Czego szukasz

Odważ się na działanie. Nie bój się porażki – historia Joanny

Joanna Klimek po kilku latach „siedzenia w domu” założyła własną firmę. – Pierwszy krok był najtrudniejszy. Powiedzieć sobie: ok robię to! Najgorszy jest strach przed samym sobą. – Kiedy przepadł jej wniosek o dotację, prawie się załamała. Straciła pieniądze i mnóstwo czasu. Chociaż zamknięcie firmy wtedy jawiło się jako porażka, to Joanna niczego nie żałuje…

Joanna Klimek z dziećmi

Asiu, napisałaś do nas, że dzięki Mamo Pracuj, które czytasz od 6 lat założyłaś własny biznes i jeszcze pomogłaś dwóm koleżankom znaleźć pracę.

Jaka była Twoja historia? Pierwszego syna urodziłaś zaraz po studiach, później drugiego i przez kilka lat byłaś „mamą w domu”. Co dokładnie zachęciło Cię do założenia własnej firmy?

To prawda, Wasz portal, a w zasadzie historie innych mam utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto zaryzykować.

Zawsze byłam osobą aktywną i wiedziałam, że czas z dziećmi w domu to tylko przystanek. Aktywna, spełniająca się kobieta jest w stanie zdecydowanie więcej zaofiarować swojej rodzinie. Niezależność i możliwość realizowania siebie i swoich planów to były główne powody, które sprawiły, że zaczęłam myśleć o firmie. Ale był też jeden szczegół nie bez znaczenia: czas upływał, a mi nie biegły żadne lata pracy.

Zaszłam w ciążę jeszcze na studiach, dlatego nie przysługiwał mi żaden urlop macierzyński. Szukałam przestrzeni, w której mogłabym się odnaleźć.

Wiedziałam, że bez doświadczenia i z dość długą „domową” przerwą wręcz niemożliwe będzie znalezienie pracy w zawodzie, a pozostawanie tylko pełnoetatową mamą zaczęło mnie już uwierać. Własny biznes wydawał mi się jedynym rozwiązaniem.

Kiedy uwierzyłaś, że możesz, potrafisz, że się uda? Czego bałaś się na początku?

Pierwszy krok był najtrudniejszy. Powiedzieć sobie: ok robię to! Wyjście ze strefy komfortu nie odpowiadania za siebie. Zebranie w sobie siły i odwagi, nie przejmowania się opiniami innych.

Zwłaszcza tymi, które podkopywały wiarę w siebie. „Jak to bez żadnego doświadczenia zabierasz się za prowadzenie firmy”, „przecież nie znasz się na tym” itp.

Potem już w ogóle się nie zastanawiałam czy się uda. Miałam ogromną wiarę w to, że jeśli nie drzwiami, to oknem 🙂 Coś musiało z tego wyjść. Karmiłam się historiami sukcesu i na podstawie czytanych artykułów przekonałam samą siebie, że czas z dziećmi w domu wiele mnie nauczył.

Zaczęłam fachowo nazywać umiejętności, którymi dysponowałam i budować pozytywny obraz własnej osoby. Czerpałam z doświadczenia silnych kobiet, wśród których dorastałam.

Jednak najbardziej bałam się ryzyka finansowego. Tak, zdecydowanie to mnie dręczyło. Zdawałam sobie sprawę, że inwestuję nie tylko swój czas i energię, ale też pieniądze. Wiedziałam, że jeżeli coś pójdzie nie tak, to pieniądze przepadną bezpowrotnie. Jednak patrząc z perspektywy czasu, gdybym jeszcze raz miała podjąć ryzyko, zrobiłbym to znowu, pomimo tego, że firmę zamknęłam.

Wierzę, że w odpowiednim momencie na naszej drodze pojawiają się odpowiednie osoby. Tak też było ze mną. W trakcie budowania swojej firmy spotkałam wielu niesamowitych ludzi, którzy wspierali mnie i pomagali uporać się z problemami, które się pojawiały.

Jak na pomysł założenia firmy zareagował Twój mąż? Wspierał Cię w tej decyzji, czy bardziej „nie przeszkadzał”?

Mąż od początku mnie wspierał. Wiedział, że potrzebuję iść do przodu. Mam wrażenie, że wierzy we mnie bardziej niż ja sama w siebie wierzę. Oczywiście miał wiele obaw. Jak to facet, bardziej racjonalnie podchodził do całego przedsięwzięcia.

Patrząc wstecz, to myślę, że w momentach największego zwątpienia wycofywał się i starał się, jak to powiedziałaś: nie przeszkadzać 🙂 W chwili gdy wszystko nabrało tempa musieliśmy też przeorganizować nasze życie domowe. Mama i żona już nie była dostępna przez 24h na dobę.

Na początku moi mężczyźni frustrowali się, że nie jest jak dawniej, ale z czasem wszystkim nam to wyszło na dobre. Wbrew pozorom nie tylko ja się usamodzielniałam, ale mąż i synowie także.

Prowadząc firmę wzięłaś udział w naszym doradztwie dla mamowych biznesów. Planowałaś wtedy też rozszerzyć swoją działalność i starałaś się o dotację unijną, ale jej nie dostałaś. Czy to był też moment, kiedy postanowiłaś znaleźć pracę na etacie?

Zdecydowanie nie. Praca sama mnie znalazła. Ale zacznę od początku. W momencie, w którym moja firma ruszyła, pojawiła się możliwość wnioskowania o dotacje unijną i to był tak naprawdę dopiero skok na głęboką wodę.

Wiedziałam, że sama sobie nie poradzę. Finanse też nie pozawalały mi na zatrudnienie fachowego biura, które zajmuje się pisaniem takich projektów. Poza tym musiałam zatrudnić architekta i ponieść wiele kosztów związanych ze staraniem się o pozwolenie na budowę (chciałam otworzyć klub dla dzieci).

Doradztwo mamowe to był strzał w dziesiątkę. Po bardzo sympatycznej konsultacji dostałam namiary na wspaniałą mamę, która weszła w mój projekt całym sercem. Mam teraz okazję jej za to podziękować. Z panią Moniką Dudek odbyłyśmy miliony nocnych rozmów.

W dzień zajmowałam się domem i firmą, a w nocy pisaniem wniosku unijnego. Krok po kroku uczyłam się pisać stronę internetową, pozycjonować ją, nauczyłam się działać w programach graficznych tak, żeby stworzyć własne logo. Wszytko po to, aby zminimalizować koszty 🙂

Rezultaty zaskoczyły wszystkich – ze mną na czele. Miałam wspaniały projekt, otrzymałam pozwolenie na budowę, dogadanych wykonawców, dzięki promocji w internecie, klientów też pojawiało się coraz więcej. Czekałam tylko na zakończenie procesu kwalifikacyjnego.

Mój wniosek przeszedł wszystkie fazy i w ostatniej….. został odrzucony. Do tej pory nie mam pojęcia dlaczego tak się stało. Wtedy to mnie załamało. Ziściło się to, czego bałam się najbardziej – zainwestowane pieniądze przepadły. Nie wiedziałam co dalej… całą strategię rozwoju opierałam na pieniądzach z Unii. Ale życie lubi nas zaskakiwać.

Marketing szeptany przyniósł mi nieoczekiwaną propozycję pracy na pół etatu. I tak trafiłam do szkoły jako pedagog szkolny. Dzięki temu mogłam dalej prowadzić firmę.

Zaczęłaś pracę w szkole i równocześnie prowadziłaś własną firmę – jak długo udało Ci się łączyć te 2 role i dlaczego ostatecznie zrezygnowałaś z firmy?

Prawie dwa lata. Decyzja o zamknięciu firmy była bardzo trudna. To było takie przyznanie się z do porażki. I choć teraz nie patrzę na to w kategoriach przegranej, wtedy mi się to tak jawiło.

Stanęłam na rozdrożu i musiałam podjąć decyzję, czy chcę rozwijać firmę, czy decyduję się na zwiększenie etatu w szkole. Wiedziałam, że jeśli będę się trzymała obu rzeczy, żadnej nie będę wykonywała dobrze.

Biznes był dla mnie jak trzecie dziecko i nie chciałam się z nim rozstawać, ale praca w szkole dawała mi więcej satysfakcji i stabilizację. Bałam się, że jeżeli zostanę tylko z firmą, to mogę nie poradzić sobie finansowo. Zaczęłam kalkulować i bilans wyszedł na plus dla szkoły.

Zawsze chciałam być pedagogiem, moja działalność zresztą też się na tym opierała. W szkole mogłam rozwinąć skrzydła, przestałam myśleć o wszystkich „technicznych” sprawach związanych z prowadzeniem biznesu, a skupiłam się na realizowaniu swojej pasji. Szybko zresztą zaczęłam dostawać pozytywny feedback, który umacniał mnie w tym, że dobrze wybrałam.

Mówiłaś mi, że dzięki prowadzeniu własnej firmy teraz jesteś lepszym pedagogiem, realizujesz śmiałe pomysły w szkole – opowiedz o tym. Jakie kompetencje zdobyłaś dzięki temu, że prowadziłaś własny biznes?

To prawda. Bycie pedagogiem polega na wspieraniu i pomaganiu w przezwyciężaniu trudności. Czerpanie doświadczenia z rożnych źródeł pomaga lepiej zrozumieć innych. Łatwiej wspierać ucznia czy rodzica w kryzysie, gdy samemu doświadczyło się podobnych przeżyć. Prościej wzbudzać wiarę w możliwości dzieci, kiedy świadomie przepracowało się brak motywacji i niską samoocenę.

Poza tym podejmując wyzwanie prowadzenia własnej działalności nauczyłam się działać nieszablonowo. Przenoszę to na grunt szkoły. Staram się zarazić swoich uczniów kreatywnością. Pokazuje dzieciom, że w życiu trzeba odważnie dążyć do marzeń.

Dwa lata temu braliśmy udział w projekcie, który wydawał się nie do zrealizowania. Dzieci nie wierzyły, jakie mają możliwości, a jednak udało się. Byliśmy jedyną szkołą podstawową wśród samych gimnazjów i szkół średnich zaproszoną na konferencję finałową.

Z pośród bodajże 70 szkół znaleźliśmy się w wyróżnionej jedenastce. Mam to szczęście, że trafiłam do szkoły, w której pracują ludzie z pasją, a dyrektor daje przestrzeń na realizację swoich pomysłów.

Prowadzenie własnej firmy na pewno nauczyło mnie, że warto prosić o pomoc, że kiedy nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z problemami, to nie należy się poddawać, ale szukać innych rozwiązań.

Nie wolno też kurczowo trzymać się raz obranej ścieżki, ale trzeba umieć przyznać się do błędu i pożegnać to, co nas blokuje lub co nam nie wyszło. Z bardziej konkretnych kompetencji, to na pewno umiejętność negocjacji, czytanie przepisów, tworzenie umów, zwracanie większej uwagi na szczegóły, które mają kolosalny wpływ na całokształt.

Myślę również, że zarządzanie czasem i planowanie. Prowadząc działalność nauczyłam się również korzystać z nowych technologii i darmowych narzędzi, które oferuje nam sieć.

Bardzo podobało mi się też to co mówiłaś, że dzięki Tobie 2 koleżanki wróciły do pracy. Zasiedziałe w domu mamy, uwikłane w trudne historie – odważyły się na zmiany. Pomogłaś im znaleźć pracę… – to bardzo fajna historia, proszę podziel się nią.

Hmm … zawsze wierzyłam, że dobro wraca. Pomoc innym to zadanie każdego z nas. Kiedy popatrzymy na swoje życie zapewne dostrzeżemy, jak wiele osób na naszej ścieżce pomogło nam w taki czy inny sposób.

Często ludzie myślą, że pomaganie wiąże się z zaangażowaniem czasu i pieniędzy. To nieprawda. Czasem wystarczy dobre słowo i podsunięcie właściwego rozwiązania, pokazanie, że nam zależy. Słowa mają wielką moc trzeba tylko umiejętnie je wykorzystać.

Moje znajome potrzebowały właśnie takiego pokazania, że są ludzie, którym na nich zależy. Obydwie znalazły się na zakręcie życiowym i nie wierzyły, że uda im się go pokonać.

Moja rola wcale nie była taka duża. Ja tylko starałam się pokazać im ich własną historię z innej perspektywy, podsyłałam im propozycje pracy znalezione na Waszym portalu i namawiałam, żeby odważyły się wysłać CV.

Po kilku próbach przełamały swój strach przed tym, że może się udać i zdobyły pracę, która pozwoliła im uwierzyć w siebie. Ten mały sukces sprawił, że inaczej popatrzyły na swoje życie.

Jesteś spełnioną zawodowo mamą, przeszłaś długą drogę do miejsca, w którym obecnie się znajdujesz. Co powiedziałabyś samej sobie sprzed 6 lat? Co powiedziałabyś mamom, które dopiero myślą o powrocie do pracy, założeniu własnej firmy?

Sobie powiedziałabym, że było warto! Najgorszy w naszym życiu jest strach. Strach przed samym sobą.

My kobiety często boimy się nie porażki, ale tego, że może się udać.

Myśląc o powrocie do pracy, o realizacji własnych marzeń i ambicji boimy się, że ucierpi na tym nasza rodzina, nasze dzieci, nasze małżeństwo. Warto jednak zastanowić się co zyskają? Kim chcemy być w oczach naszych dzieci?

Walcząc ze swoimi słabościami, dążąc do realizacji naszych marzeń, uczymy nasze dzieci wytrwałości. Pokazujemy im, że nie jesteśmy biernymi odbiorcami tego, co inni nam zaproponują, ale sami kreujemy naszą rzeczywistość.

Chwilowa tęsknota za mamą, spowodowana jej nieobecnością i w drugą stronę, za dzieckiem, sprawi, że bardziej docenimy chwile spędzone razem.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcie: archiwum Joanny Klimek.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

To Ty decydujesz o swoim rozwoju – zmień branżę z Akamai Technical Academy!

Chcesz zmienić branżę i myślisz o IT? Zależy Ci na rozwoju oraz stabilności? Nie boisz się nowych wyzwań oraz intensywnej pracy? To ten projekt jest dla Ciebie! O programie, który kompleksowo przygotowuje do pracy w branży IT rozmawiamy z Igą Pokorą, Technical Project Manager oraz Dominiką Bajan, Technical Consultant w Akamai Technologies, absolwentkami ATA.
grupa ludzi pracujących w Akamai Technical Academy

Program Akamai Technical Academy realizowany w Krakowie i obu Amerykach zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. W zeszłym roku wybrano 13 uczestników z Małopolski spośród 650 zgłoszeń.

Czy rzeczywiście znalezienie się w grupie szczęśliwców to cud, czy może decydują konkretne predyspozycje? Jak wygląda rekrutacja i z czym należy się liczyć aplikując do programu? O tym wszystkim opowiedzą bohaterki dzisiejszego wywiadu.

Igo, Dominiko bardzo dziękuję za to, że zgodziłyście się porozmawiać o Akamai Technnical Academy (ATA) i nie tylko. Może zaczniemy od tego, że w Waszym przypadku branża IT nie była oczywistym wyborem – przynajmniej na początku. Igo – Ty pracowałaś jako nauczycielka, potem odnalazłaś się w korporacji; Dominiko, a Ty przez wiele lat byłaś księgową, potem graficzką. Kiedy zrozumiałyście, że IT jest dla Was?

Iga: Długo zastanawiałam się co mogłabym robić, skoro już dłużej nie widzę się w szkolnictwie. Edukacja to była (i nadal do pewnego stopnia jest) moja pasja i misja, ale musiałam wziąć pod uwagę inne czynniki. Trudno w dzisiejszych czasach być Siłaczką, na pewnym etapie zrozumiałam, że czas pomyśleć o sobie.

Tak się złożyło, że w gronie moich znajomych pojawiło się kilku programistów. Zachęcona rozmowami z nimi o tym, jak wygląda ich praca, ale również kultura firm, w których pracują, postanowiłam, że spróbuję nauczyć się programowania.

Wiedziałam, że mam to, co w IT niezbędne, czyli bardzo dobry angielski. Dałam sobie szansę, na takiej zasadzie, że próbuję nowej rzeczy i zobaczę, czy mi się to spodoba czy nie. I tak nie miałam wówczas lepszego pomysłu na siebie, a dzięki pracy w korporacji, mogłam po pracy zająć się czymś innym niż sprawdzaniem kartkówek.

Było ciężko, bo czasem byłam zmęczona, ale miałam też masę frajdy i satysfakcji, gdy udawało mi się opanować kolejne partie materiału, albo gdy mój kod po prostu działał.

Dominika: U mnie z jednej strony to była duża potrzeba zmiany – w księgowości znalazłam się poniekąd przypadkiem. A z drugiej, IT to dalszy krok w kierunku tego, co mnie pasjonuje. Po urodzeniu pierwszej córki, żeby zrobić „coś dla siebie” poszłam do szkoły grafiki komputerowej, ponieważ od dłuższego czasu o tym myślałam i założyłam też własną firmę.

Macierzyństwo nauczyło mnie przede wszystkim organizacji, odwagi i wychodzenia ze strefy komfortu.

Kiedy urodziłam drugą córkę, wieczorami w ramach rozrywki zaczęłam uczyć się programowania. Słyszałam opinie, że IT to nie jest miejsce dla kobiet, że nie da się wejść do branży bez odpowiedniego wykształcenia.

Patrząc jednak na kobiety, których droga zawodowa była zaprzeczeniem tych słów, pomyślałam, że nic nie stracę próbując. Zapisałam się na Facebooku do kilku grup dla kobiet i mam w IT i na spotkaniu dotyczącym branży technologicznej usłyszałam bardzo istotne zdanie, że

IT to nie tylko programowanie, potrzebni są ludzie o różnych umiejętnościach.

Tam też dowiedziałam się o istnieniu programu Akamai Technical Academy.

Aplikuj do Akamai Technical Academy!

Czyli uczestnictwo w ATA to z jednej strony konsekwencja pewnej obranej ścieżki, a z drugiej strony można powiedzieć, że przypadek?

Iga: U mnie było tak, że o programie dowiedziałam się z reklamy na Facabooku i wysłałam zgłoszenie. Wiedziałam już, że nie będzie łatwo dostać się do IT. Traktowałam więc Akamai jako szansę wejścia do branży, ale szczerze mówiąc, po wcześniejszych porażkach nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Pamiętam, że myślałam wtedy, że jeśli tu mi się nie uda, to chyba już sobie daruję całą sprawę z IT czy programowaniem.

Wiem, że rekrutacja do programu jest kilku stopniowa. Wysłanie zgłoszenia przez Internet to dopiero początek. Opowiecie, jak z Waszej perspektywy wyglądał ten proces?

Iga: Wysłałam CV i ku mojemu zaskoczeniu przeszło ono wstępną rekrutację. Kolejnym etapem były testy z angielskiego i logicznego myślenia. Naprawdę nie sądziłam, że się dostanę, ponieważ poziom testów jest wysoki. Dlatego kiedy okazało się, że mój wynik kwalifikuje mnie do dalszego etapu, to pamiętam, że pomyślałam nawet, że widocznie nie mają zbyt wielu chętnych i biorą wszystkich. Dopiero później dowiedziałam się, że zgłoszeń było kilkaset, a ostatecznie wyłoniono tylko trzynaście osób. Zaczynało zależeć mi coraz bardziej, ale wciąż musiałam przejść etap rozmów kwalifikacyjnych i pokazać, jaka jestem w relacjach z innymi, jak pracuję w grupie.

Gdy i to przeszłam pomyślnie, byłam bardzo podekscytowana, ale też dumna z siebie. Wiedziałam, że nie tylko nauczę się podstaw informatyki, ale także, że firma praktycznie gwarantuje mi miejsce pracy. Nie wiedziałam, jakie to będzie stanowisko, ale ja po prostu byłam otwarta na wszystkie opcje.

Podobało mi się programowanie, ale wówczas brałam już pod uwagę, że możliwości jest o wiele więcej, i że będę chciała robić coś, co najlepiej pasuje do mnie, do moich umiejętności i osobowości.

Dominika: Pamiętam, że musiałam napisać pierwsze w życiu CV. 😉 Do tej pory jakoś zawsze to praca szukała mnie. Rekrutacja składała się z dwóch etapów, testów online i rozmów kwalifikacyjnych. Na etapie testów miałam podobne wątpliwości, związane z tym czy sobie poradzę. Kiedy zakwalifikowałam się do rozmów rekrutacyjnych, coraz bardziej czułam, że jestem na właściwym miejscu. Jestem przekonana, że o tym, iż znalazłam się w tej szczęśliwej trzynastce decydowało też moje zbieranie doświadczeń.

Moja mama, jedna z pierwszych programistek w Krakowie, w czasach, kiedy wielkie komputery wypluwały jeszcze podziurkowaną taśmę, też nie miała wykształcenia w tym kierunku. Zawsze jednak powtarzała, że każda nowa umiejętność może się przydać w przyszłości. A ja bardzo lubiłam uczyć się nowych rzeczy. Od dziecka uczyłam się języków obcych – zaczynałam od angielskiego, skończyłam na chińskim.

Przydało mi się hobbystyczne tworzenie szablonów na blogi, bo dzięki temu zainteresowałam się grafiką, potem programowaniem i w rezultacie tym, jak buduje się strony internetowe i co zrobić, żeby jak najlepiej działały. Czyli dokładnie to, czym dzisiaj się zajmuję. Myślę, że tutaj kluczowe było zainteresowanie nowymi technologiami, chęć rozwoju, gotowość do nauki, otwartość i komunikatywność w języku angielskim.

A samo uczestnictwo w ATA? Jak wyglądało Wasze życie w przeciągu tych kilku miesięcy? Dominiko jesteś mamą dwóch wspaniałych dziewczynek, zatem czy da się pogodzić udział w programie, własny rozwój z życiem rodzinnym?

Dominika: Da się! W mojej sytuacji najtrudniejszy element to odbieranie córek z przedszkola, ponieważ wiązało się to z długim czasem dojazdu. Tu byłam zmuszona poszukać wsparcia. Etap szkolenia technicznego jest bardzo intensywny, jest w nim przewidziany też czas na samodzielną naukę, więc „po godzinach” program nie kolidował z moim życiem rodzinnym. Poza tym, przez cały okres szkolenia wiedziałam, że to, że jestem mamą jest brane pod uwagę i czułam wsparcie w tej kwestii.

Nie czekaj dowiedz się więcej o zapisach i wyślij swoje zgłoszenie!

Igo a co dla Ciebie było wyzwaniem?

Iga: Dla mnie największym wyzwaniem był powrót do trybu nauki i to nawet nie takiej, jak na studiach, że uczymy się głównie w trakcie sesji. Tutaj nauka była non stop – moduły trwają tydzień lub dwa. Trzeba codziennie coś powtarzać, a potem zaliczać testy i robić mini-projekty.

Jeśli chodzi o samą treść, to dla mnie najbardziej wymagający był materiał dotyczący sieci, czyli tzw. networking, ponieważ jest to dość abstrakcyjne. Niemniej jednak, przy wsparciu trenera oraz kolegów i koleżanek z grupy nie miałam trudności nawet z tym.

ATA to zdecydowanie intensywny czas, ale ja wręcz zachęcam innych do udziału. Wszystkich tych, którzy jakkolwiek interesują się branżą i myślą o przekwalifikowaniu zachęcam, żeby chociaż spróbowali. Program dał mi szeroką wiedzę, ale jest przede wszystkim fantastyczną przygodą. Można poznać świetnych ludzi i nawiązać serdeczne relacje. Natomiast co ważne, ATA daje przede wszystkim szansę. Na życiowe zmiany, na rozwój, na lepsze warunki finansowe, czy balans pomiędzy pracą zawodową a życiem prywatnym. Daje szansę na zmianę kariery, dla tych którzy chcą i są wystarczająco odważni, by spróbować.

Dominika: To ja jeszcze coś dodam. Myślę, że do uczestnictwa w ATA potrzeba przede wszystkim odwagi. I tak naprawdę nie ma przyjemniejszego i bezpieczniejszego sposobu, żeby zmienić dotychczasową branżę na IT.

W trakcie nauki otrzymuje się wynagrodzenie, a podczas szkolenia technicznego poznajemy podstawy wiedzy w różnych dziedzinach, m.in. podstaw funkcjonowania Internetu, cybersecurity, konfigurowania sieci komputerowych, programowania. Dzięki temu, można poznać różne dziedziny i sprawdzić, w którym z zespołów najlepiej wykorzystamy swoje umiejętności.

Z Waszej grupy wszystkie osoby zdecydowały się na to, żeby zostać w Akamai Technologies. A Wy dziewczyny zajmujecie się teraz obszarami, które najbardziej odpowiadają Waszym zainteresowaniom, czy tak?

Iga: Tak. Ja ostatecznie trafiłam do działu security i powoli kończę proces wdrażania. ATA dała mi przede wszystkim zrozumienie kultury firmy oraz podstawy wiedzy z branży. Rozumiem to, o czym mówią do mnie koledzy i koleżanki z zespołu, nadal jednak muszę bardzo dużo się uczyć, choć teraz już znacznie konkretniej. Skupiam się na jednej dziedzinie i dodatkowo, uczę się zarządzania projektem. Wykorzystuję nie tylko wiedzę zdobytą podczas ATA, choć ta jest bardzo istotna, ale też moje doświadczenie i umiejętności zdobyte w pracy w szkole. Okazuje się, że na przykład umiejętność prezentowania materiału przy tablicy, czyli robienia tzw. whiteboardów, jest bardzo przydatna, kiedy wyjaśniamy klientom, jak działają nasze produkty.

ATA przygotowuje właśnie też w taki sposób. Nie wprost. Bo dobiera ludzi do stanowisk, ze względu na umiejętności miękkie i cechy osobowości, które są potrzebne przy wykonywaniu danej pracy. Wiedza techniczna jest bardzo ważna, ale Akamai wie, że tę pogłębimy z czasem.

Dominika: Ja, jak już wcześniej wspominałam, zajmuję się analizą stron internetowych dla różnych klientów, na przykład pod kątem poprawności kodu, optymalizacji oraz bezpieczeństwa. W skrócie, sprawdzam strony i daję rekomendacje, co zrobić żeby działały szybciej oraz, aby były odporne na ataki z zewnątrz. W czasie pandemii dodatkowo łączę pracę z opieką nad dziećmi. Wszystko da się zorganizować. Przerwy na podanie obiadu nie są problemem.

Tak! Zdecydowałam i aplikuję do nowej edycji ATA!

Dziewczyny, a tak na koniec naszej rozmowy, powiedzcie proszę z czego jesteście najbardziej dumne i co cenicie w swojej pracy?

Iga: Trudno wskazać mi jedną rzecz, z której jestem najbardziej dumna, bo chyba cały program od rekrutacji, przez ATA, jak i staż sprawiają, że jestem bardzo wdzięczna i dumna z osiąganych po drodze celów.

Niemniej, ostatnio udało mi się zaliczyć najważniejszego, tzw. master whiteboarda, a to dla mnie spore osiągnięcie, ponieważ robienie takich prezentacji, gdy jeszcze jestem w procesie nauki to wychodzenie bardzo daleko poza moją strefę komfortu. A także sam fakt, że spróbowałam, że się odważyłam – to mnie cieszy.

A co najbardziej lubię? Atmosferę w firmie. Wszyscy tu są mile widziani i to naprawdę czuć. Mój zespół jest bardzo pomocny, a jednocześnie wiedza, jaką posiadają moi koledzy i koleżanki jest imponująca.

Dodatkowo, Akamai jest fajnym miejscem dla młodych ludzi, odpowiada na potrzeby i faktycznie dba o swoich pracowników. Nie robimy rzeczy, bo taka jest moda w korporacjach, ale dlatego, że ktoś na górze widzi w tym sens.

Dlatego na przykład ostatnio mieliśmy możliwość skorzystać z jednego, z Wellness Days, czyli płatnego wolnego dnia – to dodatkowy dzień nie wliczający się w roczną pulę urlopów, na odpoczynek, który w czasach intensywnej pracy z domu i z powodu pandemii jest potrzebny nam wszystkim.

Dominika: Cenię to, że przede wszystkim rozwijam się w kierunku, który mnie interesuje. Pracuję w świetnym zespole i jednocześnie w branży, która w obecnych czasach jest jedną z bezpieczniejszych. Mam elastyczne godziny pracy, co w przypadku posiadania dzieci jest nie do przecenienia. Myślę, że mamy są mistrzyniami organizacji i dbając o work-life balance spokojnie można sobie to wszystko – i rozwój, i życie rodzinne – poukładać.

Dziękuję Wam raz jeszcze i gratuluję Wam sukcesów!

Zdjęcia: Akamai

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Profil na LinkedIn. 4 najważniejsze kroki na początek

Masz profil na LinkedIn, ale rzadko tam zaglądasz? A może jeszcze nie? Zapewne słyszałaś, że dzisiaj pracy szuka się właśnie na LinkedIn, i że warto mieć tam profil… tylko nie masz czasu na jego dopracowanie? Zacznij od tych czterech kroków - na początek!
kobieta z tabletem

Masz profil? Przejdź do kolejnego punktu. Jeśli nie, załóż teraz!

Profil na LinkedIn jest bezpłatny, więc nic Cię to nie kosztuje, a możesz wiele zyskać. Na końcu artykułu podaję Ci linki do innych super ciekawych tekstów o LinkedIn 😉

Załóż konto!

A teraz zacznij działać. Nie od razu zbudujesz idealny profil, to wymaga czasu, ale od czegoś trzeba zacząć! Zatem zaczynamy:

1. Profil publiczny i adres url

Dwie ważne kwestie, do załatwienia za jednym zamachem. Po pierwsze upewnij się, że Twój profil jest publiczny. Jeśli pozostanie prywatny, to żaden z rekruterów nie będzie mógł przeglądać Twojego profilu. Możesz to zmienić w ustawieniach → wyświetlasz swój profil i po prawej stronie u góry znajdziesz napis: „Edytuj profil publiczny i adres url” → klikasz i ustawiasz profil publiczny.

profil na LinkedIN

Po drugie, w tym samym miejscu zmieniasz także adres url swojego profilu. Chodzi o to, aby adres Twojego profilu nie miał szeregu przypadkowych cyfr, nadanych losowo przez system, tylko Twoje dane. Ja mam: agnieszka-czmyr-kaczanowska, a pełny link to:

https://www.linkedin.com/in/agnieszka-czmyr-kaczanowska/

profil na LinkedIN

Pełny link, albo tylko skrót: „in/agnieszka-czmyr-kaczanowska” możesz podawać jako adres swojego profilu na LinkedIn, np. w CV, stopce maila, na wizytówkach.

W ten sposób także łatwiej Cię odnaleźć, ten adres jest unikalny. Nie ma drugiej osoby o takim adresie. Jeśli masz popularne imię i nazwisko, może okazać się, że coś będziesz musiała pokombinować.

Ale pamiętaj: nie używaj tutaj pseudonimów, zabawnych imion czy zdrobnień. Ma być profesjonalnie.

2. Nagłówek i #ONO

Jednym z najważniejszych miejsc Twojego profilu na LinkedIn, które powinno być wypełnione przez Ciebie to „nagłówek”. Gdzie go znaleźć? Dokładnie pod Twoim imieniem i nazwiskiem. Jeśli tego nie wypełnisz, automatycznie pojawi się Twoje ostatnie stanowisko pracy, a to może nie być korzystne. O wiele lepiej będzie, i co ważne skuteczniej, jeśli tam pojawią się Twoje obszary zainteresowań zawodowych, albo branża w której chcesz pracować/gdzie pracujesz/gdzie szukasz pracy.

profil na LinkedIN

Dlaczego? To dzięki tym słowom kluczowym, które zamieszczane są w nagłówkach, można przeszukiwać profile LinkedIn z czego rekruterzy skwapliwie korzystają. Jeśli więc chcesz, aby rekruterzy z branży finansowej znaleźli Twój profil, to wpisz sobie: finanse, księgowość czy audyt. Użyj słów, które opisują Twoje zainteresowania, ale też pamiętaj, aby były na tyle proste i intuicyjne, aby rekruter miał szansę Cię znaleźć.

Możesz je oddzielić kreskami, jak u mnie (ja też to gdzieś podpatrzyłam), mogą być przecinki lub inne znaki.

Nagłówek to także miejsce gdzie możesz wpisać: #ONO = „open for new opportunities” lub po polsku #PNW = „poszukuję nowych wyzwań”, aby dać sygnał, że szukasz pracy. Te hasztagi służą właśnie do pokazania, że szukasz pracy. Sięgnij po więcej wyjaśnień w artykule Bartka Ziemiańskiego!

Możesz także zaznaczyć to w swoim profilu, poprzez odklikanie check boxa w ustawieniach. Szczegółowo o tym, jak działa ten check box tłumaczę w naszym kursie!

Przeczytaj także: Video: Wartościowy profil na LinkedIn Twoim pierwszym krokiem do znalezienia wymarzonej pracy

3. Podsumowanie w profilu LinkedIn

To idealne miejsce, aby pokazać siebie i to czym się zajmujesz, co Cię interesuje i jaką jesteś osobą. Taki rodzaj „elevator speach”. Możesz opisać krótko swoje doświadczenia, ale tak bardziej opisowo i ciekawie. Jeśli jesteś sprzedawcą, to jest to idealne miejsce, aby opisać jakie miałaś osiągnięcia, jeśli szkoleniowcem, to ile godzin szkoleń prowadziłaś etc. Każda z Was znajdzie coś swojego. Masz do wykorzystania 2000 znaków (ze spacjami) i wielkie pole do popisu.

profil na LinkedIN

Zachęcam Cię do zaglądania na profile innych, którzy mają to bardzo dobrze opisane. Ja polecam zawsze profile:

4. Dobre zdjęcie i cover foto

Ostatnie z czterech punktów, ale bardzo ważny. Profile, posiadające zdjęcia na LinkedIn, otrzymują do 14 razy więcej wyświetleń niż profile bez zdjęcia.

Równie ważne jest także, aby było to zdjęcie dobrej jakości, na którym wyglądasz ładnie i taka się czujesz. Nie powinno być prywatnym zdjęciem z wakacji (chyba, że kadr tego „nie zdradza”), ani zdjęciem z kimś. Musi być Twoje. Jeśli nie masz takiego, które się nadaje, to zadbaj o to. Coraz więcej firm świadczy usługi profesjonalnych zdjęć na LinkedIn, a na pewno masz znajomą koleżankę, która ma dobry aparat i robi świetne zdjęcia. Poproś ją o pomoc!

W swoim profilu na LinkedIn możesz także dodać tzw. „cover foto”, czyli zdjęcie w tle. Jego wymiary to: 1584 na 396 px (musi być dobrej jakości, ale nie większe niż 8MB). Można je wykorzystać, aby pokazać co Cię interesuje, pokazać coś ładnego, np. góry czy kwiaty, aby miło było patrzeć na Twój profil. Zobacz, co publikują inni i znajdź swój pomysł.

Kiedy te cztery elementy masz już ustawione, pora zająć się opisem doświadczenia, rekomendacjami i umiejętnościami. I tutaj też jest spore pole do popisu!

Z naszego kursu dowiesz się jeszcze więcej!

A jeśli chciałabyś pochwalić się swoim profilem, napisz do mnie na LinkedIn i zaproś do swoich kontaktów, pamiętając aby napisać mi kilka słów 😉 adres już znasz!

Zdjęcie tytułowe: Magda Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×