Czego szukasz

5 biznesów, które nie powstałyby, gdyby nie choroba dziecka

Te 5 pomysłów na rozwój zawodowy i biznes powstało z wielkiej potrzeby. Z troski o zdrowie własnego dziecka, z chęci podzielenia się ze światem swoim problemem, a również własnym doświadczeniem i wiedzą, jak można podnieść się w sytuacji, gdy na swojej drodze spotykasz się z poważną chorobą dziecka.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/10/2018
na pomoście siedzi mały chłopczyk, a naprzeciw pluszowy miś

5 biznesów, które nie powstałyby gdyby nie choroba dziecka

Zdarzają się życiu sytuacje, kiedy czujemy się postawieni pod ścianą. Kiedy wydaje nam się, że już nic nas nie czeka, kiedy tracimy nadzieję na szczęście i radość w życiu. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się żebym była w stanie oddać słowem stan uczuć i emocji, które targają rodzicem, gdy dowiaduje się, że jego dziecko jest poważnie chore.

Każda sytuacja jest odmienna, każdy na swój sposób przeżywa chorobę dziecka. Jednak nie chcę Was zasmucać, raczej dodać otuchy i przytoczyć przykłady, kiedy to właśnie choroba dziecka wyzwoliła tak niesamowitą energię w kobiecie/mamie, że stała się przyczyną rewolucji w życiu zawodowym. Historie prawdziwe i budujące, bo niosące pozytywny przekaz dla innych.

Powstały biznesy, które wspierają mamy będące w podobnych sytuacjach. Dające bogatą wiedzę, bo ich zapleczem jest wypracowane na własnym podwórku doświadczenie dotyczące konkretnej choroby

1. Od diety do książki

Książki autorstwa Julity Bator “Zamień chemię na jedzenie”, “Święta bez chemii” powstały pod wpływem ciągłego zmagania się autorki z chorobami swoich dzieci. W kółko powtarzające się infekcje wirusowe i bakteryjne, nie pozostawiające też suchej nitki na rodzicach, sprawiły, że Julita Bator zaczęła szukać przyczyny tych chorób m.in. w diecie. Badania niczego nie wykazywały, eliminowanie niektórych pokarmów też nie dawało efektów.

Dopiero wakacyjny wyjazd na Kretę, gdzie żywność jest mniej przetworzona, i gdzie podczas pobytu rodzina pozwoliła sobie na zupełną swobodę w jedzeniu, dał do zrozumienia, że problem może właśnie dotyczyć przetwarzania żywności i dodawanych do niej substancji polepszających np. smak czy trwałość produktu.

Autorka postawiła wszystko na jedną kartę i rozpoczęła badania na własną rękę. Okazało się, że jej dzieci wykazują silną alergię na wszelkie “polepszacze” smaku i konserwanty, tak nagminnie dodawane dziś do jedzenia.

Efektem tych badań i poszukiwań są książki – bestsellery. Można powiedzieć, że są one kompendium wiedzy na temat żywności przetworzonej i tego, czego należy unikać w trakcie zakupów w sklepie. Jak czytać etykiety i czego absolutnie nie należy jeść. Jednocześnie autorka przekonuje, że warto powrócić do tradycyjnej polskiej kuchni i pokazuje jak przemycać w potrawach wartościowe produkty.

2. Obudzić dziecko

Wszystkim znana z teatru oraz z małego i dużego ekranu – Ewa Błaszczyk – aktorka i pieśniarka. Jej historię pewnie każda z Was zna.

Po tym jak jej – wówczas 6 – cio letnia córeczka Ola –  zachłysnęła się popijając tabletkę wodą, która dostała się do płuc i dziewczynka zapadła w śpiączkę, Ewa Błaszczyk nie poddała się. Założyła fundację “Akogo?”, która działa na rzecz rehabilitacji dzieci po ciężkich urazach neurologicznych.

Od początku celem fundacji było założenie Kliniki Neurorehabilitacji “Budzik” przy Centrum Zdrowia Dziecka. Jest to pierwsza w Polsce klinika dla dzieci po ciężkich urazach mózgu. Pomimo, że córka Ewy Błaszczyk nadal nie wybudziła się ze śpiączki, pojawia się, dzięki różnym kontaktom kliniki, również nadzieja dla Oli.

Budujące jest również to, że co jakiś czas słyszymy w mediach o tym, że w klinice “Budzik” dziecko wybudziło się ze śpiączki.

Może ktoś powiedzieć, że Ewa Błaszczyk miała łatwo, bo to osoba znana, bo aktorka. Może jest w tym jakieś ziarno prawdy, ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, bo w obliczu choroby dziecka, każdy z nas jest sam ze swoimi myślami, uczuciami i emocjami. W obliczu choroby dziecka podźwignąć się i stworzyć coś nowego, chcieć się dzielić tym z innymi, znaleźć w sobie taką siłę, dla każdego będzie ogromnym wysiłkiem.

3. Lokalna żywność

Córka Sylwii Modic cierpi na autyzm i wymaga stosowania szczególnej diety, m.in. z powodu silnej reakcji alergicznej na konserwanty. Poszukiwanie zdrowych produktów w sklepach i na bazarach niestety skończyło się fiaskiem. Okazało się, że do większości tzw. “zdrowej żywności”, dodawana jest cała masa substancji, które absolutnie nie powinny się w niej znaleźć.

Sylwia Modic wraz z mężem postanowili się nie poddawać i wzięli sprawę w swoje ręce. Potrzeba znalezienia prawdziwie ekologicznej i nieszkodzącej zdrowiu swojego dziecka żywności, wzbudziła w małżeństwie ogromną determinację, której efektem jest powstanie platformy Lokalny Rolnik. Okazało się, że pewność co do jakości produktu można mieć tylko wtedy, gdy kupujemy go bezpośrednio od wytwórcy. A przecież nie każdy może poświęcić czas na jeżdżenie po targach, bazarach.

Lokalny Rolnik to wirtualne targowisko, na którym rolnicy/wytwórcy mając do dyspozycji własne firmowe podstrony, reklamują swoje produkty, ustalają ceny oraz uzyskują informację i opinię klientów. To internetowa wersja społeczności kupująca wspólnie produkty od rolników.

Lokalny Rolnik to bardzo intensywnie rozwijająca się platforma będąca miejscem spotkań wytwórców i konsumentów zdrowej żywności, ale również idea wspierania i tworzenia lokalnej społeczności.Więcej o tym jak narodził się ten biznes i na czym polega możecie przeczytać j tutaj >>>

4. Pomysł na aplikację

“Mówi się, że najlepsze projekty rodzą się z autentycznej i silnej życiowej potrzeby. Tak właśnie jest z aplikacją Hospi Care. To nowoczesne narzędzie, którego koncepcja zrodziła się w domu małej, chorej dziewczynki Alicji, która od kilku lat jest pod opieką dziecięcego hospicjum domowego” –  cytat ze strony Hospi Care.

Jest to aplikacja, dzięki której wszystkie informacje na temat leczenia danej osoby znajdują się w jednym miejscu. Może mieć do niej dostęp każdy, czy to lekarz, czy np. opiekun/rodzic, zajmujący się chorym.

Często dokumentacja dotycząca leczenia osób przebywających np. w domowych hospicjach jest w wielu różnych miejscach, utrudnia to do niej dostęp, trzeba robić notatki, wykonywać setki telefonów. Aplikacja zawiera wszystkie dane o wynikach badań, aktualnym leczeniu. Oszczędza cenny czas i ogranicza i tak już duży stres.

Mama Alicji – Eliza Kugler szukała sposobu, aby usprawnić działania zespołu medycznego opiekującego się jej chorą córeczką i tak zrodził się pomysł na powstanie aplikacji HospiCare. Aplikacja dostępna jest on – line przez komputer, tablet, telefon. Aplikacja usprawnia komunikację między rodziną, czy opiekunami, a lekarzami, rehabilitantami, pielęgniarkami.

To nie jest projekt komercyjny. Hospicja dostaną tę aplikację za darmo. To projekt, który ma nie tylko leczyć, ale również zachęcać ludzi do realizacji takich społecznych projektów.

5. Historia jak z filmu

“ Kiedy choruje Twoje dziecko, żyjesz chorobą dziecka 24 godziny na dobę. Inne życie nie istnieje. Blogi okazały się być fantastycznym nośnikiem wiedzy o życiu codziennym, o ludziach, którzy, jak ja są więźniem choroby we własnym domu. Mój pierwszy wpis blogowy powstał pod wpływem impulsu, nie umiałam sobie poradzić z wydarzeniami, w których brał udział mój syn. Od razu wylała się na mnie fala hejtu, co paradoksalnie utwierdziło mnie w pisaniu. Chyba z poczucia skrywanej misji, że trzeba mówić, pisać o trudnych sprawach. Niech ludzie wiedzą, że problem jest złożony, niejednoznaczny, wielowątkowy. Pojawiły się zapisy moich rozmów z synem. Ocenę tych wpisów zostawiam czytelnikom. Blog piął się w górę rankingach popularnych blogów. Pojawiały się propozycje publikacji fragmentów w gazetach, w pracach doktorskich, magisterskich, wystąpień w TV, mam swój udział w powstaniu książki” – opowiada Małgorzata Skolankiewicz, mama Emila, którego codzienne zmagania z chorobą stały się inspiracją do powstania bloga.

Na podstawie bloga powstał również scenariusz filmowy “Magnetyczny Henio”, który zdobył nagrodę Script Pro 2016 podczas konkursu scenariuszowego na festiwalu Netia Off Camera w Krakowie. Istnieje duża szansa, że powstanie fajny film, z bohaterem jakiego jeszcze w polskim kinie nie było.

“Co daje mi pisanie bloga? Znajomości internetowe przeniosły się do życia realnego, poczucie trwania w chorobie, dystans do ludzi, świata oraz niebywałą przyjemność. A przyjemności są w życiu najważniejsze” – mówi Małgorzata.

Może chcesz podzielić się z nami swoją historią? Może też prowadzisz blog lub stronę, na której dzielisz się z innymi swoim doświadczeniem, a może wyszłaś z „cienia” choroby dziecka i prowadzisz jakiś rodzaj działalności, dla niego, dla siebie. Możesz do nas napisać!

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Moja kariera w moich rękach? Hm…

Masz poczucie, że przebieg Twojej kariery zależy wyłącznie od Ciebie, czy też wydaje Ci się, że jesteś tam, gdzie zaprowadził Cię los?
  • Hanna Pietrzak-Trzcińska - 03/10/2019
kobieta w ciąży trzyma laptop i coś w nim notuje

Chociaż może bardzo byśmy chciały, by nasza ścieżka zawodowa biegła po trasie, którą same sobie wyznaczamy, to jednak nie da się ukryć, że często przypadek sprawia, że skręcamy w tę czy inną stronę.

W pętach biologii

Specjalnie używam rodzaju żeńskiego, nie tylko dlatego, że tekst dedykowany jest mamom, ale też z przyczyn … biologicznych. Jakbyśmy bowiem nie chciały walczyć o równouprawnienie, to jednak nadal, zwłaszcza nas, z obranej drogi zawodowej może skutecznie zawrócić ciąża (i ta precyzyjnie zaplanowana i ta „nadprogramowa”). Co więcej, także zwycięski plemnik w całkiem innym organizmie może się przyczynić do podjęcia przez nas pracy w tym, a nie innym miejscu. A wiem co mówię pracując aktualnie na zastępstwo szczęśliwej matki.

Szczęśliwy traf

Oczywiście te przypadki nie kręcą się wyłącznie wokół naszych i cudzych ciąż. Drugą pracę dostałam dlatego, że dobrze wstrzeliłam się w czas, gdy pracodawca pilnie potrzebował kogoś na miejsce odchodzącej osoby. Nie dawał nawet ogłoszenia, czasu było mało, a ja zadzwoniłam dowiedzieć się co z moim wcześniej wysłanym CV, akurat w idealnym momencie. (Mam przy tym wrażenie, że gdyby nie ten telefon nikt do owego podania by nie sięgnął). Spędziłam tam wiele miłych i owocnych lat.

Wzburzone morze

Trzeba przyznać, że polski rynek pracy jest jak morze – i to raczej Bałtyk, a nie Adriatyk, i częściej w czasie sztormu. Czy to jednak oznacza, że powinniśmy jedynie dawać nieść się fali, z rzadka ruszając rękami? Kto mimo niskiej temperatury pluska się od czasu do czasu w naszym cudownym morzu wie, że trudno się w nim po prostu unosić (a wiecie dlaczego? – niskie zasolenie! mniejsza wyporność!).

Dlatego nawet jeśli nie zawsze możemy precyzyjnie wytyczyć ścieżkę swojej kariery – nie warto zdawać się tylko na los. Energiczne machanie rękami podczas kąpieli w zimnym morzu przejawia się w ciągłym doszkalaniu, nawet gdy możemy na nie poświęcić tylko pół godziny podczas drzemki dziecka. Podejmowaniu studiów – choćbyśmy miały być najstarsze w grupie (tak, wiem, to dziwne uczucie, znam je z autopsji).

I pamiętaj – nawet gdy wydaje Ci się, że leżysz spokojnie na zacisznej plaży nie warto tracić czujności – kto wie, czy gdzieś tam nie czai się fala, która wytrąci Cię z tej komfortowej sytuacji?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.

Jak to jest być rodzicem dzisiaj?

Bycie rodzicem to szalenie odpowiedzialna i trudna sprawa, wszyscy to wiemy. A każde czasy rządzą się swoimi prawami, to również powszechne przekonanie. Jak to jest być rodzicem w dobie internetu, pampersów i słoiczków?
  • Ewelina Florkiewicz - 03/10/2019
rodzice spędzają czas z dzieckiem

Teraz matki to mają wygodę

Usłyszeliście kiedyś to zdanie: „teraz to matki mają wygodę, nie to, co 30 lat temu…”? Jestem pewna, że tak! Mnie to zdanie prześladuje, odkąd urodziłam pierwsze dziecko. W istocie nie sposób temu zaprzeczyć – pampersy, chusteczki nawilżane, słoiczki, książki, te wszystkie akcesoria i do tego oczywiście doktor google…

Kto ma za sobą przygodę z noworodkiem, na pewno choć przez chwilę traktował te wszystkie produkty, jak wynalazki niemal pokroju penicyliny czy elektryczności. I gdyby w tym miejscu postawić kropkę to pozostałaby tylko radość, że przyszło nam wychowywać dzieci właśnie teraz, a nie w końcówce XX wieku. Zastanawiam się więc, czemu bycie rodzicem wciąż jest takim wyzwaniem?

Więcej nie zawsze znaczy lepiej

XXI wiek oprócz wielu cudownych ułatwień przyniósł nam jeszcze wiedzę, wielość wyboru i ambicję. Czy to źle? Absolutnie nie! Czy dzięki temu jest nam łatwiej? Tu już nie miałabym tak zdecydowanej odpowiedzi.

Nie raz moja teściowa mówiła, że chciałaby tyle wiedzieć i mieć taki dostęp do informacji, gdy startowała w roli rodzica. Zawsze przytakiwałam. Z perspektywy czasu, dwójki dzieci i znacznie większego doświadczenia nachodzą mnie jednak refleksje. Czy ten ogrom informacji, dzięki któremu znamy wyjaśnienia dziecięcych zachowań oraz wręcz gotowe recepty postępowania z nimi, naprawdę aż tak nam ułatwia życie? W pewnym sensie tak, ale jak zawsze jest jeszcze ta druga strona.

Jesteśmy bardziej świadomi, w wielu kwestiach możemy dokonać wyboru, z których dodatkowych szczepień skorzystać, karmić dziecko czy zgodnie z teorią BLW, kupować produkty bio, a może korzystać z tego, co jest powszechnie dostępne, uczyć samodzielnego zasypiania czy być zgodnym z teorią rodzicielstwa bliskości?

Tych dylematów i wyborów jest tak wiele, że nie sposób je tu wymienić. Te wszystkie możliwości potrafią jednak przytłoczyć. A jak jeszcze dorzucimy do tego fora parentingowe kontra babcine porady – można naprawdę się pogubić.

Gdy rodzą się w nas ambicje

Myślę, że to właśnie z wiedzy, dostępności informacji oraz chęci dzielenia się swoim życiem w internecie rodzą się w nas ambicje. Wiemy, co radzą eksperci, podglądamy w sieci inne matki – te przeciętne i te z okładek gazet.

Chcemy nadążyć za tym wszystkim, ambitnie czytamy porady, patrzymy na uśmiechnięte, piękne i spełnione mamy. Rodzą się trendy bycia perfekcyjną, fit i eko-mamą, która ma zawsze chęci i czas dla swoich dzieci. Wielu z nas trudno to udźwignąć, szczególnie po kilku czy kilkunastu nocach przespanych w kratkę. A tak naprawdę to dopiero początek.

Pracować i nie zwariować

Wcześniej wydawało mi się, że bycie mamą niemowlaka i ogarnięcie tego wszystkiego, szczególnie w swojej głowie jest czymś niemal heroicznym. Teraz wiem, że prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po powrocie do pracy.

Do bycia fit, eko, bio i pro trzeba dorzucić rozwój osobisty, karierę, poczucie pewności siebie i niezależności. Gdy dodamy do tego organizację życia domowego i wszystkie zajęcia dodatkowe, na które wypadałoby posłać swoje dziecię tworzy się niezłe kombo.

Mamy w głowach pewne wzorce, do których dążymy, ale czy ich realizowanie w 100% i z uśmiechem na ustach jest możliwe? Jako rodzice staliśmy się bardzo ambitni, ale też skryci. Ubolewam nad tym, że tak rzadko ktoś otwarcie mówi, że jest zmęczony swoim dzieckiem; że nie chce mu się gotować i po raz trzeci w tym tygodniu serwuje pierogi z dyskontu; że pomimo urlopu, zawiózł dzieci do przedszkola, a to tylko po to, aby odpocząć lub chociaż w spokoju posprzątać.

Bycie ambitnym i dążenie do współczesnych wzorców nie jest niczym złym. Właściwie to chyba sama tak funkcjonuję. Czy to szaleństwo? Nie! Takie mamy czasy i nie uciekniemy od tego. Żyjemy szybko, ambitnie i intensywnie. Chcemy być w tym wszystkim perfekcyjni, nawet nie dla ludzi, ale sami przed sobą.

Myślę, że gdy uświadomimy sobie, że nie da się we wszystkich aspektach zawsze być idealnym, a wzorce są pewnym drogowskazem, nie jedyną słuszną drogą, będzie nam po prostu łatwiej. Gdy pozbędziemy się wyrzutów sumienia, że nasze dziecko zostało jako ostatnie odebrane z przedszkola, że zamiast wspólnego czytania książek po południu oglądamy bajki, że zamiast treningu pijemy wino z przyjaciółką, to będziemy w stanie utrzymać równowagę. Wszystkim tym, którzy to już wiedzą ogromnie zazdroszczę. Ja wciąż walczę.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewelina Florkiewicz
Z wykształcenia jestem filologiem języka polskiego. Zawodowo od 8 lat zajmuję się komunikacją, marketingiem i employer brandingiem. Uwielbiam pisać, tworzyć i organizować i nieustannie poszukuję nowych wyzwań. Prywatnie jestem żoną oraz mamą Zosi i Kazika, którzy sprawili, że zupełnie inaczej patrzę na siebie i otaczający mnie świat.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail