Czego szukasz

7 sposobów, aby święta były dla Ciebie, a nie Ty dla świąt!

Znasz to? – Nie jedz, to na święta! Jakieś nieokreślone bliżej zadowolenie świąt lub poczucie przykrego obowiązku i dyscypliny wkrada się w te przyjemne momenty. A potem jest odwieczne – No jedz, jedz, bo się zmarnuje! …choć nikt już nie może patrzeć na kolejnego pieroga. A gdyby w tym roku w zbliżające się święta, swoje zadowolenie postawić na pierwszym miejscu? Oto 7 podpowiedzi… że warto!

  • Marta Szyszko - 19/12/2018
dwie młode kobiety rozmawiają

1. Delektuj się w trakcie przygotowań

A gdyby podjadać pierogi z kapustą na dwa tygodnie przed Wigilią? A gdyby tak zajadać się piernikami cały grudzień? Być może wigilijne potrawy nie będą aż tak wyczekane, ale delektować się nimi można więcej niż przez jeden wieczór, tak jak blask światełek z choinki poprawia ci humor przez cały grudzień.

2. Jeśli coś ma być przykrym obowiązkiem to daruj to sobie!

Chyba nie ma nic gorszego niż entuzjazm dziecka gaszony przez dorosłego. One piszczą na widok zielonego drzewka, a mama musztruje, w jakiej kolejności je ozdabiać – kto powiedział, że pierwsze muszą być lampki, a łańcuchy na końcu? Pozwól dziecku zbić bombkę i krzywo powiesić łańcuch.

3. Do świąt przygotowuj się wspólnie z bliskimi

Najważniejsze to być razem, nawet jak nie wszystko wyjdzie perfekcyjne. Nie dziel przygotowań na moje, Twoje, niech będą nasze. Zamiast: Ty ubierasz drzewko, ja lepię pierogi, zaproś dzieci do wycinania i nakładania farszu. Krzywe pierogi smakują najlepiej!

4. Przygotowania zaplanuj z wyprzedzeniem

Gdzieś na początku grudnia gotuję bigos. Czekam aż przegryzie się w lodówce, zostawiam odrobinę kapusty do pierogów i w kolejny weekend rusza produkcja pierogów do barszczu. Na świeżo gotuję barszcz i karpia w galarecie, rybę po grecku i faszerowaną. Dzięki temu nie czuję, że bardzo się urobiłam, a zapachy i aromaty świąt towarzyszą mi przez cały grudzień.

5. Podziel się przygotowaniami z innymi członkami rodziny

Może ktoś piecze niesamowite ciasta i to uwielbia? Mój mąż robi najlepszego śledzia z cebulą i sprawia mu to frajdę. Jeśli na wykonanie jakiejś potrawy nie ma chętnego, po prostu ją kup u lokalnego wytwórcy. Chodzi o to, by cieszyć się przygotowaniami, a nie startować do maratonu na najbardziej zmęczoną panią domu.

6. Nie bądź zaślepiona tradycją

Nie zmuszaj też innych do nielubianych potraw, bo musi ich być dwanaście i to konkretnie te, które zapamiętałaś z dzieciństwa. Spytaj dzieci, jakie są ich ulubione ryby, słodkości, unikniesz poczucia, że tak się starałaś, a półmisek został nietknięty.

7. Spytaj siebie, na co najbardziej masz ochotę

Nie stawiaj siebie na końcu. Przez cały rok nie masz chwili na czytanie książki przy kominku? Właśnie teraz jest ten czas! Rozprostuj nogi w miękkich skarpetach, zaparz sobie herbatę, zapal świeczkę o aromacie pomarańczy z cynamonem i oddaj się błogiemu lenistwu.

Jaka końcówka roku, taki cały przyszły rok. Nie urządzaj maratonu, postaw na uważność, bliskość i wsłuchaj się w swoje potrzeby.

Być może również po świętach zapragniesz kilka z tych rad wprowadzić w życie?

Bo w tym roku święta są dla Ciebie, a nie Ty dla świąt!

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Szyszko
Mama pełną parą, która od spraw domowych i trywialnych ucieka w nałóg… pisanie. Dzieli się matczyną dolą i z innymi rodzicielkami na portalu www.niedoskonalamama.pl. Prowadzi także blogi www.takeitizi.pl oraz www.kobietawe-biznesie.pl.
Podyskutuj

Lokówka czy prostownica – co wybrać?

Zwykło się myśleć, że do zakręcania włosów najlepsza jest profesjonalna lokówka. A jeśli już nie dysponujemy takim urządzeniem, to potrzebne są przynajmniej porządne wałki lub papiloty! Tymczasem w sieci coraz częściej pojawiają się filmiki i porady, gdzie to prostownica – na przekór swojej nazwie – służy do nawijania efektownych loczków. Jak to możliwe?
  • Alicja Zielińska - 04/09/2020
kobieta układa włosy prostownicą

Dla eksperymentatorek – prostownica do włosów

Większość nowoczesnych prostownic do włosów posiada odpowiednio zaokrąglony kształt, który umożliwia wygodne nawijanie pasma włosów na końcówki grzewcze. Wysoka temperatura (najlepiej w granicach 170 stopni Celsjusza) nadaje włosom odpowiedni, zakręcony kształt, który wystarczy delikatnie utrwalić lakierem.

Wybierając prostownicę do włosów zwróć uwagę na zakres i możliwość regulacji temperatury (od 100 do 230 stopni Celsjusza). Odpowiednio długi i obrotowy kabel będzie dużym ułatwieniem w manewrowaniu urządzeniem. Nie bez znaczenia jest również materiał, z którego wykonane są płytki. Najpopularniejszą powłoką płytek jest powłoka ceramiczna, która dodatkowo wygładza i nabłyszcza włosy.

Choć kręcenie włosów prostownicą może wydawać się absurdem – coraz więcej kobiet decyduje się na taką praktykę. Prostownica umożliwia tworzenie subtelnych, mniejszych loków w stylu boho, które sprawiają wrażenie naturalnych. Lokówka zaś jako standardowy sprzęt do kręcenia włosów – pozwoli uzyskać duże fantazyjne fale, najlepsze na specjalne okazje.

Dla tradycjonalistek – lokówka automatyczna

Jeśli jesteś zwolenniczką tradycyjnych rozwiązań i klasycznych bujnych loków – lokówka do włosów powinna w zupełności spełnić Twoje oczekiwania. Pamiętaj jednak, że i w tej kategorii doszło do niemałych zmian. Teraz oprócz klasycznych lokówek z wałkiem dostępne są lokówki stożkowe (stosowane często w salonach fryzjerskich, gdyż wymagają nieco wprawy) oraz najbardziej zaawansowane – lokówki automatyczne.

Lokówka automatyczna sama nawija włosy na wałek, dzięki czemu nie ma ryzyka oparzenia. Loki są równe i tak samo zakręcone na całej długości włosów, tworząc najbardziej estetyczny, zjawiskowy efekt.

Wybierając lokówkę automatyczną zwróć uwagę na możliwość zmiany temperatury, czasu i kierunku kręcenia. Dzięki temu z łatwością dostosujesz urządzenie do swoich potrzeb i uzyskasz najbardziej zadowalający efekt.

Dla niezdecydowanych – prostownica 2w1

Nie możesz zdecydować się na zakup lokówki lub prostownicy? Uwielbiasz mieć gładkie i proste włosy, ale na specjalne okazje chętnie zakręciłabyś anielskie loki? Cóż, kobieta zmienną jest! Na szczęście nowoczesne prostownice 2w1, łączące funkcje obydwu urządzeń, pozwalają uniknąć podobnych dylematów. Oszczędność stresu, pieniędzy i miejsca! Może to właśnie jest rozwiązanie dla Ciebie?

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska

To 100 procent więcej niż się spodziewałam – mówi Karolina, zwyciężczyni konkursu Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Wygrała nasz konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy i staż w redakcji The Mother Mag. Jest mamą dwóch synów, żoną i autorką bloga matkanaskrajuzałamanianerwowego.blogspot.com. Poznajcie Karolinę Foch-Szpak!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 03/09/2020
Karolina Foch-Szpak

Pracę nadesłaną przez Karolinę na konkurs, możecie przeczytać w najnowszym #7 numerze magazynu The Mother Mag. Zapraszamy!

Karolina, jesteś laureatką I nagrody w naszym konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy. Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału?

Głównie ciekawość. Decyzja była spontaniczna, pomyślałam „wyślę, zobaczymy, co się wydarzy”. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy to moje pisanie spodoba się komuś „z zewnątrz”.

Od jak dawna prowadzisz blog i dlaczego zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Bloga piszę od roku, jest to forma pamiętnika. Zaczęłam dwa miesiące przed pierwszymi urodzinami swojego młodszego syna. Bycie mamą dwójki dzieci jest oczywiście cudowne i wspaniałe i w ogóle naj, jednak trochę dało mi w kość, szczególnie że moim głównym zajęciem stało się, jak to mówią, „siedzenie w domu z dziećmi”, zajmowanie się nimi i domem. Nie da się ukryć, że poczułam się trochę zmęczona, postanowiłam więc spróbować przelać swoje przemyślenia i lekkie frustracje na ekran komputera. Taka forma autoterapii. Pamiętnik jest pisany lekko, z dużą dawką autoironii i sarkazmu, dzięki temu lżej patrzy mi się na rzeczywistość.

Wygrałaś staż w redakcji The Mother Mag. Czy cieszysz się z tej nagrody? Jak planujesz spożytkować wiedzę zdobytą podczas stażu?

Jestem przeszczęśliwa i bardzo podekscytowana! Nie spodziewałam się również tak wspaniałego przyjęcia przez dziewczyny z The Mother Mag. Otrzymałam od nich bardzo dużo wsparcia, wiele ciepłych słów dotyczących mojego pisania, a także dużo swobody w działaniu. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pochwalić się efektami. Bardzo zależy mi, żeby wycisnąć z tej współpracy jak najwięcej, kto wie, może pozwoli mi to na kontynuację pisania już na bardziej profesjonalnym poziomie. Tego bym chciała. A tak naprawdę, przyjmę z wdzięcznością to, co redakcja ma mi do zaproponowania. To 100 procent więcej niż się spodziewałam.

Przeczytaj także: Zapiski z czasu zarazy – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Czego chciałabyś się nauczyć?

Na stażu? Jak najwięcej! Również od strony technicznej, jak powstają pomysły, jak wygląda burza mózgów, skąd dziewczyny czerpią inspiracje. Jestem w trakcie poszukiwania pracy, może kolejna pozycja w CV o odbyciu stażu w The Mother Mag pozwoli mi na zmianę w życiu zawodowym?

Czy wiążesz jakieś większe plany z pisaniem, prowadzeniem bloga? Chcesz to rozwijać?

Tak, bardzo. Głównie dlatego, że sprawia mi to ogromną radość, i jak już wspominałam, pisanie dobrze na mnie wpływa, pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem. Lubię pisać, jeśli znajdą się odbiorcy mojej „twórczości”, tym lepiej.

Wierzę, że się znajdą. Karolina jesteś mamą – w jakim wieku są Twoje dzieci? I co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Tak, jestem mamą dwóch wspaniałych. 🙂 Olek w maju skończył 8 lat, Teodor za niespełna miesiąc skończy 2. Największe wyzwanie? Ojej… udźwignięcie odpowiedzialności za dzieci, to, że jest się mamą 24 godziny na dobę i nie można wziąć urlopu, to, że pewnie dopiero za kilka lat okaże się, czy moje decyzje związane z wychowaniem dzieci były słuszne.

Natomiast od dwóch lat, czyli odkąd jestem mamą dwóch synów, największym wyzwaniem jest chyba pogodzenie się z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcam obu tyle czasu, ile powinnam.

W ogóle pierwszy rok po pojawieniu się na świecie Teosia pamiętam jako wieczne karmienie piersią! Mieliśmy ze starszakiem swoje rytuały, poranne jedzenie śniadania, wieczorne czytanie książki na dobranoc. Szybko okazało się, że trzeba zmienić zwyczaje, bo jest młodszy brat. Kiedy Olek miał pasowanie na pierwszoklasistę, ja trafiłam nagle z Teosiem do szpitala. Byłam na pasowaniu na chwilę, bo do młodego pojechała moja mama, ale miałam wyrzuty sumienia, że on jest tam sam w szpitalu – beze mnie, a ja jestem na uroczystości…

Wróciłam przed zakończeniem pasowania, ale to też skończyło się wyrzutami sumienia, bo nie zostałam do końca, bo nie widziałam całego występu… Szaleństwo! Z drugiej strony, wiedziałam, że starszak miał najlepszą opiekę i towarzystwo, bo przecież był z tatą. Mąż też przyjeżdżał do szpitala, żebym mogła pojechać do domu, wziąć prysznic, wypić kawę. Ale nawet wtedy, nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam być na miejscu.

Z fragmentu bloga, który do nas wysłałaś dowiadujemy się, że pracowałaś jako nauczycielka i że właśnie ta rola w wersji domowej była dla Ciebie w czasie izolacji najbardziej wymagająca. Czy to jest tak, że swoje dzieci uczy się najtrudniej? Tak jak swoich bliskich najgorzej się leczy, jak mówią lekarze?

Tak! Tak! Tak! Było bardzo, bardzo ciężko pogodzić te dwie role: mamy i nauczycielki swojego dziecka. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że moim głównym problemem było to, że chciałam za bardzo i za mocno mi zależało. Podeszłam do zadania jak nauczyciel, mamy zrobić to i to, w dodatku bardzo ambicjonalnie.

Nie chciałam, żeby Olek miał zaległości z mojej winy, bo w końcu to ja byłam odpowiedzialna za odbieranie wiadomości od nauczycielki i wykonywanie tych prac. Byłam przekonana, że dzieci jednak wrócą do szkół przed końcem roku i jedyne, o czym myślałam to to, że jak nie zrobi lekcji, to zapomni jak czytać, jak liczyć i jak on sobie potem poradzi w szkole?!

Za każdym razem, kiedy siadaliśmy do lekcji, okazywało się, że syna właśnie coś boli, źle się czuje, swędzi go paluszek u stopy, musi iść do łazienki, coś mu przeszkadza. Jak przypominam sobie o tym teraz, wydaje się mi to nawet całkiem zabawne. Dodatkowo, po mieszkaniu biegał niespełna dwulatek, który dosłownie trząsł się na sam widok komputera, książek brata oraz jego przyborów szkolnych.

Próbowałam planować naukę tak, żeby młody wtedy spał, ale on jak na złość, zwykle spać nie chciał albo budził się co 10 minut. Z jednej strony chciałam poświęcić czas starszemu synowi, z drugiej musiałam jeszcze zabawiać młodszego, żeby w ogóle można było popracować…

Zawsze z ulgą zerkałam na grafik męża, kiedy był w domu, sytuacja nie wyglądała aż tak dramatycznie. Lekcji codziennie było bardzo dużo, sytuacja na pewno się polepszyła, kiedy uznałam, że dla swojego i dzieci zdrowia psychicznego musimy trochę odpuścić. Poza tym, porozmawiałam sobie w między czasie z koleżankami, które też mają dzieci, okazało się, że nie jestem jedyną, która tak to wszystko przeżywa, poczułam się wtedy nieco lepiej.

Prawdą jest, że zupełnie inaczej uczy się „cudze” dzieci, obcych ludzi. Uczy się ich zwykle poza swoim domem, można się więc skupić na samym procesie edukacyjnym. A! Zapomniałabym! Całe to „zdalne nauczanie” było dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Jakieś dwa miesiące przed zamknięciem szkół wspominałam mężowi, że chyba przerzucimy się na domową edukację, bo nie mogłam przeżyć ilości materiału oraz prac domowych zadawanych przez nauczycielkę. Jak to mówią, uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Po tych kilku miesiącach porzuciłam ten okropny pomysł!

Przeczytaj także: Świrus w koronie – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Co było jeszcze dla Ciebie dużym wyzwaniem w czasie izolacji?

Na pewno brak możliwości wyjścia z dziećmi. O ile starszy syn dość dobrze odnalazł się w tej sytuacji, znajdował sobie różne zajęcia, o tyle młodszy bardzo tęsknił za wychodzeniem na dwór. Chodziliśmy na krótkie spacery dookoła bloku, ale to było mało i w okresie całkowitego lockdownu, stało się uciążliwe. Dodatkowo, ludzie dookoła, mam przynajmniej takie wrażenie, z niechęcią patrzyli na dzieci. Zostały one przedstawione jako główny roznosiciel wirusa, który w dodatku przechodzi chorobę bezobjawowo.

Raczej nie zazdroszczę niczego nikomu, ale wtedy zazdrościłam domów z ogródkiem, dużych balkonów czy tarasów. Nasz balkon zaczęłam czule nazywać „spacerniakiem”, bo to tam głównie łapaliśmy promienie słońca i oddychaliśmy świeżym, miejskim powietrzem. Przesadziłam nawet kwiatka z chłopcami i posialiśmy jakieś warzywa, o dziwo urosły, chyba pierwszy raz udało się mi nie zabić roślinek!

Izolacja była dla mnie ciężkim doświadczeniem właśnie ze względu na dzieci, na to, że one źle ją znosiły. Starszy syn początkowo cieszył się z zamknięcia szkoły, ale potem po prostu tęsknił za kolegami, wychowawczynią, nawet za „normalnymi” lekcjami.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie. Czytałam, że po kwarantannie wzrosła dramatycznie liczba wniosków rozwodowych. Dla nas, jako rodziny, sam czas spędzany razem nie był w ogóle uciążliwy. No, może czasami, ale chyba nie bardziej niż zwykle.

W swoich postach na blogu nie lukrujesz macierzyństwa, ani relacji z partnerem. Można powiedzieć, że „walisz prawdę” prosto z mostu. Czy spotkałaś się z negatywnymi reakcjami? Że tak nie można, że zbyt ostro?

Hmmm… nie spotkałam się z negatywnymi opiniami, ale nie mam też aż tak wielu czytelników. Pierwszą czytelniczką bloga była moja mama, która doceniła moje poczucie humoru i dużą dawkę ironii oraz sarkazmu. Z drugiej strony, jedna czy dwie osoby uznały, że moje teksty są smutne. Nie chciałabym, żeby tak je odbierano, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przyznam jednak, że kiedy wysyłałam swoją pracę na konkurs, spodziewałam się, że może nie być w ogóle brana pod uwagę właśnie ze względu na zbyt realistyczne podejście do tematu.

Gdzie chciałabyś być za rok?

To chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Ostatnio bardzo ostrożnie podchodzę do planów czy nawet marzeń, ale spróbujmy: chciałabym być bliżej domu z ogródkiem.

To właśnie tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Oto fragment pracy Karoliny:

„Adonisowi zamknęli siłownię. W niedzielę ok 13 tak usiadł załamany i mówi, że teraz to już tylko praca i dom i nie ma już nic z tego życia. Popatrzyłam na niego bez współczucia i mówię, że teraz już wie, jak wygląda moje życie. Nie odezwał się już długo, może uznał, że jest tak
przygnębiające, że nawet nie ma jak skomentować.
Zapomniałam dopisać, że ciśnienie mi skacze, kiedy widzę kolejne „przydatne” linki z tym, jak spędzać czas z dziećmi w czasie kwarantanny narodowej. Mam wrażenie, że albo dzieci z kosmosu, albo rodzice, którzy je piszą i udostępniają, wcale dzieci nie mają! O, takiego! Żeby spędzić z dziećmi czas, i przeżyć trzeba mieć:

  1. dużo alkoholu albo cierpliwości albo jednego i drugiego,
  2. dobry internet,
  3. telewizor,
  4. opcjonalnie podwórko, ogród żeby dzieci wypieprzyć poza dom i odpocząć.

Ja niestety 4 nie posiadam (ani pierwszego też nie), więc wczoraj ze smutkiem stwierdziłam, że nie koronawirus mnie zabije, ale czas z moimi słodkimi pociechami. O!”

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Karoliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail