Czego szukasz

Wschód słońca na Babiej Górze – wyprawa z dzieckiem

Wschód słońca na Babiej Górze obiecałam mojej córce Marcie w ubiegłym roku. Nasze pierwsze wspólne wyjście na Babią we mgle oznaczało brak jakichkolwiek widoków. Początek wakacji to idealna okazja, żeby uczcić ją wschodem słońca. Czy to dobry pomysł na wycieczkę z dzieckiem? Czy udało nam się zobaczyć wschód słońca na Babiej Górze?

  • Joanna Gotfryd - 29/07/2016
świt na Babiej Górze

Przygotowania

Wschód słońca na Babiej Górze to nie byle jaka wyprawa, więc wyjazd proponuję mężowi. Jestem raczej tchórzem i sama (z dzieckiem) nocą nigdzie nie pójdę. Podchodzi do sprawy z entuzjazmem, kupuje latarki czołówki i cieszy się wędrówkę przez ciemny las. Brrr. Potem szukamy innych chętnych, zawsze to będzie nam raźniej w większej grupie.

Po kilku dniach ekipa umówiona, niania do młodszej córki zamówiona, wyruszamy w piątek wieczorem. Noc krótka, a na Babią na tyle daleko, że nie opłaca się nigdzie spać. Umawiamy się na wejście na szlak o 1 w nocy, bo wiem, że ani 10-letnia Marta ani ja nie pójdziemy szybko. A nie chcemy ani z nikim się ścigać, ani spóźnić na wschód.

Prognozy pogody korzystne, sprawdzamy na 4 portalach i aplikacjach meteo.

Żeby nie spotkać niedźwiedzia

Wyjeżdżamy z Krakowa przed północą i około 0.40 jesteśmy na Krowiarkach. Oprócz nas jest sporo ludzi i samochodów. Zdaniem niektórych wschód słońca na Babiej Górze to już komercja. Nam to kompletnie nie przeszkadza, a wręcz cieszymy się, że nie jesteśmy sami.

Trzęsiemy się z Martą ze strachu. W końcu idziemy tylko we trójkę, bo druga część ekipy (2 ojców i 2 nastoletnich synów) będzie spóźniona około pół godziny. Latarki czołówki włączone, o 1 w nocy wyruszamy. Znamy trasę, bo szłyśmy z nią z Martą jesienią. Mówimy sobie – oby do Sokolicy, a potem to już luz. Nocą na szlaku jesteśmy pierwszy raz w życiu. Chociaż innych ludzi trochę jest, to szybko znikają w ciemnościach. Oświetlamy drogę i patrzymy pod nogi. W Babiogórskim Parku Narodowym mieszka niedźwiedź (zwany przez internautów Puszkiem) – jego harce zarejestrowała kamera. Zobacz filmik>>

Tomek obiecał, że będzie nas bronił nożem (ha ha ha), ale w końcu nawet scyzoryka nie wziął ze sobą. Po 45 minutach marszu po schodach i w stresie, żeby to mruczenie w krzakach (serio!) nie było jednak Puszkiem, docieramy na Sokolicę (1367 m.n.p.m.). Chwila odpoczynku. Tu dogania nas spóźniona ekipa. W oddali, gdzieś nad Suchą Beskidzką (?) błyska burza. Oby do nas nie przyszła. Wyruszamy dalej. Wydawało mi się, że od Sokolicy to już prawie na płasko jest, a jednak zapomniałam, że później jest również pod górę. W końcu na szczyt trzeba wspiąć się jeszcze około 350 m do góry!

postoj_na_sokolicy

1_wschod_slonca_na_babiej_gorze

Dalej w górę

Na Kępie (1521 m.n.p.m.) kolejny postój. Burza nad Suchą gdzieś ucichła, ale niebo chmurzy się nad nami, a od strony Tatr widać nowe błyskawice. Niedobrze. Idziemy dalej, chociaż z coraz większym lękiem o pogodę. Nasza ekipa „ucieka” nam tempem biegowym, my powoli wspinamy się do góry. Jest przed 3, niechże ten świt nadejdzie. Czarną nocą wszystko wygląda straszniej niż w dzień.

Tuż pod szczytem Gówniaka (1617 m.n.p.m.) obserwujemy niebo i coraz większe błyskawice. Wiatr niestety wieje w naszą stronę. Patrzymy na pioruny i zastanawiamy się co dalej. Razem z nami zastanawia się kilka grup. Wracać czy iść dalej. Ktoś głosem eksperta mówi, że to właśnie w tym miejscu piorun zabił turystę miesiąc temu. Ktoś inny stwierdza, że taka burza nad Tatrami może przyjść do nas w 10 minut. Jedni zawracają (i wcale nie są to rodziny z dziećmi, których tu wcale nie ma, ani zniedołężniali starcy), inni idą do góry. Grupa młodych facetów, która długo dyskutowała co robić decyduje iść do góry „najwyżej będziemy zbiegać na dół”.

I w dół…

Marta cicho mówi – mamo ja się boję, wracajmy. Ja też się boję. Tomkowi żal – on by poszedł dalej. Może gdyby nie Marta, to byśmy we dwójkę poszli? Trudna decyzja, dla mnie również, ale wracamy. Do szczytu zostało około pół godziny, ale jak przyjdzie burza, to tam na górze nie ma się gdzie schować, a my na pewno nie będziemy zbiegać na dół. Nie wiemy jak na taki stres zareaguje nasza córka, nie chcemy ryzykować.

Bardzo nam szkoda, ale zawracamy. Trudno, nie tym razem. Schodzimy w dół, do Sokolicy. Rozmawiamy z Martą, że to nie tchórzostwo i ona czując się „winna” tego zejścia prosi, żeby nie mówić, że jest mięczakiem. Jest okazja, żeby porozmawiać o tym, że górach odważnym jest nie ten, kto idzie za wszelka cenę, ale ten kto umie zawrócić (powtarzam za Kingą Baranowską).

Dochodzimy na Sokolicę (zeszliśmy około 250 m w dół) i postanawiamy zjeść śniadanie. Niebo rozjaśnia się, wspinając się na palce widzimy początek wschodu słońca. Ta groźna burza gdzieś odeszła, Babia rozjaśnia się… i wtedy do głowy wpada mi szalony pomysł…

2_wschod_slonca_na_babiej_gorze

3_wschod_slonca_na_babiej_gorze4_wschod_slonca_na_babiej_gorze

6_wschod_slonca_na_babiej_gorze

7_wschod_slonca_na_babiej_gorze

I w górę…

a gdybyśmy jednak spróbowali wejść na szczyt i zobaczyć ten wschód słońca? Jedno spojrzenie na Tomka i… mówimy Marcie, że jednak idziemy na Babią. Nie wiem skąd w nas tyle siły, ale wszyscy prawie wbiegamy na górę.

Na Kępie patrzymy na wschód słońca, teatr świateł już rozpoczął się za naszymi plecami. Słońce wschodzi nad Pasmem Polic… Jak pięknie i zielono… jak przyjemnie jest o poranku, a jak strasznie nocą… Dochodzimy znowu pod szczyt Gówniaka (nie mylić w Główniakiem w Paśmie Polic. Nazwa Gówniak pochodzi od odchodów bydła wypasanego tam w dawnych czasach )… i naszym oczom ukazuje się…. ciemne, burzowe niebo nad szczytem, a w oddali słychać grzmoty… Wiatr wieje z dużą siłą w naszą stronę.

chmury_burza_babia_gora

I w dół…

Nie wygląda to dobrze, ale najtrudniej jest podjąć decyzję… że nie wejdziemy na szczyt. Schodzimy (czujemy się jak himalaiści przed nieudanym atakiem szczytowym)…  Marta siada na trawie i zaczyna płakać: „cała wycieczka na nic i noc zmarnowana”… Mnie też nie jest do śmiechu… Ale ta burza nadejdzie na pewno i na pewno szybko… Cala Zawoja okryta chmurami, od strony Małej Babiej grzmi… No i wracamy… Ale już nam się nie chce.

5_wschod_slonca_na_babiej_gorze

Zaczyna padać deszcz, burza dalej straszy, ogarnia nas zniechęcenie… Nagle widzimy te strome zejścia w dół, nogi bolą, w końcu 4 raz idziemy tą trasą w ciągu 4 godzin! Schodzimy powoli do samochodu, wymyślając jakie atrakcje możemy sobie „kupić” żeby poprawić sobie humory. Do Krowiarek przychodzimy o 6.15, wstał nowy dzień, do góry idą pierwsi dzienni turyści. Nawet pieczątek nie możemy na Krowiarkach przybić.

Wymyślamy wyjazd do Zakopanego na kawę i po oscypki, wydaje nam się, ze to niedaleko, ale to jednak 60 km. Jedziemy do Zawoi, po drożdżówki, kawę i oscypki. O 6.40 rozkładają stragany na targu. Marta zdążyła już zasnąć, my kupujemy różne sery i jedziemy do Krakowa. Niania pisze nam smsa, że w Krakowie właśnie leje.

Na zakończenie

Pozostaje niedosyt, niespełnione marzenie, ale też radość z wycieczki, jakiej nigdy jeszcze nie przeżyliśmy. W domu próbujemy odespać, ale trudno, bo nasza młodsza córka właśnie się obudziła i chce się bawić. Chwilowo wyleczyliśmy się ze wschodów słońca, jesteśmy potwornie śpiący i zmęczeni… może kiedyś, może za parę tygodni. I na pewno nie z Krowiarek, mamy dość tej trasy! Publikuję parę zdjęć ze wschodu spod Babiej na FB i proszę o brawa dla Marty, bo była bardzo dzielna. Wieczorem cieszy się, że tyle osób ją doceniło! Od gór na chwilę wszyscy musimy odpocząć. Na jakiś… tydzień?

szlak_na_babia

Wschód słońca na Babiej Górze – informacje praktyczne

Trasa naszej wycieczki jest tutaj >> Idąc w weekend przygotuj się na to, że spotkasz dużo ludzi.

Znaki pokazują 2,5h na szczyt z Krowiarek, z dziećmi można liczyć około 3h. Schodzić można tą samą trasą – najkrótsza. Albo przez Przełęcz Bronę i schronisko w Markowych Szczawinach – do Krowiarek – trasa dłuższa.

Z Krowiarek do Markowych Szczawin dojdzie każdy, trasa jest odnowiona i przystosowana dla rodzin z dziećmi w wózkach. To po prostu długi spacer po lesie.

Trasa na Babią rekomendowana dla starszych dzieci, ze względu na długą trasę i dużą różnicę wzniesień. Wiem, że na szczyt wchodzą bardziej wytrwałe 5-latki, ale moim zdaniem minimalny wiek to 7-8 lat.

Data wycieczki: 25.06.2016

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail