Czego szukasz

Poczucie własnej wartości – dlaczego jest takie ważne?

O tym dlaczego tak ważne jest poczucie własnej wartości, co wpływa na jego obniżenie i co możemy zrobić, aby je podnieść i wzmocnić, rozmawiam z Martą Szelejak, która od kilku lat „pomaga kobietom żyć odważnie i w poczuciu własnej wartości i osobistej mocy”. Jak sama również podkreśla – „chce wspierać kobiety, aby stały się „Bohaterkami własnego życia”.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 26/02/2018

Marto mamy porozmawiać o poczuciu własnej wartości. Zacznijmy może od definicji. Co to jest poczucie własnej wartości?

Dla mnie jest to sposób, w jaki o sobie myślę. Czy uważam się za osobę wartościową, która ma bardzo dużo do zaoferowania innym prywatnie i zawodowo, ale czasem popełnia błędy, czy też uważam się za osobę, która jest gorsza od innych, wszystko robi źle, a tylko czasami coś jej się udaje, bo akurat miała szczęście.

Poczucie własnej wartości można porównać do obrazu siebie. A to, w jaki sposób malujemy ten obraz, jakich używamy kolorów, wpływa na to, jakie mamy życie. Bo odbija się na jego wszystkich obszarach – związkach, które tworzymy, sposobie, w jaki wychowujemy dzieci i w tym, co im przekazujemy, a także w pracy, którą wykonujemy.

Poczucie własnej wartości to wiara w siebie. W to, że jestem wystarczająco dobra, aby kierować swoim życiem. To zaufanie, że mam takie cechy i umiejętności, dzięki którym mogę się spełniać zawodowo i prywatnie. To także szacunek do samej siebie i dbanie o siebie.

Co może być przyczyną braku wiary w siebie i we własną wartość?

Najczęstszą przyczyną jest to, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie. Jeśli dorastałyśmy w domu, w którym traktowano nas źle, czyli nasze zdanie było ignorowane, nie poświęcano nam czasu, słyszeliśmy wyzwiska pod własnym adresem czy doświadczyliśmy przemocy fizycznej, to trudno to później odbudować. Takie dziecko wykształca w sobie głębokie poczucie, że nie jest ważne. I to jest głęboka rana na całe życie.

Będąc dzieckiem nie weryfikujemy tego, co mówią nam rodzice czy inne ważne osoby. Jeśli mama mówi, że jesteś np. głupia, dziwna czy inna, przyjmujesz to za pewnik. Nie umiesz zakwestionować takiej opinii. Nie wiesz, że to nieprawda. Jeśli słyszysz to często, wierzysz w to.

Nierzadko w rodzinach musimy zasłużyć na coś – na nagrodę, na uwagę rodziców, na pochwałę. Musimy się starać bardzo mocno, a jeśli nie uda nam się spełnić oczekiwań, jesteśmy karani, wypomina nam się, że np. Ania to dostała 5, więc musi być mądrzejsza. Rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, jak często krzywdzą swoje dzieci. A takie dziecko dorasta i myśli o sobie, że jest niewystarczające, niezdarne, niegrzeczne.

Do tego dochodzi wychowywanie dziewczynek, przykazy, żeby były miłe i nie sprawiały kłopotu. „Pokorne cielę dwie matki ssie”, „Siedź cicho i tak cię znajdą”. Dziewczynkom wiele rzeczy nie wypada, są uczone bierności. Oczywiście nie we wszystkich domach, ale często się tak zdarza.

Drugim obszarem, który ma wpływ na nasze poczucie własnej wartości jest szkoła, w której znów wkłada się nas w ramy. Jesteśmy oceniani według schematów. Często to bardzo krzywdzące.

Budujemy opinie na nasz temat, szczególnie w pierwszych klasach, na podstawie oceny konkretnego nauczyciela. Nie bierzemy pod uwagę, że może się on po prostu mylić.

To, jakie dostajemy oceny w szkole, jest też podstawą tego, jak później jesteśmy traktowani w domu i koło się zamyka.

Trzeci obszar, który kształtuje nasze poczucie wartości, to kontakty społeczne. Najpierw z rodzeństwem, później w przedszkolu i w szkole, a w końcu w pracy i w innych grupach społecznych. Porównujemy się z innymi. Patrzymy najpierw, jakie ktoś ma zabawki, później oceny, ubrania, przyjaciół, a w końcu pracę, dom czy samochód. I te porównania działają albo na naszą korzyść i wówczas mamy okazję się pozornie dowartościować albo na naszą niekorzyść i rodzące się poczucie bycia gorszym.

Nie bez znaczenia, szczególnie dla kobiet, są media. Widzimy piękne kobiety sukcesu, z udanymi karierami, mężami i do tego wspaniałymi, grzecznymi dziećmi. Kobiety, które świetnie wyglądają, są uśmiechnięte i wypoczęte. Nie bierzemy tylko pod uwagę, że to wszystko jest wykreowane. I że prawdziwe życie tych kobiet jest jednak inne. A my się porównujemy z tymi chodzącymi ideałami.

Jakie emocje i uczucia towarzyszą najczęściej niskiemu poczuciu własnej wartości?

Kobieta z niskim poczuciem wartości bardzo często czuje się gorsza od innych. Jakiekolwiek porównania przeważnie wypadają na jej niekorzyść. Patrzy na inne kobiety i myśli, że są lepsze od niej, lepiej sobie radzą w życiu. Nie widzi przy tym całości życia danej kobiety, a ocenia ją tylko przez pryzmat wyglądu czy sukcesu, jaki odniosła.

Często czuje, że nie ma wpływu na własne życie. Nie jest w stanie odważnie usiąść za kierownicą własnego życia. Taka kobieta często nie podejmuje wyzwań, bo nie wierzy, że jej się uda. Woli tkwić w bezpiecznym miejscu, np. w związku, który ją unieszczęśliwia czy w pracy, w której się nie spełnia. Nie wierzy, że jest w stanie coś z tym zrobić.

To wszystko powoduje, że często ma obniżony nastrój, jest wycofana, bierna. Mogą jej towarzyszyć stany lękowe. Może czuć wstyd za to, jaka jest i czym się w życiu zajmuje.

Osoba z niskim poczuciem wartości ma małą samoświadomość. Nie wie, kim tak naprawdę jest, nie zna swoich mocnych stron, za to swoje wady potrafi wymienić obudzona w środku nocy.

Często ma problem z emocjami. Po pierwsze nie umie ich nazwać, a po drugie radzić sobie z nimi. Często tłumi złość i inne „negatywne” emocje. Mówię to w cudzysłowie, bo uważam, że nie ma złych emocji, każda przekazuje nam jakąś informację. Taka osoba stawia innych przed samą sobą, dąży do ich zadowolenia, aprobaty, często kosztem samej siebie. Co ważne, sabotuje własne działania.

Mogę to powiedzieć na przykładzie kobiet, z którymi pracuję na co dzień, czyli właścicielkami własnych firm. Często utykają w impasie, bo nie wierzą w siebie. Stwarzają sobie wymówki – zrobię kolejny kurs i dopiero wtedy będę gotowa. Dowiem się jeszcze więcej o reklamie na Facebooku i wtedy zacznę działać.

I kończy się taki kurs, a ona chowa wiedzę do szuflady i szuka kolejnych wymówek. A tak naprawdę nie wierzy w siebie lub w swój produkt. Nie wierzy, że ma już w sobie wszystko, aby działać. Bardzo często też porównuje się z konkurencją. Nie bierze jednak pod uwagę, że konkurencja działa np. 4 lata dłużej i też zaczynała od zera.

Jak możemy podnieść, poprawić poczucie własnej wartości? Jak pracować nad sobą?

Pierwszy krok to podniesienie samoświadomości. Aby mieć poczucie, że jestem wartościową, fajną osobą, to muszę wiedzieć, kim tak naprawdę jestem.

Określić, co jest dla mnie w życiu ważne, jakie mam potrzeby. Ale także jakie są granice, które chcę postawić innym. Należy nawiązać kontakt z tą najgłębszą cząstką mnie, niezależną od pełnionych ról i powinności, które czynię w życiu. Przyjrzyj się, jaki jest ten obraz siebie obecnie? Jak byś siebie opisała? Gdybyś miała narysować swój portret, to jakby wyglądał?

Posłuchaj i najlepiej wynotuj to, co do siebie i o sobie mówisz w ciągu dnia. Jakimi słowami siebie opisujesz? Jeśli mówisz do siebie w negatywny sposób, w jaki nie powiedziałabyś do nikogo innego, to czas się sobą zaopiekować.

Bardzo trudno wykonać ten pierwszy krok. Wymaga odwagi, aby przyznać, że coś w naszym życiu jest nie tak. Na co dzień żyjemy w strefie komfortu, o której już wspomniałam. Aby zaszła zmiana, musimy sobie uświadomić, że teraz jest po prostu niewygodnie w miejscu, w którym jesteśmy. Musimy podjąć decyzję, że coś zrobię z moim życiem. I że wytrwam, pomimo trudności. A one na pewno się pojawią.

Drugi krok to samoakceptacja. Rozumiem to przez przyjęcie tego, jaka jestem, z całym zestawem wad, błędnych decyzji, nieprzemyślanych działań. Ale też z całym zestawem pozytywnych cech, które czasami trudno nam wyszukać.

To też akceptacja punktu, w którym się obecnie znalazłam. Uporządkowanie przeszłości, czasami wybaczenie innym lub sobie.

To nie jest łatwe, ale trudno będzie iść do przodu bez analizy tego, co sprawiło, że jestem w tym miejscu i co sprawia, że nie idę do przodu.

Trzeci krok to decyzja, co zrobię z tym, co wypracowałam w dwóch poprzednich krokach. Czy zostawiam wszystko, jak jest – różnych powodów, czasami czujemy, że nie mamy siły w tym momencie się z tym mierzyć i to też jest w porządku – czy też spróbuję coś zmienić.

To czas wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Zastanowienie się, co konkretnie chcę zmienić i w jaki sposób. Opracowanie celu i planu.

To jest trudne, szczególnie, jeśli robi się to samodzielnie. Ważne, aby dowiedzieć się, jak to zrobić, aby nie narażać się na kolejne frustracje – że coś planuję, określam kroki, ale tego nie osiągam, więc to dla mnie potwierdzenie, że nie nadaję się do tego. A ten cel jest często po prostu źle sformułowany.

To, co możemy zrobić same, to sięgać po darmową wiedzę, której jest naprawdę dużo w Internecie. Powstają kursy, szkolenia w tym temacie. Są wartościowe książki.

Ja bardzo polecam współpracę z drugą osobą. Gdy myślimy i działamy w jakimś schemacie, to trudno go przełamać. Nie każdy ma umiejętność spojrzenia na siebie z boku lub z innej perspektywy. Z reguły widzimy wszystko tylko przez swoją soczewkę. A inna osoba poszerzy nam pole widzenia. Spojrzy na nas inaczej, bez oceniania. Z ciekawością. Zada pytania, których same sobie nie zadamy. Pomoże zakwestionować to, w co tak bardzo wierzymy na swój temat.

Pewności siebie możesz się nauczyć! To tylko siedem kroków >>>

Czy można określić czas, który jest potrzebny do pracy nad sobą, czy raczej chodzi o systematyczność i wytrwałość?

Systematyczność i wytrwałość jak najbardziej jest potrzebna. Zmiana nie zachodzi w 21 dni. To byłoby cudowne, gdybyśmy mogły w tak krótkim czasie przepracować wszelkie blokady, negatywne przekonania o sobie i obawy.

To jest proces. Nie ma uniwersalnego czasu, w jakim ma się on dokonać. To zależy od tego, jak głęboko w nas jest zakorzeniony brak poczucia wartości.

Jednej kobiecie zajmie to 10 sesji z coachem, ponieważ jej problem polega na dostrzeżeniu własnych mocnych stron, określeniu celu i drogi do niego, a dla innej to będzie terapia trwająca latami.

Nie ma jednego sposobu, jednego podejścia w psychoterapii, które by w cudowny sposób przywracało poczucie własnej wartości. Na każdą z nas będzie działać coś innego. Trzeba po prostu próbować.

Jestem w mojej pracy bardzo wyczulona na to, kiedy mogę pomóc danej kobiecie. Jeśli widzę, że bardziej przydałaby jej się psychoterapia, odsyłam ją tam.

Oczywiście osobnym tematem jest wstyd przed psychoterapią. Nadal wstydzimy się pójść do psychoterapeuty, aby nikt nie powiedział, że coś ze mną jest nie tak i sama sobie nie radzę. A to żaden wstyd. Ja uważam, że to świadczy o tym, że jestem dla siebie ważna i chcę sobie pomóc. Z troski o siebie i swoich najbliższych.

Zawsze powtarzam, że tylko kobieta, która wierzy w siebie, jest w stanie podobnie wychować swoje dzieci. Szczególnie córki.

Marzę o tym, abyśmy wychowały nowe pokolenie kobiet – mądrych, odważnych, znających własną wartość. Moją misją jest to, aby kobiety były ważne dla samych siebie i żeby tego uczyły swoje córki.

A co z wewnętrznym krytykiem?

Wewnętrzny krytyk to taki głos, który szepcze nam: „Nie jesteś wystarczająco mądra”, „Nie uda ci się”, „Jesteś za stara/za młoda”, „Za kogo ty się masz?”.

Nadaje czasami przez cały dzień. Jest upierdliwy i nieustępliwy. Blokuje wszelkie działania i sprawia, że nie podejmujemy wyzwań. Oddajemy mu władzę nad naszym życiem.

Jak się przysłuchamy, okazuje się, że mówi głosem naszej matki, naszego ojca, nauczyciela, ciotki, która zawsze nas krytykowała. A my go słuchamy i mu wierzymy. Nie kwestionujemy tego, co nam mówi, przyjmujemy to za pewnik. A w gruncie rzeczy to są tylko wpojone nam negatywne przekonania na temat świata i siebie. Czasami wystarczy jedna rozmowa, aby go rozbroić.

Często nie zauważamy, że to, co nam mówi, jest absurdalne. Ale gdy zaczynamy mu się przysłuchiwać widzimy, że wcale nie ma racji.
Jego zadaniem jest nas chronić, ostrzegać.

Nie polecam walki z nim. Zalecam go oswoić. Porozmawiać, dowiedzieć się, o co mu chodzi. Zaakceptować, bo ma go każda z nas. Nie znam osoby, która by go nie miała. Ja swojego oswoiłam i odebrałam moc sprawczą w moim życiu.

Jak utrwalić w sobie wypracowany proces zmian?

Po pierwsze trzeba go chcieć. Nic się nie zadzieje bez naszego zaangażowania. Żaden specjalista nie zamacha czarodziejska różdżką i w cudowny sposób nas nie odmieni.

Po drugie trzeba się przygotować na to, że czasami będzie naprawdę trudno. I wytrwać w tym najtrudniejszym momencie.

Po trzecie trzeba pamiętać, że to jest naprawdę proces. Jak już wspomniałam, to się nie zadzieje w ciągu 21 dni. Stare schematy myślenia i działania będą wracać, to nieuniknione. Gdy zachowamy się znów w sposób nie do końca taki, jakbyśmy chciały, nie należy się obwiniać i mówić, że to wszystko na marne. Należy to zaakceptować. I następnym razem spróbować inaczej.

Dobrze też odpowiedzieć sobie na pytanie, po co mi ta zmiana? Co dla mnie znaczy poczucie własnej wartości? Jak zmieni się moje życie, gdy zacznę bardziej w siebie wierzyć? Co wtedy będzie w moim zasięgu? Kto na tym skorzysta?

Odpowiedź na te pytania będzie naszą naturalną motywacją do zmian. A gdy jeszcze zapiszemy odpowiedzi, będziemy mogły do nich wracać w chwilach zwątpienia.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Zdjęcie: www.sawinscy.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Gaz rozweselający – czy warto stosować go u stomatologa?

Nie wszystkie dzieci dobrze znoszą wizytę u stomatologa. Są oczywiście takie, które z zaciekawieniem obserwują jego pracę i pozwalają właściwie na wykonanie każdego niezbędnego działania. Bardzo dużo dzieci fotela stomatologicznego panicznie się boi. Uspokoić takie dziecko jest bardzo trudno, a w takiej sytuacji o przeprowadzeniu jakiegokolwiek leczenia właściwie nie ma mowy. W tego typu sytuacjach użycie gazu rozweselającego jest absolutnie wskazane.
  • Alicja Zielińska - 16/01/2020
Dentysta i dziecko leżące w fotelu stomatologicznym w gabinecie

Do czego służy dentyście gaz rozweselający?

Gaz rozweselający dla dzieci stosowany jest jako jedna z form sedacji wziewnej. Jej podstawowym celem jest wyciszenie i uspokojenie małego pacjenta przed czekającym go zabiegiem. Skala badań, leczenia, zabiegów wykonywanych u stomatologa dziecięcego jest bardzo różna i nie zawsze wymaga takiego wspomagania.

Jeśli jednak opanowanie strachu dziecka przed dentystą jest niemożliwe, a lekarzowi utrudnia to przeprowadzenie najmniejszej choćby interwencji stomatologicznej, pomoc takie wspomagacza może się okazać nieoceniona. Trzeba jednak zaznaczyć, że gaz rozweselający, czyli podtlenek azotu, nie ma żadnego działania przeciwbólowego. Jego podanie nie doprowadza również do wyłączenia świadomości. Tutaj chodzi jedynie o wyciszenie pacjenta i opanowanie jego strachu.

Działanie gazu rozweselającego dla dzieci

Gaz rozweselacjący podaje się w formie sedacji wziewnej. Mały pacjent zostaje poproszony jedynie o miarowe oddychanie przez podaną mu maseczkę, z której ulatnia się mieszanka tlenu i podtlenku azotu. Przyjęcie gazu rozweselającego prowadzi do zmniejszenia napięcia i niepokoju, lęk odczuwany przed wizytą się znacznie zmniejsza.

Samo uspokojenie przychodzi bardzo łagodnie, ale jednocześnie podanie gazu pozwala na szybkie indukowanie i wychodzenie pacjentów ze stanu otępienia, w który wprowadza gaz. Otępienie to jest bardzo delikatne, chodzi bowiem między innymi o zachowanie możliwie dobrego kontaktu między lekarzem a pacjentem. Komunikacja ta w przypadku leczenia stomatologicznego jest bardzo ważna.

Przeciwwskazania do stosowania i skutki uboczne gazu rozweselającego

Podanie gazu rozweselającego jest bardzo bezpieczne. Zaletą tej metody jest również błyskawiczne wyjście pacjenta ze stanu sprzed podania nadtlenku azotu. Zdarza się jednak, że u niektórych pacjentów wywołuje on nudności lub wymioty.

Przeciwwskazaniem do jego stosowania są niektóre choroby neurologiczne. Absolutnie nie może podać go dzieciom chorym na stwardnienie rozsiane lub porfirię. Oczywiście nie podaje się go również, jeśli dziecko cierpi na nieżyt nosa, ma skrzywioną przegrodę nosową lub cierpi na choroby płuc.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: własność partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska

Ekologia w wielkim mieście

Dzisiaj ekologia przestaje już być niszowym tematem, który interesuje jedynie grupkę aktywistów. Coraz więcej osób uświadamia sobie, że w XXI wieku musimy zmierzyć się z kilkoma globalnymi problemami, zagrażającymi naszej planecie, które będą wymagały od nas wypracowania w społeczeństwie odpowiedzialnych postaw ekologicznych.
  • Małgorzata Krzyworączka - 16/01/2020
dziewczyna porusza się na rowerze po mieście

Ekologia w mieście

Ekologia, to dziś kolejny temat do rozważań, a tematem przewodnim będzie ochrona środowiska w miastach. Niestety miasta bardzo obciążają środowisko naturalne, co w dłuższej perspektywie negatywnie oddziałuje także na ich mieszkańców.

Dlatego wszelkie inicjatywy podejmowane w dużych miastach są niezwykle ważnym katalizatorem zmian proekologicznych, gdyż przynoszą korzyści nie tylko dla środowiska, ale też poprawiają jakość życia mieszkańców dużych aglomeracji.

Ludzie zamieszkujący zurbanizowane przestrzenie, dzięki swojej liczebności i uporowi mogą sporo zdziałać w tej kwestii, a nagrodą będzie zrównoważone miasto i wyższa jakość życia. Ekologia to temat złożony, więc warto najpierw sobie uświadomić, jakie grzechy wobec Matki Natury są popełniane w miastach.

Ciemna strona miasta

Duże aglomeracje są skupiskami, które bardzo obciążają nasze środowisko poprzez emisję gazów cieplarnianych, rekordowe zużycie energii, hałas czy smog. Im większe miasto, z rozległymi przedmieściami, tym większe szkody dla środowiska.

Po pierwsze, są to niestety tereny “odebrane” naturze. Rozlewające się przedmieścia wymagają rozbudowy sieci dróg, co z kolei zużywa zasoby i energię do ich budowy. Potrzebne są także inne infrastruktury, chociażby kanalizacja.

Do tego mieszkańcy obrzeży muszą przemieszczać się na duże odległości, aby dotrzeć do centrum (do pracy, do szkoły, do lekarza). Ludzie najczęściej wykorzystują własne samochody, aby dostać się do centrum, co powoduje emisję spalin.

Król samochód

Infrastruktura większości polskich miast przez lata rozwinęła się w ten sposób, że wymusza na nas korzystanie z samochodu, tudzież komunikacji miejskiej. Powodem są duże odległości. Przemieszczanie się własnym samochodem, nawet na niewielkich odległościach, jest zjawiskiem niezwykle popularnym w Polsce, ale niestety najmniej ekologicznym.

Aut z roku na rok przybywa, a jednocześnie potrzebują one miejsc parkingowych, więc zabierają powierzchnię. Są także przyczyną smogu i hałasu. Nie owijając w bawełnę: samochody zdominowały nasze miasta, co także ma wpływ na życie ich mieszkańców. Korki, pośpiech, zanieczyszczone powietrze, chodniki trudne do przejścia, zamienione na parkingi dla samochodów. To są miejskie realia. A gdzie ekologia?

Zrównoważony, ekologiczny transport

Jaki jest najbardziej ekologiczny transport? Przemieszczanie się pieszo, choć to nie zawsze wchodzi w grę. Warto rozważyć korzystanie z komunikacji miejskiej. Z pewnością rozbudowana sieć ścieżek rowerowych zachęciłaby sporo mieszkańców miast do wybrania roweru bądź hulajnogi. A co z mieszkańcami okolicznych miejscowości, którzy potrzebują dostać się do centrum miasta i codziennie pokonują spore odległości własnym autem? Czy parking na obrzeżu miasta połączony z pętlą autobusową bądź tramwajową zachęcą ich do dalszej podróży komunikacją miejską? Na pewno tak. I na pewno ekologia w mieście mogłaby bardziej się rozwinąć.

Jak rowery mogą uratować świat

To tytuł książki Petera Walkera, którą chciałabym polecić wszystkim decydentom w dziedzinie urbanizacji miast. Mówiąc o zrównoważonym rozwoju miast, nie sposób nie wspomnieć o tej książce.

W dobie podejmowania kluczowych decyzji odnośnie rozluźnienia ruchu na ulicach zakorkowanych miast, Walker podaje alternatywę, jaką jest rower.

Autor przytacza argumenty, badania oraz liczne przykłady z miast, gdzie rozbudowa bezpiecznej infrastruktury dla rowerzystów nie tylko poprawiła jakość życia, ale też przyniosła korzyści gospodarcze. Podaje liczne powody, dla których warto jeździć rowerem.

Może znasz słynny na cały świat blog copenhagen cycle chic, na którym fotograf z Kopenhagi publikuje zdjęcia uwiecznionych na ulicach swojego miasta rowerzystów. Są to zwykli ludzie w drodze do pracy czy szkoły.

Naprawdę można się zainspirować. Kopenhaga to jedno z nielicznych miast w Europie, gdzie rowerów jest więcej niż samochodów. Rowery są tu traktowane jako najszybszy środek transportu.

Wymarzone miasto

Walker w swojej książce mówi o nowym modelu konkurencyjności miast. Okazuje się, że w Europie nie ocenia się ich po “ruchliwych drogach, ale raczej po przyjaznych ludziom ulicach z kawiarnianymi ogródkami na chodniku”.

Dla mnie to przede wszystkim miasto bezpieczne i przyjazne ludziom, z zielonymi skwerami, parkami i ulicami zamkniętymi dla ruchu samochodowego. Tętniące życiem ulice i ogródki, w których można wypić kawę. Czyste powietrze, bezpieczna infrastruktura dla pieszych i rowerzystów, darmowa i sprawna komunikacja miejska, z której mogą korzystać osoby starsze i rodzice z małymi dziećmi.

Mieszkańcy mojego wymarzonego miasta to osoby aktywnie żyjące, dbające o siebie i środowisko. To ludzie, którzy czują się tu bezpiecznie. A ekologia jest dla nich ważna.

Idealne miasto, to także wysokie opłaty z tytułu parkowania w przestrzeni miejskiej, które zniechęcają do korzystania z samochodów oraz sieć parkingów typu park&ride, które umożliwiają przesiadkę na komunikację miejską przy wjazdach do miasta.

Mimo stale rosnącej liczby rowerów w Polsce, na ulicach wciąż przeważają samochody. Daleko nam jeszcze do Danii czy Holandii, gdzie ścieżki rowerowe, odizolowane do ruchu samochodowego, buduje się od 40 lat. Dzisiaj przesiadka na rowery to nie jest wyłącznie sprawa mody i zdrowia, ale odpowiedzialności za naszą okolicę, miasto, kraj i za naszą planetę. Jakość życia w miastach w dużym stopniu zależy od tego, jak się po nich poruszamy i jaki ma to wpływ na nasze środowisko.

ulica w Sandomierzu
Urokliwe miasto Sandomierz i jedna z ulic zamkniętych dla ruchu samochodowego.

Zobacz też dlaczego zero weste to nie chwilowa moda, a konieczność!

Miejskie parki

Zieleń w mieście to podstawa. Ludzie zawsze zakładali ogrody. Znajdowali w nich ukojenie, odpoczynek, chłód i bliskość natury. Parki w mieście to namiastka dzikiej przyrody w centrum zgiełku i betonu. Ekologia to nie tylko segregowanie śmieci, lecz także życie w harmonii ze sobą i światem.

Dlatego człowiek w naturalny sposób potrzebuje być blisko natury, bo jest jej częścią. Parki w miastach to zielone wysepki wśród betonu, które dają chwile wytchnienia od zgiełku. Tereny zielone w miastach przynoszą potrzebną równowagę, dlatego walczmy o każdy ich fragment.

Krakowski im. Marka Grechuty, wyremontowany i odnowiony w 2018 roku. Aż trudno uwierzyć, że sąsiaduje z jedną z najruchliwszych alei w Krakowie – dwupasmową Aleją Mickiewicza.

Zieleń na wagę złota

Tak naprawdę liczy się każdy skrawek zieleni. Okazuje się, że obetonowane w stu procentach miasto nie jest korzystnym rozwiązaniem. Po pierwsze, w czasie ulewnych deszczy woda nie ma gdzie wsiąknąć. Spływając po betonie nabiera dużych prędkości, ulice zamieniają się w niebezpieczne, rwące rzeki.

System kanalizacji – odprowadzający deszczówkę w czasie takich nawałnic – najczęściej jest niewydolny i dochodzi do podtopień. Dlatego wszelkie zielone skwerki i pasy zieleni przy jezdniach są bardzo skutecznym, naturalnym pochłaniaczem wody podczas deszczu. A w czasie dni upalnych woda ta jest uwalniana poprzez parowanie, dając naturalny efekt ochładzający.

Po drugie drzewa i krzewy stanowią w miastach czynnik chłodzący. Rzucając cień, znacznie ograniczają nagrzewanie się betonowych budynków, a także stanowią swoisty mikroklimat.

Budynki, wokół których rosną duże drzewa, mniej się nagrzewają i nie wymagają tak intensywnej klimatyzacji, która pożera sporą ilość energii, co nie jest rozwiązaniem ekologicznym.

Miejska przestrzeń schronieniem dla zwierząt

Miasta są układem stworzonym i całkowicie zdominowanym przez człowieka, a przecież w przestrzeni miejskiej żyją też zwierzęta. Pozwólmy im żyć przy nas, aby choć trochę przywrócić tę nierównowagę i tak już mocno nadszarpniętej struktury przyrodniczej.

Najbardziej liczebną populacją w miastach są ptaki, choć rzadko je zauważamy. Gołąb czy wróbel w mieście to zjawisko bardzo pospolite. Ptaki żyjące w mieście mają łatwy dostęp do pożywienia, ale za to mniej przestrzeni do gniazdowania.

W centrach powstają wieżowce o szklanych ścianach, trawa jest często koszona, a przez to jest coraz mniej kryjówek dla ptaków. Dlatego świetnym pomysłem są budki lęgowe mocowane w parkach, czy na ścianach budynków. To świetna inicjatywa, która pomaga chronić ptaki. Jeśli chcesz się w to zaangażować, poszukaj informacji w sieci.

Kraków chroni jeże

W wysokiej trawie dobrze czują się także jeże, które często możemy spotkać w miastach. I tutaj wspomnę o pewnej inicjatywie z mojego rodzinnego miasta Krakowa, gdzie zatroszczono się o jeże.

W roku 2019 powstał pilotażowy projekt dbania o zieleń na krakowskich plantach. Tej jesieni liście nie zostaną zebrane, a trawa będzie koszona tylko trzy razy do roku. To pozwoli jeżom bezpieczne przezimować. Jednocześnie liście będą stanowić naturalny nawóz dla drzew i innych roślin. Listopadowe chłody sprawiają, że jeże zaczynają się przygotowywać do hibernacji. Budują tzw gniazdo hibernacyjne. Zbierają suchą trawę i liście. Budują coś w rodzaju ziemianki.

W mieście te zwierzaki mają gorzej, bo nie mają do dyspozycji naturalnych materiałów i budują gniazdo z czego się tylko da, co znajdą wśród śmieci. Często jest to folia która niestety nie sprzyja hibernacji, bo jeż szczelnie owinięty takim materiałem nie ma dostępu powietrza. Przebywa przez kilka miesięcy w bardzo dużej wilgotności. To może powodować grzybicę i inne choroby, dlatego bardzo istotne jest aby stworzyć jeżom przebywającym w miastach dobre warunki do tego aby mogły zahibernować.

Populacja jeży w Polsce znacznie się zmniejszyła. Przyczyną są prawdopodobnie środki ochrony roślin, które mają zwalczać szkodliwe owady w rolnictwie. Niestety spadek populacji owadów sprawia, że coraz trudniej jest tym małym z ssakom zdobyć pokarm w ich naturalnym środowisku, dlatego zbliżają się do człowieka, bo tu łatwiej o pokarm.

Drugim powodem jest fragmentacja siedlisk. Co to oznacza? Poprzez rozbudowę infrastruktury dróg i kolei dzielimy populacje wielu zwierząt, w tym jeży. Utrudnia to przepływ genów. Populacje jeży są coraz mniejsze, a to sprawia że są bardziej podatne na choroby.

Jeśli nie zaczniemy ich chronić, populacja może wyginąć. Dlatego wspierajmy wszelkie inicjatywy.

Jeśli nie zaczniemy chronić jeży, za kilka lat będziemy mogli oglądać je tylko na zdjęciach.

Uciążliwy smog

Czym jest smog i jak powstaje?

To specyficzny rodzaj mogły miejskiej, która powstaje poprzez zmieszanie zwykłej mgły z zanieczyszczeniami emitowanymi do powietrza, czyli dymem i spalinami.

Powstaje, gdy w bezwietrznej i wilgotnej atmosferze następuje zwiększona emisja spalin, pochodzących ze spalania węgla, ropy i substancji ropopochodnych. Jest to tzw. smog londyński, charakterystyczny dla okresu jesienno-zimowego. Tworzy przy temperaturze powietrza – 3 do +5 stopni Celsjusza. Obserwujemy wówczas spadek widoczności.

Zanim nasze miasta staną się zielone, czyste i bezpieczne, z rozwiniętą infrastrukturą dla rowerów i pieszych, musi upłynąć kilka lat, gdyż te działania wymagają czasu i nakładów finansowych. Przez ten czas jeszcze wiele razy będziemy się borykać z uciążliwym smogiem.

Miasta szukają rozwiązań. Przykładowo, Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło w 2019 całkowity zakaz palenia węglem, drewnem i innymi paliwami stałymi w kotłach, piecach i kominkach. Jednak to nie do końca rozwiązało problem, gdyż do smogu w dużej mierze przyczynia się transport oraz gminy ościenne, gdzie wymiana pieców na te nowszej generacji nadal trwa. Dopóki smog w naszych miastach nie zostanie całkowicie wyeliminowany, zaleca się podejmowanie wszelkich starań, aby ograniczyć negatywny wpływ smogu na organizm.

Mamy jeszcze smog fotochemiczny (typu Los Angeles), z którym borykamy się w okresie letnim. Powstaje przy temperaturze 27 do 35 stopni Celsjusza i wilgotności względnej poniżej 70%. Ten smog nie ogranicza widoczności. Źródłem zanieczyszczeń powodujących smog fotochemiczny są spaliny samochodowe. Powstaje w wyniku reakcji chemicznych między składnikami zanieczyszczeń, które aktywują promienie UV.

Smog a zdrowie

Głównymi składnikami zanieczyszczeń powstających na skutek spalania węgla, ropy i substancji ropopochodnych są dwutlenek siarki, tlenek węgla i sadza. W wyniku reakcji chemicznych i fotochemicznych, zanieczyszczenia te przekształcają się w tzw. aerozole atmosferyczne, zwane potocznie pyłem zawieszonym. Jego niewielkie rozmiary oraz lekkość sprawiają, że łatwo przenika przez skórę i układ oddechowy do naszego krwiobiegu. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że około 3,7 milionów ludzi umiera rocznie z powodu zanieczyszczeń powietrza.

Najbardziej niebezpieczne są te najdrobniejsze cząstki określane jako PM 2,5 (2.5 mikrometra = 0,00025 cm). Mają bardzo negatywny wpływ na ludzkie zdrowie. Są szczególnie szkodliwe dla dzieci, osób starszych i ludzi chorujących na choroby serca i płuc. Cząsteczki PM 2,5 odpowiadają za nasilenie astmy, osłabienie czynności płuc, nowotwory płuc, gardła i krtani, zaburzenia rytmu serca, miażdżycę.

Drugim zagrożeniem jest pył PM10. Są to drobinki, których średnica nie przekracza 10 mikrometrów. PM10 łatwo przenika do naszych płuc. Jest szkodliwy z powodu zawartości takich substancji jak benzopireny, furany, dioksyny – jednym słowem, rakotwórcze metale ciężkie.

Stężenie cząstek PM 2,5 i PM10 określa się w mikrogramach na metr sześcienny. Światowa Organizacja Zdrowia ustaliła normę średniego dobowego stężenia pyłu zawieszonego PM2.5 na 25 mikrogramów na metr sześcienny, a dla PM10 to 50 mikrometrów na metr sześcienny.

Jak przetrwać te dni, kiedy powietrze zasnuwa gęsty smog?

Niezbędnym akcesorium jest maska antysmogowa z filtrem HEPA. Miej ją zawsze przy sobie i zakładaj wychodząc z domu gdy jakość powietrza jest zła. Oczywiście przebywanie na zewnątrz trzeba ograniczyć do minimum. Pomocne Ci będą aplikacje, które informują na bieżąco o jakości powietrza w Twojej miejscowości. Ja korzystam z https://airly.eu/map/pl/.

Wiele osób, a także instytucji decyduje się na zakup oczyszczaczy powietrza, które mają poprawić jakość powietrza w budynkach. Są to urządzenia, które eliminują z powietrza pył zawieszony PM2,5 i PM10.

Decydując się na takie rozwiązanie warto kupić oczyszczacz z czujnikiem, który na bieżąco monitoruje stan powietrza w pomieszczeniu. Każdy oczyszczacz powietrza ma określoną wydajność, więc jeśli np. mieszkasz w dwupiętrowym domu jedno urządzenie nie poprawi jakości powietrza.

Chroń skórę przed smogiem

Oprócz ogólnego negatywnego wpływy nasz organizm, związki zawarte w smogu uszkadzają także naszą skórę. Skóra w zimie jest osłabiona i przesuszona, poprzez niekorzystne czynniki pogodowe. Dodatkowo zanieczyszczenia w powietrzu nasilają stres oksydacyjny, co wiąże się z utratą elastyczności i jędrności, odwodnieniem, przebarwieniami, utratą blasku, nadmiernym wydzielaniem sebum. Zanieczyszczania łatwiej przenikają w głąb skóry, która nie ma odpowiedniej ochrony przed smogiem.

W tym przypadku bardzo istotne jest stosowanie kosmetyków które stworzą barierę ochronną dla skóry, wzmocnią jej płaszcz lipidowy oraz dostarczą antyoksydantów, potrzebnych do walki z wolnymi rodnikami. Rano warto stosować kremy ochronne.

Miejski krem ochronny City Outdoor SPF 30, który zminimalizuje bezpośredni kontakt zanieczyszczeń ze skórą. Dedykowany dla osób, które poruszają się w przestrzeni miejskiej.

Wieczorem nie zapomnij o starannym oczyszczaniu skóry, które pomoże usunąć nie tylko makijaż czy pot, ale także wszelkie składniki smogu.

Podczas wieczornej pielęgnacji zadbaj o odpowiednie nawilżenie skóry i dostarczenie jej sporej dawki antyoksydantów. W kremach warto szukać kwasu hialuronowego, witaminy A, C, E, resweratrolu, bioflawonoidów, peptydów, zielonej herbaty czy ginko biloba.

O skórę zadbaj też od wewnątrz poprzez dietę bogatą w antyoksydanty. Źródłem naturalnych przeciwutleniaczy są produkty pochodzenia roślinnego, przede wszystkim warzywa i owoce, ale także produkty zbożowe i ryby.

Rośliny doniczkowe sprzymierzeńcami w walce o czyste powietrze

Wszyscy traktują swój dom jako schronienie przed miejskim smogiem, ale smog z zewnątrz przedostaje się do budynków, a do tego w mieszkaniu syntetyczne materiały wykończeniowe, takie jak wykładziny i meble, dodatkowo wydzielają zanieczyszczenia. Jak poprawić jakość powietrza w mieszkaniu? Sprzymierzeńcem w walce o czyste powietrze w domu są rośliny.

Tak, nasze pospolite rośliny doniczkowe są bardzo skutecznymi filtrami i znacznie poprawiają jakość powietrza, którym oddychamy. To naturalne odświeżacze, które nie tylko oczyszczają powietrze z toksyn ale też upiększają nasze mieszkanie. I nie jest to tylko popularny skrzydłokwiat.

książka rośliny oczyszczające powietrze
Produkowanie czystego powietrza jest proste i przyjemne. “Rośliny oczyszczające powietrze. Zielone filtry antysmogowe” – z tej książki dowiesz się które rośliny najbardziej nadają się na filtry i jakie toksyny niwelują z otoczenia.

Pierwsze badania dotyczące właściwości oczyszczających roślin przeprowadzili naukowcy z Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej NASA. Później do badań przystąpiły kolejne laboratoria. Naukowcy dowiedli, że niektóre rośliny skuteczniej niż inne wchłaniają substancje toksyczne z powietrza

Warto zatem swoje miejsce do pracy, czy pokój, w którym często przebywasz ozdobić roślinami w doniczkach. I jest to łatwiejsze niż myślisz. W miastach organizują się społeczności i grupy, w ramach których można się wymieniać sadzonkami roślin. Wystarczy trochę poszukać w internecie.

Roślina najskuteczniej oczyszcza powietrze gdy znajduje się blisko okna. Wówczas procesy fotosyntezy odbywają się najbardziej intensywnie. Jeśli kwiatek znajduje się 2m od okna, to pobiera już tylko 40% światła słonecznego dlatego tak ważne jest aby umieścić doniczkę jak najbliżej okna.

Ekologia w polskich miastach

Ekologia to szerokie pojęcie. Jak bumerang powraca temat nadwyżek plastiku. Wyprodukowaliśmy go już straszne ilości. Temat jest palący, więc aby powstrzymać dalszą produkcję na świecie, powstają inicjatywy i ruchy, które działają w tym zakresie. Obserwujemy kolosalną zmianę świadomości w zakresie szkodliwego wpływu plastiku na środowisko naturalne. Godny uwagi jest fakt, że nie są to tylko lokalne inicjatywy, lecz także działania na szczeblu samorządowym.

Przykład miasta Legnicy

Wzorem kilkuset miast z całej Europy, które zapoczątkowały akcje radykalnego ograniczania odpadów, wyzwanie podjęły też niektóre polskie miasta. Legnica w tym roku zainaugurowała akcję edukacyjną pod hasłem “zrywam z plastikiem”. Ma ona na celu zachęcenie mieszkańców do ograniczenia plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku, reklamówek, słomek, kubków jednorazowych czy butelek. Miasto przygotowało spot reklamowy.

Miasta ograniczają jednorazowe opakowania

Wałbrzych wprowadził całkowity zakaz używania jednorazowych, plastikowych opakowań oraz naczyń i sztućców w instytucjach miejskich, a także na imprezach organizowanych przez miasto Wałbrzych. W Urzędzie Miasta Krakowa również mają zniknąć jednorazowe sztućce i kubeczki oraz plastikowe gadżety promocyjne. Za to mają pojawić się kosze do segregowania odpadów. Do akcji promującej życie bez plastiku przyłącza się też miasto Gdańsk.

Miejmy nadzieje, że niebawem do akcji dołączą się kolejne miasta, a za przykładem władz miejskich pójdą także mieszkańcy. A ekologia będzie świadomie realizowana w szerszym zakresie.

Zdjęcia: Małgorzata Krzyworączka

Zdjęcie tytułowe: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Małgorzata Krzyworączka
Mama dwójki wspaniałych dzieci - Ani i Tomka. Prowadzi sklep internetowy z naturalnymi kosmetykami Fasja.pl
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail