Czego szukasz

7 zasad udanej, górskiej wycieczki z dzieckiem

Jeśli kochasz góry tak samo jak ja, to pewnie nieraz zastanawiałaś się, jak tę miłość zaszczepić swoim dzieciom? Jak zorganizować wycieczkę, która i dużym i małym sprawi radość i zachęci do dalszych wędrówek? Także co zrobić, żeby nie usłyszeć „mamo, tato, daleko jeszcze”? I dokąd się wybrać, żeby mieć i frajdę i pięknie widoki?

rodzice z dwójką odpoczywają po pieszej wycieczce na łące w górach

Planując każdą wycieczkę, nie tylko w góry trzeba zadbać o kwestie bezpieczeństwa, ale również o atrakcyjny program i miłe towarzystwo.

O czym warto pamiętać?

1. Trasa dopasowana do wieku dziecka

Dokąd pójść, żeby dojść? To zależy oczywiście od wieku i kondycji dziecka oraz rodzica.

Jeśli niesiecie dziecko w nosidle, to oczywiście można planować długie trasy (pod warunkiem, że Wy dacie radę), ale…

Trzy-czterolatki spokojnie dadzą radę samodzielnie maszerować na prostej, ale urozmaiconej trasie. Godzinę albo dłużej, ważne, aby po drodze można było zobaczyć ciekawe okazy (cokolwiek to jest ;-)) i przysiąść lub chwilę pobiegać.  

Sześciolatki poradzą sobie na prostym szlaku do schroniska, byleby mogły sobie odpocząć lub radośnie pobrykać i wrócić!

Dziewięciolatki spokojnie można zabrać na dłuższą trasę (nawet z nocowaniem) pod warunkiem, że przez cały rok biegają, brykają, uprawiają wszelakie sporty – słowem ich kondycja na to pozwoli.

Z całą pewnością lepiej zaplanować krótszą trasę, ale taką, żeby dziecko pokonało ją samodzielnie, niż super ambitną, w trakcie której dziecko zastrajkuje… Dobrze sprawdzają się trasy na rozgrzewkę.

Zdobywanie Rysów i Koziego Wierchu zostawcie sobie na wędrówki z dorosłymi dziećmi 😉

Tatry lub Beskidy

Na pewno Tatrzańskie Doliny, szczególnie te biegnące u podnóża gór: m.in. Kościeliska, Chochołowska (tam weźcie wózek, bo do schroniska jest ok 9 km) – nadają się już dla 3-latków. Dla nich idealna będzie także Droga pod Reglami. W Beskidach – Maciejowa, Leskowiec (serduszkowym szlakiem z Rzyk-Jagódek), Kudłacze i Lubomir oraz łatwo dostępne szlaki w Beskidzie Śląskim, w którym jeszcze z dziećmi nie byliśmy. Z czterolatką weszliśmy też na Halę Miziową i córka była bardzo dumna ze swojego osiągnięcia.

Dla nieco starszych sprawdzą się tzw. dolinki reglowe, czyli np. Dolina Białego, Strążyska, Za Bramką, już dla 4- i 5-latków. Dla jeszcze nieco starszych czy wytrawnych piechurów Dolina Małej Łąki

Tatry, choć mogą się wydawać górami dla zaawansowanych, to jednak oferują dzieciom mnóstwo przygód: zapierające dech w piersiach widoki szczytów, miejscami strome przejścia czy lekkie wspinaczki (z asekuracją oczywiście), jaskinie do których można zaglądać, trasy które można pokonać kolejką (Kasprowy, Szymoszkowa, Harenda, Butorowy Wierch i oczywiście Gubałówka). Na wybranych trasach można skorzystać z podwózki wozem zaprzężonym w konie. To dopiero atrakcja! W Tatrach nie ma nudnych szlaków 😉

Beskidy, które uwielbiam – to na przykład Mogielica w Beskidzie Wyspowym – spokojna trasa dla 5-latków Luboń Wielki, Jałowiec z boskimi widokami (widokowy szlak z Zawoi).

Całodzienna trasa marzenie dla szkolnych dzieci to Hale Boracza, Lipowska i kultowa Rysianka, Turbacz w Gorcach czy Królowa Beskidów – Babia Góra – my w ubiegłym roku wzięliśmy córkę na wschód słońca na Babiej (a po drodze burza i pomruki niedźwiedzi?)

2. Prowiant na drogę

Na każdą wycieczkę, nawet niedługą przygotuj prowiant – kanapki, owoce, małe porcje warzyw (np. pokrojone w słupki ogórki, małe pomidorki). Coś słodkiego (czekolada doda Wam energii do dalszej wędrówki) i małe „motywatory” dla dzieci, żeby chciały iść dalej. „Uwaga dzieci, jak dojdziecie do tamtego drzewa robimy małą przerwę na zjedzenie czekolady” – to działa. Prowiant zapakuj do plastikowych pojemników, dzięki czemu pomidorki nie rozkwaszą się na mapę albo ubranie. Po opróżnieniu pudełek włóż jedno w drugie.

Pamiętaj koniecznie o napojach (woda lepsza niż cola) i o tym, że kawałki ogórka albo arbuza świetnie zastąpią kilka łyków wody.

3. Odpowiednie ubranie i buty

Nawet jeśli zapowiada się słoneczny dzień, nie zapominaj o tym, że w górach pogoda szybko się zmienia i za kilka godzin może być zimno i burzowo.

Ubierz się wygodnie, a do plecaka spakuj coś, co ochroni Cię od zimna i wiatru. I koniecznie weź pelerynę przeciwdeszczową, najlepiej taką, pod którą zmieści się również plecak.

Wygodne buty to chyba najważniejsza część ekwipunku w góry. Warto założyć takie za kostkę, wysokie i już wcześniej rozchodzone, nigdy nowe. Nawet jeśli jest gorąco, załóż pełne buty, sandały zostaw na plażę.

4. Trasa ze schroniskiem

Dla dzieci wielką atrakcją jest możliwość odpoczynku w schronisku. To dodatkowy motywator dla nich i konkretny cel podróży. Tatry, Beskid Śląski czy Żywiecki… mamy w czym wybierać.

5. Zbierajcie pieczątki

A jak jest schronisko, to są też pieczątki. Ładne, obrazkowe i każda inna. Dzieci lubią zbierać pieczątki ze schronisk.

Jeśli dziecko skończyło 7 lat, może zbierać punkty na Górską odznakę Turystyczną (GOT) wydawaną przez PTTK. Odznaka jest wielostopniowa i zdobywa się ją po kolei. Wszystkie trasy są odpowiednio punktowane i w specjalnej książeczce GOT zbiera się punkty, które na koniec sezonu są weryfikowane i na tej podstawie przyznawana jest odznaka. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.

Młodsze dzieci też mogą zbierać pieczątki. Kto powiedział, że tylko na punkty trzeba?

6. Towarzystwo drugiej rodziny z dziećmi

Najważniejszy element udanej wycieczki  – druga rodzina z dziećmi do towarzystwa. Nam genialnie sprawdziła się ta opcja podczas ostatniej wycieczki na Mogielicę – 2 rodziny, 6 dzieci i pies.

Dzieci wędrując z rówieśnikami mają więcej motywacji. Najczęściej chcą iść pierwsze i nie ma problemu z tym, że dzieciaki trzeba ciągnąć za rękę. Raczej trzeba je gonić ;-). Rzadko słyszymy „daleko jeszcze”? Dorośli też mają towarzystwo.

Ważne, aby najmłodsze samodzielnie idące dziecko (a więc takie 4-5-letnie) miało bratnią duszę. Bo to przedszkolakowi będzie trudniej pokonać trasę niż jego starszej siostrze.

7. Inne patenty

Co jeszcze sprawdza się w górach podczas rodzinnych wędrówek?

  • Pozwól dzieciom zaopiekować się mapą. Pokaż im jaką trasą chcecie przejść. Niech Was prowadzą, wyznaczają kierunek marszu (oczywiście pod dyskretnym nadzorem dorosłych)
  • Weźcie walkie talkie i niech dzieci relacjonują Wam co się dzieje na trasie. Mamo, przed nami leży powalone drzewo. Czekam na Was pod kapliczką. Bez odbioru.
  • Szukajcie oznakowania szlaków na trasie – kto pierwszy wypatrzy kolejny znak „Mamo, mamo jest poszlaka!”
  • Obserwujcie przyrodę, szukajcie rzadkich albo charakterystycznych dla danej okolicy okazów.

Udanych wycieczek!

Zdjęcie:123rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×