Czego szukasz

Home Exchange. Pomysł na wakacje za darmo

Czy myślałyście kiedykolwiek o zamianie domów? Tak na wakacje? A może miałyście jakieś wątpliwości? W naszym zespole to po prostu się dzieje! I uznałyśmy, że warto się tym podzielić. Agnieszka i Ewa, opowiadają skąd pomysł i jak to się zaczęło, jak reagują dzieci i jak to jest z zaufaniem… A także jakie są plusy takiego rozwiązania, i czy to dobry pomysł na wakacje? Przeczytajcie i same oceńcie 😉

  • Anna Łabno - Kucharska - 02/05/2019
opieka nad domem znajomych jako pomysł na wakacje

Agnieszko, już od kilku lat praktykujesz #homeexchange, czyli udostępniasz swój dom znajomym na czas Waszej nieobecności. Jak to się zaczęło?

Oj, to już trwa jakiś czas 😉 Zaczęło się kilka lat temu – o ile dobrze pamiętam będzie ok. 7!
Nasi znajomi mieszkający w domu niedaleko Krakowa zapytali nas czy nie chcemy zaopiekować się ich domem przez dwa tygodnie. A że ja pracuję z domu (od wielu lat) i wtedy mieszkaliśmy w mieszkaniu w Krakowie na czwartym piętrze – taki pomysł się nam spodobał. To nie był nasz urlop, ale zmiana miejsca zamieszkania – ja pracowałam zdalnie kilka godzin, a mąż „normalnie” jeździł do pracy. Nawet dla niani nie był to problem i do tego domu przyjeżdżała do nas 😉

Dla moich dzieci to był raj. Wtedy miałam dwie córeczki, roczek i 4 latka. Wielki dom, wielki ogród, mnóstwo możliwości, nowe zabawki, mnóstwo zabawek 😉

Muszę się Wam przyznać, że ja nigdy w życiu nie mieszkałam w domu. Wychowywałam się w blokach i nie do końca rozumiałam co to znaczy dom z ogródkiem, choćby małym. Pamiętam, że to było dla mnie olśnienie, duża przyjemność, takie odkrycie. Mąż się śmiał, że to miłe tak wracać do żony i dzieci jak stoją przed domem i czekają na niego 😉

Później powtórzyliśmy jeszcze kilka razy taką akcję. A wtedy w naszym mieszkaniu w Krakowie… mieszkali znajomi z północy Polski, którzy mieli ogromną ochotę odwiedzić Kraków! Bo wiecie, my mamy kota i trzeba się nim opiekować 😉 Byli przeszczęśliwi oczywiście.

Myślę, że to poznanie domu sprawiło, że kiedy w drodze było nasze trzecie dziecko pomyśleliśmy o swoim domu 😉 Przeprowadziliśmy się i to teraz my potrzebowaliśmy kogoś do opieki.

Wtedy też pierwszy raz nie opiekowaliśmy się domem znajomych i wiecie, że wtedy ich zalało? Coś pękło w piwnicy, no i woda leciała… Nikogo nie było ;-( Zapamiętałam sobie, że lepiej nie zostawiać domu bez opieki!

Ale to nie tylko opieka nad domem, prawda?

Rzeczywiście. My po prostu szukamy kociej niańki 😉 Ale tak serio, to nasz kot jest bardzo towarzyski, nie lubi być sam, nie lubi też zmieniać miejsca zamieszkania (jak to kot), więc w zamian za opiekę nad kotem, oddajemy dom do mieszkania. I wszyscy są zadowoleni – mam nadzieję… ale to już lepiej zapytać Ewę! Czasem się zdarza, że muszę ustalać turnusy 😉 Bo tyle osób chciałoby pomieszkać!

A czy każdy może zamieszkać u Was?

Do tej pory jeśli opiekowaliśmy się domem, czy udostępniliśmy swój dom czy mieszkanie, to byli znajomi czy też rodzina znajomych. Choćby daleka. Pewnie gdybyśmy robili taki „home exchange” to musiałbym się do tego przygotować mentalnie i fizycznie. Ale sam pomysł mi się podoba.

Wiele w życiu podróżowałam, mieszkałam u różnych osób, które dzieliły się swoim domem i trochę tak mi zostało 😉

Czy nie masz obaw związanych z tym, że ktoś inny korzysta z Twojej przestrzeni. Tak naprawdę Twojej i Twojej rodziny?

Zupełnie. Tak serio zupełnie. Mam zaufanie do osób, które zapraszamy i które się na to godzą. Jasne, że jak ktoś poszuka to znajdzie trochę brudu, ale  nie mam z tym problemu i co ważne mój mąż i dzieci też nie. Dzieci lubią takie akcje, wiedzą, że to fajne – choć czasem się złoszczą jak kolekcje playmobil nie są w tych samych miejscach – no, ale bez przesady nic się im od tego nie dzieje 😉

U nas generalnie dużo się dzieje. W sensie sporo dzieci i dorosłych nas odwiedza, ktoś wchodzi, ktoś przychodzi, często jest nas więcej osób przy stole. To bardzo miłe.

pomysł na wakacje

Właśnie, a dzieci? Jak one reagują na takie rozwiązania? Czy je przygotowujesz do tego, że ktoś będzie mieszkał u Was pod Waszą nieobecność, czy dla nich jest to już dość naturalne?

Nie lubią tylko tego, że przed naszym wyjazdem, np. na wakacje muszą ciut lepiej posprzątać swoje pokoje 😉 Ale to jedyny „problem”. Rozmawiamy o tym, one wiedzą, że my nie mamy z tym problemu, że przecież jest kot – którego uwielbiają i musi mieć opiekę. Poza tym fajny mamy dom, po co ma stać pusty? Niech ktoś też sobie biega po trawie (i ją podlewa ;-)), czy odpoczywa – tak inaczej.

Myślę, że dwójka starszych dzieci pamięta jeszcze czasy jak nam było dobrze opiekując się domem przyjaciół…

Czy wcześniej spotykacie się i omawiacie szczegóły lub załatwiacie jakieś formalne kwestie? Czy idziecie na żywioł?

Mamy plik w Google Docs z taką „instrukcją obsługi” domu i kota. Zawsze go drukujemy i udostępniamy. Bywa, że ktoś wpada, aby poznać tajniki co i gdzie, jak z piecem, jak z wodą, no i śmieciami (to nie takie oczywiste dla mieszczuchów, że segregowane śmieci trzeba myć, aby dało się oddychać w garażu 😉 bo śmieci odbierane są raz na miesiąc…

Odbierają klucze i tyle! Jak coś trzeba to przecież jesteśmy pod telefonem.

Zawsze sprzątamy dom – no może nie na tip top – ale tak, aby komuś, kto będzie mieszkał było przyjemnie. No i zawsze jak wracamy jest jeszcze czyściej… Mąż czasem się śmieje, że to całkiem sprytne z naszej strony…

Co w razie „awarii” (zgubione klucze, zepsuta lodówka) 😉 ?

Pomagamy. Na szczęście raz się zdarzyło, Ewie akurat, że zaczął wyć alarm – jakiś durny, bo nawet nie wiedzieliśmy, że tak może wyć – pomagaliśmy telefonicznie go rozbroić. No a sprzęty to się psują po prostu. Kiedy my opiekowaliśmy się domem znajomych, to zepsuł się piec i nie było ciepłej wody – po konsultacji z właścicielami załatwiłam naprawę, a oni mi oddali pieniądze – pewnie u nas też tak to by wyglądało.

Czy przed takim udostępnieniem domu zdarza Ci się jednak „schować” cenne drobiazgi w bezpieczne miejsce? Czy opierasz się na 100% zaufaniu?

Tak, chowam przede wszystkim komputer mamopracuj 😉 ale tylko aby nie przeszkadzał. Poza tym nie mamy drogocennej biżuterii, nie trzymamy w domu pieniędzy – chyba, że te od monopoly 😉 Chyba nie mamy też jakiś bardzo kompromitujących przedmiotów 😉

A wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam? Zaufanie – 100%.

A zdarzyła się jakaś ciekawa przygoda związana z udostępnieniem domu? 😉

Hmmm. Chyba nic – jeszcze 😉

No może tyle, że nasi sąsiedzi najpierw byli zdziwieni naszym pomysłem. Potem zaczęli nam znosić swoje kwiaty 😉 do podlewania, a teraz to już się dzieci zaprzyjaźniły np. z chłopcami Ewy i pytają się kiedy znów będą u nas 😉

Jakbyś miała podsumować, czy możesz wymienić 3 najważniejsze zalety „dzielenia się domem”?

Kot ma towarzystwo, to po pierwsze. Ale gdyby kota nie było, także dzielilibyśmy się domem 😉

Po drugie uczymy nasze dzieci dzielenia się tym, co mamy tak ogólnie, z taką myślą, że różnymi rzeczami można się dzielić, także swoją przestrzenią. Uczymy ich też otwartości na innych i zaufania.

No i to wielka radość wiedzieć, że ktoś ma frajdę z tego, że chwilę pomieszka sobie jakoś inaczej, a my jesteśmy spokojni, że dom i kot mają opiekę. Same plusy!

Ewa Moskalik

Ewo, a jak zaczęła się Twoja przygoda z korzystaniem z „dzielenia się domem”?

Pierwszy raz opiekowałam się domem Agnieszki. Wcześniej zdarzały się takie pomysły, ale nie doszło do ich realizacji. Tzn. my mieliśmy w planach udostępnić nasze małe, ale jednak położone w centrum Krakowa – co zawsze jest kuszące – mieszkanie, ale ostatecznie, poza moimi rodzicami, jakoś jeszcze nikt z tej opcji nie skorzystał.

Natomiast, co do naszej opieki nad domem Agnieszki, to zaczęło się tak, że pewnego dnia Agnieszka nam to zaproponowała. Dla mnie to było bardzo miłe, bo świadczyło o zaufaniu. Ponadto ucieszyłam się z perspektywy mieszkania w domu, bo jestem wychowana w bloku, a dom kojarzy mi się z czymś bardzo rodzinnym.

Czy można to porównać do wyjazdu na wczasy? Czy jednak odczucia są zupełnie inne?

Dla mnie to trochę jak wczasy. Co prawda prawie za każdym razem gdy opiekuję się domem Agnieszki to pracuję zdalnie, ale i miejsce, w którym położony jest dom – nie jest to centrum miasta – i sam dom, sprawiają, że czuję się jak na wakacjach. Jest choćby taras, którego na co dzień nie mam w domu 🙂

Wszystko jest inaczej. Już znam dom Agnieszki, ale nadal to zmiana. Bardzo miła zmiana! Poza tym o fakcie, że to trochę jak wyjazd na wakacje świadczy ilość toreb, które wnoszę do domu Agnieszki. Nie dość, że jest to nasza garderoba i jakieś inne szpargały, to jeszcze zabieram, to co aktualnie mam w lodówce, żeby się nie zepsuło. A pomimo tego, że bez korków od siebie do Agnieszki mogę dojechać nawet w 15 min., to nie jeżdżę do swojego domu. Przenoszę się z całym inwentarzem i stacjonuję na miejscu ustalony okres czasu 🙂

No właśnie, to przygoda czy bardziej obowiązek?

Jak najbardziej przygoda 🙂 Choć, żeby nie wybrzmiało tutaj, że traktuję powierzony mi dom lekkomyślnie, to przytoczę historię z naszego pierwszego pobytu w domu Agnieszki.

Kot poznawał naszą całą rodzinę po raz pierwszy, więc może nie był nieufny, ale z rezerwą. Dał się pogłaskać, byle nie za długo i na jego warunkach. Kot to kot i nic dodać, nic ująć. Natomiast ja podczas tego głaskania wyczułam jakąś kulkę na nodze kota, a że wydawało mi się też, że lekko utykał na nóżkę, to po kilku minutach bicia się z myślami, czy przeszkadzać Agnieszce w wakacjach, zadzwoniłam jednak co robić. Nasza rozmowa otarła się już o wizytę u weterynarza, ale koniec końców, jak kot nas bardziej zaakceptował kulkę dało się rozczesać. Na szczęście nie był to kleszcz, który w mojej wyobraźni urósł do niebotycznych rozmiarów.

A wspomniany przez Agnieszkę alarm rzeczywiście się uruchomił i nie da się tutaj oszacować, kto był bardziej przejęty – my czy Agnieszka 🙂 Oczywiście wszystko dobrze się skończyło. Zatem podsumowując – zdecydowanie to przygoda.

Czy razem z Agnieszką i jej Rodziną przygotowujecie się do mieszkania w ich domu?

Przed naszym pierwszym pobytem w domu Agnieszki, byłam u Agnieszki z dziećmi przy okazji naszego mamopracowego coworkingowania i wtedy Agnieszka opowiedziała mi o domu i pokazała najważniejsze rzeczy. I zawsze gdy już przyjeżdżamy z naszymi bambetlami do domu Agnieszki, zastajemy wydrukowane dokumenty z google docs, w których jest naprawdę wszystko opisane ze szczegółami. Kiedyś się nawet zastanawiałam, czy potrafiłabym tak opisać komuś funkcjonowanie swojego mieszkania 🙂

Dodatkowo, zawsze są naniesione ręcznie przez właścicieli zmiany, narzucone przez sezon – mieliśmy już przyjemność witać w domu Agnieszki nowy rok i spędzać ferie zimowe – lub choćby przez kota, który ostatnio trochę „poszerzył” swoją dietę. W tym przypadku korekta została wprowadzona przez dzieci, bo wiadomo czyj jest kot 🙂

Jakie widzisz zagrożenia, a jakie korzyści związane z mieszkaniem „u kogoś” przez jakiś czas?

Oj, ja widzę same korzyści. Mieszkanie w domu Agnieszki tylko utwierdziło mnie w tym, że to fajnie jest pożyczać dom/mieszkanie. Jak wspomniałam wcześniej, sama miałam taki pomysł ze swoim mieszkaniem i teraz tylko upewniłam się, że to bardzo dobra idea.

Mieszkając u Agnieszki, staram się dbać o nie bardziej niż o swoje. To trochę tak jak z dziećmi, jak dostaje się pod opiekę cudze dziecko, to staramy się i trzęsiemy bardziej niż nad swoim. Nie wspomnę o kocie, który chodzi własnymi ścieżkami. Zawsze dbałam o to, żeby noc spędzał w domu, a pierwsze pytanie, które padało zaraz po przebudzeniu, to czy kot już jadł 🙂 Myślę, że ktoś mieszkając w moim mieszkaniu tak samo przejmowałby się tym w jakim stanie je pozostawi po sobie.

Dodatkowo moje dzieci uczą się odpowiedzialności za czyjeś rzeczy. Wiedzą, że mają odkładać wszystko na miejsce i starają się bardziej niż w swoim domu 🙂

Nie wspominając o radości z korzystania z innych zabawek, takich których na co dzień po prostu nie mają.

opieka nad domem

Jak na tę zmianę reagują Twoi synowie? Czy łatwo im się dostosować?

Wygląda to tak, że co jakiś czas – zwłaszcza młodszy syn – dopytuje kiedy będziemy opiekować się kotem. Starszy poznał już topografię okolicy i sam podróżuje komunikacją miejską do centrum miasta, więc zaaklimatyzował się w pełni. Oni po prostu lubią tam być. A za kotem wprost przepadają. Cieszą się na każdą oznakę sympatii z jego strony.

Mają też zdecydowanie więcej przestrzeni, bo nasze mieszkanie jest bardzo małe, ale i tak najczęściej siedzą z nami na dole, na tzw. kupie. Chyba tak po prostu lubią. Taras i ogród dają im przestrzeń do wybiegania się, czasem grają w piłkę, a czasem robią sobie prysznic zraszaczem. Tego nie da się zrobić mieszkając w mieszkaniu w bloku.

Odpowiadając wprost na pytanie, nie dostosowują się, bo czy do lepszego trzeba się dostosowywać? Trzeba brać i cieszyć się póki jest 🙂

Mieszkałaś u Agnieszki, a czy udostępniłabyś swoje mieszkanie?

Odpowiedziałam już na to trochę wcześniej, ale powtórzę – zdecydowanie tak. I myślę, że sprawiłoby mi to wiele radości. Świadomość, że ktoś może skorzystać z mojego mieszkania i pospacerować po rynku Krakowa sprawiłaby mi przyjemność. To trochę jak dobry uczynek 🙂 nie wspominając już o tym, że wiem, że mieszkanie byłoby w dobrych rękach.

To pytanie mi teraz przypomniało, że miałam już okazję w ten sposób skorzystać wcześniej z czyjejś gościny. Partner mojej kuzynki, dla mnie zupełnie obca osoba, przekazał kiedyś klucze do swojego mieszkania w Gdańsku moim rodzicom i powiedział, że możemy tam być ile chcemy. Spędziliśmy wtedy tam miesiąc wakacji wspólnie z moimi rodzicami, czyli w 6 osób i wspominam to jako wspaniały czas. Uwielbiam Gdańsk i cieszę się, że mogłam tam mieszkać miesiąc czasu.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiały: Agnieszka Kumorek i Anna Łabno-Kucharska

Zdjęcia: własność Ewa Moskalik-Pieper i Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Jaki planer wybrać? Nasz przegląd kobiecych planerów na 2018

Koniec roku to czas podsumowań, ale też czas na wybieganie myślami w przyszłość. Przed nami nowy rok, więc zaczynamy snuć plany, a te najlepiej jest zapisać. Oczywiście w planerze. Masz już swój ulubiony, wyszukany planer? Zobacz naszą prezentację planerów, bo w tym roku jest ich aż 11, więc może znajdziesz planer o jakim od dawna marzyłaś!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 10/12/2017
planery

Celem przeglądu jest krótkie przedstawienie planerów. Naprawdę krótkie, bo w tym roku jest ich aż 11, a każdy potrzebuje swoich 5 minut. Przy opisach znajdziesz link, po to żebyś nie musiała szukać w sieci, jeśli okaże się, że jakiś planer wpadł Ci w oko 🙂

Zastanawiałam się, jak podzielić planery, które biorą udział w naszej tegorocznej prezentacji (możesz też zobaczyć albo sobie przypomnieć 🙂 jak wyglądała poprzednia) i żeby trochę ułatwić Wam wybór zdecydowałam się na podział na: planery bez dat i planery z datami.

Dlaczego akurat taki podział? Pomyślałam, że nie każda z nas lubi mieć wszystko od a – z podane na tacy. Niektóre z nas wolą mieć pustą przestrzeń, w której mogą pisać, jak chcą i co chcą, albo odkładają planowanie na jakiś inny moment. A są takie z nas, które potrzebują gotowych dat i rubryk, w których mogą się poruszać, zapisywać i ogarniać rozpędzony do granic możliwości czas.

Chciałam tylko jeszcze zaznaczyć, że chronologia przedstwiania planerów nie ma żadnego znaczenia, przyjęłam regułę ze szkolnego dziennika, czyli: kolejność występowania alfabetyczną 🙂

Planery bez dat

Balancy Calendar

Autorka bloga Niebałaganka stworzyła planer o prostym, niemalże minimalistycznym wyglądzie. Biała okładka nadaje mu bardzo elegancki wygląd, zmieści się już w średniej wielkości torebce. A dla tych co śledzą już nasz kolejny przegląd nie jest tajemnicą, że balancy.calendar już brał udział w naszym zestawieniu. Dla zainteresowanych i fanek mam informację, że Ania Legenza autorka balancy.calendar szykuje dla Was nowe produkty.

 

Jaki jest balancy.calendar?

  • format A5, twarda oprawa z ekoskóry, bardzo lekki,
  • bez dat, planowanie zaczynasz kiedy chcesz, sama uzupełniasz daty,
  • widok tygodniowy,
  • każdy dzień masz podzielony na godziny,
  • rubryki na zapisywanie ważnych rzeczy,
  • harmonogram stałych zajęć, plan celów,
  • miejsce na własne listy i notatki,
  • kalendarz możesz kupić na blogu Niebałaganka.

Planner Design Your Life

Alina Szklarska jest autorką znanego bloga o organizacji czasu, życia i przestrzeni wokół siebie – Design Your Life, ale również fotografką i ex – projekantką wnętrz. Prowadzi kanał na YouTube oraz sklep z autorskimi narzędziami do planowania. Oglądając blog Aliny bez wahania możesz zaufać, że jej produkty pomogą Ci zaplanować dobrze swój czas i przestrzeń.

 

Jaki jest Planner Design Your Life?

  • format A5, twarda oprawa, ze spiralą, zapinany na magnes,
  • nie ma dat, zaczynasz z nim pracę kiedy chcesz i uzupełniasz sama,
  • widok tygodniowy, z podziałem na godziny,
  • miejsce na plan na cały rok oraz na postanowienia, plany i marzenia,
  • rubryki na miesięczne cele i dobre nawyki,
  • może podzielić notatki na ważne, najważniejsze, motywację, co zrobisz dla siebie,
  • znajdziesz również naklejki do wklejania w kalendarzu,
  • jeśli potrzebujesz właśnie taki planer, to kupisz go na blogu Aliny, również w nowej szacie graficznej.

Mam Planner

Agnieszkę Trawczyńską i Anię Melkumian – Tomaszewską możecie kojarzyć jako twórczynie świetnie sprawdzającego się do zapisu wszelkich domowych działań Mamy Kalendarza, który powstał z potrzeby zapanowania nad codzienną organizacją życia rodzinnego, ale też zaspokojenia potrzeb estetycznych. Mam Planner … do torebki to taka miniaturka kalendarza, która ma ten sam system zapisywania co kalendarz, czyli osobne rubryki przeznaczasz na co chcesz.

Jaki jest Mam Planner?

  • format A5, twarda oprawa, spięty gumką, wyjątkowo lekki,
  • startujesz kiedy chcesz, bo daty wpisujesz sama,
  • wystarczy Ci na cały rok,
  • widok tygodniowy,
  • na dole każdej strony miejsce na dobre myśli,
  • okładka z pięknym, niebanalnym wzorem, oczywiście pasującym do Mamy Kalendarza,
  • na końcu planera znajdziesz plan miesięczny i miejsce na swoje notatki,
  • znajdziesz w nim naklejki, długopis i kieszonkę na papiery,
  • i możesz go kupić od ręki, teraz też w nowej szacie graficznej.

Ogarniam Się

Planery i organizery Ogarniam się to autorskie dzieło Magdaleny Mazurkiewicz, które powstały z pasji do planowania i przekonania, że jest ono ważną częścią sukcesu. Magda sama na sobie testuje swoje produkty i wciąż je udoskonala. W moim zestawieniu znalazły się dwa planery Magdy. Jeden to planer notesowy, a drugi to planer kołowy.

Jaki jest planer Ogarniam Się?

  • format A5, miękka oprawa, bardzo prosty i przejrzysty graficznie, bez zbędnych rozpraszaczy,
  • nie posiada dat, wszystko uzupełniasz sobie sama i zaczynasz korzystać kiedy chcesz,
  • w obu planerach jest układ tygodniowy,
  • zarówno planer kołowy, jak i notesowy wystarczają na pół roku,
  • planer notesowy ma Ci służyć do zapisywania zadań i zabrania tylko jednej kartki do torebki, nie posiada okładki,
  • w planerze kołowym masz miejsce na swoje notatki, plany i wizje,
  • zobacz jeszcze inne produkty Magdy.

Planer Pełen Czasu

To planer, który daje największe pole do popisu. Nazwa nowego planera Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu, w pełni oddaje jego wnętrze. Masz dużo przestrzeni na planowanie, pisanie, a nawet rysowanie. Do tej ostatniej czynności mogą Ci posłużyć 2 przezroczyste, plastikowe szablony.

 

Jaki jest Planer Pełen Czasu?

  • format B5, twarda oprawa, wysokiej jakości gładki papier,
  • to nie jest kalendarz, nie ma podziału na daty, godziny,
  • masz 12 kart z miesięcznym kalendarzem, zaczniesz kiedy zechcesz,
  • wszystko planujesz i uzupełniasz sama, łącznie ze spisem treści,
  • ma trzy różnokolorowe wstążki, możesz nimi zakładać ważne miejsca,
  • kieszonkę na papiery, gumkę spinającą i na długopis,
  • plastikowe szablony, które ułatwią Ci np. rysowanie tabelek,
  • i jeszcze niespodzianka od Oli w postaci ebooka.

Planery z datami

Glam Planner

Aneta Sawicka zaprojektowała Glam Planner z wielką dbałością o najmniejszy nawet szczegół. Glam Planner powstał z pasji do projektowania, zamiłowania do mody i wszystkiego co piękne. Każdy element i szczegół planera zostały głęboko przemyślane, ze świadomością wysokich wymagań jakie stawiają kobiety.

Jaki jest Glam Planner?

  • format A5, twarda oprawa w kolorze chłodnego popielu lub pastelowego różu, metalowe, złote okucia narożników,
  • układ kalendarza, jedna kartka – jeden dzień, z którym rozpoczniesz planowanie 1 stycznia, ale zanim to zrobisz to:
  • znajdziesz miejsce na roczny plan finansowy, listę książek i filmów do obejrzenia, tabelkę z wykresem Twojej wagi i ilości cm w biodrach etc.,
  • miejsce na wpisanie celu i wyzwań oraz tabelki do wpisania haseł i loginów na strony, po których najczęściej się poruszasz,
  • plan dnia z podziałem na godziny i miejscem na notatki,
  • kieszonka na dodatkowe dokumenty,
  • jeśli chcesz wiedzieć więcej zajrzyj na stronę Anety.

Happy Planner

Taki „kolorowy ptak” w zestawieniu planerów. Dla mnie trochę jak książka, w której można pisać, bo znajdziesz tam mnóstwo cennych rad i inspiracji, jak dobrze kreować własne myśli i osiągać założone cele. Duet Matka i Córka – Teresa Kuhn i Klaudia Kuhn – stworzył nie tylko kalendarz, ale pewien schemat, który ma służyć kobietom w nie tylko w planowaniu i organizowaniu sobie codziennych zadań, ale również czerpaniu z tego przyjemności.

Jaki jest Happy Planer?

  • format A5, twarda okładka, złote wykończenia na rogach, złoty napis, trzy tasiemki do zaznaczania,
  • kalenadarz, z którym zaczynasz planować z dniem 1 stycznia,
  • układ tygodniowy, z kolorowym drukiem,
  • wkładki motywacyjne, kieszonka na potrzebne dokumenty,
  • miejsce na Twoje wyzwania i planner celu,
  • miejsce na inspirujące Cię cytaty,
  • cytaty znanych ludzi
  • lista ważnych kontaktów i wydarzeń,
  • Teresa i Klaudia mają jeszcze parę innych produktów.

Kalendarz Dla Mamy

Kalendarz Dla Mamy zaprojektowała Maria Rossa, a właściwie jej mąż, po tym jak próbowała stworzyć coś, co nie tylko pomoże jej planować, ale również zapisywać inne ważne rzeczy. To już kolejna edycja planera i mam nadzieję, że nadal będziecie pałać do niego wielką sympatią.

Jaki jest Kalendarz Dla Mamy?

  • format A5, twarda oprawa, gumka do zapinania i dwie tasiemki,
  • kalendarz w układzie tygodniowym oraz w miesięcznym,
  • miejsce na rodzinne ważne daty, a nawet rysunki dzieci,
  • zawiera miejsce na ważne telefony oraz zakupy internetowe,
  • z tym kalendarzem zaplanujesz również porządki domowe i projekty,
  • od razu widać, że to Kalendarz Dla Mamy, po tym, że znajdziesz tu miejsce na wizyty lekarskie i dane dotyczące dzieci np., pesel,
  • do kalendarza możesz dokupić pięknie wydaną listę zakupów.

Norinommo

Starannie przemyślany, klasyczny kalendarz biznesowy. Z dużą ilością pomocnych przy planowaniu rubryk. Stworzony przez Annę Dadan z myślą o kobietach z pasją, zaangażowaniem i aktywnych, a takie są właśnie mamy. Wnętrze kalendarza jest tak zaplanowane, żeby móc prowadzić Cię jak po „nitce do kłębka”. Wszystko planujesz bardzo intuicyjnie.

Jaki jest planer Norinommo

  • format B5, twarda oprawa i szyte strony,
  • kalendarz zawierający daty na 12 miesięcy roku,
  • idealny dla tych osób, które lubią planować sobie osobno każdy dzień,
  • harmonogram godzinowy,
  • masz miejsce na zapisywanie swoich działań marketingowych,
  • rubryki do zapisywania swoich notatek, wydarzeń i spotkań,
  • rozdział finansowy, w którym planujesz wydatki, wpływy, czyli zarządzasz swoim budżetem,
  • znajdziesz również przestrzeń na sprawy prywatne, planowanie wizyt, spotkań, imprez.
  • zobacz czy Norinommo posiada jeszcze inne planery w ofercie.

Simple Calendar

Monika Baczewska Aleksandropoulou stworzyła planer dla zabieganych i ambitnych kobiet, którym wciąż powiększająca się ilość obowiązków utrudnia kontrolę nad swoim życiem. Ten planer ma być towarzyszem kobiety nie tylko podczas codziennych zajęć, ale również podczas planowania podróży. Myślę, że zakochasz się w nim od pierwszego wejrzenia.

 

Jaki jest Simple Calendar?

  • format A5, twarda oprawa, z tłoczonymi złotymi literami, szyte strony,
  • układ kalendarza – jeden dzień na jednej stronie,
  • harmonogram godzinowy, z listami „to do” i „today’s top”
  • metalowe okucia na rogach planera,
  • miejsce na zaplanowanie domowego budżetu oraz zapisanie ważnych telefonów,
  • przy każdym dniu, rubryki do zapisywania swojego menu, planowania zakupów, czasu dla siebie i na odpoczynek,
  • poznaj więcej szczegółów Simple Calendar.

Wonder Planner

Ewelina i Ola tworzą autorskie notesy i planery w odpowiedzi na własne potrzeby uporządkowania świata wokół, ale okazuje się, idące w parze z oczekiwaniami i potrzebami innych kobiet. Ich zamiłowanie do perfekcyjnej organizacji życia ma swoje odbicie w prostym i bardzo funkcjonalnym Wonder Plannerze. Planowanie zaczynasz z dniem 1 stycznia, ale możesz zacząć robić to na dwa sposoby.

Jaki jest Wonder Palnner?

  • format A5, twarda okładka ze spiralą, spięty gumką,
  • układ tygodniowy jest uwidoczniony na dwóch sąsiednich stronach, z ,miejscem na notatki,
  • podział na pory roku,
  • lista wartych obejrzenia książek i filmów na daną porę roku,
  • duża przestrzeń na kontakty oraz ulubione przepisy,
  • kieszeń na dodatkowe papiery,
  • z kodem mamopracuj od 11 -22 grudnia masz 15 % zniżkę!
  • zobacz w jakich pięknych kolorach są okładki.

Jestem bardzo ciekawa, który planer skradł Twoje serce? A może już od dawna wiernie towarzyszy Ci jakiś kalendarz i sprawia, że Twoje życie jest lepiej zorganizowane?
Byłoby mi miło gdybyś chciała się tym ze mną podzielić, bo może Twojego kalendarza nie ma w moim zestawieniu, a to oznacza, że w przyszłym roku moja lista powinna być dłuższa 🙂

I na to liczę! 🙂

Miłego planowania!

Zdjęcia: główne oraz 1,2,4,5,9,10,11 Natalia Szułdrzyńska, zdjęcie 7 własność LoveSimpleCreations, zdjęcia 3,6,8 autorka tekstu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail