Czego szukasz

Jak z rozmachem rozpocząć nowy rok szkolny?

Już za chwileczkę, już za momencik nowy rok szkolny zacznie się kręcić. No i pokręci nas wszystkie po równo: i te, które czekają nań z utęsknieniem, bo nareszcie życie wróci na utarte koleiny i będzie wiadomo kto, co, kiedy (jak przeżyć wakacje, pracującą mamą będąc, podpowiadałyśmy Wam tutaj) i te, które na samą myśl o pierwszym dzwonku (dziecka czy własnym, bez różnicy…) doznają napadu paniki. Wrzesień zawsze jest zakręcony, ale nie trwa wiecznie. A potem się człowiek wkręca w kierat, rozkręca i jakoś się to kręci. Siłą rozpędu.

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 01/09/2014

Bez względu na to, czy jesteś uczniem, ucznia rodzicem czy belfrem, pamiętaj, że:

  • We wrześniu i tak wiele ustalić się nie da. Dostaniesz wprawdzie do ręki plan lekcji, który dodatkowo wisi już na stronie internetowej szkoły, ale zanim zdążysz zgrać grafiki zajęć wszystkich członków rodziny i zapisać dziecko/siebie na zajęcia dodatkowe w odpowiadających wam godzinach, wszystko się rozjedzie. Uczniom przeniosą piątą lekcję z poniedziałku i zainstalują jako ósmą w piątek – wtedy miał być tenis, a zamiast na 7.45 we wtorek pójdzie dziecina na 10.20 – i kto ją do szkoły dowiezie, no kto? Belfrom doładują trzy okienka (pusta godzina lekcyjna) i dwa balkoniki (dwie puste pod rząd). I przygotowania do nadciągającego wielkimi krokami Dnia Nauczyciela – o, właśnie tak.
  • Z początkiem miesiąca w przedszkolach i szkołach zalęgną się wirusy. I zaczną mutować. Pod koniec września wasz dom przypominać będzie leprozorium. Przy czym: dziecko nie będzie się nadawało do wyekspediowania do placówki (szkolak padnie sam, przedszkolaka zabronią przewłóczyć na instytucji łono w obawie przed rozprzestrzenieniem się glutozy zakaźniej), ty nie będziesz się nadawała ani do opieki nad dzieckiem (glutoza w zakresie własnym, gorączka i te wszystkie inne jak-nie-urok-to-sraczka) ani do pójścia do pracy. W przedszkolu żądać będą, abyś stanowczo poszła „na opiekę”, w pracy zaś poinstruują cię, że od kataru jeszcze nikt nie umarł, a dzieci mają babcię/ojca/opiekunkę/przedszkole (w którym, jak wiadomo, zażądali…) i żeby ci żadne L4 do głowy nie przyszło. Ojciec na L4 nie pójdzie, bo ma ważny projekt na ukończeniu, babcia wciąż pracuje zawodowo, w przedszkolu… Ech. I tak ad infiniutum.
  • Około połowy miesiąca wyjdzie na jaw, że wszystko, dosłownie wszystko, co twoja pociecha ma w szafie (odzież, obuwie, dodatki) jest „szitowe”. Wiocha i obciach. „Żalowe” jest. Bo jeszcze 2, 3, ba, nawet 12 września można było mieć na plecaku Kotka Mamrotka, ale teraz (15 września), to już nie można. I dziecię stanowczo odmówi uczęszczania na zajęcia edukacyjne bez plecaka z Krówką Ramówką. I trampkami z rzeczoną. I majtkami na WF. Przy czym: dobrze by było wymienić całą garderobę ze skarpetkami włącznie oraz tablet, bo producent nie przewidział wymiennej obudowy z Krówką.

Pracująca mama vel matkująca pracowniczka to osobny gatunek człowieka, zaginione ogniwo ewolucji. Co jest najlepszym sprzymierzeńcem takiego osobnika? Kalendarz.

Można by przypuszczać, że także… pusta ściana. Nie, nie w celu walenia w nią głową. Wiecie – ma być jak w amerykańskim filmie sensacyjnym. Oto co wieczór zbiera się to zacne grono (pracująca mama, pracujący tata, dzieciąt sztuk ileś tam) i na ścianie rozpina mapę. W strategiczne miejsca wbijacie pinezki, takie bycze, do tablic korkowych. Zaznaczacie wszelkie miejsca, w które udajcie się co dnia: szkoła, biuro jedno i drugie, przedszkole, sklep, dom kultury… Potem szef pionu logistycznego, czytaj: mama, przy pomocy gumek recepturek albo jakowegoś sznurka lub po prostu pisaczkiem (amerykańscy detektywi zwykle używają pisaczków…) zaznacza przebieg tras – kto się przemieszcza, skąd i dokąd, kto kogo zawozi/przywozi/przewozi i takie tam. Przy czym: stanowczo lepsze są pisaczki, bo plątanina sznureczków może okazać tak poplątana, że wszyscy domownicy dostaną pląsawicy. Teraz tylko wykonać… (amerykański detektyw zawsze trafi po nitce do kłębka).

Zanim się w tych gumeczkach/niteczkach/pisaczkach połapiecie, będzie już październik.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail