Czego szukasz

Mogielica – wycieczka w góry z dziećmi i psem

Nareszcie wiosna (przynajmniej tak było na początku kwietnia). Śniegi stopniały, pora na wycieczkę w góry. Odkąd mamy psa, to z jednej strony dodatkowy kompan do podróży, a z drugiej utrudnienie jeśli chodzi o trasy, bo z psem do parku narodowego wejść nie wolno… Jak udała się nam pierwsza wyprawa w góry w tym roku? Kto zgubił się 3 razy i jak na wycieczce poradziła sobie szóstka dzieci? Zobaczcie relację z wycieczki na Mogielicę!

  • Joanna Gotfryd - 28/04/2017
Chłopiec na Polanie Stumorgowej, pod Mogielicą

Mogielica – wycieczka w góry z dziećmi i psem

Prognozy pogody na 1 kwietnia zapowiadały się na iście czerwcowe, więc zapadła decyzja, że jedziemy w góry. Na Mogielicę. Bo trasa niedługa, z Krakowa niedaleko. Parku narodowego nie ma. Już 2 razy miałam tam jechać i ciągle coś wypadało. A że mamy plan ze starszą córką zdobyć Koronę Gór Polski (czyli 28 najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich w Polsce) – spokojnie, nie w jeden rok, ale w ciągu całego życia 🙂 , to będzie kolejny szczyt do trofeum.

Córka młodsza nogi ma bardzo sprawne, ale na każdą wzmiankę o górach mówi, że nienawidzi, więc szukamy fajnego towarzystwa, żeby było więcej dzieci i mniej okazji do marudzenia.

Umawiamy się ze znajomymi, którzy mają 3 dzieci, a oprócz tego, do naszego samochodu zapraszamy kolegę Rity. O 8.30 w pełnym słońcu wyruszamy z Krakowa do Jurkowa.

Przeczytaj też – Beskid Żywiecki z dziećmi – Hala Boracza, Redykalna, Lipowska, Rysianka – trasa marzenie 

Na szlaku na Mogielicę

Około 10 wychodzimy na szlak, 6 dzieci, 4 dorosłych i pies. Idziemy z Przełęczy Rydza-Śmigłego zielonym szlakiem.

Pies zaraz zaczyna hasać. Trochę się martwimy, czy młoda, 5 miesięczna Luna da radę. Jej pani (czyli nasza córka Marta) planowała wziąć specjalny plecak, żeby w razie czego nieść pieska na plecach, ale dała się przekonać, że to niepotrzebne…

Jak się idzie ekipą 10 osobową + pies, to nie sposób przejść niezauważenie przez wioskę. Wszystkie miejscowe dzieci, psy i koty wybiegają na drogę, zobaczyć co to za tłum idzie w góry. Pieski mają używanie, nasz również.

Cztery łapy psa…

Szlak jest dość łagodny, po minięciu wioski wchodzimy do lasu. Dzieci śpiewają, śmieją się, domagają jedzenia, czekolady, picia, odpoczynku. Ponieważ jest nas dużo, idziemy wąską ścieżką gęsiego i dość rozciągnięci – a pies biega od pierwszej do ostatniej osoby, jakby sprawdzał, czy nikt się nie zgubił.

Im bardziej idziemy rozciągnięci, tym więcej pies ma biegania. Jęzor na boku i dalej w górę i w dół. Dzieci zapominają o marudzeniu.

Kiedy dajemy im prowadzić, a zaraz za dziećmi wypuszczamy tatusiów, od razu idą nie tą drogą co trzeba. Czekamy z Natalią na rozstaju, aż się zorientują, że poszli złą drogą. Wracają po 10 minutach… Teraz chwilowo trzymają się bliżej nas.

Pod szczytem Mogielicy kładziemy się na trawie i wdychamy piękne widoki – Gorce, Tatry, Beskid Wyspowy, Makowski – wszystko jak na tacy. Młodsza córka, ta co nienawidzi gór, mówi:

tu jest piękniej niż pięknie

Na szczycie Mogielicy

Po krótkim popasie na łące idziemy na szczyt. Tylko 1171 m.n.p.m., a więc zupełnie niewielka góra. Mimo upału – w wyższych partiach leży całkiem sporo śniegu. Po kilkunastu minutach docieramy na szczyt, całkowicie zalesiony. Próbujemy wspinać się na wieżę widokową.

Część ekipy zostaje na dole, strome schody wieży widokowej zniechęcają. Rzeczywiście straszne te schody… ale wchodzimy. Widoki piękne, na 4 strony świata…

Polana Stumorgowa

Tyle się nasłuchałam o Polanie Stumorgowej (i naoglądałam zdjęć), że tam postanawiamy zrobić dłuższy postój, chociaż to wymaga zboczenia z naszej trasy. Bardzo ostro schodzimy w dół, na polanę, a jak się ekipa dowiaduje, że potem tą samą trasą w górę musimy wrócić, to chcą zrezygnować… Ale na Polanie Stumorgowej jest bajecznie pięknie.

Siadamy na ławkach, trawie. Dzieci rozkładają się na trawie i zaczyna się plażing. Widoki marzenie, zamiast opowiadać, zobaczcie…

Tak przez półtorej godziny relaksujemy się w pięknym słońcu. Ludzi niewiele, Mogielica nie jest zbyt popularną trasą. Po drodze nie ma schroniska, to rzeczywiście minus tej wycieczki, ale co tam…

Mogielica – szlak powrotny

Zejście w dół, a właściwie najpierw powrót tą stromizną na szczyt Mogielicy, a potem zejście z dół. Znowu śnieg. Idziemy, śpiewamy, wdychamy czyste powietrze. Rzucamy się śnieżkami i rozrabiamy.

Panowie, którzy znów idą za pędzącymi dziećmi, dwukrotnie gubią drogę. Tłumaczą się, że byli tak zagadani, że nie zwracali uwagi na znaki. Nam to nie przeszkadza, po prostu siedzimy i czekamy, aż do nas wrócą 🙂

Robimy dostatni dłuższy postój na jakiejś polanie. Dzieci, które chwilę wcześniej zaczynały miauczeć, że nóżki bolą, nagle dostają sprężyny, brykają tak, że pies za nimi nie nadąża.

Jest sielsko. Pod sam koniec trasy dwa razy przekraczamy rzekę. Mostku nie ma, woda rwąca (śnieg spływa z gór) – tatusiowie mogą się wykazać – przenoszą najmłodsze dzieci i pomagają przejść starszym.

Zmęczeni i szczęśliwi docieramy do samochodów, zatrzymujemy się na lody w Jurkowie i śmigamy do Krakowa.

Co, gdzie, kiedy, którędy – Mogielica z dziećmi

Wycieczka miała miejsce 1 kwietnia – w prima aprilis. Nie obyło się bez żartów po drodze. Najlepszy żarcik zrobiła nam młodsza córka wieczorem w domu. Przy kolacji powiedziała – och jak ja bym jutro pojechała w góry… prima aprilis!

Informacje praktyczne

Mogielica jest najwyższym szczytem Beskidu Wyspowego, ma 1171 m.n.pm.

Start trasy: Przełęcz E.Rydza- Śmigłego, szlak zielony na Mogielicę – szliśmy tylko 2 godziny, mimo, że znaki pokazują 2 i 1/2 godziny

Powrót szlakiem żółtym do Chyszówek – szliśmy 2,5 godziny (długi postój po drodze).

Cała trasa miała około 10 km.

Pies pokonał ten dystans przynajmniej trzykrotnie 😉 Plecak do niesienia pieska nie był potrzebny.

Udanego wędrowania!

Zobaczcie też moją relację z wycieczki na wschód słońca na Babiej i z wyprawy przez najpiękniejsze Hale Beskidu Żywieckiego: Boraczą, Redykalną, Lipowską i Rysiankę.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
  • Agnieszka Kumorek - 17/07/2019
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
  • Agnieszka Kaczanowska - 02/07/2019
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×