Czego szukasz

10 pomysłów na zabawy z tatą, które pokocha Twoje dziecko

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Ojca. Święto wciąż mniej hucznie obchodzone niż Dzień Matki, a przecież tata odgrywa w życiu dziecka równie ważną rolę. Pomijając kwestie indywidualne dla każdej rodziny jak: ilość wolnego czasu spędzanego z dzieckiem lub dziećmi, styl wychowywania, możliwości finansowe czy plan dnia, każde dziecko może w ciekawy sposób spędzić czas na zabawie z tatą.

  • Joanna Szmit - 20/06/2019

Malowanie farbami lub klejenie figurek z plasteliny? Nuuuuda.. Poniżej przedstawiamy 10 pomysłów na kreatywne (i niskobudżetowe) zabawy z tatą. Prawie wszystkie zostały zaakceptowane przez mamy 😉

Maluszki i przedszkolaki

Pamiętam konsternację męża, kiedy chciał/miał pobyć dłuższą chwilę sam z niemowlakiem. Pytanie „Ale co ja mam z nim robić?” było wprost wymalowane na jego twarzy. Już podpowiadam:

1.Poznawanie świata – level 1

Potrzebny sprzęt: przedmioty z najbliższego otoczenia (pieluszka tetrowa, gryzak, grzechotka, drewniana łyżka, plastikowe kubeczki, listek z ogrodu, piórko ze spaceru itp.)

Wspólne odkrywanie tekstur, zapachów czy dźwięków może być wspaniałym wstępem do budowania relacji tata-dziecko. Przedmioty dotykamy, ugniatamy, rozciągamy, sprawdzamy jak łaskocze i czy wydaje jakieś dźwięki przy uderzeniu.

2.Naśladowanie dźwięków

Potrzebny sprzęt: przezabawny głos taty.

To chyba najbardziej spontaniczna zabawa w wykonaniu większości ojców. Nikt, nawet mama, nie potrafi tak naśladować głosu robota, dinozaura lub silnika samochodu. Zafascynowany maluch zacznie powtarzać za tatą. Dużo śmiechu – gwarantowane!

3. Kreatywne pojazdy kosmiczne

Potrzebny sprzęt: np. miska lub kosz do prania.

Kto powiedział, ze miska nie może udawać UFO? Dziecko wsiada (najbezpieczniej np. na trawniku), a tata sprawuje funkcję symulatora lotu. Im więcej zakrętów tym większa frajda.

4. Wielka wspinaczka

Potrzebny sprzęt: góra, czyli tata.

To jedna z tych zabaw, przy których tata może spróbować odpocząć, ponieważ kładzie się on na dywanie w salonie, macie dla dzieci lub kocu na plaży, a dziecko się na niego wspina. Najczęściej dzieci same wpadają na ten pomysł jak tylko widzą rodzica na podłodze.

5. Gonitwy zwierząt

Potrzebny sprzęt: mocne ręce i nogi u każdego z uczestników zabawy.

Tę zabawę najlepiej organizować w dzień, kiedy wszyscy mają dużo sił. Ilość spalonych kalorii będzie ogromna! Przykładowy scenariusz: jesteśmy ogromnymi pająkami, które chodząc na wszystkich odnóżach (4 mniej niż w naturze, ale korzystamy z tego co mamy lub dorabiamy brakujące np. z mamy rajstop) odwiedzają wszystkie zakamarki w domu.

Innego dnia jesteśmy wesołymi pieskami, które na czworakach gonią piłeczki. Jeszcze innego dnia możemy być wężami i wić się po podłodze do wyznaczonego celu. Starszy przedszkolak pomoże ustawić np. 5 miseczek, z których wyimagowanego mleczka napiją się milutkie kotki miaucząc od 1 do 5 razy przy każdej z nich. Pozwólmy też dzieciom na wybór „zwierzaka dnia”. Oczywiście w grę wchodzi tez klasyk, czyli plecy taty jako grzbiet najfajniejszego kucyka w okolicy.

Dzieci w wieku szkolnym

Kiedy Twoje dziecko uzna już, że powyższe zabawy są dla maluchów – czas na zmianę repertuaru.

6. Kartonowi konstruktorzy

Potrzebny sprzęt: zapas sztywnych kartonów, taśma klejąca i nieograniczona wyobraźnia.

Synek chce zostać królem, a córka księżniczką? Budujemy zamek z kartonów. Mniejsze ustawiamy jako wieżę, z większego robimy wnętrze. Tata wycina okna i drzwi we wskazanych przez dzieci miejscach. Rolka papieru lub prześcieradło położone dookoła może robić za fosę. A tata – za smoka próbującego zdobyć zamek. Inne wersje tej zabawy: tworzymy domek, bazę lub.. autobus 🙂

7. Wodne szaleństwa

Potrzebny sprzęt: miska z wodą lub wanna plus dodatki (różne pojemniki, rurki, łyżki, miarki oraz mąka ziemniaczana i naturalne barwniki np. sok z buraka lub ze szpinaku).

Teraz czas na eksperymenty! Do wody dodajemy poszczególne składniki i mieszamy, przelewamy, odmierzamy. Odpowiednia ilość skrobi pozwoli stworzyć ciecz newtonowską – szybko uderzona lub ugnieciona nie rozlewa się, a twardnieje.

8. Indianie

Potrzebny sprzęt: kilka koców lub prześcieradeł i miotła na tipi, papierowe piórka na pióropusze, bębenek (lub w jego roli garnek), opcjonalnie łuki i strzały.

Także w tej zabawie wiele zależy od poziomu kreatywności uczestników, ale mama, choćby była najpiękniejszą Pocahontas, nie zastąpi tutaj wodza Wielka Stopa. Na początku nadajemy sobie indiańskie imiona, później budujemy tipi lub całą indiańską wioskę, a na koniec urządzamy polowanie na pluszaki 🙂

9. Leśne ludki

Potrzebny sprzęt: odpowiedni ubiór, środki przeciw owadom oraz zapas napojów.

Tata uzbrojony w odpowiednie środki i sprzęt zabiera dzieci do lasu. Odkrywanie śladów zwierząt i różnorodności roślin to jedno. Pokazywanie zasad działania systemu GPS w telefonie to drugie. Ale najlepszą frajdą będzie zbudowanie prawdziwego szałasu. Nawet takiego dla polnej myszki.

10. Poznawanie świata – level 2

Potrzebny sprzęt: sprawny umysł do wymyślania pytań.

Dziecko chodzące do szkoły ma już sporą wiedzę na temat wielu przedmiotów i zjawisk. W tej zabawie zamieniamy tradycyjne role i to tata zadaje pytania potomkowi. Plus tej zabawy – można ją zorganizować wszędzie: na spacerze, w domu podczas brzydkiej pogody czy w czasie jazdy samochodem. Pytania dostosowujemy do wieku i poziomu wiedzy dziecka.

Każda mama przyzna, że zabawy dziecka z tatą są inne niż z nią. Pozwólmy ojcom rozbudzić swoją kreatywność i podążać za dziećmi, a dzięki wspólnie spędzonym na zabawie chwilom wzmocni się ich więź i wzajemne zaufanie. A, przy okazji, mama zyska moment na relaks czy wypicie ciepłej kawy 🙂

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Szmit
Spełniona żona i mama dwójki maluchów. Freelancerka z wieloma pasjami, ambitnymi celami i marzeniami. Największe z nich właśnie spełnia budując markę https://oszczedzamczas.pl/

Jaką hulajnogę dla dziecka wybrać?

Hulajnoga to bardzo popularny pomysł na prezent. Dzieci mogą jeździć na niej niemal przez cały rok. Urozmaica codzienne spacery i zabawy na podwórku. Wybór pierwszej hulajnogi dla dziecka nie należy jednak do łatwych. Na co warto zwrócić uwagę, dobierając sprzęt dla kilkulatka?
  • Dominika Kamińska - 09/12/2019

Rozmiar dopasowany do wzrostu dziecka

Przede wszystkim hulajnogi dla dzieci nie powinny być ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie. Dziecko powinno móc swobodnie chwycić kierownicę, nie pochylając się jednocześnie do przodu. Jego ręce muszą swobodnie spoczywać na kierownicy. Nie mogą być przesadnie zgięte, ani zbyt sztywno wyprostowane.

Najczęściej w opisie hulajnogi znajdziemy informację o sugerowanym wzroście dziecka. Wiele hulajnóg, chociażby tych prezentowanych przez sklep z zabawkami edukatorek.pl, posiada też możliwość regulacji wysokości kierownicy oraz siedziska. Najczęściej można je podwyższyć lub obniżyć o kilka centymetrów.

Hulajnoga o odpowiedniej wadze

Hulajnogi dla dzieci nie mogą być też zbyt ciężkie. Dziecko musi bowiem swobodnie operować tym sprzętem. Poza tym hulajnoga nie może tworzyć dla niego zagrożenia. Ewentualny upadek lub przygniecenie nie powinno wyrządzić mu żadnej krzywdy. Warto zatem wybrać hulajnogę, która nie została stworzona z ciężkiego metalu, ale raczej połączenia aluminium i plastiku. Z reguły hulajnogi, prezentowane w sklepach ważą średnio 2-3 kilogramy. Dostosowane są natomiast do dzieci w wieku od roku do 5 lat, ważących do 20 kilogramów.

Wygodny i praktyczny hamulec

Na rynku znajdziesz zarówno proste hulajnogi, bez dodatkowych funkcji, jak i te bardziej rozbudowane, oferujące więcej możliwości. Bardzo przydatnym elementem hulajnogi, który nie występuje we wszystkich egzemplarzach, jest łatwy w obsłudze hamulec. On sprzyja bezpieczeństwu, co jest szczególnie ważne przy pierwszym użyciu hulajnogi. Chcemy przecież uniknąć, aby dziecko zniechęciło się do jeżdżenia przez jeden niegroźny upadek.

Solidne i wytrzymałe kółka

Kupując hulajnogę, warto też sprawdzić jej kółka. Muszą być solidne i wytrzymałe. W sklepach można znaleźć modele plastikowe oraz kauczukowe. Występują zarówno w większych, jak i mniejszych rozmiarach. Najczęściej wyposażone są w aluminiowe felgi.

Godne polecenia są przede wszystkim wersje kauczukowe. Plastik niestety jest mało odporny na większe obciążenie i często pęka. Warto też postawić na nieco większe kółka, ponieważ sprostają one nawet trudnej nawierzchni. Poza tym zapewnią optymalną amortyzację. To jest z kolei szczególnie ważne w kontekście hulajnóg z możliwością montażu siodełka.

Sterowna kierownica

Kluczowym elementem hulajnogi jest również kierownica. Idealna kierownica do hulajnogi powinna posiadać trzy funkcje: regulowaną wysokość, możliwość składania oraz zdolność do obracania się o 360 stopni.

Pierwsza cecha pozwoli na to, by sprzęt „rósł” razem z dzieckiem. Druga zapewni wygodne transportowanie hulajnogi, więc z powodzeniem będzie można ją zabrać na wakacje. Trzecia właściwość zagwarantuje natomiast komfort użytkowania sprzętu.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail