Czego szukasz

Publishing School

Czego warto się uczyć, żeby na szybko zmieniającym się rynku pracy nie martwić się o zatrudnienie? Jednym z nowoczesnych kierunków jest grafika komputerowa, która dynamicznie rozwija się w wielu różnych specjalizacjach. Gdzie można pracować po ukończeniu kursów grafiki komputerowej? Co powinien umieć i jakie cechy posiadać dobry grafik? Jak zdobyć nowy zawód, w którym nie musisz się martwić o zatrudnienie? Sprawdź, może to idealny zawód dla Ciebie!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 05/06/2010

Pani Krystyno, prowadzi Pani Publishing School, więc orientuje się Pani bardzo dobrze jakie obecnie jest zapotrzebowanie na rynku szeroko pojętej grafiki komputerowej? Jakie kierunki są dzisiaj najbardziej popularne?

Tak, mam przyjemność prowadzić szkołę i ogromnie sobie to cenię. A grafika komputerowa to szeroka, piękna, interesująca i coraz bardziej atrakcyjna dziedzina.

Zawód grafika komputerowego z elitarnego, by nie powiedzieć egzotycznego, systematycznie stawał się zawodem podstawowym, obecnym w ogromnej ilości firm i to nie tylko tych związanych z mediami. Nie wystarczy już powiedzieć grafik komputerowy, czy: jestem grafikiem komputerowym. Wytworzyło się wiele specjalizacji.

Przyglądam się tej fascynującej przemianie od 1998 roku, kiedy to firma SAD, jedyny wtedy przedstawiciel Apple w Polsce, powierzyła mi zadanie założenia i poprowadzenia „Publishing School” w Krakowie.

Mam okazję rozmawiać z wieloma ludźmi. Śledzę też oferty pracy, odwiedzam sporo firm, targi książki, targi reklamy, targi poligraficzne. Widzę, że aktualnie największe zapotrzebowanie jest na: grafików DTP, grafików 3D, grafików animacji, grafików web designerów, kreatywnych grafików reklamy. Towarzyszy temu ogromny popyt na programistów ze znajomością nie tylko podstawowych, ale też mniej popularnych języków programowania.

Jakie umiejętności są wymagane w grafice komputerowej? Czy potrzebne są zdolności artystyczne, plastyczne?

Aby zawodowo zajmować się grafiką komputerową konieczne jest przede wszystkim dobre, wręcz perfekcyjne opanowanie tych programów graficznych, które profilują dany rodzaj grafiki. Na przykład dla grafiki poligraficznej DTP jest to: Photoshop, Illustrator i InDesign z pakietu Adobe, a dla grafiki 3D: Cinema 4D, Maya 3D, 3DStudiomax oraz After Effects.

Oprócz tego grafik powinien umieć efektywnie współpracować w ramach teamów kreatywnych czy produkcyjnych. Oznacza to drożną, wielokierunkową wzajemną komunikację, sympatię, elastyczność, tolerancję, poczucie humoru, terminowość i bezkonfliktowość. Na zbędne konflikty zwyczajnie nie ma czasu przy napiętych terminach realizacji projektów.

Niezwykle cenieni są graficy, którzy nie tyle przywiązują się do stworzonej przez siebie na ekranie pracy, ile respektują ostre wymagania klienta, a przede wszystkim mają sprecyzowaną wizję produktu końcowego: publikacji na papierze, reklamy na billboardzie, clipu filmowego lub clipu 3D, strony www itd. Stąd, graficy muszą, po prostu muszą, znać technologie i procesy produkcyjne odpowiednio: poligraficzne, filmowe, reklamowe, wydawnicze.

Wiedza ogólna, wiadomości specjalistyczne z wielu dziedzin np. techniki czy sztuki ogromnie się przydają, zwłaszcza w nieoczekiwanych sytuacjach. Czym tych informacji więcej, tym lepiej.

Pierwotne zdolności plastyczne owszem, są przydatne, ale można się ich spokojnie nauczyć. Narzędzia graficzne pozwalają na to. Nie bez znaczenia jest również umiejętność patrzenia kadrem i fotografowania. Pracujemy przecież z obrazem, statycznym i ruchomym.

Konieczna jest również mega istotna cecha, kreatywność, rozumiana jako świeże spojrzenie na problem, odwaga proponowania, niekonwencjonalność. Jedna z definicji kreatywności mówi: „Cokolwiek myślisz, myśl inaczej!”. W punkt, prawda? – Dla jednych jest to banalnie łatwe, dla innych ogromnie trudne. Staramy się w szkole wydobywać tę cechę.

Jak Pani widzi, sporo tych wymagań. Toteż każdy uczący się musi zrobić własny bilans tego co już ma, tego co osiągnie w krótkim czasie i tego, co zamierza w nieco dalszej przyszłości.

W jakich zawodach można wykorzystać wykształcenie, nową wiedzę i umiejętności zdobyte w Publishing School?

Z zawodami jest tak, że istnieją tak zwane „zawody wykonywane” i „zawody wyuczone”. Tych pierwszych nie uczymy się w systemach formalnych, lecz przez wykonywanie, zazwyczaj dość prostych czynności. Podaję kawę w kawiarni, więc jestem kelnerką, wpisuję dane do tabel więc uważam, że jestem księgową. – Ale lekarzem czy adwokatem w taki sposób nie można zostać. Prawda? Zawód wyuczony zdobywamy jedynie w systemie szkolnym lub uniwersyteckim i jest koniecznie potwierdzony dyplomem.

Zawody wyuczone są skodyfikowane w specjalnym spisie o nazwie Klasyfikacja Zawodów i Specjalności. Mają tam własne numery rejestracyjne. Spis jest respektowany przez pracodawców nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie.

„Publishing School” ma ambicje nauczania zawodów z listy KZiS. Są to:

  • grafik komputerowy DTP nr 216601 o specjalności grafika poligraficzna
  • grafik komputerowy DTP nr 216601 o specjalności kreowanie kampanii reklamowej
  • grafik komputerowy multimediów nr 216602 o specjalności grafik web designer
  • grafik komputerowy multimediów nr 216602 o specjalności grafika 3D i animacje komputerowe.
  • w przygotowaniu, od 2017/18: grafik komputerowy multimediów nr 216602 o specjalności programista front-end.

Dla każdego z tych zawodów określiliśmy konieczne, szczegółowe umiejętności, których konsekwentnie uczymy. Priorytetem są oczekiwania pracodawców zawarte w ofertach pracy. To tak zwana „jazda obowiązkowa”.

Ale pracodawcy w zależności od: wielkości firmy, pozycji własnej marki, wymagań swoich klientów, proponują naszym absolwentom wiele zadań zawodowych pokrewnych.

Graficy pracują więc w: agencjach reklamowych, pracowniach architektonicznych, studiach graficznych, urzędach, muzeach, wydawnictwach, drukarniach, stacjach TV, w punktach kontaktu z klientem, działach marketingu konwencjonalnego i internetowego.

Te faktycznie przydzielone stanowiska różnie się też nazywają. Firmy mają bowiem możliwość stosowania własnych nazw np. designer, redaktor, account, manager, technolog, visual specjalist, content manager, copywriter, korektor, operator DTP, operator CTP, art assistant, montażysta video, concept manager. Granic fantazji zawodowej prawie nie ma.

Jedno jest jednak pewne: warto połączyć płynnie dużą teoretyczną wiedzę z doskonałą praktyką.

Co to oznacza, że specjalnością szkoły jest lifelong learning? Czy to oznacza, że każdy i w każdym wieku może zacząć naukę w tej szkole?

Lifelong learning to termin oznaczający nieprzerwane uczenie się przez całe życie. To dobra wiadomość dla tych, którzy lubią się uczyć. Oczywiście lifelong learning obejmuje nie tylko sformalizowaną naukę szkolną, ale także samokształcenie, gromadzenie i wykorzystywanie własnego doświadczenia, eksperymentowanie, pracę w teamach, twórcze podejście do nowych i trudnych zadań.

Jeszcze do niedawna uważano, że uczenie się jest domeną wyłącznie dzieci i młodzieży, a człowiek dorosły już wie i nie może się przyznawać do tego, że czegoś nie umie. Tymczasem dorosły wie, ale… jego wiedza bardzo szybko się dezaktualizuje. W edukacji zawodowej nazywamy to „przeterminowanymi kwalifikacjami”.

Dlatego przyjęliśmy, że specjalnością „Publishing School” będzie właśnie lifelong learning. Dorośli w każdym wieku mając różne umiejętności, doświadczenia, wyuczone wcześniej zawody uczą się nadal. Jedni aktualizują wiedzę, inni zdobywają zupełnie nowe kompetencje, nowy zawód ponieważ dotychczasowy okazał się nierynkowy i nie daje możliwości podjęcia pracy. Jeszcze inni specjalizują się w konkretnym, dość wąskim rodzaju grafiki.

Naszymi studentami byli i są zarówno maturzyści, jak i osoby dobiegające… 60 tki! I nie jest to uniwersytet trzeciego wieku! Bywa, że właściciele małych wydawnictw, czy firm reklamowych uczęszczają razem ze swoimi młodymi pracownikami. Strasznie miło jest patrzeć na to autentyczne wyrównywanie szans.

Wniosek? – W każdym wieku warto i należy się uczyć, nawet jeśli grafika ma być dla nas hobby.

Waszą misją, zresztą zawartą na stronie szkoły jest: uczymy nowoczesnych zawodów, które umożliwiają pracę. Czy absolwentom swoich kursów, szkoleń pomagacie w jakiś sposób znaleźć pracę?

Tak, staramy się. Po pierwsze analizujemy z każdą osobą jej indywidualne umiejętności i kompetencje po to, aby na koniec nauki każdy miał własne adekwatne portfolio: struktura portfolio, hierarchia umiejętności, wybór zrealizowanych prac, efektywność prezentacji. To jest zresztą obligatoryjna część pracy dyplomowej.

Po drugie otrzymujemy z naszego środowiska prośby o znalezienie pracownika. Wyszukujemy też propozycje staży i oferty pracy. Oceniamy ich wiarygodność i posyłamy indywidualną pocztą mailową do słuchaczy i absolwentów. Na www w osobnej zakładce także prezentujemy niektóre z nich.

Po trzecie dość często na życzenie absolwentów lub ich potencjalnych pracodawców wystawiamy (pisemnie i ustnie) rekomendacje i opinie o możliwościach zawodowych naszych absolwentów, także poza Polskę. Rutynowo do Anglii, ale zdarzyło nam się także do Austrii, Hongkongu i… Chin.

Czy wystarczy ukończenie jednego takiego rocznego kursu na przekwalifikowanie się i zdobycie nowego zawodu?

Tak, na uaktywnienie zawodowe wystarczy. – Rok to w przypadku osób zaangażowanych w życie rodzinne bardzo dużo. – Ale za jakiś czas… za 4, 5 lat technika znowu nas zaskoczy i będziemy musiały się specjalizować. – No, nuda nam nie grozi.

Oprócz kursów rocznych oferujemy różne kursy weekendowe – dla tych, którzy chcą zapoznać się nowym tematem, albo zdobyć konkretne kwalifikacje niezbędne do rozwoju zawodowego.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dla wszystkich mam, które chcą zdobyć nowy zawód grafika i odnaleźć się na dynamicznym rynku pracy, szkoła Publishing School przygotowała ofertę specjalną – x% zniżki na wszystkie kursy. Aby dostać rabat, przy zapisach wystarczy powołać się na portal Mamo Pracuj.

Pełna oferta szkoleń i kursów dostępna jest tutaj >>>

Rozmawiała: Ewa Moskalik  – Pieper

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail