Czego szukasz

Jak dobrze spędzać czas z dziećmi, gdy nie mamy czasu?

Łącząc pracę z opieką nad dziećmi i domem bez odpowiedniej organizacji czasu można wpaść we frustracje pod tytułem “z niczym nie nadążam”. Podpowiadamy jak wykorzystywać codzienne obowiązki w pogłębianiu relacji z dziećmi.

  • Michalina Gajewska - 05/07/2013

Codzienny bieg z przeszkodami

Kiedy mama wraca do pracy, w większości domów dzień wygląda podobnie. Poranny bieg  podczas, którego musimy przygotować siebie i dziecko. Dopilnować by zjadło przed wyjściem, zabrać potrzebne rzeczy. Potem jeszcze jazda do pracy; kilka godzin pełnej mobilizacji i stresu i … powrót do domu. Wydawać by się mogło, że już można zwolnić… a tam trzeba jeszcze zakupy, porządki, sprawdzanie lekcji. Taki scenariusz mogłoby opowiedzieć jednym tchem wiele matek zapytanych o to, co robią w ciągu dnia. A potem jeszcze martwią się, że nie mają siły i pomysłu na spędzanie czasu z dziećmi. Nie chcą kojarzyć się dziecku tylko z obowiązkami domowymi i pośpiechem. Chcą więcej niż tylko pytać o to, co było na obiad w przedszkolu. Na początku trzeba sobie uświadomić, że dzieci nie potrzebują, żeby ich matka stała się supermatką. Dzieci w relacjach ze swoimi rodzicami chcą się czuć po prostu ważne. To znaczy, że rodzic rezerwuje sobie czas na rozmowę, wspólne zajęcia, interesuje się tym, co przeżywa dziecko i często o nim myśli. Dla dziecka każde zajęcie może stać się dobrym czasem z rodzicem. Takiej samej przyjemności jak przy zabawie dostarczyć może uczestniczenie w pracach domowych lub rozmowa w samochodzie.

Wspólny czas – kilka wskazówek:

Przeorganizuj domowy grafik – Chcąc wygospodarować trochę czasu trzeba stworzyć ramowy plan dnia. Pozwoli to na lepszą organizację i zyskanie kilkunastu minut, które można spędzić razem. Dzieci będą wiedziały, co je czeka i czego się od nich oczekuje. To uporządkuje ich dzień i da im poczucie bezpieczeństwa. Kolejną korzyścią będzie wypracowanie rutyn – poranne zabiegi, pogawędka przy kolacji o tym, co działo się w ciągu dnia, wspólne oglądanie TV. Przeciwwagą dla tygodnia pełnego obowiązków może być weekendowe spędzanie wolnego czasu.

Włącz domowników do obowiązków – Wspólne przygotowanie posiłku, nakrywanie do stołu nadaje posiłkowi większego znaczenia. Można sprawić by był to ciekawy czas zarówno dla chłopców jak i dla dziewczynek. Dziś wyposażamy dzieci w różnorodne umiejętności, rozwijając ich uzdolnienia niezależnie od płci. Dzieci odczuwają satysfakcję, służąc pomocą rodzicom. Można też zamienić się z tatą na obowiązki i czas, który zwykle poświęcamy na rozpakowanie zakupów poświęcić dziecku.

[view:ad_intext_superbanner_1=block]

Spraw by zwykłe czynności były okazją do spotkaniaZakupy mogą stać się minipodchodami, a wyszukiwanie produktów staje się nie lada wyzwaniem. Dziecko czuje, że jest potrzebne. Hodowanie roślin na parapecie może stać się wspólnym obowiązkiem domowym i okazją do rozmowy o nich (wybierzcie rośliny, które szybko się zmieniają i mogą być przydatne). Jazda samochodem to czas na żarty, łamigłówki i skojarzenia. Wspólne gotowanie – kuchnia może zamienić się w laboratorium gdzie dziecko będzie obserwować działanie temperatury, będzie interpretować przepisy, komponować nowe smaki, identyfikować zapachy. Prace porządkowe – zabawą stać się może sortowanie sztućców na czas, zgniatanie zużytych butelek czy sortowanie prania, jeśli tylko podejdziemy do tego z dystansem i humorem. Zyskamy wtedy pomocnika i oddanego towarzysza.

Zaangażuj się maksymalnie w 10 minutową zabawę. To lepsze niż w 30 minutowe udawanie, że uwielbiasz zabawę w dom. Często narzekamy, że zabawa nudzi nas albo męczy – myślami jesteśmy gdzie indziej, albo jednocześnie składamy pranie. Dzieci wyczuwają nasze nastawienie i się frustrują. Lepiej jest umówić się z dzieckiem na zabawę, która interesuje obie strony i się w nią zaangażować.

Dziel się pasjami – Chcąc poczuć satysfakcję ze wspólnie spędzonego czasu mówcie o tym, co lubicie najbardziej. Dzieci często rezygnują ze swojego pomysłu na korzyść waszego, bo lubią jak macie frajdę. Zarażajcie je swoją pasją. Lubicie szachy – nauczcie dziecko w nie grać, lubicie czytać – chodźcie do kawiarni na wspólny przegląd prasy. Pokażcie się dziecku od tej strony. Poznajcie pasje dziecka, rozmawiajcie o nich. Ustalcie w jakiego rodzaju zabawy chętniej angażuje się tata, a w jakie mama. Stańcie się „specjalistami” w swoich obszarach.

Co daje wspólnie spędzony czas?

Będąc razem, przechodzimy na chwilę ze swojego świata do świata dziecka, co bardzo zbliża. Możemy kreować sytuacje tak, by przekazać ważne dla nas wartości i postawy. W zabawie łatwiej poruszyć tematy, o których niełatwo rozmawiać wprost. Tempo życia, godzenie obowiązków związanych z pracą, prowadzaniem domu i wypoczynkiem jest dużym wyzwaniem. Często wystarczy jednak chwila zainteresowania ze strony rodzica, by dać dziecku odczuć, że jego osoba zostaje zauważona i doceniona. Dla naszych dzieci ważna jest nie ilość czasu z nimi spędzona, ale jego jakość. Jako dorośli nie będą pamiętały ilości godzin razem spędzonych, ale wspólne gotowanie, rozwiązywanie zagadek czy wyprawy do lasu. Czas spędzony razem sprawi, że wasze dziecko będzie się lepiej rozwijać, a wy będziecie mieli satysfakcje z umacniania więzi z nim.

Zdjęcie:123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Michalina Gajewska
Stale współpracuje z Miesięcznikiem Dyrektora Szkoły, Sygnałem - miesięcznikiem wychowawcy. Jest autorką wielu artykułów psychoedukacyjnych publikowanych na łamach portali internetowych dedykowanych dla rodziców i wychowawców, w prasie codziennej. Jest współtwórcą Programu www.family-coaching.pl. Wierzy w to, że rodzicielstwo daje możliwość osobistego rozwoju. Jest żoną, mamą dwóch ciekawych świata dziewczynek, psychologiem dziecięcym. W wolnym czasie lubi czytać, jeździć rowerem i pracować w ogrodzie.
Podyskutuj

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail