Czego szukasz

Kodeks pracy dla młodych rodziców

„Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych”. Konstytucja RP art. 71 ust. 2. Ciąża i wczesne macierzyństwo to szczególne wyzwanie dla pracującej kobiety. To czas, kiedy dotychczasowy pracownik musi zmierzyć się z nową rolą społeczną – rolą matki.

  • Aleksandra Jankowska - 30/01/2012

Polskie prawo zawiera wiele mechanizmów, które, w założeniu, mają ułatwić sprawowanie opieki nad dzieckiem w pierwszych miesiącach jego życia oraz, na dalszym etapie, umożliwić godzenie życia zawodowego z rodzinnym. Niniejszy artykuł przedstawia wszystkie prawa i obowiązki, jakie przysługują pracownicy od momentu dowiedzenia się o ciąży, aż do końca urlopu wychowawczego.

Test ciążowy dla szefa:

Czy i jak poinformować pracodawcę o ciąży?

Aby pracownica mogła korzystać z praw związanych z ochroną macierzyństwa, w pierwszej kolejności powinna poinformować pracodawcę o ciąży. Kodeks pracy wymaga, aby stan ciąży był stwierdzony zaświadczeniem lekarskim. Nie ma jednak wymogów co do jego formy ani specjalności lekarza, który je wystawi. Zaświadczenie może być zatem wydane nawet przez internistę. Pokazanie pracodawcy zaświadczenia lekarskiego jest ważne, szczególnie w pierwszym okresie ciąży. Od tego momentu, nawet, gdy ciąża nie jest jeszcze widoczna, pracodawca nie może zatrudniać kobiety w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej (21–7) lub przy pracach wzbronionych kobietom w ciąży.

Wyjście na USG:

Zwolnienia na badania lekarskie

Pracodawca ma obowiązek udzielić ciężarnej pracownicy zwolnienia od pracy na czas wykonania badań lekarskich związanych z ciążą. Badania te powinny być wcześniej zlecone przez lekarza. Za okres, jaki pracownica jest na badaniach, jak również za czas, jakiego potrzebuje, aby dotrzeć do placówki, pracodawca powinien wypłacić jej pełne wynagrodzenie. Nie ma przy tym znaczenia czy kobieta pracuje na pełen czy mniejszy etat. Wystarczy, że wykaże, że nie mogła wykonać badania poza czasem pracy.

Bez nadgodzin:

Ograniczenia w zakresie czasu pracy

Czas pracy kobiet w ciąży nie może przekraczać 8 godzin na dobę. Ciężarnych nie można też zatrudniać w godzinach nadliczbowych ani w porze nocnej. Jeśli przed ciążą kobieta pracowała w systemie równoważnego czasu pracy (jej czas pracy wynosił 12, 16 lub 24 godziny na dobę) lub w porze nocnej, pracodawca na czas trwania ciąży powinien zmienić jej rozkład pracy. Kobieta zachowuje przy tym prawo do pełnego wynagrodzenia. Kobiety w ciąży nie można też delegować poza stałe miejsce pracy. Jest to jednak zakaz względny – za zgodą pracownicy można go obejść, np. wysyłając kobietę w delegację.

Praca w pozycji stojącej?

Zakaz zatrudniania przy niektórych pracach

Przepisy Kodeksu Pracy zakazują zatrudniania kobiet w ciąży lub w okresie karmienia piersią przy pracach szczególnie uciążliwych lub szkodliwych dla zdrowia. Należą do nich m.in.:

  • praca dłużej niż 3 godziny dziennie w pozycji stojącej;
  • praca przy podnoszeniu i przenoszeniu ciężarów o masie większej niż 3 kg;
  • praca w wymuszonym rytmie pracy, np. przy taśmie produkcyjnej;
  • praca w miejscu, gdzie występują nagłe zmiany temperatury powietrza (przekraczające 15 stopni);
  • praca w narażeniu na działanie szkodliwych substancji chemicznych;
  • praca grożąca urazami fizycznymi lub psychicznymi.

Powyższe zakazy mają charakter bezwzględny, co oznacza, że w powyżej wymienione prace nie można angażować kobiet w ciąży, nawet jeśli wyrażą na to zgodę. Dodatkowo, pracownica w ciąży lub karmiąca piersią może być zwolniona od innych rodzajów pracy, jeśli przedstawi zaświadczenie lekarskie, stwierdzające przeciwwskazania zdrowotne do ich wykonywania.

Pierwsze tygodnie z dzieckiem:

Urlop macierzyński

Co do zasady urlop macierzyński rozpoczyna się z dniem urodzenia się dziecka. Jednak kobieta może wykorzystać co najmniej 2 tygodnie urlopu jeszcze przed przewidywaną datą porodu. Decyzja w tym zakresie należy wyłącznie do kobiety.

Jeśli pracownica chce wykorzystać część urlopu macierzyńskiego przed porodem, powinna zwrócić się z takim wnioskiem do pracodawcy. W takim przypadku, po porodzie przysługuje jej urlop macierzyński, niewykorzystany przed porodem, aż do wyczerpania okresu przysługującego urlopu.

Wymiar urlopu macierzyńskiego został określony w Kodeksie Pracy. Podstawowy wymiar urlopu – w przypadku urodzenia jednego dziecka – wynosi 20 tygodni i ulega wydłużeniu, w przypadku gdy kobieta urodzi więcej dzieci przy jednym porodzie. Maksymalny wymiar urlopu (przy urodzeniu 5 i więcej dzieci przy jednym porodzie) to 37 tygodni.

Pracownica nie może zrzec się prawa do urlopu macierzyńskiego. W szczególności obowiązkowe jest wykorzystanie pierwszych 8 tygodni urlopu, przypadających bezpośrednio po porodzie. W tym czasie kobieta nie może wykonywać żadnej pracy zarobkowej.

Bezpośrednio po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego, pracownica (bądź pracownik-ojciec dziecka) może skorzystać z dodatkowego urlopu macierzyńskiego. W 2012 roku urlop ten wynosi 4 tygodnie. Udziela go pracodawca na pisemny wniosek pracownika.

Urlop dla taty:

Urlop macierzyński dla ojca czy urlop ojcowski?

Po wykorzystaniu co najmniej 14 tygodni urlopu, kobieta może zrezygnować z pozostałej jego części na rzecz ojca dziecka. W tym celu ojciec dziecka składa swojemu pracodawcy pisemny wniosek o udzielenie urlopu macierzyńskiego na okres przypadający bezpośrednio po terminie urlopu, który wykorzystała matka dziecka. Kobieta tymczasem, co najmniej na 7 dni przed planowanym powrotem do pracy, składa u swojego pracodawcy wniosek w sprawie rezygnacji z pozostałej części urlopu macierzyńskiego.

Dodatkowo, niezależnie od urlopu macierzyńskiego wykorzystywanego przez matkę, pracownik-ojciec wychowujący dziecko ma prawo do urlopu ojcowskiego. Od 1 stycznia 2012 r. urlop ten jest udzielany w wymiarze 2 tygodni. Powinien go jednak wykorzystać zanim dziecko ukończy 12. miesiąc życia.

Urlopu ojcowskiego udziela się na pisemny wniosek pracownika-ojca wychowującego dziecko. Wniosek o urlop musi zostać złożony najpóźniej na 7 dni przed planowanym urlopem. Pracodawca nie może odmówić pracownikowi udzielenia takiego urlopu.

3 lata z dzieckiem:

Prawo do urlopu wychowawczego

Urlop wychowawczy przysługuje w wymiarze do 3 lat, jednak nie dłużej niż do ukończenia przez dziecko 4 lat. Urlop może być dzielony, ale najwyżej na 4 części. Nie ma też przeszkód, aby rodzice podzielili go między siebie, tzn. aby matka wykorzystała np. 2 lata urlopu, a następnie ojciec np. 1 rok. Przez okres nieprzekraczający 3 miesięcy rodzice mogą korzystać z urlopu jednocześnie.

Aby pracownik mógł skorzystać z urlopu wychowawczego, musi być zatrudniony co najmniej 6 miesięcy. Okres urlopu wlicza się do okresu zatrudnienia, od którego zależą uprawnienia pracownicze, takie jak długość urlopu wypoczynkowego czy okresu wypowiedzenia.

Pracodawca udziela urlopu na pisemny wniosek pracownika, złożony na 2 tygodnie przed planowaną datą rozpoczęcia urlopu. Do wniosku należy załączyć oświadczenie drugiego rodzica o braku zamiaru korzystania z urlopu wychowawczego w okresie wskazanym we wniosku. Podczas trwania urlopu wychowawczego następuje zawieszenie praw i obowiązków stron ze stosunku pracy. Pracownik nie ma obowiązku świadczenia pracy, a pracodawca – obowiązku powierzania mu pracy za wynagrodzeniem. W czasie urlopu wychowawczego pracownikowi przysługuje:

  • świadczenie z tytułu opieki nad dzieckiem;
  • prawo do świadczeń zdrowotnych dla pracowników korzystających z urlopu i członków jego rodziny.

W czasie urlopu wychowawczego pracownik ma prawo podjąć pracę zarobkową u dotychczasowego lub innego pracodawcy albo inną działalność, a także naukę lub szkolenie, pod warunkiem że nie wyłącza to możliwości sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem. Zatem w ramach jednego stosunku pracy pracownik może korzystać z urlopu wychowawczego, a w ramach drugiego – świadczyć pracę, np. na część etatu lub w formie telepracy.

Po powrocie z urlopu wychowawczego pracodawca powinien zatrudnić pracownika na dotychczasowym stanowisku, a jeśli nie jest to możliwe, na stanowisku równorzędnym, odpowiadającym jego kwalifikacjom. W szczególności, wynagrodzenie nie powinno być niższe niż to, które pracownik dostawałby, gdyby po urlopie wrócił na to samo stanowisko, jakie zajmował wcześniej.

Jeśli nie wychowawczy, to co?

Obniżenie wymiaru czasu pracy

Jeśli pracownik nie zdecyduje się na wykorzystanie urlopu wychowawczego, może złożyć pracodawcy wniosek o obniżenie wymiaru czasu pracy do wymiaru nie niższego niż połowa pełnego etatu. We wniosku należy określić, jak dokładnie ma wyglądać wymiar czasu pracy – czy np. praca 5 dni w tygodniu po 5 godzin dziennie, czy np. praca 8 godzin dziennie tylko w niektóre dni tygodnia. Powyższe w dużej mierze zależy od samego pracownika, który jednak powinien wziąć pod uwagę potrzeby pracodawcy związane z organizacją pracy. Należy także pamiętać, że wraz z obniżeniem wymiaru czasu pracy zmniejsza się również dotychczasowe wynagrodzenie pracownika oraz wymiar jego urlopu wypoczynkowego. Z obniżonego wymiaru pracy można korzystać przez okres 3 lat, jednak nie dłużej niż do ukończenia przez dziecko 4 roku życia.

Karmienie piersią w biurze?

30-minutowe przerwy w pracy

Pracownicom, niekorzystającym z urlopu wychowawczego, prawo pracy gwarantuje przerwy umożliwiające im karmienie dziecka piersią. Z przerwy tej korzystać mogą także pracownice pracujące w obniżonym wymiarze czasu pracy, pod warunkiem jednak, że spędzają w pracy więcej niż 4 godziny dziennie. Jeżeli dzienny czas pracy nie przekracza 6 godzin – pracownicy przysługuje jedna półgodzinna przerwa na karmienie. Jeżeli pracownica pracuje więcej niż 6 godzin – ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw. W założeniu przerwa ma umożliwić bądź nakarmienie dziecka, bądź odciągnięcie pokarmu. W praktyce jednak, szczególnie w przypadku dwóch półgodzinnych przerw, pracownice łączą je i wychodzą do domu o godzinę wcześniej. Taki sposób wykorzystywania przerwy jest zgodny z prawem i pracodawca nie powinien mieć do niego zastrzeżeń. Przepisy nie określają wieku dziecka, do którego przysługuje przerwa na karmienie. Co do zasady – decyduje o tym sama pracownica. Na żądanie pracodawcy, powinna jednak przedstawić zaświadczenie lekarskie, że wciąż karmi piersią.

Dni dla dziecka:

Zwolnienie od pracy na opiekę nad dzieckiem

Pracownikowi, wychowującemu dziecko do 14 lat, przysługują rocznie dwa dodatkowe dni płatnego urlopu. Jeżeli oboje rodzice są zatrudnieni, z tego uprawnienia może skorzystać tylko jedno z nich (w danym roku). Urlop jest wykorzystywany na wniosek pracownika. Za niewykorzystany w danym roku urlop, pracownikowi nie przysługuje żaden ekwiwalent pieniężny, a urlop nie przechodzi na następny rok.

Pracownik opiekujący się dzieckiem do ukończenia przez nie 4 roku życia ma także inne uprawnienia. Jego dobowy wymiar pracy nie może przekraczać 8 godzin, nie można go też zatrudniać w godzinach nadliczbowych ani porze nocnej, jak również delegować poza stałe miejsce pracy.

Zakaz zwalniania:

Ochrona stosunku pracy

W okresie ciąży, urlopu macierzyńskiego i wychowawczego oraz w okresie, w jakim pracownik korzysta ze zmniejszonego wymiaru czasu pracy, stosunek pracy podlega szczególnej ochronie. Pracodawca nie może w tych okresach wypowiedzieć pracownicy umowy o pracę.

Ochrona obejmuje pracownicę od pierwszego dnia ciąży, nie jest przy tym istotne, czy pracodawca składając oświadczenia o wypowiedzeniu, wie, że pracownica jest w ciąży. Co więcej, ochrona obowiązuje także w trakcie trwania okresu wypowiedzenia. Oznacza to, że nawet, jeśli pracownica nie była w ciąży w dniu wypowiedzenia jej umowy o pracę, ale zaszła w ciążę w trakcie okresu wypowiedzenia, pracodawca powinien cofnąć swoje oświadczenie woli o wypowiedzeniu jej umowy. Ochrona obejmuje kobiety zatrudnione na podstawie wszystkich umów o pracę. Umowy terminowe, które uległyby rozwiązaniu po upływie 3 miesiąca ciąży, ulegają automatycznemu wydłużeniu aż do dnia porodu. Nie dotyczy to jednak umów na czas próbny krótszy niż 1 miesiąc i umów na zastępstwo.

Zakaz rozwiązania umowy o pracę pracownicy w ciąży nie chroni jedynie w dwóch przypadkach:

  • w przypadku rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownicy (np. z powodu ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych);
  • w przypadku ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy.

Prawo nie zabrania także rozwiązania z pracownicą w ciąży stosunku pracy na mocy porozumienia stron lub za wypowiedzeniem umowy przez samą pracownicę.

Autorka korzystała z publikacji „Rodzicielstwo Pracownika” pod red. A. Gwarek, B. Lenart, K. Tymorek

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aleksandra Jankowska
Prawnik. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Aplikantka adwokacka. Na razie tylko mama chrzestna. Lubi podróżować, tańczyć i dobrze jeść. Najlepiej jednocześnie ;)
Podyskutuj

Co jest kluczem do połączenia życia rodzinnego i zawodowego?

To pytanie, na które poprawnych odpowiedzi będzie sporo, ale jak znaleźć to co najważniejsze? Do podzielenia się swoją historią i doświadczeniem zaprosiłam niesamowitą kobietę, która po prostu to zrobiła i robi każdego dnia! Izabela Pipka, zawodowo HR Director w firmie Bosch Poland , a prywatnie mama czwórki dzieci. Iza dzieli się swoimi sposobami i podpowiada, jak znaleźć swoje własne!
  • Agnieszka Kaczanowska - 22/01/2020
Izabela Pipka, HR Director w firmie Bosch Poland

Izo, menadżerskie stanowisko, czwórka dzieci, pewnie nie raz słyszałaś pytanie „Jak Ty to robisz?”, ale ja zapytam inaczej: opowiedz mi proszę skąd czerpiesz motywację do tego, aby łączyć to, co niektórzy twierdzą, jest tak trudno połączyć?

W pewnym sensie trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że nie da się tego połączyć. Sztuka polega na tym, aby postawić jasną i wyraźną granicę między domem, a pracą i nie mieszać ze sobą tych światów. To, że dzieci wiedzą, gdzie pracuję, co robię, a także fakt, że mąż interesuje się moją pracą jest OK. Gdy jednak przynoszę do domu emocje z pracy, to już nie jest w porządku. Taka sytuacja oznaczałaby, że pozostaję w zawieszeniu: nie jestem w pełni w domu, ale też nie wyszłam całkowicie z pracy. To jest ze stratą dla wszystkich.

Takie postawienie granic może napędzać motywację, o której wspominasz. Jeśli chcesz spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, to musisz lepiej organizować się w pracy. Wierzę, że dzięki temu można uzyskać lepsze efekty.

To działa też w drugą stronę. Jeśli chcesz realizować się zawodowo, musisz bardzo dobrze organizować życie domowe. Nie jest to łatwe, ale z perspektywy czasu, wydaje mi się, że ma to też wiele pozytywnych stron.

Dzieci już od najmłodszych lat uczą się dobrej organizacji, wszyscy jesteśmy bardziej uważni na siebie i chyba lepiej wykorzystujemy czas.

Uważam, że wiele kobiet ulega psychozie strachu, że dzieci odbierają możliwość rozwoju zawodowego lub, że praca zawodowa jest zagrożeniem dla życia rodzinnego. Jasne, że dla niektórych matek lepszym rozwiązaniem jest pozostanie w domu z dzieckiem, ale też jest grupa kobiet, dla których nie jest to dobry kierunek. Istotne jest dokonanie właściwej oceny swoich predyspozycji, określenie, jak widzę swoje życie po urodzeniu dziecka, przygotowanie planu osiągnięcia tego celu i działanie. W takim wyborze najważniejsze jest, aby czuć się wolnym.

Nigdy nie myślałam w kategoriach stawiania w opozycji życia rodzinnego i zawodowego. Od kiedy pamiętam, marzyłam o założeniu rodziny i udało mi się to marzenie zrealizować. Jednocześnie nigdy nie brałam pod uwagę, że to może zablokować mój rozwój zawodowy. Jak widać można to zrobić, należy jedynie zadawać sobie właściwe pytania: nie „czy” to się uda, ale „jak” to zrobić.

Ja patrzę na to w ten sposób, że zarówno w domu, jak i w pracy, mam do zaoferowania coś niepowtarzalnego, czym mogę się podzielić. Rodzina oczywiście wygrywa w tym znaczeniu, że jej oddaję całą siebie. Wierzę jednak, że mam też kompetencje czy talenty, które rodzinie się nijak nie przydadzą, a szkoda byłoby je zmarnować i dlatego dzielę się nimi w mojej pracy. Gdybym zrezygnowała z któregoś z tych miejsc, pewnie czułabym się uboższa. Mam też nadzieję, że i świat jest bogatszy dzięki temu, że tak wybrałam.

A czy miewałaś trudniejsze chwile? Zwątpienia czy to się uda? Czy warto walczyć?

Przyznam, że nie za bardzo pasuje mi tu rozważanie w kategoriach walki. Od razu staje mi przed oczami obraz umęczonej Matki-Polki. A to zupełnie nie tak. Owszem miewam takie chwile, gdy – jak to się mówi – mam wszystkiego dość. Niektórzy twierdzą, że matki zaangażowane zawodowo pracują na dwóch etatach. Mam więc prawo być zmęczona. Samo zmęczenie nie jest jednak problemem, jeśli tylko widzę, że ma to sens.

Gorzej gdy dopadają Cię takie dość typowe „zmory”, że nie jesteś dobrą matką, nie gotujesz codziennie obiadów, nie jesteś przy dziecku, gdy traci pierwszego mleczaka itd. Takich upiorów nie przepędzam sama, robi to za mnie mój domowy „oddział specjalny”. Wystarczy chwila spędzona z którymś z dzieci i ich uśmiech. Pomaga też rozmowa z mężem, który rozumie i wspiera w zachowaniu dystansu. Inny sposób, który na pewno działał wtedy, gdy dzieci były mniejsze: lubiłam się w takich trudnych chwilach położyć z nimi do łóżka. Równy oddech dziecka, różowa niewinna buźka i to ciepełko, które od niego bije… wystarczy pół godziny takiej sesji i już wiesz co masz robić.

Nie do przecenienia w takich sytuacjach było wsparcie męża, muszę przyznać, że pewnie bez tego byłoby zdecydowanie trudniej.

Izo, kiedy rozmawiałyśmy przygotowując się do tego wywiadu, powiedziałaś coś bardzo ważnego w kontekście łączenia życia rodzinnego i zawodowego; że to jest wspólne zadanie, nazwałaś to współodpowiedzialnością – i tak sobie myślę – że to jest właśnie ten klucz!

Współodpowiedzialność w najszerszym tego słowa znaczeniu, prawda?
Tak. Trudno mi w ogóle wyobrazić sobie sytuację, w której nie planuję z mężem wszystkich elementów wspólnego życia. To nie jest tak, że tylko w kwestii wychowania dzieci jesteśmy współodpowiedzialni, a w pozostałych sferach każdy pracuje na swój rachunek. Co więcej – oboje jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Mój mąż jest odpowiedzialny również za mój rozwój zawodowy, a ja za jego.

Każdą decyzję o kolejnym dziecku zawsze omawialiśmy dość szczegółowo. I priorytetem nie było wcale to, czy nas stać, ale jak zmieni to nasze życie, nasze relacje, jak może wpłynąć na naszą pracę. Bo to, że zmiany nastąpią jest oczywiste. Każdą zmianę jednak możemy wykorzystać do rozwoju. W przypadku pojawienia się dziecka, i nieważne czy pierwszego, czy kolejnego, również otwiera się przed nami szerokie pole możliwości i korzyści.

Jeśli mądrze tym pokierujemy to nasza relacja zyskuje naprawdę wiele i przenosi się na zupełnie inny poziom. Kiedy widzę, że mąż potrafi zrezygnować ze swoich planów czy zajęć, bo chce mi pomóc, to daje mi to dużo ważnych życiowych odpowiedzi. Również sama znajduję sporo radości w tym, że z czegoś potrafię zrezygnować dla męża czy dziecka. I wcale nie uznaję tego za stratę. Po prostu następuje pewne przewartościowanie i człowiek dostrzega, co w głębi duszy naprawdę było dla niego ważne.

Taka zmiana paradoksalnie bardzo dobrze wpływa na funkcjonowanie zawodowe.

Jest to dobry moment, by dokonać refleksji, czy moja praca faktycznie jest dla mnie ważna, czy jestem w dobrym miejscu? Otwiera się szereg nowych możliwości. Jest okazja do dokonania małego bilansu, wzmocnienia samooceny, może nakreślenia zupełnie nowej ścieżki kariery. Można wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim z zupełnie nowym pomysłem na siebie. Przeważnie nie wykorzystujemy tej szansy, a szkoda.

Tutaj też ważne jest wsparcie męża. Bo przecież jeśli wpadnie nam do głowy, że chcemy podnieść swoje kompetencje i pójść np. na studia, potrzebujemy jego pomocy.

Ważne też jest wsparcie pracodawcy. Jeśli jasno komunikujemy swoją wizję, burzymy wizerunek matki z dzieckiem jako pracownicy z obciążeniem. Błędny wizerunek.

Kobieta, która chce wrócić do pracy po urodzeniu dziecka musi być naprawdę mistrzem logistyki. Musi nauczyć się wykorzystywać każdą minutę, nauczyć się dobrej współpracy z innymi (od partnera począwszy) i nauczyć się delegować.

To ostatnie chyba jest najtrudniejsze w odniesieniu do dzieci, ale przynosi niesamowite efekty. W każdym wieku dziecko może już wziąć odpowiedzialność za choćby mały odcinek. Niech to będzie ustawianie bucików w przedpokoju. Dzięki temu nasz dom jest naprawdę nasz, a mama ma te parę minut więcej z doby.

Wspomniałaś także o ważnej kwestii jaką jest ustalanie swoich granic, co tutaj masz na myśli? Pamiętam doskonale, że kiedy dzieci są malutkie – to ustalanie granic jest szalenie trudne…

Podstawową rzeczą jest nie bać się swojego rodzicielstwa, czyli nie obawiać się mądrze wymagać. Zresztą podobna zasada obowiązuje w pracy na stanowisku menadżerskim.

Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że rola matki jest bardzo dobrą szkołą zarządzania.

Trzeba umieć dogadać się z Zarządem (śmiech) i dziećmi. Przy oczywiście poszanowaniu praw i wolności każdego. Tu warto też dodać, że to stawianie granic chroni nas samych. To, że jestem matką i jestem cała dla moich dzieci nie oznacza, że nie mam własnego ja, które trzeba chronić, rozwijać, pielęgnować. I nie chodzi o egoizm.

Człowiek, który zatraca czy to w pracy, czy w obowiązkach domowych samego siebie, traci po pewnym czasie tożsamość. Dzieci to w zasadzie projekt kilkunastoletni. Potem trzeba pozwolić im odejść (mam już takie doświadczenie 🙂 ). A my mamy jeszcze wiele innych ważnych i ciekawych zadań przed sobą. Tak to widzę.

A jeśli chodzi o Twoje obowiązki zawodowe, jak sobie radzisz kiedy dzieci chorują, mają wakacje 10 tygodni… czy występy w przedszkolu w południe?

To trudny temat. W różnych okresach naszych karier zawodowych mieliśmy z mężem różne możliwości opieki nad dziećmi. Gdy dzieci chorowały, czasami on zostawał w domu, czasami ja. Na szczęście mąż przez większość kariery uprawiał wolny zawód, więc to było jakieś ułatwienie. Nie było tych chorób znowu tak wiele, więc nawet, gdy się zdarzyły, nie było żadnego problemu w pracy z krótkim zwolnieniem.

Wakacje to już poważniejszy temat. Zawsze staramy się spędzać choćby tydzień czy dwa rodzinnie. Nie ma więc mowy o tym, aby brać urlop osobno, by zapełnić wakacyjną lukę. Skoro bierzemy urlop razem to oznacza, że jesteśmy z dziećmi krótko, a pozostały czas… musimy organizować.

Bywało różnie. Gdy dzieci były malutkie, mieliśmy wspaniałe opiekunki. Gdy trochę podrosły, bardzo pomagali nam moi rodzice, którzy chętnie zabierali dzieci na wakacje. Od mniej więcej 9 roku życia, a niektóre nawet wcześniej, nasze dzieci wyjeżdżały na różnego rodzaju zorganizowane wyjazdy. Możliwości jest naprawdę wiele. Trzeba tylko uważnie sprawdzić z kim wysyła się dziecko i w następnym roku samo już pyta o wyjazd.

Dla nich to niesamowita szkoła usamodzielniania się. Są też przeważnie w gronie rówieśników, co zapewnia dobrą zabawę. A nam w domu pozwala za nimi zatęsknić. Przeważnie tylko pierwszy tydzień takiej wakacyjnej ciszy domowej daje ukojenie. Potem już zaczyna nam brakować tych kłótni, krzyków i nawet bałaganu. Powrót hałasu, co nas samych, co roku, zadziwia, witamy naprawdę z radością.

Chyba najtrudniejsze ze wszystkiego są te szkolne występy. Wiadomo, że zawsze chce się na nich być nawet, gdy dziecko w przedstawieniu gra „dziewiątego wróbelka”. Nie zawsze jest to niestety możliwe. Staramy się z mężem tak manewrować swoimi kalendarzami, aby przynajmniej jedno z nas było i nagrało występ. Prawdę mówiąc jestem przekonana, że obecność na tych występach więcej daje mi niż dziecku. Wiadomo, że ono bardzo chce, abym była i to niesamowite uczucie, że jestem dla kogoś tak ważna, dodaje skrzydeł.

Pracodawcy powinni wręcz wymagać, aby rodzice „zrywali się” z pracy na szkolne przedstawienia. Myślę, że tam mogą łapać szczególną motywację i przekonanie, że warto. Warto pracować, poświęcać się, układać misterną logistykę, bo efekt jest wspaniały. A jaki jeszcze będzie, gdy dziecko podrośnie?

Powiedz jeszcze, jakie macie swoje rodzinne sprawdzone sposoby na łącznie życia rodzinnego z zawodowego?

Dom to takie małe przedsiębiorstwo. Bardzo ważne jest zarządzanie i podział kompetencji oraz obowiązków. Od zarządzania jak wiadomo są rodzice, co nie zwalnia ich z innych zadań. My na przykład, mieliśmy w domu grafik dyżurów na cały tydzień: zmywarka, odkurzanie, wyrzucanie śmieci, sprzątanie samochodu itp. Dyżury były dostosowane do wieku, ale każdy wiedział, co ma robić i nie było marudzenia. Ważna jest pomoc dzieciom w usamodzielnianiu się. One mają większą radość z tego, że robią coś same, a my więcej luzu.

Oczywiście każdy dzień przynosi nowe wyzwania: treningi, zajęcia dodatkowe, zakupy, lekarz. Codziennie wieczorem obowiązkowo musi się odbyć „odprawa”, żeby nikt nie został samotny na „polu walki”. Nie chroni to oczywiście przed spóźnieniem po odbiór dziecka, czy zawiezieniem czasami dziecka w kapciach zimą do szkoły (to mąż 🙂 ). Takie drobne rodzicielskie wpadki. Ale staramy się je eliminować.

O swojej pracy staramy się też zawsze mówić dobrze przed dziećmi. Wiem, że w modzie jest narzekanie, ale pomijając, że sam człowiek może się przez to wpędzić w depresję, to narzekając przy dziecku szkicuje mu fatalną perspektywę: praca jest za karę.

Po drugie, jak dziecko ma potem zrozumieć, że rodzic nie spędza czasu z nim, bo woli wyjść do pracy, której nienawidzi. Skoro tak wybiera, to jaką buduje samoocenę u dziecka.

Można też wprowadzać życie rodzinne do firmy. Kilkakrotnie urządzaliśmy w naszych biurach Mikołajki. Przychodziły całe rodziny. Atmosfera robiła się naprawdę domowa.

W Boschu zorganizowaliśmy też letnie półkolonie dla dzieci. Super rozwiązanie dla tych, którym trudno zapewnić opiekę dla dziecka na wakacje. Dodatkowo dzieci się poznają, nawiązują przyjaźnie i są maksymalnie długo z rodzicem – przyjeżdżają z nim rano do pracy i wracają po południu. Zainteresowanie półkoloniami przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Widać, że trafiliśmy idealnie w potrzeby rodziców. I dzieci chyba też.

Jako Dyrektor HR i mama, jak uważasz, jakie rozwiązania, które może zastosować pracodawca są kluczowe? Czy obserwując rynek rekrutacji widzisz zmiany na lepsze w postrzeganiu kobiet, mam, ogólnie pracujących rodziców?

Przez ostatnie trzydzieści lat zmieniło się bardzo wiele na rynku pracy w postrzeganiu i dowartościowaniu kobiet. Weźmy choćby urlopy wychowawcze, które mogą od lat brać również ojcowie. Daje to, kobietom chcącym realizować się zawodowo, możliwość szybszego powrotu do pracy. Dobrze też, że urlop – opiekę na dziecko (2 dni w roku) – możemy wykorzystywać „na godziny”, co oznacza, że spokojnie mogę wyjść na wspomniane popołudniowe przedstawienie.

A w rekrutacji? Bardzo dużo mówi się o unikaniu dyskryminacji przy wyborze pracowników. Podnosi to z pewnością świadomość wśród HR oraz managerów, chociaż gdzieś podskórnie czuję, że jeszcze długa droga przed wieloma pracodawcami w Polsce. Wizja Pracownicy, która za chwilę będzie w ciąży (co często jest różnoznaczne ze zwolnieniem lekarskim), a potem skorzysta z rocznego urlopu macierzyńskiego, powoduje, że ciągle wielu pracodawców wybiera „niezawodnych” mężczyzn… Ale tak naprawdę inwestycja może być długoterminowa, nie każda kobieta musi korzystać ze zwolnienia lekarskiego, da się zorganizować tymczasowe zastępstwo i po urlopie macierzyńskim (czas szybko mija) wraca zaangażowana mama.

Coraz częściej widzimy też tatusiów zaangażowanych w proces opiekuńczo-wychowawczy, stąd postrzeganie zatrudnienia każdej kobiety jako ryzyko dla pracodawcy, jest błędnym myśleniem.

W ten sposób odrzucamy te osoby, które bardzo często potrafią doskonale organizować czas, są zaangażowane i bardzo lojalne wobec pracodawcy, który umożliwił im realizację swoich planów rodzinnych.

Rynek pracy cały czas się uelastycznia, co pozwala wychodzić ze schematu: pracujący zawodowo ojciec, opiekująca się dziećmi matka. Sama jestem tego przykładem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszelkie udogodnienia dla młodych matek, chcących realizować się zawodowo, nie są aż tak wielkim kosztem, biorąc pod uwagę zysk.

Jeśli matka chce mieć np. troje dzieci i nie stworzy jej się bezpiecznych warunków powrotu do pracy po pierwszym dziecku, to prawdopodobnie na zawsze wypadnie z rynku. Jeśli będzie miała wsparcie pracodawcy, będzie wracała po każdym porodzie i będzie to z korzyścią dla wszystkich.

A jaka byłaby Twoja rada dla mamy wracającej po dłuższej przerwie do pracy? Gdybyś mogła jej powiedzieć kilka zdań, aby dodać otuchy, co by to było?

Po pierwsze należy przepędzić wszystkie lęki. Nie jesteś pierwszą mamą, która wraca do pracy po urodzeniu dziecka. Twój powrót do pracy może być dobry dla Was obojga. Cokolwiek nie zrobisz i tak dla Twojego dziecka będziesz najlepszą mamą na świecie. Jeśli nie wierzysz, to zapytaj je, gdy tylko nauczy się mówić, a potem weryfikuj to co rok.

Mogłabym też powiedzieć: jeśli chcesz wrócić do pracy na ugiętych nogach, niepewna i przymuszona, to daruj sobie. To musi być absolutnie wolna decyzja. W przeciwnym wypadku stracisz Ty sama, Twoje dziecko i firma. Jednocześnie pamiętaj, że masz prawo do samorozwoju i dziecko ma Ci w tym pomóc. Nie patrz więc na nie jak na kogoś, kto Cię ogranicza.

Myślę też, że wiele obaw dotyczy tego, czy uzyskam odpowiednie wsparcie. Otóż z całą pewnością, przynajmniej w Boschu, matki mogą liczyć na bardzo dużą pomoc i zrozumienie. Dostosowane godziny pracy, pokój karmienia itd. Nie licząc nieformalnej pomocy od koleżanek, które już mają za sobą takie doświadczenia i chętnie podzielą się nimi z kimś, kto tego potrzebuje.

Myślę, że to jest także idealny moment, aby krótko opowiedzieć o naszym wspólnym programie mentoringowym, który ruszy już wkrótce!

Tak, to nowa inicjatywa, mam nadzieję, że piękna i okaże się przydatna dla wielu mam. Zaprosiliśmy nasze Boschowskie Mamy do podzielenia się swoim doświadczeniem, umiejętnościami z mamami spoza naszej firmy, które właśnie tego potrzebują. Czasami drobna rada, mała sugestia albo nawet samo wysłuchanie lub ukierunkowanie myślenia może być krokiem milowym w podjęciu decyzji o własnym rozwoju.

Zainteresowanie takim rodzajem pracowniczego wolontariatu przerosło nasze oczekiwania. Jako firma będziemy wspierać ten proces. Mamy – Mentorki mogą spotykać się z Mentee w czasie pracy, w miejscu pracy, planujemy też dla nich spotkania przygotowujące do roli mentorskiej, będziemy je wspierać w procesie. Już czekamy na rezultaty tych działań.
Myślę, że wszyscy możemy powiedzieć sobie: ODWAGI!

Dziękuję za rozmowę. I już wkrótce zaprosimy do programu mentorskiego Bosch i Mamo Pracuj!

Więcej informacji o tym, w jaki sposób Bosch wspiera pracujących rodziców można znaleźć w profilu firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom wraz z najnowszymi ofertami pracy!

Zdjęcia: własność Bosch Poland.

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

Pracoholiczka, która chce zostać mamą – historia Sylwii

Takie historie też się zdarzają, o takich chwilach też chcemy Wam opowiadać. Dzisiaj słowami Sylwii, która napisała do nas list, a w nim, być może, zawarła wszystko to, co dotyczy Ciebie. Może to też Twoja historia. Przeczytaj!
  • Listy do Redakcji - 16/01/2020
młoda kobieta zamyślona z kubkiem w rękach siedzi przy oknie

Pierwsza praca

Moja historia rozpoczyna się w 2007 roku. W czerwcu, od razu po maturze zaczęłam swoją pierwszą pracę, aby móc mieszkać i studiować w Krakowie. Praca dawała mi radość i satysfakcję, bo mogłam czuć się niezależna finansowo. Dużo potrafiłam poświęcić, aby wykazać się pracy. Już wtedy zaczęłam stawać się pracoholikiem.

W 2011 roku rozpoczęłam swoją pierwszą „poważną pracę”, która trwała do teraz, do grudnia 2019. To w tej pracy mocno się rozwinęłam, systematycznie awansowałam, a gdy w 2014 zostałam managerem poczułam, że mam tutaj zagwarantowany rozwój i stabilność stanowiska.

Marzenia o rodzinie

Mogłam zacząć snuć plany o rodzinie, mając oczywiście gdzie później wrócić. W tym samym roku wyszłam za mąż, a kilka miesięcy po tym, postanowiliśmy z mężem powiększyć naszą 2-osobową rodzinę. Przed tą decyzją (jak zawsze u mnie bez planu ani rusz) odwiedziłam swojego ginekologa i stosowałam zalecone witaminy.

Starania o dziecko

W 2015 jako szczęśliwa mężatka ze stabilną pracą czekałam na upragnioną ciążę. Minął pierwszy rok starań, a lekarze uspokajali, że jeden rok starań o niczym nie świadczy (teraz w to nie wierzę). Odpuściłam, zaufałam lekarzom, nie drążyłam tematu i coraz bardziej zagłębiałam się w pracę.

Ustalamy z mężem: „Jak się uda to się uda, mamy jeszcze czas”.

Miesiące mijały, minął drugi rok starań, a ci sami lekarze wysłali męża na badanie nasienia. Badania były rewelacyjne. Ja przeszłam kolejny szereg badań – wszystko w porządku. W maju 2017 wyjechałam na delegację do Chin, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moje zadowolenie z pracy. Rosłam w siłę i doświadczenia.

Czy to niepłodność?

Nadszedł lipiec 2017. Zmieniam głównego lekarza, który skierował mnie na identyczne badania co ten pierwszy, a gdy wszystko wychodzi prawidłowo – proponuje zabieg przepłukania jajowodów. Oczywiście przystałam na jego zalecenie, umówiliśmy się na zabieg w styczniu 2018, ale i jednocześnie postanawiamy z mężem zapisać się do rządowego programu walki z niepłodnością dla par starających się o dziecko. W międzyczasie w pracy pojawia się kryzys finansowy i organizacyjny, a mnie dopadają pierwsze myśli o wypowiedzeniu.

Chcę zostać mamą!

Nadchodzi przełom roku 2017/2018, kiedy to większość z nas robi podsumowania mijającego roku i snuje plany na ten lepszy rok. Wtedy też pojawiło się u mnie najsilniejsze pragnienie macierzyństwa. Nasze starania trwały już ponad 2,5 roku, zaczęłam wątpić czy się uda, modliłam się o cud. Chciałam też wyrwać się z pracy, bo sytuacja nie była najlepsza.

Zdecydowałam, że poczekam z decyzją o zmianach po zabiegu. Zabieg odbył się wg planu, w styczniu, a 26 marca zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Jaka była moja reakcja?

Nie wierzyłam

Dotarło to do mnie dopiero po kilkudziesięciu minutach. Stał się cud, o który prosiłam. Szykowałam się na bycie mamą. Gdy zaczynał się każdy następny tydzień ciąży z przejęciem czytałam na jakim etapie jest nasze dziecko. To było takie inspirujące.

Moja ginekolog zaprosiła mnie na wizytę kontrolną w 9 tyg. ciąży. To był pamiętny 24 kwietnia, 2 dni przed naszą rocznicą ślubu. Poszłam sama, ponieważ to miała być zwykła wizyta kontrolna. W tym dniu nastąpił krach.

Przykro mi …

To kiedy w swojej euforii bycia w ciąży słyszysz: „Przykro mi Pani Sylwio, nie słyszę serduszka” zmiata Cię jak lawina. Zostajesz w tym gabinecie sama ze słowami: przykro mi…

Później potoczyło się już szybko. Zabieg łyżeczkowania, 2 tygodnie L4. W pracy nie dowiedzieli się co było przyczyną mojej nieobecności. Udało mi się to zachować w tajemnicy. Wróciłam do pracy kompletnie odmieniona, ponieważ wszystko mi się przewartościowało. Widziałam się wtedy jako kobietę z sukcesami w pracy, która przegrała na polu życia.

Nie zliczę przepłakanych dni. Ileż to razy obwiniałam siebie o tę stratę, ale już po „bezpiecznych” 3 miesiącach zaczęliśmy z mężem ponowne starania. Teraz wydaje mi się, że to było za wcześnie, że nie zaleczyłam tamtej rany, ale będąc w otępieniu, po tak trudnej sytuacji liczyliśmy, że teraz na pewno się uda. Nic bardziej mylnego.

Depresja

W tym czasie popełniłam błąd którego skutki czuję do teraz. Chodziłam z otwartą raną po stracie dziecka i usilnie starałam się o kolejne. Z miesiąca na miesiąc biegłam po test ciążowy. To była kompletna psychoza. Każda pojedyncza kreska na teście z miesiąca na miesiąc powodowała u mnie stan przygnębienia i nie zauważyłam, że wpadłam w straszny mechanizm. Wyniszczał mnie. Szłam w dół, ku depresji.

W pracy sytuacja zaczęła się pogarszać i widziałam, że jedynie tam egzystuje. Nie było tam dla mnie miejsca. Nie rozwijałam się. Gdym nawet chciała zagłębić się w pracę i odrzucić myśli od nieudolnych starań o dziecko – nie mogłam. W pracy było bardzo negatywnie.

Zobacz jak radzić sobie z depresją poporodową?

Żyłam w tej sytuacji przez rok. Grałam twardą sama przed sobą, co jeszcze bardziej zamykało mnie w sobie. Czekałam na dziecko i trwałam w pracy, bo wiedziałam, że gdy tylko będę w ciąży, będą mogła swobodnie skorzystać z macierzyńskiego, a później, o ile sytuacja pozwoli – wrócić. Teraz drwię z tego myślenia. Takie zawieszenie wyrządziło mi wiele krzywdy. Zbrzydła mi praca, nie rozwijałam się, bo czekałam.

Przełom

W lipcu 2019 nastąpił przełom. Moja Pani ginekolog przemówiła do mnie tak dosadnie, że obudziłam się z tego letargu. W mocnych słowach kazała mi zrezygnować ze starań. Zauważyła co się ze mną dzieje. Kazała mi zadbać o moje zdrowie psychiczne i poprosiła: „abym pozwoliła temu dziecku samemu przyjść do nas”. Zrozumiałam po tych słowach, że jeśli nic teraz nie zmienię to popadnę w depresję. Walczyłam ze sobą 2 miesiące.

Poza planem

We wrześniu złożyłam wypowiedzenie, co dla szefa i współpracowników było szokiem. Zawsze widzieli we mnie fundament firmy i mocną psychicznie kobietę. Złożyłam wypowiedzenie nie mając jeszcze nowej pracy. Zdecydowałam, że muszę złapać oddech i dystans. Teraz najważniejsza jestem ja. Muszę zadbać o siebie, o swój spokój wewnętrzny, zadowolenie, radość i szczęście. Cieszę się, że mój mąż mnie rozumie i wspiera.

Nie wiem co teraz będzie. Niech się dzieje coś już poza ustalonym planem, spontanicznie.

Mój list jest do tych kobiet, które czekają na dziecko i przez to się blokują zawodowo. To słowa do tych, które wszystko mają zaplanowane co do miesiąca.

To słowa do tych, co kalkulują korzyści wynikające z pełnopłatnego L4 czy 12-miesięcy macierzyńskiego. Te „wygody” z różnych powodów mogą w ogóle nie zaistnieć. Po co zatem dusić się w miejscu (w pracy), która już od dawna nie jest dla nas?

Dzielę się moją historią, bo nie chcę, żeby któraś z Was przechodziła przez to samo. Szukałam przez wiele miesięcy historii takich jak moja. Nie znalazłam i dlatego napisałam do Mamo Pracuj.

Teraz – gdybym mogła cofnąć czas nigdy nie separowałabym decyzji o rozpoczęciu starań o dziecko od decyzji o rozwijaniu się (mowa o awansie czy o zmianie pracodawcy). One muszą iść razem. Kobieta zawsze poradzi sobie z nadmiarem szczęścia, gorzej jeśli nie ma choć jednego i musi wyresetować swoje życie do poziomu zero.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail