Czego szukasz

Lodovo – przepis na zdrowe, proste i bajecznie pyszne desery

O wielkiej pasji i miłości do gotowania, odwadze i postawieniu wszystkiego na jedną kartę, rozmawiam z Jolantą Naklicką – Kleser. Historia autorki książki kulinarnej „Lodovo” jest dowodem na to, że warto być wytrwałym i zdeterminowanym w dążeniu do celu i spełnianiu swoich marzeń.

Zdjęcie Jolanty Naklickiej - Kleser, autorki książki

Pani Jolanto, z wykształcenia jest Pani fizjoterapeutką, przez 18 lat pracowała Pani w korporacji w dziale sprzedaży, z której z dnia na dzień Pani zrezygnowała, a dzisiaj robi Pani to, co kocha najbardziej, czyli gotuje dla bliskich i nie tylko. Taka decyzja wymagała wiele odwagi. Co Panią do niej skłoniło?

Wiele osób mówi mi, że była to wielka odwaga, inni, że jednak głupota. Prawda jest taka, że była to decyzja podjęta w wielkich emocjach. Kocham gotować i marzyłam, by sprawdzić, jak wypadnę wśród innych kucharzy-amatorów. Kiedy w pracy dowiedziałam się, że nie dostanę urlopu, mąż zapytał, czy złożyłam już wypowiedzenie – tak po prostu. Gdyby zapytał jeszcze 3 razy, pewnie bym ochłonęła. Na szczęście podjęłam tę decyzję i nigdy jej nie żałowałam.

Czy gotowanie od zawsze było Pani pasją i realizuje Pani dzisiaj swoje marzenie? Czy to było takie nagłe odkrycie w sobie czegoś nowego?

Gotuję, odkąd pamiętam, z ciekawością podchodzę do wszystkich nowych smaków. Kiedy założyłam rodzinę, zaczęłam większą wagę przywiązywać do zbilansowanej i zdrowej diety. Uwielbiam też przygotowywać tematyczne przyjęcia dla znajomych, zaskakiwać ich potrawami kuchni całego świata, wspólnie świętować. Potrzeba karmienia ludzi, których kocham, jest we mnie od zawsze.

Właśnie wydała Pani książkę kulinarną „Lodovo”, dlaczego napisała Pani książkę właśnie o deserach?

„Lodovo” to moja pierwsza książka, dedykowana mężowi i dzieciom. Cała moja rodzina uwielbia słodkości, a ja – jak każda mama – zwracam uwagę na to, co podaję swoim dzieciom. Nie chcę, by sięgały po śmieciowe przekąski, a ochotę na słodycze mają przecież codziennie. Z braku czasu musiałam nauczyć się, jak w 5 minut przygotować coś, co mogę wrzucić do lodówki lub zamrażalnika, a co moje dzieci mogą zjeść akurat wtedy, kiedy najdzie je ochota.

„Lodovo” ma być alternatywą dla niezdrowych, a niestety nie dających się całkowicie wyrzucić z naszego i naszych dzieci jadłospisu słodyczy. Skoro o lodach i smoothies w niej mowa, przypuszczam, że pierwszymi recenzentami musiały być Pani dzieci?

Oczywiście. Mam trójkę dzieci, każde z nich ma inne podniebienie i lubi inne smaki, dlatego zaspokojenie ich apetytu jest nie lada wyzwaniem! Przy nich jednak nauczyłam się, że im prościej, tym lepiej. Dlatego też przepisy w mojej książce są właśnie takie – proste, ale bajecznie pyszne. Dla dorosłych, którzy poszukują czegoś bardziej wyrafinowanego, zamieściłam też osobny rozdział „dla zaawansowanych”. Dzieci jednak najbardziej lubią nieskomplikowane, słodkie i owocowe smaki.

Skąd czerpie Pani inspirację do gotowania? Jak powstają takie nowe pomysły/kompozycje smakowe?

Inspiracją może być każda, nawet z pozoru błaha codzienna sytuacja. Poranne wyjście na targ daje nam wspaniały obraz, tego, na co akurat jest sezon, a więc jest też najświeższe i najsmaczniejsze. Nowa książka kulinarna, podróż do ciekawych miejsc w Polsce i na świecie – wszystko to sprawia, że moja głowa napełnia się pomysłami, a gotowanie nigdy się nie nudzi. Dzięki temu codziennie mogę proponować mojej rodzinie i gościom inne smaki.

 

Wiem, że prowadzi Pani w Katowicach Pracownię Smaku. Proszę opowiedzieć o trochę o tym miejscu.

Pracownia SMAKU jest miejscem magicznym i unikatowym na skalę całego regionu. W tajemniczej bramie nr 12, za starymi drewnianymi drzwiami otwiera się magia… Tutaj spotykamy się, by wspólnie gotować, jeść, uczyć się i spędzać czas w gronie przyjaciół. Prowadzimy warsztaty z kuchni całego świata, a do współpracy zapraszamy też kucharzy i znane osoby z branży kulinarnej.

Organizujemy również imprezy zamknięte, podczas których rodzina czy grupa przyjaciół może spędzić czas we wspaniałej atmosferze. Jesteśmy też ciekawą propozycją dla firm, które poszukują alternatywy dla typowych rozwiązań eventowych – możemy ugotować, pokazać, nauczyć. Czasem zamieniamy się w kameralną restaurację i serwujemy eleganckie dania, innym razem robimy warsztaty, na których każdy sam może zdecydować, co ma ochotę przygotować. Pracownia nie ma ograniczeń – wszystko zależy od pomysłowości naszej i naszych gości.

Nie mogę nie zapytać o program Masterchef. Jak dzisiaj wspomina Pani udział w tym programie?

Bez wątpienia był to wyjątkowy okres w moim życiu, przede wszystkim dlatego, że wywrócił je do góry nogami. Dostając 3x TAK od jury za moją hiszpańską paellę utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem na właściwym miejscu i że właśnie to powinnam dalej robić w życiu. MasterChef to też wspaniali i utalentowani ludzie. Do dzisiaj utrzymujemy kontakt, wspieramy się, wymieniamy pomysłami.

Co najbardziej Panią cieszy, przynosi największą satysfakcję w gotowaniu?

Widok zadowolonych gości, którzy szczerze komplementują moje dania. Niezależnie od tego, ile długich godzin spędzę w kuchni, słysząc pochwały na temat moich dań, mija całe zmęczenie. Goście, którym smakowało, są rekompensatą każdego wysiłku. Wspaniałe jest też to, że nawet laika mogę nauczyć, jak w banalnie prosty i szybki sposób przygotować z pozoru skomplikowane dania. Gotowanie to interakcja z ludźmi.

I na koniec banalne (choć może nie 🙂 ) pytanie. Jaką kuchnię Pani lubi?

Uwielbiam nie tylko gotować, ale i jeść. Stawiam na śródziemnomorskie klasyki, kuchnię hiszpańską (i oczywiście moją ukochaną paellę, z której słynie już Pracownia SMAKU). Często sięgam po ryby i owoce morza, które są też tematem otwartych warsztatów, które prowadzę. Pociąga mnie kuchnia azjatycka – ma niewiarygodne przyprawy, a wiele dań jest naprawdę szybkie w przygotowaniu. Coraz częściej doceniam też walory zbilansowanej kuchni wegetariańskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: Grupa Zwierciadło

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Nowy Sącz stolicą macierzyństwa – II Sądeckie Forum Mam

Przez ten jeden miesiąc w roku Nowy Sącz jest stolicą macierzyństwa. Zbliża się piękny czas, nie tylko dla wszystkich zakochanych, ale przede wszystkim dla Aktywnych Mam – maj, a w maju II Sądeckie Forum Mam. Sądeczanki będą mogły świętować Dzień Matki już 25.05.2019 i poczuć się nad wyraz wyjątkowo, jak na to święto przystało.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 18/04/2019
zdjęcie z I Sądeckiego Forum Mam

Klub Aktywnych Mam

Podobnie jak w zeszłym roku, nie zabraknie wspaniałości w wielu dziedzinach. Każda mama znajdzie w programie coś dla siebie i na pewno nie będzie się nudzić.
W tym roku na zaproszenie Aktywnych Mam odpowiedzieli wspaniali goście.

Będzie coś o wychowaniu, dzieciach, relacjach w związku jak również coś innego, czyli męski punkt widzenia… Brzmi tajemniczo, ale nie chcemy za dużo zdradzać a tylko zachęcić nasze mamy, by licznie przybyły na to fantastyczne wydarzenie do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

II Sądeckie Forum Mam

Przed wydarzeniem uruchomiona zostanie rejestracja, dzięki której każda mama zagwarantuje sobie miejsce podczas wykładów. Wstęp na to wydarzenie to jedyne 10 zł płatne na konto stowarzyszenia, jest to gwarancją otrzymania pamiątkowej torby z gadżetami.

Podobnie jak w ubiegłym roku na forum zaprezentują się lokalni przedsiębiorcy i sprzedawcy. Będą zachęcać do swoich usług/wyrobów i odpowiadać na wszystkie pytania uczestniczek. W tym dniu przygotowane będą specjalne rabaty i promocje.

#MamyMoc!

My kobiety wiemy, że czasem do szczęścia potrzeba nam odrobina słodyczy i ogarnianie całego domostwa staje się banalnie proste. Klub Aktywnych Mam nie zapomniał również o tym. Swoje słodkie wyroby przygotują do poczęstowania sądeccy cukiernicy i nie tylko.

Każda mama bez wyjątku ma poczuć się  jak „u siebie”, na luzie, bez spięcia i z uśmiechem na twarzy. Zapamiętać ten dzień, poznać inne kobiety/mamy, a przede wszystkim dobrze się bawić.

Będzie ciekawie i warto już dziś zapisać to wydarzenie w swoim kalendarzu!

Kto chce być na bieżąco już dziś zapraszamy do śledzenia strony na Facebooku, jak również stronę WWW, gdzie na bieżąco umieszczane będą informacje na temat tego wydarzenia.

Niech Nowy Sącz będzie stolicą macierzyństwa po raz drugi, a my mamy pokażemy siłę i to, że #MAMYMOC!

Zapraszamy Was już 25 maja 2019 r. o godz. 9:00!  do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu! >>>

Zarejestruj się!  >>>

 

Zdjęcie: własność organizatora wydarzenia; I Sądeckie Forum Mam

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

House manager w domu pełnym kosmitów

Przeczytałam wywiad z Justyną Walczak, niezwykłą, spełnioną mamą, opowiadającą o życiu w rodzinie z dziewiątką dzieci (i z dziesiątym w drodze...). „O, ludzie, to przecież niemożliwe!” – pomyślałam, mając sama na co dzień do ogarnięcia małe kosmitki w liczbie zaledwie dwóch. Niedowierzanie, podziw i ciekawość sprawiły, że czym prędzej postanowiłam kupić książkę. O wywiadzie opowiedziałam przyjaciółce, też mamie. „To jak rozmawiać z kosmitą...!” – skwitowała. Nie wiedziała o książce, a tym bardziej o jej tytule.
  • Natalia Małozięć - 17/04/2019

Multirodzina

Książka Justyny Walczak porusza ważną kwestię, a mianowicie problem społecznego postrzegania rodzin wielodzietnych. Autorka opisując własne doświadczenia i reakcje napotykanych osób, najczęściej pisze o współczuciu, czy upatrywaniu oznak patologii w posiadaniu licznego potomstwa. Kiedyś rodzenie dzieci uznawano za całkiem normalne zjawisko, bo i podobnych rodzin było więcej… Teraz jednak, wielu obywatelom w głowie się nie mieści, że można z wyboru zostać pełnoetatową multimamą i szczęśliwym multitatą. A to właśnie ich sposób na życie!

Poświęcić się pracy zawodowej, czy zrobić karierę w macierzyństwie? Justyna już zdecydowała. Autorka książki podkreśla, iż jest kobietą świadomą, realizującą swoje powołanie. Traktuje je jako konkretną pracę do wykonania. A uzyskany dyplom lekarza? Przy częstym udzielaniu pierwszej pomocy własnym i okolicznym dzieciakom, stał się bezcenny. Wynagrodzenie? Owszem, jest – „w postaci zwielokrotnionej miłości” – pisze Justyna.

Justyna pięknie wyraża się o swoich dzieciach. Używa wielu różnych określeń, a pod każdym z nich kryje się morze miłości. Ze wzruszeniem przewiduje moment, kiedy znów będą musieli z mężem przesiąść się do wozu w normalnym rozmiarze…

Inwazja kosmitów

Tytułowi „kosmici”, czy „obcy”, jak pisze o swojej gromadce Justyna, to główni bohaterowie, czyli Walczakowa gromadka. Wydają się być „obcymi”, kiedy zmieniają się, dorośleją i wyślizgują się z rodzicielskich sieci. Stają się samodzielni i zaczynają mieć własne zdanie. Ku zdziwieniu mamy, coraz częściej krytyczne, również i wobec domowych zasad. Wychowanie zaczyna stawiać coraz większe wyzwania. Trudno nadążyć, kiedy ma się w domu przedstawicieli wszystkich rozwojowych etapów. Kosmiczne perpetuum mobile.

Rodzicom wesołej gromadki też przydaje się kosmiczny pierwiastek. Muszą zaopatrzyć się w niespożyte pokłady energii, cierpliwości i pomysłów. Zarządzanie takim statkiem kosmicznym wyczerpuje, dając jednocześnie siłę na ciąg dalszy. Cieszy, śmieszy, wzrusza, denerwuje i pogrąża w otchłani rozpaczy. Na przemian i w kółko.

Sport ekstremalny

Justyna jednak nie narzeka i nie użala się nad sobą. Nie odkrywa przed nami wszystkich swoich emocji. W swojej rodzinnej opowieści jest prawie zawsze radosna i zdystansowana. Można podziwiać jej wypracowany, zdrowy dystans do błahych spraw. Tym bardziej, że odróżnienie problemów ważnych od całej reszty, wcale nie jest łatwe.

Autorka oszczędza nam nieodłącznej przecież, ciemnej strony medalu. Nawet kiedy wylicza powody wizyt na izbie przyjęć zaprzyjaźnionego już szpitala, robi to wydawałoby się, z uśmieszkiem na ustach. „(…) czujemy się szczęśliwi, mogąc uprawiać z mężem ten sport ekstremalny (…)” – podsumowuje.

Uważam, że jednym z lepszych fragmentów jest opis „porodowego współ-doświadczenia” ojca rodziny, Wojtka. Są spore emocje i wzruszenie.

Szkoła życia

Każdy członek Walczakowej rodziny przechodzi swoistą szkołę życia. Najtrudniejsze lekcje odrabia pewnie mama, dzielnie stawiając czoła codziennym multiwyzwaniom. W książce mamy garść dowcipnych opisów logistyczno-wychowawczych wirtuozerii oraz efektywnego manipulowania zasobami w wykonaniu Justyny. Wyrazy uznania należą się również tacie, który nie tylko stara się zapewnić rodzinie ważną część „zasobów”, ale dba o to, by być aktywnym tatą, kiedy to tylko możliwe.

„Progenitura” Walczaków nie ma wyboru. Czeka ją przyśpieszony proces dorastania. Mama i tata nie mogą być na każde zawołanie. Miłość i uwaga choć mnożone, są przede wszystkim dzielone. Podział obowiązków, dyżury i wspieranie (a z czasem i zastępowanie) mamy w wielu domowych pracach, wychodzi dzieciakom na dobre. Kochają się na zabój i kiedy trzeba, bez zastanowienia stają za sobą murem. Opieka nad młodszym rodzeństwem to dla nich inwestycja w rodzinną przyszłość.

Walczakowy kosmos to miejsce niezwykłe. Ciepłe i radosne. Tu nie ma mowy o nudzie. Nie ma też czasu na niepotrzebne rozmyślania. Jest tu i teraz, do dziesiątej potęgi!

Justyna Walczak „Dom pełen kosmitów”

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Małozięć
Absolwentka Wydziału Filozoficznego UJ. Psycholog dziecięcy i trener twórczości. Komponuje i prowadzi zajęcia dla dzieci. Od 2 i pół roku po uszy zanurzona w macierzyństwie. W codziennym ogarnianiu rzeczywistości pomagają jej poczucie humoru, marzenia i opisywanie tego, co się dzieje.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail