Czego szukasz

Jak zaplanować podróż z niemowlakiem?

Już sama opieka nad niemowlakiem przysparza nam niemało pytań i wątpliwości, a co dopiero pierwsze podróże. Rodzice z grubsza dzielą się na tych, którzy biorą dziecko pod pachę i ruszają w drogę i na tych, którzy rozpatrują wszystkie za i przeciw. Do tego jeszcze różne ciotki „dobra rada” i wszystkowiedzące babcie i mamy gotową niepewność, czy warto wyruszać z niemowlakiem w jakąkolwiek podróż.

  • Kasia Myślicka - 27/06/2018

Na pewno warto wyjeżdżać nawet z bardzo małymi dziećmi i to z kilku powodów. Po pierwsze zerwiemy na chwilę z rutyną, która nie jedną mamę wyprowadza z równowagi. Oczywiście z rutyną do końca nie zerwiemy, ale przynajmniej będziemy ją “uprawiać” w innych okolicznościach przyrody.

Po drugie zmienimy klimat, co przy problemach z zanieczyszczonym powietrzem w polskich miastach jest wręcz konieczne.

Po trzecie, jeśli lubimy wypady i podróże, warto przyzwyczajać do nich dziecko od najmłodszych lat.

Od kiedy jeździć z niemowlakiem

Im wcześniej, tym łatwiej nam będzie w przyszłości. Dobrym momentem może być okres trzech miesięcy. Ale jak zawsze, jest to sprawa indywidualna. Ponieważ jednak podróż ma być przyjemnością, a nie stresem, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, warto poczekać do momentu, gdy ogarniemy już podstawy opieki nad bobasem, ustawimy rytm dnia i nocy i możemy być pewni, że uda nam się mieć momenty spokoju podczas drzemki dziecka.

Wybór miejsca

Oczywiście każdy ma swoje preferencje. Jednak warto wziąć pod uwagę kilka podstawowych czynników – temperatura, czystość powietrza i … dostępność tras spacerowych dla wózków. Wybierzmy miejsce, które wpłynie dobrze na nasz nastrój.

My na pierwszy wakacyjny wyjazd z 3-miesięcznymi bliźniakami wybraliśmy Kraj Basków. Nie było zbyt gorąco, ale przyjemnie ciepło. Przepiękne wybrzeże i miasteczka portowe z promenadami do spacerowania.

Ciekawe miasta – San Sebastian i Bilbao, także idealne na spacery z wózkiem. Pomimo sporego wysiłku, jakim jest opieka nad bliźniakami, z tego wyjazdu pozostały nam same dobre wspomnienia.

Ochrona przed słońcem

Ze słońcem nie ma żartów. Przy polskim klimacie słońce jest bardzo pożądane, jednak trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym. Nasza hiszpańska pediatra zakazała stosowania kremów z filtrem do 6 miesiąca życia dzieci. Z obawy przed słońcem zrezygnowaliśmy z wakacji nad Morzem Śródziemnym.

Ponieważ jednak w tamtym czasie mieszkaliśmy w Barcelonie, kupiliśmy na wózek ochraniacz z filtrem UV. Była to drobna siateczka, która nie zatrzymywała dopływu powietrza, ale promieniowanie już tak. Przez pierwsze sezony ubieraliśmy dzieciom koszulki z filtrem. Teraz już nie, ale zawsze stosujemy kremy z filtrem 50 i pod koniec lata 30. My i dzieci. Wierzcie, można się opalić.

Wybór noclegów

Cenię sobie agroturystyki i rodzinne pensjonaty. Jeśli martwicie się o płacz nocą, można poszukać takich, które mają osobne domki czy bungalowy. Oczywiście duże hotele mają wiele atrakcji dla dzieci, jednak z małym bobasem i tak się z nich nie korzysta.

Jeśli w obiekcie nie ma zastrzeżenia, że jest adults only (tylko dla dorosłych), oznacza to, że spodziewają się rodzin z dziećmi i powinny być dostępne łóżeczka czy krzesełka. Warto jednak zawsze się upewnić przed wyjazdem.

Co zabrać ze sobą w podróż z niemowlakiem

Od początku starałam się ograniczyć ilość dziecięcych gadżetów, których przy bliźniakach i tak jest więcej. Naprawdę dzieci niewiele potrzebują. Żadnych wanienek i innych niepotrzebnych gratów. Bobasa można umyć w umywalce. I tak codzienne kąpiele nie są zalecane.

Z założenia łóżeczka powinny być dostępne w hotelu czy pensjonacie, do którego się wybieramy. U mnie sprawdziły się śpiworki do spania – taka namiastka domu. Miałam letnią i zimową wersję i zabierałam je na wszystkie wyjazdy.

Nie przejmowałam się także sterylizowaniem butelek. Na początku tak. Jednak przy kilkumiesięcznych dzieciach już nie. W czasie wyjazdu wystarczyła bardzo gorąca woda. Sterylizowałam dopiero po przyjeździe do domu. Oczywiście najłatwiej podróżuje się, gdy karmimy piersią. Wtedy naprawdę nic więcej już nam nie trzeba.

Jedzenie przy rozszerzaniu diety

Jak zawsze, jeśli planujemy podróże, potrzeba trochę elastyczności… Od początku rozszerzania diety starałam się moim maluchom serwować domowe jedzenie. Jednak na wyjazdach nie miałam problemu z podaniem jedzenia ze słoiczka. Zwłaszcza, że na rynku jest ogromny wybór, także słoiczków bio.

Co warto wiedzieć? Że na Południu Europy od początku miesza się wszystkie owoce i podaje także pomarańcze. Że w Hiszpanii jeszcze do niedawna praktycznie nie było słoiczków z kawałkami jedzenia nawet dla starszych dzieci – wszystko było przetarte. Że trudno znaleźć jest słoiczki jednoskładnikowe.

Oczywiście to się zmienia i oferta jest dużo większa. Ale… może zdarzyć się, że jesteśmy w małej miejscowości i wybór jest ograniczony. Temu właśnie także służą podróże – zarówno rodzice, jak i dzieci muszą nauczyć się dostosowywać do sytuacji.

Organizacja

Do tej pory sprawdza mi się sposób na worki – materiałowe, różnej wielkości, każdy ma swoje przeznaczenie – kostiumy kąpielowe, skarpetki, bielizna. Przy bliźniakach miałam ich całe mnóstwo: worek na pieluchy do torby, worek na zapasowe ubranka, worek termoizolacyjny na butelkę z wodą. Zawsze ten sam worek z tą samą zawartością.

Po pierwsze przy pakowaniu wystarcza rzut oka, żeby sprawdzić, czy najważniejsze rzeczy są w torbie. A potem przy szukaniu wszystko jest pod ręką. Podobnie przy dłuższych wyjazdach samochodem miałam kilka różnych toreb – torba z zabawkami, torba z jedzeniem, torba z ubraniami i kosmetykami dzieci. Dzięki takiemu pakowaniu już w czasie podróży oszczędzamy sporo czasu.

Rytm dnia na wyjeździe

Mój sposób na nie zwariowanie przy dwóch niemowlakach był jeden – dużo ruchu. Gdy już ogarnęłam się rano, a dzieci zaczynały się robić niespokojne, miałam tylko jedno wyjście – spacer. Całymi dniami przemierzałam kilometry. Także podróże nie wprowadzały do naszego życia jakichś większych zmian. Co się robi na wyjeździe? Dużo spaceruje.

Dlatego uważam, że wybór odpowiedniego (pod względem spacerowym) miejsca na pierwsze podróże jest tak ważny. Dodatkowo zawsze staraliśmy się rozdzielić porę posiłku dzieci od naszej i żeby spokojnie zjeść obiad, czekaliśmy na czas ich drzemki. Tak więc moje wspomnienia z pierwszych wyjazdów to pyszne obiady i długie spacery 🙂

Podróże samochodem

Nigdy nie mieliśmy problemów z długimi podróżami samochodem i wydaje mi się, że to dzięki temu, że wcześnie zaczęliśmy z dziećmi jeździć na naprawdę długich trasach.

Podstawowa zasada – podróż rozpoczynamy równo z drzemką dzieci. Wtedy jest szansa, że przejedziemy długi odcinek bezproblemowo. Często wyjeżdżaliśmy także nad ranem.

Gdzieś wyczytałam, że częste huśtanie dzieci przeciwdziała chorobie lokomocyjnej. Nie jestem pewna, czy to prawda. Na wszelki wypadek od maleńkości dzieci wkładałam do wszystkich możliwych huśtawek. I podróże samochodem po wszelkiego rodzaju drogach i zakrętach znoszą fantastycznie. I oczywiście uwielbiają place zabaw.

Podróże samolotem

Wspomniana już organizacja torby podręcznej jest tym bardziej niezbędna do podróży samolotem. Wszystko pod ręką, odpowiednio posegregowane. Im mniejsze dziecko, tym podróż powinna przeminąć mniej problemowo lub wręcz bezproblemowo. Zwłaszcza jeśli karmimy piersią.

Podróże z rocznym dzieckiem

Im starsze dziecko, tym będziemy mieli mniej czasu dla siebie. Wtedy powinniśmy uzbroić się w cierpliwość i starać się być bardziej elastyczni.

W planowaniu podróży weźmy pod uwagę potrzeby dziecka – miejsca przyjazne dzieciom, place zabaw, parki, w których maluchy mogą stawiać pierwsze kroki…

Nasze przyjemności – muzea, obiady, zakupy zostawmy na czas drzemki. Bez obawy, wspomnienia z tych wyjazdów będą równie piękne.

Jeśli więc zastanawiacie się, czy warto wyruszać w drogę z niemowlakiem, nie wahajcie się ani chwili. Wyjazdy pozwalają rodzicom nabrać energii. Z kolei maluchy przyzwyczają się do podróżowania i zmiany miejsc. Najważniejsze jednak, że tworzą wspaniałą więź między całą rodziną.

Zdjęcia: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kasia Myślicka
Mama kilkuletnich bliźniaków, które stara się zarazić swoją pasją do podróży i aktywnego trybu życia. Od kilku lat mieszka w Prowansji. Po godzinach prowadzi blog Kids&Go, na którym zamieszcza informacje o sprawdzonych miejscach na wyjazdy z dziećmi i praktyczne porady przydatne do planowania rodzinnych podróży.

Jestem dobrym przykładem, że jak się chce, to się da – Ewelina Wiercioch

Ewelina Wiercioch w 2013 r. złożyła papiery na kandydatkę na ratowniczkę TOPR i jest pierwszą po 30 latach przyjętą w szeregi elity kobietą - ratowniczką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Czy było łatwo? - Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę - opowiada Ewelina, dziś również przewodniczka tatrzańska i międzynarodowa UIMLA, instruktorka narciarstwa zjazdowego, narciarstwa wysokogórskiego (ski-tourowego) oraz wspinaczki sportowej. Wybrała góry, bo tam odkryła siebie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/06/2019
Ewelina Wiercioch

Ewelina jesteś pierwszą od ponad trzydziestu lat kobietą – ratowniczką TOPR. Znałaś tę organizację od środka, pracowałaś w administracji TOPR-u, Twój mąż był ratownikiem TOPR-u, jesteś córką prezesa TOPR-u i wiedziałaś, że pokutuje opinia, iż ratownictwo górskie to męskie zajęcie. A jednak zdecydowałaś się złożyć papiery. Co Tobą kierowało?

To było już dobrych kilka lat temu i moje emocje z tym związane są dzisiaj zupełnie inne. W tamtym czasie miałam bardzo trudny okres, byłam w trakcie rozwodu, przeżywałam rewolucję w życiu. Potrzebowałam bodźców, żeby się trzymać i jakoś przetrwać. Podchodzę do życia zadaniowo i tak też podeszłam do tego wyzwania.

Pracowałam w administracji kilka lat, obserwowałam pracę ratowników. Ja również nieustannie byłam w górach, w tamtym czasie startowałam w zawodach zarówno w narciarstwie wysokogórskim, jak i wspinaczkowym. Byłam aktywna. Pewnego dnia, będąc tradycyjnie po pracy na treningu na nartach skiturowych stwierdziłam… czemu nie spróbować. Naczelnik TOPR także delikatnie mnie namawiał. I stało się. Złożyłam papiery na staż kandydacki do TOPR.

Jak zostało to przyjęte w środowisku?

Oj działo się. To była dla mnie stresująca sytuacja. Zrobiłam pewnego rodzaju rewolucję w TOPR, bo po tylu latach nikt się nie spodziewał, że nagle w TOPRze pojawi się kobieta. Był to gorący okres. Nie wszyscy byli zadowoleni. Zrobiło się wokół tego wydarzenia bardzo głośno, zarówno w Zakopanem, jak i w mediach. Dałam z siebie wszystko i udało się. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie zraziłam się, tylko konsekwentnie realizowałam to, co sobie założyłam.

Samo przyjęcie do elity Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego to jeszcze nie koniec. Jak wygląda droga do zostania ratownikiem?

Droga aby zostać ratownikiem jest dość długa. Początek tej drogi bierze się od naszej pasji chodzenia po górach. Oczywiście to nie tylko chodzenie po szlakach, ale także poza szlakami, wspinanie, czy bardzo dobra umiejętność jazdy na nartach. Nasze doświadczenie górskie, wykaz działalności to takie nasze CV.

Dodatkowo należy zdać egzaminy wstępne na staż kandydacki: medyczny, test kondycyjny na Kasprowy Wierch, wspinanie, jazdę na nartach po trasach i poza trasami, czy z topografii Tatr. Musimy mieć dwóch wprowadzających (opiekunów), którzy za nas ręczą, i którzy się nami „opiekują” podczas stażu kandydackiego.

Staż kandydacki trwa dwa lata. W tym czasie mamy cały szereg szkoleń z technik ratowniczych zarówno w lecie, jak i w zimie. Każde szkolenie zakończone jest egzaminem. Musimy także dyżurować i brać udział w wyprawach ratunkowych. Cały staż zakończony jest egzaminem. Po dwóch latach i po pomyślnym zaliczeniu wszystkiego zostajemy ratownikami ochotnikami TOPR 🙂

Podczas uroczystości Dnia Ratownika składamy Naczelnikowi TOPR przysięgę ratowniczą. To jest bardzo ważne wydarzenie. Zostaje w głowie chyba do końca życia. Ja moją przysięgę składałam w dolinie 5 Stawów Polskich.

Nie przerażały Cię te wszystkie testy, szkolenia, wyprawy? Miałaś chwilę zwątpienia?

Nie przerażały mnie szkolenia, dyżury czy wyprawy. Tym byłam podekscytowana, bo podnosiłam swoje umiejętności. To był super czas, ale miałam krótkie chwile zwątpienia. Tak jak wspomniałam, to był dla mnie ciężki okres i dużo się wówczas nałożyło.

Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę. Poza tym mój tata i moja rodzina bardzo mnie wspierali.

Jak wygląda praca ratownika?

W TOPR jest grupa ratowników zawodowych, którzy pracują na „etacie” i grupa ratowników ochotników. Ja jestem ratownikiem ochotnikiem. Praca ratownika zawodowego od ochotnika różni się tym, że Ci pierwsi pracują w systemie 12 godzinnym przez 7 dni, a następnie mają 7 dni wolnego. Ratownik ochotnik ma konieczność być na dyżurach społecznych co najmniej 120 godzin w ciągu roku.

Dyżurować możemy zarówno w Centrali TOPR, która znajduje się w Zakopanem, jak i w schroniskach. Jeśli jest wyprawa, a nas nie ma na Centrali to dostajemy informacje sms. Jeżeli mamy możliwość, to bierzemy udział w wyprawie.

Jesteś też przewodniczką tatrzańską, instruktorką narciarstwa zjazdowego, wysokogórskiego oraz wspinaczki sportowej. Wspólnie z ojcem, siostrą i mężem prowadzicie rodzinną firmę TAMiTU Tatry. Z Grzegorzem, Twoim mężem poznaliście się jeszcze w TOPR.

Tak, jestem w górach non stop. Albo prywatnie albo w pracy albo społecznie, jako ratownik albo na wakacjach – też w górach. Jak ja to wytrzymuje? 🙂 Na szczęście mam farta, bo cała moja rodzina chodzi po górach, dzięki temu się rozumiemy. To prawda, prowadzimy małą rodzinna firmę TAMiTU Tatry, która zajmuje się organizowaniem wypraw w góry. Jestem szczęśliwa, że pracuje z moim mężem. Rozumiemy się doskonale. Dodatkowo on jest także Ratownikiem TOPR, więc wspólnie chodzimy na dyżury.

Grzesia znam od dawna, ale nasze drogi zeszły się dopiero kilka lat temu. Przyznam, że wcześniej nie za bardzo się lubiliśmy 🙂 On był także przeciwnikiem kobiety w TOPR, brrr… do dzisiaj za to przeprasza 🙂 🙂 Nie znał mnie. Teraz już wie, że sobie dobrze radzę. Ale to wszystko nas połączyło. Cieszę się, że nasza pasja to także nasza praca, choć ma to także ciemne strony.

A jakie są ciemne strony tej pracy?

Każda praca ma swoje plusy i minusy. W mojej plusem jest to, że łączę pasję z pracą, że jestem w ciągłym ruchu, poznaję sporo świetnych ludzi, z niektórymi zawiązały się przyjaźnie. Niestety bywam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Moje życie nie kończy się po przyjściu z gór do domu, gdzie przeważnie każdy już odpoczywa. Po powrocie dopiero zaczynam życie, mam rodzinę i sporo różnych obowiązków. W górach opowiadam za ludzi, za ich bezpieczeństwo, a w domu za moją rodzinę.

Muszę też bardzo o siebie dbać. Moja działalność obarczona jest ryzykiem kontuzji, nie mogę sobie pozwolić na żadne problemy zdrowotne. No i… moja praca związana jest z czynnikiem, na który zupełnie nie mam wpływu – pogodą. A w Tatrach bywa bardzo kapryśnie 🙂

Staram się utrzymać balans pomiędzy pasją a pracą. Niestety oddając się przewodnictwu mam bardzo mało czasu, żeby być w górach wyłącznie dla siebie, z mężem czy z córką. Oczywiście znalazłam sposób żeby to w pewien sposób łączyć. Często pracuje z Grzesiem, a córkę biorę ze sobą jak idę z zaprzyjaźnionymi Klientami lub na łatwe szlaki. Mimo pewnych trudności cieszę się, jak obserwuje ludzi, którzy się rozwijają, zaczynają o siebie dbać, a niektórzy przewartościowują swoje życie.

Co jest takiego w górach, że pod ich wpływem ludzie zmieniają swoje życie?

To jest pasja. To nie muszą być góry, to może być cokolwiek co wciąga człowieka bez reszty, coś co jest tylko jego i nikt, ale to nikt mu tego nie zabierze. Pasja trzyma przy sobie podczas różnych zakrętów, trudności. Ja wybrałam góry. To prawda, zmieniły moje życie, bo znalazłam w nich coś wartościowego, odkryłam siebie.

Dzięki nim pokonuje różne bariery, jestem silna, twarda i konsekwentna, dążę w nich zawsze do celu. A żeby go osiągnąć – muszę się zmęczyć, czasami mocno zawalczyć. Nic nie przychodzi od tak i tego w nich uczę moją córkę. To także miejsce, w którym odpoczywam, w którym mam spokój. W górach nie muszę się spieszyć, myśleć o problemach „na ziemi”. W nich liczą się zupełnie inne rzeczy.

To ile czasu w ciągu roku spędzasz w górach? Da się to zliczyć?

🙂 Nie da, myślę, że co najmniej 6 dni w tygodniu. Czasami mam dość, ale zazwyczaj po dniu odpoczynku już mnie ciągnie. Nie mogę wysiedzieć w domu, nie lubię się nudzić. Fajnie jest coś robić. To nie zawsze są wysokogórskie wycieczki, wystarczy, że pójdę pobiegać i już jest dobrze 🙂

Jeszcze nie wspomniałyśmy o jednej ważnej roli w Twoim życiu – jesteś mamą nastoletniej już Oli. Czy Ola podziela Twoją pasję do gór?

Tak, moja córka ma już prawie 15 lat, kiedy to zleciało…? Ola podziela moją pasję do gór, choć nie w takim stopniu jak ja 🙂 Najbardziej lubimy się wspinać, a w zimie chodzić na skiturach. Moja córka jest przede wszystkim artystką. Dostała się do świetnego liceum plastycznego w Zakopanem. Moim zadaniem jest ją wspierać i pokazywać na własnym przykładzie, że wszystko jest możliwe i że fajnie jest fajnie żyć, z pasją.

W górach uczę ją przełamywania własnych barier, które potem wykorzystuje we własnym rozwoju. Ja też dużo zyskuję, bo „zmusza” mnie, żebym z nią jeździła po wszystkich muzeach sztuki nowoczesnej. Jak tylko pojawia się nowa wystawa to jedziemy. Raz w roku zabieram ją też do wybranej stolicy europejskiej, żeby mogła zobaczyć dzieła największych artystów. Przyznam, że te podróże są dla nas wszystkich fajne, to idealna odskocznia od gór.

Ewelina wspomniałaś mi wcześniej, że chcesz się angażować we wszelkie akcje pomagające kobietom. Czy nadal realizujesz projekt „Kobiety na szczytach”? – który ma na celu zachęcanie kobiet do chodzenia po Tatrach.

Tak, w tym roku kładę duży nacisk na kobiety. W wakacje będę organizowała wyjścia tylko dla kobiet o różnym stopniu trudności. Chcę pokazać, że góry są dostępne. Oczywiście wszystko musi odbywać się z głową. Ponadto chciałabym aktywować kobiety i przez góry pokazywać, że można i że warto mieć coś tylko dla siebie. Chciałabym żeby przestały się bać.

W tym roku kończę 40 lat, to jakiś mały przełom w moim życiu. Niektóre kobiety: młodsze, starsze które spotykam, z którymi chodzę po górach opisują się jako stare, wszystkie grube 🙂 „zablokowane”, przeważnie źle o sobie mówią. Zupełnie nie wiem skąd się to bierze? Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że jak się chce, to się da. Nie można szukać wymówek, tylko działać.

Kobiety w górach są także często postrzegane troszkę z przymrużeniem oka. Przyznam, że dzisiaj na szlakach spotykam w większości kobiety. Zachęcam Was dziewczyny do działania!

Nasuwa mi się taki analogiczny wniosek, że skoro dzisiaj kobiety coraz częściej wybierają na swoje wędrówki górskie szczyty, wysokie szczeble kariery też są dla nich do osiągnięcia. Jak myślisz?

Oczywiście, że są! Dla każdej z nas. Niestety kobiety wciąż są dyskryminowane, w górach także, ale to nie oznacza, że mamy przestać próbować! Żyję w rejonie, w którym jest ogromny patriarchat. Nie godzę się na to, ale przyznam, że życie wbrew zasadom, przyzwyczajeniom, pewnym zwyczajom akceptowalnym społecznie wcale nie jest łatwe. To nieustająca walka. Nie sądzę jednak, żeby to był powód rezygnowania z samej siebie i z własnego podejścia do życia, swoich ambicji! Musimy się wspierać drogie dziewczyny.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Eweliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Powrót taty? Polskie ojcostwo: pełny etat czy praca dorywcza?

Czy pojawienie się dziecka w równym stopniu zaważa na życiu obojga rodziców? Czy bycie tatą to praca dorywcza czy na pełen etat? Jak współczesne ojcostwo wpływa na życie zawodowe mężczyźni i jak to jest zostać tatą w dzisiejszych czasach? Prezentujemy wyniki raportu Nationale-Nederlanden - pracodawcy, który od kilku lat współpracuje z naszą Fundacją i wspiera pracujących rodziców!
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 12/06/2019
ojciec z przytulonym dzieckiem na rękach

Jakie jest współczesne polskie ojcostwo?

Według raportu przygotowanego przez firmą Nationale-Nederlanden – ponad 60 proc. ojców deklaruje, że spędza z dzieckiem średnio 3-8 godzin dziennie.

Nieco krytyczniej, niż mężczyźni, oceniają to zaangażowanie w opiekę nad potomstwem kobiety. Natomiast ponad 80 proc. ojców chciałoby poświęcać swoim dzieciom więcej czasu.

Co jest najtrudniejsze w byciu ojcem

Co jest najtrudniejsze w byciu tatą?

Wielu mężczyzn deklaruje, że ojcostwo to jedno z większych w ich życiu wyzwań. A prawie 1/3 panów uważa, że najtrudniejsza w byciu tatą jest umiejętność wspierania dziecka na każdym etapie jego rozwoju oraz bycia dla niego autorytetem.

O bycie autorytetem i wsparciem dla swojego dziecka, częściej martwią się też panowie przebywający w związkach partnerskich niż w małżeństwach.

Z raportu Nationale-Nederlanden wynika również, że co czwarty mężczyzna chce przygotować się do roli ojca i robi to m.in. poprzez:

  • wymianę doświadczeń z innymi ojcami (25 %),
  • czytanie literatury na temat wychowania dziecka (17 %) – potwierdza to tylko co dziesiąta kobieta,
  • sięganie po wiedzę w internecie (16 %),
  • uczęszczanie do szkoły rodzenia (15 %).

Co dziesiąty tata przyznaje, że brakuje mu pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem. Natomiast co piąta kobieta twierdzi, że jej partner ma takie problemy. Tymczasem 64 proc. mężczyzn uważa, że zawsze umie zaplanować takie aktywności

Narodziny dziecka a kariera zawodowa taty

Wyniki badania pokazują, że mężczyźni, którym urodziło się dziecko mniej czasu poświęcają na swoją karierę. Prawie 40% Polaków twierdzi, że odkąd w ich życiu pojawiło się dziecko, poświęcają mniej czasu na pracę. Natomiast co czwarty świeżo upieczony tata nie widzi różnicy.

39 proc. ojców natomiast przyznaje, że to partnerka zajmuje się większością obowiązków domowych, a zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że partner przejął większą odpowiedzialność w tym zakresie.

Połowa mężczyzn twierdzi również, że dzielą się obowiązkami domowymi po równo. Potwierdza to tylko 29 % kobiet 🙂

Największe nierówności w opiece nad dziećmi występują wśród rolników, a najmniejsze wśród pracowników umysłowych.

Godzenie życia zawodowego z rodzinnym

Wychowanie i wykształcenie dziecka

Aż 89 % mężczyzn twierdzi, że pozwala dziecku na swobodne rozwijanie swoich talentów. Natomiast 73 % panów przyznaje się, że buduje zainteresowania dziecka z myślą o jego przyszłym zawodzie.

Mężczyźni też w zdecydowanej większości chętniej pozwalają dzieciom uczyć się na własnych błędach oraz dają dzieciom poczucie niezależności i swobody. Również w ramach poczucia swoich obowiązków rodzicielskich panowie często angażują się w rozwiązywanie problemów dziecka z rówieśnikami.

Dyscyplina

W ramach korygowania zachowania dzieci, panowie najchętniej stosują upomnienia i rozmowy dyscyplinujące oraz ograniczanie czasu spędzonego przed komputerem lub smartfonem. Takie formy kary najczęściej stosują w sytuacjach gdy dziecko niewłaściwie się zachowa, skłamie lub nadużyje zaufania rodziców.

W jakich sytuacjach stosuje się kary wobec dzieci

Finanse

Panowie aż w 80 % przyznają, że chętnie wspierają swoje dzieci finansowo poprzez dawanie im kieszonkowego. Podobny procent mężczyzn przyznaje również się do fundowania dzieciom wakacji oraz szkoleń. A 77 % respondentów przed 30 – stką przyznaje się do spełniania zachcianek swoich pociech.

Ograniczenie własnych wydatków

Dziecko zmienia wiele płaszczyzn życia obojga rodziców. Okazuje się również, że blisko 3/4 mężczyzn ogranicza wydatki na siebie po pojawieniu się na świecie dziecka. Z taką postawą częściej można się spotkać wśród mieszkańców wsi, niż dużych miast.

Odkąd mam dziecko mniej czasu poświęcam na pracę zawodową

Oszczędzanie na przyszłość

Panowie aż w 56 % deklarują posiadanie oszczędności przeznaczonych na tzw. „lepsze jutro” swoich dzieci. Do takich oszczędzanych pieniędzy najczęściej przyznają się mieszkańcy średnich miast (61 %). 1/4 rodziców wskazała moment narodzin dziecka jako ten, w którym zaczęli myśleć o zabezpieczeniu finansowym dziecka. Natomiast 47 % badanych przyznaje, że nie odkłada żadnych pieniędzy dla swojego dziecka.

Pełny raport dostępny w biurze prasowym Nationale-Nederlander >>>

A jeśli chcesz dowiedzieć się jak Nationale-Nederlanden wspiera pracujących rodziców przejdź do nasze Bazy Pracodawców Przyjaznych Mamie >>> 

Źródło: materiał Nationale-Nederlanden

Zdjęcie i grafiki: raport Nationale-Nederlanden

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail