Czego szukasz

Blogówka #3 – przegląd najciekawszych blogów

Ferie dla niektórych już się skończyły, a dla innych dopiero się zaczną. Są też tacy, którzy nie mają ich w ogóle, bo dzieci do szkoły jeszcze nie chodzą. Bez względu na to, do której grupy należycie, warto znaleźć odrobinę czasu na przeczytanie kolejnej Blogówki. A potem może śmigniecie do kuchni, by sprawdzić, czy macie wszystkie składniki potrzebne do przygotowania jutrzejszego śniadania, wybierzecie się do księgarni po nową książkę dla dziecka lub dojdziecie do wniosku, że może warto wybrać się na dalszą wycieczkę…

Wczoraj oglądałam filmik, na którym amerykańskie dzieci próbowały śniadań z różnych zakątków świata. Według twórców najważniejszy posiłek dnia w Polsce składa się z jajecznicy, smażonej kiełbasy, placka ziemniaczanego i plasterków jabłka… Gdy zaczęłam się zastanawiać, czy Polacy faktycznie jedzą takie rzeczy o poranku, weszłam na bloga Co dziś zjem na śniadanie. Chociaż jest on pisany z Berlina, przedstawiane na nim śniadania wychodzą spod polskiej ręki. Dla Autorki pierwszy posiłek dnia to okazja do spędzenia czasu z najbliższymi, a idealnym dopełnieniem tego czasu jest smaczny posiłek. Ktoś pewnie powie, że nie każdy może sobie pozwolić na stanie cały poranek przy garach. Po pierwsze – nie cały poranek, ponieważ przygotowanie większości z proponowanych posiłków nie zajmuje wiele czasu (może nie tyle, co wsypanie płatków do miski i zalanie ich mlekiem, ale nie popadajmy w skrajności). Po drugie – po przejrzeniu chociażby kilku przepisów jest się gotowym stanąć na głowie, by choć raz w tygodniu wygospodarować parę minut więcej na zaserwowanie sobie takich pyszności. Zdążyłam zauważyć, że śniadaniowe preferencje są bardzo różne – jedni nie potrafią rozpocząć dnia bez czegoś słodkiego, inni wręcz nie wyobrażają sobie śniadania w takiej wersji. Jedni chętnie wyciągną pierwszy posiłek prosto z lodówki, innym robi się zimno na samą myśl. Bez względu na to, do której grupy Wy należycie, znajdziecie coś dla siebie. Naleśniki, kanapki oraz kombinacje kasz, nasion i owoców, o jakich się Wam nie śniło. Przepisom towarzyszą, oczywiście, piękne zdjęcia, ale także zapiski Autorki. Czytając je, można odnieść wrażenie, że czyta się książkę. Pozostaje chyba tylko spytać „Co jutro zjecie na śniadanie?”.

***

Gdy zobaczyłam na swojej liście blog Jak oszczędzać pieniądze, pomyślałam, że to coś zdecydowanie dla mnie – kiedyś w „księdze imion” przeczytałam, że Monikom łatwiej przychodzi wydawanie pieniędzy niż ich zarabianie i to, niestety, smutna prawda… Pierwsze zaskoczenie pojawia się wtedy, gdy odkrywamy, że strony nie prowadzi pracująca mama, ale… tata, który od półtora roku utrzymuje siebie i swoją czteroosobową rodzinę z blogowania i zgromadzonych oszczędności. Ponoć blogować każdy może, ale nie każdy może na tym zarabiać. Natomiast każdy może oszczędzać. Jeśli myślałyście, że odkładając co miesiąc określoną kwotę na konto oszczędnościowe, zastępując jedzenie w mieście domowymi posiłkami i wymieniając samochód na komunikację miejską, jesteście mistrzyniami oszczędzania – Michał Was zawstydzi. Dzięki niemu zobaczycie, że można oszczędzać bez bólu i zaplanować domowy budżet tak, by w połowie miesiąca nie martwić się tym, jak tu dociągnąć do pierwszego. Porusza również mnóstwo zagadnień, o których – powiem wprost – na razie nie mam pojęcia. Nie wzięłam kredytu we frankach, nie wiem, czym jest scoring w BIK (dobra, teraz już wiem), nie muszę wybierać między OFE a ZUS. Jestem na to po prostu za młoda, ale zdaję sobie sprawę z tego, że za parę lat to się zmieni i – żeby nie obudzić się z ręką w nocniku – zapisuję blog w ulubionych. A teraz chętnie dowiem się, jak tanio spać w luksusowych hotelach, czy warto wziąć kredyt studencki i co zrobić, by zapanować nad chaosem w skrzynce mailowej.

***

Jakiś czas temu moja przyjaciółka zmieniła zdjęcie w tle na Facebooku na obrazek z napisem „A może rzucić Bieszczady i pojechać w to wszystko?”. Większość woli jednak pozostać przy oryginalnej wersji tego powiedzenia. Z kolei Autorka bloga 8 stóp sparafrazowała je jeszcze inaczej – „A może by tak wszystko rzucić w cholerę i wyjechać?”. Na słowach się nie skończyło i tym sposobem trafiła do Stanów Zjednoczonych. I nie tylko. Razem ze swoim mężem oraz dwójką małych dzieci. Niebezpieczne? Nieodpowiedzialne? Nie – wystarczy mieć dobry plan i trochę zdrowego rozsądku. Bo przecież „póki nad głową nie śmigają kule, ewentualnie przy uchu nie bzyczą malaryczne komary, to czemu nie.” Na blogu Ola opisuje miejsca, które zwiedziła ze swoją rodziną i to, co ich tam spotkało – zwierzęta, jedzenie, ludzi. Bogate opisy uzupełniają zdjęcia – nieprzesadnie wystudiowane, czasem profesjonalne, a czasem jak z rodzinnego albumu. Ponieważ najważniejsze jest to, co ukazują – piękno miejsc oraz radość. I rodziców, i dzieci.

***

W mediach lansuje się wizerunek matki, która w ciągu 24 godzin potrafi oporządzić dzieci, męża, dom, przepracować pełny etat i pójść na fitness. Owa matka, mimo dwóch porodów na koncie, nie ma rozstępów, wróciła do idealnej wagi sprzed ciąż, a jej piersi nie uległy ani ssącym dzieciom, ani grawitacji. Szkoda tylko, że jedynymi elementami wspólnymi dla tego opisu i prawdziwego życia są „matka” i „dzieci”. Czasem trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „OK, nie wyglądam jak Miranda Kerr dwa tygodnie po porodzie”. Czasem trzeba wybrać – praca czy dom? Tego trudnego wyboru dokonała Autorka bloga Matka też człowiek. Jednak to, że nie wróciła do pracy, nie oznacza, że od świtu do zmroku gania ze ściereczką. Funkcjonuje całkiem normalnie – jak człowiek. Jednocześnie obserwuje otaczającą rzeczywistość i opisuje ją do bólu bezpośrednio. Nie słodzi, nie udaje, nie ukrywa. Pisze o wszystkich problemach, jakie mogą spotkać żonę i matkę. Często, podczas czytania, wybuchasz śmiechem, jednak po chwili dostajesz patelnią w głowę, bo uświadamiasz sobie, jak przykre i jak rzeczywiste jest to, co właśnie przeczytałaś. Chciałabym jakoś mądrze podsumować wrażenia, jakich dostarczył mi blog Karoliny, ale chyba napiszę tylko tyle – ogromna dawka ironii, sarkazmu i rozbrajającej szczerości sprawiła, że sama nie wiem, co sobie myśleć i czego się spodziewać, widząc post pt. „Jak zrobić loda (krok po kroku)?”.

***

Świat idzie do przodu, technika również, trzeba się jakoś dostosować. Coraz częściej widuję góra siedmioletnie dzieci śmigające ze smartfonami, które wykorzystują do grania, szperania w Internecie, rysowania w aplikacjach. Kontaktowanie się z rodzicami jest chyba gdzieś na szarym końcu listy zastosowań. Gdy natomiast wracają do domu, telefon zastępuje telewizor lub komputer. Niby wszystko jest dla ludzi – a kim jest dziecko, jeśli nie człowiekiem? – ale trzeba znać umiar. Warto, by dzieciaki, oprócz błyszczących ekranów, znały jeszcze coś tak „zwyczajnego” jak książki. Tylko jak tu wybrać lekturę, która będzie potrafiła jednocześnie wciągnąć i przekazać odpowiednie wartości? Jako że wszystko jest w Internecie, w nim otrzymamy odpowiedź i na to pytanie. Na blogu Czytamy i gramy znajdziemy prawie setkę recenzji książek dla dzieci w różnym wieku. Każda z nich składa się nie tylko z opinii Mamy, ale też z reakcji dziecka, które chyba najlepiej pokazują, że dana książka jest warta uwagi.  

A jakie są Wasze ukochane blogi, bez których nie wyobrażacie sobie dnia w sieci? Napiszcie!

Jeśli jesteś blogującą mamą, weź udział w akcji:


Zdjęcie: freedigitalphotos.net

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej UJ. „Artystyczna dusza”, która – kiedy nie dzierży w dłoni pióra – najchętniej rysuje lub zajmuje się tworzeniem grafiki komputerowej. Na swoim koncie ma wydaną w 2010 roku powieść młodzieżową pt. „Nielegalna”.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie