Czego szukasz

10 pomysłów na obiady sezonowe – przepisy na pyszne i łatwe dania

Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że jak ziemia obradza w swoje przepyszne dary z przyjemnością korzystam z nich zanim znikną i znowu trzeba będzie czekać rok. Jasne, w supermarketach można kupić wszystko przez cały rok, ale takie świeże, sezonowe a najlepiej z własnego ogródka najlepiej smakują. Obecnie mamy sezon na śliwki, jagody, pomidory, ogórki, cukinie, ale też i grzyby. Jeśli nie wiecie do czego je wykorzystać podrzucamy Wam kilka pomysłów na obiady sezonowe, które bez problemu zrobi nawet początkująca pani domu.

  • Agnieszka Wadecka - 26/08/2020
kobieta kroi cukinię na desce, obok leżą papryka, cebula i czosnek

Obiady z warzyw i owoców sezonowych – przepisy na pyszne i proste dania

Łatwe i nieco trudniejsze, szybkie i takie, które trzeba zacząć przygotowywać już wieczór wcześniej. Wszystkie pyszne i sycące. Wypróbuj je koniecznie póki masz dostępne świeżutkie składniki. Nasze przepisy pomogą Ci przegonić nudę z kuchni.

Przeczytaj także: 5 pomysłów na szybkie i zdrowe sałatki

1. Pampuchy z owocami

250 ml letniego mleka
0.5 kg mąki
szczypta soli
pół kostki świeżych drożdży lub opakowanie suszonych
kostka masła
1 całe jajko i 1 żółtko (temp. pokojowa)
łyżeczka cukier do wyrośnięcia drożdży
cynamon
0.5 litra jagód

Drożdże rozpuścić w letnim mleku, dodać łyżeczkę cukru. Wymieszać i poczekać aż wyrosną. Mąkę wsypać do miski, delikatnie posolić, dodać jajko i żółtko i wyrośnięte drożdże. Wyrobić – ciasto ma się kleić do rąk. Zrobić 13 kulek, do każdej włożyć łyżkę jagód lub 5 wiśni (jeśli mamy). Zalepić i odłożyć w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Wyrośnięte gotować po 2 i pół minuty z każdej strony. Podawać posypane cukrem, cynamonem i polane roztopionym masłem.

2. Gazpacho (doskonale na upalne dni)

5-6 dużych o bardzo dojrzałych pomidorów
świeży ogórek
czerwona papryka
czerwona lub biała cebula
1 kromka czerstwego chleba namoczonego w wodzie
2 ząbki czosnku
2-3 łyżek dobrej oliwy
1/2 łyżeczki octu cherry lub winnego
1/3 szklanki wody mineralnej

Pomidory sparzyć, obrać ze skorki i usunąć nasiona. Do blendera wrzucić wszystkie posiekane warzywa, czosnek przeciśnięty przez praskę, namoczony chleb, wlać wodę i oliwę i wsypać przyprawy. Zblendować. Tak przygotowany płyn schłodzić w lodówce przez co najmniej 3 godziny. Podawać w niewielkich szklanych naczyniach z kostkami lodu, przybrane warzywami, pestkami dyni lub słonecznika i świeżą kolendrą.

Sprawdź: Przepisy na obiady, które zrobisz w 15 minut

3. Racuchy ze śliwkami lub jabłkiem (renetą)

250 ml mleka
250 g mąki
ok. pół kostki drożdży
olej roślinny
cukier puder
2 łyżki cukru
2 jajka

Drożdże rozpuścić w małej części letniego mleku z odrobiną cukru. Pozostawić do wyrośnięcia, aż podwoją objętość. W misce rozbić jajka, miksować z cukrem, dodać resztę mleka i mąkę, łyżkę oleju. Następnie dodać wyrośnięte drożdże. Zmiksować i pozostawić do wyrośnięcia. Śliwki pokroić w kosteczkę lub cienkie paseczki, jeśli robimy z jabłkami (reneta) to zetrzeć je na tarce o dużych oczkach. Owoce dodać do ciasta i wymieszać. Smażyć na oleju. Podawać posypane cukrem pudrem.

4. Zupa krem z zielonych warzyw

150 g zielonej cukinii
150 g zielonego groszku
200 g brokuła
2 pory (biała część)
1 ząbek czosnku
1,5 l bulionu
śmietanka 18% (opcjonalnie)
2 łyżki oliwy
sól, pieprz

Do garnka wlać oliwę, rozgrzać delikatnie, zaromatyzować przekrojonym czosnkiem, uważając, żeby się nie przypalił. Czosnek wyjąć, wrzucić posiekanego pora, zeszklić, potem oddać cukinię i brokuła, lekko przesmażyć. Zalać bulionem, dodać zielony groszek, przyprawić solą i pieprzem. Gotować do miękkości, uważając, by zupa nie straciła zielonego koloru. Zblendować. Opcjonalnie można zabielić śmietanką, jogurtem naturalnym, a dla osób lubiących ostrzejsze smaki, polecam dodanie kuminu i ostrej papryki. Najlepiej smakują z groszkiem ptysiowym lub domowymi grzankami.

Co pić do obiadu? Sprawdź przepisy na bezalkoholowe drinki

5. Leczo z kurczakiem i ryżem z przepisu Ewy

3-4 papryki (mogą być różnokolorowe)
3-4 średnie cukinie
0,5 kg pomidorów
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
pierś z kurczaka ( można bez mięsa, a można z kiełbasą i boczkiem – wersja z kurczakiem jest delikatniejsza np. z myślą o dzieciach)
oregano
tymianek
sól
pieprz
masło klarowane
oliwa z oliwek
bułka do podgryzania

Warzywa umyć i pokroić w kostkę. Pomidory obrać ze skórki i też pokroić w kostkę. Pierś z kurczaka również pokroić na małe kawałki i wrzucić na rozgrzaną oliwę i masło. Dusić. Dodać pokrojone w kostkę wszystkie warzywa oprócz pomidorów. Dusić do 10 minut. Dodać 4-5 łyżek ryżu. Dusić, aż ryż zmięknie. na koniec dodać pomidory. Dusić jeszcze chwilkę. Wszystko przyprawić ziołami i solą oraz pieprzem wg. upodobań. Moje dzieci uwielbiają to z białą bułką posmarowaną masłem. Rozpusta. 🙂

6. Zupa krem z czerwonych warzyw

1.5 kg pomidorów świeżych
3 duże czerwone papryki
Papryczka chilli (opcjonalnie)
2 ząbki czosnku
2 czerwone cebule
2 łyżki oliwy
Sól, pieprz, czerwona papryka

Papryki zgrillować na patelni grillowej lub w piekarniku. Obrać ze skorki i usunąć nasiona. Pomidory sparzyć i obrać. Na lekko rozgrzaną patelnię wlać oliwę i wrzucić przekrojony czosnek, może być w łupince. Chwilę aromatyzować oliwę, wyjąć czosnek, wrzucić posiekane cebule, pokrojone pomidory i zgrillowane papryki. Lekko poddusić. Na koniec dodać posiekane i pozbawione nasion papryczki chilli (opcjonalnie). Wrzucić do garnka, zalać bulionem, gotować na małym ogniu do miękkości. Przyprawić solą, pieprzem, czerwoną papryka. Polecam również dodanie papryki wędzonej w proszku. Gdy płyn się zredukuje, zblendować zupę. Podawać ze świeżą kolendrą i grzankami.

Przeczytaj: Bajkowe koktajle dla dzieci

7. Knedle ze śliwkami (wersja najprostsza i najszybsza bez ziemniaków)

0,5 kg mąki
letnie mleko pomieszane z wodą pół na pół
śliwki

Wyrobić z tego ciasto. Po wyrobieniu wałkować i wykrawać krążki. Na krążkach położyć śliwki, zawinąć i zrobić kulki/knedle. Gotować w osolonej wodzie. Podawać polane śmietaną rozmieszaną z cukrem.

8. Zupa borowikowa

350-400 g borowików
5 ziaren ziela angielskiego
2 liście laurowe
sól, pieprz
1 cebula
pół szklanki słodkiej śmietany 18%
1 łyżka mąki pszennej
1 pęczek natki pietruszki

Dzień wcześniej grzyby pokroić w plastry i zalać zimną wodą. Dodać przekrojoną na pół cebulę, liście laurowe i ziele angielskie. Zagotować i odstawić. Wyjąć przyprawy i cebulę. Doprowadzić zupę do wrzenia i zagęścić zmieszaną mąką ze śmietaną. Doprawić do smaku solą i pieprzem oraz posypać posiekaną natką pietruszki.

Zobacz też: Czy warto mieć ogródek działkowy

9. Pierś kurczaka faszerowana kurkami

4 piersi kurczaka
20 dag kurek
10 dag sera żółtego pokrojonego w kostkę
8 suszonych pomidorów pokrojonych w kostkę
pół cebuli pokrojonej w kostkę
1 łyżeczka tymianku
sól, pieprz
2 cytryny
oliwa

Kurki obsmażyć z cebulą i pomidorami. Ostudzić, wymieszać z serem i tymiankiem, przyprawić do smaku. Piersi kurczaka nakłuć cienkim nożem, trzonkiem od łyżki powiększyć kieszeń. Do otworów nałożyć farsz i usmażyć powoli na oliwie. Podawać z połówką cytryny.

10. Filety z łososia z sosem ze świeżych malin

30 dag filetów z łososia bez skóry
sól morska
pieprz
2–3 łyżki roztopionego masła
10 dag malin
dymka bez szczypioru
łyżka cukru
łyżeczka musztardy dijon
2 łyżki oliwy
2 łyżeczki czerwonego octu winnego np. o smaku malinowym

Filety posypać solą oraz świeżo mielonym czarnym pieprzem. Do niewielkiego naczynia żaroodpornego wlać masło i ułożyć łososia. Piec 15 min w temp. 200°C. 3/4 malin zmiksować, przetrzeć przez sito do garnka. Dodać sparzoną gorącą wodą posiekaną cebulkę, cukier, musztardę, oliwę i ocet winny. Wszystko zmiksować na gładki sos. Gotować na małym ogniu przez 5 min bez przykrycia, aż sos zgęstnieje, doprawić solą oraz pieprzem. Pozostałe maliny użyć do dekoracji.

Smacznego!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

To 100 procent więcej niż się spodziewałam – mówi Karolina, zwyciężczyni konkursu Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Wygrała nasz konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy i staż w redakcji The Mother Mag. Jest mamą dwóch synów, żoną i autorką bloga matkanaskrajuzałamanianerwowego.blogspot.com. Poznajcie Karolinę Foch-Szpak!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 03/09/2020
Karolina Foch-Szpak

Pracę nadesłaną przez Karolinę na konkurs, możecie przeczytać w najnowszym #7 numerze magazynu The Mother Mag. Zapraszamy!

Karolina, jesteś laureatką I nagrody w naszym konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy. Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału?

Głównie ciekawość. Decyzja była spontaniczna, pomyślałam „wyślę, zobaczymy, co się wydarzy”. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy to moje pisanie spodoba się komuś „z zewnątrz”.

Od jak dawna prowadzisz blog i dlaczego zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Bloga piszę od roku, jest to forma pamiętnika. Zaczęłam dwa miesiące przed pierwszymi urodzinami swojego młodszego syna. Bycie mamą dwójki dzieci jest oczywiście cudowne i wspaniałe i w ogóle naj, jednak trochę dało mi w kość, szczególnie że moim głównym zajęciem stało się, jak to mówią, „siedzenie w domu z dziećmi”, zajmowanie się nimi i domem. Nie da się ukryć, że poczułam się trochę zmęczona, postanowiłam więc spróbować przelać swoje przemyślenia i lekkie frustracje na ekran komputera. Taka forma autoterapii. Pamiętnik jest pisany lekko, z dużą dawką autoironii i sarkazmu, dzięki temu lżej patrzy mi się na rzeczywistość.

Wygrałaś staż w redakcji The Mother Mag. Czy cieszysz się z tej nagrody? Jak planujesz spożytkować wiedzę zdobytą podczas stażu?

Jestem przeszczęśliwa i bardzo podekscytowana! Nie spodziewałam się również tak wspaniałego przyjęcia przez dziewczyny z The Mother Mag. Otrzymałam od nich bardzo dużo wsparcia, wiele ciepłych słów dotyczących mojego pisania, a także dużo swobody w działaniu. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pochwalić się efektami. Bardzo zależy mi, żeby wycisnąć z tej współpracy jak najwięcej, kto wie, może pozwoli mi to na kontynuację pisania już na bardziej profesjonalnym poziomie. Tego bym chciała. A tak naprawdę, przyjmę z wdzięcznością to, co redakcja ma mi do zaproponowania. To 100 procent więcej niż się spodziewałam.

Przeczytaj także: Zapiski z czasu zarazy – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Czego chciałabyś się nauczyć?

Na stażu? Jak najwięcej! Również od strony technicznej, jak powstają pomysły, jak wygląda burza mózgów, skąd dziewczyny czerpią inspiracje. Jestem w trakcie poszukiwania pracy, może kolejna pozycja w CV o odbyciu stażu w The Mother Mag pozwoli mi na zmianę w życiu zawodowym?

Czy wiążesz jakieś większe plany z pisaniem, prowadzeniem bloga? Chcesz to rozwijać?

Tak, bardzo. Głównie dlatego, że sprawia mi to ogromną radość, i jak już wspominałam, pisanie dobrze na mnie wpływa, pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem. Lubię pisać, jeśli znajdą się odbiorcy mojej „twórczości”, tym lepiej.

Wierzę, że się znajdą. Karolina jesteś mamą – w jakim wieku są Twoje dzieci? I co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Tak, jestem mamą dwóch wspaniałych. 🙂 Olek w maju skończył 8 lat, Teodor za niespełna miesiąc skończy 2. Największe wyzwanie? Ojej… udźwignięcie odpowiedzialności za dzieci, to, że jest się mamą 24 godziny na dobę i nie można wziąć urlopu, to, że pewnie dopiero za kilka lat okaże się, czy moje decyzje związane z wychowaniem dzieci były słuszne.

Natomiast od dwóch lat, czyli odkąd jestem mamą dwóch synów, największym wyzwaniem jest chyba pogodzenie się z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcam obu tyle czasu, ile powinnam.

W ogóle pierwszy rok po pojawieniu się na świecie Teosia pamiętam jako wieczne karmienie piersią! Mieliśmy ze starszakiem swoje rytuały, poranne jedzenie śniadania, wieczorne czytanie książki na dobranoc. Szybko okazało się, że trzeba zmienić zwyczaje, bo jest młodszy brat. Kiedy Olek miał pasowanie na pierwszoklasistę, ja trafiłam nagle z Teosiem do szpitala. Byłam na pasowaniu na chwilę, bo do młodego pojechała moja mama, ale miałam wyrzuty sumienia, że on jest tam sam w szpitalu – beze mnie, a ja jestem na uroczystości…

Wróciłam przed zakończeniem pasowania, ale to też skończyło się wyrzutami sumienia, bo nie zostałam do końca, bo nie widziałam całego występu… Szaleństwo! Z drugiej strony, wiedziałam, że starszak miał najlepszą opiekę i towarzystwo, bo przecież był z tatą. Mąż też przyjeżdżał do szpitala, żebym mogła pojechać do domu, wziąć prysznic, wypić kawę. Ale nawet wtedy, nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam być na miejscu.

Z fragmentu bloga, który do nas wysłałaś dowiadujemy się, że pracowałaś jako nauczycielka i że właśnie ta rola w wersji domowej była dla Ciebie w czasie izolacji najbardziej wymagająca. Czy to jest tak, że swoje dzieci uczy się najtrudniej? Tak jak swoich bliskich najgorzej się leczy, jak mówią lekarze?

Tak! Tak! Tak! Było bardzo, bardzo ciężko pogodzić te dwie role: mamy i nauczycielki swojego dziecka. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że moim głównym problemem było to, że chciałam za bardzo i za mocno mi zależało. Podeszłam do zadania jak nauczyciel, mamy zrobić to i to, w dodatku bardzo ambicjonalnie.

Nie chciałam, żeby Olek miał zaległości z mojej winy, bo w końcu to ja byłam odpowiedzialna za odbieranie wiadomości od nauczycielki i wykonywanie tych prac. Byłam przekonana, że dzieci jednak wrócą do szkół przed końcem roku i jedyne, o czym myślałam to to, że jak nie zrobi lekcji, to zapomni jak czytać, jak liczyć i jak on sobie potem poradzi w szkole?!

Za każdym razem, kiedy siadaliśmy do lekcji, okazywało się, że syna właśnie coś boli, źle się czuje, swędzi go paluszek u stopy, musi iść do łazienki, coś mu przeszkadza. Jak przypominam sobie o tym teraz, wydaje się mi to nawet całkiem zabawne. Dodatkowo, po mieszkaniu biegał niespełna dwulatek, który dosłownie trząsł się na sam widok komputera, książek brata oraz jego przyborów szkolnych.

Próbowałam planować naukę tak, żeby młody wtedy spał, ale on jak na złość, zwykle spać nie chciał albo budził się co 10 minut. Z jednej strony chciałam poświęcić czas starszemu synowi, z drugiej musiałam jeszcze zabawiać młodszego, żeby w ogóle można było popracować…

Zawsze z ulgą zerkałam na grafik męża, kiedy był w domu, sytuacja nie wyglądała aż tak dramatycznie. Lekcji codziennie było bardzo dużo, sytuacja na pewno się polepszyła, kiedy uznałam, że dla swojego i dzieci zdrowia psychicznego musimy trochę odpuścić. Poza tym, porozmawiałam sobie w między czasie z koleżankami, które też mają dzieci, okazało się, że nie jestem jedyną, która tak to wszystko przeżywa, poczułam się wtedy nieco lepiej.

Prawdą jest, że zupełnie inaczej uczy się „cudze” dzieci, obcych ludzi. Uczy się ich zwykle poza swoim domem, można się więc skupić na samym procesie edukacyjnym. A! Zapomniałabym! Całe to „zdalne nauczanie” było dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Jakieś dwa miesiące przed zamknięciem szkół wspominałam mężowi, że chyba przerzucimy się na domową edukację, bo nie mogłam przeżyć ilości materiału oraz prac domowych zadawanych przez nauczycielkę. Jak to mówią, uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Po tych kilku miesiącach porzuciłam ten okropny pomysł!

Przeczytaj także: Świrus w koronie – Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Co było jeszcze dla Ciebie dużym wyzwaniem w czasie izolacji?

Na pewno brak możliwości wyjścia z dziećmi. O ile starszy syn dość dobrze odnalazł się w tej sytuacji, znajdował sobie różne zajęcia, o tyle młodszy bardzo tęsknił za wychodzeniem na dwór. Chodziliśmy na krótkie spacery dookoła bloku, ale to było mało i w okresie całkowitego lockdownu, stało się uciążliwe. Dodatkowo, ludzie dookoła, mam przynajmniej takie wrażenie, z niechęcią patrzyli na dzieci. Zostały one przedstawione jako główny roznosiciel wirusa, który w dodatku przechodzi chorobę bezobjawowo.

Raczej nie zazdroszczę niczego nikomu, ale wtedy zazdrościłam domów z ogródkiem, dużych balkonów czy tarasów. Nasz balkon zaczęłam czule nazywać „spacerniakiem”, bo to tam głównie łapaliśmy promienie słońca i oddychaliśmy świeżym, miejskim powietrzem. Przesadziłam nawet kwiatka z chłopcami i posialiśmy jakieś warzywa, o dziwo urosły, chyba pierwszy raz udało się mi nie zabić roślinek!

Izolacja była dla mnie ciężkim doświadczeniem właśnie ze względu na dzieci, na to, że one źle ją znosiły. Starszy syn początkowo cieszył się z zamknięcia szkoły, ale potem po prostu tęsknił za kolegami, wychowawczynią, nawet za „normalnymi” lekcjami.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie. Czytałam, że po kwarantannie wzrosła dramatycznie liczba wniosków rozwodowych. Dla nas, jako rodziny, sam czas spędzany razem nie był w ogóle uciążliwy. No, może czasami, ale chyba nie bardziej niż zwykle.

W swoich postach na blogu nie lukrujesz macierzyństwa, ani relacji z partnerem. Można powiedzieć, że „walisz prawdę” prosto z mostu. Czy spotkałaś się z negatywnymi reakcjami? Że tak nie można, że zbyt ostro?

Hmmm… nie spotkałam się z negatywnymi opiniami, ale nie mam też aż tak wielu czytelników. Pierwszą czytelniczką bloga była moja mama, która doceniła moje poczucie humoru i dużą dawkę ironii oraz sarkazmu. Z drugiej strony, jedna czy dwie osoby uznały, że moje teksty są smutne. Nie chciałabym, żeby tak je odbierano, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przyznam jednak, że kiedy wysyłałam swoją pracę na konkurs, spodziewałam się, że może nie być w ogóle brana pod uwagę właśnie ze względu na zbyt realistyczne podejście do tematu.

Gdzie chciałabyś być za rok?

To chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Ostatnio bardzo ostrożnie podchodzę do planów czy nawet marzeń, ale spróbujmy: chciałabym być bliżej domu z ogródkiem.

To właśnie tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Oto fragment pracy Karoliny:

„Adonisowi zamknęli siłownię. W niedzielę ok 13 tak usiadł załamany i mówi, że teraz to już tylko praca i dom i nie ma już nic z tego życia. Popatrzyłam na niego bez współczucia i mówię, że teraz już wie, jak wygląda moje życie. Nie odezwał się już długo, może uznał, że jest tak
przygnębiające, że nawet nie ma jak skomentować.
Zapomniałam dopisać, że ciśnienie mi skacze, kiedy widzę kolejne „przydatne” linki z tym, jak spędzać czas z dziećmi w czasie kwarantanny narodowej. Mam wrażenie, że albo dzieci z kosmosu, albo rodzice, którzy je piszą i udostępniają, wcale dzieci nie mają! O, takiego! Żeby spędzić z dziećmi czas, i przeżyć trzeba mieć:

  1. dużo alkoholu albo cierpliwości albo jednego i drugiego,
  2. dobry internet,
  3. telewizor,
  4. opcjonalnie podwórko, ogród żeby dzieci wypieprzyć poza dom i odpocząć.

Ja niestety 4 nie posiadam (ani pierwszego też nie), więc wczoraj ze smutkiem stwierdziłam, że nie koronawirus mnie zabije, ale czas z moimi słodkimi pociechami. O!”

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Karoliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Odwaga i wstyd razem, a jednak osobno!

Odwaga i wstyd są naszymi nieodłącznymi towarzyszami. I jeśli myślisz, że nie jesteś odważna to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Odwagę można ćwiczyć, tak jak mięśnie!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 02/09/2020

Odwaga i wstyd. Nierozłączny duet

Jakiś czas temu słuchałam webinaru o odwadze i wstydzie – o tym duecie, z którego chętnie wykluczyłybyśmy ten drugi element, z nadzieją, że wtedy byłoby łatwiej i przyjemniej. Tylko, że tego się zwyczajnie nie da zrobić. Odwaga i wstyd. Odwaga nie może istnieć bez wstydu i lęku, a lęk i wstyd potrzebuje odwagi. Gdybym się nie bała, nie wstydziła, to skąd wiedziałabym, że jestem odważna, jak właśnie przełamując w sobie te dwa uczucia? A gdybym była zawsze odważna, to skąd wiedziałabym, że taka jestem, skoro nie wiem czym jest lęk i wstyd? Czy podążasz za moim tokiem myślenia? Ma to sens?

Wstyd dotyka naszego wewnętrznego dziecka

Słuchając webinaru o odwadze, przypomniałam sobie jak wstyd nie pomagał mi w bardzo trudnym momencie w życiu. Gdybym nie wstydziła się swoich problemów i odważnie opowiedziała innym o nich, poprosiła o pomoc, pewnie krócej trwałaby moja droga do zdrowia. Wtedy też nie wiedziałam jak wiele empatii, życzliwości, chęci niesienia pomocy i zrozumienia jest w innych ludziach. Nie wierzyłam w siebie i nie wierzyłam w nich. Bałam się oceny, niezrozumienia, wyśmiania, wstydziłam się swojej słabości i nie poprosiłam o pomoc. Z długo skrywanym sekretem radziłam sobie sama, najlepiej jak potrafiłam.

Przeczytaj także: Być elastycznym jak trzcina – czyli jak budować w sobie otwartość na zmiany?

Przez wstyd do odwagi

Moja wyboista droga prowadziła przez gabinet psychoterapeuty, ale nie to było najtrudniejsze. Ukrywanie swojego problemu, udawanie, że wszystko jest w porządku, bycie dawną mną, gdy wewnątrz następowała wielka przemiana, kosztowało mnóstwo wysiłku i energii. Czy czułam się silna, gdy powoli, samotnie stawałam na nogi? Tak! Czy dziś czuję satysfakcję, że poradziłam sobie z bagażem, który zafundowało mi życie? Tak! Wiem jednak, że byłoby szybciej i łatwiej gdybym mogła wesprzeć się dobrym słowem przyjaciela, gdybym mogła opowiedzieć o swoim ciężarze i na moment zrzucić go z swoich barków. Jednak wstyd i lęk przed oceną były silniejsze ode mnie.

Po latach, gdy już na dobre wróciłam do zdrowia, gdy zaczęłam czerpać siłę z doświadczenia, które przeszłam, wielu osobom opowiedziałam o swoim doświadczeniu, które pokonywałam po cichu, obok nich, nie prosząc o wsparcie i pomoc ze strachu, z braku odwagi. I co się okazało? Że nikt się nie śmiał, nikt nie zbagatelizował mojego problemu, nikt nie mówił, że jestem śmieszna i coś sobie ubzdurałam. Okazało się też, że wokół mnie jest wiele osób, które borykają się z różnego rodzaju fobiami, a moja otwartość odważyła je do swoich wyznań.

Zapamiętam na zawsze – odwaga jest jak mięsień – można ją ćwiczyć

Dlatego dziś ćwiczę swoją odwagę każdego dnia. Ćwiczę ją jako mama, jako żona, przyjaciółka i jako redaktorka portalu. Jako klientka, jako pacjentka i jako osoba stojąca w kolejce – zwracająca uwagę Panu za mną, że jednak “w tych czasach” stoi zbyt blisko. Ćwiczę też odwagę w byciu sobą. W byciu zmęczoną, nieuczesaną, popełniającą błędy. Wstyd i odwaga są naszymi towarzyszami. I cały ten przekaz o wstydzie i odwadze, bardzo dotarł do mojego wnętrza.

Wydawać by się przecież mogło, że czym innym jest odwaga w poszukiwaniu nowej pracy, w podjęciu decyzji o przebranżowieniu się, a czym innym odwaga w byciu Kasią, Olą, mamą, tatą, żoną, czy przyjaciółką. Nie, to ta sama odwaga, więc Droga Mamo – chciałam Ci powiedzieć, że jesteś odważna, każdego dnia – dbając o siebie, o rodzinę, dzieci. Byłaś odważna podczas tej izolacji i zdalnej pracy i nauki. Ćwiczymy tę odwagę każdego dnia. Pamiętaj o tym, gdy staniesz przed nowym wyzwaniem.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail