Czego szukasz

Ogródki działkowe znowu modne – czy warto mieć ogródek działkowy i na co zwrócić uwagę?

Zamknięci w 4 ścianach z powodu pandemii doceniliśmy własne ogrody i bezpieczny wypoczynek na łonie natury. Kto mieszka w bloku z małym balkonem rozgląda się za kawałkiem „terenu zielonego”, z którego można by korzystać o każdej porze i w każdej sytuacji. Jak zostać działkowcem, na co zwrócić uwagę szukając wymarzonej działki i dlaczego warto mieć własny ogródek działkowy? Sprawdźcie!

  • Joanna Gotfryd - 27/07/2020

Czy warto mieć ogródek działkowy i na co zwrócić uwagę przed zakupem?

Działkowiec czyli kto?

Jeżeli na słowo działkowiec mieliście skojarzenie – starszego wąsatego pana z sekatorem, lub starszą parę z pasją uprawiającą warzywa i kwiaty – to pora je zmienić. Bycie działkowcem stało się modne wśród młodych ludzi i rodzin z małymi dziećmi.

Trochę ze względu na powrót do życia bliżej natury, jak i pandemię koronawirusa, która unieruchomiła nas w mieszkaniach na długo. Przymusowy lockdown spowodował niespotykane od kilkudziesięciu lat zainteresowanie ogródkami działkowymi.

Jak zostać działkowcem i jak kupić ogródek działkowy?

Ogródki działkowe masowo powstawały w czasach PRL, zlokalizowane w miastach lub jego obrzeżach, tak aby lud pracujący mógł wypocząć po pracy, niedaleko miejsca zamieszkania. Nie słyszałam, aby w ostatnich latach miasta decydowały się na zakładanie nowych ogrodów i udostępnianie ich mieszkańcom. A szkoda.

Jak kupić ogródek działkowy? Można szukać ofert sprzedaży od osób prywatnych w serwisach z ogłoszeniami typu olx. Ofert na szczęście nie brakuje, ale niestety pandemia mocno wywindowała ceny. O ile jeszcze kilka lat temu można było kupić działkę za kilka tysięcy, to teraz ceny mocno przeskoczyły poziom 20-30 tysięcy. Nie brak też działek za 50 i więcej tysięcy.

Warto też dzwonić do zarządów poszczególnych ogrodów i dopytywać o wolne działki do sprzedaży – czasem stoją opuszczone, zaniedbane przez wiele lat i można będzie je na nowo zagospodarować.

plony z ogrodka dzialkowego

Działka blisko domu

Warto kupić taki ogródek jak najbliżej domu, żeby można było łatwo i szybko dojechać.

Oczywiście, jeśli planujesz korzystać z działki okazjonalnie, chcesz spędzić weekend na grillowaniu i leżakowaniu – działka może być dalej położona, nawet w sąsiedniej miejscowości (poza dużymi miastami jest taniej). Jeśli jednak chcesz tak jak my uprawiać mały ogródek (i na przykład regularnie podlewać uprawy, zbierać plony) i wyrwać się po pracy żeby popatrzeć na zieleń – im bliżej działka tym lepiej. Idealnie jeśli można na nią dojechać także komunikacją miejską.

Przeczytaj także: 5 sposobów na udane wakacje z rodziną

Domek, woda i prąd

Im ładniejszy, większy i nowszy domek, tym droższa działka. Zastanów się czy potrzebujesz „rezydencji” z tarasem, czy może raczej domek ma służyć jako schronienie w razie nagłego deszczu i do przechowywania leżaków, naczyń czy narzędzi?

Kupując działkę zwróć uwagę czy na ogródkach działkowych jest doprowadzona woda i prąd. Nie wszystkie działki mają podłączone media. A jak korzystać z uroków działki, gdy nie można podlewać roślin czy zagrzać wody na herbatę?

Działka nie na własność, tylko dzierżawa

Działki ROD mają od około 3 do 5 arów powierzchni. Kupując działkę tak naprawdę nie stajesz się właścicielem gruntu. Kupujesz (umowa u notariusza) nasadzenia czyli drzewa, krzewy i zabudowania na działce. A z działki możemy korzystać w ramach dożywotniej dzierżawy od PZD (Polski Związek Działkowców).

Ile kosztuje utrzymanie działki?

Nabywając działkę trzeba się liczyć z jednorazowym wpisowym na rzecz ogródków – kilkaset do tysiąca złotych. Później raz do roku płaci się opłatę za dzierżawę, wywóz śmieci, wodę i prąd – oczywiście zależnie od zużycia, lub ustaleń zarządu ogródków (np. prąd wg zużycia a wodę ryczałtem). Roczna opłata to około 400-500 zł.

Czy działka to dobry pomysł dla rodziny z dziećmi?

Tak, jeśli lubisz przebywać na świeżym powietrzu, nie potrzebujesz dostępu do wifi przez 24/7 i masz małe dzieci.

Czy warto kupić działkę w ogródkach działkowych?

Prywatna zielona strefa relaksu w mieście

Nic tak nie ukoi skołatanych nerwów (po lockdownie lub ciężkim dniu w pracy) jak wyjście na zewnątrz i wyciszenie się wśród zieleni. Po prostu siadasz na ławce i oddychasz.

Jeśli lubisz towarzystwo przyjaciół i rodziny – zapraszasz ich na działkę i razem bawicie się i odpoczywacie. Nie muszę chyba pisać, że w słoneczny weekend z co drugiej działki roznosi się zapach grillowanych potraw? Wystarczy przenośny grill, stół, ogrodowe krzesła, parę naczyń (rodzina i znajomi chętnie oddadzą Ci te serwisy, których już nie chcą używać – ja tak skompletowałam pełne wyposażenie działkowej kuchni) i zapraszamy na imprezę!

A hamak powieszony między drzewami? Jak fajnie bujać się patrząc na korony drzew i niebo. I posłuchać jak ptaki „rozmawiają o życiu” ze sobą. Choć nasza działka jest w centrum Krakowa, to można się na niej poczuć jak w prawdziwej wiejskiej agroturystyce.

Przeczytaj też: Bon turystyczny 500+ na wakacje dla dzieci

Czysty i bezpieczny plac zabaw dla dzieci

Nie brak działkowiczów, którzy dwoją się i troją by swoim dzieciom lub wnukom zapewnić najlepsze warunki do zabawy – huśtawki, mini domki, piaskownice i baseny. Dzieci mogą hasać po czystej trawie, bez obawy o wdepnięcie w psią kupę.

Taka działka to idealne miejsce dla dzieci najmłodszych i przedszkolnych. No może jeszcze wczesnoszkolnych. Mniej więcej w wieku 9-10 lat zachwyt dzieci działką mija. Pobyt na działce przestaje być atrakcją i na hasło „a może teraz pojedziemy wszyscy na działkę” można usłyszeć – tam jest nudno i po co w ogóle nam ta działka.

Może jak dzieci dorosną jeszcze bardziej, to będą chciały zrobić na działce imprezę dla swoich znajomych. Także nie czekajcie z kupnem działki aż dzieci podrosną, bo będziecie na działkę jeździć bez dzieci – co w sumie też ma swoje plusy.

plony z ogrodka dzialkowego

Ekologiczne warzywa z własnego ogródka

Zabawa w miejskich rolników nie jest dla każdego. Mnóstwo działek jest wykorzystywanych wyłącznie do celów rekreacyjnych. Ale warto spróbować mały fragment ogródka przeznaczyć na własne uprawy. Już 50 m2 przeznaczone pod uprawy warzyw wystarcza, by zaspokoić potrzeby zaopatrzenia w warzywa 4-osobowej rodziny.

Oczywiście to nie zrobi się samo, ogródek trzeba pielęgnować i podlewać. Ale satysfakcja z wyhodowania własnej fasolki szparagowej czy cukinii – bezcenna. My na uprawę ogródka zdecydowaliśmy się dopiero w 4 sezonie działkowym, wcześniej urządzając działkę i stawiając nowy domek.

W sieci jest mnóstwo porad jak uprawiać ogródki warzywne w mieście – my zdecydowaliśmy się na kilka podwyższanych grządek – ładnie wyglądają i łatwiej takie grządki uprawiać. Na Pintereście na hasło raised garden beds znajdziecie tysiące inspiracji i podpowiedzi jak je wykonać.

Ja uprawiam ziemniaki w torbach z ikei (tutoriale są na YT, ziemniaki z toreb udają się nawet na balkonie). Znajomi się śmiali, że to przygotowanie do całkowitego lockdownu i przestawienie się na samowystarczalność, ale do tego stanu jeszcze nam daleko. W każdym razie ziemniaki rosną jak szalone i mam nadzieję, że wydadzą fajny plon jesienią.

Owoce na wyciągnięcie ręki

Jeśli od pietruszki i marchewki wolisz maliny czy czereśnie – działka to idealne miejsce by zapewnić sobie porcję owoców na stół. Kupując działkę mieliśmy na niej duże drzewo czereśni, starą jabłoń i kilka dorodnych krzewów czarnej porzeczki – owocują jak szalone, a my zbieramy plony i dzielimy się nimi z przyjaciółmi.

Na szczęście oprócz zbiorów nie musimy nic robić. No dobra, jeszcze przycinać od czasu do czasu, żeby za bardzo się nie rozrosły. Chociaż cydr robiony z własnych jabłek nie wyszedł taki dobry jak planowaliśmy, to szarlotka i sok z czarnej porzeczki – mniam.

Drzewa owocowe dają też zbawienny cień na działce no i do ich pni można zamontować hamak.

Poznaj nasze propozycje książek do przeczytania w wakacje

Łąka kwietna

Tak jak mój mąż testowo uprawia warzywa w ogródku, ja w tym roku wydzieliłam mini kącik na kwiaty i eksperymentuję. Starymi deskami wydzieliliśmy strefę kwiatową i tak powstał nasz mały „trójkąt bermudzki”, w którym zasiałam malutką łąkę kwietną i posadziłam kilka kwiatów.

Dokupiłam dużo lawendy, jadalną różę, piwonię i patrzę jak rosną i kwitną. A ile nazw i rodzajów kwiatów poznałam ostatnio? Szaleństwo! I planuję powiększyć część kwiatową o kolejne strefy kwiatowe w przyszłym roku.

kwiaty na dzialce

Raj dla miłośników majsterkowania

Domek na działce i ogródek to raj dla majsterkowiczów – ciągle można coś przycinać, przybijać i ulepszać. Jeśli lubisz prace manualne, to taka działka pozwoli się zrealizować. Podpórki do kwiatów, podwyższone grządki, meble DIY do domku, pergola – wszystko można zrobić. Mój maż postawił też duży stół roboczy, gdzie pracuje, tnie i przykręca co tylko jest do zrobienia. W mieszkaniu na taki stół oczywiście nigdy nie byłoby miejsca. A tak ma własny warsztat pod chmurką.

To oczywiście jeszcze nie wszystkie zalety działkowania. Fajnie jest spróbować i przekonać się osobiście, czy i jak chcesz spędzać czas na działce. Jeśli uznasz, że to nie jest rozrywka dla Ciebie – działkę łatwo sprzedasz tym, którzy dopiero marzą o własnym ogródku.

Zdjęcia: Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

To 100 procent więcej niż się spodziewałam – mówi Karolina, zwyciężczyni konkursu Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Wygrała nasz konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy i staż w redakcji The Mother Mag. Jest mamą dwóch synów, żoną i autorką bloga matkanaskrajuzałamanianerwowego.blogspot.com. Poznajcie Karolinę Foch-Szpak!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 03/09/2020
Karolina Foch-Szpak

Pracę nadesłaną przez Karolinę na konkurs, możecie przeczytać w najnowszym #7 numerze magazynu The Mother Mag. Zapraszamy!

Karolina, jesteś laureatką I nagrody w naszym konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy. Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału?

Głównie ciekawość. Decyzja była spontaniczna, pomyślałam „wyślę, zobaczymy, co się wydarzy”. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy to moje pisanie spodoba się komuś „z zewnątrz”.

Od jak dawna prowadzisz blog i dlaczego zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Bloga piszę od roku, jest to forma pamiętnika. Zaczęłam dwa miesiące przed pierwszymi urodzinami swojego młodszego syna. Bycie mamą dwójki dzieci jest oczywiście cudowne i wspaniałe i w ogóle naj, jednak trochę dało mi w kość, szczególnie że moim głównym zajęciem stało się, jak to mówią, „siedzenie w domu z dziećmi”, zajmowanie się nimi i domem. Nie da się ukryć, że poczułam się trochę zmęczona, postanowiłam więc spróbować przelać swoje przemyślenia i lekkie frustracje na ekran komputera. Taka forma autoterapii. Pamiętnik jest pisany lekko, z dużą dawką autoironii i sarkazmu, dzięki temu lżej patrzy mi się na rzeczywistość.

Wygrałaś staż w redakcji The Mother Mag. Czy cieszysz się z tej nagrody? Jak planujesz spożytkować wiedzę zdobytą podczas stażu?

Jestem przeszczęśliwa i bardzo podekscytowana! Nie spodziewałam się również tak wspaniałego przyjęcia przez dziewczyny z The Mother Mag. Otrzymałam od nich bardzo dużo wsparcia, wiele ciepłych słów dotyczących mojego pisania, a także dużo swobody w działaniu. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pochwalić się efektami. Bardzo zależy mi, żeby wycisnąć z tej współpracy jak najwięcej, kto wie, może pozwoli mi to na kontynuację pisania już na bardziej profesjonalnym poziomie. Tego bym chciała. A tak naprawdę, przyjmę z wdzięcznością to, co redakcja ma mi do zaproponowania. To 100 procent więcej niż się spodziewałam.

Przeczytaj także: Zapiski z czasu zarazy – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Czego chciałabyś się nauczyć?

Na stażu? Jak najwięcej! Również od strony technicznej, jak powstają pomysły, jak wygląda burza mózgów, skąd dziewczyny czerpią inspiracje. Jestem w trakcie poszukiwania pracy, może kolejna pozycja w CV o odbyciu stażu w The Mother Mag pozwoli mi na zmianę w życiu zawodowym?

Czy wiążesz jakieś większe plany z pisaniem, prowadzeniem bloga? Chcesz to rozwijać?

Tak, bardzo. Głównie dlatego, że sprawia mi to ogromną radość, i jak już wspominałam, pisanie dobrze na mnie wpływa, pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem. Lubię pisać, jeśli znajdą się odbiorcy mojej „twórczości”, tym lepiej.

Wierzę, że się znajdą. Karolina jesteś mamą – w jakim wieku są Twoje dzieci? I co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Tak, jestem mamą dwóch wspaniałych. 🙂 Olek w maju skończył 8 lat, Teodor za niespełna miesiąc skończy 2. Największe wyzwanie? Ojej… udźwignięcie odpowiedzialności za dzieci, to, że jest się mamą 24 godziny na dobę i nie można wziąć urlopu, to, że pewnie dopiero za kilka lat okaże się, czy moje decyzje związane z wychowaniem dzieci były słuszne.

Natomiast od dwóch lat, czyli odkąd jestem mamą dwóch synów, największym wyzwaniem jest chyba pogodzenie się z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcam obu tyle czasu, ile powinnam.

W ogóle pierwszy rok po pojawieniu się na świecie Teosia pamiętam jako wieczne karmienie piersią! Mieliśmy ze starszakiem swoje rytuały, poranne jedzenie śniadania, wieczorne czytanie książki na dobranoc. Szybko okazało się, że trzeba zmienić zwyczaje, bo jest młodszy brat. Kiedy Olek miał pasowanie na pierwszoklasistę, ja trafiłam nagle z Teosiem do szpitala. Byłam na pasowaniu na chwilę, bo do młodego pojechała moja mama, ale miałam wyrzuty sumienia, że on jest tam sam w szpitalu – beze mnie, a ja jestem na uroczystości…

Wróciłam przed zakończeniem pasowania, ale to też skończyło się wyrzutami sumienia, bo nie zostałam do końca, bo nie widziałam całego występu… Szaleństwo! Z drugiej strony, wiedziałam, że starszak miał najlepszą opiekę i towarzystwo, bo przecież był z tatą. Mąż też przyjeżdżał do szpitala, żebym mogła pojechać do domu, wziąć prysznic, wypić kawę. Ale nawet wtedy, nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam być na miejscu.

Z fragmentu bloga, który do nas wysłałaś dowiadujemy się, że pracowałaś jako nauczycielka i że właśnie ta rola w wersji domowej była dla Ciebie w czasie izolacji najbardziej wymagająca. Czy to jest tak, że swoje dzieci uczy się najtrudniej? Tak jak swoich bliskich najgorzej się leczy, jak mówią lekarze?

Tak! Tak! Tak! Było bardzo, bardzo ciężko pogodzić te dwie role: mamy i nauczycielki swojego dziecka. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że moim głównym problemem było to, że chciałam za bardzo i za mocno mi zależało. Podeszłam do zadania jak nauczyciel, mamy zrobić to i to, w dodatku bardzo ambicjonalnie.

Nie chciałam, żeby Olek miał zaległości z mojej winy, bo w końcu to ja byłam odpowiedzialna za odbieranie wiadomości od nauczycielki i wykonywanie tych prac. Byłam przekonana, że dzieci jednak wrócą do szkół przed końcem roku i jedyne, o czym myślałam to to, że jak nie zrobi lekcji, to zapomni jak czytać, jak liczyć i jak on sobie potem poradzi w szkole?!

Za każdym razem, kiedy siadaliśmy do lekcji, okazywało się, że syna właśnie coś boli, źle się czuje, swędzi go paluszek u stopy, musi iść do łazienki, coś mu przeszkadza. Jak przypominam sobie o tym teraz, wydaje się mi to nawet całkiem zabawne. Dodatkowo, po mieszkaniu biegał niespełna dwulatek, który dosłownie trząsł się na sam widok komputera, książek brata oraz jego przyborów szkolnych.

Próbowałam planować naukę tak, żeby młody wtedy spał, ale on jak na złość, zwykle spać nie chciał albo budził się co 10 minut. Z jednej strony chciałam poświęcić czas starszemu synowi, z drugiej musiałam jeszcze zabawiać młodszego, żeby w ogóle można było popracować…

Zawsze z ulgą zerkałam na grafik męża, kiedy był w domu, sytuacja nie wyglądała aż tak dramatycznie. Lekcji codziennie było bardzo dużo, sytuacja na pewno się polepszyła, kiedy uznałam, że dla swojego i dzieci zdrowia psychicznego musimy trochę odpuścić. Poza tym, porozmawiałam sobie w między czasie z koleżankami, które też mają dzieci, okazało się, że nie jestem jedyną, która tak to wszystko przeżywa, poczułam się wtedy nieco lepiej.

Prawdą jest, że zupełnie inaczej uczy się „cudze” dzieci, obcych ludzi. Uczy się ich zwykle poza swoim domem, można się więc skupić na samym procesie edukacyjnym. A! Zapomniałabym! Całe to „zdalne nauczanie” było dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Jakieś dwa miesiące przed zamknięciem szkół wspominałam mężowi, że chyba przerzucimy się na domową edukację, bo nie mogłam przeżyć ilości materiału oraz prac domowych zadawanych przez nauczycielkę. Jak to mówią, uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Po tych kilku miesiącach porzuciłam ten okropny pomysł!

Przeczytaj także: Świrus w koronie – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Co było jeszcze dla Ciebie dużym wyzwaniem w czasie izolacji?

Na pewno brak możliwości wyjścia z dziećmi. O ile starszy syn dość dobrze odnalazł się w tej sytuacji, znajdował sobie różne zajęcia, o tyle młodszy bardzo tęsknił za wychodzeniem na dwór. Chodziliśmy na krótkie spacery dookoła bloku, ale to było mało i w okresie całkowitego lockdownu, stało się uciążliwe. Dodatkowo, ludzie dookoła, mam przynajmniej takie wrażenie, z niechęcią patrzyli na dzieci. Zostały one przedstawione jako główny roznosiciel wirusa, który w dodatku przechodzi chorobę bezobjawowo.

Raczej nie zazdroszczę niczego nikomu, ale wtedy zazdrościłam domów z ogródkiem, dużych balkonów czy tarasów. Nasz balkon zaczęłam czule nazywać „spacerniakiem”, bo to tam głównie łapaliśmy promienie słońca i oddychaliśmy świeżym, miejskim powietrzem. Przesadziłam nawet kwiatka z chłopcami i posialiśmy jakieś warzywa, o dziwo urosły, chyba pierwszy raz udało się mi nie zabić roślinek!

Izolacja była dla mnie ciężkim doświadczeniem właśnie ze względu na dzieci, na to, że one źle ją znosiły. Starszy syn początkowo cieszył się z zamknięcia szkoły, ale potem po prostu tęsknił za kolegami, wychowawczynią, nawet za „normalnymi” lekcjami.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie. Czytałam, że po kwarantannie wzrosła dramatycznie liczba wniosków rozwodowych. Dla nas, jako rodziny, sam czas spędzany razem nie był w ogóle uciążliwy. No, może czasami, ale chyba nie bardziej niż zwykle.

W swoich postach na blogu nie lukrujesz macierzyństwa, ani relacji z partnerem. Można powiedzieć, że „walisz prawdę” prosto z mostu. Czy spotkałaś się z negatywnymi reakcjami? Że tak nie można, że zbyt ostro?

Hmmm… nie spotkałam się z negatywnymi opiniami, ale nie mam też aż tak wielu czytelników. Pierwszą czytelniczką bloga była moja mama, która doceniła moje poczucie humoru i dużą dawkę ironii oraz sarkazmu. Z drugiej strony, jedna czy dwie osoby uznały, że moje teksty są smutne. Nie chciałabym, żeby tak je odbierano, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przyznam jednak, że kiedy wysyłałam swoją pracę na konkurs, spodziewałam się, że może nie być w ogóle brana pod uwagę właśnie ze względu na zbyt realistyczne podejście do tematu.

Gdzie chciałabyś być za rok?

To chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Ostatnio bardzo ostrożnie podchodzę do planów czy nawet marzeń, ale spróbujmy: chciałabym być bliżej domu z ogródkiem.

To właśnie tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Oto fragment pracy Karoliny:

„Adonisowi zamknęli siłownię. W niedzielę ok 13 tak usiadł załamany i mówi, że teraz to już tylko praca i dom i nie ma już nic z tego życia. Popatrzyłam na niego bez współczucia i mówię, że teraz już wie, jak wygląda moje życie. Nie odezwał się już długo, może uznał, że jest tak
przygnębiające, że nawet nie ma jak skomentować.
Zapomniałam dopisać, że ciśnienie mi skacze, kiedy widzę kolejne „przydatne” linki z tym, jak spędzać czas z dziećmi w czasie kwarantanny narodowej. Mam wrażenie, że albo dzieci z kosmosu, albo rodzice, którzy je piszą i udostępniają, wcale dzieci nie mają! O, takiego! Żeby spędzić z dziećmi czas, i przeżyć trzeba mieć:

  1. dużo alkoholu albo cierpliwości albo jednego i drugiego,
  2. dobry internet,
  3. telewizor,
  4. opcjonalnie podwórko, ogród żeby dzieci wypieprzyć poza dom i odpocząć.

Ja niestety 4 nie posiadam (ani pierwszego też nie), więc wczoraj ze smutkiem stwierdziłam, że nie koronawirus mnie zabije, ale czas z moimi słodkimi pociechami. O!”

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Karoliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Odwaga i wstyd razem, a jednak osobno!

Odwaga i wstyd są naszymi nieodłącznymi towarzyszami. I jeśli myślisz, że nie jesteś odważna to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Odwagę można ćwiczyć, tak jak mięśnie!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 02/09/2020

Odwaga i wstyd. Nierozłączny duet

Jakiś czas temu słuchałam webinaru o odwadze i wstydzie – o tym duecie, z którego chętnie wykluczyłybyśmy ten drugi element, z nadzieją, że wtedy byłoby łatwiej i przyjemniej. Tylko, że tego się zwyczajnie nie da zrobić. Odwaga i wstyd. Odwaga nie może istnieć bez wstydu i lęku, a lęk i wstyd potrzebuje odwagi. Gdybym się nie bała, nie wstydziła, to skąd wiedziałabym, że jestem odważna, jak właśnie przełamując w sobie te dwa uczucia? A gdybym była zawsze odważna, to skąd wiedziałabym, że taka jestem, skoro nie wiem czym jest lęk i wstyd? Czy podążasz za moim tokiem myślenia? Ma to sens?

Wstyd dotyka naszego wewnętrznego dziecka

Słuchając webinaru o odwadze, przypomniałam sobie jak wstyd nie pomagał mi w bardzo trudnym momencie w życiu. Gdybym nie wstydziła się swoich problemów i odważnie opowiedziała innym o nich, poprosiła o pomoc, pewnie krócej trwałaby moja droga do zdrowia. Wtedy też nie wiedziałam jak wiele empatii, życzliwości, chęci niesienia pomocy i zrozumienia jest w innych ludziach. Nie wierzyłam w siebie i nie wierzyłam w nich. Bałam się oceny, niezrozumienia, wyśmiania, wstydziłam się swojej słabości i nie poprosiłam o pomoc. Z długo skrywanym sekretem radziłam sobie sama, najlepiej jak potrafiłam.

Przeczytaj także: Być elastycznym jak trzcina – czyli jak budować w sobie otwartość na zmiany?

Przez wstyd do odwagi

Moja wyboista droga prowadziła przez gabinet psychoterapeuty, ale nie to było najtrudniejsze. Ukrywanie swojego problemu, udawanie, że wszystko jest w porządku, bycie dawną mną, gdy wewnątrz następowała wielka przemiana, kosztowało mnóstwo wysiłku i energii. Czy czułam się silna, gdy powoli, samotnie stawałam na nogi? Tak! Czy dziś czuję satysfakcję, że poradziłam sobie z bagażem, który zafundowało mi życie? Tak! Wiem jednak, że byłoby szybciej i łatwiej gdybym mogła wesprzeć się dobrym słowem przyjaciela, gdybym mogła opowiedzieć o swoim ciężarze i na moment zrzucić go z swoich barków. Jednak wstyd i lęk przed oceną były silniejsze ode mnie.

Po latach, gdy już na dobre wróciłam do zdrowia, gdy zaczęłam czerpać siłę z doświadczenia, które przeszłam, wielu osobom opowiedziałam o swoim doświadczeniu, które pokonywałam po cichu, obok nich, nie prosząc o wsparcie i pomoc ze strachu, z braku odwagi. I co się okazało? Że nikt się nie śmiał, nikt nie zbagatelizował mojego problemu, nikt nie mówił, że jestem śmieszna i coś sobie ubzdurałam. Okazało się też, że wokół mnie jest wiele osób, które borykają się z różnego rodzaju fobiami, a moja otwartość odważyła je do swoich wyznań.

Zapamiętam na zawsze – odwaga jest jak mięsień – można ją ćwiczyć

Dlatego dziś ćwiczę swoją odwagę każdego dnia. Ćwiczę ją jako mama, jako żona, przyjaciółka i jako redaktorka portalu. Jako klientka, jako pacjentka i jako osoba stojąca w kolejce – zwracająca uwagę Panu za mną, że jednak “w tych czasach” stoi zbyt blisko. Ćwiczę też odwagę w byciu sobą. W byciu zmęczoną, nieuczesaną, popełniającą błędy. Wstyd i odwaga są naszymi towarzyszami. I cały ten przekaz o wstydzie i odwadze, bardzo dotarł do mojego wnętrza.

Wydawać by się przecież mogło, że czym innym jest odwaga w poszukiwaniu nowej pracy, w podjęciu decyzji o przebranżowieniu się, a czym innym odwaga w byciu Kasią, Olą, mamą, tatą, żoną, czy przyjaciółką. Nie, to ta sama odwaga, więc Droga Mamo – chciałam Ci powiedzieć, że jesteś odważna, każdego dnia – dbając o siebie, o rodzinę, dzieci. Byłaś odważna podczas tej izolacji i zdalnej pracy i nauki. Ćwiczymy tę odwagę każdego dnia. Pamiętaj o tym, gdy staniesz przed nowym wyzwaniem.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail