Czego szukasz

Nie zawsze jest łatwo, ale zawsze warto – Justyna Krawczyk o tym, jak być szczęśliwą kobietą

Kiedyś żyłam i pracowałam w takim systemie, który dawał mi 20% satysfakcji i 80% skutków ubocznych i minusów. Dziś jest odwrotnie. Doszłam do ściany i postanowiłam dać sobie szansę. Początkowo nie było łatwo, dziś jednak wiem, że jeśli czegoś bardzo chcę, to mogę. Stworzyłam własną firmę, realizuję siebie, pomagam innym kobietom i żyję po swojemu. Nie zawsze jest łatwo, ale zawsze warto!

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/02/2017
Justyna Krawczyk

Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci i cała rodzina… Jaka jest Pani recepta na szczęśliwe pogodzenie życia osobistego/rodzinnego z tym zawodowym?

Kiedyś byłam zależna od pracodawcy. Od warunków pracy, jakie mi proponował. Dziś sama jestem dla siebie szefem i to ja decyduję o tym, jak i kiedy pracuję. Dlatego pracę podporządkowuję rodzinie, a nie odwrotnie.

Dla mnie najważniejsze jest to, aby odwieźć córeczkę do przedszkola, a potem ją z niego odebrać. W normalnych godzinach, czyli nie zostawiam jej bladym świtem i nie odbieram na ostatnią chwilę, bo mam taką pracę, tylko kończę w takich godzinach, które są dla nas obydwu komfortowe.

Kiedy realizowałam duży ogólnopolski projekt szkolenia sprzedawców w salonach odzieżowych, również zabierałam ją ze sobą. Wybierałam hotele, w których jest basen i plac zabaw. Wszystko po to, abym mogła wrócić po całym dniu pracy i spotkać się z córką. To dlatego, że to jest ona dla mnie najważniejsza.

Owszem, zdarzają się takie sytuacje, że muszę pracować w weekendy, bo prowadzę szkolenia dla stylistek, czy wracam później, bo klientka mogła spotkać się ze mną tylko późnym popołudniem, ale to rzadkość.

Czy pojawiła się kiedykolwiek wątpliwość związana z pogodzeniem opieki nad dzieckiem, a pracą?

Czasem jednak jest tak, że jednego dnia wracam z Gdańska i wyjeżdżam tego samego dnia do Krakowa. Uważam, że to zbyt duży wysiłek dla dziecka. W takich momentach muszę zostawić córkę w domu i pojechać sama. Bardzo tego nie lubię, ale wiem, że ona zostaje z ukochanym tatą czy babcią.

Jak to było, od razu pracowała Pani na „swoim”, czy zasmakowała Pani korporacyjnego rygoru i zasad?

Zawsze pracowałam w dużych korporacjach. Nie wyobrażałam sobie, że można funkcjonować inaczej. Ostatnim miejscem pracy była duża amerykańska korporacja, w której przepracowałam sześć lat.

Przez długi czas wykonywałam pracę, której nie lubiłam, pracowałam z ludźmi, z którymi często wcale się dobrze nie czułam, próbowałam dostosować się do zasad, które nie były moimi zasadami. Wszystko dlatego, że świetnie zarabiałam i nigdy nie przypuszczałam, że mogę stworzyć coś swojego.

Aż do momentu, kiedy szala goryczy się przelała. Przyszedł taki dzień, w którym pomyślałam, że żadne pieniądze, wysokie stanowiska, samochód służbowy i inne dobra materialne nie zrekompensują mi utraty zdrowia.

Byłam w siódmym miesiącu ciąży, gdy zaczęłam myśleć o tym, że za chwilę przyjdzie na świat moja ukochana córka, a ja jestem sfrustrowana, załamana i znerwicowana. Wszystko dlatego, że uważałam, że praca jest tego warta. Wszystko dlatego, że miałam zbyt niską samoocenę, aby uwierzyć, że sama mogę stworzyć coś wartościowego.

Doszłam do ściany i postanowiłam dać sobie szansę. Początkowo nie było łatwo, przecież nigdy nie byłam przedsiębiorcą. Dziś jednak wiem, że jeśli czegoś bardzo chcę to mogę. Stworzyłam własną firmę, realizuję siebie, pomagam innym kobietom i żyję po swojemu. Nie zawsze jest łatwo, ale zawsze warto.

Czyli z dzisiejszego punktu widzenia, jak wychodzi Pani bilans plusów i minusów, jeśli chodzi o formę zatrudnienia/prowadzenia działalności?

Kiedyś żyłam i pracowałam w takim systemie, który dawał mi 20% satysfakcji i 80% skutków ubocznych i minusów. Dziś jest odwrotnie. W większości czuję się szczęśliwa i spełniona w tym, co robię i jak żyję. Są jednak minusy i momenty poświęcenia czy pracy ponad siły. Są, bo trzeba docisnąć, bo praca w swojej firmie często wcale nie oznacza mniej wysiłku. Praca u siebie daje wolność decydowania, ale często też ogrom pracy i zaangażowania.

Jestem zdyscyplinowana, nie trzeba mnie zaganiać do pracy. Tak bardzo zależy mi na własnej firmie, że sama doskonale wiem, co trzeba robić i nie odpuszczam.

Jednym z największych minusów w prowadzeniu własnej działalności okazał się brak talentów we wszystkich dziedzinach, które są istotne. Pracując w firmie dostawałam wsparcie innych osób w swoich działaniach. Ja odpowiadałam za administrację, a inne działy takie jak: marketing, finanse, dział handlowy za resztę, która powodowała, że firma się rozwijała i miała świetne wyniki.

Jestem kreatywna, szybka, skoncentrowana na celu, mam w głowie stratega i zdolność do szybkiego uczenia się. Nie mam jednak w sobie talentu chociażby sprzedawcy, który jest umiejętnością szalenie ważną w prowadzeniu swojej firmy.
Początkowo powodowało to frustrację bo chciałam wszystko robić sama. Z czasem jednak zrozumiałam, że nie jest to możliwe.

W Pani książce „Jak Być Szczęśliwą Kobietą – 15 kroków” jeden z opisywanych kroków brzmi: „Wyrzuć krytyka ze swojej głowy. Na nic Ci się nie przyda” – ma Pani poczucie, że kobiety są wobec siebie bardziej krytyczne, niż wobec innych osób?

Nam kobietom, nam Polkom, brakuje pewności siebie. Jesteśmy piękne, zdolne, pracowite i świetnie zorganizowane. Jednak często nie potrafimy tego dostrzec ani siebie docenić. Potrafimy mnożyć wady, braki, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że talentów mamy zdecydowanie więcej.
To jest główna przyczyna poczucia nieszczęścia. Nad tym pracuję z moimi klientkami podczas coachingów. Przede wszystkim nad wiarą w siebie i nad podnoszeniem samooceny.

A jak według Pani można poradzić sobie z narzucanymi na nas od najmłodszych lat zasadami, schematami, stereotypami? Jak być szczęśliwą kobietą, żyjąc swoim życiem?

To nie jest proste. To, czyli wyjście ze schematu. Kiedyś przeczytałam bardzo ciekawą książkę „Życie poza schematem” Malcolma Gladwella, w której przeczytałam kawałek o sobie i wtedy zrozumiałam, co się dzieje.

Zrozumiałam dlaczego moi rodzice nie akceptują moich wyborów. Dlaczego wciąż powtarzają: na etacie jest bezpiecznie, jak mogłaś zrezygnować z takiej pracy. Od najmłodszych lat jest dla nas przygotowany pewien plan. Idziemy do szkoły, potem na studia. Potem należy iść do pracy, najlepiej na etacie, wziąć kredyt na mieszkanie, wyjść za mąż i mieć dzieci. Wyłamanie się z tego schematu powoduje dezorientację i niepokój, a nawet brak akceptacji. Jednak jeśli dłużej się nad tym zastanowimy to dostrzeżemy, że jest wiele możliwości jakie daje nam życie, a my mamy prawo wyboru i życia po swojemu.

A od czego zacząć? Jak zrobić ten pierwszy krok? Zbuntować się i iść własną drogą, nawet jeśli nie podoba się to np. znajomym, rodzicom?

Myślę, że najważniejsze jest to, aby zdać sobie sprawę z tego, że to jest nasze życie i sami możemy o nim decydować. Moją dodatkową motywacją jest fakt, że mam jedno życie i chcę je przeżyć po swojemu. Chcę robić rzeczy, które mnie pasjonują, porywają. Chcę spełniać swoje pragnienia i marzenia. Chcę żyć pełnią życia.

Chcę pokazać również mojej córeczce, że może decydować o sobie, może żyć po swojemu. Mogę ją do tego przekonać tylko pokazując swój przykład. Wiadomo nie od dziś, że dziecko uczy się przez obserwację.

Nie jest to łatwe, ale też nikt nie mówił, że łatwo będzie, prawda? A gdyby miała Pani podać 3 wartości, które Pani towarzyszą w życiu codziennym, także zawodowym to jakie one by były?

Pierwszą najważniejszą wartością jest rodzina. I chcę, aby nie była to teoria i mówienie, że tak jest. Chcę, aby było to widać na każdym kroku w moim życiu. Nie chcę jednak, aby było to widoczne dla innych, a dla mnie i dla mojej rodziny.

Drugą wartością jest wolność, czyli życie po swojemu i w pełni korzystanie z tego życia.

I jeszcze życie z pasją. Ale nie od czasu do czasu, gdy mogę polecieć na drugi koniec świata i nurkować. Chcę żyć z pasją i codziennie robić to, co kocham. Jestem style coachem z powołania. To moja pasja i praca w jednym. Gdy pracuję z klientami, przeprowadzam je przez metamorfozy nie tylko wyglądu, ale te wewnętrzne, to czuję, że żyję, że to ma sens i że każdy dzień może być pasjonujący.

To na koniec proszę jeszcze powiedzieć, gdzie można Panią usłyszeć, zobaczyć, znaleźć w Internecie?

Jestem bardzo aktywna w mediach społecznościowych. Można mnie znaleźć na facebooku czy instagramie. Aktywnie działa również moja zamknięta grupa wsparcia dla kobiet, na którą serdecznie zapraszam tutaj >> .

Zapraszam też do kontaktu bliższego. Już 2 lutego odbędzie się mój pierwszy autorski webinar: „Czuć się wspaniale samej ze sobą. Tak, to jest możliwe!” na który serdecznie zapraszam kobiety z całej Polski bez konieczności wychodzenia z domu.
Te kobiety, które chcą się ze mną spotkać osobiście, zapraszam na szkolenia stacjonarne, które odbędą się w Warszawie, Krakowie i w Gdyni.

Szkolenia te będę prowadzić na podstawie swojej książki i można o nich poczytać tutaj >> .
Teraz, gdy sama przeczytałam ten ostatni punkt dostrzegłam, że jedno z założeń, które postawiłam sobie za punkt honoru na początku prowadzenia firmy nie uległ zmianie. Chciałam i nadal chcę wspierać kobiety. Stoję za nimi murem i jestem tu po to, aby pomagać im żyć życiem o jakim marzą.

Rozmawiała Wioleta Malawska

Zdjęcia: własność Justyna Krawczyk

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Czas tylko dla siebie? Czy to możliwe?

Przede mną wytęsknione, zarezerwowane jeszcze w styczniu, warsztaty z jogą na greckiej wyspie. Myślę o nich od paru lat, ale do tej pory nie miałam odwagi: rodzina, praca, wyrzuty sumienia, że można mieć czas tylko dla siebie. Nie poświęcać go dzieciom, mężowi, przyjaciołom, ale wyłącznie swoim potrzebom. Brzmi przerażająco, prawda? W tym roku postanowiłam ruszyć do przodu i spełnić parę swoich marzeń, a ta wycieczka jest jednym z nich.
  • Natalia Gozdowska - 28/09/2019
rower nad brzegiem morza

Przedwyjazdowy stres

Wrzesień nie jest dla mnie najlepszym terminem na samotny, relaksujący wyjazd. Trwa zamieszanie, związane z początkiem roku, młodszy syn poszedł do nowego przedszkola i zmieniliśmy mieszkanie. A może zrezygnować? Jak oni sobie beze mnie poradzą? Raz jeszcze patrzę na opis mojej wymarzonej wycieczki, mail organizacyjny i zaczynam wizualizować sobie „Pistacjową Wyspę”. Pojadę! Co ma być to będzie, to tylko (i aż😉) tydzień!

Sobota. Dzień wyjazdu. Jestem zmęczona porannym domowym chaosem. Pół dnia minęło mi na gotowaniu, pisaniu instrukcji, które leki dla kogo, potem na szybkim pakowaniu. W tym wszystkim pilnowałam się, by pamiętać, że to ostatnie godziny z dziećmi przed moim wyjazdem. Nie udało się jednak ich „książkowo” wykorzystać, przez co moje matczyne poczucie winy urosło do kwadratu. Czuję jak bardzo mam ściśnięte gardło i trudniej złapać mi oddech. Gdy zamykam walizkę, dopada mnie refleksja, że tego typu wyjazdy są zawsze okupione zbyt dużym stresem… Zastanawiam się czy warto.

Towarzyszki podróży

Chłopcy odwożą mnie na lotnisko, odprawiam się i nie mogę uwierzyć, że mam tyle czasu dla siebie! Wieczorem lądujemy w Atenach. Już w samolocie słyszałam jak ktoś rozmawia o jodze. Z ciekawością wypatruję twarzy osób, które staną się moimi towarzyszami w najbliższych dniach. Zauważam grupkę kobiet w różnym wieku. Bingo! Po wyjściu z hali przylotów czeka już nasza nauczycielka – Kasia Bem.

Jestem niepewna, co przyniosą kolejne dni. Okazuje się, że większość z nas praktykuje jogę sporadycznie, więc odpada stres, że nie dam rady. Cel tego wyjazdu to rozciągnięcie, wyciszenie, relaks, złapanie innej perspektywy i oddechu.

W Pireusie meldujemy się w kameralnym hotelu, z którego następnego dnia wyruszymy do portu. Wstajemy świtem. Greckie, nadmorskie miasto powoli budzi się ze snu. Mamy pojechać taksówkami, które wyglądają, jakby nie miały zbyt dużo przestrzeni na bagaże – ku naszemu zdziwieniu, taksówkarze, po niezrozumiałej dla nas naradzie, upychają walizki i otwarte bagażniki wiążą linkami!

Jesteśmy już w porcie, gdy wstają pierwsze promienie słońca. Wsiadamy na prom i od tego momentu nasza cudowna grecka przygoda zaczyna się naprawdę… Jest ciepło, wieje wiatr. Mamy do pokonania 26 km., czeka nas 1,5 godz. na statku.

Nasza grupa to mieszanka wspaniałych kobiet. Jest 30-letnia urocza singielka, 40-letnie mamy w moim wieku, które zostawiły w domu maluchy w wieku przedszkolno-szkolnym, jest też parę doświadczonych kobiet, które na co dzień borykają się już z problemami nastolatków. Zadziwia i imponuje grupa fantastycznych, świetnie wyglądających przyjaciółek, które okazują się być już babciami. Radości życia i energii można się od nich uczyć!

Liczę na to, że ten wyjazd, pomimo grupowego charakteru da mi przestrzeń do tego, by pobyć sama ze sobą, by poczuć „odrębność”. Warto skorzystać z okazji, by odnaleźć się na nowo, by definiować się jako „Ja” a nie mama, żona, HR-owiec…

Na wyspie

Egina zachwyca. Port w małym miasteczku wita nas zgiełkiem sobotniego poranka, topiącymi się w blasku słońca łódkami, mnóstwem straganów i ludzi z bagażami. Trwa właśnie „Festiwal pistacji”, bo wyspa słynie z tego smakołyku. Weekendy na Eginie to zalew turystów z Aten. Od poniedziałku wyspa cichnie i zmienia się nie do poznania. Doświadczę tego w najbliższych dniach.

Mieszkamy w klimatycznym XIX-wiecznym dworku, miejscu seminariów i warsztatów, związanych z rozwojem. Dom zachwyca atmosferą, ma piękny ogród i mnóstwo nieodkrytych zakamarków. Śniadanie jemy w ogrodzie, przy ogromnym drewnianym stole, pokrytym smakołykami – owocami, lokalnymi serami, figowym dżemem domowej roboty, oliwkami i pomidorami.

Gotują dla nas przemiłe Greczynki – siostry, które wkładają w to całe swoje serce. Ustalamy dyżury, bierzemy na siebie przygotowywanie stołu i znoszenie naczyń po posiłkach. Jest w tym pewien urok, wracam myślami do studenckich, międzynarodowych wyjazdów-wolontariatów, dzięki którym poznałam Portugalię, Turcję, Włochy. Tam też towarzyszyły nam posiłki na dworze, długie rozmowy przy stole i niestandardowa, mało turystyczna przestrzeń.

Kolejne dni z jednej strony przynoszą pewną rutynę – poranne i popołudniowe sesje jogi, śniadania i obiadokolacje. Z drugiej strony mamy do dyspozycji morze czasu wolnego. Zwiedzamy okoliczne miejscowości i miasteczka, jeździmy na plażę.

Egina zachwyca dzikością, zaskakuje brakiem infrastruktury hotelowej. Rowerem przemierzam wyspę i zachwycam się zapierającymi dech widokami i błękitną, przejrzystą wodą, które wygląda jak egzotyczny basen z widokiem na góry.

Na urlopie wciąż Mama

W tym wszystkim wciąż staram się kontrolować sytuację w domu. Po dwóch dniach powoli odpuszczam – mąż dzielnie sobie radzi, rozśmiesza młodszego syna, gdy smutny maluch nie chce iść do przedszkola, przytula dzieci zamiast mnie w nocy. Pilnuje naszego 9-latka, by odrobił lekcje, spakował kanapkę i strój na WF.

Moim zmartwieniem pozostają zajęcia pozalekcyjne – wciąż tylko ja mam wszystkie dane, niezbędne do tego, by zgrać angielski, taniec, zajęcia architektoniczne. Jak dostosować nasze oczekiwania, do potrzeb, pasji syna i planu lekcji, nie zapominając, że czas wolny też jest ważny? Leżąc na plaży piszę do organizatorów kursów, rozmawiam ze starszym synem o emocjach, zmęczeniu, trudnych wyborach.

Pewnego wieczoru sprzeczam się wirtualnie z mężem, nasze pomysły, dotyczące zajęć syna różnią się. Ze złości nie mogę zasnąć. Dwa dni później dostrzegam w sobie zmianę. Natura, oddech, rozmowy o rozwoju pomagają mi złapać inną perspektywę – skoro ja uczę się ponownie odnajdywać lekkość i radość życia to dlaczego mam bronić synowi robić to, co lubi, kosztem mojej czy powszechnie akceptowanej wizji rozwoju? Wiem, że ta decyzja będzie niosła ze sobą konsekwencje, ale czuję, że mimo wszystko jest uwalniająca.

Są dwa momenty, w których jest mi bardzo źle, że nie jestem z dziećmi. Syn bierze udział w wyborach do trójki klasowej. Strasznie to przeżywa, ćwiczy przemówienie. Mąż pisze do mnie, że boli go brzuch, zżera stres… przecież to nie ma sensu, może powinien odpuścić? Nie jestem tam, nie wiem, co im poradzić. Piszę „A może pożałuje, że nie spróbował? Zastanówcie się, co będzie dla niego prawdziwą porażką.” Następnego dnia Julek dzwoni, że został zastępcą przewodniczącego, jest bardzo szczęśliwy a ja się wzruszam.

Dzień przed moim powrotem nasz maluch ma pasowanie na przedszkolaka. Dostaję od męża i mamy zdjęcia na bieżąco. Bardzo żałuję, że nie mogę tam być.

W zgodzie z naturą

W połowie tygodnia płynę małym statkiem na wyspę Moni, na której nie ma dróg i samochodów – można tam spotkać jelenie, pawie, zatrzymać się na skalistej, dzikiej plaży. Czas dla mnie zwalnia, chwilowo nie istnieje nic, poza tym, czego doświadczam.

Innego dnia idziemy razem o świcie w góry, do oliwnego gaju, gdzie praktykujemy medytację. Taka cisza w umyśle pojawia się pierwszy raz w moim życiu.

Natura składania do rozmyślań, na które tak dawno nie miałam czasu. Zastanawiam się, jak znajdować w życiu przestrzeń dla siebie i swoich marzeń. Jak dbać o dobre samopoczucie i nie pochłaniać niepotrzebnej energii na walczenie z przeciwnościami, ze złością i zmęczeniem. Jak patrzeć na problemy z pozycji obserwatora, żeby złapać do nich dystans.

Moim odkryciom towarzyszy lekki niepokój, że zapomnę o nich po powrocie do naszego codziennego biegu i domowo-zawodowego zamieszania.

Pożegnanie i powitanie

Z Eginy wypływamy siódmego dnia rano. Tym razem podróż promem jest inna, bardziej refleksyjna. Trochę mi smutno, że ten czas się kończy, ale tęsknię już za naszymi najbliższymi. W samolocie rozmowy cichną, myślę o tym jak zapamiętać i utrwalić tę tygodniową lekcję.

Chłopcy witają mnie uściskami i śmiechem. Mam wrażenie, że zaraz zaleją mnie miłością, którą kumulowali przez tydzień. Cieszę się, że Leoś całkiem nieźle zintegrował się z tatą. Wieczorem domaga się męskiej kąpieli, okazuje się, że już nie tylko ja potrafię go uśpić 🙂

Następnego dnia, po odwiezieniu dzieci do szkoły i przedszkola, siadam w ogrodzie, praktykuję oddech kalabati, zamykam oczy i próbuję wyciszyć umysł. Potem ćwiczę powitanie słońca, by trochę rozruszać ciało. Po takim starcie dnia pracuje się najlepiej.

Czy czas tylko dla siebie jest możliwy? Jak najbardziej. Wygospodarowanie go to wyzwanie, które wymaga dobrego przygotowania i wsparcia innych ale jeśli możecie, warto go sobie podarować. Skorzystacie na tym nie tylko Wy 🙂

Zdjęcia: własność Natalii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, projektami HR, kulturą organizacyjną, budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)

500+ nie tylko na dziecko. Sprawdź, jak otrzymać darmowe pieniądze

Zastanawiasz się, skąd wziąć dodatkowe pieniądze na wymarzoną sukienkę, rodzinny weekend czy wieczór ze znajomymi? Myślisz sobie, że Tobie też od życia coś się należy i nie można wyłącznie oszczędzać. Przedstawiamy idealny sposób na to, jak zyskać dodatkową gotówkę - poznaj cashback, dzięki któremu otrzymasz zwrot części pieniędzy wydanych podczas internetowych zakupów. W końcu, nie tylko rząd rozdaje pieniądze. Sprawdź, jak to działa i pozwól sobie na odrobinę przyjemności podczas zakupów.
  • Zofia Kowalska - 17/09/2019
Dlonie_trzymajace_tablet_800

Czym właściwie jest cashback?

Wydaje Ci się, że darmowe pieniądze to musi być jakaś ściema? Nic bardziej mylnego! Otóż, dzięki portalom cashback jest to jak najbardziej możliwe. Robiąc zakupy za pośrednictwem jednego z serwisów cashback, otrzymujesz z powrotem część pieniędzy wydanych podczas składania zamówienia.

Portale cashback zazwyczaj współpracują z wieloma sklepami partnerskimi, a każdy Twój zakup oznacza dla nich prowizję, którą następnie dzielą się z Tobą. To idealna symbioza dla wszystkich zainteresowanych darmowymi pieniędzmi: Ty oszczędzasz, portal cashback otrzymuje prowizję za działania reklamowe dla swoich partnerów, a sprzedawca otrzymuje wynagrodzenie za sprzedaż swoich produktów. Czego chcieć więcej?

Tipli.pl – najlepiej oceniany portal cashback w Polsce

Zastanawiasz się, który portal cashback sprosta wszystkim Twoim oczekiwaniom? Gdzie założyć konto, aby zyskać jak najwięcej? Tipli.pl to najwyżej oceniany portal w Polsce, dzięki któremu otrzymasz nawet 25% cashbacku. Uzbierane pieniądze przelejesz na swoje konto bankowe już od 1 grosza i to Ty zdecydujesz, na co je spożytkować. Nie zwlekaj, zarejestruj się bezpłatnie poprzez podanie swojego adresu e-mail lub za pośrednictwem Facebooka i ciesz się najwyższym cashbackiem w Polsce. Na portalu znajduje się ponad 815 sklepów, więc z pewnością znajdziesz coś dla siebie.

Aby cashback zarejestrował się na Twoim koncie wystarczy, że przekierujesz się do wybranego przez siebie sklepu poprzez przycisk “Kup teraz”. Gdy już znajdziesz się na stronie internetowej danego sklepu, nie pozostaje Ci nic innego, jak złożyć zamówienie. Cashback pojawi się na Twoim koncie Tipli w ciągu 48 godzin od chwili zakupu. Jak widzisz, to bardzo proste! Zakupy robisz dokładnie tak samo jak dotychczas, jednak robiąc je za pośrednictwem Tipli zawsze się bogacisz. Dołącz do osób, które już zarabiają na zakupach i ciesz się pewnymi rabatami.

Tipli_grafika_informacyjna
Czy wiesz, że…? Za pośrednictwem Tipli możesz robić zakupy na AliExpress. Na tej chińskiej platformie znajdziesz praktycznie wszystko, czego tylko dusza zapragnie, a dzięki Tipli zgarniesz nawet do 10% cashbacku.

Tipli – jeszcze więcej korzyści

Z Tipli nie tylko zyskujesz darmowe pieniądze, ale możesz też liczyć na wiele zakupowych porad, inspiracji, ekskluzywnych zniżek czy konkursów z niesamowitymi nagrodami. Znajdziesz tu także gazetki promocyjne najpopularniejszych sklepów w Polsce, z którymi planowanie cotygodniowych wydatków będzie dziecinnie proste. Przeglądaj gazetki online, korzystaj z najlepszych zniżek i pokaż innym, że darmowe pieniądze to nie tylko puste słowa. Ty i Twój portfel na pewno będziecie zadowoleni, a pozostali będą Ci tylko zazdrościć.

Tipli.pl to same plusy:

  • darmowa rejestracja,
  • cashback w wysokości nawet 25% wartości złożonego zamówienia,
  • wypłaty na konto bankowe bez żadnych prowizji,
  • specjalne oferty,
  • ekskluzywne rabaty,
  • gazetki promocyjne,
  • gazetki promocyjne,
  • bonus za polecenie,
  • liczne konkursy,
  • inspiracje i porady zakupowe.

Oszczędzanie to nie tylko odkładanie pieniędzy do skarpety. Jest wiele sposobów, które pozwalają zyskać więcej za mniej. Tylko od Ciebie zależy, czy z nich skorzystasz.

Cashback z Tipli – czy to się naprawdę opłaca?

Wciąż się wahasz i zastanawiasz się, ile tak naprawdę możesz zaoszczędzić podczas zakupów z Tipli? Sprawdźmy to i wybierzmy się na zakupy w sklepach partnerskich portalu. Dziś uzupełnimy garderobę na jesień, kupimy prezent urodzinowy dla mamy oraz zarezerwujemy hotel na weekendowy wypad w góry.

Kupując w sklepie Orsay klasyczny płaszczyk na jesień, dwa cieplejsze swetry oraz parę jeansów zapłacimy około 500 zł, a dzięki Tipli na tym zamówieniu zyskamy aż 3,5% cashbacku, co oznacza, że na nasze konto wróci 13,48 zł. Świetnym prezentem dla mamy z pewnością będzie luksusowy zabieg Spa, który na portalu Superprezenty.pl kosztuje 199 zł. W tym przypadku Tipli oferuje 5% zniżki, oszczędzamy zatem 7,66 zł. Na portalu Booking za weekendowy wypad do Zakopanego dla dwóch osób zapłacimy około 230 zł, z cashbackiem z Tipli zaoszczędzimy nawet 7,49 zł. Zyskaliśmy aż 28,63 zł nie robiąc właściwie nic.

Pytanie, czy to się opłaca staje się bezpodstawne. Chyba wszyscy się zgodzą, że zdecydowanie warto! Nie ma co się zastanawiać, tylko założyć konto i wydawać 100+, 200+, 300+ czy 500+ na co tylko się chce. Pieniądze nie rosną na drzewach, ale z Tipli.pl zdobywasz je bez żadnego wysiłku. Sprawdź i przekonaj się sam!

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zofia Kowalska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail