierać też na pyszny i zdrowy koktajl. Zawsze mam poczucie, że to co zrobimy dla siebie w lecie w kwestii zdrowia, pomoże przetrwać nam zimę. Oczywiście trzeba się odpowiednio przygotować na taką wyprawę. Ubrania zakrywające ciało, koszyk, pojemniki na owoce, no i środki przeciw insektom. A po takiej wyprawie koniecznie ubrania do prania, a ciało do przeglądnięcia.

8. Obserwacja przyrody

Zabawy na wsi, to też takie związane z obserwacją tego, co nasz otacza. To może być fascynujące nawet dla dorosłych. I mam takie poczucie, że coraz bardziej za tym tęsknimy i coraz bardziej to doceniamy. Chcę w to przynajmniej wierzyć. Wiem, że teraz wszystko można obejrzeć i przeczytać w internecie, ale jednak doświadczyć, dotknąć i powąchać na żywo, to jest dopiero atrakcja. Albo usłyszeć prawdziwy koncert ptaków nad ranem. Czasem zaburzony przez gderające kury czy piejącego koguta. Moje dziecko ostatnio zapytało czy kury śpią. Bo co wstawał rano, to one już gderały. Dziecko na wsi nie tylko zdobywa wiedzę, ale także poznaje różne kształty, strukturę, kolory, odgłosy i całą różnorodność, która nas otacza. Mało tego, może zobaczyć, że ziemniaki rosną w ziemi, a nie w sklepie, a szczęśliwe kurki są na wolności. Nigdy nie wiesz, w którym momencie coś zaciekawi Twoje dziecko, ale musisz się przygotować na ewentualny wysyp pytań. Np. mój 6-latek koniecznie musiał wiedzieć jak ze zboża powstaje mąka.

Przeczytaj także: Jak mądrze spakować się na wakacje?

9. Odkrywanie nieznanych terenów

To jak bardzo ciekawy jest świat, często my jako dorośli dostrzegamy ponownie jak nasze dzieci zaczynają go eksplorować. Bo kiedy wpadamy w wir pracy, zadań, rozwoju zapominamy, że jest tyle do odkrycia i zobaczenia. A dla dziecka wszystko jest ciekawe. Wszystko jest nowe. I wszystko można zobaczyć na tysiące różnych sposobów. I zauważyłam, że jak jestem w domu i dzieci bombardują mnie pytaniami, to nie zawsze mam ochotę odpowiadać, bo głowę mam zajętą tysiącem innych spraw. Ale kiedy jesteśmy na łonie natury, na wycieczce, w lesie to czuję i widzę ich ciekawość. Chcę szukać odpowiedzi i razem z nimi zastanawiam się nad tym dlaczego dziki tak zryły las i gdzie one śpią kiedy my jesteśmy w lesie. Dlaczego znowu ktoś wyrzucił plastikową butelkę? Kto przynosi siano sarenkom do paśnika? Dlaczego jeżyny mają kolce, a leśne maliny są takie małe? Czasami może być śmiesznie, ale na pewno nie nudno!

10. Budowa tamy na rzece

To jest hit! Wychowałam się nad rzeką, między górami. I całe wakacje razem z innymi dzieciakami budowaliśmy tamy na rzece. Teraz dopiero widzę ile tutaj ciekawych rzeczy się działo. I jakie umiejętności można było wypracować. Pierwsze to logistyka. Wybór miejsca i delegowanie zadań. Kto przynosi największe kamienie, kto zbiera łopiany, a kto szuka innych przydatnych rzeczy. Łączenie się w podgrupy i do dzieła. Potem rusza budowa. Podawanie kamienie, przekładanie łopianie, znowu kamienie czy inne znalezione rzeczy. Współpraca, zaangażowanie, odpowiedzialność, dążenie do realizacji wspólnego celu, a przy tym świetna zabawa i spora dawka śmiechu. A potem można było się też wykąpać. To była frajda i nagroda za ciężką pracę!

