Czego szukasz

Kim jest doula, co robi i kogo wspiera?

O kopniakach, ładowaniu akumulatorów, poszukiwaniu swojego powołania i spełnieniu, rozmawiamy z Joanna Kozakiewicz, doulą, Promotorką Karmienia Piersią i kobietą z niesamowita energią i ciepłem, o którym trudno zapomnieć. Czym zajmuje się doula? Dlaczego na samo słowo doula wiele osób w Polsce czuje złość? I czy można żyć z pomagania innym kobietom?

  • Agnieszka Kaczanowska - 08/03/2016
Joanna Kozakiewicz w akcji ;-)

Asiu, poznałyśmy się na ZLOCIE Latającej Szkoły 2016. Po co przyleciałaś na ZLOT?

Przyleciałam, aby dostać, jak to mówi Agata Dutkowska „kosmicznego kopniaka”, czyli chciałam upewnić się, że to, że chcę robić to co kocham i jednocześnie utrzymywać się z tego, to dobra droga. Siła tego kopniaka mnie poraziła i nadal mnie pcha do przodu.

Co dało Ci to spotkanie z 250 kobietami? Co szczególnego wyniosłaś dla siebie?

Trudno to opisać. ZLOT to było coś na kształt kumulacji studiów podyplomowych z różnych dziedzin połączonych ze zbiorową terapią, artystycznym przeżyciem i świetną imprezą. Himalaje organizacji!

Poznałam fantastyczne kobiety (nie sposób wszystkich wymienić), które pomogły mi odkryć, że potrafię zrobić z mojego domu ładowarkę akumulatorów (Alicja Wilczyńska), że na pomaganiu można etycznie zarabiać nawet będąc doulą tak jak ja (Agnieszka Czmyr-Kaczanowska – teraz ja się czerwienię ;-)), jak czarować odbiorców facylitacją graficzną nie umiejąc rysować, a także że istnieją czarodziejskie programy do webinariów („wróżka” – Dorota Kostowska), że możliwa jest współpraca wielu kobiet z rożnych dziedzin na rzecz poprawy opieki okołoporodowej i można to zrobić z wdziękiem i pomysłem (Monika Korybut, Edyta Poniatowska-Zaręba, Aleksandra Kościaniuk), że uzdrowieniem z niepłodności może wcale nie być urodzenie dziecka (Dorota Grądzka), że można oprowadzać po mieście tak, że pod przymkniętymi powiekami widzimy obrazy w sepii z Heleną Modrzejewską i Simoną Kossak w rolach głównych (Łucja Malec-Kornajew) i istnieją niesamowite Siłaczki XXI w (Agata Kotula), że sztuka jest życiem a życie sztuką (Cecylia Malik) etc.

Jak tak opowiadasz, to aż żałuję, że nie mogłam wziąć udziału we wszystkich spotkaniach zlotowych… Ale wracając do tematu douli. Asiu, jesteś doulą, kim jest doula?

Z greckiego „doula” to kobieta, która służy.

Od niepamiętnych czasów rodzącym towarzyszyły inne kobiety. Było to zarówno wsparcie od strony medycznej (czyli mądre, doświadczone w przyjmowaniu porodów kobiety – mundre, akuszerki, położne), jak i tych, które troszczyły się o „zaplecze”, które wspierały, matkowały i były przewodniczkami na początku rodzicielskiej drogi. Pięknie jest to ukazane w sztuce – polecam np. dostępny na YouTube film „Birth images from Ancient Times”, który pokazuje, jak w wielu odległych od siebie w czasie i miejscu kulturach, taka ”klasyczna wizja porodu” była na porządku dziennym.

Ja, jako doula dyskretnie towarzyszę debiutującym rodzicom w ich drodze do poczucia, że to oni są najlepszymi specjalistami od swojego dziecka.

Dlaczego jest tak, że choć doula pomaga i wspiera, spotyka się z dość sporym niezrozumieniem w naszym społeczeństwie?

Jak to zwykle bywa, tam gdzie brakuje dialogu, tam nie ma zrozumienia. Doula to stosunkowo nowy zawód w Polsce, oficjalnie zarejestrowany w styczniu 2015 dzięki staraniom Stowarzyszenia DOULA w Polsce. Nie dziwi zatem fakt, że może jeszcze nie wszyscy zdążyli się zapoznać z zakresem kompetencji douli, dla wielu też wciąż sama nazwa naszego zawodu nic nie mówi.

Z drugiej strony tak naprawdę doula nie jest niczym nowym. Zanim porody na stałe trafiły do szpitali, kobiety od wieków rodziły w towarzystwie innych kobiet. Doula została jakby „na nowo odkryta”, w latach 70-tych przez niedawno zmarłą antropolożkę Danę Raphael, a potem przez amerykańskich lekarzy i badaczy. Byli nimi Marshall Klaus i John Kennel, którzy dzięki swoim badaniom potwierdzili, że ciągłe, społeczne, kobiece wsparcie w czasie porodu znacznie ten poród skraca, rodząca rzadziej sięga po znieczulenia farmakologiczne, maleje liczba interwencji medycznych i rzadziej dochodzi do cięć cesarskich, ojciec lepiej odnajduje się w nowej roli a mama lepiej radzi sobie z karmieniem piersią.

W naszym kraju Stowarzyszenie DOULA w Polsce zrzeszające i szkolące doule, stopniowo „oswaja” społeczeństwo z tym zawodem od 2011 r. Wiele dobrego się już wydarzyło a to zaledwie 5 lat.

mundra_joanna_kozakiewicz640

Zadam Ci wszystkie pytania jakie przychodzą mi do głowy na myśl o douli, wybacz jeśli będą głupie… Czy doula ma zastępować męża w trakcie porodu? Po co mi doula w trakcie porodu? No i czy mogę mieć położną, męża i jeszcze doulę? Jeśli tylko uniosę to finansowo?

Jestem gotowa (śmiech). Doula nigdy nie zastąpi męża w czasie porodu, choć czasami faktycznie, kobiety nie decydują się na poród z mężem z różnych przyczyn, a decydują się na poród z doulą. Moja relacją z rodzącą, mimo tworzenia się zawsze pewnej bliskości, to zupełnie inna relacja niż z rodziną, ojcem dziecka. Ja zachowuję pewien dystans, nieco inaczej widzę sytuację, inaczej się angażuję w poród czy opiekę okołoporodową. Mam też za sobą doświadczenie macierzyństwa. Bardzo lubię pracować z obojgiem rodziców, wydaje mi się, że umiem się wczuć w potrzeby taty, umiem pomóc mu znaleźć przestrzeń, aby aktywnie wziął udział w tym porodzie. I staram się nie przeszkadzać w rodzeniu się rodziny :-).

Nie uważam, że moja obecność jest niezbędna przy każdym porodzie. Ale muszę przyznać, że doświadczenie współpracy położnej, douli i taty dziecka dla dobra rodzącej i dziecka to jedno z najpiękniejszych doświadczeń mojego życia. To taki niesamowity team, w którym każdy ma swoją rolę.

Rodząca rodzi, dziecko się rodzi, tata z miłością pomaga, położna ma niesamowicie trudne zadanie pomocy w przyjściu na świat dziecka, czuwa nad bezpieczeństwem, całą medyczną stroną porodu. A ja? Lubię myśleć o sobie jako o porodowym Scrum Masterze, usuwającym wszystkie przeszkody utrudniające działania tego zespołu. Moja obecność ma być jednocześnie efektywna i niezauważalna.

Co do kwestii finansowych… Na ZLOCIE usiłowałam uporządkować sobie w głowie kwestię, jak sprawić, żeby każda chętna kobieta mogła korzystać z moich usług, a jednocześnie abym mogła z tego żyć. Mam za sobą mnóstwo działań charytatywnych, nadal część mojej działalności taka jest. Jednak to co robię ma wartość. Przekonałam się o tym czytając wpisy zadowolonych klientek na mojej stronie. Ciągle się uczę i zdobywam nowe kompetencje – np. niedawno zostałam Promotorem Karmienia Piersią. Jednocześnie, jeszcze nigdy kwestia finansowa nie była przeszkodą w podjęciu współpracy, zawsze w trakcie rozmowy z klientką znajdujemy wspólnie jakieś rozwiązanie.

Czytając opowieści kobiet na Twojej stronie, wydaje się, że opieka douli powinna być w pakiecie NFZ… Może zamiast położnej środowiskowej, która często przychodzi raz albo dwa i tylko podpisy zbiera na zapas… Są jakieś takie miejsca na świecie?

Nie mogę się zgodzić z tym, że mam zastąpić położną środowiskową. Mamy zupełnie inne role do spełnienia. Nie słyszałam, żeby takie miejsca gdzie doula zastępuje położną istniały gdzieś na świecie. Ważne abyś zwróciła uwagę na to, że opieka douli to opieka niemedyczna. Opieka położnej to opieka medyczna.

Ja nie przyjmuję porodów, nie oceniam stanu zdrowia noworodka ani nie badam dziecka ani matki. Doula w połogu wpiera emocjonalnie, edukacyjnie, pomaga znaleźć godnych polecenia specjalistów jeśli kobieta lub dziecko wymagają specjalistycznej pomocy. Jedna z doul, która mnie inspiruje Australijka – Julia Jones mawia, parafrazując słynne zdanie dotyczące wychowania dzieci, że doula pomaga kobiecie zbudować jej „wioskę wsparcia”.

joanna_z_jula640

Teraz lepiej rozumiem. A jak to się stało, że zostałaś doulą? Opowiesz nam krótko swoją historię?

W skrócie? Marzyłam o domowym porodzie i wszystko wskazywało na to, że tak się stanie, gdy byłam w ciąży z moja córką. Niestety musiałam się zmierzyć z niespodziewaną hospitalizacją i nagłym cięciem cesarskim w 7 miesiącu ciąży. Pobyt w szpitalu przed i po urodzeniu Juli to był niezwykle trudny czas – przerażało mnie łamanie praw rodzących, praw dzieci, szczególnie tych najmniejszych urodzonych przedwcześnie. Zastanawiałam się nad mechanizmami, które sprawiają że człowiek człowiekowi wyrządza taką krzywdę…

Jednocześnie pewnego dnia, będąc na obserwacji na porodówce (trafiałam tam często bo mój stan się raptownie pogarszał na patologii ciąży), zrobiłam coś, czego nie umiem do tej pory wytłumaczyć. Za zasłoną rodziła moja koleżanka z sali, ja byłam podpięta do ktg przez długi czas i czułam się bezsilna wobec słów adresowanych przez personel do rodzącej – mojej koleżanki. To nie był pierwszy jej poród, a po tym jak została potraktowana była zbyt roztrzęsiona, aby poradzić sobie z przystawieniem córeczki do piersi.

Więc ja się odpięłam od ktg, gdy nikt nie widział i poszłam jej pomóc, mimo że nie wiedziałam jak się to robi. Działałam instynktownie i się udało. Dziecko zaczęło efektywnie ssać a mama odetchnęła z ulgą. Słowa wdzięczności, które potem od niej słyszałam np. w rocznicę urodzin jej córeczki potwierdziły mi, że taka pomoc jest potrzebna. Że nawet ja mogę zmienić jakiś maleńki fragment rzeczywistości. Więc zaczęłam zmieniać (śmiech).

Ukończyłam podstawowy kurs douli i zaczęłam szkolić się dalej jako członkini Stowarzyszenia DOULA w Polsce. Zostałam wolontariuszem Fundacji Bank Mleka Kobiecego, żeby pomagać mamom wcześniaków i ich dzieciom. Oprócz bezpośredniego wspierania kobiet w okresie okołoporodowym, zaczęłam też działać społecznie – organizuję spotkania, warsztaty, pokazy filmów, cykle spotkań (np. Krąg Opowiesci Porodowych, Mlekotekę czy ostatnio Tydzień Godnego Porodu). Niedawno uzyskałam tytuł Promotora Karmienia Piersią i prowadzę grupę wsparcia laktacyjnego dla mam karmiących.

Dużo tego, Asiu… Czujesz, że to jest to co chciałabyś robić w życiu?

Tak, zdecydowanie tak. Odnalazłam po latach swoje powołanie 🙂

Aktywnie działasz, angażujesz się, chcesz, aby to był Twój sposób na życie i pracę zawodową. Udaje się?

Jest sporo mam, z którymi mam stały kontakt. Niektóre wspieram w czasie porodu, niektóre przychodzą na warsztaty, ale najwięcej mam jest w grupie wsparcia laktacyjnego i tu co chwilę dochodzą nowe osoby. Ostatnio nawet babcie – miałyśmy w grupie „Międzypokoleniowe dialogi o karmieniu piersią” i mamy przyprowadziły swoje mamy i teściowe, aby porozmawiać o tym, jak babcie mogą bezkonfliktowo wspierać młode mamy.

Świetny pomysł. Doskonale wiem jak wiele dobrego ale też złego można usłyszeć od najbliższych kobiet… Masz z tymi kobietami jeszcze kontakt. Znasz dzieci, które się rodziły przy Tobie?

Utrzymuję mniej lub bardziej regularny kontakt z rodzinami, które wspierałam w porodzie, znam dzieci i zupełnie nieprofesjonalnie się wzruszam tym jak szybko rosną (śmiech).

Gdzie Cię najlepiej znaleźć, poza spotkaniami i szkołą rodzenia?

Zapraszam na moją stronę www.kimjestdoula.pl i kontaktu ze mną.

Dziękuję za rozmowę Asiu, życzę Ci wiele satysfakcji i radości z pracy, której oddałaś serce…

Spotkanie_poporodowe_joanna_kozakiewicz_640

Joanna Kozakiewicz, sama o sobie: jestem żoną Tomka i mamą Julianny. Ukończyłam filologię angielską i studia z przekładu – nadal często tłumaczę. Jestem też doradcą życia rodzinnego. Koordynuję pracę szkoły rodzenia przy Fundacji Evangelium Vitae we Wrocławiu czyli prowadzę zapisy, organizuję zajęcia i warsztaty, itp. Jestem członkinią Stowarzyszenia DOULA w Polsce. Od niedawna jestem Promotorem Karmienia Piersią i członkinią Polskiego Towarzystwa Konsultantów i Doradców Laktacyjnych.

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: główne – Ania Menzel „Dobry portret”, drugie i czwarte – Piotr Lis, trzecie – Ewelina Gierszewska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

5 podpowiedzi jak czerpać satysfakcję z pracy?

Czy polski rynek pracy – nieprzewidywalny, nieprzyjazny dla przedsiębiorców, borykający się z takimi problemami jak: migracje i emigracja zarobkowa, starzejące się społeczeństwo i spadająca liczba ludności w wieku produkcyjnym, niedopasowanie kwalifikacji absolwentów wszelkiego rodzaju szkół do jego potrzeb czy wreszcie nieumiejętność efektywnego pomagania długotrwale bezrobotnym, kobietom po urodzeniu dzieci, osobom 50+ i osobom z niepełnosprawnościami – jest w stanie oferować stanowiska pracy, które pozwalają czerpać z tej pracy satysfakcję?
  • Agnieszka Kociarz - 13/10/2020
kobieta z laptopem na kolanach siedzi na parapecie okna

Jak czerpać satysfakcję z pracy?

Z jednej strony, w Krajowym Planie Działań na rzecz Zatrudnienia na rok 2019, Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, czytamy, że maleje stopa bezrobocia oraz liczba osób pozostających bez pracy, a pod koniec 2018 roku stopa bezrobocia przyjęła jednocyfrową wartość we wszystkich województwach, co stało się po raz pierwszy od lat 90. ubiegłego wieku.

Z drugiej, wnioskując z rozmów ze „zwykłymi Polakami”, wciąż znakomita większość z nas pracuje, żeby żyć. Czytaj: pracuje dla pieniędzy, a nie dla idei, którą trudno, jednakowoż, opłacić rachunki.

Na naszych oczach zawody zaufania publicznego (np. lekarz, nauczyciel czy sędzia) zostały przez rządzących zdezawuowane moralnie i zdegradowane finansowo. A to one właśnie zdawały się dawać swoim przedstawicielom największą satysfakcję – jeśli rozumieć ją jak wewnętrzne poczucie sensu swojej pracy, jasnych celów działania czy osiąganych efektów, których miarą jest skuteczna pomoc innym ludziom. Czy można uznać, że satysfakcję z pracy czerpie każdy, kto ma pracę – tylko dlatego, ŻE ją ma? O, jakoś tak…

Przeczytaj także: 6 kroków do wymarzonej pracy, czyli jak wrócić na rynek pracy po przerwie?

Znajdź to, co kochasz i zacznij na tym zarabiać

Ale przecież zewsząd słyszymy, że istnieje genialny w swej prostocie patent na satysfakcjonującą pracę: znajdź to, co kochasz i zacznij na tym zarabiać (zacznij zarabiać pieniądze na swojej pasji; POZWÓL, żeby to, co kochasz sam na Ciebie zarabiało).

Wielu z nas skorzysta z tej podpowiedzi, założy własną firmę i wymyśli rewelacyjnie sprzedający się produkt albo usługę. Tak, to możliwe – ale nie dla każdego. Chociaż spikerzy motywacyjni, rozmaici coache biznesu i rozwoju osobistego pewnie powiedzą Wam, że każdy może zacząć zarabiać na swojej pasji. Tylko, że tą pasją może być czytanie egipskich manuskryptów. W kraju, w którym prawie nikt nie czyta, nie wie co to manuskrypt i nie ma pojęcia o starożytnym Egipcie.

No, dobrze, ale jeśli należycie akurat do grupy szczęśliwców mających pracę, która nie jest Wam obmierzła, zarabiacie tyle, że stać Was nie tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale i na mniej lub bardziej drobne przyjemności i jeszcze zostaje na czarną godzinę – to jakie warunki muszą zostać spełnione, żebyście czerpali satysfakcję z pracy? I czy radość z jej wykonywania i satysfakcja to zawsze to samo?

Jak donosi jeden z portali branżowych,

„o satysfakcji z pracy mówimy, kiedy oczekiwania pracowników wobec ich roli w firmie i zasad współpracy nie rozmijają się, ale są spójne z warunkami, jakie zapewnia pracodawca. Udowodniono, że satysfakcja pracowników przekłada się na wymierne korzyści dla całego przedsiębiorstwa. Uczucie zadowolenia zatrudnionych osób pozytywnie wpływa na dobry wizerunek marki i wysoką jakość świadczonych usług, a to już bezpośrednio powoduje wzrost satysfakcji i lojalność klientów”.

I dalej:

„Warto wspomnieć o jednej z popularniejszych koncepcji – Fredericka Irvina Herzberga z 1953 roku. Wg badacza zadowolenie i niezadowolenie z pracy zależy od 2 rodzajów czynników:

  • motywujących (osiągnięcia, awans, uznanie, rozwój osobisty, odpowiedzialność),
  • czynników higieny, których niezaspokojenie prowadzi do niezadowolenia (wynagrodzenie, bezpieczeństwo, warunki pracy, zajmowana pozycja)”.

Przeczytaj także: Praca z domu? 5 pomysłów, których jeszcze nie znasz

Czy Polacy czerpią satysfakcję z pracy?

Teraz garść statystyk.

Jak wynika z 40. edycji badania „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanej przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster, satysfakcję płynącą z wykonywanej pracy odczuwa 77% zatrudnionych, przy czym 22% deklaruje, że są bardzo, a 55%, że raczej zadowoleni. Jedynie 6 proc. Polaków jest niezadowolonych z życia zawodowego. Statystycznie z wykonywanych obowiązków zawodowych trochę bardziej zadowolone są kobiety (79%) niż mężczyźni (76%) oraz osoby młodsze.

Aż 84% zatrudnionych w wieku od 18 do 29 lat jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy, podczas gdy w grupie wiekowej 50-64 wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 73%. Największą satysfakcję z pracy odczuwają też osoby samozatrudnione (87 proc.).

Najbardziej zadowolona z wykonywanej pracy jest kadra zarządzająca przedsiębiorstwem (89%), kierownicy średniego szczebla (86%) oraz kasjerzy i sprzedawcy (82%). Najmniej zadowoleni są niewykwalifikowani robotnicy (69%). O satysfakcji z wykonywanej pracy najczęściej mówią przedstawiciele kultury, rozrywki, rekreacji i sportu (91%), a najrzadziej opieki zdrowotnej i pomocy społecznej (71%).

Pora wreszcie odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule. Jak czerpać satysfakcję z pracy?

  1. Wykorzystuj w pracy swój talent, wiedzę i umiejętności – nawet jeśli pracujesz w innej branży i na innym stanowisku, niż sobie wymarzyłeś; nawet jeśli Twój plan na życie był inny; nawet jeśli początkowo miałaś wrażenie, że to nie tak miało być… Po prostu bądź dobra w tym, co robisz – to daje poczucie sensu. Miało być inaczej? No, miało. Życie to często wielka improwizacja. Umiesz improwizować i jednocześnie jesteś fachowcem? Doskonale! Bądź z tego dumna.
  2. Buduj dobre relacje ze współpracownikami. Nic tak nie uprzykrza życia, jak ludzie, którzy w pracy robią sobie nawzajem piekło.
  3. Zaangażuj się w to, co robisz. Żadna praca nie hańbi, wszyscy jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Pracujesz, żeby zarabiać, ale to, co robisz jest ważne – no, chyba że nie jest: wtedy szukaj innej pracy. Jeśli traktujesz ją jako dobijający Cię obowiązek, łatwo o wypalenie zawodowe i poważne dolegliwości zdrowotne, takich jak np. bezsenność, nerwice czy depresja.
  4. Szukaj możliwości rozwoju i podejmuj nowe wyzwania. Nie tylko unikniesz stagnacji, popadnięcia w rutynę, ale też możesz niespodziewanie odkryć nowe możliwości – w tym możliwość zmiany pracy…
  5. Zaakceptuj możliwość poniesienia porażki. Nadmierne ambicje sprawiają, że nie dostrzegasz swoich codziennych sukcesów, które nie zawsze muszą być spektakularne. UWAGA: o tym, czy Twoje ambicje są nadmierne, decydujesz Ty sama! Jeśli ktoś chce podciąć Ci skrzydła, powiedz stanowcze nie.

Przeczytaj także: 15 historii mam, które zmieniły zawód i weszły do branży IT

Źródło:

www.gov.pl
www.praca.pl

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kociarz

Długa przerwa w CV? Zrób z niej atut na rozmowie

Luka w CV to nie czarna dziura. Będąc z dzieckiem w domu opiekowałaś się nim, organizowałaś życie całej rodziny, zarządzałaś swoim czasem tak, aby starczyło go na wszystko. Do tego delegowałaś część obowiązków na pozostałych członków rodziny. Każdego dnia podejmowałaś wiele szybkich decyzji i rozwiązywałaś dużo problemów. Dlaczego nie powiedzieć o tym potencjalnemu pracodawcy?
  • Marta Szelejak - 12/10/2020

Przygotowując się do rozmowy kwalifikacyjnej na pewno zastanawiasz się, co odpowiedzieć na pytanie o przerwę w pracy. Możesz być pewna, że to pytanie padnie. Możesz zataić fakt dłuższej przerwy w pracy, ale nie polecam tej opcji. Jeśli to zrobisz, to rozpoczynając pracę będziesz musiała dostarczyć świadectwo pracy z poprzedniego miejsca zatrudnienia, na którym ta przerwa będzie widoczna. Po co więc narażać się na utratę zaufania już na początku?

Jak więc odpowiedzieć na to pytanie? Jedyny sposób to „Przekuj to w atut”. No dobrze, ale jak?

Kluczowe umiejętności

Przede wszystkim przygotuj się do rozmowy kwalifikacyjnej. I to dużo wcześniej, niż dwa dni przed. Dlaczego? Bo żeby dobrze wypaść, musisz być świadoma siebie. Zadaj sobie pytanie, co wniosło w moje życie przebywanie w domu? Jakie umiejętności w życiu codziennym nabyłaś, a które udoskonaliłaś?

Na wstępie zwróciłam Twoją uwagę na te kompetencje, z których korzystałaś na co dzień, a tak się składa, że zarządzanie czasem, dobra organizacja, delegowanie, samodzielność, elastyczność i szybkość podejmowania decyzji to kompetencje pożądane u menedżerów. Masz już więc pierwszy as w rękawie. Wypisz sobie, z których kompetencji korzystasz najczęściej i znajdź przykłady potwierdzające np. Twoje świetne zorganizowanie lub samodzielność w podejmowaniu decyzji.

Przeczytaj także: Szukasz pracy? Tej wiedzy będziesz potrzebować!

Wartości życiowe

Spędzając czas z dzieckiem mogłaś lepiej poznać samą siebie. Zrób hierarchię Twoich życiowych wartości przed rozmową i wykorzystaj ją w trakcie. Jeśli np. do tej pory dziecko i rodzina byli na pierwszym miejscu, ale teraz dla Ciebie ważna jest na równi np. praca, kontakt z ludźmi, działanie, powiedz o tym rekruterowi. Posiadanie hierarchii własnych wartości świadczy o samoświadomości, a to kolejny Twój ogromny atut.

Czego oczekujesz od pracy?

Zanim wyślesz CV powinnaś wiedzieć, jaki rodzaj pracy Ci odpowiada, ile czasu chcesz w niej spędzać, co jest w niej dla Ciebie najważniejsze. Pytanie „Czego oczekujesz od pracy lub pracodawcy” może paść na rozmowie. Zastanów się więc, co Ci daje praca?

Czy najważniejsza jest w niej dla Ciebie stabilizacja, rozwój, wyzwania, awans, stały czas pracy czy może coś jeszcze innego? Na czym zależy Ci w odniesieniu do pracodawcy? Powinien być elastyczny, stabilny, prorodzinny? Jeśli nadrzędną Twoją wartością życiową jest rodzina, a dziecko to cały twój świat, nie idź na rozmowę o pracę na stanowisko, które będzie wymagało dużego zaangażowania czasowego i być może wyjazdów. Rekruter wyczuje Twoją niespójność. Chyba, że jesteś przekonana, że możesz to pogodzić.

Udowodnij, że nie wypadłaś z obiegu

Pracodawca może się obawiać, że w czasie przebywania na dłuższym urlopie zdezaktualizowały się Twoje kompetencje zawodowe. Udowodnij, że to nieprawda.

Pochwal się wszystkimi kursami, studiami podyplomowymi, warsztatami, seminariami, konferencjami, w których brałaś udział. Zarówno tymi związanymi ściśle z Twoją branżą jak i dotyczącymi rozwoju osobistego. Pokaż, że nie stałaś w miejscu. Jeśli nie brałaś udziału we wspomnianych wydarzeniach, to być może prenumerujesz prasę branżową, śledzisz portale związane z twoim wykształceniem lub wykonywaną pracą?

Jeśli i tego nie robisz, to błąd. Przed rozmową wyszukaj zatem, co zmieniło się w Twojej branży, jakie są w niej nowe trendy. Naprawdę przygotuj się do tego wątku rozmowy. Jeśli to zrobisz, pokażesz, że pomimo urlopu nie zajmowałaś się tylko i wyłącznie domem, ale także chciałaś być na bieżąco w kwestiach zawodowych. To świadczy o zaangażowaniu, ambicji i zawsze jest na Twój plus.

Przeczytaj także: Zanim zaczniesz szukać pracy – ustal priorytety

SWOT

Słyszałaś kiedyś o analizie SWOT? Możesz zrobić jej podstawowA wersję w odniesieniu do Twojego powrotu do pracy.  Może być podsumowaniem całego Twojego przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej. Analiza ma 4 części –  moje: mocne strony, słabe strony, szanse i zagrożenia.

Weź kartkę papieru, podziel ją na cztery kwadraty zatytułowane jak w poprzednim zdaniu. Zastanów się, jak te kwadraty mają się w odniesieniu do Twojego pobytu w domu i powrotu do pracy.

  • Czyli w mocnych stronach wpisujesz wszystko, co działa na Twoją korzyść – nabyte kompetencje formalne i nieformalne, rozwiązana sprawa opieki nad dzieckiem itp.
  • W słabych stronach wpisujesz to, co wymaga jeszcze dopracowania lub to, co może działać na Twoją niekorzyść zarówno podczas rozmowy kwalifikacyjnej jak i później.
  • W szansach – np. to, jakie szanse otwierają się przed Tobą, jeśli wrócisz do pracy, a w zagrożeniach – co może mi stanąć na drodze.

Ważne jest, aby zastanowić się nad słabymi stronami i nad zagrożeniami, wypisać na kartce możliwości ich zminimalizowania. Możesz powiedzieć rekruterowi, że zrobiłaś taką analizę. Pokażesz się jako osoba świetnie przygotowana do powrotu, mająca wszystko przemyślane, świadoma swoich atutów i ograniczeń.

Podsumowanie

Pokaż pracodawcy, że przebywanie z dzieckiem w domu było dla ciebie czasem rozwoju. Zaakcentuj samoświadomość, znajomość własnych wartości, ale też mocnych i słabych stron. Powiedz, że przez ten czas mogłaś się zastanowić, co dobrego daje Ci praca i dlaczego warto pracować. Podkreśl, że wiesz, czego oczekujesz od pracy i jaka będzie dla Ciebie najlepsza.

Udowodnij, że kompetencje, które nabyłaś w codziennym funkcjonowaniu domu lub podczas odbytych kursów i innych form kształcenia odpowiadają tym, których oczekuje pracodawca i które są wypisane w ogłoszeniu. Podkreśl swoje świetne zorganizowanie i zdolności do planowania, zaangażowanie i ogromną motywację do pracy.

I pamiętaj proszę, żeby przygotować się nie tylko do odpowiedzi na pytanie o przerwę w pracy. Jeśli nie będziesz wiedzieć, czym zajmuje się firma, do której idziesz na rozmowę, a na pytanie o wynagrodzenie powiesz, że nie wiesz, nie zrobisz dobrego wrażenia. Przygotuj sobie także listę własnych pytań do rekrutera, to robi dobre wrażenie. Powodzenia.

Przeczytaj także: Czy social media mogą pomóc znaleźć pracę?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Szelejak
Pomagam kobietom przejść przez fazę utknięcia w prowadzeniu firmy. Dzięki pracy ze mną zaczynają bardziej wierzyć w siebie i działać z odwagą. Wspieram poprzez indywidualne sesje coachingowe, mastermindy oraz warsztaty. marta.szelejak.pl
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail