Czego szukasz

Nigdy nie jest za późno… na nowy zawód!

Kiedyś była sekretarzem redakcji w wydawnictwie, a po przeprowadzce do Pragi i kilku latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, została graficzką. Czy po długiej przerwie, można wrócić do pracy zawodowej i czy jest to dobry moment, żeby zacząć coś zupełnie nowego? Jeśli wydaje Ci się, że na coś jest w Twoim życiu zawodowym za późno, koniecznie przeczytaj inspirującą rozmowę z Martą Hilgert, która odmieniła swoje życie!

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska - 01/01/2017
marta hilgert ze swoim obrazem

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy etatowej?

Kiedy odchodziłam na macierzyński, byłam stuprocentowo pewna, że pierwszy dzień po urlopie o 7.45 będę przed drzwiami biura. Myślałam: jeśli mojej siostrze się udało, to mi też. Ale urodziła się Hanusia – dziecko z AZS i uczuleniem na niemal wszystko. Do tego doszła gigantyczna niedowaga w pierwszym miesiącu. Córka ssała pierś słabo i jedynie w półśnie. Musiałam ją karmić w interwałach: 10 minut ssania, a potem 15 spania i tak w kółko. Opcja: mleko odciągnięte i podane przez nianię odpadało. Do tego żadna babcia nie była pod ręką. Może gdyby to była praca, którą mogę wykonywać z domu, albo mogę do firmy chodzić na kilka godzin, to by się udało. Ale wówczas nie mieściło mi się w głowie, że siedzę w pracy 8 – 10 godzin i mam do tego rodzinę. To była zbyt mała firma, żeby mi zaproponowali inne, mniej odpowiedzialne stanowisko. Przyznaję z perspektywy czasu, że najlepsze byłoby, gdybym mogła mieć jakikolwiek kontakt z pracą, ale w ograniczonym wymiarze czasowym.

A potem pojawił się młodszy syn Mikołaj i wyjazd męża do Pragi…

Wydawnictwo, do którego mogłabym wrócić było w kiepskiej sytuacji. Kiedy syn podrósł, pomyślałam, że znajdę nową pracę… a wtedy firma męża nieoczekiwanie przeniosła go do Pragi. Dzielnie do nas dojeżdżał w każdy weekend, ale ja już wówczas wiedziałam, że z dwójką alergicznych dzieci, bez babci czy cioci do pomocy, jestem mało atrakcyjnym kandydatem na pracownika. Dzieci chorowały często, a ja nie potrafiłabym pracodawcy uczciwie odpowiedzieć na pytanie: a co pani zrobi jak zadzwonią ze żłobka, że dziecko ma gorączkę?

A w ogóle podejmowałaś jakieś próby powrotu do życia zawodowego w ciągu tych lat opieki nad dziećmi?

Pisałam teksty do babskich magazynów, ale były to zajęcia dorywcze. Może najbardziej żałuję tego, że nie miałam takich fuch więcej, ale prawda też jest taka, że na regularną współpracę nie miałam fizycznie czasu. Był to ten okres, kiedy internet był, ale nie zawsze dostępny i szybki. Powoli „dziczałam pracowniczo” i cofałam się do pozycji: „Przecież i tak nikt nie zatrudni matki samotnej z dwojgiem dzieci”.

Potem pojawiło się zainteresowanie grafiką. Jak to się stało, że postanowiłaś zająć się akurat tą dziedziną?

Kiedy po ponad dwóch latach dołączyłam z dziećmi do męża w Pradze, to co potrafiłam robić najlepiej, to była praca w wydawnictwie. Ale w obcym kraju wchodzi się w inną grupę językową. Nie miałam szansy na posadę w tej branży.

Lubię ludzi, mam zdolności językowe, z łatwością przychodzi mi pisanie, tłumaczyłam więc teksty i uczyłam dorosłych języka polskiego. Ale przyszedł kryzys w 2008 roku i firmy zaczęły oszczędzać. Rok zamartwiałam się i mimo, że nienawidzę sprzątać, postanowiłam, że jak życie nas przyciśnie, to mogę to robić za pieniądze lub bawić cudze dzieci. Przyszło mi do głowy i to, że właściwie jestem w takim punkcie, gdy zawodowo nie mam nic do stracenia. Albo z rozpaczy skoczę z mostu, albo spróbuję czegoś nowego.
Od zawsze bawiły mnie prace plastyczne i manualne, interesowałam się sztuką oraz grafiką użytkową. Jako dziecko nie miałam odwagi tej pasji rozwijać.

Pomyślałam więc: Teraz, albo nigdy! I nie ważne, że mam już 2×20 lat!

Kupiłam programy graficzne, zaczęłam się ich uczyć z samouczków na YouTube i podręczników, w końcu zapisałam się na roczny kurs. Okazało się, że mi to idzie, mimo, że nie mam studiów artystycznych i doświadczenia.

Już wcześniej, w ramach odskoczni od życia domowo – dzieciatego zapisałam się na kurs rysunku dla dorosłych i to mnie wciągnęło totalnie.

Dziś okazuje się, że to malowanie dla zabawy powoli staje się drugą ścieżką, która mnie prowadzi na rynek pracy. Zaczęłam moje obrazki pokazywać innym i zauważyłam, że niektóre się bardzo podobają, więc tu i tam udaje mi się coś sprzedać, lub też maluję nową rzecz na zamówienie. Zatem de facto pracuję – czasem za pieniądze, często charytatywnie, ale już pracuję!

Na pytanie o mój model biznesowy, ze śmiechem przyznaję – ludzie! Nie mam wykształcenia ekonomicznego i nawet mała tabelka w Excelu zrosi moje czoło potem. Nie mam też reklamy przy autostradzie. Za to mam własnoręcznie stworzoną stronę internetową (craftiespot.com), profil na Facebooku oraz dwie interaktywne galerie (galeria 1, galeria 2)

marta-hilgert-praca

Oczywiście czytam o marketingu, staram się dokształcać, szukać nowych kanałów sprzedaży, ale ciągle czuję się dyletantem. Mam jednak jedną zaletę – łatwo nawiązuję kontakty. Lubię ludzi, chętnie się z nimi spotykam, a jeśli mam czas i wiem jak, to im pomagam czy radzę. Na każde spotkanie, networking, wieczorek czy szkolenie noszę w plecaku swoje portfolio oraz kolekcje małych linorytów – jako prezent czy zakładkę do książki. Jeśli ktoś mnie pyta, co robię, ja zaś wiem, że czasu na gadanie mam mało, to wyciągam mój segregator A3 z obrazkami oraz wizytówkę.

Już nie czuję się sama, obca czy niechciana, mimo, że mieszkam w innym kraju, nie stoi za mną znana firma, a z mojego CV zionie wielka dziura, z której wystają dwie głowy dziecięce. Wyszukuję informacje o organizacjach, które pomagają kobietom wrócić na rynek pracy, chodzę na spotkania. Publikuję teksty, choćby za darmo. Staram się słuchać innych, uczyć się, nie poddawać… i być widoczna. No i czasem zdarza się cud, że do nikomu nieznanej polskiej kury domowej przyjedzie czeska telewizja i nakręci z nią reportaż (do obejrzenia tutaj >>).

Czy były jakieś momenty zwątpienia?

Nieustannie przeżywam takie momenty. Co jakiś czas zadaję sobie pytania: Ile czasu możesz sobie dać z rozwijaniem swojej pasji, a kiedy trzeba odpuścić? Ile temu możesz poświęcić – środków i czasu – swojego i rodzinnego?

Na początku byłam najbardziej sfrustrowana tym, że ja daję całą parę w gwizdek, a feedback jest jaki jest. Ludziom się podoba, lajkują na Facebooku, ale nie mam jakiś fantastycznych zleceń czy zamówień. Musiałam się pogodzić z faktem, że, jak mówią Czesi, wszystko potrzebuje czasu.

Sukces nie kiełkuje jak fasola na mokrej gazie. Bardziej przypomina cebulę.

Wsadzisz do ziemi szarą i pomarszczoną i całą zimę nie widzisz nic. Dopiero na wiosnę wyrastają pierwsze pędy. No, a zdarza się też, że cebula wystartuje dopiero za rok. Ale pod ziemią już coś się przecież dzieje. Więc nie traćmy nadziei i… cierpliwie podlewajmy!

Gdy czytam o start-upach jasno widzę, że rzadko sukces finansowy pojawia się od razu. Szczęśliwcy mają czasem ten luksus, że są we właściwym miejscu we właściwym momencie. Reszta – pracuje cierpliwie i od podstaw, czyli targi objazdowe, strona sprzedażowa, Facebook, portale sprzedające on-line.

Czy teraz jest coś z czym walczysz, co sprawia ci trudność?

Nie mam „biznesowego pazura”. Uwielbiam wytwarzać, malować czy projektować po nocach z narażeniem żywota swego, ale przeżywam boleśnie proces sprzedaży. Nie umiem jeszcze twardo argumentować, dlaczego to i tamto tyle kosztuje. Oferuję towary i usługi, które w piramidzie Maslowa są w tej górnej części. Moje autorskie, rysowane loga i piktogramy, ilustracje czy obrazy nie są niezbędne do życia. Z drugiej strony, wszystko zależy od definicji. Estetycznie zaprojektowany przedmiot czy kolorowy, fajny obraz może kogoś uratować przed frustracją, dodać oryginalności banalnemu wnętrzu, emanować pozytywną energią, realnie pomóc firmie być bardziej wyraźną wizualnie. Ja w to wierzę, ale mam świadomość, że dla wielu jest to “mgła i galareta”.

Co poradziłabyś kobietom, które na dłużej wypadły z rynku pracy i wydaje im się, że teraz tylko do grobowej deski w domu?

Przede wszystkim dziewczyny kochane pomyślcie w końcu o sobie. Nie siedźcie same w domu. Tu w Pradze spotykam się ostatnio z wieloma kobietami. Wiele bratnich duszy znalazłam w organizacji Minerva21. Historie są różne, ale wspólny mianownik jeden. Na całym świecie, w wielu kulturach. Istniejemy, by być na zawołanie naszej ukochanej rodziny – męża, dzieci, niedołężnych rodziców, chorego rodzeństwa, kariery… Mówię to bez cynizmu, ponieważ to fantastyczne, że prace tak strategiczne i społecznie niezbędne, jak opieka nad dziećmi, ludźmi starszymi czy niepełnosprawnymi jest sprawowana przez osoby kochające, odpowiedzialne i pełne poświęcenia. Jest tylko jedno „ale”.

Długotrwały okres pracy bez wynagrodzenia prowadzi do pewnego rodzaju zdziczenia. Zapominamy, że i my mamy prawo na czas tylko dla siebie, na hobby, na spotkania, na dokształcanie się i koniec końców, na wydawanie na to pieniędzy. My też potrzebujemy się rozwijać.

Nie tylko nasze dzieci, które posyłamy regularnie na angielski i pianino. Czy to pasja z pozoru niepraktyczna, czy kurs księgowości… wszystko nam może w pewnym momencie pomóc znowu na ten rynek pracy się dostać. Znam dziewczyny, które pracowały w banku, a po dziecku już nie chciały wracać do korporacji. Zaczęły od tego, że piekły tartaletki. Potem rozkręciły mikro firmę z cateringiem.
Patrząc, ile jest tych projektów można powiedzieć: daj sobie spokój.

Jednak te mikrobiznesy są fajnym sposobem, żeby utrzymać się w aktywności, zdobyć nowe umiejętności, ćwiczyć sztukę negocjacji, być między ludźmi. Nie zawsze uda się zarobić super kasę, ale nie jest to czas stracony.

Dzięki dzieciom stajemy się mistrzami logistyki, poznajemy podstawy logopedii i pediatrii, dietetyki i wielu innych. Jeśli możemy to wykorzystać zawodowo – to super, jeśli nie – uczmy się nowych rzeczy. Choćby na darmowym kursie on-line. Wychodźmy z domu i spotykajmy się z innymi kobietami, nie tylko z tymi, które zostały z dziećmi w domu.

Przede wszystkim jednak strzeżmy się podziałów. Podział na kury domowe kontra karierowiczki jest nieprawdziwy i chory. Wszystkie marzymy o tym samym – chcemy mieć spokojne, szczęśliwe rodziny. Zostawmy jałowe dyskusję na forach, która z nas jest lepszą matką. Każda z nas ma swoją historię, swoje uwarunkowania i ograniczenia.

Każda ma swoje priorytety – jedna rodzinę, a druga karierę. Nie porównujmy się, ale wspierajmy się, opowiadajmy o sobie. Już i tak mamy pod górkę na rynku pracy, ponieważ jesteśmy kobietami.

Pomagajmy sobie. Managerka może dać szansę kobiecie po dłuższej przerwie. Niepracująca zawodowo mama może odbierać dziecko z przedszkola sąsiadce, która musi być w biurze do osiemnastej. Braterstwo, siostrzeństwo – ono ma naprawdę sens!

Możemy czekać, aż nam rząd zmieni prawo pracy, a opinia społeczna zacznie szanować tzw. kury domowe. Ale zanim to się zmieni od góry, zmieniajmy świat  lokalnie. Nasz mikro-świat będzie lepszym miejscem, jeśli my będziemy nawzajem sobie pomagać.

Dziękuję za rozmowę. Czuję się pocieszona i podbudowana!

Zapraszamy także do lektury innych wspaniałych historii >

Zdjęcia: własność Marty Hilgert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.
Podyskutuj

Bezpłatny program mentorski Tech Leaders Polska – edycja 4

Cztery miesiące indywidualnych sesji mentorskich, podczas których będziesz mogła rozwijać się w wybranym przez siebie kierunku! Brzmi ciekawie? Poznaj bliżej bezpłatny program Tech Leaders Polska organizowany przez Women in Technology. Dedykowany jest on dla osób, które chcą się rozwijać w branży IT, myślą o założeniu własnej firmy, programują, chcą rozwinąć swoją firmę, poszukują własnej drogi zawodowej lub chcą się przebranżowić. Zapisy ruszają już wkrótce, a ilość miejsc jest ograniczona!
  • Agnieszka Kumorek - 03/12/2018
Program mentorski Tech Leaders Polska

Program mentorski Tech Leaders Polska – startuje IV edycja!

Międzynarodowy bezpłatny program mentorski Tech Leaders Polska rusza już w styczniu 2019 r. i potrwa do maja!

Misją projektu jest stworzenie swobodnej przestrzeni do dzielenia się wiedzą i rozwijania możliwości w życiu zawodowym, korzystając ze wsparcia doświadczonych mentorów.

W poprzednich trzech edycjach wzięło udział ponad 170 uczestniczek z całego świata.

„Program Tech Leaders cieszy się ogromnym powodzeniem, w poprzedniej edycji spłynęło do nas ponad 830 zgłoszeń od potencjalnych kandydatek z najdalszych rejonów świata. Od Kanady, Stanów Zjednoczonych, Indii, Singapuru po Europę, jest to znaczące, ponieważ oddaje skalę, jak bardzo potrzebny jest mentoring na całym świecie” mówi Anna Szwiec, jeden z organizatorów Tech Leaders Polska.

Tech Leaders Polska

Dla kogo przeznaczony jest Tech Leaders Polska?

Program przeznaczony jest dla każdego, kto chce rozwijać się w IT, wejść do tej branży oraz dla tych, którzy chcą rozwijać swoje idee biznesowe lub firmy związane z nowymi technologiami.

Poprzednie edycje były dedykowane jedynie dla kobiet, czwarta została otwarta dla wszystkich.

„W różnych etapach życia potrzebujemy rozwijać różne kompetencje, aby osiągnąć zamierzone cele, czy marzenia. W Tech Leaders dajemy możliwość uczestnikowi w każdym wieku, aby wybrał mentora, który w danym momencie życia najbardziej wzbogaci jego rozwój. Do dyspozycji są eksperci m.in. z programowania, user experience, sztucznej inteligencji, rozwijania biznesu, kompetencji miękkich, marketingu, sprzedaży etc. Program jest dedykowany zarówno dla osób rozpoczynających karierę, jak i tych, które są na bardziej zaawansowanym poziomie” mówi Ewelina Wołoszyn, jeden z organizatorów Tech Leaders Polska.

Tech Leaders Polska

Na czym polega program i jak można się zgłosić?

Program trwa cztery miesiące. Każdy uczestnik współpracuje z jednym mentorem w czasie indywidualnych sesji (uczestnicy sami wybierają mentorów na podstawie biogramów i sfer, które chcą rozwijać.). Częstotliwość i rodzaj spotkań – online/offline jest ustalana indywidualnie przez mentora i uczestnika, w zależności od potrzeb.

Wydarzenie jest bezpłatne, ale liczba miejsc ograniczona – uczestnicy będą wybrani spośród zgłoszeń.

Aby wziąć udział w wydarzeniu wypełnij aplikację dostępną od 14 grudnia do 28 grudnia br. na stronie techleaders.eu!

Kilka słów o organizatorach

Organizatorem Tech Leaders Polska jest społeczność Women in Technology, która zwiększa udział kobiet w IT i stymuluje ich rozwój w tej dziedzinie. Swoją misję realizuje poprzez:

  • organizowanie programu mentorskiego Tech Leaders,
  • organizowanie spotkań, warsztatów, konferencji, hackatonów,
  • promowanie ‘role models’ kobiet w IT,
  • budowanie społeczności.

Tech Leaders Polska

„Tech Leaders Polska jest częścią Tech Leaders Global – serii czteromiesięcznych programów mentorskich organizowanych na całym świecie” mówi Ewelina Łakoma, jeden z organizatorów Tech Leaders Polska.

Obecnie odbyły się edycje Tech Leaders Polska oraz Tech Leaders Rosja. Zespół lokalnych organizatorów pracuje nad Tech Leaders Stany Zjednoczone, Tech Leaders Afryka i Tech Leaders Japonia.

Kontakt do organizatorów:
Ewelina Wołoszyn
+48 663 121 699
[email protected]

Tech Leaders logo

Partnerzy Honorowi: Krajowa Izba Gospodarcza, Urząd Miasta Krakowa
Partnerzy: Konsulat Generalny Stanów Zjednoczonych w Krakowie, Women Techmakers, Google Developers, Sabre, GlobalLogic, Lonsley, Accenture

Fundacja Mamo Pracuj objęła wydarzenie swoim patronatem medialnym!

Zdjęcia: własność Tech Leaders Polska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbatki w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

Chcę pracować, bo kocham moje dziecko!

Jeżeli praca zawodowa daje mi wiele satysfakcji i dzięki niej realizuję swoje plany i ambicje, to zadowolenie będę przynosić do domu, a co za tym idzie, będę mieć pozytywną energię, aby po powrocie z pracy efektywnie spędzić czas z dzieckiem. Być może tej energii zabraknie jeśli, pozostając w domu, będę miała poczucie, że coś się we mnie marnuje, że za mało osiągnęłam lub nie zdążyłam zrealizować przed urodzeniem dziecka.
  • Sylwia Zgórkiewicz - 28/11/2018

Praca czy dom?

Mój pobyt w domu z Filipkiem – moim pierwszym dzieckiem to czas niezapomnianych chwil, ale i rewolucji w naszym życiu. Chyba jak każda „świeżo upieczona” mama, starałam się odnaleźć siebie w nowej sytuacji, na nowo zdefiniować swoje marzenia, ambicje, pragnienia. Zadaję sobie też pytania dotyczące pracy zawodowej, pracy w domu.

Uważam, panowie wybaczcie, że problem aktywności zawodowej bardziej dotyka kobiet niż mężczyzn. Ci ostatni po kilku dniach wsparcia dla kobiety, zazwyczaj po sztywno wyznaczonym przez ustawę urlopie „tacierzyńskim”, wracają do swojego dawnego trybu pracy. Natomiast kobieta musi sobie zadać pytanie i podjąć decyzję „co dalej z moją pracą?”. Oczywiście nie bierzemy tu pod uwagę sytuacji, kiedy mama, z przyczyn najczęściej finansowych, musi wrócić do pracy. Mam na myśli sytuację, kiedy mając zapewnione warunki bytowe, kobieta zastanawia się czy powrócić do pracy zawodowej czy spędzić pierwsze lata życia dziecka wspólnie z nim w domu.

Potrzeba czy presja społeczna

Powstaje niekiedy poważny dylemat i konflikt odczuć. Doskonale to rozumiem – z jednej strony dobro dziecka, jego wychowanie, budowanie więzi i świadomość, że nikt tego lepiej za mnie nie zrobi, a z drugiej strony chęć bycia z ludźmi, spełniania się w zawodzie, niezależności finansowej. Ja już wiem, że potrzebuję pracy zawodowej, mimo całej wspaniałości bycia z moim synkiem w domu.

Zastanawiałam się czy taka potrzeba jest kwestią presji społecznej, naszych szalonych czasów, w których  kobieta obok mężczyzny również musi pracować, musi piąć się po szczeblach kariery? Odpowiedziałam sobie na to pytanie – nie. To nie kwestia odgórnych nacisków, ale wewnętrznego przekonania kobiety, że tak będzie najlepiej dla rodziny i dla dziecka.

Dobra mama to szczęśliwa mama

Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że „dobra mama to szczęśliwa mama” i w tym stwierdzeniu jest piękna prawda. Jeżeli praca zawodowa daje mi wiele satysfakcji i dzięki niej realizuję swoje plany i ambicje, to zadowolenie będę przynosić do domu, a co za tym idzie, będę mieć pozytywną energię, aby po powrocie z pracy efektywnie spędzić czas z dzieckiem.

Być może tej energii zabraknie jeśli, pozostając w domu, będę miała poczucie, że coś się we mnie marnuje, że za mało osiągnęłam lub nie zdążyłam zrealizować przed urodzeniem dziecka. A do tego w natłoku prania, gotowania, prasowania, zakupów, sprzątania (dobrze wiemy, że w domu ZAWSZE  jest coś do zrobienia) może się okazać, że tak naprawdę wcale nie jestem z moim dzieckiem tylko gdzieś obok – zabiegana, zmęczona i zniecierpliwiona mama. A chyba nie o to nam chodzi.

Czasem warto zatęsknić

Mam poczucie też, że praca może być też doskonałą formą odskoczni od domowych obowiązków i pozwala nabrać do nich zdrowego dystansu. Zabrzmi to kiepsko, ale może dawać też zdrowy dystans również w stosunku do dziecka. Nawet w najlepszym związku kobiety i mężczyzny przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę może spowodować zagubienie uczuć. Być może w relacji mama – dziecko jest podobnie?

Może czasem warto zatęsknić nieco za swoim maleństwem żeby móc w pełni cieszyć się macierzyństwem? Oczywiście hasło „szczęśliwa mama” może też odnosić się do mamy, która świadomie wybrała pozostanie z dzieckiem w domu przez dłuższy czas. Taki wybór, podobnie jak praca zawodowa, nie powinien być w żaden sposób piętnowany, ale to już temat na inne rozważania.

Powrót mamy do pracy

Jest jeszcze inny powód, dla którego powrót mamy do pracy jest oznaką troski i miłości. Musimy w pewnym momencie popatrzyć krytycznym i realistycznym okiem na sytuacje finansową rodziny. Jeśli w danym momencie nam się powodzi, nie oznacza to wcale, że tak będzie zawsze. Praca kobiety może być istotnym wentylem bezpieczeństwa w razie jakichkolwiek problemów z pracą czy zdrowiem męża. Nie mówiąc o tym, że mężczyzna, jako głowa rodziny, jedyny żywiciel rodziny itd. – może czuć się obciążony świadomością, że na swoich barkach dźwiga budżet rodziny. Męska duma zapewne nie pozwoli mu się do tego przyznać, ale może warto mieć tę kwestię na uwadze. Nie chcemy przecież mieć w domu sfrustrowanego faceta.

Trzeba też myśleć o naszym malutkim potomku, który musi nauczyć się żyć w grupie, musi rozwijać się jako istotka społeczna, a bycie tylko i wyłącznie z mamą na pewno tego procesu mu nie ułatwi. A i nam będzie coraz trudniej się z nim rozstać. Opóźnianie decyzji o powrocie do pracy czy rozpoczęciu aktywności zawodowej nie powinno się przeciągać. Za chwilę maleństwo okaże się nastolatkiem, który już nie będzie potrzebował nas w takim wymiarze, jak noworodek. Oby wtedy nie okazało się, że nagle czujemy się samotne i opuszczone, albo co gorsza nie pozwalamy naszym dzieciom rozwinąć skrzydeł, bo chcemy je zostawić dla siebie. Błąd taki popełniają kobiety, które wszystko poświęciły i podporządkowały dzieciom, które oprócz nich nie mają nic swojego.

Wyrzuty sumienia

Moje rozważania powinny spowodować wyzbycie się często spotykanych wyrzutów sumienia przez mamy, które pracują. Pracujecie, bo kochacie swoją rodzinę, bo chcecie dla nich jak najlepiej! Bo chcecie, aby Wasze dziecko miało uśmiechniętą i zadowoloną mamę. Na pewno godzenie roli pracownika i roli mamy nie jest łatwe. Wiele zależy od rodzaju wykonywanej pracy (tutaj powinny posypać się gromy od mam pracujących do późna, zmęczonych i narzekających na brak czasu dla dziecka), ale mam przeczucie, że praca jest receptą na stworzenie harmonijnej, kochającej się rodziny.

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Sylwia Zgórkiewicz
Absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim i studiów Public Relations. Przez dłuższy czas zajmowała się organizacją szkoleń w jednym z Banków. Po narodzinach synka Filipa współtworzy pierwszą w Małopolsce firmę zajmującą się Home Stagingiem (scenydomowe.pl).
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail