Czego szukasz

Z dziećmi w świat? Czemu nie! – 7 zasad udanych podróży

Marzą Ci się dalekie podróże? Eskapady po bezdrożach Polski? Wyprawy pełne przygód? Codziennie w głowie układasz ambitne trasy, kartkujesz atlas z nadzieją, że kiedyś, może… jak dzieci podrosną spełnisz swój sen. Bo jak tu podbijać świat z maluchem pod pachą? Można! Jak najbardziej. Bez stresu, pośpiechu, nadmiaru bagaży. Wystarczy chcieć. Wielu rodziców już się o tym przekonało. Możesz ich spotkać w Klubie Nomadów – społeczności podróżujących rodzin.

  • Barbara Acher-Chanda - 23/07/2013

Podróżujących rodziców jest coraz więcej. W internecie bez trudu można wyszukać historie rodzin, które po prostu spakowały się w plecaki i wyruszyły razem szukać przygód. Z dziećmi u boku, czasem nawet kilkumiesięcznymi. Wariaci? Zapaleńcy? Herosi? Nic z tych rzeczy. Żeby przemierzać świat z dziećmi, trzeba się do tego po prostu dobrze przygotować.

1. Trasa.

Na początku pojawia się pytanie – dokąd z dziećmi. To zależy. Jeśli do tej pory podróże na własną rękę nie były Ci bliskie, lepiej sprawdzić swoje możliwości na (w miarę) znanym terenie. W Polsce też można przeżyć ciekawe przygody, podziwiać piękne widoki, poznać niesamowitych ludzi. Wystarczy tylko chcieć.

Na osoby, które wiedzą już co nieco o podróżowaniu czeka Europa i cały świat. Im bliżej, tym większe szanse na udogodnienia i standardy do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Ale brak przewijaków, standardowych gniazdek, słoiczków czy pampersów w każdym sklepie nie powinien zrażać. Dzieci mieszkają na całym świecie, więc ich rodzice też muszą sobie jakoś tam radzić. Warto podpytać – jak. Podpatrzone rozwiązania często potem przydają się w normalnym życiu.

[view:ad_intext_superbanner_1=block]

2. Czas

Przeglądając kalendarz warto zadać sobie pytanie o pogodę. Łatwiej podbijać świat nie męcząc się w ekstremalnych temperaturach. Dobrze jest też nie wstrzelić się w lokalny sezon urlopowy. Choć niestety nie zawsze się da. W najgorszym razie warto przygotować się na tłok. W ramach rekompensaty na podróżujące rodziny czekać będzie wiele sezonowych atrakcji.
Generalnie z dziećmi podróżuje się w nieco innym tempie niż samemu. W podróżowaniu całą rodziną czas w ogóle jest problematyczny. Doba ma jedynie dwadzieścia cztery godziny, a apetytów na to, co chcielibyście przeżyć, zobaczyć jest tyle, co członków rodzinnej wyprawy. Ale zamiast zgrzytać zębami, wspominając jak to było za czasów bezdzietnych, czy na siłę realizować wakacyjny grafik, lepiej dostrzec plusy takiej sytuacji – masz czas NAPRAWDĘ poznać dane miejsce.

3. Bagaż

Wszystko zależy czym przemierzasz świat. Ale zawsze warto założyć najtrudniejszą sytuację – kiedy cały dobytek nosisz na własnych plecach. Nawet w takiej sytuacji podróżowanie z dziećmi jest jak najbardziej możliwe. I to bez wielkich wyrzeczeń. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu na przygotowanie komfortowej listy bagażu dla całej rodziny. Czasem warto zainwestować w sprawdzone rozwiązania jakie oferują producenci asortymentu turystycznego, choć pomysłowi rodzice znajdą z pewnością własne sposoby na zminimalizowanie objętości bagażu. W zasadzie nie potrzeba zbyt dużych nakładów finansowych, żeby spakować czteroosobową rodzinę w dwa plecaki, w sumie 140 litrów. Doświadczenie takiego pakowania pozwoli Ci spojrzeć na nowo na to, co jest naprawdę konieczne do funkcjonowania z dziećmi.

4. Zasady

Z doświadczenia podróżujących rodziców wynika, że dzieci w trasie funkcjonują lepiej niż w domu. Mają tyle atrakcji, że nie mają kiedy się nudzić, zasypiają kiedy im tylko na to pozwolić, jedzą więcej i bardziej rozmaicie niż na co dzień. Tak na prawdę, żeby były szczęśliwe muszą mieć jedno – poczucie bezpieczeństwa. W podróży może wydarzyć się wszystko: zmieniają się godziny snu, przebiegu dnia, miejsca, ludzie, języki. Ale każde dziecko ma to COŚ, co jest dla niego naprawdę ważne. Dla niektórych jest to na przykład pora posiłku. I nieważne, czy na obiad będzie zupa, baton, czy płatki błyskawiczne. Coś być musi. Są dzieci, dla których pory snu są niezwykle ważne. Ale spać można wszędzie: w wózku, chuście, czy nosidle. Wystarczy im zapewnić to minimum poczucia bezpieczeństwa, żeby zapewnić sobie samym możliwość poznawania świata bez histerii i zbędnych stresów.

Warto jest tez zawczasu omówić rodzinnie zasady postępowania w możliwych sytuacjach trudnych, a nawet je przećwiczyć.

5. Luz

Podróżujemy dla przyjemności. Warto o tym pamiętać wybierając się na wyprawy z dziećmi. Potrzeba przyjemności dotyczy wszystkich – zarówno starszych jak i młodszych. Nie ma sensu się napinać, gnać na złamanie karku, żeby „zaliczać” kolejne atrakcje, realizować wyśrubowany grafik. Nie jest też rozsądne naginanie programu tylko do potrzeb dzieci. Sfrustrowany rodzic to nie najlepszy kompan na wyjeździe. Dobrze jest więc tak zaplanować czas, żeby zagwarantować każdemu z rodzinnej ekipy możliwość zrealizowania własnej przyjemności.

Poza tym warto pamiętać, że rodzinna wyprawa to jeden z niewielu momentów w życiu współczesnych rodzin, kiedy naprawdę mogą być razem. Dobrze jest to wykorzystać, dając sobie możliwość cieszenia się tą możliwością.

6. Budżet

Rodzinne wyprawy nie muszą być kosztowne. Wszystko zależy dokąd i w jaki sposób zamierzasz się przemieszczać, gdzie chcesz nocować, jeść, co chcesz zwiedzać. Nie da się ukryć – podróżowanie w czwórkę jest droższe niż wyjazd dla dwojga. Warto więc poszukać możliwych promocji na przejazdy, tanich, budżetowych rozwiązań na zwiedzanie. Pomocne mogą być portale jak np.couchsurfing, oferujące nie tylko darmowe noclegi, ale również możliwość poznania danego miejsca z własnym, lokalnym przewodnikiem.

Warto jest też zastanowić się nad priorytetami – co naprawdę jest ważne podczas wspólnego wyjazdu? Z czego możecie zrezygnować, a za co warto zapłacić nawet więcej.

7. Bezpieczeństwo

– Ale czy tam będzie bezpiecznie? – to chyba najczęściej zadawane pytanie przez rodziców, którzy w ogóle zastanawiają się nad wyjazdami z dziećmi. I nie chodzi tylko o podróżowanie do krajów Trzeciego Świata, ale nawet wyjazdy kilkaset kilometrów od domu. Wypadki czy choroby mogą zdarzyć się wszędzie. Podejmując decyzję o wyjeździe warto zastanowić się, nad ryzykiem, jakie może się z tym wiązać i… kierując się zdrowym rozsądkiem starać się je zminimalizować. Podstawa to szczepienia, dobre ubezpieczenie i rekonesans możliwych rozwiązań na miejscu. I nie należy się kierować tylko dobrem dziecka – niesprawni, schorowani rodzice niewiele mogą zdziałać.

O rodzinnym podróżowaniu można by mówić wiele. Jednak najlepiej przekonuje czyjeś doświadczenie. Dlatego zanim spakujesz rodzinę i wyruszysz w drogę warto poszukać wymienić się informacjami z tymi, którzy podróżują całymi rodzinami nawet na koniec świata. Żeby umożliwić taką wymianę doświadczeń powstał Klub Nomadów – społeczność podróżujących rodziców. Podczas comiesięcznych spotkań, lub za pośrednictwem internetu, wzajemnie się inspirują, wspierają, podpowiadają możliwe rozwiązania czy trasy, jakie warto przemierzyć razem z dziećmi.

Dołącz do nich: www.klubnomadow.pl.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Barbara Acher-Chanda
Multimedialni twórcy, wszechstronni producenci, kreatywni pasjonaci. Tak, w wielkim skrócie, można opisać osoby wywodzące się z Niezależnej Grupy Filmowej “nicKram & friends”, na bazie której powstała firma realizacyjno-producencka nicKram multimedia.
Podyskutuj

Podróż z dziećmi do Indii: 7 zachwytów, 7 zaskoczeń i 3 rozczarowania

Dzisiaj mijają dwa tygodnie odkąd znów jesteśmy w Polsce. Indyjska przygoda za nami… choć nadal trudno nam w to uwierzyć. „Jak to, że już „po”?” - tyle przygotowań, niepewności, potem nowości i wspaniałych przeżyć i to już koniec? Postanowiłam spisać moje zachwyty, zaskoczenia i rozczarowania, aby nic nam nie umknęło - i podzielić się nimi z Tobą!
  • Agnieszka Kaczanowska - 16/04/2019
Podróż z dziećmi do Indii - Agnieszka z dziećmi

Podróż z dziećmi do Indii, a dokładniej trzy miesiące w Goi (poprawnie) – na Goa (potocznie)

Trzy miesiące. I mało i krótko zarazem. Mogłabym godzinami opowiadać 😉 Ale nie bój się, nie zanudzę Cię, bo postanowiłam podzielić się tylko najważniejszymi zachwytami, zaskoczeniami i rozczarowaniami z naszej podróży. Miałam sporo wyobrażeń, pewnie tak jak i Ty, ale też różnych lęków i obaw myśląc o Indiach. Gotowa?

Zachwyt 1: Pogoda

Dla mnie cudowna. Słońce praktycznie każdego dnia (2 dni, w trakcie 3 miesięcy były bardziej pochmurne), temperatura 26-33 stopnie i nie było gorąco! No dobra, ja uwielbiam ciepło 😉 Lekki wiaterek wiał, a powietrze było suche. Dla mnie idealnie. Dopiero ostatnie dni marca, tuż przed naszym powrotem, było coraz cieplej i ciało cały czas było lekko wilgotne. W maju zawita tam monsun… Podobno teraz jest już za gorąco…

Zachwyt 2: Jedzenie

Wiedziałam, że lubię kuchnię indyjską, choć znałam ją wyłącznie w wersji polskiej… ale pokochałam. Masale w niezliczonych odsłonach, i moja ulubiona paneer butter masala, do tego ryż tak sypki i długi jakiego w życiu nie widziałam, przepyszne warzywa w surówkach czy na ciepło. Raj dla wegetarian 😉 Bo w tej części Indii, w której byliśmy łatwiej znaleźć restaurację wegetariańską niż no-veg! Choć nie ukrywam, że chętnie podjadałam dzieciom ich ukochane butter chicken masala 😉

Mój mąż nie podziela mojego zachwytu – więc to bardzo subiektywne…

Zaskoczenie 1: Chili

Nie wiedziałam, że jedzenie ostrych potraw to taka przyjemność. Kiedy w ustach czuć przyjemne pieczenie, oczy lekko łzawią i z nosa leci 😉 A myślałam, że ja nie lubię ostrych potraw! Co więcej dzieci też polubiły i całkiem zmienił się nam smak… Teraz każdy prosi, aby dodawać więcej chili do jedzenia!

Rozczarowanie 1: Śmieci

Są wszędzie. Jest ich dużo. To dla Europejczyka spory szok. Przez dwa tygodnie miałam ochotę zbierać je po drodze, choć i tak za chwilę pojawiłyby się nowe. To jest o tyle ciekawe, że każdego ranka w hinduskich domach i przed nimi, odbywa się rytuał sprzątania, a przed wejściem do domu obowiązkowo zdejmuje się buty. A śmieci są wszędzie. Nawet pan, który zbiera śmieci (segregując) gubi je po drodze i zupełnie się tym nie przejmuje… Nie raz nie dwa było tak, że coś wyrzuciłam do kosza, a potem znajdowałam to po drodze… Po 3 tygodniach pobytu nauczyliśmy się po prostu nie patrzeć na śmieci, ale chyba zawsze nas to będzie ruszać.

Zaskoczenie 2: Indian time

Lubię mieć różne sprawy pod kontrolą, zaplanować, przemyśleć i przewidzieć co i jak. W Indiach się nie da. Po prostu. Zbyt wiele rzeczy dzieje się nie w czasie umówionym, ale wtedy kiedy się dzieje… „Indian time”. Skuter ma być dzisiaj? Ok. Nie ma? Acha. A kiedy będzie? Jutro. Acha. I tak czekałam ze dwa tygodnie 😉 I wiesz, już po pierwszym tygodniu poczułam przyjemną ulgę, że wcale nie muszę kontrolować, denerwować się czy wkurzać. I że jak coś idzie nie tak, jak miało być, to nie jest problem, tylko inna opcja i tyle. Ileż stresów mnie w ten sposób ominęło! Teraz próbuję zatrzymać tą umiejętność choć nie jest łatwo…

Zachwyt 3: Morze

Morze Arabskie. Piękne. Plaża pias(czysta), z palmami i bardzo pusta (w części, w której mieszkaliśmy). Godzinami mogłam gapić się na fale 😉 A myślałam, że jestem bardziej „górska”.

Zaskoczenie 3: Internet

Wiele razy słyszałam, że w Indiach słabo z internetem. Ale wiedziałam też, że muszę go mieć – choćby nie wiem co – aby pracować! No i się udało. Czasem był w telefonie, czasem przez WiFi, czasem go nie było… Wtedy ratowałam się internetem w knajpkach 😉 Raz nie było nigdzie, bo ktoś strajkował! A kilka razy nie było internetu, bo była „bad weather” i słaby sygnał… Ale dałam radę! A właściwie to dałyśmy radę, bo mój internet miał nieraz wpływ na cały „mamopracowy” zespół.

Zaskoczenie 4: Ruch lewostronny

Nie byłam na to gotowa. Wiedziałam, że czeka mnie nauka jazdy na skuterze, ale nie wiedziałam (pewnie mogłam się domyślić), że w Indiach jest ruch lewostronny. Bałam się, ale zastosowałam opcję „jakoś to będzie” i było! Bardzo dobrze. No może kilka razy prawie wylądowałam na murze, albo rowie czy krowie, ale obyło się bez wypadków – na szczęście 😉 Wiatr rozwiewał mi włosy, trójka dzieci mogła jechać ze mną i było super! Szkoda, że w Krakowie skuterem zbyt niebezpiecznie, no i z trójką dzieci daleko bym nie zajechała…

Rozczarowanie 2: Angielski

No dobrze. Przyznam się. Miałam nadzieję, że podszkolę się w angielskim. Wygrzebię go z czeluści mojego mózgu, ale niestety. Nie było takiej potrzeby. Codzienna komunikacja była bardzo prosta, wielu Hindusów słabo mówi po angielsku (choć to język urzędowy), więc czasem musiałam mówić bardzo prostym językiem, abyśmy się zrozumieli, a i to nie gwarantowało powodzenia 😉 Podsumowując, może trochę przewietrzyłam nieco swój angielski – ale nie za dużo! A szkoda.

Rozczarowanie 3: Słodycze

Nie uwierzysz ale przez 3 miesiące nie jadłam dobrego deseru… no chyba, że upiekłyśmy brownie 😉 Serio. Słodycze indyjskie zupełnie nam nie smakowały. Być może nie trafiliśmy na nic dobrego – nie przekreślam wszystkich deserów w Indiach – ale te, które próbowaliśmy były tak słodkie, twarde, suche że aż niedobre… Generalnie cukru jest sporo w napojach, ciastkach i cukierkach, dużo więcej niż w tych samych produktach w Europie.

Za to owoce… bajka!

Zaskoczenie 5 i zachwyt 4: Dziewczynki w szkole

Zosia i Helenka nie bez obaw szły pierwszego dnia do szkoły. Zastanawiały się: jak to będzie rozmawiać tylko po angielsku? A czy wszystko zrozumieją? A co jeśli nie będą wiedziały o co chodzi?

Ja myślałam: A nie za gorąco tam? W końcu lekcje w szałasach… Czy nie zapomną o piciu wody? No i czy aby to bezpieczne, że cały dzień będą na plaży beze mnie (piątek był beach day?). Jak się okazało były też inne Polki, więc polski był w ruchu, a o wszystko inne dbali nauczyciele 😉 wracały zmęczone i szczęśliwe!

Zaskoczenie 6: Krzyś w przedszkolu

To było trudne. Nasz Krzyś (l. 5) w Polsce rok adaptował się do przedszkola, i nie lubił się z nami rozstawać. Dość naiwnie założyłam, że w Indiach może będzie inaczej… Nie było. I choć miał w przedszkolnej grupie trzech kolegów z Polski, a na terenie placówki kolejną piątkę polskich dzieci (siostry były w innej szkole), to każdy poranek był trudny. Nie pomagały przytulaski, dużo czasu razem popołudniami, zapewnienia o naszej miłości. Było ciężko. Choć wracał radosny i pełen opowieści o zabawach w błocie, małych małpkach, które regularnie ich odwiedzały, rzucaniu kamieni i bazach, które zbudował; rozstania były trudne.

Do czasu, aż…

Zachwyt 5: Córka

Zosia sama zdecydowała się zmienić szkołę, aby być z Krzysiem. Aby jemu było raźniej! To było bardzo piękne i dojrzałe, choć wcale nie takie łatwe dla niej. Jak się później okazało, ta zmiana była i dla niej korzystna. W pierwszej szkole obyła się z językiem i spokojnie się komunikowała, używając oczywiście także rąk i nóg ;-). W nowej szkole trafiła do klasy ze starszymi dziećmi od siebie, mówiła wyłącznie po angielsku, uczyła się matematyki, geografii, angielskiego i francuskiego – oczywiście po angielsku. I choć wracała jeszcze bardziej zmęczona i brudna, to widziałam w oczach dumę z samej siebie!

Helenka też stanęła na wysokości zadania i choć została w szkole bez siostry, czego się bała (w końcu we dwie raźniej) bardzo dzielnie i odważnie zaprzyjaźniała się z coraz większą grupą dzieci z całego świata!

Zachwyt 6: Ludzie

Moje doświadczenia wskazują na to, że Hindusi to bardzo dobrzy ludzie. Lubią dzieci, są serdeczni, uśmiechnięci i choć wielu z nich wiedzie bardzo skromne, lub nawet biedne życie, są pogodni. Przynajmniej my takich spotykaliśmy każdego dnia. Bałam się o bezpieczeństwo dzieci w obcym i dalekim kraju, a to było zupełnie niepotrzebne.

Zachwyt 7: Zaufanie

Przed wyjazdem bałam się, że ktoś nas może chcieć oszukać, okraść czy naciągnąć. Ale przebywając wśród Hindusów, dając się wozić, leczyć czy powierzając swoje dzieci, czułam się najbezpieczniej w życiu.

Może mieliśmy szczęście do ludzi? Może po prostu nic złego nas nie spotkało? No chyba, że ktoś nas tak oszukał, że dotąd się nie zorientowaliśmy 😉

Zaskoczenie 7: Praca zdalna

Miałam nadzieję, że się uda. Takie było założenie. Ale też sporo obaw. A okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. To nie tak, że nie było kłopotów, czy jakiś trudniejszych momentów – były. Zespół w Krakowie, a ja daleko, 4,5 h różnicy czasu. Dziewczyny dopiero się rozkręcały z działaniami ok. 10:30, a ja już kończyłam, bo zbliżała się 15:00 i czas odbierać dzieci. Ale wypracowałyśmy sobie rytm pracy. Planowałyśmy lepiej rozmowy, i czy był dobry czy zły internet, dawałyśmy radę rozmawiać i prowadzić wszystkie działania. A ja upewniłam się, że mamy super zespół! Dzięki dziewczyny!

To był niesamowity czas. Bardzo bogaty w doświadczenia i przeżycia. Czy coś się zmieniło w nas na lepsze? Zobaczymy!

A jeśli jesteś ciekawa, gdzie jest Goa, i upewnić się, że to nie jest wyspa 😉 kliknij tutaj >>>

A wiesz jak tam trafiliśmy? Jeśli nie, to zapraszam jeszcze tutaj 😉

Chcesz o coś zapytać napisz do mnie: [email protected]

Zdjęcia: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail