Czego szukasz

Nigdy nie jest za późno… na nowy zawód!

Kiedyś była sekretarzem redakcji w wydawnictwie, a po przeprowadzce do Pragi i kilku latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, została graficzką. Czy po długiej przerwie, można wrócić do pracy zawodowej i czy jest to dobry moment, żeby zacząć coś zupełnie nowego? Jeśli wydaje Ci się, że na coś jest w Twoim życiu zawodowym za późno, koniecznie przeczytaj inspirującą rozmowę z Martą Hilgert, która odmieniła swoje życie!

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska - 01/01/2017
marta hilgert ze swoim obrazem

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy etatowej?

Kiedy odchodziłam na macierzyński, byłam stuprocentowo pewna, że pierwszy dzień po urlopie o 7.45 będę przed drzwiami biura. Myślałam: jeśli mojej siostrze się udało, to mi też. Ale urodziła się Hanusia – dziecko z AZS i uczuleniem na niemal wszystko. Do tego doszła gigantyczna niedowaga w pierwszym miesiącu. Córka ssała pierś słabo i jedynie w półśnie. Musiałam ją karmić w interwałach: 10 minut ssania, a potem 15 spania i tak w kółko. Opcja: mleko odciągnięte i podane przez nianię odpadało. Do tego żadna babcia nie była pod ręką. Może gdyby to była praca, którą mogę wykonywać z domu, albo mogę do firmy chodzić na kilka godzin, to by się udało. Ale wówczas nie mieściło mi się w głowie, że siedzę w pracy 8 – 10 godzin i mam do tego rodzinę. To była zbyt mała firma, żeby mi zaproponowali inne, mniej odpowiedzialne stanowisko. Przyznaję z perspektywy czasu, że najlepsze byłoby, gdybym mogła mieć jakikolwiek kontakt z pracą, ale w ograniczonym wymiarze czasowym.

A potem pojawił się młodszy syn Mikołaj i wyjazd męża do Pragi…

Wydawnictwo, do którego mogłabym wrócić było w kiepskiej sytuacji. Kiedy syn podrósł, pomyślałam, że znajdę nową pracę… a wtedy firma męża nieoczekiwanie przeniosła go do Pragi. Dzielnie do nas dojeżdżał w każdy weekend, ale ja już wówczas wiedziałam, że z dwójką alergicznych dzieci, bez babci czy cioci do pomocy, jestem mało atrakcyjnym kandydatem na pracownika. Dzieci chorowały często, a ja nie potrafiłabym pracodawcy uczciwie odpowiedzieć na pytanie: a co pani zrobi jak zadzwonią ze żłobka, że dziecko ma gorączkę?

A w ogóle podejmowałaś jakieś próby powrotu do życia zawodowego w ciągu tych lat opieki nad dziećmi?

Pisałam teksty do babskich magazynów, ale były to zajęcia dorywcze. Może najbardziej żałuję tego, że nie miałam takich fuch więcej, ale prawda też jest taka, że na regularną współpracę nie miałam fizycznie czasu. Był to ten okres, kiedy internet był, ale nie zawsze dostępny i szybki. Powoli „dziczałam pracowniczo” i cofałam się do pozycji: „Przecież i tak nikt nie zatrudni matki samotnej z dwojgiem dzieci”.

Potem pojawiło się zainteresowanie grafiką. Jak to się stało, że postanowiłaś zająć się akurat tą dziedziną?

Kiedy po ponad dwóch latach dołączyłam z dziećmi do męża w Pradze, to co potrafiłam robić najlepiej, to była praca w wydawnictwie. Ale w obcym kraju wchodzi się w inną grupę językową. Nie miałam szansy na posadę w tej branży.

Lubię ludzi, mam zdolności językowe, z łatwością przychodzi mi pisanie, tłumaczyłam więc teksty i uczyłam dorosłych języka polskiego. Ale przyszedł kryzys w 2008 roku i firmy zaczęły oszczędzać. Rok zamartwiałam się i mimo, że nienawidzę sprzątać, postanowiłam, że jak życie nas przyciśnie, to mogę to robić za pieniądze lub bawić cudze dzieci. Przyszło mi do głowy i to, że właściwie jestem w takim punkcie, gdy zawodowo nie mam nic do stracenia. Albo z rozpaczy skoczę z mostu, albo spróbuję czegoś nowego.
Od zawsze bawiły mnie prace plastyczne i manualne, interesowałam się sztuką oraz grafiką użytkową. Jako dziecko nie miałam odwagi tej pasji rozwijać.

Pomyślałam więc: Teraz, albo nigdy! I nie ważne, że mam już 2×20 lat!

Kupiłam programy graficzne, zaczęłam się ich uczyć z samouczków na YouTube i podręczników, w końcu zapisałam się na roczny kurs. Okazało się, że mi to idzie, mimo, że nie mam studiów artystycznych i doświadczenia.

Już wcześniej, w ramach odskoczni od życia domowo – dzieciatego zapisałam się na kurs rysunku dla dorosłych i to mnie wciągnęło totalnie.

Dziś okazuje się, że to malowanie dla zabawy powoli staje się drugą ścieżką, która mnie prowadzi na rynek pracy. Zaczęłam moje obrazki pokazywać innym i zauważyłam, że niektóre się bardzo podobają, więc tu i tam udaje mi się coś sprzedać, lub też maluję nową rzecz na zamówienie. Zatem de facto pracuję – czasem za pieniądze, często charytatywnie, ale już pracuję!

Na pytanie o mój model biznesowy, ze śmiechem przyznaję – ludzie! Nie mam wykształcenia ekonomicznego i nawet mała tabelka w Excelu zrosi moje czoło potem. Nie mam też reklamy przy autostradzie. Za to mam własnoręcznie stworzoną stronę internetową (craftiespot.com), profil na Facebooku oraz dwie interaktywne galerie (galeria 1, galeria 2)

marta-hilgert-praca

Oczywiście czytam o marketingu, staram się dokształcać, szukać nowych kanałów sprzedaży, ale ciągle czuję się dyletantem. Mam jednak jedną zaletę – łatwo nawiązuję kontakty. Lubię ludzi, chętnie się z nimi spotykam, a jeśli mam czas i wiem jak, to im pomagam czy radzę. Na każde spotkanie, networking, wieczorek czy szkolenie noszę w plecaku swoje portfolio oraz kolekcje małych linorytów – jako prezent czy zakładkę do książki. Jeśli ktoś mnie pyta, co robię, ja zaś wiem, że czasu na gadanie mam mało, to wyciągam mój segregator A3 z obrazkami oraz wizytówkę.

Już nie czuję się sama, obca czy niechciana, mimo, że mieszkam w innym kraju, nie stoi za mną znana firma, a z mojego CV zionie wielka dziura, z której wystają dwie głowy dziecięce. Wyszukuję informacje o organizacjach, które pomagają kobietom wrócić na rynek pracy, chodzę na spotkania. Publikuję teksty, choćby za darmo. Staram się słuchać innych, uczyć się, nie poddawać… i być widoczna. No i czasem zdarza się cud, że do nikomu nieznanej polskiej kury domowej przyjedzie czeska telewizja i nakręci z nią reportaż (do obejrzenia tutaj >>).

Czy były jakieś momenty zwątpienia?

Nieustannie przeżywam takie momenty. Co jakiś czas zadaję sobie pytania: Ile czasu możesz sobie dać z rozwijaniem swojej pasji, a kiedy trzeba odpuścić? Ile temu możesz poświęcić – środków i czasu – swojego i rodzinnego?

Na początku byłam najbardziej sfrustrowana tym, że ja daję całą parę w gwizdek, a feedback jest jaki jest. Ludziom się podoba, lajkują na Facebooku, ale nie mam jakiś fantastycznych zleceń czy zamówień. Musiałam się pogodzić z faktem, że, jak mówią Czesi, wszystko potrzebuje czasu.

Sukces nie kiełkuje jak fasola na mokrej gazie. Bardziej przypomina cebulę.

Wsadzisz do ziemi szarą i pomarszczoną i całą zimę nie widzisz nic. Dopiero na wiosnę wyrastają pierwsze pędy. No, a zdarza się też, że cebula wystartuje dopiero za rok. Ale pod ziemią już coś się przecież dzieje. Więc nie traćmy nadziei i… cierpliwie podlewajmy!

Gdy czytam o start-upach jasno widzę, że rzadko sukces finansowy pojawia się od razu. Szczęśliwcy mają czasem ten luksus, że są we właściwym miejscu we właściwym momencie. Reszta – pracuje cierpliwie i od podstaw, czyli targi objazdowe, strona sprzedażowa, Facebook, portale sprzedające on-line.

Czy teraz jest coś z czym walczysz, co sprawia ci trudność?

Nie mam „biznesowego pazura”. Uwielbiam wytwarzać, malować czy projektować po nocach z narażeniem żywota swego, ale przeżywam boleśnie proces sprzedaży. Nie umiem jeszcze twardo argumentować, dlaczego to i tamto tyle kosztuje. Oferuję towary i usługi, które w piramidzie Maslowa są w tej górnej części. Moje autorskie, rysowane loga i piktogramy, ilustracje czy obrazy nie są niezbędne do życia. Z drugiej strony, wszystko zależy od definicji. Estetycznie zaprojektowany przedmiot czy kolorowy, fajny obraz może kogoś uratować przed frustracją, dodać oryginalności banalnemu wnętrzu, emanować pozytywną energią, realnie pomóc firmie być bardziej wyraźną wizualnie. Ja w to wierzę, ale mam świadomość, że dla wielu jest to “mgła i galareta”.

Co poradziłabyś kobietom, które na dłużej wypadły z rynku pracy i wydaje im się, że teraz tylko do grobowej deski w domu?

Przede wszystkim dziewczyny kochane pomyślcie w końcu o sobie. Nie siedźcie same w domu. Tu w Pradze spotykam się ostatnio z wieloma kobietami. Wiele bratnich duszy znalazłam w organizacji Minerva21. Historie są różne, ale wspólny mianownik jeden. Na całym świecie, w wielu kulturach. Istniejemy, by być na zawołanie naszej ukochanej rodziny – męża, dzieci, niedołężnych rodziców, chorego rodzeństwa, kariery… Mówię to bez cynizmu, ponieważ to fantastyczne, że prace tak strategiczne i społecznie niezbędne, jak opieka nad dziećmi, ludźmi starszymi czy niepełnosprawnymi jest sprawowana przez osoby kochające, odpowiedzialne i pełne poświęcenia. Jest tylko jedno „ale”.

Długotrwały okres pracy bez wynagrodzenia prowadzi do pewnego rodzaju zdziczenia. Zapominamy, że i my mamy prawo na czas tylko dla siebie, na hobby, na spotkania, na dokształcanie się i koniec końców, na wydawanie na to pieniędzy. My też potrzebujemy się rozwijać.

Nie tylko nasze dzieci, które posyłamy regularnie na angielski i pianino. Czy to pasja z pozoru niepraktyczna, czy kurs księgowości… wszystko nam może w pewnym momencie pomóc znowu na ten rynek pracy się dostać. Znam dziewczyny, które pracowały w banku, a po dziecku już nie chciały wracać do korporacji. Zaczęły od tego, że piekły tartaletki. Potem rozkręciły mikro firmę z cateringiem.
Patrząc, ile jest tych projektów można powiedzieć: daj sobie spokój.

Jednak te mikrobiznesy są fajnym sposobem, żeby utrzymać się w aktywności, zdobyć nowe umiejętności, ćwiczyć sztukę negocjacji, być między ludźmi. Nie zawsze uda się zarobić super kasę, ale nie jest to czas stracony.

Dzięki dzieciom stajemy się mistrzami logistyki, poznajemy podstawy logopedii i pediatrii, dietetyki i wielu innych. Jeśli możemy to wykorzystać zawodowo – to super, jeśli nie – uczmy się nowych rzeczy. Choćby na darmowym kursie on-line. Wychodźmy z domu i spotykajmy się z innymi kobietami, nie tylko z tymi, które zostały z dziećmi w domu.

Przede wszystkim jednak strzeżmy się podziałów. Podział na kury domowe kontra karierowiczki jest nieprawdziwy i chory. Wszystkie marzymy o tym samym – chcemy mieć spokojne, szczęśliwe rodziny. Zostawmy jałowe dyskusję na forach, która z nas jest lepszą matką. Każda z nas ma swoją historię, swoje uwarunkowania i ograniczenia.

Każda ma swoje priorytety – jedna rodzinę, a druga karierę. Nie porównujmy się, ale wspierajmy się, opowiadajmy o sobie. Już i tak mamy pod górkę na rynku pracy, ponieważ jesteśmy kobietami.

Pomagajmy sobie. Managerka może dać szansę kobiecie po dłuższej przerwie. Niepracująca zawodowo mama może odbierać dziecko z przedszkola sąsiadce, która musi być w biurze do osiemnastej. Braterstwo, siostrzeństwo – ono ma naprawdę sens!

Możemy czekać, aż nam rząd zmieni prawo pracy, a opinia społeczna zacznie szanować tzw. kury domowe. Ale zanim to się zmieni od góry, zmieniajmy świat  lokalnie. Nasz mikro-świat będzie lepszym miejscem, jeśli my będziemy nawzajem sobie pomagać.

Dziękuję za rozmowę. Czuję się pocieszona i podbudowana!

Zapraszamy także do lektury innych wspaniałych historii >

Zdjęcia: własność Marty Hilgert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.
Podyskutuj

2 odpowiedzi na “Nigdy nie jest za późno… na nowy zawód!”

  1. Ulalafiufiu napisał(a):

    Bardzo mądre słowa tu padły, dzięki za ten wywiad. Dodaje energii! Pozdrawiam bohaterkę!!!

  2. Marta napisał(a):

    @Ulafiufiu dzieki wielkie :)) Pozdrawiam serdecznie. I trzymam kciuki za
    to, co teraz absorbuje Cie w 85% i… za pozostale 15%, ktore czeka na
    odpowiedni moment, aby rozkwitnać (proporcje zgaduje, wiec moge sie
    mylic, za co sie nie gniewaj). Wszystkiego, co najlepsze! XXX Marta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak znaleźć pracę marzeń w 2018 roku? – bezpłatne konsultacje dla mam

Podobno postanowienia noworoczne nie są skuteczne. Ale gdyby efektywnie zaplanować ich realizację? Oprzeć się na doświadczeniu eksperta? Nie pomożemy z wszystkimi zmianami, jakie planujesz w 2018. Natomiast jeśli myślisz o zmianie zawodowej, to zapraszamy Cię do nowej, bezpłatnej akcji - Jak znaleźć pracę marzeń w 2018 roku. Zgłoś się już teraz.
  • Anna Łabno - Kucharska - 01/01/2018
Młoda uśmiechnięta kobieta w biurze

Jak znaleźć pracę marzeń w nowym roku?

Jeśli:

  • po urodzeniu dziecka chcesz wrócić do satysfakcjonującej pracy zawodowej
  • masz poczucie, że praca w dotychczasowym miejscu nie jest już dla Ciebie odpowiednia
  • chcesz pracy zawodowej, która da Ci poczucie sensu oraz radość
  • potrzebujesz wsparcia w określeniu kierunku rozwoju zawodowego

To świetnie!

Zapraszamy Cię do naszej nowej akcji – Jak znaleźć pracę marzeń w 2018 roku?

Specjalnie dla Was coach Anna Bednarczuk pomoże Wam określić kierunek rozwoju zawodowego.

W czasie akcji odbędzie się 30 konsultacji, dla 30 mam z całej Polski. Podczas spotkań on-line lub telefonicznych wspólnie określicie dotychczasowe doświadczenie zawodowe, będziecie mogły porozmawiać o odkrywaniu mocnych stron, preferencjach związanych z pracą zawodową, wyznaczyć cele i nakreślić plan działań, prowadzący do zdobycia wymarzonej pracy.

Bezpłatne konsultacje odbędą się w styczniu i lutym 2018 roku.

Zgłoszenia przyjmujemy od 2 do 15 stycznia 2018 poprzez ten formularz >>

Kto za tym stoi?

Anna Bednarczuk jest coachem, trenerem i autorką podcastu „Kurs na pasję”. Wspiera kobiety w drodze do wymarzonej pracy. Przez 14 lat pracowała w różnych jednostkach i branżach, najdłużej – przy funduszach unijnych. W tym czasie też zdobyła wykształcenie i doświadczenie jako coach.

Praca z kobietami i pomaganie im żyć z mocą i radością jest dla niej szalenie ważne. Z tej potrzeby też „zrodził się” podcast „Kurs na pasję”. Jest mamą trójki dzieci, a jednocześnie kobietą która uwielbia rozwijać się zawodowo, żyć z pasją i być niezależna. Jej miejsce w sieci: www.silazmian.pl

Tak, chcę wziąć udział w akcji jak znaleźć pracę marzeń w 2018 roku?

Wypełnij ten formularz >>

Na Wasze zgłoszenia czekamy tylko do 15 stycznia. Na podstawie Waszych zgłoszeń wybierzemy 30 mam, z którymi umówimy się na konsultacje.

Nie liczy się kolejność zgłoszeń, ale liczba miejsc jest ograniczona, więc nie czekaj, zgłoś się już teraz!

Konsultacje będą trwały 1 godzinę (60 minut) przez skype lub przez telefon, w umówionym czasie, nie później niż do 16.02 br.

Zapraszamy!

Masz pytania? Napisz do mnie!  anna.labno@mamopracuj.pl

jak znaleźć pracę marzeń

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jakie zawody mogą zniknąć? I czy trzeba bać się robotów?

Skoro, zdaniem ekspertów 44% obecnie istniejących zawodów zostanie zautomatyzowanych, czyli zastąpionych robotami, co się stanie z nami, ludźmi zatrudnionymi na tych stanowiskach? Czy mamy powody do obaw? Zapraszam do ciekawej rozmowy z Mają Gojtowską, ekspertem m.in. w zakresie HR i employer branding, która odpowiada na ważne pytanie: Jakie zawody mogą zniknąć?
  • Agnieszka Kaczanowska - 19/12/2017
Czy trzeba bać się robotów?

Specjaliści podkreślają, że 44% zawodów istniejących obecnie zostanie zautomatyzowanych. Czy to oznacza, że ludzie przestaną być potrzebni w 44% zawodów? Jakie zawody mogą zniknąć? Dopytuję się, bo to trochę przerażające…

Rzeczywiście na pierwszy rzut oka liczby nie nastrajają optymistycznie. Sztuczna inteligencja już dziś zmienia rynek pracy. Wkracza tam, gdzie człowiek wykonuje żmudne, powtarzające się działania. Nie wpływa to jednak na negatywne postrzeganie rozwiązań z obszaru sztucznej inteligencji. Tak naprawdę, jak wynika m.in. z badań przeprowadzonych przez Infuture hatalska foresight institute prawie połowa Polaków deklaruje, że automatyzacja pracy jest normalną konsekwencją rozwoju technologicznego. Patrzą więc na nią jeśli nie pozytywnie, to przynajmniej neutralnie.

Maju, jakie zawody mogą zniknąć? Jakie branże będą najbardziej zagrożone?

Szczególnie zagrożone są zawody związane z transportem, logistyką, ale także te z obszaru pracy biurowej, rynku ubezpieczeń, finansów, call center, sprzedaży etc. Już dziś AI zastępuje kasjerów – w wielu sklepach wielkoformatowych dostępne są przecież samoobsługowe kasy płatnicze. Z drugiej jednak strony szacuje się, że 60% zawodów, w których ludzie będą pracować za 10 lat jeszcze nie powstało. Na miejsce każdego zawodu, który wymiera tworzone są nowe. Przykładem na to jest oferta pracy, która wpadła mi ostatnio w ręce. Polski start-up Emplocity poszukuje… trenera bota, jednym słowem człowieka, który zadba o to, by (ro)bot pracował jak należy.

A co się stanie z osobami, które te zawody wykonują?

Kolejne zawody będą znikać. To pewne. Ale na ich miejsce będą pojawiać się nowe. Rolą pracowników jest śledzenie trendów, świadomość zmiany, a pracodawców – zachęcania swoich ludzi do ciągłego uczenia, rozwijania, a finalnie zmiany kwalifikacji zawodowych.

Dla mnie największym zaskoczeniem był robot IBM Watson, który potrafi lepiej postawić diagnozę niż lekarz…. czy lekarze też mogą stracić pracę?

Sztuczna inteligencja i nowe technologie mogą zmieniać pracę człowieka, ale nigdy go nie zastąpią. W przypadku lekarzy może to oznaczać, że będą korzystać z zupełnie nowych narzędzi, będą inaczej kontaktować się z pacjentami, będą mogli lepiej analizować konkretne przypadki.

Ja się tak zastanawiam, czy my ludzie mamy jakąś przewagę jeszcze wobec robotów? Bo skoro lekarz, kierowca, może nawet rekruter znikną, to które zawody/nasze umiejętności nie mają szans z robotami?

Oglądałaś film “Sully”, pokazujący kulisy feralnego lotu US Airways 1549, którego finałem było lądowanie samolotu na rzece Hudson?

Nie, jeszcze nie! 😉

To postaram się mocno nie spoilerować. W pewnym momencie główny bohater całej historii kap. Chesley Sullenberger, w toku śledztwa prowadzonego przez Narodową Radę Bezpieczeństwa staje się winnym. Śledczy próbują go obarczyć winą, za wypadek, a w toku postępowania powołują się na loty wykonywane na symulatorze lotów.

Moim zdaniem to fajne pokazanie starcia maszyny z człowiekiem – pracownikiem. Nie będę zdradzała fabuły, ale mój wniosek jest jeden. Trudno jest zastąpić człowieka, a przede wszystkim jego emocje. Jak ma się to np. do branży HR? Sztuczna inteligencja może ułatwić pracę rekruterów – już dostępne są narzędzia do analiz CV, czy automatyzacji kontaktów z kandydatami, ale w najbliższej przyszłości nie wierzę, że do pracy będą przyjmowały nas roboty. Mogą dokonać wstępnej selekcji, ale ostatecznie piłka będzie zawsze po stronie człowieka.

To dobrze! A jak się przygotować na zmiany już teraz? Co robić? W jakim kierunku się rozwijać, a może nawet inaczej, jak pomóc naszym dzieciom już teraz, aby w przyszłości miały pracę ciekawą, rozwijającą i dobrze płatną?

Przede wszystkim być otwartym na zmiany, nowości, nowe technologie. Nie warto bać się przebranżowienia. Bo jest to możliwe – na rynku mnóstwo jest kursów programowania, czy testowania. Część jest płatna, ale spora część to rozwiązania darmowe. Dzięki nim możemy zdobywać zupełnie nowe zawody i zaczynać pracę od nowa.

I ja się pod tym całkowicie podpisuję!
Dziękuję za rozmowę.


maja gojtowskaRozmawiałam z Mają Gojtowską, która pomaga firmom traktować swoich kandydatów i pracowników przynajmniej tak dobrze, jak klientów. Ekspert w zakresie PR i komunikacji wewnętrznej z 8-letnim doświadczeniem zdobytym w międzynarodowych organizacjach i agencjach public relations. Specjalizuje się w employer brandingu i komunikacji w obszarze rekrutacji i HR. O skutecznym budowaniu wizerunku pisze na stronie www.gojtowska.com.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail