Czego szukasz

Po urlopie macierzyńskim zostałam wirtualną asystentką – elastyczna i zdalna praca dla mamy – historia Joanny

Joanna Figiel-Polko wcześniej pracowała jako nauczycielka. Podczas urlopu macierzyńskiego zdecydowała się przebranżowić –
została wirtualną asystentką. Pracuje z misją, elastycznie i tyle, ile chce i może. Czy to idealna praca dla mamy? Tak, pod warunkiem, że… sprawdź sama i przekonaj się, czy to także może być zawód dla Ciebie?

kobieta w okularach

Wirtualna asystentka – zdalna praca dla mamy

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu:

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja

Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj miejsce dla siebie!

Asiu, byłaś nauczycielką języka polskiego, a obecnie pracujesz jako wirtualna asystentka. Dlaczego postanowiłaś się przebranżowić?

Pracowałam w szkole 10 lat i zawód nauczyciela dawał mi wiele satysfakcji. Uwielbiam młodzież i choć pracowałam w specyficznym i wymagającym środowisku, czułam, że się spełniam. W to co robię, angażuję się zawsze na 100% i kiedy urodziłam pierwsze dziecko, powoli docierało do mnie, że nie mogę i nie chcę pracować zawsze w biegu, w pośpiechu i w ciągłym stresie.

To był też czas wielkich zmian w systemie edukacji, z którymi trudno było mi się pogodzić, bo sens pracy nauczyciela zagubił się między biurokracją a procedurami. W czasie drugiej ciąży zdecydowałam o zmianie zawodu. Chciałam zmiany, poczucia sprawczości, niezależności w decyzjach. Obawiałam się tylko, że trudno mi będzie gdzieś indziej realizować wewnętrzne poczucie misji, bo to zawsze mi towarzyszyło w pracy nauczyciela.

Skąd pomysł na przebranżowienie na wirtualną asystentkę?

Wcale nie miałam takiego pomysłu!

Nawet nie miałam pojęcia, że wirtualna asystentka to zawód, a nie chatbot na stronach internetowych.

Chciałam pracować jako programistka i postanowiłam się nauczyć Javy. Wybrałam bootcamp Java Developer w Future Collars.

Mimo że byłam świadoma, że to bardzo intensywny i wymagający kurs, podjęłam się i w każdej wolnej chwili siadałam do nauki. Niestety, przeliczyłam swoje możliwości i choć rodzina wspierała mnie bardzo, nie byłam w stanie nadążyć za grupą.

Pojawiły się problemy zdrowotne w drugiej ciąży i stres, że mi się nie uda. Postanowiłam odłożyć naukę na później, choć z dwójką dzieci nie umiałam sobie tego wyobrazić. Gdyby jednak nie okoliczności zewnętrzne, z pewnością kontynuowałabym naukę programowania.

Z pomocą przyszła Paulina z Future Collars, która opowiedziała mi o wirtualnej asystentce i zaproponowała, żebym spróbowała sił w tym zawodzie. To był strzał w dziesiątkę – potrzebowałam i tego pomysłu, motywacji i nowej możliwości.

Skoro to nie chatbot, to kim jest wirtualna asystentka?

Wirtualna asystentka lub asystent to ogólna nazwa dla osób, które wspierają właścicieli biznesów w codziennych obowiązkach. Te obowiązki mogą być bardzo różne i dotyczyć kwestii administracyjnych, obsługi klienta, marketingu, a nawet pomocy w sprawach prywatnych. Klienci potrzebują wsparcia na kilka godzin tygodniowo, ale nie chcą zatrudniać etatowego pracownika. Wszystko odbywa się zdalnie.

Freelancerzy tak działają od zawsze, nie jestem przekonana, czy to całkiem nowy zawód. Jedno jest pewne – przyspieszona cyfryzacja, przenoszenie biznesów do świata online i trendy na rynku powodują, że na usługi wirtualnej asystentki popyt nieustannie rośnie.

Wirtualna asystentka może specjalizować się w różnych zadaniach – uważam to za atut. Nie muszę znać się na wszystkim, nie muszę lubić wszystkich zadań, nie muszę pracować z kimś, z kim nie potrafię się porozumieć.

Poznaj jeszcze historię Eli Wolińskiej – Wirtualna Asystentka bez tajemnic!

Różne są też sposoby rozliczania za pracę. Ja rozliczam się za godzinę pracy, której czas dokładnie mierzę za pomocą specjalnego programu. Czasem wyceniam pracę na podstawie zadania, które muszę wykonać.

Jak można zostać wirtualną asystentką?

Opowiem, jak to było ze mną, bo sposobów jest wiele i na pewno każda zainteresowana tym zajęciem osoba znajdzie coś dla siebie. W Internecie jest sporo bezpłatnej wiedzy, grupy na Facebooku, blogi i artykuły na ten temat. Znajdujemy też mnóstwo e-booków, które mają różną wartość merytoryczną i ceny. Wiele wirtualnych asystentek chętnie udziela pomocy, inne oferują mentoring, kursy.

Ten ogrom wiedzy i możliwości to przekleństwo. Można na długie tygodnie zakopać się w sieci, pochłaniając wiedzę i odkładając decyzję, że to już czas na poszukiwanie klientów.

Mnie na szczęście to ominęło, bo wpadłam trochę znienacka na kurs, rozejrzałam się i wyszłam bardzo zadowolona, zaopatrzona w uporządkowaną wiedzę, z kontaktami i koleżankami po fachu, na których pomoc mogę liczyć.

Kurs jest intensywny, a kolejne moduły są różnorodne. Pozwala to na zapoznanie się pracą WA w różnych obszarach – od copywritingu, przez social media po budowanie własnej marki i tajniki freelancingu.

Sporo czasu mentorki poświęciły też na zasady współpracy z klientami – to ważne, bo można umieć wiele, ale trzeba jeszcze to pokazać i jakoś zacząć.

Na tej bazie budowałam swoją ofertę, zastanawiałam się, co mogę zaoferować klientom na już, a w czym się rozwinę i za jakiś czas będę mogła włączyć do swoich usług.

Ledwo skończyłam kurs, a już miałam na koncie pierwsze zlecenie.

Wystraszyłam się, że jednak rynek jest przesycony asystentkami, bo nagle zleceń było mniej. To był efekt lockdownu i widma kryzysu. Był też taki moment, że musiałam odmawiać potencjalnym klientom lub nie odpowiadać na ogłoszenia. Moce przerobowe z dziećmi na pokładzie kurczyły się szybko.

Przeczytaj również: Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki, wirtualnej asystentki.

Czy wirtualna asystentka to dobry zawód dla mamy?

Uważam, że dobry jak każdy inny z możliwością pracy zdalnej. Jednak praca z domu przy dzieciach to wyzwanie. Nie mogę sobie pozwolić na pełen etat, ale cenię sobie elastyczność i to, że mogę pracować w dowolnym czasie i miejscu. Mogę zdecydować, ile godzin miesięcznie jestem w stanie pracować i pod tym kątem szukać współpracy.

Łatwo jednak wpaść w pułapkę myślenia, że można pracować dla klienta między kaszką a spacerkiem. Nie można, a na pewno nie efektywnie. Gdybym nadal uczyła w szkole, obecnie zdalnie, miałabym podobne dylematy.

Katar przedszkolaka jest bezwzględny i atakuje bez ostrzeżenia. Ząbkowanie u półroczniaka też nie czeka, aż mama skończy większy projekt. Najgorzej jest, kiedy wydaje Ci się, że dzieci spokojnie się bawią, więc można zadzwonić i szybko coś ustalić. Zawsze, ale to zawsze tłem rozmowy są ryki i piski. Dlatego jeśli coś mogę załatwić wiadomością e-mail lub na komunikatorze, korzystam z tej możliwości.

Bywa też, że jedno dziecko w nocy się budzi i odsypia w dzień, ale to drugie śpi w nocy i cały dzień jest rześkie jak skowronek. Wtedy nie ma mowy o pracy – ani rano, ani w nocy… Najlepiej kiedy dzieci są zaopiekowane przez drugiego rodzica, babcię, nianię lub placówkę – nawet przez 3-4 godzin dziennie. Tak pracuje się najefektywniej.

Podsumowując – tak, wirtualna asysta to świetny zawód dla mamy, która nie planuje pracować 8 godzin dziennie w sztywnych godzinach, potrafi rozdzielić życie rodzinne od zawodowego i pogodzić się z tym, że praca zdalna to nie wakacje z laptopem pod plamą.

Jednak polecam, bo daje wiele satysfakcji, mnóstwo wiedzy i gwarantuje rozwój!

Jako asystentka dbasz o organizację spraw Twoich klientów, a jak wygląda organizacja u Ciebie w domu?

Nie lubię tego wytartego powiedzenia, że “wszystko jest kwestią organizacji”. Najbardziej misterny plan przy małych dzieciach częściej się nie udaje, niż udaje. Wolę już pogodzić się z tym, że plan to pewna możliwość.

Wykorzystuję każdy wolny czas na pracę i rozwój. Bardzo lubię ten “czas tylko dla mnie”, bo uwielbiam swoją pracę. Mam fantastycznych klientów, którzy znają moją sytuację osobistą i nadal chcą ze mną współpracować. Do deadlinów zawsze dodaję 1 dzień, nie biorę zleceń “na wczoraj”, daję znać, że czegoś nie zrobię – to kwestia szacunku do pracy i osób, z którymi współpracuję.

Oprócz dzieci w domu są jeszcze inne obowiązki – tymi dzielę się z mężem, który na równo ze mną gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi. Chyba od dwóch lat nie byłam na dużych zakupach spożywczych i wcale za tym nie tęsknię. Dziadkowie angażują się, jak tylko mogą. Mieszkamy daleko od nich, więc to pomoc okazjonalna, ale jestem za nią bardzo wdzięczna, a jeszcze bardziej za ich gotowość.

Czy masz jakieś rady, lifehacki na godzenie życia rodzinnego i zawodowego?

Mam! Przede wszystkim przestałam zauważać rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Niby nic, ale zamiast się denerwować i zbierać je za każdym, czyli 100 razy dziennie, wolę w tym czasie pobawić się z dziećmi lub poczytać.

Mamy w mieszkaniu miejsce do pracy i choć to kuchnia, komputer nie stoi na stole do wspólnych posiłków i nie służy do rozrywki. Rozdzielam pracę i dom, jak tylko się da. Syn już nawet nie próbuje siadać na krzesło przy biurku, choć kusi, bo jest obrotowe. Mąż też czasem pracuje z domu, więc wtedy dzielimy się sprawiedliwie czasem na pracę i na opiekę nad maluchami, i zawsze wydzielamy czas na wspólne z dziećmi zabawy lub spacer. Inne sprawy mogą poczekać.

Mam świadomość, że nie zrobię więcej w czasie przeznaczonym na pracę. Wolę mieć mniej zleceń i zrobić je zgodnie z umową. Myślę, że za jakiś czas, kiedy będę miała nieco więcej czasu, to zaprocentuje.

Pomaga przedszkole, żłobek, opiekunka, doraźna pomoc innych. Lubię radzić sobie sama, ale teraz wiem, że męczenie się do upadłego nikomu nie służy. Jeśli potrzebuję, proszę o pomoc – męża, rodzinę, koleżankę. Mam przemiłą sąsiadkę, starszą panią, które bardzo lubi moje dzieci, a dzieci ją. Korzystam z jej pomocy w naprawdę awaryjnych sytuacjach, ale świadomość, że mogę zawsze zadzwonić, jest kojąca.

W obowiązkach zawodowych stawiam na komunikację i automatyzację pracy. Jeśli mogę coś uprościć, robię to. Staram się nie robić dwa razy tego samego. A jeśli nie jestem pewna, jakiego efektu oczekują moi klienci – pytam, bo to pozwala oszczędzić czas ich i mój.

Przeczytaj również: Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Co daje Ci Twoja praca?

Wybór – mogę decydować, ile chcę pracować i z kim. Specjalizuję się w copywritingu z dwóch powodów: lubię to i mogę pracować w nocy albo wcześnie rano.

Poczucie niezależności – w czasie kursu Wirtualna Asystentka i Social Media Ninja okazało się, że mam wiele umiejętności, które mogę zaoferować klientom. Nie muszę robić czegoś, czego nie lubię. Chociaż mam doświadczenie w telefonicznej obsłudze klienta, nie lubię załatwiać spraw przez telefon.

Rozwój – chciałabym poszerzać sukcesywnie ofertę. Cieszę się, że mogę budować swoją markę osobistą w swoim tempie. Wiem, że wysiłek się zwróci.

Pierwszy urlop macierzyński wykorzystałam jako czas dla mojej rodziny, drugi – na rozwój. Wiedziałam, że jeśli nie zrobię czegoś przed narodzinami córki, po jej urodzeniu nie ruszę z pewnością. Byłam już trochę zmęczona stagnacją zawodową, brakowało mi kontaktów z ludźmi, zajęcia dla głowy innego niż opieka nad dziećmi.

Zawsze byłam bardzo aktywna zawodowo, działałam dodatkowo poza godzinami pracy i nie znosiłam bezczynności. Moja obecna praca pozwala mi łączyć wszystkie potrzeby – pracy, działania, wspierania innych i jednocześnie nie pozbawia mnie radości macierzyństwa. Jestem z dziećmi, uczestniczę w ich rozwoju, nic mnie nie omija.

Czy wcześniejsze doświadczenie nauczycielskie pomaga w pracy wirtualnej asystentki?

Zdecydowanie warto zacząć zmiany zawodowe od budowania nowego na tym, co już się ma i się wie. Jako nauczycielka spędzałam długie godziny na komunikacji, ciągle coś negocjowałam, sprzedawałam (wiedzę, umiejętności – wśród uczniów mało popularny towar), obsługiwałam klientów (uczniów, rodziców, załatwiałam kwestie urzędowe), a do tego tworzyłam, pisałam, koordynowałam, zarządzałam, organizowałam, weryfikowałam… To dokładnie to, co robię teraz!

Z jedną rzeczą długo się zmagałam – pokora wobec oczekiwań klientów. Nauczyciel, wiadomo, wie lepiej. A nauczyciel polonista nie dość, że wie lepiej, to jeszcze jest przywiązany do swojego stylu, przecinków i rozprawek. Nadal pracuję nad sobą, ale przecinków nie odpuszczam!

Mam też doświadczenie w obsłudze klienta i w organizacji eventów. Bardzo cenię sobie każdą praktykę i to, że mogłam się sprawdzić. Dzięki różnym doświadczeniom wiem, czego chcę i wiem, czego nie chcę.

Czy pamiętasz swojego pierwszego klienta?

Tak, to była cudowna współpraca z Karoliną, która wybrała moją ofertę. Zleciła mi korektę, redakcję i skład e-booka. Pamiętam, że miałam problemy z wyceną zlecenia i na obecne standardy pracowałam niemal za darmo, ale współpraca była sympatyczna, bezproblemowa, dla mnie rozwijająca. Zyskałam wiedzę i pewność, że jestem potrzebna.

A co z misją?

No właśnie! Wirtualna asysta pozwala decydować, z kim chcę pracować. Mam szczęście do klientów, dla których misja też jest ważna. Daje mi to poczucie, że robię coś ważnego dzięki tym, z którymi pracuję. Od pierwszego zlecenia pracuję z biznesami, które kierują się podobnymi wartościami do moich. Dzięki temu wierzę w to, co robię.

Przeczytaj również: Zostań wirtualną asystentką i pracuj z domu – nowy zawód w 8 tygodni!

Tego Ci życzę w takim razie – klientów z misją i spełnienia na polu zawodowym i osobistym. Dziękuję za rozmowę.

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja


Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj swoje miejsce już dzisiaj.

Zdjęcie: archiwum prywatne Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

DIETdrive – zdrowe jedzenie na wyciągnięcie ręki. Dołącz do biznesu, załóż własny oddział!

Znasz to? Dziecko zasnęło w aucie, chciałabyś coś zjeść, ale wyjęcie malca oznacza jego pobudkę, a pozostawienie go w samochodzie nie jest bezpieczne. Jak to rozwiązać? Pozostają niezdrowe fast foody, a te, w okresie starań o powrót do ładnej sylwetki, nie są najlepszym pomysłem. Jak wielokrotnie się przekonaliśmy, potrzeba jest matką wynalazku i doświadczając opisanej sytuacji, Magdalena Depa-Muniak wymyśliła markę DIETdrive. Magda chce rozwijać swój pomysł - może właśnie Ty założysz punkt z fit jedzeniem DIETdrive?

Własny biznes z DIETdrive

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Magdo, opowiedz nam proszę o swoim biznesie. Czym jest DIETdrive?

DIETdrive to fit restauracja z możliwością realizacji usługi w opcji drive-thru, czyli bez konieczności wychodzenia z samochodu. Oferujemy naszym odbiorcom posiłki spełniające ich dietetyczne wymagania. Realizujemy dania z diet redukcyjnych, bezglutenowych, bezlaktozowych, wegetariańskich, wegańskich, o niskim indeksie glikemicznym.

Dietetycy i kucharze pracujący w naszym zespole czuwają nad tym, aby opracowane menu było nie tylko pyszne, ale także przynosiło klientom oczekiwane rezultaty.

Twoja firma zdobyła wiele wyróżnień. Choćby ostatnie – wygrana w Targach Nano Tech w Japonii w styczniu zeszłego roku. To robi wrażenie! Skąd zrodził się pomysł na coś tak nowatorskiego?

Inspirację do otwarcia DIETdrive przyniosło… życie młodej mamy.

W trakcie jednej z podróży z niemowlakiem (ten, dla kogo wyciągnięcie dziecka z samochodu oznacza pobudkę, wie o co chodzi) nasunął mi się pomysł, że przydałoby się coś na kształt drive-thru, ale w wersji zdrowej.

Jestem osobą, która ceni sobie sprawną realizację pomysłów, zatem w ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy wybudowaliśmy od podstaw budynek, w którym powstał pierwszy DIETdrive.

Było mi łatwiej wystartować z takim biznesem, bo jestem dietetykiem. 10 lat temu rozpoczęłam przygodę z własnymi gabinetami dietetycznymi, a następnie cateringiem dietetycznym, które – podobnie jak DIETdrive, prężnie się rozwijają. To właśnie dzięki nim wiedziałam, że pomysł na DIETdrive jest nie tylko świetny wizerunkowo, ale przede wszystkim zaowocuje szybkim zwrotem inwestycji.

Magdalena Depa-Muniak

Opowiedz, jak wygląda Twój dzień pracy. Za co jesteś odpowiedzialna?

Mój zakres działań dotyczy przede wszystkim organizacji pracy zespołu zarówno w wymiarze prowadzenia rekrutacji, wprowadzenia nowej osoby do zakresu obowiązków na nowym stanowisku pracy, jak i bieżącego kontaktu pozwalającego na sprawną organizację pracy kilkunastoosobowej ekipy.

Uwielbiam analizować dane, którymi dysponujemy dzięki systemowi zarządzania gastronomią. Moim zadaniem jest wprowadzenie odpowiednich działań zarówno dla pracy jednostki własnej, jak i przyszłych jednostek franczyzowych w celu systematycznego wzrostu sprzedaży.

Mimo iż na przestrzeni czasu mój zakres obowiązków ewoluował, nie rezygnuję z bezpośredniego kontaktu z klientem. Zawsze pozostawiam sobie określony zapas czasu umożliwiający relację z odbiorcami naszych usług. To właśnie ona pozwala mi na idealne dostosowanie zarówno opracowywanych receptur, jak i pracy zespołu do wymagań klientów.

Zdrowy posiłek bez wychodzenia z samochodu? DIETdrive

DIETdrive cały czas się rozwija. Planujecie otwarcie kolejnych takich miejsc w Polsce, dzięki współpracy franczyzowej. Powiedz, dlaczego warto w to wejść?

DIETdrive to biznes wymagający sporego zaangażowania od strony właściciela/menedżera, jak również zespołu – przy jednoczesnej potężnej satysfakcji z osiąganych rezultatów. Poprzez rezultaty rozumiem zarówno efekty finansowe i tempo zwrotu inwestycji, ale także feedback od osób korzystających z usług DIETdrive.

Wspaniała jest świadomość, że nasze działania nie służą wyłącznie zaspokojeniu głodu smacznym daniem, ale przynoszą rezultaty w postaci poprawy stanu zdrowia, regulowania wyników badań laboratoryjnych, poprawy komfortu życia.

Wyobraźmy sobie, że któraś z naszych Czytelniczek po przeczytaniu tego wywiadu pomyśli: „Podoba mi się to, mogłabym to robić!”. Czy powinna mieć jakieś predyspozycje do tej pracy? Jakieś cechy, specjalne umiejętności?

Rozpocznę od odpowiedzi na najczęściej padające pytanie:

Czy muszę być dietetykiem, aby rozpocząć współpracę z DIETdrive? Nie, nie musisz być dietetykiem.

To właśnie naszą rolą jako franczyzodawcy jest opracowywanie menu, dzielenie się z zespołem franczyzobiorców recepturami oraz prowadzenie regularnych szkoleń, umożliwiających płynne i swobodne działania w branży dietetycznej gastronomii.

Pomimo iż nie musisz mieć dietetycznego wykształcenia, ogromną zaletą jest zaangażowanie w zdrowy styl życia. Szczerze mówiąc, nie wyobrażamy sobie płynnej współpracy z osobą, która codziennie odwiedza fast-foodowe sieci (śmiech).

Istotną kwestią jest stworzenie zespołu, który dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu będzie ekipą otwartą na nowe wyzwania, których w dietetycznej gastronomii z pewnością nie zabraknie.

Naszą rolą jako franczyzodawcy jest wsparcie na każdym etapie działań, służymy zatem pomocą także w trakcie rekrutacji. Doskonale wiemy, na jakie cechy nowo przyjmowanej osoby należy zwrócić szczególną uwagę.

Zdrowe jedzenie bez wychodzenia z domu? Załóż własny punkt DIETdrive!

Myślę, że gdybym chciała wejść do takiego biznesu, miałabym nie tylko zapał, ale też sporo obaw i wątpliwości. Na jakie wsparcie z Waszej strony mogłabym liczyć? Czy otrzymałabym szkolenia na różnych etapach prowadzenia biznesu?

Obawy i wątpliwości są naturalnym bodźcem, który pomaga w realnej ocenie sytuacji. Nasze wsparcie rozpoczyna się już na etapie poszukiwania atrakcyjnej lokalizacji. Co ciekawe, nie dzieje się to wyłącznie po podpisaniu umowy współpracy. Jeszcze przed nią jesteśmy po to, aby w niezobowiązujący sposób doradzić wybór właściwego miejsca – np. ocenić, jak szeroki będzie musiał być wkład finansowy w dany lokal.

To właśnie od tego zależy rozpiętość finansów potrzebnych na uruchomienie jednostki franczyzowej. O innych kwotach mówimy w przypadku adaptacji lokalu, który już był dostosowany na potrzeby usług gastronomicznych i wystarczy zadbać o wystrój lokalu spójny z marką DIETdrive, a o innych w przypadku gruntownego remontu pozwalającego na dostosowanie lokalu, który po raz pierwszy będzie świadczył ten typ usług.

Mamy już za sobą kilka otwarć gastronomii, zatem doskonale znamy wymagania stacji sanitarno-epidemiologicznych. Po podpisaniu umowy na ręce franczyzobiorcy zostaje przekazana księga, która ujmuje wszystkie procedury niezbędne do prowadzenia punktu DIETdrive. Księga obejmuje każdy aspekt funkcjonowania lokalu, począwszy od wyposażenia poszczególnych pomieszczeń, przez dobór właściwych surowców, po aspekty działań marketingowych.

Jak Wy wspieracie partnerów biznesowych w działaniu?

Naszą rolą jest przeprowadzenie szkoleń wstępnych oraz szkoleń bieżących z franczyzobiorcą (lub osobą przez niego delegowaną) oraz zespołem franczyzobiorcy. Jest to bardzo ważny element franczyzowej współpracy.

Warto podkreślić, że szkolenia prowadzone są nie tylko przed uruchomieniem nowego lokalu, ale są cyklicznie powtarzane. Dotyczą zarówno bieżących kwestii rozwoju jednostki, jak i wprowadzania nowości w ofercie DIETdrive. Takie działania wpływają na pogłębienie wiedzy i doświadczenia zespołu.

Niebagatelnym aspektem współpracy jest przekazanie na ręce franczyzobiorcy autorskiego systemu operacyjnego. Nie tylko umożliwia on bieżące działania firmy (wskazując koszt wytworzenia posiłku, analizę oferty dostawców), ale także przedstawia dane niezbędne do opracowania działań marketingowych, tj. obszar, z którego przybywają nasi odbiorcy, rodzaj i godzina wybieranych dań.

To wszystko pozwala nam na idealną rytmikę wspólnych działań skierowanych w odpowiednie miejsce i w odpowiedni sposób, oszczędzając czas i pieniądze, które ponosilibyśmy za nietrafione działania.

Nie ukrywajmy jednak, że wejście w ten biznes nie może nastąpić „ot tak”. Jaką kwotą musiałabym dysponować, żeby wystartować po szyldem DIETDrive? I jakie są opłaty bieżące?

Rozpocznę od bardzo ważnej informacji – na umowy podpisane w drugim kwartale 2021 roku gwarantujemy obniżenie opłaty wstępnej z kwoty 40 000 zł netto do 25 000 zł netto. Poza opłatą wstępną wyróżniamy opłaty bieżące (4% od obrotu) oraz marketingowe (1% od obrotu), ponoszone dopiero po uruchomieniu jednostki własnej.

Najwyższy koszt dotyczy jednak uruchomienia lokalu. Jest on podyktowany stanem lokalu, który będziemy adaptować.

Może wynosić już 20-30 tys. zł w przypadku, gdy mamy do czynienia ze zmianą rodzaju wyposażenia (np. z wcześniejszej pizzerii na lokal dietetycznej gastronomii) oraz aspektów adekwatnych do spójnego wizerunku marki DIETdrive. Ale może wynosić także kilkaset tysięcy złotych, gdy przed nami gruntowny remont czy budowa od podstaw.

Powiedz, co najbardziej kochasz w tej pracy? Co dodaje Ci skrzydeł? I dlaczego to dobry biznes właśnie dla mam?

Myślę, że na satysfakcję z wykonywanej pracy składa się kilka kluczowych aspektów. Pierwszy z nich dotyczy skuteczności i realnego wpływu świadczonych usług na zdrowie osób korzystających z naszych dań.

Pomimo utrudnionego kontaktu z odbiorcami (zamknięcie części stacjonarnej restauracji) udaje nam się utrzymać stałą relację. To możliwe dzięki panelowi klienta online, kontaktowi telefonicznemu czy social mediom.

Nasze dania pomagają w redukcji zbędnej masy ciała, poprawie wyników badań, w związku z czym stanowią najbardziej naturalną formę leczenia problemów dietozależnych tj. cukrzyca, nadciśnienie czy dna moczanowa.

Muszę wspomnieć o satysfakcji związanej z tym, że prowadzony przeze mnie biznes nie tylko uchronił dotychczasowe miejsca pracy, ale także pozwolił na wzrost zatrudnienia pomimo tak trudnego dla gastronomii czasu.

DIETdrive pozwala na realizację biznesu w oparciu o jasno wytyczone kroki. Dzięki wsparciu z naszej strony, czyli ze strony franczyzodawcy – osoba, która rozpoczyna swoją przygodę z gastronomią, będzie miała zapewniony o wiele łatwiejszy start niż w przypadku poznawania tej drogi samodzielnie.

Dzięki prowadzeniu poszczególnych etapów rozpoczęcia i rozwoju własnej firmy w skonkretyzowany sposób franczyzobiorca oszczędza nie tylko czas, ale także pieniądze, których nie poniesie na błędne/niepotrzebne działania.

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś prowadzić własny oddział DIETdrive?

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Zdjęcia: własność Magdalena Depa-Muniak i DIETdrive

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Szukałam zajęć dla córki, znalazłam pomysł na biznes – historia Alicji

Alicja Pakuła ze Szczecina jest mamą dwójki dzieci i na własny biznes zdecydowała się po urodzeniu młodszego dziecka. Chciała mieć więcej czasu dla rodziny i... szukała zajęć edukacyjnych dla córki. Mimo przekonania, że współpraca na zasadzie franczyzy nie jest dla niej, pomysł i warunki jakie dostała w Akademii Bystrzak spowodowały zmianę jej decyzji. Sprawdź, czy własna placówka edukacyjna dla dzieci to może być także Twój biznes!
Alicja Pakuła franczyzobiorca Akademii Bystrzak w Szczecinie

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Alicjo, rok temu założyłaś własny biznes – oddział Akademii Bystrzak w Szczecinie – co było motorem Twoich działań?

Moją największą motywacją było, aby mieć więcej czasu dla rodziny. Dwa lata temu miałam 7-letnią córkę i dowiedziałam się, że po raz drugi zostanę mamą. Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy, kiedy córeczka skończyła rok.

W Szczecinie nie mamy rodziny, nie mogliśmy liczyć na pomoc żadnej babci, cioci, czy kogokolwiek innego, córeczka poszła więc do żłobka. Ja wróciłam na etat.

Bardzo lubiłam i lubię moją pracę. Czułam, że spełniam się zawodowo i naprawdę robię to, do czego jestem stworzona, ale z tyłu głowy miałam poczucie, że nie tak to wszystko powinno wyglądać.

Wielokrotnie wracałam do domu, kiedy córeczka już spała, rano odprowadzałam ją do żłobka, potem do przedszkola i znowu się nie widziałyśmy przez wiele godzin.

Czułam, że nasz wspólny czas trochę przelatuje nam przez palce, że różne chwile nie wrócą. Dlatego, kiedy po raz drugi zaszłam w ciążę, w głowie miałam przeświadczenie, że „muszę” zrobić coś inaczej w sferze zawodowej. Nie za bardzo wiedziałam jeszcze co, ale czułam, że etat mnie mocno ogranicza. I czasowo, i jak się okazuje, finansowo.

Czyli założyłaś własną firmę, żeby mieć więcej czasu dla rodziny. A dlaczego akurat wybrałaś ofertę franczyzy Akademii Bystrzak?

Wiedziałam, że chcę założyć własny biznes, ale nie wiedziałam jaki. Pomysł na otwarcie placówki edukacyjnej pojawił się spontanicznie. Potrzeba matką wynalazków. Tak było w tym przypadku. 🙂

We wrześniu moja 7-letnia wówczas córka rozpoczęła edukację szkolną. Wiązało się to z naturalnymi obawami i lękiem z mojej strony. Chciałam pomóc w pełni wykorzystać jej potencjał. Tym bardziej, że moją córkę (wszyscy twierdzą, że ma to po mamie) można określić jako „żywe srebro”. Jest bardzo zdolna, jednocześnie mocno temperamentna i jak sama mówi „kocha gadać”.

W tak dynamicznej rzeczywistości naturalną decyzją było poszukanie zajęć, najlepiej grupowych, które wspomogłyby rozwój mojego dziecka. Po dość wnikliwych poszukiwaniach nie znalazłam w Szczecinie miejsca, które spełniałoby moje oczekiwania… Tu po raz pierwszy pojawił się pomysł, aby taką placówkę… otworzyć w Szczecinie. 😉 Zaczęło się od tej myśli.

Zaraz potem, wyświetlił mi się na Facebooku post Akademii Twórczego Rozwoju Bystrzak w Częstochowie (ostatnio od kogoś usłyszałam, pół żartem pół serio, że Facebook wie, o czym marzymy). Ja ten moment odebrałam jako znak. Weszłam bowiem na stronę Bystrzaka i … zakochałam się!

Filozofia, podejście, program. Wszystko o czym myślałam zebrane w całość. Byłam przekonana, że to jedyne miejsce prawdopodobnie w całym kraju, gdzie bez obaw zapiszę moje dziecko na zajęcia. 🙂

Bystrzak miał jednak jedną wadę – nie było go w Szczecinie. Na szczęście nie było to przeszkodą nie do przejścia. Okazało się, że jest możliwość, aby w oparciu o program Bystrzaka otworzyć taką placówkę u nas w mieście.

Zaczęło się od tej myśli, którą oczywiście szybko podważyłam, bo pewnie mają warunki nie do przejścia, czy ja się nadaję, czy to praca odpowiednia dla mnie itp.

W sumie chyba z ciekawości napisałam jednego maila z pytaniem o warunki współpracy, jednocześnie będąc przekonaną, że nic z tego nie wyjdzie.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź od Agnieszki Gorzyńskiej. Umówiłyśmy się na rozmowę telefoniczną… Reszta poszła lawinowo. Kolejne rozmowy, ustalenia, szkolenia i moje wyobrażenia idealnej placówki. Po miesiącu od mojego pierwszego maila już robiłam szkolenie w Częstochowie przeznaczone dla przyszłych właścicieli i trenerów.

Ja już chyba po pierwszej rozmowie z Agnieszką wiedziałam, że będę prowadzić w Szczecinie placówkę Bystrzaka. Placówkę, która posiada nie tylko idealny program, ale także ludzi z dużym doświadczeniem w pracy z człowiekiem, pasją, niespożytymi pokładami energii oraz niekończącym się optymizmem. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedziałaś, że wcześniej w ogóle nie brałaś pod uwagę współpracy na zasadzie franczyzy. Dlaczego?

Sprawdzałam kilka bardziej znanych mi sieci franczyzowych. W każdej z nich warunki, jak dla mnie, były nie do przejścia. Albo wymagano bardzo dużego wkładu finansowego (30 000 – 50 000 zł) albo własnego lokalu itp. Nie chciałam wykładać wszystkich oszczędności na coś, do czego nie do końca byłam przekonana albo zapożyczać się na kolejnych kilka lat.

Ale jednak zdecydowałaś się na biznes, który wcześniej wydawał Ci się nierealny. Co Cię przekonało?

Tak jak wspomniałam wcześniej, warunki, które ja jako franczyzobiorca musiałam spełnić, w Bystrzaku były dla mnie do przejścia. Bystrzak to tzw. franczyza miękka.

Tak naprawdę decyzja, czy będę prowadziła zajęcia we własnym czy wynajmowanym lokalu, czy w podnajmowanych w szkołach salach, należała do mnie. To ja decydowałam, ile pieniędzy chcę włożyć w ten biznes. Najbardziej odpowiadało mi to, że od początku nikt mi niczego nie narzucał.

Na początku miałam pomysł, żeby zainwestować jak najmniej, zajęcia chciałam prowadzić w salach szkolnych czy przedszkolnych. Z czasem jednak stwierdziłam, że jeżeli już w coś wchodzę, to zrobię to na maksa. Dałam sama sobie taki umowny rok, aby stwierdzić, czy prowadzenie takiego biznesu jest dla mnie. Czy to czuję, czy to lubię, czy mi się to opłaca, czy dzieciom się to podoba, no i przede wszystkim czy mam czas dla rodziny. 🙂

Przeczytaj także: Mój przepis na sukces – świetny produkt i wsparcie najbliższych – historia Beni

Podpisałaś umowę, zaczęłaś się szkolić i… złapałaś doła, że to była błędna decyzja. Co się stało?

Rzeczywiście był taki moment, że mocno dewaluowałam swoją decyzję. Z wykształcenia jestem pedagogiem i psychoterapeutą systemowym i motywującym. Nieprzerwanie od 15 lat pracowałam jako psychoterapeuta, od lat się szkolę i rozwijam.

Miesiąc po podjęciu decyzji już byłam na szkoleniu dla przyszłych właścicieli i trenerów. No i tu się zaczęło dziać w mojej głowie. 😉 Że tyle lat się uczyłam, tyle czasu, energii i pieniędzy w włożyłam w swój rozwój, a teraz (dosłownie miałam taką myśl w głowie) „stanę się panią od festynów” i że to mało ambitne zajęcie.

Oczywiście szybko tą myśl wyłapałam i przepracowałam, aby nie blokować się w dalszych działaniach. Bo przecież to kompletna bzdura! A moje wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe jest ogromnym zasobem w prowadzeniu własnego biznesu.

Wielu osobom, nawet bliskim (w tym własnej mamie) nawet nie mówiłam, że zdecydowałam się na taki (szalony?) krok. Powiedziałam dopiero po podpisanej umowie, po odbytym szkoleniu i w momencie kiedy już zaczęłam promować Bystrzaka w Szczecinie. 🙂

Od wielu osób usłyszałam wtedy: „A czy Ty się nie boisz?”, „Czy sobie poradzisz?” itp. Chyba podświadomie nie chciałam tego słyszeć wcześniej, bo być może bym się wycofała. 😉

Myślę, że to też pokazuje jak często działamy w życiu. Jak nie wierzymy w swój potencjał, jak bardzo umniejszamy swoją wartość, aby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu. Może często to wygodne w życiu, ale przez to trudno nam pójść dalej… A przecież tego chcemy dla naszych dzieci, aby uwierzyły w siebie i w swój potencjał i żeby uczyły się podejmowania wyzwań.

franczyza akademii bystrzak biznes

No i jeszcze ta pandemia – podpisałaś umowę, a miesiąc później zaczął się lockdown – to nie był łatwy start, prawda?

Rzeczywiście start mieliśmy bardzo trudny. Wcześniej miałam w głowie piękny plan naszej promocji. Dla mnie najważniejszy jest kontakt z człowiekiem, rozmowa, relacja. W tamtym czasie – marcu, kwietniu 2020 byliśmy tego całkowicie pozbawieni.

I znowu na początku ogromny dół i zniechęcenie. Jak mam przekonać kogoś, że nasza placówka, podejście do dzieci, program są super, jeżeli nawet nie mamy możliwości rozmowy? Ale po mojej początkowej reakcji zaczęłam to przekuwać na plusy. O ile możemy mówić o jakichkolwiek plusach.

Zyskałam trochę więcej czasu na poznanie programu, trochę więcej czasu na poszukiwanie najlepszych pracowników. 🙂

Całą promocję, którą wymyśliłam wcześniej, przenieśliśmy do internetu. Zaczęłam bardzo stawiać m.in. na promocję w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku. Zależało mi na tym, aby rodzice i dzieci poznali mnie jako osobę, jako Alicję Pakułę, mamę, żonę, a nie tylko panią psychoterapeutkę i pedagożkę.

Pamiętam, że naszą promocję zaczęłam od napisania na Facebooku bardzo szczerego posta nt. historii powstania Bystrzaka w Szczecinie. Czyli w sumie wszystko to, o czym opowiadam tutaj w tym wywiadzie. I mam takie poczucie, że to był punkt kulminacyjny.

Post miał bardzo szeroki zasięg w internecie. Zyskaliśmy bardzo dużo polubień, zaczęło odzywać się do mnie bardzo wielu rodziców, np. z zapytaniami czy organizujemy półkolonie. No i tak wychodząc naprzeciw aktualnym potrzebom, zorganizowaliśmy półkolonie w sierpniu. To były nasze pierwsze zajęcia. 🙂

Dzięki temu, że zdecydowałaś się na wynajęcie lokalu (zamiast organizowania zajęć w szkołach) mogliście prowadzić zajęcia praktycznie przez cały rok. Jak wyglądają Wasze zajęcia w czasie pandemii?

W sierpniu odbyły się nasze warsztaty wakacyjne, od września ruszyliśmy z rekrutacją na kursy rozwoju intelektu, od października do dziś stale odbywają się zajęcia. Pracujemy w małych grupkach, oczywiście w ścisłym reżimie sanitarnym.

Nie przechodzimy jednak na opcję zdalną. Uważam, że dzieci mają tych opcji zdalnych w tym roku zdecydowanie za dużo. A my, poza pracą nad rozwojem intelektualnym dziecka, bardzo dużą wagę przykładamy do rozwoju w sferze emocjonalnej. Czasem dzieci muszą się ze sobą nawet pokłócić, aby potem się pogodzić, porozumieć, dogadać. W ten sposób kształtują m.in. swoje kompetencje społeczne.

Dobrze, jeżeli dzieje się to pod okiem wykształconego trenera. Takie sytuacje później możemy omówić, wesprzeć dzieci. Tego nie jest nam w stanie zapewnić nauczanie zdalne. Tutaj nie ma relacji.

Przeczytaj także: Jak reklamować własną firmę? Z Bystrzakiem możesz liczyć na duże wsparcie!

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? I jak dzielicie się z mężem obowiązkami zawodowymi – bo biznes zdecydowaliście się prowadzić razem.

To prawda, już w tym momencie mogę stwierdzić, że jest to biznes rodzinny. Mąż od wielu lat zajmuje się szeroko pojętą sferą IT, prowadził profile na portalach społecznościowych różnych placówek. W wielu tematach mi podpowiadał, np. w jaki sposób pozycjonować stronę w wyszukiwarce, na czym się skupić itp. Wcześniej nawet bym nie pomyślała, że jest to takie istotne. 🙂

Poza tym wiele lat pracował z dziećmi i młodzieżą w ośrodkach kulturowych i resocjalizacyjnych prowadząc warsztaty artystyczne, zna więc temat pracy z człowiekiem od podszewki. I oczywiście w trakcie, jak zwykle przypadkowo, okazało się, że świetnie się uzupełniamy w wielu tematach i będzie idealnie, jeżeli Bystrzaka poprowadzimy wspólnie.

Choć oczywiście nie zawsze jest tak idealnie. Parę już kłótni w domu dotyczyło właśnie naszych różnych wizji Bystrzaka. Na szczęście, jak do tej pory, udawało nam się znajdować złoty środek. 🙂 Myślę, że taka wspólna praca w pewnym sensie nas wzmacnia, bo to nie jest łatwe. 🙂

A mój typowy dzień pracy? Zależy. Odpowiadam za kontakt z rodzicami, czasem bywa tak, że większość czasu w ciągu dnia rozmawiam przez telefonem z rodzicami, sporo czasu spędzam też przy komputerze. Jest to często taka praca typowo biurowa.

Praca sprawia mi ogromną satysfakcję, bo z jednej strony mam kontakt z ludźmi, z drugiej, mam możliwość być z dziećmi w domu.


Oczywiście biorę też udział w wielu zajęciach w Bystrzaku, bardziej jako „gość”. Zajęcia są prowadzone przez przeszkolonych i certyfikowanych trenerów. Ja w tym czasie zazwyczaj jestem w placówce, można powiedzieć jako ktoś, kto zaraża dobrą energią.

Dużo rozmawiam z pracownikami, wspieram ich, motywuję, podpowiadam różne rozwiązania w momencie pojawienia się trudności. Poza tym robię zakupy do naszej placówki i sprzątam. 😉

Wszystko to idealnie mi odpowiada, ponieważ sama decyduję, kiedy to zrobię.

Dzięki temu, że w tygodniu mam trochę więcej czasu, mogę wspiąć się na wyżyny mojej kreatywności i obmyślam wtedy np. scenariusze zajęć dodatkowych, warsztatów artystycznych itp.

A osobiście zajęcia prowadzę głównie w weekendy, kiedy odbywają się zajęcia dodatkowe bądź warsztaty urodzinowe. W tygodniu mimo mnóstwa rzeczy, które mam poczucie, że ogarniam, to w większości jestem z rodziną.

Alicja Pakuła właścicielka Akademii Bystrzak w Szczecinie

Wspomniałaś, że biznes z Akademią Bystrzak zaczął się od szukania zajęć dla córki. Czy Lena uczestniczy w zajęciach? Które najbardziej się jej podobają?

Dziękuję za to pytanie. Aż dziwne, że nie wspomniałam o tym wcześniej. 😉 Tak, moja córka uczestniczy w zajęciach. Chodzi na zajęcia wraz z dziećmi ze swojej klasy, ale też bierze udział w innych. I mimo tego, że równolegle mamy kilka grup z tej samej grupy wiekowej i program teoretycznie jest ten sam, to prosi, żeby pójść na kolejne zajęcia, bo dowie się jeszcze czegoś nowego, spotka z dziećmi, w każdej grupie ma już wielu przyjaciół. 🙂

Oczywiście swoje 8 urodziny też miała w Bystrzaku. I mimo tego, że na początku miała ogromne wątpliwości, czy chce, abyśmy je zorganizowali w Bystrzaku (chciała urodziny na ściance wspinaczkowej, która była nieczynna), to po imprezie stwierdziła, że to jej najlepsze urodziny i za rok też chce je w taki sposób obchodzić!

To był dla mnie największy komplement! Bo dzieci, szczególnie własne, to najwięksi i najbardziej szczerzy krytycy. 😉

Przeczytaj także: Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Mama 4 dzieci wybrała własny biznes.

Alicjo, powoli już kończąc naszą ciekawą rozmowę – powiedz jaki jest Twój przepis na sukces? Czym kierujesz się w biznesie?

Przede wszystkim, mimo tego, że kilka razy użyłam tu słowa „biznes” i Ty w tym pytaniu też pytasz o biznes i o sukces, to ja tak tego nie czuję.

Zależało mi, aby stworzyć miejsce, które pełne będzie pozytywnej energii, gdzie każdy będzie czuł się dobrze


– dzieci, które będą się twórczo rozwijały, ale i rodzice, którzy je będą przyprowadzać i odbierać z zajęć.

Zanim jeszcze weszły kolejne obostrzenia zapraszałam rodziców na kawę. Kupiłam nawet ekspres – to jeden z pierwszych moich zakupów, stwierdziłam, że to jeden z priorytetów.

Oczyma wyobraźni widziałam dzieci, które biorą udział w zajęciach i rodziców, którzy po przyprowadzeniu swoich dzieci mogą usiąść w poczekalni na kanapie, napić się kawy, pogadać i odpocząć. To było dla mnie bardzo ważne.

Tu akurat rzeczywistość trochę zweryfikowała ten aspekt, obecnie rodzice w ogóle nie wchodzą do placówki, w związku z aktualnymi obostrzeniami. Ale i tak kiedy tylko jest taka możliwość, to staram się z każdym porozmawiać, choćby „w drzwiach”, przez moment i przy odpowiednim dystansie.

Wracając do tego czym się kieruję. Chyba po prostu swoją autentycznością. Byciem sobą i byciem z drugim człowiekiem. Dla nas Bystrzak to trochę, jakkolwiek by to nie brzmiało, to drugi dom. I wiem, że dzięki naszej energii, którą napełniamy to miejsce, wiele osób też tak to czuje. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Co powiedziałabyś mamom czytającym ten wywiad, które zastanawiają się nad tym w którym kierunku pójść?

Jeżeli czegoś bardzo chcesz, to za bardzo, tak przesadnie tego nie analizuj. Prawda jest taka, że gdybym ponad rok temu wiedziała, jakie trudności mnie spotkają, ile stresu, to zapewne bym w to nie weszła. Myśląc, że sobie z tym nie poradzę.

Bo przecież nie jestem przedsiębiorcą, nie mam takich umiejętności. Bo teraz to wszystko pięknie brzmi, ale wiele rozwiązanych problemów już za nami, a my z każdym kolejnym stajemy się silniejsi i bardziej świadomi. Wszystkiego można się nauczyć i poradzić sobie w każdej naprawdę trudnej sytuacji, która się dzieje na żywo.

Ważne, aby słuchać siebie i swojej intuicji. Dążyć do tego, co podpowiada nam serce. Nie słuchać innych, często życzliwych sugestii, jednak odbierających moc i chęć do działania: „jak sobie poradzisz”, „na etacie jest bezpieczniej” itp.

Ja zrobiłam to wszystko z jednego powodu: żeby za 20 lub 30 lat nie żałować, że nie spróbowałam. Oczywiście ryzyko jest zawsze. Ale jeżeli nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała, czy warto było. A nawet jeżeli by nie wyszło, to przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś i że coś nie jest dla Ciebie.

Może teraz ten wywiad „przypadkowo” wyświetli się komuś, kto szuka swojej drogi w życiu. 🙂 Tego Wam życzę!

A czego mogę życzyć Ci na przyszłość?

Trudne pytanie. 🙂 Chyba takiej 100 procentowej pewności, że to moja droga. Bo z jednej strony czuję to wszystko, a z drugiej jest to zupełnie nowe, co za tym idzie kruche, niepewne. A ja mimo tego, że mam świadomość wielu rzeczy, wielu swoich schematów, w których funkcjonuję, to miewam też wątpliwości. Więc takiej pewności, że to dobra decyzja i pewności siebie.

No i jak najszybszego końca pandemii, bo chciałabym już z wieloma osobami napić się tej kawy. 😉

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś poprowadzić własny oddział Akademii Bystrzak w swoim mieście?

Zapoznaj się ze wsparciem jakie oferuje franczyzodawca i dołącz już dzisiaj!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, a także Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Zdjęcia: prywatne archiwum Alicji Pakuły

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×