Dzieciństwo fundamentem przyszłości

Kiedy usiadłam żeby zebrać te zabawy, które sama pamiętam z dzieciństwa, nie sądziłam że znajdę w nich tyle wspaniałych umiejętności, które zostały ze mną do dzisiaj. To jest niesamowite, jak zabawy na wsi totalnie nie zaplanowane, nie narzucone, a wynikające z naturalnej dziecięcej ciekawości i odkrywczości mogą dać fundamenty na przyszłość.
Wspaniale jest móc dać dziecku trochę wolności i decyzyjności oraz pozwolić na odkrywanie różnych opcji i trenowanie kompetencji. W tak szybko zmieniającym się świecie, kompetencje to ogromna wartość!

Zdjęcie: Stasia Serwińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
W Mamo Pracuj koordynuje projekt "Odważ się mamo i wróć z nami do pracy" oraz wspiera inne działania Fundacji. Jest żoną faceta, który nie zna słów "Nie wiem, nie umiem" i mamą 3 energicznych dzieci. Pasjonatka rozwoju, miłośniczka sportu i górskich wycieczek, a książki są dla niej ważniejsze niż nowe ubrania :) Uwielbia wyzwania i ciekawe historie, pisane ludzkim doświadczeniem.

Edukacja zdalna Cię przytłacza? Sprawdź jak możemy Ci pomóc!

Chyba większość rodziców czuje się już przytłoczona nauką zdalną. Czy Ty też potrzebujesz odpocząć od edukacji domowej? Przeczytaj, co nam pomaga przetrwać ten trudny czas i zadbaj też o siebie!

Jak sobie radzisz po ponad roku pandemii?
Czy tak jak ja wypatrujesz końca tej ciągłej niepewności, nauki i pracy zdalnej? Żeby wreszcie skończył się ten czas i dzieci wróciły do szkoły? Do rówieśników i spotkań offline?

A może się cieszysz, bo dzięki temu, że jesteście w domu, czujesz się bezpieczniej? I właśnie praca w domu odkryła przed Tobą swoje uroki?

Szkoła w czasie pandemii

Przyznaję, że dla mnie najtrudniejsza w tej całej pandemii jest właśnie edukacja zdalna. Na szczęście jesteśmy zdrowi i nikt z naszych bliskich nie zachorował. Na szczęście. Ale myśl o zdalnej szkole skutecznie burzy mój spokój. Moje córki są już zmęczone, marzą o otwarciu szkół (no dobra, tylko starsza chciałaby, żeby wróciły normalne lekcje) i coraz trudniej wykrzesać im w sobie entuzjazm i motywację. Ja też jestem zmęczona pomaganiem w nauce, drukowaniem zadań, odsyłaniem zadań i sprawdzaniem i tłumaczeniem.

I choć dla własnego spokoju można powiedzieć, że pogodziliśmy się z tym jak wygląda teraz nasza codzienność, to jednak wciąż zastanawiam się czy dzieci wrócą do szkół w tym roku szkolnym. Może te najmłodsze tak. Niestety nie będzie to dotyczyło moich córek.

Trochę dodają mi optymizmu i pomagają złapać oddech, rozmowy takie jak ta z Marzeną Żylińską. Może dla Ciebie też będzie ona wspierająca?

Co sprawdza się lub sprawdzało się na początku nauki zdalnej?

Zdalna pomoc innych członków rodziny. Lekcje matematyki z Dziadkami, angielski z Ciocią – każdy dodatkowy „Nauczyciel” to nowe pokłady cierpliwości, inne spojrzenie i sposób tłumaczenia oraz uwolnienie mojego czasu na inne zadania.

Coraz trudniej jest wytrzymać w domu, przed ekranem komputera. Zwłaszcza gdy za oknem świeci słońce, a wiosna przypomina, że wkrótce to to ona rozgości się na dobre. W tych najcieplejszych dniach pewnie znowu jeszcze trudniej będzie się skupić. Zwłaszcza, że większość naszych dzieci uczy się zdalnie od października.

Rok temu zrobiłyśmy live pt: Jak przeżyć ostatni miesiąc w szkole i wspierać dzieci w nauce?
Naszym gościem – ekspertem była Elżbieta Manthey z portalu Juniorowo.
Podczas live Ewa pytała o to:

  • jak zachęcać dzieci do nauki?
  • w jaki sposób pomagać pokonywać trudności w nauce?
  • jak wspierać nastolatka, który nie chce współpracować?
  • w jaki sposób mówić do dzieci, żeby chciały się uczyć?
  • co zrobić gdy nie potrafimy pomóc dziecku w nauce?
  • co jeśli nie każdy rodzic ma kompetencje, cierpliwość żeby pomóc swojemu dziecku?
  • czy odpuszczać i jak radzić sobie potem z zaległościami?

Mam nadzieję, że ten temat live przyda się także Tobie, dlatego koniecznie odsłuchaj nagrania.

Zmiany w życiu

Czas izolacji to też dla wielu z nas zmiany w codziennym funkcjonowaniu, ważne zmiany – może więcej uważności dla dzieci czy partnera, może więcej docenienia tego co mamy, może trudna utrata pracy albo inne przykre wydarzenie. I mocne postanowienie, że jak tylko wszystko wróci do normy to:…. A tymczasem wiele zmian można wprowadzić tu i teraz. Zadbać o swoje zdrowie, relację z dziećmi, mężem, czy wymyślić nowy biznes albo zdobyć nowe kompetencje.

Przeczytaj też: O co powinnaś zadbać po 20-tce, 30-tce i 40-tce?

Ładuj też swoje baterie

Ważnym jest, aby w tym trudnym dla nas wszystkich czasie wspierać dzieci, ale zdecydowanie nie możemy zapominać o sobie. Dobrze jest znaleźć coś, co pozwoli nam odpocząć i naładować baterie. Specjalnie dla naszych czytelniczek zrobiłyśmy bezpłatny webinar z psycholożką Anią Gut – Gofroń pt. „Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa”. Może znajdziesz tam inspirację dla siebie?

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Kiedy w styczniu 2020 roku zaczęto wspominać o niebezpiecznym wirusie, który pojawił się „gdzieś w Chinach”, nie poświęcały sprawie szczególnej uwagi – jak zresztą większość z nas. Miały na głowie pracę, dzieci, dom, a w wolnych chwilach planowały wakacje, rezerwowały miejsca w restauracji na spotkania z przyjaciółmi albo szukały kreacji na zbliżające się imprezy. Ot, zwykłe życie, za którym wszystkie już bardzo tęsknią. One, czyli trzy „zwykłe” kobiety, kobiety takie jak Ty. Starające się godzić rolę mamy, żony, pracownika albo właściciela firmy. Jak radzą sobie po roku?
mama z córką na górskim szlaku

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Oto trzy historie trzech mam. Ich refleksje, garść doświadczeń i wspomnień ubranych w słowa i podsumowujących 381 dni pandemii. Tyle właśnie mija od ogłoszenia pierwszego lockdownu w Polsce. Czy zdołały się przyzwyczaić, czy czekają na powrót „normalności”, którą wcześniej znały? Czy można się pogodzić z taką rzeczywistością, czy ich codzienność opiera się na czekaniu aż to wszystko się skończy?

Zapytałyśmy o to Kamillę, Magdę i Martę. A jaka jest Twoja historia? Może chcesz nam ją opowiedzieć?

Kamilla, mama dwóch córek, rejestratorka medyczna: „Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem”


Kamilla, jakie było Twoje życie przed pandemią?

Kamilla: Krótko mówiąc: cudowne i wspaniałe, choć wcześniej tak tego nie postrzegałam. Jak pewnie każdy z nas miałam różne zastrzeżenia do własnego trybu życia, w efekcie czego na początku ubiegłego roku postanowiłam, że zmienię pracę. Na przełomie lutego i marca zakończyłam współpracę z firmą z branży medycznej, w której pracowałam kilka lat.

Nastawiłam się na zmiany, na coś nowego, na nowe doświadczenia i możliwości. Ale najpierw chciałam odetchnąć. Wspólnie z mężem postanowiliśmy, że do nowej pracy pójdę dopiero po wakacjach, zwłaszcza że trudno byłoby mi wziąć urlop od razu po zatrudnieniu.
To był fantastyczny czas z pięknymi planami: w maju wyjazd z przyjaciółkami do Włoch, w czerwcu romantyczny wypad na Maltę z mężem. Bilety – jak nigdy! kupione już ponad pół roku wcześniej. Planowaliśmy też spędzić trochę czasu z dziećmi nad morzem. Córki z niecierpliwością czekały na wakacyjny obóz sportowy. W perspektywie mieliśmy tyle cudownych wydarzeń!


To właśnie wtedy zarządzono lockdown?

Kamilla: Tak. Nie zdawałam sobie sprawy, że jakiś wirus może wprowadzić w moim życiu taki chaos. Pojawiła się złość, frustracja, rozgoryczenie. Jestem osobą dorosłą, a mimo wszystko bardzo ciężko było pogodzić się z tym, że na nic tak naprawdę nie mam wpływu, nie mogę nic zaplanować i ktoś decyduje za mnie (tu patrz: rząd). Zdawałam sobie rzecz jasna sprawę, że jest to konieczne dla dobra nas wszystkich, ale bardzo trudno było mi to zaakceptować. W mediach przez cały czas podawane były rosnące liczby zachorowań i zgonów na COVID. Cały czas żyliśmy nadzieją, że sytuacja się poprawi i zniosą restrykcje. Tak się jednak nie stało. Nasze plany legły w gruzach.

Co było najtrudniejsze?


Kamilla: Najgorsze z tego wszystkiego było oznajmić dziewczynkom, że obóz się nie odbędzie. Strasznie to przeżyły. Zawody, na które bardzo długo się przygotowywały, też zostały odwołane. Ta sytuacja i cały lockdown wpłynęła niekorzystnie na nasze relacje. Ciągle siedzieliśmy razem w domu. Znudzeni i źli. Nikt ze znajomych, a nawet znajomych naszych znajomych nie chorował na koronawirusa, dlatego niezrozumiałe były dla nas te wszystkie obostrzenia. Jednak pod koniec lata były już pierwsze zachorowania wśród bliskiej rodziny. Nie ukrywam, że pojawił się lekki niepokój. Zaczęłam uświadamiać dobie, że wszystkie zakazy i nakazy zasłaniania ust i nosa są potrzebne. Gdybyśmy nie stosowali się do zaleceń, to może ktoś z nas byłyby już osobą zakażoną.

A jak z pracą? Udało Ci się coś znaleźć w tym trudnym czasie?

Kamilla: Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem, także pod tym kątem. Byłam pewna, że szybko coś znajdę. To jednak nie było wcale takie łatwe, szukałam pracy ponad 3 miesiące. Ofert jak na lekarstwo, bo to był czas redukcji etatów. W końcu dostałam pracę w przychodni, która współpracuje z NFZ, zatrudniłam się jako rejestratorka medyczna. Trochę szalony krok w czasie szalejącej pandemii zatrudniać się właściwie w epicentrum, ale nie żałuję. Ogrom pracy sprawił, że przestałam myśleć o błahych rzeczach dnia codziennego. Skupiłam się w 100% na pracy i na rodzinie. Wiem, że do zupełnej normalności pewnie nigdy już nie wrócimy, ale cierpliwie czekam na moment, kiedy będzie można normalnie podróżować, wyjść ze znajomymi do kina czy na kolację. Bardzo mi tego brakuje.

Marta, mama dwóch synów, psycholog: „Najgorsza jest bezsilność. Ale staram się tworzyć namiastki normalności”

Marta, na jakim etapie życia byłaś, gdy stało się jasne, że mamy do czynienia z epidemią?

Marta: Gdy rok temu pandemia oficjalnie zagościła w życiach ludzi na całym świecie, ja byłam jeszcze w trakcie urlopu macierzyńskiego. Część obostrzeń była dla mnie odczuwalna bardziej, chociażby konieczność pamiętania o noszeniu maseczki, inne były mniej dokuczliwe, bo będąc na urlopie macierzyńskim większość czasu spędzałam i tak z dziećmi w domu, bądź na naszym podwórku. Najtrudniejsze zarówno wtedy, jak i teraz, było dla mnie ograniczenie kontaktu z bliskimi osobami, szczególne odczuwalne w czasie świąt.

A jak wyglądał Twój powrót do pracy?

Marta: Słyszałam o nauczaniu zdalnym, ale pomyślałam, że młoda jestem, na komputerze się znam, więc poradzę sobie, gdy już będzie trzeba. Dlatego przeżyłam mały szok, gdy okazało się, że to wszystko wcale nie jest takie proste. Trudno pomagać i wspomagać uczniów, gdy są oni daleko, gdzieś po drugiej stronie komputera, nie zawsze widoczni czy słyszalni.

Jak sobie radzisz – jako mama, jako pracownik?

Marta: Myślę, że najważniejsze jest, żeby starać się dostosować do zmiany i oswajać lęk, który niestety sytuacja epidemiczna ciągle podsyca. Pierwsza, druga, teraz trzecia fala – to ciągle do nas wraca i końca nie widać. Brak takiej normalności czasem powodował u mnie poczucie bezsilności i braku wpływu na cokolwiek. Jednak po takich trudniejszych momentach łapałam wiatr w żagle i starałam się tworzyć tę normalność: w domu organizowałam wspólne aktywności, np. zabawy w domki z prześcieradeł. Gotowałam obiady, mając dwóch małych pomocników: jeden skrobał marchewkę, a drugi nadzorował moje mieszanie w garnku. Cieszyłam się z zimy, śniegu, sanek, bałwanów. Idealna zima na okres pandemii!

A dzieci? Wpływ pandemii na ich psychikę zauważasz nie tylko w domu, ale i w pracy…

Marta: Myślę, że trudności związane z pandemią częściowo odczuwa mój starszy, czteroletni syn, szczególnie w sytuacjach, gdy nie może jechać ze mną do sklepu lub gdy z powodu kwarantanny nie może zobaczyć się z babcią czy dziadkiem. Ale z drugiej strony widzę, że szybko przyswoił zasady higieny, więc gdy np. pojawimy się w razem kościele czy w sklepie, pierwszy szuka urządzenia do dezynfekcji. Uczy mnie też, że kiedy chcę kichnąć, to muszę przysunąć rękę w okolicy łokcia do nosa. To też są efekty uczęszczania przez niego do przedszkola, bo na szczęście przedszkola były otwarte.

W pracy, kiedy już we wszystko się wdrożyłam, a chwilę mi to zajęło, bo miałam wrażenie, że po urlopie macierzyńskim wracam do pracy jakby z połową mózgu (śmiech), to z chęcią organizowałam spotkania indywidualne z uczniami, oczywiście zachowując wszystkie zasady reżimu sanitarnego. Jednak praca twarzą w twarz ma zupełnie inny, o wiele lepszy charakter….

Ucieszyłam się niezmiernie, gdy klasy 1-3 wróciły do szkół, to był taki trochę powrót do normalności. Uczniowie też się cieszyli. Widać jak trudny jest też dla nich ten okres pandemii, brak kontaktu z rówieśnikami, ciągle zdalne lekcje, zmęczenie komputerem, trudności ze skupieniem.

Szczególnie trudne wydaje się to być dla uczniów klas starszych, którzy już bardzo długo funkcjonują zamknięci w domach. Niestety nie bez wpływu jest to na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży, nierzadko rozluźnienie związane z nauką zdalną, spędzanie lekcji w piżamach w łóżku doprowadza do marazmu, braku chęci do jakichkolwiek aktywności, wyjść z domu, kontaktów nawet telefonicznych z innymi, zamknięcia w sobie i ostatecznie do pojawienia się objawów depresji.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.


Jak postrzegasz ten trudny rok?

Marta: Myśląc o tym całym roku, dostrzegam całe mnóstwo zmian, do których wiem, że można się dostosować i je oswoić. Jednak jedno towarzyszy mi cały czas – to lęk o zdrowie i życie moich najbliższych. Doświadczyliśmy koronawirusa w najbliższej rodzinie, co przyniosło mnóstwo strachu, niepokoju, bezsilności. Chorują moi bliscy, znajomi i członkowie ich rodzin. Zachorowania z różnym przebiegiem, niektóre bardzo poważne. Niektórym nie udało się wyzdrowieć. Martwię się o rodziców, dzieci.

Jednak pomimo tych niepokojów, będą raczej optymistką. Staram się bardziej doceniać każdy wspólny dzień z moimi bliskimi, znajdować czas dla dzieci, przytulać je i całować, żeby „wyrzucać” w naszych organizmach hormony szczęścia. Z utęsknieniem czekam na cieplejsze dni i wierzę, że wszystko będzie w końcu dobrze.

Magda, matka dwóch córek, właścicielka Pracowni Cukierniczej: „Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze”

Magda, jak oceniasz dziś swoje życie?

Magda: Ogólnie rzecz biorąc, jestem szczęściarą. Mam dwie cudowne córki (prawie 9-letnią Agatę oraz niespełna 6-letnią Zuzkę) i kochanego męża. W tych dziwnych czasach to jest podstawą naszego szczęścia, bo wszystko inne jest zmienne i niepewne.

Wiem jednak, że pandemia uderzyła w Twoje życie zawodowe. Jak się trzyma „Tartaletka”?

Magda: Kiedy wybuchła pandemia, moja firma istniała na rynku zaledwie 1,5 roku. Jej założenie było krokiem milowym w moim życiu. Kobieta po 30-tce, ukończone dwa kierunki studiów, ale zachciało mi się pójść w inną stronę. Otworzyłam Pracownię Cukierniczą. Postawiłam wszystko na jedną kartę i wynajęłam lokal.

Udało się! Zainteresowanie moimi wypiekami było bardzo duże. Niestety wiosenny lockdown wszystko postawił pod znakiem zapytania. Zlecenia nagle zaczęły znikać. Stała współpraca z zaprzyjaźnioną kawiarnią ostatecznie utrzymała się na minimalnym poziomie i tak już mija rok. Mimo niewielkich dochodów mam nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy. Kocham to co robię i nie wyobrażam sobie innego życia.

A dzieci? Jak sobie radzą?

Magda: Brakuje nam wcześniejszego życia, podróży, wyjść do kina, do restauracji. Dzieci wciąż pytają, kiedy będzie normalnie. Starsza córka tęskni za szkołą. Ja w tym wszystkim widzę jednak jakiś sens. Tak już mam. Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze. Czy naprawdę muszę iść do galerii wydać lekką ręką pieniądze na rzeczy, bez których mogłabym się obejść? Czy tak ważna jest kolejna zabawka dla dzieci? Otóż nie. Najważniejsza jest rodzina i zdrowie. Tego staram się nauczyć moje córki. Spędzamy teraz razem więcej czasu.

Jesienią cała nasza czwórka przeszła zakażenie koronawirusem. Nie było łatwo. Bardzo to przeżyłam – fizycznie i psychicznie. Czas kwarantanny wykorzystaliśmy na bycie razem. Tak po prostu. Ale teraz jesteśmy zdrowi. Nam się udało, ale niestety nie wszystkim naszym bliskim jest dane dalej cieszyć się dobrym zdrowiem, a nawet życiem. Myślę, że pandemia zmieni nas na zawsze. Od nas tylko zależy, jak będzie wyglądał świat, gdy w końcu wirus zniknie.

Zdjęcie główne: Canva

Pozostałe zdjęcia: archiwa prywatne bohaterek wywiadu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×