Czego szukasz

Nigdy nie jest za późno… na nowy zawód!

Kiedyś była sekretarzem redakcji w wydawnictwie, a po przeprowadzce do Pragi i kilku latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, została graficzką. Czy po długiej przerwie, można wrócić do pracy zawodowej i czy jest to dobry moment, żeby zacząć coś zupełnie nowego? Jeśli wydaje Ci się, że na coś jest w Twoim życiu zawodowym za późno, koniecznie przeczytaj inspirującą rozmowę z Martą Hilgert, która odmieniła swoje życie!

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska - 01/01/2017
marta hilgert ze swoim obrazem

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy etatowej?

Kiedy odchodziłam na macierzyński, byłam stuprocentowo pewna, że pierwszy dzień po urlopie o 7.45 będę przed drzwiami biura. Myślałam: jeśli mojej siostrze się udało, to mi też. Ale urodziła się Hanusia – dziecko z AZS i uczuleniem na niemal wszystko. Do tego doszła gigantyczna niedowaga w pierwszym miesiącu. Córka ssała pierś słabo i jedynie w półśnie. Musiałam ją karmić w interwałach: 10 minut ssania, a potem 15 spania i tak w kółko. Opcja: mleko odciągnięte i podane przez nianię odpadało. Do tego żadna babcia nie była pod ręką. Może gdyby to była praca, którą mogę wykonywać z domu, albo mogę do firmy chodzić na kilka godzin, to by się udało. Ale wówczas nie mieściło mi się w głowie, że siedzę w pracy 8 – 10 godzin i mam do tego rodzinę. To była zbyt mała firma, żeby mi zaproponowali inne, mniej odpowiedzialne stanowisko. Przyznaję z perspektywy czasu, że najlepsze byłoby, gdybym mogła mieć jakikolwiek kontakt z pracą, ale w ograniczonym wymiarze czasowym.

A potem pojawił się młodszy syn Mikołaj i wyjazd męża do Pragi…

Wydawnictwo, do którego mogłabym wrócić było w kiepskiej sytuacji. Kiedy syn podrósł, pomyślałam, że znajdę nową pracę… a wtedy firma męża nieoczekiwanie przeniosła go do Pragi. Dzielnie do nas dojeżdżał w każdy weekend, ale ja już wówczas wiedziałam, że z dwójką alergicznych dzieci, bez babci czy cioci do pomocy, jestem mało atrakcyjnym kandydatem na pracownika. Dzieci chorowały często, a ja nie potrafiłabym pracodawcy uczciwie odpowiedzieć na pytanie: a co pani zrobi jak zadzwonią ze żłobka, że dziecko ma gorączkę?

A w ogóle podejmowałaś jakieś próby powrotu do życia zawodowego w ciągu tych lat opieki nad dziećmi?

Pisałam teksty do babskich magazynów, ale były to zajęcia dorywcze. Może najbardziej żałuję tego, że nie miałam takich fuch więcej, ale prawda też jest taka, że na regularną współpracę nie miałam fizycznie czasu. Był to ten okres, kiedy internet był, ale nie zawsze dostępny i szybki. Powoli „dziczałam pracowniczo” i cofałam się do pozycji: „Przecież i tak nikt nie zatrudni matki samotnej z dwojgiem dzieci”.

Potem pojawiło się zainteresowanie grafiką. Jak to się stało, że postanowiłaś zająć się akurat tą dziedziną?

Kiedy po ponad dwóch latach dołączyłam z dziećmi do męża w Pradze, to co potrafiłam robić najlepiej, to była praca w wydawnictwie. Ale w obcym kraju wchodzi się w inną grupę językową. Nie miałam szansy na posadę w tej branży.

Lubię ludzi, mam zdolności językowe, z łatwością przychodzi mi pisanie, tłumaczyłam więc teksty i uczyłam dorosłych języka polskiego. Ale przyszedł kryzys w 2008 roku i firmy zaczęły oszczędzać. Rok zamartwiałam się i mimo, że nienawidzę sprzątać, postanowiłam, że jak życie nas przyciśnie, to mogę to robić za pieniądze lub bawić cudze dzieci. Przyszło mi do głowy i to, że właściwie jestem w takim punkcie, gdy zawodowo nie mam nic do stracenia. Albo z rozpaczy skoczę z mostu, albo spróbuję czegoś nowego.
Od zawsze bawiły mnie prace plastyczne i manualne, interesowałam się sztuką oraz grafiką użytkową. Jako dziecko nie miałam odwagi tej pasji rozwijać.

Pomyślałam więc: Teraz, albo nigdy! I nie ważne, że mam już 2×20 lat!

Kupiłam programy graficzne, zaczęłam się ich uczyć z samouczków na YouTube i podręczników, w końcu zapisałam się na roczny kurs. Okazało się, że mi to idzie, mimo, że nie mam studiów artystycznych i doświadczenia.

Już wcześniej, w ramach odskoczni od życia domowo – dzieciatego zapisałam się na kurs rysunku dla dorosłych i to mnie wciągnęło totalnie.

Dziś okazuje się, że to malowanie dla zabawy powoli staje się drugą ścieżką, która mnie prowadzi na rynek pracy. Zaczęłam moje obrazki pokazywać innym i zauważyłam, że niektóre się bardzo podobają, więc tu i tam udaje mi się coś sprzedać, lub też maluję nową rzecz na zamówienie. Zatem de facto pracuję – czasem za pieniądze, często charytatywnie, ale już pracuję!

Na pytanie o mój model biznesowy, ze śmiechem przyznaję – ludzie! Nie mam wykształcenia ekonomicznego i nawet mała tabelka w Excelu zrosi moje czoło potem. Nie mam też reklamy przy autostradzie. Za to mam własnoręcznie stworzoną stronę internetową (craftiespot.com), profil na Facebooku oraz dwie interaktywne galerie (galeria 1, galeria 2)

marta-hilgert-praca

Oczywiście czytam o marketingu, staram się dokształcać, szukać nowych kanałów sprzedaży, ale ciągle czuję się dyletantem. Mam jednak jedną zaletę – łatwo nawiązuję kontakty. Lubię ludzi, chętnie się z nimi spotykam, a jeśli mam czas i wiem jak, to im pomagam czy radzę. Na każde spotkanie, networking, wieczorek czy szkolenie noszę w plecaku swoje portfolio oraz kolekcje małych linorytów – jako prezent czy zakładkę do książki. Jeśli ktoś mnie pyta, co robię, ja zaś wiem, że czasu na gadanie mam mało, to wyciągam mój segregator A3 z obrazkami oraz wizytówkę.

Już nie czuję się sama, obca czy niechciana, mimo, że mieszkam w innym kraju, nie stoi za mną znana firma, a z mojego CV zionie wielka dziura, z której wystają dwie głowy dziecięce. Wyszukuję informacje o organizacjach, które pomagają kobietom wrócić na rynek pracy, chodzę na spotkania. Publikuję teksty, choćby za darmo. Staram się słuchać innych, uczyć się, nie poddawać… i być widoczna. No i czasem zdarza się cud, że do nikomu nieznanej polskiej kury domowej przyjedzie czeska telewizja i nakręci z nią reportaż (do obejrzenia tutaj >>).

Czy były jakieś momenty zwątpienia?

Nieustannie przeżywam takie momenty. Co jakiś czas zadaję sobie pytania: Ile czasu możesz sobie dać z rozwijaniem swojej pasji, a kiedy trzeba odpuścić? Ile temu możesz poświęcić – środków i czasu – swojego i rodzinnego?

Na początku byłam najbardziej sfrustrowana tym, że ja daję całą parę w gwizdek, a feedback jest jaki jest. Ludziom się podoba, lajkują na Facebooku, ale nie mam jakiś fantastycznych zleceń czy zamówień. Musiałam się pogodzić z faktem, że, jak mówią Czesi, wszystko potrzebuje czasu.

Sukces nie kiełkuje jak fasola na mokrej gazie. Bardziej przypomina cebulę.

Wsadzisz do ziemi szarą i pomarszczoną i całą zimę nie widzisz nic. Dopiero na wiosnę wyrastają pierwsze pędy. No, a zdarza się też, że cebula wystartuje dopiero za rok. Ale pod ziemią już coś się przecież dzieje. Więc nie traćmy nadziei i… cierpliwie podlewajmy!

Gdy czytam o start-upach jasno widzę, że rzadko sukces finansowy pojawia się od razu. Szczęśliwcy mają czasem ten luksus, że są we właściwym miejscu we właściwym momencie. Reszta – pracuje cierpliwie i od podstaw, czyli targi objazdowe, strona sprzedażowa, Facebook, portale sprzedające on-line.

Czy teraz jest coś z czym walczysz, co sprawia ci trudność?

Nie mam „biznesowego pazura”. Uwielbiam wytwarzać, malować czy projektować po nocach z narażeniem żywota swego, ale przeżywam boleśnie proces sprzedaży. Nie umiem jeszcze twardo argumentować, dlaczego to i tamto tyle kosztuje. Oferuję towary i usługi, które w piramidzie Maslowa są w tej górnej części. Moje autorskie, rysowane loga i piktogramy, ilustracje czy obrazy nie są niezbędne do życia. Z drugiej strony, wszystko zależy od definicji. Estetycznie zaprojektowany przedmiot czy kolorowy, fajny obraz może kogoś uratować przed frustracją, dodać oryginalności banalnemu wnętrzu, emanować pozytywną energią, realnie pomóc firmie być bardziej wyraźną wizualnie. Ja w to wierzę, ale mam świadomość, że dla wielu jest to “mgła i galareta”.

Co poradziłabyś kobietom, które na dłużej wypadły z rynku pracy i wydaje im się, że teraz tylko do grobowej deski w domu?

Przede wszystkim dziewczyny kochane pomyślcie w końcu o sobie. Nie siedźcie same w domu. Tu w Pradze spotykam się ostatnio z wieloma kobietami. Wiele bratnich duszy znalazłam w organizacji Minerva21. Historie są różne, ale wspólny mianownik jeden. Na całym świecie, w wielu kulturach. Istniejemy, by być na zawołanie naszej ukochanej rodziny – męża, dzieci, niedołężnych rodziców, chorego rodzeństwa, kariery… Mówię to bez cynizmu, ponieważ to fantastyczne, że prace tak strategiczne i społecznie niezbędne, jak opieka nad dziećmi, ludźmi starszymi czy niepełnosprawnymi jest sprawowana przez osoby kochające, odpowiedzialne i pełne poświęcenia. Jest tylko jedno „ale”.

Długotrwały okres pracy bez wynagrodzenia prowadzi do pewnego rodzaju zdziczenia. Zapominamy, że i my mamy prawo na czas tylko dla siebie, na hobby, na spotkania, na dokształcanie się i koniec końców, na wydawanie na to pieniędzy. My też potrzebujemy się rozwijać.

Nie tylko nasze dzieci, które posyłamy regularnie na angielski i pianino. Czy to pasja z pozoru niepraktyczna, czy kurs księgowości… wszystko nam może w pewnym momencie pomóc znowu na ten rynek pracy się dostać. Znam dziewczyny, które pracowały w banku, a po dziecku już nie chciały wracać do korporacji. Zaczęły od tego, że piekły tartaletki. Potem rozkręciły mikro firmę z cateringiem.
Patrząc, ile jest tych projektów można powiedzieć: daj sobie spokój.

Jednak te mikrobiznesy są fajnym sposobem, żeby utrzymać się w aktywności, zdobyć nowe umiejętności, ćwiczyć sztukę negocjacji, być między ludźmi. Nie zawsze uda się zarobić super kasę, ale nie jest to czas stracony.

Dzięki dzieciom stajemy się mistrzami logistyki, poznajemy podstawy logopedii i pediatrii, dietetyki i wielu innych. Jeśli możemy to wykorzystać zawodowo – to super, jeśli nie – uczmy się nowych rzeczy. Choćby na darmowym kursie on-line. Wychodźmy z domu i spotykajmy się z innymi kobietami, nie tylko z tymi, które zostały z dziećmi w domu.

Przede wszystkim jednak strzeżmy się podziałów. Podział na kury domowe kontra karierowiczki jest nieprawdziwy i chory. Wszystkie marzymy o tym samym – chcemy mieć spokojne, szczęśliwe rodziny. Zostawmy jałowe dyskusję na forach, która z nas jest lepszą matką. Każda z nas ma swoją historię, swoje uwarunkowania i ograniczenia.

Każda ma swoje priorytety – jedna rodzinę, a druga karierę. Nie porównujmy się, ale wspierajmy się, opowiadajmy o sobie. Już i tak mamy pod górkę na rynku pracy, ponieważ jesteśmy kobietami.

Pomagajmy sobie. Managerka może dać szansę kobiecie po dłuższej przerwie. Niepracująca zawodowo mama może odbierać dziecko z przedszkola sąsiadce, która musi być w biurze do osiemnastej. Braterstwo, siostrzeństwo – ono ma naprawdę sens!

Możemy czekać, aż nam rząd zmieni prawo pracy, a opinia społeczna zacznie szanować tzw. kury domowe. Ale zanim to się zmieni od góry, zmieniajmy świat  lokalnie. Nasz mikro-świat będzie lepszym miejscem, jeśli my będziemy nawzajem sobie pomagać.

Dziękuję za rozmowę. Czuję się pocieszona i podbudowana!

Zapraszamy także do lektury innych wspaniałych historii >

Zdjęcia: własność Marty Hilgert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.
Podyskutuj

5 rzeczy, o których warto pamiętać przed rozmową rekrutacyjną

Co powinnam wiedzieć przed spotkaniem z pracodawcą? Jak się ubrać? Czy mogę zadawać pytania? Czego oczekiwać na rozmowie kwalifikacyjnej? Te pytania często zadajecie w rozmowach z nami. Zapraszam do zapoznania się ze wskazówkami, które pomogą Ci oswoić stres przed spotkaniem rekrutacyjnym.
  • Anna Łabno - Kucharska - 08/10/2018

Świetnie przygotowałaś dokumenty rekrutacyjne. Być może jesteś po wstępnej rozmowie telefonicznej z rekruterem. Teraz przyszedł czas na rozmowę kwalifikacyjną! Gratulacje!

Nie osiadaj na laurach 😉

Podobnie jak do pisania CV czy listu motywacyjnego, do spotkania – najczęściej – w siedzibie pracodawcy też należy się przygotować. Szeroko mówimy o tym podczas naszego Kursu online Mamo Pracuj, natomiast poniżej przygotowałam najważniejsze obszary.

Pamiętaj o tych kilku przydatnych rzeczach:

1. Poznaj swojego potencjalnego pracodawcę i rekrutera

Zachęcam Cię do tego, żebyś sprawdziła czym dokładnie zajmuje się firma i jakimi legitymuje się wartościami, jeszcze przed wysłaniem CV lub wypełnieniem formularza rekrutacyjnego. Natomiast przed rozmową koniecznie znajdź czas na to, żeby wejść na stronę internetową firmy, zajrzyj do zakładki „Kariera”, w której zazwyczaj znajdziesz nie tylko ogłoszenia dotyczące pracy, ale również najważniejsze rzeczy związane z firmą. Zobacz czy kierują swój przekaz do pracowników – rodziców.

Sprawdź jak organizacja prezentuje się w social mediach. Wejdź na ich profil na LinkedIn lub Facebooku. Zobacz jakie realizują projekty, co jest dla nich aktualnie najważniejsze. Pomyśl gdzie widzisz siebie wśród różnych działań danej firmy. Możesz również poszukać opinii na temat pracodawcy, do którego wybierasz się na rozmowę. Może wśród Twoich kontaktów na profilach biznesowych jest ktoś, kto tam pracuje. Zapytaj o jej/jego opinię.

Wejdź na profile biznesowe rekrutera, z którym będziesz mieć rozmowę. Pamiętaj – rekruter to też człowiek. Zobacz jakie ma doświadczenie, historię zawodową, kompetencje. Poznaj go, a już na pewno zapamiętaj z imienia i nazwiska osobę, z którą będziesz umówiona na spotkanie.

2. Przygotuj swoje CV i zerknij na ogłoszenie, na które odpowiedziałaś

Weź ze sobą CV i referencje, jeśli je posiadasz. Przypomnij sobie co było najważniejsze w ogłoszeniu o pracę, na czym najbardziej zależało Twojemu potencjalnemu pracodawcy. Pomyśl jak i gdzie wykorzystywałaś te kompetencje, które są wyszczególnione w sylwetce kandydata. Przypomnij sobie konkretne zadania, wydarzenia i Twoje działania.

Rekruter może poprosić Cię o opowiedzenie historii związanej z konkretnym wydarzeniem z życia zawodowego, o Twoich działaniach, trudnych i stresujących wydarzeniach, sukcesach lub też wyciągniętych wnioskach, jeśli wystąpiły jakieś problemy. Czyli będzie zadawał pytania behawioralne – prześledź swoją historię zatrudnienia oraz przygotuj sobie wcześniej te informacje. Nie daj się zaskoczyć!

3. Weź ze sobą notatnik i coś do pisania

Będziesz mogła notować najważniejsze rzeczy podczas rozmowy oraz wypisz sobie w nim te pytania, które Ty chcesz zadać. Rozmowa rekrutacyjna może być dla Ciebie stresującym wydarzeniem. Aby nie zapomnieć o najważniejszych dla Ciebie aspektach, możesz je spisać i spokojnie zerkać do notatek podczas rozmowy.

4. Dzień wcześniej przygotuj ubranie i poznaj trasę dojazdu

Pamiętaj, żeby ubiór był w stylu biznesowym. Przymierz i sprawdź jak się czujesz w danym zestawie. Jeśli coś Cię uwiera znajdź inny strój. Niech nic Cię nie rozprasza. Wybierz takie ubranie, w którym będziesz się czuła pewnie. Nie ubieraj butów na wysokim obcasie, jeśli dawno nie miałaś ich na stopach. Jeśli na co dzień chodzisz w spodniach, nie musisz na siłę zakładać spódnicy za kolano – wybierz to, w czym czujesz się dobrze.

Poświęć trochę czasu na opracowanie sposobu jak dotrzesz na miejsce. Weź pod uwagę godziny szczytu, niezależnie czy będziesz docierać samochodem czy komunikacją miejską. Wybierz się trochę wcześniej, żeby się nie spóźnić. Jeśli cokolwiek sprawi, że dotrzesz na miejsce po umówionym czasie, poinformuj o tym rekrutera.

5. Weź ze sobą dobry humor i pozytywne nastawienie

Rozmowa rekrutacyjna to spotkanie dwóch stron, które czegoś od siebie oczekują i chcą się dobrze zaprezentować. Coraz częściej takie spotkanie jest bardzo partnerskie, na którym również Ty możesz zadawać pytania. Przed rozmową posłuchaj ulubionej piosenki, przeczytaj fragment książki, która jest dla Ciebie ważna. Wszystko to, co wprawi Cię w dobry nastrój, wykorzystaj przed spotkaniem z rekruterem.

Im lepiej przygotujesz się na spotkanie, tym będziesz spokojniejsza 🙂

Trzymam za Ciebie w kciuki!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Profil na LinkedIn. 4 najważniejsze kroki na początek

Masz profil na LinkedIn, ale rzadko tam zaglądasz? A może jeszcze nie? Zapewne słyszałaś, że dzisiaj pracy szuka się właśnie na LinkedIn, i że warto mieć tam profil… tylko nie masz czasu na jego dopracowanie? Zacznij od tych czterech kroków - na początek!
  • Agnieszka Kaczanowska - 01/10/2018
kobieta z tabletem

Masz profil? Przejdź do kolejnego punktu. Jeśli nie, załóż teraz!

Profil na LinkedIn jest bezpłatny, więc nic Cię to nie kosztuje, a możesz wiele zyskać. Na końcu artykułu podaję Ci linki do innych super ciekawych tekstów o LinkedIn 😉

Załóż konto, klikając tutaj >>>

A teraz zacznij działać. Nie od razu zbudujesz idealny profil, to wymaga czasu, ale od czegoś trzeba zacząć! Zatem zaczynamy:

1. Profil publiczny i adres url

Dwie ważne kwestie, do załatwienia za jednym zamachem. Po pierwsze upewnij się, że Twój profil jest publiczny. Jeśli pozostanie prywatny, to żaden z rekruterów nie będzie mógł przeglądać Twojego profilu. Możesz to zmienić w ustawieniach → wyświetlasz swój profil i po prawej stronie u góry znajdziesz napis: „Edytuj profil publiczny i adres url” → klikasz i ustawiasz profil publiczny.

profil na LinkedIN

Po drugie, w tym samym miejscu zmieniasz także adres url swojego profilu. Chodzi o to, aby adres Twojego profilu nie miał szeregu przypadkowych cyfr, nadanych losowo przez system, tylko Twoje dane. Ja mam: agnieszka-czmyr-kaczanowska, a pełny link to:

https://www.linkedin.com/in/agnieszka-czmyr-kaczanowska/

profil na LinkedIN

Pełny link, albo tylko skrót: „in/agnieszka-czmyr-kaczanowska” możesz podawać jako adres swojego profilu na LinkedIn, np. w CV, stopce maila, na wizytówkach.

W ten sposób także łatwiej Cię odnaleźć, ten adres jest unikalny. Nie ma drugiej osoby o takim adresie. Jeśli masz popularne imię i nazwisko, może okazać się, że coś będziesz musiała pokombinować.

Ale pamiętaj: nie używaj tutaj pseudonimów, zabawnych imion czy zdrobnień. Ma być profesjonalnie.

2. Nagłówek i #ONO

Jednym z najważniejszych miejsc Twojego profilu na LinkedIn, które powinno być wypełnione przez Ciebie to „nagłówek”. Gdzie go znaleźć? Dokładnie pod Twoim imieniem i nazwiskiem. Jeśli tego nie wypełnisz, automatycznie pojawi się Twoje ostatnie stanowisko pracy, a to może nie być korzystne. O wiele lepiej będzie, i co ważne skuteczniej, jeśli tam pojawią się Twoje obszary zainteresowań zawodowych, albo branża w której chcesz pracować/gdzie pracujesz/gdzie szukasz pracy.

profil na LinkedIN

Dlaczego? To dzięki tym słowom kluczowym, które zamieszczane są w nagłówkach, można przeszukiwać profile LinkedIn z czego rekruterzy skwapliwie korzystają. Jeśli więc chcesz, aby rekruterzy z branży finansowej znaleźli Twój profil, to wpisz sobie: finanse, księgowość czy audyt. Użyj słów, które opisują Twoje zainteresowania, ale też pamiętaj, aby były na tyle proste i intuicyjne, aby rekruter miał szansę Cię znaleźć.

Możesz je oddzielić kreskami, jak u mnie (ja też to gdzieś podpatrzyłam), mogą być przecinki lub inne znaki.

Nagłówek to także miejsce gdzie możesz wpisać: #ONO = „open for new opportunities” lub po polsku #PNW = „poszukuję nowych wyzwań”, aby dać sygnał, że szukasz pracy. Te hasztagi służą właśnie do pokazania, że szukasz pracy (więcej wyjaśnień znajdziesz w artykule Bartka Ziemiańskiego o tutaj >>>).

Możesz także zaznaczyć to w swoim profilu, poprzez odklikanie check boxa w ustawieniach. Szczegółowo o tym, jak działa ten check box tłumaczę w naszym kursie. Sprawdź, kiedy zaczynamy i dołącz do nas!

3. Podsumowanie w profilu LinkedIn

To idealne miejsce, aby pokazać siebie i to czym się zajmujesz, co Cię interesuje i jaką jesteś osobą. Taki rodzaj „elevator speach”. Możesz opisać krótko swoje doświadczenia, ale tak bardziej opisowo i ciekawie. Jeśli jesteś sprzedawcą, to jest to idealne miejsce, aby opisać jakie miałaś osiągnięcia, jeśli szkoleniowcem, to ile godzin szkoleń prowadziłaś etc. Każda z Was znajdzie coś swojego. Masz do wykorzystania 2000 znaków (ze spacjami) i wielkie pole do popisu.

profil na LinkedIN

Zachęcam Cię do zaglądania na profile innych, którzy mają to bardzo dobrze opisane. Ja polecam zawsze profile:

4. Dobre zdjęcie i cover foto

Ostatnie z czterech punktów, ale bardzo ważny. Profile, posiadające zdjęcia na LinkedIn, otrzymują do 14 razy więcej wyświetleń niż profile bez zdjęcia.

Równie ważne jest także, aby było to zdjęcie dobrej jakości, na którym wyglądasz ładnie i taka się czujesz. Nie powinno być prywatnym zdjęciem z wakacji (chyba, że kadr tego „nie zdradza”), ani zdjęciem z kimś. Musi być Twoje. Jeśli nie masz takiego, które się nadaje, to zadbaj o to. Coraz więcej firm świadczy usługi profesjonalnych zdjęć na LinkedIn, a na pewno masz znajomą koleżankę, która ma dobry aparat i robi świetne zdjęcia. Poproś ją o pomoc!

W swoim profilu na LinkedIn możesz także dodać tzw. „cover foto”, czyli zdjęcie w tle. Jego wymiary to: 1584 na 396 px (musi być dobrej jakości, ale nie większe niż 8MB). Można je wykorzystać, aby pokazać co Cię interesuje, pokazać coś ładnego, np. góry czy kwiaty, aby miło było patrzeć na Twój profil. Zobacz, co publikują inni i znajdź swój pomysł.

Kiedy te cztery elementy masz już ustawione, pora zająć się opisem doświadczenia, rekomendacjami i umiejętnościami. I tutaj też jest spore pole do popisu!

Wiele czasu na te obszary poświęcamy w trakcie naszego kursu on-line. Więcej informacji o kursie znajdziesz tutaj >>>

Powodzenia!

A jeśli chciałabyś pochwalić się swoim profilem, napisz do mnie na LinkedIn i zaproś do swoich kontaktów, pamiętając aby napisać mi kilka słów 😉 adres już znasz!

Zdjęcie tytułowe: Magda Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail