Czego szukasz

Noworoczne postanowienia, które zaczęłam realizować już teraz

Medialno-sklepowa „magia świąt” to nie moja bajka. W centrach handlowych szał zakupów, a na Facebooku wyścigi kto zrobił piękniejsze pierniczki i dostanie więcej lajków. A my…? To nasz ostatni weekend przed… (już niedługo dowiecie się jaka rewolucja czeka moją rodzinę), więc chcemy spędzić go wszyscy razem, najlepiej gdzieś, gdzie jest piękniej niż w Krakowie…

  • Joanna Gotfryd - 19/12/2016
Dolina Chochołowska zimą

Plany na 2017

Znajdowanie czasu na prawdziwy odpoczynek jest jednym z moich celów na 2017 rok. Tak dużo pracowałyśmy z Agnieszką ostatnio, że inaczej po prostu się nie da. Zmęczone ciało odmawia posłuszeństwa, wiem, że wypoczęta mogę być bardziej kreatywna, pracować lepiej, bardziej produktywnie i… mniej. Ale po co czekać do nowego roku, to postanowienie, tak przyjemne, postanowiłam zacząć realizować już w 2016 roku. Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj.

Kierunek relaks

Jedziemy w Tatry. Nigdy nie chodziłam po górach zimą, tym bardziej z dziećmi – nie mamy sprzętu ani doświadczenia. Ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz. Przecież do Doliny Chochołowskiej damy radę dojść. Żadne super umiejętności ani specjalistyczny sprzęt nie będą nam potrzebne. Rok temu (bez śniegu) dzieci doszły do Kościeliskiej, to teraz też dadzą radę.

dolina_chocholowska_kominiarski_wierch_640

Baza w Reymontówce

Wyjeżdżamy w piątek po pracy, szkole i przedszkolu, żeby rano bez pośpiechu ruszyć na szlak. Zatrzymujemy się w pensjonacie Reymontówka w Kościelisku, który jest idealną bazą dla rodzin z dziećmi. Przestronne pokoje rodzinne, ciepło i wygodne łóżka. Padamy zmęczeni i rano budzimy się w innej rzeczywistości.

reymontowka_zima_640

Góry wzywają

Mapa mówi mi, że to tylko 6 km w jedną stronę, pikuś. Choć rano jest pochmurno i nie widać Giewontu z okien pensjonatu, to kiedy przyjeżdżamy na parking zza chmur wychodzi słońce. Wyszykowani jak na Biegun Północny – Marek Kamiński by się nie powstydził – wyruszamy na trasę. Na drodze (topnieje) śnieg, wszędzie jest tak bardzo biało.

Nasze płuca z trudem oddychają świeżym powietrzem. Codziennie trute przez smog, teraz nie wytrzymują takiej dawki tlenu… Idziemy spokojnym tempem, chociaż po 25 minutach zaczynają się  pierwsze marudzenia – że nogi bolą (na zmianę – pięta, kostka, w kolanie, w udzie, cała noga) i „mamusiu ta trasa jest dla mnie za trudna” – mówi moja młodsza córka. To jest dziecko, które lubi jeździć w góry – ale nie dzisiaj.

dolina_chocholowska_dzieci_640

Idziemy wolniej niż planowałam, jednak po śniegu jest trudniej. Nawet mąż marudzi, że na pewno nie dojdziemy do schroniska. Jak ja lubię jak on mnie wspiera… Zachęcam go, żeby wziął dzieci i wrócił do samochodu, a ja pójdę sama, ale nie zdecydował się…

Trasa jest łatwa, ale długa. Wyszło nam nie 6, ale 8 km od Siwej Polany do schroniska, no a tu jeszcze trzeba wrócić tą samą trasą do samochodu.

dav

W schronisku nie ma pierogów (foch), pomidorowej nie będę jadła (drugi foch), są pieczątki (niefoch). Wypijamy herbatę, zjadamy zupę i przysmak chochołowski – pyszna szarlotka na ciepło z bitą śmietaną i borówkami – i zbieramy się do powrotu. Widoki z Polany Chochołowskiej ładne, ale nie powalają, jak chcecie lepszych widoków, to wybierzcie Dolinę Kościeliską, ładniej stamtąd widać szczyty Tatr Zachodnich.

dolina_chocholowska_tatry_zachodnie_640

Jeśli dzieci marudzą…

Powrót jakiś taki lżejszy nam się wydaje… po pierwsze jest lekko z góry, a po drugie do auta (i pysznego obiadu) coraz bliżej. Idziemy. Dziecię młodsze trochę marudzi – zdecydowany minus naszej wycieczki to brak towarzystwa drugiej rodziny z dziećmi, to się zawsze sprawdza. Na szczęście udaje mi się wkręcić ją w zabawę, dzięki której zapomina, że ma narzekać i która w wakacje uratowała nasze wejście na Tarnicę.

Zaczynam opowiadać bajkę o góralu, co mieszkał w Dolinie Chochołowskiej 200 lat temu, miał żonę, syna i 100 owiec, a trzy z nich były magiczne… wymyślamy po kolei tę historię. Rita tak się wkręca w magiczne owce, lisy i wilki, że zapomina, że bolą ją nogi i musi iść.

dolina_chocholowska_dzieci2_640

Teraz już tylko relaks

Uff jesteśmy w samochodzie. Mimo pancernych ubrań i butów, we wszystkich butach chlupie woda. Jedziemy do Reymontówki przebrać się i… padamy na łóżka… W brzuchach burczy nam z głodu i mamy ochotę sprawdzić, co polecają blogerzy z Tasteaway. Jedziemy do Ryśka, kultowego baru – i nie żałujemy – kwaśnica, pierogi, naleśniki – są obłędne.
Po obiedzie (jest 18) nie mamy już siły na chodzenie po Zakopanem, wracamy do Reymontówki i odpływamy. Każdy robi to co lubi. Dzieci opanowują bawialnię – nie wiem skąd w nich tyle siły, ale bawią się w najlepsze. Gramy w planszówki, dzieci rysują i rozwiązują zagadki.

reymontowka_bawialnia_640

Pomysł na ferie i sylwestra

Poza sezonem w Reymontówce nie ma tłumów. Wyobrażam sobie ten gwar dzieci w ferie albo w wakacje. Jeśli nie macie jeszcze planów na sylwestra albo ferie zimowe, to sprawdźcie ofertę, jaką Reymontówka przygotowała dla rodzin z dziećmi. Najbliższy stok narciarski dla początkujących oddalony jest zaledwie 3 km od pensjonatu. A po południu, kiedy już zdejmiecie narty z nóg, w pensjonacie na dzieci czeka masa atrakcji. W godzinach 15-17 starsze mogą wziąć udział w warsztatach robotyki, młodsze w zajęciach techniczno -plastycznych, a rodzice mogą zrelaksować się w saunie i jacuzzi. Po obiadokolacji całe rodziny zaczaruje opowieściami zaproszony TOPR-owiec czy  gazda.

reymontowka_sypialnia_640

Pora wracać

W niedzielę mamy do wyboru, albo nowe Termy Chochołów, albo spacer po Krupówkach i obowiązkowe zakupy pamiątek. Zdania są podzielone, w końcu ruszamy na Krupówki, obiecując sobie, że nie za tydzień, bo… (no wiecie, jeszcze nie mogę powiedzieć), ale na wiosnę, na urodziny taty przyjedziemy na cały dzień na termy.

Pogoda szybko się psuje. Po zakupach jedziemy po raz drugi na obiad u Ryśka i dobrze, że nie mają deserów, bo byśmy chyba się przejedli. Po południu w korku i deszczu wracamy do Krakowa.

Fajnie jest odpocząć poza domem, chociaż sobota nieźle dała nam w kość. Najpierw powtarzam, że do 17 będę leżeć w łóżku i nic nie robić, a potem o 8 biorę plecak i wyruszam na wycieczkę 🙂

Od dawna marzył mi się świąteczny wyjazd w góry. Śnieg, biało, kolędy i góry. Marzenie nadal pozostanie marzeniem, bo trudno wyłamać się z rodzinnej tradycji świąt w domu, ale jak nie na święta, to przecież można przed świętami. Bez tłumów, ale chwila odpoczynku przyda się zawsze.

Wpis powstał we współpracy z Pensjonatem Reymontówka z Kościeliska

Reymontówka

ul. Nędzy Kubińca 170

Kościelisko

tel: (+48) 18 20 70 181
tel: (+48) 660 729 661

Zdjęcia pensjonatu własność Reymontówka, zdjęcia z wycieczki własność autorki

reymontowka_pokoj_pion_640

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
  • Agnieszka Kumorek - 17/07/2019
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
  • Agnieszka Kaczanowska - 02/07/2019
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×