Czego szukasz

Co ciąża zmieniła w moim życiu?

W życiu każdej kobiety ciąża wprowadza pewne zmiany. U jednych są to kosmetyczne poprawki, ale u innych świat wywraca się do góry nogami. Jednak nie znaczy to, że nadchodzące zmiany przyniosą coś złego, wręcz przeciwnie. W moim przypadku okazało się, że każda ciąża niosła ze sobą wiele nowych zmian, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem teraz, więc nie mogę ich nazwać złymi.

  • Agnieszka Wadecka - 30/01/2019
młoda kobieta z dwójką dzieci

Co ciąża zmieniła w moim życiu?

Czasem się zastanawiam kim bym była gdyby nie ciąże i dzieci, co zrobiłabym ze swoim życiem i gdzie byłabym teraz. Oczywiście mogę snuć domysły, ale zamiast tego postanowiłam podsumować wszystkie zmiany w moim życiu, które zaszły dzięki decyzjom o ciąży.

Dorastanie bez tutoriali

Gdy zaszłam w pierwszą ciążę byłam młodą dziewczyną, poszukującą swojej drogi jeszcze pod kątem edukacji. Miałam za sobą tylko dwa krótkie epizody z pracą dorywczą, a na rozmowach rekrutacyjnych wypadałam kiepsko przez małą pewność siebie. Zresztą skoro miało się pojawić dziecko, to nie miałam nawet o czym myśleć. Podjęliśmy z narzeczonym decyzję o ślubie i odpowiedzialnym, dorosłym życiu. Przeszliśmy przyspieszony kurs dorastania. Nie szło nam idealnie, mieliśmy różne dołki, ale dzięki temu dorośliśmy, poznaliśmy wartość zarobionego pieniądza i nauczyliśmy się brania odpowiedzialności za własne decyzje.

Odcięcie pępowiny

Tym razem wcale nie chodzi o szpitalny przywilej ojców. Bardzo szybko musieliśmy nauczyć się radzić sobie we dwoje. Nie mogliśmy mieszkać w naszych domach rodzinnych, bo nie było na tyle miejsca. Rodzice od razu nam zapowiedzieli, że nie będą mogli opiekować się naszymi dziećmi i tak jest do dziś. Oczywiście możemy liczyć na ich doraźną pomoc, ale od początku wchodziliśmy w dorosłość bez trzymania za rączkę przez opiekunów. Dziś wiem, że wyszło nam to na dobre, szukamy rozwiązań w każdej sytuacji i radzimy sobie jako dość młodzi rodzice trójki dzieci.

Rodzicielska nieporadność

Na początku rodzicielstwo nie było łatwym zadaniem. Wszystko wydawało się trudne, nawet podstawowa obsługa naszego pierwszego noworodka. Każdy spacer to była wyprawa, która wymagała długich przygotowań i odpowiedniego ekwipunku. Z każdym kolejnym dzieckiem było coraz łatwiej. Przy pierwszym dziecku wyjazd na wakacje wydawał mi się trudną misją z przeszkodami.

Teraz myśląc o wakacjach, nie patrzymy pod tym kątem. Bierzemy raczej pod uwagę to, żeby zabrać jak najmniej rzeczy, by się zgrabnie zapakować i obmyślamy plany na aktywny wypoczynek. Podołaliśmy też z zapisem do przedszkola. Okazało się, że łatwiej zapisać rodzeństwo, niż jedno dziecko. Żaden problem, który dotyczy dzieci przestał być dla nas nie do przejścia.

Zawodowe porażki i sukcesy

Gdy nasza pierwsza córka skończyła rok postanowiłam poszukać pracy. Wpadłam w klasyczne koło: nie było nas stać na żłobek czy opiekunkę, dlatego chciałam dostać pracę, by zapisać dziecko, zacząć pracować, żeby płacić za żłobek lub móc zatrudnić nianię, ale nie dostawałam pracy, bo miałam małe dziecko w domu.

Wtedy postanowiliśmy, że zostanę jeszcze w domu, a mąż będzie pracował i się dokształcał. Dzięki temu awansował i dostawał podwyżki. W międzyczasie podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć jeszcze dwójkę dzieci. Ja miałam też czas by przemyśleć swoje zawodowe plany na przyszłość. Przyznaję, że wpadałam na różne, lepsze i gorsze pomysły, do których nie wiedziałam jak się zabrać, a przez 6-letnie zasiedzenie w domu chęci zaczynało brakować. Dziś pracuję zdalnie z domu z małym dzieckiem na kolanie, dzięki czemu ćwiczę samodyscyplinę i planowanie całego dnia co do minuty. Patrzę na siebie i męża sprzed 6 lat oraz dzisiaj i widzę, jak wiele się w nas zmieniło – staliśmy się ambitni i pełni chęci do pracy.

Dzieci – przeszkoda, czy pomoc

Wiele osób uważa, że dziecko skłania do wyrzeczeń, może być przeszkodą w osiąganiu sukcesów, może być obciążeniem. Ja dzięki dzieciom nauczyłam się wielu rzeczy, które wpłynęły na pozytywną zmianę mnie jako człowieka i na zmianę mojego charakteru. Umiem działać przy dzieciach, potrafię planować, ogarniać kilka rzeczy jednocześnie, jestem mistrzem logistyki i potrafię wybrnąć z różnych, nieprzewidzianych sytuacji. Powiem więcej, to trzecie dziecko było zapalnikiem do zmian – do znalezienia pracy, do zrobienia czegoś ze swoim życiem. Pojawienie się najmłodszego syna to była jedna z lepszych zmian w naszym życiu, która pociągnęła za sobą inne dobre zmiany.

Licz na siebie

Pamiętam to stare powiedzenie „Umiesz liczyć, licz na siebie”. Z takich hasłem dorastałam, będąc pewna, że wszystko co osiągnę będzie tylko moją zasługą. Poniekąd jest to prawdą, ale co nieco się zmieniło. Każdy sukces jest też zasługą męża i dzieci. Oni są moimi kibicami, ja kibicuję im. Wspieramy się wszyscy, oni są moją największą motywacją. Dzieci są pozytywnym motorkiem, do zmian na lepsze w życiu. Jest to jednocześnie jeden z ważniejszych argumentów, że ciąża niesie ze sobą pozytywne zmiany.

Ciało i zdrowie

Czy ciąża zmienia ciało? Owszem zmienia. Trzy ciąże zmieniają ciało jeszcze bardziej. Ale to nie znaczy, że po ciąży kobieta wygląda jak gruba beczka, która zajada zupki chińskie na obiad. Ciąża i macierzyństwo zmieniają podejście do zdrowia i dbania o siebie. Kobiety odżywiają się lepiej, zdrowiej, dbają o jakość posiłków, o dużą ilość witamin. Zmieniające się ciało motywuje do zadbania o swój wygląd. Przed ciążą jadłam co chciałam, często był to fast food, przed imprezą w mieście.

Warzywa i owoce nie wydawały mi się smaczną i sycącą przekąską, a wysiłek fizyczny podejmowałam tylko wtedy, gdy spóźniona pędziłam na tramwaj. W ciąży zaczęłam wprowadzać zmiany, jadłam zdrowiej, pokochałam warzywa i chodziłam pieszo gdzie tylko mogłam. Zdrowe nawyki zostały do dziś.

Jak widać z beztroskiej, młodej, trochę naiwnej dziewczyny zmieniłam się w odpowiedzialną, pewną siebie kobietę. Wiem czego chcę, by pogodzić pracę z rodziną podjęłam się pracy homeworkingowej. Razem z mężem rozwinęliśmy skrzydła i wierzymy, że każdy dzień przynosi coś dobrego. Dzięki ciążom jesteśmy w tym miejscu i mamy wymarzoną rodzinę.

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail