Czego szukasz

Jak wspierać bliską osobę, która straciła pracę?

Sytuacja, dotycząca zatrudnienia, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy drastycznie się zmieniła. Z rynku pracownika przeszliśmy do rzeczywistości dość niepewnej, grozi nam recesja i wzrost bezrobocia. Firmy zaczęły mrozić etaty i zwalniać pracowników. Jak wspierać bliską osobę w trudnej sytuacji, jaką jest utrata pracy? Co pomaga a czego nie warto robić? – przeczytajcie rozmowę z Katarzyną Koszewską, psychologiem i terapeutką EMDR.

  • Natalia Gozdowska - 07/05/2020
dwie osoby trzymające się ręce

Czy obserwuje Pani teraz wśród swoich pacjentów jakieś efekty obecnej sytuacji na rynku: trudności emocjonalne, związane z problemami w pracy?

Obecnie prowadzone są różne badania, jak ta sytuacja wpływa na zdrowie psychiczne Polaków, ale nie znamy jeszcze ich efektów. To, co mogę powiedzieć z własnych obserwacji: zwiększyła się liczba pacjentów z objawami paniki, czyli z lękiem napadowym, pojawiły się też osoby, u których wcześniej nie było niepokojących objawów, a teraz pojawił się nasilony lęk o przyszłość, zamartwianie się, trudności z koncentracją, kłopoty ze snem. To oznaka zwiększonego stresu, związanego z niepewnością, ze zmianą. Większość moich pacjentów na ten moment zachowała pracę, ale część z nich faktycznie ma zmniejszoną liczbę godzin lub zredukowany etat.

Jak można wspierać osoby, które tracą pracę? Jak partner lub partnerka może pomóc w takiej sytuacji?

Wszystko zależy od tego jakie ludzie mają sposoby radzenia sobie z trudnościami, ze stresem. Taka sytuacja może rodzić ogromne napięcia w związku.

Warto zacząć od tego, by osoba, która ma stabilną sytuację, zastanowiła się jak reaguje, gdy wokół niej pojawia się niepokój i czy to, co się dzieje wtedy, służy relacji. Jeśli nie, to trzeba zastanowić się, co zrobić inaczej niż zwykle, jak zareagować nietypowo.

A co może nie służyć?

Na przykład: jeśli widzę, że ktoś chodzi przygnębiony, to mam tendencję do radzenia sobie z własnym niepokojem poprzez krzyk, zniecierpliwienie, pouczanie, pokazywanie, co dana osoba ma robić. To oczywiście nie służy, bo odbiorca nie chce ze mną rozmawiać, “wychodzi” z kontaktu. Pierwszym krokiem więc jest zastanowienie się, czy to, co ja robię, jest wspierające. Jeśli nie, to trzeba zastanowić się, co może pomóc.

Następnie słuchać i empatycznie wysłuchać. To bardzo ważne, by w tym momencie nie pojawiły się takie rodzaje komunikatów, które spowodują, że ta druga osoba nie zechce być przy nas. Mówię o sposobie prowadzenia rozmowy, gdzie krytykuję, oceniam, przerywam, moralizuję, ironizuję, wypominam.

Warto dać też znać, że słyszę – jestem w kontakcie. Patrzę na drugą osobę, nie robię w tym czasie nic innego. Nie zmywam, nie układam naczyń, siadam obok.

Przeczytaj także: Jak rozmawiać z dziećmi o koronawirusie?

A co robić jak dzieci są obok nas i cały dzień nie jesteśmy w stanie porozmawiać, bo nam po prostu nie dają takiej możliwości?

To nie jest rozmowa wtedy, gdy są przy nas dzieci. Ważne, żeby być tylko we dwoje. Nie nastawiajmy się jednak na to, że ta rozmowa może mieć duży ładunek emocjonalny. Jeśli my chcemy naprawdę wspierać, to raczej postarajmy się łagodnie, spokojnie i bez lęku być w tym momencie, kiedy druga strona mówi, krzyczy, płacze… Możemy nazywać to, co się dzieje: “Widzę, że jest Ci źle, że bardzo to przeżywasz.”, ale nie jest to ten moment, gdy dajemy rady i zapewniamy “Będzie dobrze, nie martw się.”. Druga strona prawdopodobnie nie oczekuje takiego zapewnienia, bo w tym momencie po prostu w to nie wierzy. Nasze słowa może traktować jako lekceważenie tego, co przeżywa. To ważny moment, by wytrzymać, być obok, pozwolić się wypłakać.

Często to nam jest bardzo trudno być obok osoby, która jest w silnych emocjach i wtedy mówimy “Nie płacz”. Nie dlatego, że chcemy ją pocieszyć – być może czujemy, że mamy taką intencję, ale też nie chcemy odczuwać dyskomfortu związanego z przeżywaniem emocji.

Czyli nie pocieszać?

To jest ten moment, by po prostu być. Na pewno same słowa takie jak “Będzie dobrze”, “Nie martw się” są barierą komunikacyjną na tym etapie i mogą być odbierane jako umniejszanie problemu. Zamiast tego można mówić “Jestem przy Tobie”, “Kocham Cię”, “Razem damy radę”, “Słyszę, że nie wierzysz, że znajdziesz pracę. Pozwól, że w tym momencie to ja będę wierzyć za Ciebie.”. To są komunikaty wspierające.

Przytulać czy nie przytulać?

Dobre pytanie. Znamy tę osobę, więc wiemy, jak ona reaguje. Niektórzy potrzebują płakać “w marynarkę” albo “na piersi”, a inni nie pozwalają się w takim momencie dotknąć. Czasami nawet potrzebują odejść i wypłakać się w samotności.

Co jeśli druga strona nie chce w ogóle z nami rozmawiać?

Jeżeli nie chce, a czujemy, że jest jej trudno, to zawsze możemy powiedzieć: “Widzę, że jest Ci ciężko.”, “Jestem tutaj”, “Wiesz, że możesz mi powiedzieć, jak będziesz gotowa/gotowy.”, „Jestem gotowa ci pomóc.”.

Są osoby, które bardzo potrzebują samotności i zamykają się w niej, ale potem niestety nie umieją z niej wyjść, wpadają w depresję. Kiedy wyczuć ten moment, że nie możemy już drugiej strony zostawiać samej?

Jeżeli to jest taka sytuacja, że wiemy, że partner lub partnerka płacze i potrzebuje chwilowo samotności, to dajemy mu tę przestrzeń, bo to jego wybór. Natomiast, jeśli od co najmniej dwóch tygodni nie chce rozmawiać, to oczywiście trzeba reagować – wciąż wspierając, dając sygnał, że jesteśmy obok, że czekamy i jesteśmy gotowi do pomocy. Jeśli to jest związek, oparty na zaufaniu, otwartości i miłości, to prędzej czy później ta rozmowa będzie możliwa.

Przeczytaj także: Czy zakładanie firmy w czasie pandemii to dobry pomysł?

Co robić dalej, gdy emocje partnera/partnerki opadną?

Jak emocje nie są już tak silne po obu stronach, można przejść już do kreowania rozwiązań. Pomysłów, co robić w tej sytuacji. Rozmowa o przyszłości jest też wsparciem. Warto ją “zorganizować”. Wyjść razem na spacer, zrobić dobrą kolację, po prostu pobyć ze sobą. To są ważne aspekty, które służą pielęgnacji związku, szczerości i otwartości. Szczególnie jak są dzieci.

Tutaj znowu istotne jest aktywne słuchanie – tym razem w kierunku potrzeb, jakie ma druga strona. Podkreślanie jej zasobów, w kontekście konkretnych doświadczeń np. “A pamiętasz, wtedy zrobiłeś to i to i pomogło. Udało Ci się.” Odwołujmy się do tego.

Przy kreowaniu rozwiązań warto powstrzymać się, jeśli mamy taką tendencję, od krytyki, oceniania, ironizowania, wydawania poleceń. Nawet wtedy, jeśli plany partnera czy partnerki mijają się z naszą wizją i trudno nam to zaakceptować. Jeżeli jednak ta wizja przyszłości jest bardzo rozbieżna od naszej, to nie zapominajmy o własnych potrzebach i mówmy, jak widzimy tę sytuację. Jeśli to odbywa się w spokojnej, rzeczowej rozmowie, to jest szansa, że się usłyszymy.

Ważne jest, by dać sobie czas, nie dopytywać “Czy już zadzwoniłeś?”, “Czy wysłałeś CV?”. Pozwolić drugiej stronie na osadzenie się w tej sytuacji, na rozejrzenie się wokół, pomyślenie. Jeśli nic się nie dzieje, a czas mija, można zapytać, w czym można pomóc.

Jak mogę sobie poradzić z własnym lękiem? Mąż traci pracę, a jego pensja jest jedynym źródłem utrzymania… Jestem przerażona… Jak nie przerzucić tego na bliską osobę?

Może się okazać, że nie jesteśmy po prostu w tym momencie właściwą osobą, by wspierać partnera. Ważne, by sobie to uświadomić i poszukać najpierw źródeł wsparcia dla siebie albo pomocy dla nas obojga na zewnątrz, wśród rodziny, przyjaciół, specjalistów. Nie możemy udawać przed sobą, że damy radę. Warto wtedy otwarcie porozmawiać o swoich emocjach i zobaczyć, czy rzeczywiście razem to się uda.

Zawsze pomocne też są techniki, związane z relaksacją, odprężeniem, umiarkowany wysiłek fizyczny.

Odpuszczanie innych wyzwań? To nie jest moment na szukanie nowych bodźców, które powodują stres? Wymaganie od siebie dużo jako matka, bicie rekordów czystości domu?

Tak. Chodzi o to, by obniżyć poziom lęku. Jak jest mniejszy, to jesteśmy w stanie zobaczyć dużo więcej, na przykład, że ta sytuacja coś zamyka, ale coś może otworzyć. A co, jeśli mąż zostanie w domu, a ja pójdę do pracy? Sugerowałabym danie sobie czasu na przemyślenie sytuacji, zrelaksowanie, zobaczenie nowych perspektyw. I wtedy oboje możemy być dla siebie wsparciem.

Przeczytaj także: Dbanie o siebie zaczyna się w głowie

Czy mogłaby Pani polecić jakąś technikę, zmniejszającą napięcie?

Jest takie ćwiczenie, które stosuję z moimi pacjentami, wykorzystuje ono technikę oddychania i wizualizacji. Ważne, by bardzo uważnie i dokładnie przeprowadzić to ćwiczenie i starać się naprawdę go “doświadczyć”, wręcz poczuć fizycznie.

  • Jeśli pojawia się w Tobie silna emocja, zwizualizuj ją. Zastanów się, w którym miejscu w ciele ona jest, gdzie ją odczuwasz? Jeśli w paru miejscach, pomyśl, gdzie jest najbardziej intensywna. Może to być np. lęk – w klatce piersiowej.
  • Zastanów się, jaki lęk ma kolor (np. czarny). Następnie wyobraź sobie, że Twój lęk, w każdym z miejsc, w których jest, składa się z jak najdrobniejszych cząsteczek. Zostań przez chwilę z tym wyobrażeniem.
  • Weź spokojny, powolny oddech i wyobraź sobie, że powietrze łączy się z cząsteczkami czarnego lęku. Potem wolno je wydychaj – przez każdą komórkę skóry. Poczuj i zobacz, jak kolor, wraz z cząsteczkami, powoli znika.
  • Zastanów się, którędy lęk wychodzi – może przez ręce albo stopy? A może przez głowę? Czy udało Ci się usunąć cały jego zapas? Jeśli nie, to zrób to ponownie.
  • Cały czas wizualizuj sobie wydychanie cząsteczek, do momentu, gdy ciało będzie wolne od tego koloru, od tej emocji.

Ćwiczenie pozwala doznać ukojenia, wyciszyć emocje. To niezbędne, by otworzyć się na pracę z innymi perspektywami i z przyszłością.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Prowadzi bloga i fun page „Studio Rzeczy Ważnych”, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują. :)

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

15 pomysłów na śniadania do szkoły, które zachwycą dzieci

Czujesz jeszcze moc i wenę przygotowując dziecku śniadanie do szkoły, czy powoli tracisz inspirację i masz ochotę rano polecieć po słodką bułkę do piekarni obok? Ja się jeszcze trzymam i kroję marcheweczki, ogóreczki i papryczki w paski, ale zrobiłam dla nas listę ratunkową. Zobacz, może Ci się przyda!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/10/2020
dziewczynka wychodzi do szkoły

Śniadania do szkoły

Nie zawsze lubiane przez dzieci i czasem budzące grozę w rodzicach: śniadania do szkoły, nie muszą być codzienną udręką. Mogą stać się przyjemnością dla obu stron. Jeśli nie masz czasu na przygotowywanie bardzo zdrowych i własnoręcznie zrobionych oraz w niekończących się ilościach przekąsek, zdaj się na to co dostępne na bazarach i w sklepach, a co nie straszy tablicą Mendelejewa w składnikach na etykiecie.

Postaraj się, żeby było zdrowo, z jak najmniejszą ilością cukru (bo cukier przeszkadza dziecku skupić się na lekcjach, a tego przecież nie chcesz 🙂 ) i … skonsultuj menu ze swoją pociechą. Razem ustalcie co lubi dostawać do zjedzenia w szkole, a może po jakimś czasie da się też namówić do zapakowania np. warzyw na parze.

Przeczytaj także: Jak przetrwać poranek i nie zwariować? 

Zdrowy wybór

Moda na zdrowe odżywianie trwa w najlepsze i to bardzo dobrze, bo w ten sposób do każdego dojdzie choć znikoma wiedza o tym co trzeba, a czego nie powinniśmy jeść. Jednak nasze dzieci często mają w nosie modę, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, a jeśli  kierują się modą, to niestety taką, która nas rodziców stawia na baczność. Podjadanie czipsów, słodkich batoników, czy innych niezdrowych przekąsek bywa wśród dzieci nagminne. Dlatego warto rozmawiać i tłumaczyć do skutku, samemu przy tym ostentacyjnie i z zachwytem podgryzając marchewkę. Działanie przez przykład…działa!

10 pomysłów na śniadania do szkoły

1. Owoce – jabłka, gruszki, winogrona, śliwki – jeszcze teraz jest ich dostatek, a zimą banany, mandarynki, pomarańcze, pokrojony w paski melon.

2. Warzywa w słupki i nie tylko (czyli wszystko co da się pokroić: rzodkiewki, marchewki, fasolka szparagowa, papryka, ogórek, seler naciowy, rzepa, kalarepa i pomidorki koktajlowe.

3. Niezawodne (nie zawsze niestety 🙂 ) kanapki – a co w środku to już tylko kwestia wyobraźni i oczywiście gustu dziecka – wszelkiego rodzaju pasty roślinne, ulubione dżemy, masło orzechowe (jeśli może zjeść), pasztet, wędlina (dzieci lubią kabanosy), sery – czyli czego dusza zapragnie. Warto też zmieniać rodzaj pieczywa.

4. Nabiał – są dzieci, które uwielbiają wszelkiego rodzaju sery oraz jajka. Bardzo wdzięczne do spakowania do śniadaniówki są jaja przepiórcze, ale jaja kurze przekrojone wzdłuż też dadzą radę. 🙂 Jeśli Twoje dziecko lubi np. mozzarellę możesz przygotować sałatkę Caprese, (fajna jest też ta mozzarella w postaci małych kuleczek), a ser biały wykorzystać do zrobienia pasty np. z awokado.

5. Suszone owoce i orzechy – to świetny pomysł na dodatek do zimowego śniadania i nie tylko. Zimą o świeże owoce zdecydowanie trudniej, a dzieciom potrzeba witamin przez cały rok.

6. Domowe tosty – nawet na zimno są smaczne i chętnie zjadane, a może czasem uda się w nich przemycić jakieś warzywo, albo pieczywo z ciemniejszej mąki. 🙂

Poznaj także przepisy na smaczne i szybkie śniadania na ciepło – w domu

7. Napoje mleczne i jogurty – bardzo lubiane przez większość dzieciaków, mogą być do picia i do wyjadania łyżeczką (a idealny byłby jogurt naturalny z granolą, którą wspólnie z dziećmi można przygotować w domu).

8. Domowe wypieki – ulubione ciasto, ciasteczka zbożowe, rogaliki – oczywiście najbardziej pożądane byłyby wypieki bez cukru, albo choć z mniejszą jego ilością. 😉

9. Naleśniki i pancakes lub inne placki przekładane ulubionym powidłem, dżemem (pewnie same placki naleśnikowe też cieszyłyby się dużym powodzeniem. 🙂 )

10. Gofry – dzieci je uwielbiają, Zjedzą suche, ale można też dodać do nich owoce. Pomarańcze, winogorna, mandarynki mogą być jako dodatek lub owoce dodane do ciasta. U nas sprawdziły się z borówkami.

11. Sałatka z ulubionych składników – najlepiej z takich, które najbardziej lubi Twoje dziecko, może być groszek, kukurydza, ugotowany makraon i fasolka szparagowa i np. kawałki kurczka. To wszystko polane odrobiną oliwy z oliwek.

12. Mięsne kotlety mielone w bułce plus ogórek kiszony – coś na kształt domowego hamburgera – dzieciom, które lubią inne warzywa, można przemycić w środku paprykę (nawet konserwową) i plasterek cebuli (to już pewnie nie dla wszystkich, choć znam dzieci, które ją bardzo lubią 😉 )

13. Wrap a la McDonalds – taki udawany, bo zależy co masz. Można zrobić z placka jak na naleśniki, a można z omleta, który można zrobić bardzo szybko. Zawijamy w nim co nam wpadnie do głowy. U nas smarujemy białym serkiem i przemycamy paski ogórka (kiszonego lub świeżego), papryki, ale przede wszystkim z wrapem świenie wchodzi sałata i rukola.

14. Sałatka owocowa – nie wszystkie owoce są lubiane przez nasze dzieci, moje np. nie przepadają za ananasem i kiwi, ale jak pomieszam im to w sałatce, to znika wszystko. Czasem okraszę to rodzynkami, czasem dodam odrobinę miodu, bywa, że i łyżkę jogortu.

15. Coś do picia – woda, herbata, soki i przeciery owocowe – oczywiście najzdrowsza woda lub o tej porze roku ciepła herbata, jeśli jednak dziecko nie chce jeść żadnych owoców i warzyw, to alternatywą jest właśnie sok. Najlepiej jednak wybierać te bez cukru, albo przynajmniej omijać szerokim łukiem napoje słodzone.

A może przydadzą Ci się przepisy na szybkie obiady, takie, które zrobisz w 15 minut?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail