Czego szukasz

Bez nas nie dacie rady! Ojciec też ogarnia

Dużo piszecie w tym tygodniu o matkach, ale prawda jest taka, że bez nas dacie rady 😉 I nie chodzi tutaj o puste przechwałki, ale „ogarnianie” dzieci i wszystkich innych domowych obowiązków to też nasza – ojców – sprawa! Sam jestem tatą trójki i mężem Agnieszki, i wiem, że ja też #OgarnęTo bez problemów. A jak to jest u Was? Mąż/partner angażuje się czy raczej unika?

Tato z dziećmi

Kto rano wstaje temu…

Dziś rano zostaję w domu dłużej. Niania jest z nami trzy/cztery dni w tygodniu i dziś akurat ma wolne. W ten „beznianiowy” dzień Agnieszka zazwyczaj planuje pobyć dłużej z dziećmi. Dziś też się tak stanie, ale potrzebuje trochę czasu przed południem żeby dokończyć jakieś ważne „coś”. Kto wie, może przygotowuje kolejny tekst? Albo konkurs na FB? Nieistotne co, istotne za to, że musi być zrobione „na wczoraj”.

Zatem ranek jest mój. Do stołu nakrywam jeszcze wieczorem dnia poprzedniego, żeby rano oszczędzić sobie nagłego zaskoczenia, że oto wszystkie talerze spoczywają brudne w zmywarce. Robienie jajecznicy dla dzieci opanowałem już do perfekcji…, no, powiedzmy że do stanu, w którym są w stanie ją zjeść. Tak więc jajecznica. W tym czasie Agnieszka pilnuje starszych aby się ubrały i ubiera najmłodszego. Jemy wspólnie. Potem mycie zębów, czesanie, taka klasyka. Wspólnym wysiłkiem pakujemy dzieci do auta – czas na jazdę do szkoły i przedszkola.

Requiem dla Pani z warzywniaka…

Agnieszka zostaje w domu. W czasie gdy ja stoję w korku (pozdrowienia dla wszystkich, którzy wbijają się rano do centrum!) ona jeszcze chwilę pokrząta się po kuchni (jak twierdzi nie jest w stanie pracować w towarzystwie pośniadaniowego rozgardiaszu). Zawsze mnie to oburza, bo w końcu przed wyjściem zdążyliśmy wsadzić talerze do zmywarki. Hm, pewnie znowu okruszki, i blat niepościerany, no tak… W czasie gdy w domu Agnieszka wychodzi z lśniącej kuchni i siada przed komputerem ja wysadzam Zosię pod szkołą, po czym z Helenką idę do przedszkola. Helenka mówi coś do mnie cały czas. Towarzyszy nam półtoraroczny Krzyś, który albo drepcze obok trzymając mnie za rękę albo przytulony do mnie uprzejmie pozwala się nieść. Niezależnie od tego jak przemieszcza się Krzyś, Helenka wciąż coś mówi.

Gdy pożegnamy już Helenkę w przedszkolu („Tato, a kto po mnie przyjedzie dzisiaj?”, „Tato, a mama będzie przed obiadem?”, „Tato, a Zuzia ma takie same pantofle jak ja!”) wówczas ruszamy z Krzysiem na zakupy. Gdy pogoda jest ładna to nie spieszymy się, bo dobrze się robi zakupy z Krzysiem. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn gdy robię zakupy z synkiem panie z warzywnego (mięsnego, piekarni, itp.) nie wciskają mi nadpsutych warzyw (starej wędliny, czerstwego chleba, itp.) licząc na to (i słusznie!), że nie zauważę. Z bułkami (i ekstra drożdżówką do kawy), z warzywami, wędliną, i co tam jeszcze było na liście, wracamy do domu.

Dziękuję Bogu za… ciężarówki!

W czasie jazdy powrotnej (hurra, w tę stronę korków nie ma!) trzeba pilnować by Krzyś nie zasnął. Jednostajny szum silnika i kołysanie auta robią swoje. Oczka zamykają się. Nie! Śpiewam, zagaduję, na czerwonym świetle łaskoczę w nóżkę – słowem, daje z siebie wszystko. Moimi największymi sprzymierzeńcami są ciężarówki: gdy jakąś zobaczy wówczas z ekscytacji z pewnością nie zaśnie. Rozmawiamy potem całe -naście minut o tym cudzie. Krzyś entuzjastycznie przytakuje, gdy pytam czy była wielka i czy była czerwona. Równie ochoczo przytakuje, gdy pytam czy była niebieska. I tak nam mija podróż.

Agnieszka szóstym zmysłem odgaduje, że już zaraz będziemy i znika w gabinecie. Krzyś jest mój. Autka, pokroić jabłko, „zejdź z krzesła bo spadniesz” (bzdura, nie spada wcale, to tylko moje fobie), podać picie, teraz chce plecaczek misiowy, a teraz patataj na nodze Taty… Nie powiem, czasem udaje mi się czerpać wielką frajdę ze wspólnych zabaw, ale czasem tylko patrzę na zegarek i cieszę się z każdej mijającej minuty.

W końcu zbliża się jedenasta – godzina, w której Krzyś ucina sobie drzemkę. Albo wózku, albo w łóżeczku, jak zwykle podejmuje krótką walkę z sennością …i jak zwykle ją przegrywa. Jeżeli jest chwila czasu to wypijemy jeszcze z Agnieszką kawę i porozmawiamy. Jeżeli nie, to pędzę do pracy. Krzyś będzie spał około dwóch godzin, Agnieszka da radę jeszcze trochę popracować. Potem to ona przejmie cały majdan: Krzysia i przywożenie dziewczynek do domu. Ja zobaczę się z nimi dopiero wieczorem.

I wiecie, to są bardzo fajne dni!

Jak lepiej zarządzać czasem?

Książka Pani Swojego Czasu i Planer Pełen Czasu pomogą Ci w tym idealnie.

Zdjęcie: 123.rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zawodowo informatyk, prywatnie mąż i tata. Prowadzi bloga poświęconego technologii. W 2012 wydał swoją własną książkę (dla hardcorowych programistów, nie polecam ;), a obecnie odpoczywa wyczerpany twórczym wysiłkiem.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie