Czego szukasz

Rodzice plus jedno dziecko – to nie rodzina!

Rodzina, ach rodzina. A kiedy ta rodzina się zaczyna? No właśnie! Jak się okazuje to wcale nie jest takie oczywiste. Czy to, że para dorosłych ludzi decyduje się na wspólne zamieszkanie czyni z nich rodzinę? Czy może rodzina jest wtedy kiedy na świecie pojawia się dziecko? Ale czy na pewno para i dziecko to już rodzina? Może niekoniecznie?

Mama i tata spacerują ze swoim dzieckiem

Ostatnio, chcąc nie chcąc byłam świadkinią pewnego wydarzenia. A dokładniej rzecz mówiąc rozmowy. Można powiedzieć nawet, że był to raczej monolog z tych filozoficzno – psychologiczno – socjologiczno – demograficznych.

Karta dużej, czy normalnej rodziny?

Przy okazji zakupu biletów do edukacyjno – zabawowego miejsca dla dzieci, każda osoba kupująca bilet otrzymywała pytanie o to, czy posiada kartę dużej rodziny. Odpowiedź jednej z klientek była szybka, aczkolwiek nie krótka. Brzmiała mniej więcej tak:

„Nie proszę pani, to nie karta dużej rodziny. To karta rodziny NORMALNEJ! Kobieta, która decyduje się tylko na jedno dziecko nie jest w pełni mamą! Matką można się nazwać wtedy, kiedy nie jest się egoistycznym. Teraz kobiety to chcą kariery, pieniędzy i wycieczek. Natomiast dzieci są najważniejsze. To nasza przyszłość!”

I jeszcze był standardowy dodatek, dla osób, które dzieci nie mają lub nie chcą/nie mogą mieć. Czyli coś w stylu: przekona się pani, te wszystkie kobiety dopiero na starość zobaczą, ile straciły. Kto jej poda szklankę wody i lekarstwa, jak już nie będzie mogła się ruszać i wstać z łóżka?

Stałam na tyle blisko, że wszystko słyszałam. Ja, mama jedynaczki, czyli „nie w pełni mama”. Słuchałam. Spojrzałam na osobę sprzedającą bilety i na panią wygłaszającą monolog.

Przeczytaj także: Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

I co zrobiłam?

W sumie to nic. Aż później dość długą chwilę zastanawiałam się dlaczego. Być może dlatego, że ten dzień miał być nasz, rodzinny, mikro-rodzinny. 😉 Nie miałam potrzeby wchodzenia w dyskusję z kimś, kto tak naprawdę jest mi totalnie obcy. Być może dlatego, że dla mnie każda rodzina, w której nie krzywdzi się dzieci, czy też innych członków rodziny, jest (posługując się nazewnictwem owej pani) NORMALNA. Być może dlatego, że w sumie zgadam się ze stwierdzeniem, że dzieci to nasza przyszłość.

Pomyślałam sobie później, że przecież każdy ma prawo do swojego zdania. Czy ma prawo do tego, żeby je wypowiadać, do tego w tak kategoryczny sposób? To już pewnie inna kwestia.

Pomyślałam sobie też o takiej „oczywistej oczywistości”, czyli o tym, że warto samemu zastanowić się:

  • czy to co mam do powiedzenia, może kogoś urazić lub zwyczajnie zranić? Zatem czy na pewno chcę to powiedzieć.
  • czy to co mam do powiedzenia, mój interlokutor (wraz z całym otoczeniem ;)) chce usłyszeć? Zatem, czy na pewno to jest ta przestrzeń, w której chcę się tym podzielić.

Co jeszcze mocno we mnie wybrzmiało?

A to, że pomyślałam sobie o tej kobiecie: oj biedna! Ma tyle niezdrowych przekonań. I złośliwie dodałam jeszcze w myślach sama do siebie, że ona nawet nie wie, jak destrukcyjny wpływ mają one na nią samą.

Dla mnie, tak po ludzku, takie sytuacje są dość ciekawe, czyli to, że niektórzy ludzie przyznają sobie arbitralne prawo do tego, aby oceniać (i głośno komentować) wybory innych. Tak wiem, temat rzeka.

Przy okazji tej sytuacji, po raz kolejny zastanawiałam się nad tym, że znów kobieta kobiecie nie jest wsparciem. W wypowiedzi tej pani, było dużo słów i dotyczyły innych kobiet. Egoizmu, kariery, itp. owych kobiet. No przecież. Tu mężczyzna, mąż, partner, pewnie wg niej, nic nie ma do powiedzenia, już nie mówiąc o jakimkolwiek wsparciu czy odpowiedzialności.

Przeczytaj także: Co ma wspólnego motyl z macierzyństwem?

Dlaczego o tym piszę?

Nie dlatego, żeby powiedzieć, że jako mama jedynaczki czuję się w jakiś sposób obrażona, dyskryminowana (chociaż bilet rodzinny w wielu miejscach jest określany jako bilet dla dwójki dorosłych i dwójki dzieci ;)), czy po prostu było mi przykro. Nie było. Nic z tych rzeczy. Raczej górę wzięło zaskoczenie, pomimo tego, że wiele razy już powtarzałam sobie, że nic mnie już w życiu nie zaskoczy. A tu proszę.

Generalnie jako mama jedynaczki często słyszałam, często dalej słyszę i to od obcych osób:

  • to kiedy następne? (sic!)
  • staracie się o kolejne dziecko, na pewno chcesz mieć syna (inna wersja: pewnie Twój mąż chce mieć syna)
  • robicie dziecku krzywdę skazując je na samotność (hmm?)
  • rozpuścicie dziecko jak dziadowski bicz (yyy?)

Argumenty o szklance wody, czy o tym, kto zrobi mi zakupy jak będę stara, też padają z pewną regularnością.

Jak na to reaguję?

Teraz już nie reaguję. Nie mam potrzeby informowania czy też tłumaczenia się komukolwiek ze swojej sytuacji życiowo – rodzinnej.

Ciekawe jest nie tylko to, że właśnie obcy lub nieobcy ludzie mają w sobie dużo swobody we wchodzenie w życie i decyzje innych. Co więcej, lubią się tam rozgościć totalnie nieproszeni.

Jeszcze bardziej ciekawe jest to, że nikt lub też bardzo mało osób nie ugryzie się w język przed wypowiedzeniem jakiejkolwiek opinii. Niestety nie pomyśli i dlatego też niedojdzie do wniosku, że być może jedno dziecko to konsekwencja problemów zdrowotnych rodziców lub właśnie tego jedynego dziecka. Może rolę odgrywa tu głównie sytuacja finansowa rodziny, czy jej możliwości mieszkaniowe. A może, po prostu potrzeba czy też brak, chęć lub też niechęć do posiadania takiej a nie innej liczby dzieci.

I na koniec…

Drogie mamy, drodzy tatusiowie, drodzy rodzice jedynaczek i jedynaków, dwójki dzieci, trójki czy też szóstki lub ósemki. Wasze rodziny są Wasze. Wasze Dzieci zapewne są dla Was najwspanialsze. Dbajcie o siebie i o nie. W pierwszej kolejności zadbajcie o SWOJE rodziny.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie