Czego szukasz

Jak codziennie znaleźć czas dla dzieci?

Łącząc pracę z opieką nad dziećmi i domem bez odpowiedniej organizacji czasu można wpaść we frustracje pod tytułem “z niczym nie nadążam”. Podpowiadamy jak wykorzystywać codzienne obowiązki w pogłębianiu relacji z dziećmi.

  • Michalina Gajewska - 07/01/2020
mama i córka myją wspólnie naczyni

Codzienność a czas dla dzieci

Kiedy mama wraca do pracy, w większości domów dzień wygląda podobnie. Rano, gdy musimy przygotować siebie i dziecko. Dopilnować by zjadło przed wyjściem, zabrać potrzebne rzeczy. Potem jazda do pracy; kilka godzin pełnej mobilizacji, stresu i … powrót do domu. Wydawać by się mogło, że już można zwolnić… a czekają na nas jeszcze zakupy, porządki, sprawdzanie lekcji.

Taki scenariusz mogłoby opowiedzieć jednym tchem wiele matek zapytanych o to, co robią w ciągu dnia. A potem jeszcze martwią się i rośnie poczucie winy, że nie mają siły i pomysłu na spędzanie czasu z dziećmi.

Nie chcą kojarzyć się dziecku tylko z obowiązkami domowymi i pośpiechem. Potrzebują czasu na rozmowę, a nie tylko na pytania o to, co było na obiad w przedszkolu.

Na początku trzeba sobie uświadomić, że dzieci nie potrzebują, żeby ich matka stała się supermatką. Dzieci w relacjach ze swoimi rodzicami chcą się czuć po prostu ważne. To znaczy, że rodzic rezerwuje sobie czas na rozmowę, wspólne zajęcia, interesuje się tym, co przeżywa dziecko i często o nim myśli. Dla dziecka każde zajęcie może stać się dobrym czasem z rodzicem. Takiej samej przyjemności jak przy zabawie, dostarczyć może uczestniczenie w pracach domowych lub rozmowa w samochodzie.

Czas dla dzieci

Przeorganizuj domowy grafik

Chcąc wygospodarować trochę czasu trzeba stworzyć ramowy plan dnia. Pozwoli to na lepszą organizację i zyskanie kilkunastu minut, które można spędzić razem. Dzieci będą wiedziały, co je czeka i czego się od nich oczekuje. To uporządkuje ich dzień i da im poczucie bezpieczeństwa.

Kolejną korzyścią będzie wypracowanie rutyn – poranne zabiegi, pogawędka przy kolacji o tym, co działo się w ciągu dnia, wspólne oglądanie TV. Przeciwwagą dla tygodnia pełnego obowiązków może być weekendowe spędzanie wolnego czasu.

Włącz domowników do obowiązków

Wspólne przygotowanie posiłku, nakrywanie do stołu nadaje posiłkowi większego znaczenia. Można sprawić by był to ciekawy czas zarówno dla chłopców, jak i dla dziewczynek.

Dziś wyposażamy dzieci w różnorodne umiejętności, rozwijając ich uzdolnienia niezależnie od płci. Dzieci odczuwają satysfakcję, służąc pomocą rodzicom. Można też zamienić się z tatą na obowiązki i czas, który zwykle poświęcamy na rozpakowanie zakupów poświęcić dziecku.

Zwykłe czynności okazją do spotkania

Zakupy mogą stać się minipodchodami, a wyszukiwanie produktów nie lada wyzwaniem. Dziecko czuje, że jest potrzebne.

Hodowanie roślin na parapecie może stać się wspólnym obowiązkiem domowym i okazją do rozmowy o nich (wybierzcie rośliny, które szybko się zmieniają i mogą być przydatne).

Jazda samochodem to czas na żarty, łamigłówki i skojarzenia.

Wspólne gotowanie – kuchnia może zamienić się w laboratorium gdzie dziecko będzie obserwować działanie temperatury, będzie interpretować przepisy, komponować nowe smaki, identyfikować zapachy.

Prace porządkowe – zabawą stać się może sortowanie sztućców na czas, zgniatanie zużytych butelek czy sortowanie prania, jeśli tylko podejdziemy do tego z dystansem i humorem. Zyskamy wtedy pomocnika i oddanego towarzysza.

Zaangażuj się maksymalnie w 10 minutową zabawę. To lepsze niż w 30 minutowe udawanie, że uwielbiasz zabawę w dom. Często narzekamy, że zabawa nudzi nas albo męczy – myślami jesteśmy gdzie indziej, albo jednocześnie składamy pranie. Dzieci wyczuwają nasze nastawienie i się frustrują. Lepiej jest umówić się z dzieckiem na zabawę, która interesuje obie strony i się w nią zaangażować.

Dziel się pasjami

Chcąc poczuć satysfakcję ze wspólnie spędzonego czasu mówcie o tym, co lubicie najbardziej. Dzieci często rezygnują ze swojego pomysłu na korzyść Waszego, bo lubią jak macie frajdę. Zarażajcie je swoją pasją.

Lubicie szachy – nauczcie dziecko w nie grać, lubicie czytać – chodźcie do kawiarni na wspólny przegląd prasy. Pokażcie się dziecku od tej strony. Poznajcie pasje dziecka, rozmawiajcie o nich. Ustalcie w jakiego rodzaju zabawy chętniej angażuje się tata, a w jakie mama. Stańcie się „specjalistami” w swoich obszarach.

Co daje wspólnie spędzony czas?

Będąc razem, przechodzimy na chwilę ze swojego świata do świata dziecka, co bardzo zbliża. Możemy kreować sytuacje tak, by przekazać ważne dla nas wartości i postawy. W zabawie łatwiej poruszyć tematy, o których niełatwo rozmawiać wprost.

Tempo życia, godzenie obowiązków związanych z pracą, prowadzeniem domu i wypoczynkiem jest dużym wyzwaniem. Często wystarczy jednak chwila zainteresowania ze strony rodzica, by dać dziecku odczuć, że jego osoba zostaje zauważona i doceniona.

Dla naszych dzieci ważna jest nie ilość czasu z nimi spędzona, ale jego jakość. Jako dorośli nie będą pamiętały ilości godzin razem spędzonych, ale wspólne gotowanie, rozwiązywanie zagadek czy wyprawy do lasu. Czas spędzony razem sprawi, że Wasze dziecko będzie się lepiej rozwijać, a Wy będziecie mieli satysfakcje z umacniania więzi z nim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Michalina Gajewska
Stale współpracuje z Miesięcznikiem Dyrektora Szkoły, Sygnałem - miesięcznikiem wychowawcy. Jest autorką wielu artykułów psychoedukacyjnych publikowanych na łamach portali internetowych dedykowanych dla rodziców i wychowawców, w prasie codziennej. Jest współtwórcą Programu www.family-coaching.pl. Wierzy w to, że rodzicielstwo daje możliwość osobistego rozwoju. Jest żoną, mamą dwóch ciekawych świata dziewczynek, psychologiem dziecięcym. W wolnym czasie lubi czytać, jeździć rowerem i pracować w ogrodzie.
Podyskutuj

Gdzie najtaniej kupić mleko i codzienne zakupy? Ta apka w tym pomoże

Masz dość pilnowania wydatków? Wiecznego sprawdzania promocji i pamiętania o kończących się ofertach? Zakupy przestały być przyjemnością, a stały się udręką? Mamy coś dla Ciebie! Dzięki aplikacji Blix znów polubisz codzienne zakupy – zaoszczędzisz sporo czasu i pieniędzy! To dziecinnie proste. Zobacz jak działa ta darmowa apka! Jak kupować, by zaoszczędzić?
  • Dominika Kamińska - 23/01/2020
młoda kobieta na zakupach spożywczych

Choć wynagrodzenia i dochody gospodarstw rosną, wysoka stopa inflacji sprawia, że nie odczuwamy by w naszym portfelu przybyło środków, wręcz obserwujemy niestety wzrost cen podstawowych dóbr szybkozbywalnych.

Na szczęście mądrze planując zakupy, jesteśmy w stanie sporo zaoszczędzić. Duże sieci handlowe organizują, zwykle cotygodniowe, akcje promocyjne, dzięki którym za pełny koszyk produktów zapłacimy rozsądną cenę. Jak zaplanować zakupy, by nie przegapić promocji? Pilnowanie ofert kilku supermarketów może nastręczać trudności. Aplikacja Blix przychodzi z pomocą. Znajdziesz tu aktualne oferty wszystkich marketów obecnych na polskim rynku.

Więcej o aplikacji dowiesz się odwiedzając stronę: https://blix.pl Jeśli chcesz przekonać się jak działa ta innowacyjna apka, pobierz ją z Google Store. Całkowicie za darmo!

W Blix nie tylko przejrzysz, ale i porównasz ceny

Blix oferuje nie tylko możliwość przejrzenia aktualnych promocji, dzięki wbudowanej wyszukiwarce możesz porównać ceny tego samego artykułu w różnych sklepach. Z tą aplikacją kupujesz zawsze w najlepszej cenie.

Wybrany produkt możesz dodać do listy zakupowej – tym sposobem nie przegapisz końca promocji. Sprawdź pełną funkcjonalność aplikacji i już dziś pobierz ją na telefon. Blix to Twój niezawodny zakupowy asystent.

Lista zakupów zawsze pod ręką

Pewnie niejednokrotnie zdarzyło Ci się przygotować listę zakupów, a następnie zostawić ją w domu. Każdy pilnujący wydatków domowych wie, że zakupy bez konkretnych wytycznych zawsze kończą się wyższą kwotą do zapłacenia przy kasie. Dzięki aplikacji Blix będziesz miał listę zakupów zawsze przy sobie.

Ta sprytna aplikacja pozwala na tworzenie nawet kilku list zakupowych jednocześnie – w zależności od Twoich potrzeb. Możesz dowolnie komponować i edytować listy. Zawsze kiedy masz telefon przy sobie, możesz dodawać i skreślać produkty z listy.

Z Blixem nigdy nie przegapisz promocji. Zawsze, gdy kończy się promocja na produkt, który masz na swojej liście zakupów, aplikacja wyśle Ci powiadomienie o terminie, kiedy upływa ważność oferty.

„A karta jest?”

Każdy zakupomaniak wie, że posiadając kartę lojalnościową danej sieci handlowej może liczyć na atrakcyjne rabaty, które nie są dostępne dla pozostałych śmiertelników. Będąc wiernym klientem kilku sklepów jednocześnie, możemy zauważyć, że nasz portfel puchnie… Niestety rzadko od nadmiaru gotówki, zwykle powodem jest nadmiar plastykowych kart lojalnościowych…

Nie dość, że zajmują miejsce, to jeszcze zwykle, gdy są potrzebne okazuje się, że nie ma ich pod ręką… I na uprzejme pytanie pani kasjerki „A karta jest?”, szukamy pomocy wśród pozostałych kolejkowiczów bądź liczymy, że nasz czarujący uśmiech, zapewni nam należny rabat. Blix pozwala na przechowywanie wielu kart lojalnościowych jednocześnie w wersji elektronicznej. Z tą aplikacją zawsze masz kartę przy sobie… Oszczędzasz kasę, czas, nerwy i miejsce w portfelu…

Co to jest Blix?

Blix to Twój niezawodny asystent zakupowy. Dzięki tej innowacyjnej aplikacji zawsze trzymasz rękę na pulsie. Z Blixem zyskujesz dostęp do wszystkich aktualnych gazetek promocyjnych największych sieci handlowych. Wbudowana wyszukiwarka pozwala na porównywanie cen tego samego produktu w wielu różnych sklepach. Możesz tworzyć listy zakupów z opcją przypominania o kończącej się promocji. Z aplikacją Blix karty lojalnościowe oraz listę zakupów masz zawsze przy sobie. Zakupy z Blixem znów staną się przyjemne!

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Co jest kluczem do połączenia życia rodzinnego i zawodowego?

To pytanie, na które poprawnych odpowiedzi będzie sporo, ale jak znaleźć to co najważniejsze? Do podzielenia się swoją historią i doświadczeniem zaprosiłam niesamowitą kobietę, która po prostu to zrobiła i robi każdego dnia! Izabela Pipka, zawodowo HR Director w firmie Bosch Poland , a prywatnie mama czwórki dzieci. Iza dzieli się swoimi sposobami i podpowiada, jak znaleźć swoje własne!
  • Agnieszka Kaczanowska - 22/01/2020
Izabela Pipka, HR Director w firmie Bosch Poland

Izo, menadżerskie stanowisko, czwórka dzieci, pewnie nie raz słyszałaś pytanie „Jak Ty to robisz?”, ale ja zapytam inaczej: opowiedz mi proszę skąd czerpiesz motywację do tego, aby łączyć to, co niektórzy twierdzą, jest tak trudno połączyć?

W pewnym sensie trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że nie da się tego połączyć. Sztuka polega na tym, aby postawić jasną i wyraźną granicę między domem, a pracą i nie mieszać ze sobą tych światów. To, że dzieci wiedzą, gdzie pracuję, co robię, a także fakt, że mąż interesuje się moją pracą jest OK. Gdy jednak przynoszę do domu emocje z pracy, to już nie jest w porządku. Taka sytuacja oznaczałaby, że pozostaję w zawieszeniu: nie jestem w pełni w domu, ale też nie wyszłam całkowicie z pracy. To jest ze stratą dla wszystkich.

Takie postawienie granic może napędzać motywację, o której wspominasz. Jeśli chcesz spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, to musisz lepiej organizować się w pracy. Wierzę, że dzięki temu można uzyskać lepsze efekty.

To działa też w drugą stronę. Jeśli chcesz realizować się zawodowo, musisz bardzo dobrze organizować życie domowe. Nie jest to łatwe, ale z perspektywy czasu, wydaje mi się, że ma to też wiele pozytywnych stron.

Dzieci już od najmłodszych lat uczą się dobrej organizacji, wszyscy jesteśmy bardziej uważni na siebie i chyba lepiej wykorzystujemy czas.

Uważam, że wiele kobiet ulega psychozie strachu, że dzieci odbierają możliwość rozwoju zawodowego lub, że praca zawodowa jest zagrożeniem dla życia rodzinnego. Jasne, że dla niektórych matek lepszym rozwiązaniem jest pozostanie w domu z dzieckiem, ale też jest grupa kobiet, dla których nie jest to dobry kierunek. Istotne jest dokonanie właściwej oceny swoich predyspozycji, określenie, jak widzę swoje życie po urodzeniu dziecka, przygotowanie planu osiągnięcia tego celu i działanie. W takim wyborze najważniejsze jest, aby czuć się wolnym.

Nigdy nie myślałam w kategoriach stawiania w opozycji życia rodzinnego i zawodowego. Od kiedy pamiętam, marzyłam o założeniu rodziny i udało mi się to marzenie zrealizować. Jednocześnie nigdy nie brałam pod uwagę, że to może zablokować mój rozwój zawodowy. Jak widać można to zrobić, należy jedynie zadawać sobie właściwe pytania: nie „czy” to się uda, ale „jak” to zrobić.

Ja patrzę na to w ten sposób, że zarówno w domu, jak i w pracy, mam do zaoferowania coś niepowtarzalnego, czym mogę się podzielić. Rodzina oczywiście wygrywa w tym znaczeniu, że jej oddaję całą siebie. Wierzę jednak, że mam też kompetencje czy talenty, które rodzinie się nijak nie przydadzą, a szkoda byłoby je zmarnować i dlatego dzielę się nimi w mojej pracy. Gdybym zrezygnowała z któregoś z tych miejsc, pewnie czułabym się uboższa. Mam też nadzieję, że i świat jest bogatszy dzięki temu, że tak wybrałam.

A czy miewałaś trudniejsze chwile? Zwątpienia czy to się uda? Czy warto walczyć?

Przyznam, że nie za bardzo pasuje mi tu rozważanie w kategoriach walki. Od razu staje mi przed oczami obraz umęczonej Matki-Polki. A to zupełnie nie tak. Owszem miewam takie chwile, gdy – jak to się mówi – mam wszystkiego dość. Niektórzy twierdzą, że matki zaangażowane zawodowo pracują na dwóch etatach. Mam więc prawo być zmęczona. Samo zmęczenie nie jest jednak problemem, jeśli tylko widzę, że ma to sens.

Gorzej gdy dopadają Cię takie dość typowe „zmory”, że nie jesteś dobrą matką, nie gotujesz codziennie obiadów, nie jesteś przy dziecku, gdy traci pierwszego mleczaka itd. Takich upiorów nie przepędzam sama, robi to za mnie mój domowy „oddział specjalny”. Wystarczy chwila spędzona z którymś z dzieci i ich uśmiech. Pomaga też rozmowa z mężem, który rozumie i wspiera w zachowaniu dystansu. Inny sposób, który na pewno działał wtedy, gdy dzieci były mniejsze: lubiłam się w takich trudnych chwilach położyć z nimi do łóżka. Równy oddech dziecka, różowa niewinna buźka i to ciepełko, które od niego bije… wystarczy pół godziny takiej sesji i już wiesz co masz robić.

Nie do przecenienia w takich sytuacjach było wsparcie męża, muszę przyznać, że pewnie bez tego byłoby zdecydowanie trudniej.

Izo, kiedy rozmawiałyśmy przygotowując się do tego wywiadu, powiedziałaś coś bardzo ważnego w kontekście łączenia życia rodzinnego i zawodowego; że to jest wspólne zadanie, nazwałaś to współodpowiedzialnością – i tak sobie myślę – że to jest właśnie ten klucz!

Współodpowiedzialność w najszerszym tego słowa znaczeniu, prawda?
Tak. Trudno mi w ogóle wyobrazić sobie sytuację, w której nie planuję z mężem wszystkich elementów wspólnego życia. To nie jest tak, że tylko w kwestii wychowania dzieci jesteśmy współodpowiedzialni, a w pozostałych sferach każdy pracuje na swój rachunek. Co więcej – oboje jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Mój mąż jest odpowiedzialny również za mój rozwój zawodowy, a ja za jego.

Każdą decyzję o kolejnym dziecku zawsze omawialiśmy dość szczegółowo. I priorytetem nie było wcale to, czy nas stać, ale jak zmieni to nasze życie, nasze relacje, jak może wpłynąć na naszą pracę. Bo to, że zmiany nastąpią jest oczywiste. Każdą zmianę jednak możemy wykorzystać do rozwoju. W przypadku pojawienia się dziecka, i nieważne czy pierwszego, czy kolejnego, również otwiera się przed nami szerokie pole możliwości i korzyści.

Jeśli mądrze tym pokierujemy to nasza relacja zyskuje naprawdę wiele i przenosi się na zupełnie inny poziom. Kiedy widzę, że mąż potrafi zrezygnować ze swoich planów czy zajęć, bo chce mi pomóc, to daje mi to dużo ważnych życiowych odpowiedzi. Również sama znajduję sporo radości w tym, że z czegoś potrafię zrezygnować dla męża czy dziecka. I wcale nie uznaję tego za stratę. Po prostu następuje pewne przewartościowanie i człowiek dostrzega, co w głębi duszy naprawdę było dla niego ważne.

Taka zmiana paradoksalnie bardzo dobrze wpływa na funkcjonowanie zawodowe.

Jest to dobry moment, by dokonać refleksji, czy moja praca faktycznie jest dla mnie ważna, czy jestem w dobrym miejscu? Otwiera się szereg nowych możliwości. Jest okazja do dokonania małego bilansu, wzmocnienia samooceny, może nakreślenia zupełnie nowej ścieżki kariery. Można wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim z zupełnie nowym pomysłem na siebie. Przeważnie nie wykorzystujemy tej szansy, a szkoda.

Tutaj też ważne jest wsparcie męża. Bo przecież jeśli wpadnie nam do głowy, że chcemy podnieść swoje kompetencje i pójść np. na studia, potrzebujemy jego pomocy.

Ważne też jest wsparcie pracodawcy. Jeśli jasno komunikujemy swoją wizję, burzymy wizerunek matki z dzieckiem jako pracownicy z obciążeniem. Błędny wizerunek.

Kobieta, która chce wrócić do pracy po urodzeniu dziecka musi być naprawdę mistrzem logistyki. Musi nauczyć się wykorzystywać każdą minutę, nauczyć się dobrej współpracy z innymi (od partnera począwszy) i nauczyć się delegować.

To ostatnie chyba jest najtrudniejsze w odniesieniu do dzieci, ale przynosi niesamowite efekty. W każdym wieku dziecko może już wziąć odpowiedzialność za choćby mały odcinek. Niech to będzie ustawianie bucików w przedpokoju. Dzięki temu nasz dom jest naprawdę nasz, a mama ma te parę minut więcej z doby.

Wspomniałaś także o ważnej kwestii jaką jest ustalanie swoich granic, co tutaj masz na myśli? Pamiętam doskonale, że kiedy dzieci są malutkie – to ustalanie granic jest szalenie trudne…

Podstawową rzeczą jest nie bać się swojego rodzicielstwa, czyli nie obawiać się mądrze wymagać. Zresztą podobna zasada obowiązuje w pracy na stanowisku menadżerskim.

Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że rola matki jest bardzo dobrą szkołą zarządzania.

Trzeba umieć dogadać się z Zarządem (śmiech) i dziećmi. Przy oczywiście poszanowaniu praw i wolności każdego. Tu warto też dodać, że to stawianie granic chroni nas samych. To, że jestem matką i jestem cała dla moich dzieci nie oznacza, że nie mam własnego ja, które trzeba chronić, rozwijać, pielęgnować. I nie chodzi o egoizm.

Człowiek, który zatraca czy to w pracy, czy w obowiązkach domowych samego siebie, traci po pewnym czasie tożsamość. Dzieci to w zasadzie projekt kilkunastoletni. Potem trzeba pozwolić im odejść (mam już takie doświadczenie 🙂 ). A my mamy jeszcze wiele innych ważnych i ciekawych zadań przed sobą. Tak to widzę.

A jeśli chodzi o Twoje obowiązki zawodowe, jak sobie radzisz kiedy dzieci chorują, mają wakacje 10 tygodni… czy występy w przedszkolu w południe?

To trudny temat. W różnych okresach naszych karier zawodowych mieliśmy z mężem różne możliwości opieki nad dziećmi. Gdy dzieci chorowały, czasami on zostawał w domu, czasami ja. Na szczęście mąż przez większość kariery uprawiał wolny zawód, więc to było jakieś ułatwienie. Nie było tych chorób znowu tak wiele, więc nawet, gdy się zdarzyły, nie było żadnego problemu w pracy z krótkim zwolnieniem.

Wakacje to już poważniejszy temat. Zawsze staramy się spędzać choćby tydzień czy dwa rodzinnie. Nie ma więc mowy o tym, aby brać urlop osobno, by zapełnić wakacyjną lukę. Skoro bierzemy urlop razem to oznacza, że jesteśmy z dziećmi krótko, a pozostały czas… musimy organizować.

Bywało różnie. Gdy dzieci były malutkie, mieliśmy wspaniałe opiekunki. Gdy trochę podrosły, bardzo pomagali nam moi rodzice, którzy chętnie zabierali dzieci na wakacje. Od mniej więcej 9 roku życia, a niektóre nawet wcześniej, nasze dzieci wyjeżdżały na różnego rodzaju zorganizowane wyjazdy. Możliwości jest naprawdę wiele. Trzeba tylko uważnie sprawdzić z kim wysyła się dziecko i w następnym roku samo już pyta o wyjazd.

Dla nich to niesamowita szkoła usamodzielniania się. Są też przeważnie w gronie rówieśników, co zapewnia dobrą zabawę. A nam w domu pozwala za nimi zatęsknić. Przeważnie tylko pierwszy tydzień takiej wakacyjnej ciszy domowej daje ukojenie. Potem już zaczyna nam brakować tych kłótni, krzyków i nawet bałaganu. Powrót hałasu, co nas samych, co roku, zadziwia, witamy naprawdę z radością.

Chyba najtrudniejsze ze wszystkiego są te szkolne występy. Wiadomo, że zawsze chce się na nich być nawet, gdy dziecko w przedstawieniu gra „dziewiątego wróbelka”. Nie zawsze jest to niestety możliwe. Staramy się z mężem tak manewrować swoimi kalendarzami, aby przynajmniej jedno z nas było i nagrało występ. Prawdę mówiąc jestem przekonana, że obecność na tych występach więcej daje mi niż dziecku. Wiadomo, że ono bardzo chce, abym była i to niesamowite uczucie, że jestem dla kogoś tak ważna, dodaje skrzydeł.

Pracodawcy powinni wręcz wymagać, aby rodzice „zrywali się” z pracy na szkolne przedstawienia. Myślę, że tam mogą łapać szczególną motywację i przekonanie, że warto. Warto pracować, poświęcać się, układać misterną logistykę, bo efekt jest wspaniały. A jaki jeszcze będzie, gdy dziecko podrośnie?

Powiedz jeszcze, jakie macie swoje rodzinne sprawdzone sposoby na łącznie życia rodzinnego z zawodowego?

Dom to takie małe przedsiębiorstwo. Bardzo ważne jest zarządzanie i podział kompetencji oraz obowiązków. Od zarządzania jak wiadomo są rodzice, co nie zwalnia ich z innych zadań. My na przykład, mieliśmy w domu grafik dyżurów na cały tydzień: zmywarka, odkurzanie, wyrzucanie śmieci, sprzątanie samochodu itp. Dyżury były dostosowane do wieku, ale każdy wiedział, co ma robić i nie było marudzenia. Ważna jest pomoc dzieciom w usamodzielnianiu się. One mają większą radość z tego, że robią coś same, a my więcej luzu.

Oczywiście każdy dzień przynosi nowe wyzwania: treningi, zajęcia dodatkowe, zakupy, lekarz. Codziennie wieczorem obowiązkowo musi się odbyć „odprawa”, żeby nikt nie został samotny na „polu walki”. Nie chroni to oczywiście przed spóźnieniem po odbiór dziecka, czy zawiezieniem czasami dziecka w kapciach zimą do szkoły (to mąż 🙂 ). Takie drobne rodzicielskie wpadki. Ale staramy się je eliminować.

O swojej pracy staramy się też zawsze mówić dobrze przed dziećmi. Wiem, że w modzie jest narzekanie, ale pomijając, że sam człowiek może się przez to wpędzić w depresję, to narzekając przy dziecku szkicuje mu fatalną perspektywę: praca jest za karę.

Po drugie, jak dziecko ma potem zrozumieć, że rodzic nie spędza czasu z nim, bo woli wyjść do pracy, której nienawidzi. Skoro tak wybiera, to jaką buduje samoocenę u dziecka.

Można też wprowadzać życie rodzinne do firmy. Kilkakrotnie urządzaliśmy w naszych biurach Mikołajki. Przychodziły całe rodziny. Atmosfera robiła się naprawdę domowa.

W Boschu zorganizowaliśmy też letnie półkolonie dla dzieci. Super rozwiązanie dla tych, którym trudno zapewnić opiekę dla dziecka na wakacje. Dodatkowo dzieci się poznają, nawiązują przyjaźnie i są maksymalnie długo z rodzicem – przyjeżdżają z nim rano do pracy i wracają po południu. Zainteresowanie półkoloniami przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Widać, że trafiliśmy idealnie w potrzeby rodziców. I dzieci chyba też.

Jako Dyrektor HR i mama, jak uważasz, jakie rozwiązania, które może zastosować pracodawca są kluczowe? Czy obserwując rynek rekrutacji widzisz zmiany na lepsze w postrzeganiu kobiet, mam, ogólnie pracujących rodziców?

Przez ostatnie trzydzieści lat zmieniło się bardzo wiele na rynku pracy w postrzeganiu i dowartościowaniu kobiet. Weźmy choćby urlopy wychowawcze, które mogą od lat brać również ojcowie. Daje to, kobietom chcącym realizować się zawodowo, możliwość szybszego powrotu do pracy. Dobrze też, że urlop – opiekę na dziecko (2 dni w roku) – możemy wykorzystywać „na godziny”, co oznacza, że spokojnie mogę wyjść na wspomniane popołudniowe przedstawienie.

A w rekrutacji? Bardzo dużo mówi się o unikaniu dyskryminacji przy wyborze pracowników. Podnosi to z pewnością świadomość wśród HR oraz managerów, chociaż gdzieś podskórnie czuję, że jeszcze długa droga przed wieloma pracodawcami w Polsce. Wizja Pracownicy, która za chwilę będzie w ciąży (co często jest różnoznaczne ze zwolnieniem lekarskim), a potem skorzysta z rocznego urlopu macierzyńskiego, powoduje, że ciągle wielu pracodawców wybiera „niezawodnych” mężczyzn… Ale tak naprawdę inwestycja może być długoterminowa, nie każda kobieta musi korzystać ze zwolnienia lekarskiego, da się zorganizować tymczasowe zastępstwo i po urlopie macierzyńskim (czas szybko mija) wraca zaangażowana mama.

Coraz częściej widzimy też tatusiów zaangażowanych w proces opiekuńczo-wychowawczy, stąd postrzeganie zatrudnienia każdej kobiety jako ryzyko dla pracodawcy, jest błędnym myśleniem.

W ten sposób odrzucamy te osoby, które bardzo często potrafią doskonale organizować czas, są zaangażowane i bardzo lojalne wobec pracodawcy, który umożliwił im realizację swoich planów rodzinnych.

Rynek pracy cały czas się uelastycznia, co pozwala wychodzić ze schematu: pracujący zawodowo ojciec, opiekująca się dziećmi matka. Sama jestem tego przykładem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszelkie udogodnienia dla młodych matek, chcących realizować się zawodowo, nie są aż tak wielkim kosztem, biorąc pod uwagę zysk.

Jeśli matka chce mieć np. troje dzieci i nie stworzy jej się bezpiecznych warunków powrotu do pracy po pierwszym dziecku, to prawdopodobnie na zawsze wypadnie z rynku. Jeśli będzie miała wsparcie pracodawcy, będzie wracała po każdym porodzie i będzie to z korzyścią dla wszystkich.

A jaka byłaby Twoja rada dla mamy wracającej po dłuższej przerwie do pracy? Gdybyś mogła jej powiedzieć kilka zdań, aby dodać otuchy, co by to było?

Po pierwsze należy przepędzić wszystkie lęki. Nie jesteś pierwszą mamą, która wraca do pracy po urodzeniu dziecka. Twój powrót do pracy może być dobry dla Was obojga. Cokolwiek nie zrobisz i tak dla Twojego dziecka będziesz najlepszą mamą na świecie. Jeśli nie wierzysz, to zapytaj je, gdy tylko nauczy się mówić, a potem weryfikuj to co rok.

Mogłabym też powiedzieć: jeśli chcesz wrócić do pracy na ugiętych nogach, niepewna i przymuszona, to daruj sobie. To musi być absolutnie wolna decyzja. W przeciwnym wypadku stracisz Ty sama, Twoje dziecko i firma. Jednocześnie pamiętaj, że masz prawo do samorozwoju i dziecko ma Ci w tym pomóc. Nie patrz więc na nie jak na kogoś, kto Cię ogranicza.

Myślę też, że wiele obaw dotyczy tego, czy uzyskam odpowiednie wsparcie. Otóż z całą pewnością, przynajmniej w Boschu, matki mogą liczyć na bardzo dużą pomoc i zrozumienie. Dostosowane godziny pracy, pokój karmienia itd. Nie licząc nieformalnej pomocy od koleżanek, które już mają za sobą takie doświadczenia i chętnie podzielą się nimi z kimś, kto tego potrzebuje.

Myślę, że to jest także idealny moment, aby krótko opowiedzieć o naszym wspólnym programie mentoringowym, który ruszy już wkrótce!

Tak, to nowa inicjatywa, mam nadzieję, że piękna i okaże się przydatna dla wielu mam. Zaprosiliśmy nasze Boschowskie Mamy do podzielenia się swoim doświadczeniem, umiejętnościami z mamami spoza naszej firmy, które właśnie tego potrzebują. Czasami drobna rada, mała sugestia albo nawet samo wysłuchanie lub ukierunkowanie myślenia może być krokiem milowym w podjęciu decyzji o własnym rozwoju.

Zainteresowanie takim rodzajem pracowniczego wolontariatu przerosło nasze oczekiwania. Jako firma będziemy wspierać ten proces. Mamy – Mentorki mogą spotykać się z Mentee w czasie pracy, w miejscu pracy, planujemy też dla nich spotkania przygotowujące do roli mentorskiej, będziemy je wspierać w procesie. Już czekamy na rezultaty tych działań.
Myślę, że wszyscy możemy powiedzieć sobie: ODWAGI!

Dziękuję za rozmowę. I już wkrótce zaprosimy do programu mentorskiego Bosch i Mamo Pracuj!

Więcej informacji o tym, w jaki sposób Bosch wspiera pracujących rodziców można znaleźć w profilu firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom wraz z najnowszymi ofertami pracy!

Zdjęcia: własność Bosch Poland.

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail