Czego szukasz

Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Ela Wolińska od 7 lat pracuje jako wirtualna asystentka, wspierając przedsiębiorców w ich pracy. Czym zajmuje się na co dzień i jak łączy swój zawód z wychowywaniem 2 dzieci? Jeśli Ty też chciałabyś elastycznie, z domu, to sprawdź, jak kurs on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja pomoże Ci to osiągnąć!

  • Joanna Gotfryd - 18/01/2019
Ela Wolińska, wirtualna asystentka

Chciałabyś pracować zdalnie, żeby mieć więcej czasu dla rodziny?

Poznaj szczegóły kursu on-line! Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja 

Kupując kurs z kodem rabatowym „mamopracuj” dostaniesz 5% zniżki i wesprzesz także działania Fundacji Mamo Pracuj.

Elu, od 7 lat pracujesz zdalnie, jako wirtualna asystentka. Co Ty konkretnie robisz, czym się zajmujesz?

Wspieram przedsiębiorców w ich codziennej pracy.

Zwięźle i na temat 😉 W czym dokładnie pomagasz firmom? Jakie są Twoje obowiązki na co dzień?

W moim konkretnym przypadku zajmuję się stronami internetowymi: od administrowania, redakcji tekstów, ustawiania SEO, po tworzenie tych stron (pełny content, grafiki, treści itp.).

Przeczytaj także: Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki, wirtualnej asystentki

Obsługuję również profile w social mediach, prowadzę grupy na Facebooku w imieniu klientów. Piszę teksty, robię transkrypcje, tworzę analizy w Excelu, prezentacje, materiały reklamowe, wysyłam oferty i wiele innych. Pomagam tworzyć blogi, vlogi i podcasty, kursy internetowe, artykuły branżowe – są dziesiątki różnych zadań.

Pracujesz dla kilku klientów jednocześnie – czy to są podobne zakresy czynności, czy każdy klient ma inne zlecenia i wymagania?

Początkowo zlecenia były bardzo różne. Zresztą to jest dość charakterystyczne dla tej profesji, że trzeba wypracować swoją specjalizację lub znaleźć niszę.

Kiedy zaczynałam pracę jako VA, nie wiedziałam, że właśnie tak nazywa się mój zawód! Szukałam więc pracy na etacie, byłam nawet dość długo asystentką osobistą trenera biznesu. Dla niego organizowałam głównie szkolenia i konferencje. Jednocześnie szukałam zleceń zdalnych. Było to przeważnie pisanie tekstów, tworzenie prezentacji, pisanie CV, ofert i podań, research w sieci na zadany temat. Potem doszło administrowanie stroną internetową dużej instytucji.

Obecnie, zadania nadal są zróżnicowane, ale gro moich klientów nawiązuje ze mną współpracę przy administrowaniu stron opartych o WordPress oraz przy prowadzeniu profili na Facebooku.

Jakie umiejętności powinna posiadać wirtualna asystentka?

Przez lata pracy obserwowałam zarówno mój własny rozwój zawodowy, jak również moich koleżanek – na Facebooku, na spotkaniach networkingowych czy konferencjach i doszłam do wniosku, że aby być dobrą wirtualną asystentką powinno się reprezentować umiejętności i cechy charakteru takie jak:

  • umiejętność budowania komunikacji,
  • opanowanie,
  • nastawienie na efekty (bycie konkretnym).

Obligatoryjnie trzeba być bardzo dyskretnym, obowiązkowym i świetnie zorganizowanym.

Specyfiką tego zawodu jest również freelancing i praca z technologiami oraz trendami. Trzeba więc za nimi podążać, nieustannie się dokształcać, czytać, uczyć nowych programów, być otwartym i kreatywnym.

W zależności od zadań jakie zostaną powierzone wirtualnej asystentce, umiejętności twarde mogą się różnić. Podstawowymi jednak, moim zdaniem są: znajomość WordPressa, umiejętność pisania tekstów oraz znajomość na wysokim poziomie programów takich jak Word, Excel i PowerPoint.

A czy wirtualna asystentka musi znać języki obce?

Teoretycznie nie, ale im więcej zna, tym ma więcej możliwości pracy. Jak w każdej branży – znając języki możesz pracować dla klientów z całego świata.

Uważam również, że niezbędna jest minimum podstawowa znajomość języka angielskiego. Im wyższy poziom tym lepiej. Wiele programów ma angielskie menu, np. częściowo WordPress, Photoshop itp. Co więcej, dobra znajomość tego języka pozwala na swobodny research w sieci, a to zadanie należy do podstawowych umiejętności wirtualnej asystentki.

ela wolińska, wirtualna asystentka

Jesteś mamą dwójki dzieci – jak zorganizowałaś sobie pracę? Czy jesteś dostępna on-line 24/7? Czy pracujesz w konkretnych godzinach?

Staram się reagować ad hoc, dlatego moi klienci mają ze mną kontakt niemal całą dobę. Prowadzę również, jak wspominałam, profile w social media, co również wymaga ode mnie bycia online. To nie znaczy jednak, że 24/7 siedzę ze wzrokiem utkwionym w monitor. Większość obowiązków mam stałych, abonamentowych, dlatego wypełniam je kiedy dzieci są w przedszkolu. Inne, o ile nie mam wyznaczonego deadline’u, wykonuję w pierwszej wolnej chwili. Zawsze informuję klienta kiedy będę mogła się zająć tymi najpilniejszymi zadaniami.

Kiedy jednak dzieci wracają po południu do domu, staram się być tylko dla nich. Weekendy również pracuję o wiele mniej. Robię tylko to, co pilne.

Oboje z mężem prowadzimy swoje firmy. We własnym biznesie zawsze jest coś do zrobienia. Zauważyłam jednak, że bardzo dużo korzyści wynika z odkładania na bok obowiązków, kiedy jest czas dla rodziny.

Czuję równowagę, nie przegapiam niczego w życiu moich maluchów, ale i, paradoksalnie, nie zawalam terminów. Spokojnie, z rozwagą gospodaruję czasem. Dzięki temu wszystko zrobione jest punktualnie, a ja nie czuję nacisku ani frustracji. Moje dzieci zaś wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

Mamy często pytają nas o pracę, którą mogą wykonywać jednocześnie opiekując się dzieckiem, z doskoku – czy praca Wirtualnej Asystentki w takim systemie jest możliwa?

Praca wirtualnej asystentki to normalne stanowisko i wymaga od nas takiego samego profesjonalizmu jak każdy inny zawód. To, że pracujemy z domu nie zwalnia nas z zaangażowania i zawodowstwa. Owszem, ta praca wiele ułatwia przy organizacji opieki nad dzieckiem, w pogodzeniu obowiązków z wychowywaniem maluchów. Nigdy jednak nie zapominajmy, że to są wciąż obowiązki.

Ja bardzo mocno „walczę” z brakiem profesjonalizacji w tym zawodzie. Nie wyobrażam sobie odpisywać na e-mail trzymając dziecko na ręku albo tworzyć prezentację dla klienta jednocześnie zabawiając swojego malucha.

Dobrą umiejętnością jest brak oporów przed proszeniem o pomoc. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że to kobieta ma wychowywać dzieci, a po porodzie okres macierzyński poświęcić tylko maleństwu. Prowadząc własną działalność gospodarczą nie można sobie pozwolić na rok wolnego. No chyba, że chcemy od nowa wszystko zaczynać po upływie tego czasu, albo mamy zatrudnioną własną wirtualną asystentkę, która przejmie nasze obowiązki 😉

Po urodzeniu drugiego syna 2-3 razy w tygodniu przychodziła do nas niania, żeby odciążyć mnie przy małym. Kilka razy usłyszałam komentarze w stylu, że sobie nie radzę. W ogóle się nimi nie przejmowałam. Byłam za ścianą, kiedy niania spędzała czas z moim dzieckiem, więc nadal mogłam karmić i w razie czego reagować na potrzeby maleństwa, ale mogłam też skupić się na pracy.

My kobiety mamy podzielną uwagę, ale i granice możliwości. Prośmy więc o pomoc – może babcia mogłaby przychodzić, może niania, chociaż na kilka godzin bądź w wyznaczone dni.

Jestem też bardzo przeciwna traktowaniu zawodu wirtualnej asystentki jako pracy dorywczej. Często dostaję oferty współpracy, w których mamy wprost piszą, że ze względu na dziecko, albo pracę w innej firmie na etacie są dyspozycyjne np. godzinę – dwie dziennie. Nie. Takie podejście do niczego nie prowadzi. Albo decydujesz się na konkretną ścieżkę kariery jako WA, albo na pracę na etacie gdzieś indziej. Dorobienie na waciki mija się z celem.

Ja popełniłam ten błąd i zmarnowałam kilka lat. Gdy zdecydowałam się tylko na tę właśnie ścieżkę kariery, nabrała ona ogromnego rozpędu. Okazało się również, że wszystkie moje lęki o brak zleceń, o niewystarczające umiejętności itp. były nieuzasadnione.

Prowadzisz własną działalność, w jaki sposób szukasz klientów? Jak szukać klientów w tym zawodzie na początku?

Paradoksalnie, na początku klienci znajdowali mnie 😉 Zawsze miałam tzw. lekkie pióro, więc zaczęło się od tego, że kilku znajomych poprosiło mnie o napisanie jakiegoś tekstu. Proszono mnie o redakcje, o research itd. A potem zaczęto polecać.

Mam również firmę, która zajmuje się oprawą muzyczną uroczystości. Zaczęłam więc wykorzystywać umiejętności organizacyjne i zostałam asystentką osobistą trenera biznesu.

W każdym razie polecano mnie, zlecenia wpadały jedno za drugim.

Przełomowym momentem było utworzenie własnej strony www.pomocdlabiznesu.pl z ofertą i dołączenie do kilku grup biznesowych na Facebooku.

To właśnie na grupach można znaleźć najwięcej najciekawszych zleceń. Jest też Oferia, Useme i mnóstwo innych portali z ofertami pracy zdalnej.

Czy wirtualna asystentka idzie czasem na urlop? 😉

Tak, ale zabiera ze sobą laptopa 🙂

Ja dużo podróżuję. Często jeździmy też odpocząć na wieś. W czasie np. wakacyjnego urlopu zawsze informuję klientów, że będę mniej dostępna. Jednakże nie urywam kontaktu, nie znikam na 2 tygodnie, nie zostawiam niedokończonej pracy. Moi klienci cenią tę responsywność i szczerość.

ela wolińska

Elu, jesteś jedną z mentorek w kursie on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja. Będziesz się dzielić swoim doświadczeniem, wiedzą – czego konkretnie mamy nauczą się od Ciebie?

Oprócz niezbędnych umiejętności twardych, programowych, będzie okazja do nauczenia się również tego, jak tworzyć oferty, wyceniać usługi, budować relacje, tworzyć komunikację, gdzie i w jaki sposób szukać ofert, jak na nie odpowiadać, gdzie i czego się uczyć itd.

Wydaje mi się, że ważną rzeczą jest to, że jest to pierwszy tak duży kurs na wirtualną asystentkę, który dodatkowo łączy wspomniane umiejętności twarde z miękkimi oraz life stylem jako mama, jako kobieta aktywna i jako przedsiębiorca.

Jak przekonałabyś mamy, że bycie wirtualną asystentką to świetny pomysł na pracę i pogodzenie jej z wychowywaniem dzieci?

Z roku na rok przybywa pracowników zdalnych. Przybywa przedsiębiorców, specjalistów i freelancerów. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na pracowników, którzy zdalnie ogarną techniczne zaplecza właścicieli firm.

Praca zdalna jako wirtualna asystentka daje ogromne możliwości. Znajdując swoją niszę, swoją specjalizację, sama sobie stajesz się swoim szefem.

To Ty decydujesz kiedy i co robisz, Ty planujesz swój grafik, Ty wyceniasz swoje usługi i zarządzasz swoim czasem, domem i umiejętnościami.

Ciekawe zlecenia, fantastyczni klienci z ogromną wiedzą branżową to dodatkowa wartość dodana.

A największą wartością jesteś Ty, Twoje szczęście, Twoja wolność, oraz Twoje dzieci.

Przy nich jeszcze bardziej doceniam moją pracę. Gdy któreś zachoruje, nie martwię się kto będzie z nim w domu, nie biegam po L4 i nie zamartwiam się co powie szef. Nigdy też nie brakuje mnie na uroczystościach w przedszkolu. Wbrew pozorom mam dla moich chłopców o wiele więcej czasu niż kiedykolwiek miałabym na etacie.

Co dla mnie jest równie ważne – to dzięki takiemu systemowi pracy mam bardzo poukładane relacje z moim mężem. Wspieramy się nawzajem i dopingujemy w rozwoju.

Napisałaś też książkę o pracy Wirtualnej Asystentki, co w niej zawarłaś?

Wydałam e-book o pracy WA w Polsce. Na Zachodzie ten zawód jest bardzo popularny. U nas to wciąż nowość. Kiedy mówię komuś czym się zajmuję, nieustannie widzę zaskoczenie. To moja misja, żeby nauczyć czym jest zawód wirtualnej asystentki, pokazać jak i co można oddelegować i w czym można pomóc.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Chciałabyś pracować tak jak Ela? Sprawdź datę kolejnej edycji kursu Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja!

W 8 tygodni zdobędziesz nowy zawód i zaczniesz pracować zdalnie.

Tak, chcę poznać szczegóły nowego zawodu, chcę pracować z domu, na własnych zasadach!

Zdjęcia: archiwum Ela Wolińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi! – rozmowa z Pauliną Sommerrey

“Ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu”- mówi Paulina Sommerrey, właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners. Osobiste, trudne doświadczenia oraz wsparcie, które otrzymała sprawiły, że przewartościowała swoje życie. Zapraszam do rozmowy o poczuciu spełnienia, sile do walki i ogromnej wdzięczności, dającej moc do dzielenia się dobrem z innymi!
  • Agnieszka Kaczanowska - 30/09/2020
Paulina Sommerrey właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners

Paulino, zaraz porozmawiamy o wspaniałych i ciekawych rzeczach, które robisz, ale też o tych trudnych momentach. Na początek jednak powiedz, jak się macie wszyscy po rozpoczęciu roku? Dajcie radę? W końcu masz dwóch synów w szkole, prawda?

Rozpoczęcie roku przyjęliśmy wszyscy z wielką radością, zarówno moi synowie, jak i ja. Po tylu miesiącach życia w domu, nauki zdalnej z dala od kolegów i znajomych z przyjemnością wróciliśmy do tzw. „normalności”. Nie tylko chłopcy potrzebowali znanej im codzienności. Dla mnie ich powrót do szkoły jest równoznaczny z poczuciem, że życie wraca do normy, może nieco innej, ale jednak normy.

Dziękuję. Mam do Ciebie tyle pytań, że nie wiem od czego zacząć! Kiedy przygotowywałyśmy się do tego wywiadu, powiedziałaś takie zdanie: „Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi!”. I to pewnie będzie motyw przewodni naszego wywiadu.

Ja naprawdę mam „szczęście do ludzi” – choć może brzmi to dziwacznie. W moim życiu, jak u każdego zdarzają się różne etapy, raz lepsze raz gorsze. Jednak ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu. Niektórzy inspirują, motywują swoją postawą, inni niosą realną, namacalną wręcz pomoc, jeszcze inni są pewnego rodzaju nauką czy drogowskazem. Zdecydowanie podtrzymuję to co Ci powiedziałam – „moim szczęściem, jest szczęście do ludzi”.

Przeczytaj także: Obniżka zasiłku chorobowego w ciąży w związku z Covid 19

Jesteś z wykształcenia prawniczką? Wspólnie z mężem prowadzicie kancelarię w Poznaniu. Co było pierwsze? Miłość czy wspólny biznes? 😉

Tak, ukończyłam studia na wydziale prawa, a następnie aplikację. Od wielu lat wraz z mężem prowadzimy wspólnie kancelarię w Poznaniu. To takie nasze trzecie dziecko. 🙂 Nie potrafię powiedzieć co było pierwsze, praca czy miłość. Poznaliśmy się 15 lat temu. Trochę jak w filmie – przyszłam na rozmowę o pracę do poznańskiej kancelarii, a Hubert prowadził moją rekrutację. Można by pomyśleć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia – nic bardziej mylnego!

Przez pierwsze miesiące unikałam Huberta, irytowała mnie myśl o wspólnej pracy nad poszczególnymi zleceniami. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się dzieje – ja zawsze taka otwarta na ludzi, pewna siebie. A tu takie zaskoczenie – onieśmielał mnie. Wówczas moja mama zasugerowała mi, że ewidentnie między nami iskrzy. Ależ byłam wściekła, gdy to powiedziała, przecież to niemożliwe. I cóż… minęło 15 lat, a my jesteśmy małżeństwem z 14-letni stażem, z dwójką dzieci, kotem i psem. Chyba jednak mama miała rację…

Paulina Sommerrey

Zdecydowanie! Nie mogę nie zadać tego pytania: jak to jest pracować z mężem? Czy wspólny biznes rzutuje na Wasz czas już po pracy? Udaje się to poukładać?

Oczywiście, że udaje się to poukładać – jesteśmy przykładem pary, która łączy pracę zawodową z życiem rodzinnym. Oczywiście bywa to problematyczne, choć rzadko. My od zawsze razem pracujemy. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jakby to było, gdyby te sfery – rodzinna i zawodowa – nie przenikały się. To dla nas całkowicie naturalne. Co może jednak dziwić, nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Pomimo pracy w jednym miejscu i życiu pod jednym dachem, każde z nas ma inne obowiązki. Są takie dni, gdy nawet się nie widzimy – każde z nas biegnie na swoje spotkanie, rozprawę, pochłonięte swoimi zadaniami. Spotykamy się dopiero wieczorem, na kanapie. I dopiero wówczas rozmawiamy, z czym każde z nas się zmierzyło danego dnia. Albo nic nie mówimy, tak sobie tylko siedzimy i odpoczywamy.

A te ostatnie miesiące pandemii? Jak one zmieniły Waszą pracę?

Początkowo był stres. Nagła zmiana na każdym polu. Dzieciaki w domu, zdalne nauczanie, cała kancelaria w trybie Home Office, zatrzymane prace w sądach, spotkania z klientami tylko on-line. I pytanie – co będzie dalej. Obawy o to, jak ta pandemia odbije się na naszej pracy zawodowej, czy „nowe”, które ze sobą przyniesie, będzie dla nas łaskawe, czy wręcz przeciwnie.

Mój mąż jest zadaniowcem, problemy go motywują i napędzają do działania. On od razu widział nowe możliwości, nowe rozwiązania. Ja początkowo byłam wystraszona, jak pogodzę pracę na Home Office ze zdalnym nauczaniem. Szybko jednak się okazało, że da się to połączyć, choć nie zawsze jest łatwo. A jak coś się da, to trzeba zacisnąć zęby i działać! Tak też zrobiliśmy!

Od pierwszych dni pandemii regularnie publikowaliście treści, rozwiązywaliście prawne wątpliwości związane z pandemią i wytycznymi rządowymi. Opowiedz proszę jak zareagowaliście, jako organizacja, na całą sytuację?

To co się nagle stało, było dla nas tak samo zaskakujące, jak dla wszystkich innych. Tak jak każdy człowiek potrzebowaliśmy chwili, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. To co dla nas było zagrożeniem, było tym samym zagrożeniem dla innych ludzi. Uznaliśmy, że musimy wyjść naprzeciw pytaniom naszych klientów i pomóc im jak najszybciej „oswoić” to zagrożenie. Stworzyliśmy dział „covidowy” – grupę osób, która na bieżąco analizowała nowe przepisy i wytyczne. Staraliśmy się dzielić zdobytą wiedzą z innymi. Publikowaliśmy artykuły na naszym blogu, na Facebooku, prowadziliśmy bezpłatne webinary i szkolenia. Zależało nam, aby odpowiedzi na dręczące wiele osób pytania trafiały do jak największej ilości osób. Jestem przekonana, że szybka reakcja pomogła „ugasić wiele pożarów” i zminimalizować szkody, jakie niósł ze sobą lock-down.

Przeczytaj także: Czy mogę nie zgodzić się na obniżkę pensji i wymiaru czasu pracy?

Wrócę teraz do szczęścia, czyli motta naszej rozmowy. 9 lat temu, malutki Olek zmienił wszystko w Twoim życiu, prawda? Opowiedz proszę, o ile możesz, w kilku zdaniach o tym co się wydarzyło.

Oj tak, nasz Oluś przyszedł na świat z dużym hukiem. 🙂 Teraz to wspominamy z przymrużeniem oka, ale 9 lat temu nie było nam do śmiechu. Olek urodził się w 6 miesiącu ciąży, w moje urodziny. Do dziś powtarza mi, że urodził się wtedy, aby dać mi prezent, jakiego nikt nigdy mi nie da. I trudno się z tym nie zgodzić. 🙂 Najbardziej niespodziewany prezent ever! Wówczas jednak, była to dla nas sytuacja bardzo trudna.

Nagle rodzi się maluch, za wcześnie, nieprzygotowany do przyjścia na świat. Prognozy były bardzo złe. Nasz świat się zatrzymał, trzeba było nagle wszystko zmienić. Całe moje dotychczasowe życie przewartościowało się w jednej chwili. Mówiono nam, że jeżeli w ogóle przeżyje, to będzie silnie niepełnosprawny. Jednak Olek to prawdziwy Aleksander Wielki – typ wojownika, który miał ewidentnie inny plan na siebie i postanowił pokazać wszystkim, że da radę i sobie poradzi.

Walczyliśmy o jego zdrowie każdego dnia, przez kilka pierwszych lat. Tygodniami mieszkaliśmy w szpitalach, co rusz to na innym oddziale. W domu codziennie rehabilitacja. Teraz uważam, że największą robotę zrobił starszy brat Olka – Maks. Wówczas 3-letni chłopiec, nie przyjmował do wiadomości, że braciszek potrzebuje spokoju. Co chwila przychodził do niego z inną zabawką, grał mu do ucha na bębenku, czy innym ustrojstwie… pokazywał zabawki, zachęcał do aktywności. Maks był chodzącym „bodźcem”, śpiewająco-grającą atrakcją, która motywowała i inspirowała Olka do działania. Dziś mam dwóch chłopaków, którzy żyć bez siebie nie mogą (choć kłócą się czasem niemiłosiernie).

Paulina Sommerrey

Powiedziałaś coś, co bardzo mnie poruszyło, że to był także największy moment przewartościowania całego Twojego świata. Z, jak sama powiedziałaś „hej do przodu” kobiety, która ma plan i go realizuje, stałaś się osobą, której całym światem była walka o życie i zdrowie tego maleńkiego człowieka. Trudny moment. Możesz opowiedzieć o tym czasie?

To wydarzenie faktycznie zmieniło wszystko. Trzeba było nagle się zatrzymać, opracować „nowy plan”. Ten, który działał do tej pory, stał się nieaktualny. Trudno mi było odnaleźć się w nowej sytuacji, byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Ilość powikłań, z jakimi Olek się urodził powaliła mnie na łopatki. Trzeba było działać, nie zapominając w tym wszystkim o Maksiu, że on też jest ważny, o niego też trzeba dbać i troszczyć się na równi z młodszym bratem. I tu znowu pojawiają się Ci niezwykli ludzie, o których mówiłam wcześniej. Cudowni przyjaciele, rodzina, lekarze, ludzie całkowicie mi obcy, którzy pomogli i pokazali co robić dalej, jak żyć.

Przeczytaj także: Czy to kolejny sposób na dyskryminację kobiet na rynku pracy?

I przyszedł taki moment, kiedy poczułaś, że synek jest już bezpieczny i zawalczyłaś także o siebie. Zmieniłaś też prawnicze zainteresowania. Skąd taka potrzeba? Jakim obszarem się teraz zajmujesz?

Moja mama zawsze mi powtarzała, że kobieta musi być silna i niezależna. Pomimo tego, że mam wspaniałego męża przy swoim boku, wiedziałam, że muszę zawalczyć także o siebie. Olek stawał się silniejszy, a ja walczyłam wraz z nim, aby każdego dnia iść naprzód. Ciężko pracowałam, aby zdać wszystkie egzaminy zawodowe i zdobyć tytuł radcy prawnego. Wróciłam do pracy w kancelarii. Zawsze interesowałam się prawem handlowym, gospodarczym. Ukończyłam także studia podyplomowe z podatków. Jednak doświadczenia z Olkiem uzmysłowiły mi, jak ważną dziedziną jest prawo rodzinne. Jak ta sfera życia oddziałuje na wszystko inne.

Zaczęłam specjalizować się w sprawach rodzinnych. Ukończyłam kurs mediatora sądowego i od kilku lat jestem wpisana na listę mediatorów sądowych przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Prowadzę sprawy sądowe, jak również mediacje. Głęboko wierzę bowiem, że dopóki istnieje szansa na porozumienie, na wypracowanie nowego planu (często całkowicie odmiennego niż ten, do którego moi klienci przywykli), warto próbować się porozumieć. Dzięki temu można uniknąć wielomiesięcznych bojów na sali sądowej. Jeżeli nie ma jednak przestrzeni na porozumienie, wówczas trzeba walczyć o siebie!

Kancelaria Sommerrey&Partners zdecydowała się objąć swoją pomocą naszą Fundację, ale wiem, że nie jesteśmy jedyną organizacją, którą macie pod swoją opieką. Opowiedz proszę o Waszych działaniach społecznych.

Wraz z mężem uważamy, że trzeba dzielić się z innymi tym, co dobre. Jeżeli można komuś pomóc, to trzeba to robić. My walkę o zdrowie i życie Olka wygraliśmy. Chcemy dzielić się z innymi dobrem, które nas spotkało. Współpracujemy z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, z ludźmi prywatnymi, którzy mają ochotę zrobić coś dla innych.

Wspólnie ze Stowarzyszeniem 100 Kobiet Pomaga, zorganizowaliśmy już trzy Wieczory Charytatywne. Podczas tych wspólnych spotkań, przepełnionych muzyką, tańcem i różnymi formami doznań artystycznych, licytowane są przedmioty ofiarowane przez znane osobistości (obrazy, fotografie, spotkania z artystami, koszulki i piłki sportowe z autografami itp.). Zebrane środki są przeznaczane na zakup potrzebnych rzeczy dla różnych organizacji. Raz zakupiony został samochód dla Centrum Wspierania Rodziny „SWOBODA”, które prowadzi dom małego dziecka w Poznaniu, innym razem został zakupiony samochód dla Hospicjum Palium w Poznaniu, a ostatnio uzbierana kwota przeznaczona została na wybudowanie groty solnej dla dzieci głęboko upośledzonych przy Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym EMEDEA w Poznaniu.

To są duże akcje, w których mamy możliwość brać udział nie tylko jako kancelaria, ale również jako Fundacja „Parasolka”, którą prowadzimy. Na co dzień jednak, pamiętamy o tych drobnych gestach i drobnej pomocy, którą staramy się dzielić lokalnie.

Współpracujemy też ze Stowarzyszeniem „Motopomocni”. Hubert, jako zapalony motocyklista, działa także na rzecz organizacji motocyklowych. Oj, dużo jest tego. Nawet nie zdawałam sobie chyba sprawy …

Przeczytaj także: Zwolnienia i redukcje etatów – czy dotyczą mam na urlopie macierzyńskim i wychowawczym?

I jeszcze z Fundacją Mamo Pracuj – dziękujemy!

To teraz najtrudniejsze pytanie: work-life balance czy work-life blending? Jak sobie radzisz z taką mamową codziennością, aby połączyć te różne sfery? Masz jakieś swoje tajemne sposoby na przetrwanie najtrudniejszych chwil?

Zdecydowanie work-life blending, ale taki zakręcony blending. Mamowo-zawodowa codzienność to moja „normalność”. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej. Pomimo tego, że moja praca jest mocno absorbująca i stresująca, to bardzo ją lubię. Nie wyobrażam sobie, abym mogła robić coś innego. Czasami, gdy jestem zmęczona, marzę o tym, aby poświęcić się tylko jednej sferze swojego życia, ale po chwili dochodzę do wniosku, że nie potrafię żyć inaczej.

Dzieci to sens mojego życia, kocham je totalnie. Z kolei praca daje mi poczucie spełnienia. Czuję, że to co robię ma bezpośredni wpływ na życie innych osób. Wieczorami, gdy zmęczona kładę się spać, dochodzę do wniosku, że to był dobry dzień. Może nie łatwy, ale dobry. Tajemne sposoby na przetrwanie? Takie „ładowanie baterii”, tak? Ładują się same, w domu, gdy spędzam czas z bliskimi. Odpowiedź może i oklepana, ale cóż mogę zrobić, tak właśnie jest.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Redakcja: Klaudia Urban

Zdjęcia: archiwum prywatne Pauliny Sommerrey

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×