Czego szukasz

Lubię być zaangażowanym tatą – mówi Kamil Nowak z Blog Ojciec

Im dłużej żyję, tym mniejszej liczby rzeczy staram się żałować, bo nawet jeśli podjąłem kiedyś jakieś złe decyzje, to bardzo często one właśnie motywowały mnie do zmiany na lepsze i pomogły mi stać się tym, kim jestem dzisiaj – mówi Kamil Nowak, autor Blog Ojciec, miejsca gdzie dowiesz się jak być wystarczająco dobrym rodzicem, gdzie nie poczujesz się gorzej od innych i znajdziesz mnóstwo pomysłów i inspiracji, jak wychowywać dzieci z perspektywy ojca.

Kamilu, jakim jesteś ojcem?

Lubię myśleć, że zaangażowanym. Nie zawsze idealnym, ale takim, który wyciąga wnioski i który stara się szukać dobrych momentów oraz wspólnych zainteresowań z dziećmi, aby czas spędzany razem sprawiał radość obu stronom.

Co jest według Ciebie najbardziej istotne w roli ojca?

Hm… obecność? Oczywiście nie mam na myśli siedzenia w domu przed telewizorem, żeby dzieci od czasu do czasu tatę widziały, tylko rzeczywistą obecność w życiu dzieci i budowanie wspólnych wspomnień.

Jakie są najczęściej popełniane błędy przez współczesnego tatę?

Myślę, że niepanowanie nad emocjami. Mierzę się z tym ja i wiem z grupy dla ojców na Facebooku, gdzie jest prawie dziesięć tysięcy ojców, że ten problem przejawia się bardzo często i najczęściej wynika to z tego jak sami byliśmy wychowywani.

Często też wiem, że dopiero psychoterapia potrafi rozwiązać tak zakorzenione problemy i dlatego też ten problem samoczynnie nie zanika.

Jaki model podziału obowiązków jest Twoim zdaniem w rodzinie najlepszy? Jaki Ty preferujesz?

Partnerski. Oczywiście to słowo bywa różnie rozumiane, dlatego postaram się wyjaśnić.

Jeśli oboje małżonków pracuje, to oboje powinno brać udział w obowiązkach domowych i wychowaniu dzieci na równych zasadach.

Jeśli natomiast jedna osoba jest w domu z dziećmi i zajmuje się domem, a druga pracuje zawodowo, to po powrocie do domu jestem jak najbardziej za tym, żeby ta pracująca zawodowo, przejęła dzieci i dała odetchnąć drugiej połówce (nawet jeśli to odetchnięcie oznacza zajęcie się jakimiś innymi obowiązkami, bo po całym dniu z dziećmi, niemal każde zajęcie wykonywane w ciszy, bywa relaksujące 🙂

Jak długo Twoim zdaniem mama powinna być w domu z dzieckiem po jego urodzeniu? Czy jesteś zwolennikiem, że kobieta tylko zajmuje się domem i dziećmi, czy realizuje się również zawodowo?

Zapytam przewrotnie: jeśli mama nie karmi, to dlaczego ona powinna zostawać w domu? 🙂 Jak najbardziej jestem zwolennikiem tego, żeby przez te  pierwsze 2-3 lata dać dziecku poczucie bliskości jakie może dać więź z rodzicem, ale też wiem, że różni ludzie mają różne predyspozycje i równie ważne jak dobro dziecka jest to, aby się całkowicie nie zatracić i nie poświęcić siebie dla dziecka, bo samopoczucie rodzica ma duży wpływ na całe wychowanie.

To też zresztą odpowiada na kolejne pytanie: jeśli kobieta, tudzież mężczyzna lubią zajmować się domem i dziećmi to droga wolna – byleby tylko dobrze się z tym czuli.

Jeśli natomiast czują się lepiej, gdy mogą oprócz roli rodzica pełnić jeszcze jakąś funkcję zawodową to też w porządku.

To nie konkurs na to kto lepiej i kto więcej, ale nasza wspólna droga z dzieckiem, którą będziemy szli my sami.

Czy Twoja żona pracuje?

Tak, przez kilka lat wspólnie prowadziliśmy firmę, a obecnie ona prowadzi jedną, a ja drugą.

Jaki model wychowania dzieci najbardziej do Ciebie przemawia?

Spotkałem się z różnymi nazwami: rodzicielstwo bliskości, wychowanie z szacunkiem czy porozumienie bez przemocy, czyli ogólnie wszystkie te podejścia, które traktują dziecko jak człowieka, a nie jak przedmiot czy podwładnego.

Niemniej równie ważne jak traktowanie dziecka z szacunkiem, jest traktowanie z szacunkiem samego siebie i nie popadanie w skrajność polegającą na tym, że chcemy wszystko za dziecko zrobić i „nieba mu uchylić”, bo i siebie tym skrzywdzimy i nasze dziecko.

W jakim wieku są dzisiaj Twoje dzieci? Jaki masz z nimi kontakt?

7, 9, 12. Kontakt w dużej mierze zależy od konkretnego etapu w naszym życiu (tak moim, jak i ich). Czasami opowiadamy sobie o wszystkim, a czasami sprawdzam dostępność szkół z internatem 😉

Kiedyś publicznie przyznałeś się, że zdarzyło Ci się dać klapsa swojemu dziecku i powiedzieć, że już tego nie robisz? Jak radzisz sobie „bez klapsa”? Jak teraz egzekwujesz współpracę od swoich dzieci?

Ja w ogóle jestem patologiczny (jak kiedyś usłyszałem), bo obecnie staram się wcale kar nie stosować. W sensie jeśli moje dziecko ma na przykład bałagan w pokoju i ja dałbym mu za to karę czy klapsa, to jaki to ma sens? Dla kogo ono ma mieć porządek w pokoju? Dla mnie czy dla siebie? Jak dorośnie, to też mam mu jeździć do domu i zmuszać go do sprzątania?

Czy lepiej jednak nauczyć czegoś, co może nie zaskoczy od razu, ale zaskoczy w długofalowej perspektywie? Dlatego ja wolę z dzieckiem porozmawiać i poszukać jakiegoś rozwiązania. Może ma za dużo zabawek? Może potrzebuje jakiegoś systemu? Może jakiejś rutyny?

I od razu dodam, że to nie jest tak, że u nas w domu nie ma konsekwencji, bo oczywiście są. Naturalne konsekwencje. Czyli jak dziecko ma bałagan w pokoju i nie może czegoś znaleźć do szkoły, to ja nie rzucam wszystkiego i nie lecę mu pomagać. Jego szkoła, jego sprawa.

Prowadzisz blog parentingowy Blog Ojciec. Opowiedz jak wyglądały początki? Czy od razu wiedziałeś jaki to będzie blog i czym chcesz się dzielić z czytelnikami?

Na początku była tylko nazwa, która bardzo mi się spodobała i losowe artykuły na najróżniejsze tematy, ale gdy poruszyłem kilka tematów „ojcowskich” to nagle się okazało, że zjawiło się sporo rodziców spojrzeniem taty. Postanowiłem więc ruszyć w tę stronę.

Czy zdarza Ci się, że Twoje poglądy są negowane, np. przez Mamy, które z racji swojej roli roszczą sobie prawa do nieomylności i „lepszej” wiedzy? Jak sobie radzisz z hejtem?

Zdarza się, że i przez mamy i przez ojców, ale jednak najczęściej moje poglądy negują ludzie nie posiadający dzieci, którym wydaje się, że skoro sami byli dziećmi, to wiedzą wszystko na temat ich wychowania.

To mnie trochę bawi, bo to trochę tak, jakby każdy z nas, kto ukończył szkołę, wiedział wszystko na temat nauczania i z automatu był równie wyszkolony co każdy nauczyciel.

Z czego jesteś najbardziej dumny prywatnie i zawodowo?

Z tego, że nauczyłem się być szczęśliwy na co dzień.

A czego najbardziej żałujesz?

Im dłużej żyję, tym mniejszej liczby rzeczy staram się żałować, bo nawet jeśli podjąłem kiedyś jakieś złe decyzje, to bardzo często one właśnie motywowały mnie do zmiany na lepsze i pomogły mi stać się tym, kim jestem dzisiaj.

Plany na przyszłość?

Cieszyć się każdym dniem, cieszyć się małżeństwem, rodzicielstwem i przykładem pokazywać, że można z tego czerpać dużo przyjemności.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie: Monika P. Photography

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Koszulki damskie z nadrukiem – pomysł na prezent dla pracowników

Nie od dziś wiadomo, że za sukcesem każdej firmy stoi między innymi dobrostan pracowników. Osoby, które czują się ważne i doceniane, są efektywniejsze i lepiej wykonują powierzone im zadania, a ponadto czują więź z pracodawcą i współpracownikami. Wszystko to ma niebagatelny wpływ na funkcjonowanie firmy. Oprócz dobrej atmosfery na co dzień i spotkań integracyjnych, warto także pomyśleć o drobnych podarunkach. Dobrym pomysłem na prezent dla pracowników mogą się okazać koszulki damskie z nadrukiem.
Kobieta obdarowana koszulkami dla pracowników

Koszulki damskie z nadrukiem – dlaczego są idealnym prezentem?

Po pierwsze – t shirty damskie z nadrukiem to niezwykle praktyczny prezent, który nie zostanie schowany czy rzucony w kąt, ale rzeczywiście się przyda. Po drugie prezent ten można dowolnie spersonalizować, co dodatkowo pokazuje zaangażowanie pracodawcy w życie społeczności pracowników. Na takiej koszulce można umieścić nadruk lub napis, nawiązujący na przykład do panujących w firmie zwyczajów czy powiedzonek.

Przeczytaj także: Rozwijaj swoje talenty w firmie, która ceni Ciebie i Twoją rodzinę

Koszulki z nadrukiem dla pracowników – na jakie okazje?

Obdarowanie pracownika koszulką z nadrukiem może stanowić miły gest na powitanie – na przykład po dłuższej nieobecności, spowodowanej chorobą lub urlopem macierzyńskim czy wychowawczym. Powrót do pracy wiąże się z reguły ze stresem i niesie za sobą wiele obaw, a ponowne zaaklimatyzowanie się w miejscu pracy może zająć nawet kilka dni. Miłe powitanie i zabawny prezent na pewno pomogą przełamać lody i szybko wrócić do rutyny pracowniczej sprzed urlopu.

Koszulki z nadrukiem mogą być także miłym prezentem dla nowego pracownika, który dopiero dołącza do zespołu. Dzięki temu od razu poczuje się pewniej i łatwiej będzie przyswajał niezbędną do wykonywania obowiązków wiedzę.

Jakie koszulki wybrać na prezent dla pracowników?

Jak już wspominaliśmy – mogą to być koszulki z zabawnym napisem, którego często używacie w firmie. Może nić porozumienia między pracownikami utworzyła się na bazie wspólnej fascynacji jakąś filmową produkcją lub ulubionym gatunkiem muzyki? Takie koszulki można znaleźć bez problemu.

Należy pamiętać także o rozmiarze. Lepiej zdecydować się na pakiet koszulek w nieco większym rozmiarze. Pozwoli to uniknąć niezręcznej sytuacji, gdy koszulka będzie za mała. Większe koszulki można natomiast nosić jako tzw. oversize, co jest bardzo modne. Chyba że pracodawca zna rozmiar każdego z pracowników – można go wówczas dobrać indywidualnie do każdej osoby.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Szukałam zajęć dla córki, znalazłam pomysł na biznes – historia Alicji

Alicja Pakuła ze Szczecina jest mamą dwójki dzieci i na własny biznes zdecydowała się po urodzeniu młodszego dziecka. Chciała mieć więcej czasu dla rodziny i... szukała zajęć edukacyjnych dla córki. Mimo przekonania, że współpraca na zasadzie franczyzy nie jest dla niej, pomysł i warunki jakie dostała w Akademii Bystrzak spowodowały zmianę jej decyzji. Sprawdź, czy własna placówka edukacyjna dla dzieci to może być także Twój biznes!
Alicja Pakuła franczyzobiorca Akademii Bystrzak w Szczecinie

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Alicjo, rok temu założyłaś własny biznes – oddział Akademii Bystrzak w Szczecinie – co było motorem Twoich działań?

Moją największą motywacją było, aby mieć więcej czasu dla rodziny. Dwa lata temu miałam 7-letnią córkę i dowiedziałam się, że po raz drugi zostanę mamą. Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy, kiedy córeczka skończyła rok.

W Szczecinie nie mamy rodziny, nie mogliśmy liczyć na pomoc żadnej babci, cioci, czy kogokolwiek innego, córeczka poszła więc do żłobka. Ja wróciłam na etat.

Bardzo lubiłam i lubię moją pracę. Czułam, że spełniam się zawodowo i naprawdę robię to, do czego jestem stworzona, ale z tyłu głowy miałam poczucie, że nie tak to wszystko powinno wyglądać.

Wielokrotnie wracałam do domu, kiedy córeczka już spała, rano odprowadzałam ją do żłobka, potem do przedszkola i znowu się nie widziałyśmy przez wiele godzin.

Czułam, że nasz wspólny czas trochę przelatuje nam przez palce, że różne chwile nie wrócą. Dlatego, kiedy po raz drugi zaszłam w ciążę, w głowie miałam przeświadczenie, że „muszę” zrobić coś inaczej w sferze zawodowej. Nie za bardzo wiedziałam jeszcze co, ale czułam, że etat mnie mocno ogranicza. I czasowo, i jak się okazuje, finansowo.

Czyli założyłaś własną firmę, żeby mieć więcej czasu dla rodziny. A dlaczego akurat wybrałaś ofertę franczyzy Akademii Bystrzak?

Wiedziałam, że chcę założyć własny biznes, ale nie wiedziałam jaki. Pomysł na otwarcie placówki edukacyjnej pojawił się spontanicznie. Potrzeba matką wynalazków. Tak było w tym przypadku. 🙂

We wrześniu moja 7-letnia wówczas córka rozpoczęła edukację szkolną. Wiązało się to z naturalnymi obawami i lękiem z mojej strony. Chciałam pomóc w pełni wykorzystać jej potencjał. Tym bardziej, że moją córkę (wszyscy twierdzą, że ma to po mamie) można określić jako „żywe srebro”. Jest bardzo zdolna, jednocześnie mocno temperamentna i jak sama mówi „kocha gadać”.

W tak dynamicznej rzeczywistości naturalną decyzją było poszukanie zajęć, najlepiej grupowych, które wspomogłyby rozwój mojego dziecka. Po dość wnikliwych poszukiwaniach nie znalazłam w Szczecinie miejsca, które spełniałoby moje oczekiwania… Tu po raz pierwszy pojawił się pomysł, aby taką placówkę… otworzyć w Szczecinie. 😉 Zaczęło się od tej myśli.

Zaraz potem, wyświetlił mi się na Facebooku post Akademii Twórczego Rozwoju Bystrzak w Częstochowie (ostatnio od kogoś usłyszałam, pół żartem pół serio, że Facebook wie, o czym marzymy). Ja ten moment odebrałam jako znak. Weszłam bowiem na stronę Bystrzaka i … zakochałam się!

Filozofia, podejście, program. Wszystko o czym myślałam zebrane w całość. Byłam przekonana, że to jedyne miejsce prawdopodobnie w całym kraju, gdzie bez obaw zapiszę moje dziecko na zajęcia. 🙂

Bystrzak miał jednak jedną wadę – nie było go w Szczecinie. Na szczęście nie było to przeszkodą nie do przejścia. Okazało się, że jest możliwość, aby w oparciu o program Bystrzaka otworzyć taką placówkę u nas w mieście.

Zaczęło się od tej myśli, którą oczywiście szybko podważyłam, bo pewnie mają warunki nie do przejścia, czy ja się nadaję, czy to praca odpowiednia dla mnie itp.

W sumie chyba z ciekawości napisałam jednego maila z pytaniem o warunki współpracy, jednocześnie będąc przekonaną, że nic z tego nie wyjdzie.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź od Agnieszki Gorzyńskiej. Umówiłyśmy się na rozmowę telefoniczną… Reszta poszła lawinowo. Kolejne rozmowy, ustalenia, szkolenia i moje wyobrażenia idealnej placówki. Po miesiącu od mojego pierwszego maila już robiłam szkolenie w Częstochowie przeznaczone dla przyszłych właścicieli i trenerów.

Ja już chyba po pierwszej rozmowie z Agnieszką wiedziałam, że będę prowadzić w Szczecinie placówkę Bystrzaka. Placówkę, która posiada nie tylko idealny program, ale także ludzi z dużym doświadczeniem w pracy z człowiekiem, pasją, niespożytymi pokładami energii oraz niekończącym się optymizmem. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedziałaś, że wcześniej w ogóle nie brałaś pod uwagę współpracy na zasadzie franczyzy. Dlaczego?

Sprawdzałam kilka bardziej znanych mi sieci franczyzowych. W każdej z nich warunki, jak dla mnie, były nie do przejścia. Albo wymagano bardzo dużego wkładu finansowego (30 000 – 50 000 zł) albo własnego lokalu itp. Nie chciałam wykładać wszystkich oszczędności na coś, do czego nie do końca byłam przekonana albo zapożyczać się na kolejnych kilka lat.

Ale jednak zdecydowałaś się na biznes, który wcześniej wydawał Ci się nierealny. Co Cię przekonało?

Tak jak wspomniałam wcześniej, warunki, które ja jako franczyzobiorca musiałam spełnić, w Bystrzaku były dla mnie do przejścia. Bystrzak to tzw. franczyza miękka.

Tak naprawdę decyzja, czy będę prowadziła zajęcia we własnym czy wynajmowanym lokalu, czy w podnajmowanych w szkołach salach, należała do mnie. To ja decydowałam, ile pieniędzy chcę włożyć w ten biznes. Najbardziej odpowiadało mi to, że od początku nikt mi niczego nie narzucał.

Na początku miałam pomysł, żeby zainwestować jak najmniej, zajęcia chciałam prowadzić w salach szkolnych czy przedszkolnych. Z czasem jednak stwierdziłam, że jeżeli już w coś wchodzę, to zrobię to na maksa. Dałam sama sobie taki umowny rok, aby stwierdzić, czy prowadzenie takiego biznesu jest dla mnie. Czy to czuję, czy to lubię, czy mi się to opłaca, czy dzieciom się to podoba, no i przede wszystkim czy mam czas dla rodziny. 🙂

Przeczytaj także: Mój przepis na sukces – świetny produkt i wsparcie najbliższych – historia Beni

Podpisałaś umowę, zaczęłaś się szkolić i… złapałaś doła, że to była błędna decyzja. Co się stało?

Rzeczywiście był taki moment, że mocno dewaluowałam swoją decyzję. Z wykształcenia jestem pedagogiem i psychoterapeutą systemowym i motywującym. Nieprzerwanie od 15 lat pracowałam jako psychoterapeuta, od lat się szkolę i rozwijam.

Miesiąc po podjęciu decyzji już byłam na szkoleniu dla przyszłych właścicieli i trenerów. No i tu się zaczęło dziać w mojej głowie. 😉 Że tyle lat się uczyłam, tyle czasu, energii i pieniędzy w włożyłam w swój rozwój, a teraz (dosłownie miałam taką myśl w głowie) „stanę się panią od festynów” i że to mało ambitne zajęcie.

Oczywiście szybko tą myśl wyłapałam i przepracowałam, aby nie blokować się w dalszych działaniach. Bo przecież to kompletna bzdura! A moje wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe jest ogromnym zasobem w prowadzeniu własnego biznesu.

Wielu osobom, nawet bliskim (w tym własnej mamie) nawet nie mówiłam, że zdecydowałam się na taki (szalony?) krok. Powiedziałam dopiero po podpisanej umowie, po odbytym szkoleniu i w momencie kiedy już zaczęłam promować Bystrzaka w Szczecinie. 🙂

Od wielu osób usłyszałam wtedy: „A czy Ty się nie boisz?”, „Czy sobie poradzisz?” itp. Chyba podświadomie nie chciałam tego słyszeć wcześniej, bo być może bym się wycofała. 😉

Myślę, że to też pokazuje jak często działamy w życiu. Jak nie wierzymy w swój potencjał, jak bardzo umniejszamy swoją wartość, aby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu. Może często to wygodne w życiu, ale przez to trudno nam pójść dalej… A przecież tego chcemy dla naszych dzieci, aby uwierzyły w siebie i w swój potencjał i żeby uczyły się podejmowania wyzwań.

franczyza akademii bystrzak biznes

No i jeszcze ta pandemia – podpisałaś umowę, a miesiąc później zaczął się lockdown – to nie był łatwy start, prawda?

Rzeczywiście start mieliśmy bardzo trudny. Wcześniej miałam w głowie piękny plan naszej promocji. Dla mnie najważniejszy jest kontakt z człowiekiem, rozmowa, relacja. W tamtym czasie – marcu, kwietniu 2020 byliśmy tego całkowicie pozbawieni.

I znowu na początku ogromny dół i zniechęcenie. Jak mam przekonać kogoś, że nasza placówka, podejście do dzieci, program są super, jeżeli nawet nie mamy możliwości rozmowy? Ale po mojej początkowej reakcji zaczęłam to przekuwać na plusy. O ile możemy mówić o jakichkolwiek plusach.

Zyskałam trochę więcej czasu na poznanie programu, trochę więcej czasu na poszukiwanie najlepszych pracowników. 🙂

Całą promocję, którą wymyśliłam wcześniej, przenieśliśmy do internetu. Zaczęłam bardzo stawiać m.in. na promocję w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku. Zależało mi na tym, aby rodzice i dzieci poznali mnie jako osobę, jako Alicję Pakułę, mamę, żonę, a nie tylko panią psychoterapeutkę i pedagożkę.

Pamiętam, że naszą promocję zaczęłam od napisania na Facebooku bardzo szczerego posta nt. historii powstania Bystrzaka w Szczecinie. Czyli w sumie wszystko to, o czym opowiadam tutaj w tym wywiadzie. I mam takie poczucie, że to był punkt kulminacyjny.

Post miał bardzo szeroki zasięg w internecie. Zyskaliśmy bardzo dużo polubień, zaczęło odzywać się do mnie bardzo wielu rodziców, np. z zapytaniami czy organizujemy półkolonie. No i tak wychodząc naprzeciw aktualnym potrzebom, zorganizowaliśmy półkolonie w sierpniu. To były nasze pierwsze zajęcia. 🙂

Dzięki temu, że zdecydowałaś się na wynajęcie lokalu (zamiast organizowania zajęć w szkołach) mogliście prowadzić zajęcia praktycznie przez cały rok. Jak wyglądają Wasze zajęcia w czasie pandemii?

W sierpniu odbyły się nasze warsztaty wakacyjne, od września ruszyliśmy z rekrutacją na kursy rozwoju intelektu, od października do dziś stale odbywają się zajęcia. Pracujemy w małych grupkach, oczywiście w ścisłym reżimie sanitarnym.

Nie przechodzimy jednak na opcję zdalną. Uważam, że dzieci mają tych opcji zdalnych w tym roku zdecydowanie za dużo. A my, poza pracą nad rozwojem intelektualnym dziecka, bardzo dużą wagę przykładamy do rozwoju w sferze emocjonalnej. Czasem dzieci muszą się ze sobą nawet pokłócić, aby potem się pogodzić, porozumieć, dogadać. W ten sposób kształtują m.in. swoje kompetencje społeczne.

Dobrze, jeżeli dzieje się to pod okiem wykształconego trenera. Takie sytuacje później możemy omówić, wesprzeć dzieci. Tego nie jest nam w stanie zapewnić nauczanie zdalne. Tutaj nie ma relacji.

Przeczytaj także: Jak reklamować własną firmę? Z Bystrzakiem możesz liczyć na duże wsparcie!

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? I jak dzielicie się z mężem obowiązkami zawodowymi – bo biznes zdecydowaliście się prowadzić razem.

To prawda, już w tym momencie mogę stwierdzić, że jest to biznes rodzinny. Mąż od wielu lat zajmuje się szeroko pojętą sferą IT, prowadził profile na portalach społecznościowych różnych placówek. W wielu tematach mi podpowiadał, np. w jaki sposób pozycjonować stronę w wyszukiwarce, na czym się skupić itp. Wcześniej nawet bym nie pomyślała, że jest to takie istotne. 🙂

Poza tym wiele lat pracował z dziećmi i młodzieżą w ośrodkach kulturowych i resocjalizacyjnych prowadząc warsztaty artystyczne, zna więc temat pracy z człowiekiem od podszewki. I oczywiście w trakcie, jak zwykle przypadkowo, okazało się, że świetnie się uzupełniamy w wielu tematach i będzie idealnie, jeżeli Bystrzaka poprowadzimy wspólnie.

Choć oczywiście nie zawsze jest tak idealnie. Parę już kłótni w domu dotyczyło właśnie naszych różnych wizji Bystrzaka. Na szczęście, jak do tej pory, udawało nam się znajdować złoty środek. 🙂 Myślę, że taka wspólna praca w pewnym sensie nas wzmacnia, bo to nie jest łatwe. 🙂

A mój typowy dzień pracy? Zależy. Odpowiadam za kontakt z rodzicami, czasem bywa tak, że większość czasu w ciągu dnia rozmawiam przez telefonem z rodzicami, sporo czasu spędzam też przy komputerze. Jest to często taka praca typowo biurowa.

Praca sprawia mi ogromną satysfakcję, bo z jednej strony mam kontakt z ludźmi, z drugiej, mam możliwość być z dziećmi w domu.


Oczywiście biorę też udział w wielu zajęciach w Bystrzaku, bardziej jako „gość”. Zajęcia są prowadzone przez przeszkolonych i certyfikowanych trenerów. Ja w tym czasie zazwyczaj jestem w placówce, można powiedzieć jako ktoś, kto zaraża dobrą energią.

Dużo rozmawiam z pracownikami, wspieram ich, motywuję, podpowiadam różne rozwiązania w momencie pojawienia się trudności. Poza tym robię zakupy do naszej placówki i sprzątam. 😉

Wszystko to idealnie mi odpowiada, ponieważ sama decyduję, kiedy to zrobię.

Dzięki temu, że w tygodniu mam trochę więcej czasu, mogę wspiąć się na wyżyny mojej kreatywności i obmyślam wtedy np. scenariusze zajęć dodatkowych, warsztatów artystycznych itp.

A osobiście zajęcia prowadzę głównie w weekendy, kiedy odbywają się zajęcia dodatkowe bądź warsztaty urodzinowe. W tygodniu mimo mnóstwa rzeczy, które mam poczucie, że ogarniam, to w większości jestem z rodziną.

Alicja Pakuła właścicielka Akademii Bystrzak w Szczecinie

Wspomniałaś, że biznes z Akademią Bystrzak zaczął się od szukania zajęć dla córki. Czy Lena uczestniczy w zajęciach? Które najbardziej się jej podobają?

Dziękuję za to pytanie. Aż dziwne, że nie wspomniałam o tym wcześniej. 😉 Tak, moja córka uczestniczy w zajęciach. Chodzi na zajęcia wraz z dziećmi ze swojej klasy, ale też bierze udział w innych. I mimo tego, że równolegle mamy kilka grup z tej samej grupy wiekowej i program teoretycznie jest ten sam, to prosi, żeby pójść na kolejne zajęcia, bo dowie się jeszcze czegoś nowego, spotka z dziećmi, w każdej grupie ma już wielu przyjaciół. 🙂

Oczywiście swoje 8 urodziny też miała w Bystrzaku. I mimo tego, że na początku miała ogromne wątpliwości, czy chce, abyśmy je zorganizowali w Bystrzaku (chciała urodziny na ściance wspinaczkowej, która była nieczynna), to po imprezie stwierdziła, że to jej najlepsze urodziny i za rok też chce je w taki sposób obchodzić!

To był dla mnie największy komplement! Bo dzieci, szczególnie własne, to najwięksi i najbardziej szczerzy krytycy. 😉

Przeczytaj także: Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Mama 4 dzieci wybrała własny biznes.

Alicjo, powoli już kończąc naszą ciekawą rozmowę – powiedz jaki jest Twój przepis na sukces? Czym kierujesz się w biznesie?

Przede wszystkim, mimo tego, że kilka razy użyłam tu słowa „biznes” i Ty w tym pytaniu też pytasz o biznes i o sukces, to ja tak tego nie czuję.

Zależało mi, aby stworzyć miejsce, które pełne będzie pozytywnej energii, gdzie każdy będzie czuł się dobrze


– dzieci, które będą się twórczo rozwijały, ale i rodzice, którzy je będą przyprowadzać i odbierać z zajęć.

Zanim jeszcze weszły kolejne obostrzenia zapraszałam rodziców na kawę. Kupiłam nawet ekspres – to jeden z pierwszych moich zakupów, stwierdziłam, że to jeden z priorytetów.

Oczyma wyobraźni widziałam dzieci, które biorą udział w zajęciach i rodziców, którzy po przyprowadzeniu swoich dzieci mogą usiąść w poczekalni na kanapie, napić się kawy, pogadać i odpocząć. To było dla mnie bardzo ważne.

Tu akurat rzeczywistość trochę zweryfikowała ten aspekt, obecnie rodzice w ogóle nie wchodzą do placówki, w związku z aktualnymi obostrzeniami. Ale i tak kiedy tylko jest taka możliwość, to staram się z każdym porozmawiać, choćby „w drzwiach”, przez moment i przy odpowiednim dystansie.

Wracając do tego czym się kieruję. Chyba po prostu swoją autentycznością. Byciem sobą i byciem z drugim człowiekiem. Dla nas Bystrzak to trochę, jakkolwiek by to nie brzmiało, to drugi dom. I wiem, że dzięki naszej energii, którą napełniamy to miejsce, wiele osób też tak to czuje. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Co powiedziałabyś mamom czytającym ten wywiad, które zastanawiają się nad tym w którym kierunku pójść?

Jeżeli czegoś bardzo chcesz, to za bardzo, tak przesadnie tego nie analizuj. Prawda jest taka, że gdybym ponad rok temu wiedziała, jakie trudności mnie spotkają, ile stresu, to zapewne bym w to nie weszła. Myśląc, że sobie z tym nie poradzę.

Bo przecież nie jestem przedsiębiorcą, nie mam takich umiejętności. Bo teraz to wszystko pięknie brzmi, ale wiele rozwiązanych problemów już za nami, a my z każdym kolejnym stajemy się silniejsi i bardziej świadomi. Wszystkiego można się nauczyć i poradzić sobie w każdej naprawdę trudnej sytuacji, która się dzieje na żywo.

Ważne, aby słuchać siebie i swojej intuicji. Dążyć do tego, co podpowiada nam serce. Nie słuchać innych, często życzliwych sugestii, jednak odbierających moc i chęć do działania: „jak sobie poradzisz”, „na etacie jest bezpieczniej” itp.

Ja zrobiłam to wszystko z jednego powodu: żeby za 20 lub 30 lat nie żałować, że nie spróbowałam. Oczywiście ryzyko jest zawsze. Ale jeżeli nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała, czy warto było. A nawet jeżeli by nie wyszło, to przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś i że coś nie jest dla Ciebie.

Może teraz ten wywiad „przypadkowo” wyświetli się komuś, kto szuka swojej drogi w życiu. 🙂 Tego Wam życzę!

A czego mogę życzyć Ci na przyszłość?

Trudne pytanie. 🙂 Chyba takiej 100 procentowej pewności, że to moja droga. Bo z jednej strony czuję to wszystko, a z drugiej jest to zupełnie nowe, co za tym idzie kruche, niepewne. A ja mimo tego, że mam świadomość wielu rzeczy, wielu swoich schematów, w których funkcjonuję, to miewam też wątpliwości. Więc takiej pewności, że to dobra decyzja i pewności siebie.

No i jak najszybszego końca pandemii, bo chciałabym już z wieloma osobami napić się tej kawy. 😉

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś poprowadzić własny oddział Akademii Bystrzak w swoim mieście?

Zapoznaj się ze wsparciem jakie oferuje franczyzodawca i dołącz już dzisiaj!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, a także Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Zdjęcia: prywatne archiwum Alicji Pakuły

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×