Czego szukasz

Silna mama to silne społeczeństwo – rozmowa z mamą 4 dorosłych córek i syna

„Zawsze powtarzałam i powtarzam moim dzieciom, że cokolwiek by się nie wydarzyło, to z każdej sytuacji jest jakieś wyjście” – mówi Barbara, mama pięciorga dzieci, która dzisiaj z dumą patrzy jak radzą sobie jej dorosłe córki. Dojrzałe macierzyństwo daje perspektywę, z której można wyraźnie dostrzec to co najważniejsze! Zapraszamy do lektury!

Mama z córkami, piękne kobiety

Bardzo się cieszę, że możemy dziś porozmawiać. Oglądam Twoje zdjęcia i nie mogę się napatrzeć! Jesteś mamą 4 pięknych córek i 12 letniego syna, a także babcią, chociaż w to ostatnie naprawdę ciężko uwierzyć. Czy duża rodzina, to było coś o czym zawsze marzyłaś?

Tak naprawdę to zawsze bardzo marzyłam, żeby mieć siostrę. Gdy urodził się mój młodszy brat przez jakiś czas mówiłam wszystkim, że to Krysia. 😉 Zakładając rodzinę oczywiście bardzo chciałam mieć dzieci. Ponieważ nie było mi dane mieć siostry, los sprawił, że dałam siostry swoim córkom i synowi.

Dzisiaj wszyscy to bardzo doceniają, ponieważ wzajemne wsparcie i pomoc jest dla nas rzeczą naturalną i oczywistą. Moje córki pozakładały już swoje rodziny i nie mieszkają z nami. Bardzo chętnie jednak przyjeżdżają do rodzinnego domu i wtedy codzienna cisza zamienia się w gwar i radość wnuczek, które z entuzjazmem rzucają się dziadkom i wujkowi na szyję. Oczywiście pracy mnóstwo, ale przeżycia i doznania bezcenne.

Jakie to uczucie patrzeć z perspektywy czasu na swoje dzieci i oglądać jak sobie radzą? Jest jakiś złoty środek na to, by utrzymać zdrowy dystans i jednocześnie być dla nich wsparciem?

Macierzyństwo to ogromne szczęście i radość, ale równocześnie duże wyzwanie, odpowiedzialność i poświęcenie. Nie mam tu na myśli takiego totalnego poświęcenia się tylko wychowaniu dziecka, a raczej powiedziałabym o wyrzeczeniach czy ograniczeniach.

Uważam, że dla dziecka bardzo ważne jest, aby czuło wsparcie rodzica bez względu na sytuację w jakiej się znajdzie.

Dziecko nie powinno bać się rodzica, bo właśnie często strach doprowadza do złych decyzji.

Zawsze powtarzałam i powtarzam moim dzieciom, że cokolwiek by się nie wydarzyło, to z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Dzisiaj, gdy z perspektywy czasu patrzę na moje córki, które są już dorosłymi kobietami, żonami, matkami, jestem z nich bardzo dumna.

Zawsze dbałam o ich wykształcenie, uczestniczyłam w życiu szkolnym i sportowym. Doradzałam w wyborze szkoły średniej, czy kierunku studiów. To wszystko były wspólnie, przedyskutowane decyzje i jak się okazało w przyszłości, bardzo trafne. To wszystko gdzie dzisiaj są, co robią, to dzięki swojej pracowitości, wytrwałości, wewnętrznej sile i wsparciu, które otrzymały od nas, rodziców.

Wielu młodych rodziców marzy o tym, by w przyszłości ich relacja z dorosłymi dziećmi była pełna zaufania i bliskości. Czy jest coś, co według Ciebie ma szczególne znaczenie w budowaniu takiej relacji?

Każdy wiek ma swoje prawa. Małym dzieckiem można pokierować, coś nakazać, zakazać. Inaczej jest gdy ma się dorosłe dzieci, które są już samodzielne. Żeby zdobyć zaufanie dorosłego dziecka należy to zaufanie budować już od najmłodszych lat. Małe dzieci bardzo kochają swoich rodziców i bezgranicznie im ufają. Jeśli wydarzy się coś, co zburzy to zaufanie raz, drugi, czy trzeci, to jak one później mają nam ufać?

Każdy z nas popełnia błędy, ale najważniejsze jest, aby przyznać się do tego błędu i przeprosić. Nie tylko dzieci powinny nas przepraszać, ale rodzice też czasem powinni zdobyć się na to, aby przeprosić swoje dzieci. Bez względu na to, czy te dzieci mają 5, 15, czy 25 lat. Nie jestem pedagogiem, psychologiem, ale wydaje mi się, że jako rodzice powinniśmy uczestniczyć w życiu naszych dzieci, a nie iść obok. Powinniśmy dużo rozmawiać z naszymi dziećmi, bo właśnie rozmowa i bliski kontakt buduje wspaniałe relacje oparte na zaufaniu i bliskości.

Przeczytaj także: Babcia, niania czy żłobek? Komu powierzyć opiekę nad dzieckiem?

Całe dorosłe życie pracowałaś zawodowo – mając tak liczną rodzinę, to musiało być prawdziwe wyzwanie! Zwłaszcza 30-35 lat temu, kiedy nie było jeszcze mowy o tym, że pracującym rodzicom warto pomóc łączyć te role. Jak udawało Ci się to wszystko ogarnąć? Co było największym wyzwaniem?

Jako pracująca mama uczyłam swoje dzieci samodzielności. Bardzo dużo pomagała mi moja najstarsza córka. Tutaj należy zaznaczyć, że byłyśmy zdane praktycznie na siebie, ponieważ tata ze względu na charakter pracy był często poza domem.

To, że mieszkamy w małym mieście było dużym udogodnieniem. Osiedlowe przedszkole, szkoła zaledwie kilkaset metrów od mieszkania, osiedlowy sklep Pana Jurka, który znał wszystkie dzieci. To były inne czasy, bardziej bezpieczne i nie byliśmy tak anonimowi. Pracowałam wtedy od 7:30 do 15:30. Rano przygotowywałam dzieciom śniadanie, kanapki do szkoły i ubranie dla młodszych córek. Około 7:00 wychodziłam do pracy, a one już musiały same sobie radzić.

Obowiązkiem najstarszej córki było zamknąć mieszkanie i zaprowadzić najmłodszą siostrę do przedszkola. W naszej klatce mieszkało wtedy 24 dzieci w podobnym wieku. Razem chodziły do szkoły, razem się bawiły, więc nigdy nie były same. Wracając z pracy robiłam zakupy i odbierałam najmłodszą córkę z przedszkola.

Starsze córki były już wtedy w domu i zajadały zupę, którą zawsze poprzedniego dnia gotowałam. Drugie danie to była kwestia kilku chwil, ponieważ robiłyśmy to razem. Muszę przyznać, że byłyśmy bardzo zorganizowane. Harmonogram z podziałem obowiązków zawsze wisiał na lodówce. Dyżury na sprzątanie, powieszenie prania, czy mycie naczyń to było coś normalnego. Podział obowiązków był bardzo przestrzegany i chyba najbardziej czuwała nad tym najstarsza córka.

Często zdarzało się, że po powrocie z pracy w mieszkaniu zastawałam moją mamę, która przygotowała naleśniki, czy jakieś inne danie, a później opowiadała swoim wnuczkom niesamowite historie. Była i jest dla nas takim aniołem, który zawsze wspiera. Największe wyzwanie było wtedy, gdy dzieci były chore. Właśnie w takich sytuacjach pomoc babć-aniołów jest zbawienna. Przeżyłam to, dlatego dziś, gdy moje pracujące córki są w takiej sytuacji bez namysłu biorę urlop w pracy i przybywam im z pomocą.

Dzisiaj twoje dorosłe córki pracują zawodowo, a trzy są już mamami. Jak w Twojej ocenie rynek pracy zmienił się, jeśli chodzi o warunki dla kobiet, które chcą łączyć bycie mamą z pracą zawodową?

Łączenie tych dwóch rzeczy jest bardzo trudne. Kobiety, które chcą połączyć pracę z wychowaniem dzieci często są pod ogromną presją. Z jednej strony pragną być wspaniałymi matkami, a z drugiej strony rynek pracy ich nie oszczędza. Praca po godzinach, ciągłe projekty i kolejne analizy.

To nie lada wyczyn być na 100% wspaniałą mamą i na 100% efektywnym pracownikiem.

Realizacja tego wyzwania zależy w dużej mierze od wsparcia, jakie młode mamy otrzymują od pracodawcy, a z tym bywa różnie. Jest to duże wyzwanie dla obu stron, ale jest ono tego warte. Szczęśliwa mama jest dobrym przykładem dla swoich dzieci, a jeśli jest szczęśliwa i wypoczęta, to jest również efektywnym pracownikiem.

Są pracodawcy, którzy tworzą dla swoich pracowników przyzakładowe żłobki i przedszkola. Uważam, że jest to świetny pomysł, bo zarówno mama, jak i dziecko są spokojniejsze mając świadomość, że ukochana osoba jest w pobliżu. Możliwość pracy zdalnej, pracy na część etatu to też dobre rozwiązanie. Urlopy – macierzyński i rodzicielski – dają mamie możliwość przebywania z dzieckiem przez najtrudniejsze miesiące jego życia.

Pracujące mamy są bardzo pracowite i ambitne, dlatego wspierajmy je i pomagajmy im, bo silna mama to silne społeczeństwo.

Przeczytaj także: Przedszkole dla dzieci pracowników. Jak przekonać zarząd i dlaczego warto?

Niedawno obchodziliśmy Dzień Matki. Czego życzyć wszystkim mamom z okazji ich święta?

Myślę, że dużo zdrowia, cierpliwości, wytrwałości. Życzmy im, aby na swojej drodze spotykały ludzi-aniołów, którzy będą ich wspierać i pomagać w pogodzeniu pracy zawodowej z wychowaniem dzieci. Takim aniołem mogą okazać się nie tylko członkowie najbliższej rodziny, ale również sąsiadka, koleżanka, czy wyrozumiała szefowa.

Życzmy im, aby w chwilach zmęczenia i zwątpienia znajdywały siłę, dzięki której kolejny dzień będzie pełen radości i optymizmu. Wszystkim mamom należy życzyć przede wszystkim całego morze miłości, bo ona dodaje nam skrzydeł.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia: Szpyrki Fotografia

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama trójki fantastycznych dzieci i szczęśliwa żona. Uwielbia, gdy wokół dużo się dzieje i nieustannie uczy się czegoś nowego o świecie. Baczna obserwatorka zmieniającej się rzeczywistości. Pasjonatka dobrej kuchni, muzyki i podróży.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie