Czego szukasz

7 kroków do zbudowania pewności siebie

W siedmiu krokach odczarujemy pewność siebie. To nie cecha nabyta, przypadająca w udziale niewielu szczęśliwcom. To stan umysłu, który można w sobie wypracować. Do pracy zatem!

  • Sylwia Bujko - 08/05/2019
młoda, szczęśliwa, uśmiechnięta kobieta

1. Zacznij od środka!

Wszystkie Twoje myśli, słowa i czyny mają jedno źródło: Twój umysł. To w nim rodzą się pomysły, nadzieje, wątpliwości, obawy. Tam właśnie tworzysz obraz siebie – bliski lub odległy od Twojej rzeczywistości.

Nie doceniamy mocy naszych myśli i przekonań oraz ich wpływu na nasze decyzje i działania. Warto mieć świadomość swoich wartości, aby móc świadomie żyć zgodnie z nimi. W ten sposób obraz nas samych stworzony wewnątrz umysłu najprędzej znajdzie swoje lustrzane odbicie w rzeczywistości na zewnątrz. Taka spójność i głębokie osadzenie w sobie jest punktem wyjściowym do budowania pewności siebie.

2. Znajdź swoją siłę!

Wyobraź sobie małe źródełko. Im dalej strumyk płynie, tym większej nabiera siły. Wartko zmienia się w rzekę o rwącym nurcie. Wciąż nabiera mocy. Tak samo może być z Twoją wewnętrzną siłą. Rośnie im częściej jej używasz. Jest jak mięsień, który uodparnia się na ciężar, dzięki ciągłym powtórzeniom ćwiczenia. Sam z siebie nie urośnie tylko za sprawą myśli. Zmierz się z wyzwaniem. Nawet jeśli nie zwyciężysz, wzmocnisz swoje wewnętrzne mięśnie, podniesiesz swoją odporność.

Nie chodzi tak naprawdę o zwycięstwa, a o ciągłe stawanie w szranki i ćwiczenie wewnętrznej siły. Tylko dzięki niezłomnemu działaniu przeistoczysz małe źródełko w potężną siłę natury.

3. Rozwiń swoje kompetencje!

Dzięki temu, że ciągle podejmujesz działania i mierzysz się z wyzwaniami, podnosisz swoje kompetencje. Rozwijaj umiejętności świadomie. Zauważ, jakich jeszcze potrzebujesz, żeby odnieść sukces w wybranej przez Ciebie dziedzinie. Im większą masz wiedzę i doświadczenie, tym lepsze podejmujesz decyzje.

Skuteczność, z jaką działasz, podnosi Twoją pewność siebie, którą opierasz na faktach czyli Twoich konkretnych osiągnięciach, a nie jedynie na swoim przekonaniu lub wyobrażeniu, że potrafisz sobie z czymś poradzić. Tak stworzysz pozytywne „błędne koło”: im trudniejsze cele i większe są wyzwania, którym skutecznie stawiasz czoło, tym bardziej rośnie Twoja pewność siebie. Im ona jest większa, tym śmielsze cele wybierasz.

4. Wierz w siebie!

Jeśli Ty w siebie nie uwierzysz, dlaczego ktoś inny miałby? Jeżeli nie ufasz sobie, swoim umiejętnościom i decyzjom, czemu inni mieliby Ci zaufać? Wiara w siebie nie oznacza myślenia życzeniowego: „dam radę”, kiedy dość oczywiste jest, że nie dasz. Tak jak Marta: uczy się niemieckiego od kilku miesięcy i aplikuje na stanowisko, na którym wymagana jest biegła znajomość tego języka. Może bardzo mocno w siebie wierzyć i być niezwykle pewna siebie, a jednak to nie wystarczy, by odniosła sukces na rekrutacji.

Samo myślenie bez działania to za mało. Wybieraj bitwy, które możesz wygrać, a one nakarmią poczucie pewności. Dzięki nim wiara w siebie będzie rosła. Nie obawiaj się jednak błędów i nie mierz zbyt nisko. Szacuj realnie Twoje szanse, mierz siły na zamiary. Tak zbudujesz zdrową wiarę we własne możliwości. Twój fundament będzie solidny bo stworzony z faktycznych sukcesów i empirycznych dowodów Twojej skuteczności.

5. Poczuj własną wartość!

Pewność siebie jest skorelowana z poczuciem własnej wartości. Jaką reputacją cieszysz się sama przed sobą? Czy lubisz siebie? Gdybyś była kimś innym, chciałabyś przebywać w Twoim towarzystwie? Zdrowe poczucie własnej wartości jest podstawą dla równie zdrowej pewności siebie. Widzimy nieraz, że niska samoocena ukrywa się za fasadą sztucznej pewności, właściwie arogancji i brawury. Osoba ze zdrową samooceną, osadzona w sobie, nie potrzebuje nikomu niczego udowadniać. Obce jej są chełpliwość i wyniosłość.

Wielu ludzi zmaga się z niską samooceną, niosąc wiele ran z dzieciństwa. Poczucie własnej wartości jest bardzo kruche w dzieciach, a rodzice nieświadomie – nierzadko sami borykający się z tym problemem – jeszcze je obniżają. Jako dorośli możemy jednak podjąć odpowiedzialną decyzję, że sami zadbamy o swoją wartość. Najłatwiej połączyć ją z poczuciem swojej sprawczości i skuteczności, z samowystarczalnością i ze zwiększaniem stopnia kontroli, jaką świadomie sprawujemy nad naszym życiem.

Sprawdź  jeszcze, dlaczego tak ważne jest poczucie własnej wartości >>>

6. Odważ się!

Czy to odwaga bierze się z pewności siebie czy może pewność siebie wynika z odwagi? Równie długo możemy rozstrzygać, co było najpierw – jajko czy kura? Jedno bez drugiego nie ma szans istnieć.

Odwaga to nie nieustraszoność w obliczu zagrożeń. Odważni boją się tak samo. Jedyne, co ich odróżnia od tchórzy, to działanie. Boją się i robią. Nie musisz walczyć ze swoim strachem, niepewnością i wątpliwościami. Bój się i rób! Popełnisz zapewne błędy i to dobrze! Im więcej błędów, tym krótsza droga do rozwiązania.

Odwaga również jest niczym mięsień. Ćwiczony rośnie i jest gotów na więcej. Kiedyś prezentowanie przed kilkoma osobami napawało Anię przerażeniem. Bała się i mimo to prezentowała, najpierw przed małymi grupami, potem przed coraz większą liczbą osób. Aż oswoiła prezentacje i dziś w ogóle nie czuje strachu przed nimi. W ten sposób małe krople odwagi wypłukują strach i niepewność. Jedna po drugiej.

7. Spełnij swoją przepowiednię!

Oto wracamy do środka, skąd zaczęłyśmy, czyli do umysłu. „Jeśli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację.” – stwierdził Henry Ford i oczywiście… miał rację.

Twoje nastawienie, przekonania na swój temat i wiara w swoje możliwości są punktem wyjściowym dla „przepowiedni”, jaką na swój temat tworzysz. Nieraz naciskamy mentalny gaz, zaciągając hamulec ręczny – i kręcimy się w kółko, sabotując własne cele. Same przepowiadamy sobie porażkę. Czy słyszysz ten głos w Twojej głowie, który Ci mówi, że jesteś nie wystarczająco dobrą – matką, żoną, pracownikiem, szefem, córką, siostrą? Ten głos to nie wyrocznia. A co, gdyby Ci powiedział, że już jesteś wystarczająco dobra? Możesz być jeszcze lepsza, ale to jaka jesteś już teraz, jest w porządku. Jak by Ci wtedy było?

Ze świadomością, że jesteś OK i może być tylko lepiej, jaką piękną przepowiednię o sobie byś stworzyła?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Sylwia Bujko
Certyfikowany coach. Specjalizuje się w pracy z mamami, które chcą łączyć macierzyństwo z karierą. Manager operacyjny w międzynarodowym koncernie w branży nieruchomości, Apleona Real Estate. Zarządza zespołem ponad 60 osób. Ma 10-letnie doświadczenie w biznesie (m.in. w budowaniu i prowadzeniu zespołów, CRM, BD, HR). Autorka platformy coachingowej https://www.sylwiabujko.pl/. Prywatnie mama Janka (2014) i Dianki (2018).

Żyć szczęśliwie = bez Facebooka? Jaki wpływ mają na nas social media?

Wielu z nas nie wyobraża sobie już życia bez Facebooka, Instagrama, Twittera czy Snapchata. Social media są oczywistą i naturalną częścią naszej codzienności. Czy jednak przez to jesteśmy szczęśliwsi? Jak wskazują badania przeprowadzane przez ostatnie lata – niekoniecznie.
  • Karolina Wojtaś - 10/07/2019
młoda kobieta z telefonem w ręce

Jaki wpływ mają na nas social media?

Choć niemal każdy z nas skarży się na za krótką dobę, okazuje się, że na social media znajdujemy czas. Według raportu firmy McKinsey („Cyfrowi Polacy – przyśpieszenie e-rewolucji”) aż 72% Polaków między 15 a 64 rokiem życia codziennie korzysta z Facebooka i innych mediów społecznościowych.

Z kolei według Mediakix, przeciętny człowiek spędza w social media aż około 5 lat swojego życia – przy założeniu, że spędzamy około 40 minut dziennie w serwisie YouTube, 35 minut na Facebooku, 25 minut na Snapchacie, 15 na Instagramie oraz minutkę na Twitterze, który w naszym kraju nie jest jeszcze szalenie popularny.

Czy jesteśmy tego świadomi? Oczywiście. Wszyscy wiemy, że podczas przeglądania nowych wpisów znajomych czy oglądania zarekomendowanych przez nich filmów czas ucieka w szalonym tempie. Część z nas regularnie obiecuje sobie ograniczenie czasu spędzonego właśnie w social mediach, niektórzy nawet ostatecznie rezygnują z wirtualnego życia. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w jednym z badań aż 41% użytkowników Facebooka i Instagrama stwierdziło, że media społecznościowe zabierają im za dużo wolnego czasu (za: Independent.com).

Social media – pożeracze czasu

O współczesnych młodych ludziach, uzależnionych od social mediów, mówi się, że są próżni i skoncentrowani na sobie. To niekoniecznie tak. Potrzeby uznania i przynależności, czyli ostatnie w znanej piramidzie Maslowa, są nie tylko naturalne, ale i bardzo silne. Kiedyś spełnialiśmy te potrzeby, spędzając czas w towarzystwie bliskich i znajomych, a poziom sympatii wobec własnej osoby można było ocenić poprzez ilość zaproszeń na domówki czy choćby grille. Dzisiaj uznanie i przynależność do grupy definiują „lajki” na Facebooku oraz pozytywne komentarze.

Oczywiście zdobycie uznania w mediach społecznościowych jest znacznie trudniejsze niż uzyskanie sympatii poprzez uczestniczenie w imprezie „na żywo”. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę działalność tzw. „hejterów” czy znacznie większą gotowość ludzi do krytykowania, gdy są oddzieli od prawdziwego świata ekranem.

Facebook = problemy z samooceną

Zarówno ta krytyka (którą rzadko można nazwać konstruktywną), jak i hejt, mocno zaniżają nasze poczucie wartości. Na problemy z samooceną u osób korzystających z Facebooka ma także wpływ naturalne porównywanie swojego życia z tym, co widzimy na ekranie, czyli z „idealnym” życiem znajomych. Wyniki badania przeprowadzonego w Kopenhadze wskazują, że ludzie nagminnie korzystający z Facebooka często cierpią na „facebookową zazdrość”. Czego zazdrościmy?

Wszystkiego – wakacji w Grecji, szczęścia rodzinnego, narodzin nowego członka rodziny (nawet, gdy sami nie planujemy kolejnego dziecka), pracy i pasji. Zazdrościmy, bo informacje, które widzimy na ekranie, są umiejętnie podane. Nikt nie wspomni o awanturze z mężem i podejrzeniach o niewierność, a fotki z Grecji, na których para promienieje szczęściem, w ogóle nie nasuwają takich podejrzeń.

Fotografia noworodka w objęciach mamy, z przeszczęśliwym ojcem przy boku, nie pozwalają sądzić, że oboje są zmęczeni, a on to właściwie zastanawia się, kiedy minie jej baby blues. Widzimy to, co mamy zobaczyć – lukier, słodycz, szczęście. I wierzymy, że ktoś tak żyje, w wiecznym uśmiechu, w wiecznej radości. Tylko dlaczego to nie jesteśmy my?

Facebook ma zatem ogromny wpływ na naszą samoocenę – po pierwsze, z racji wspomnianego dysonansu między „udanym” życiem innych a własnym (krzyczące, nieposłuszne dzieci, kiepska praca z czepiającym się szefem, mąż, któremu trzeba palcem wskazać, gdzie jest zmywarka). Po drugie, z racji porównywania choćby swojej… sylwetki.

Badania Martina Graffa z University of South Wales wskazują, że kobiety spędzające mniej niż godzinę dziennie na Facebooku znacznie pozytywniej oceniają swoją figurę niż te, które lubują się w przesiadywaniu w social mediach. Dlaczego? Bo te pierwsze nie stykają się tak często z wyidealizowanymi fotografiami, więc po prostu bardziej siebie lubią.

Samotność w obliczu social mediów

Na samym końcu, choć nie najmniej ważne, są problemy z nawiązywaniem głębszych relacji oraz samotność – one także są skutkiem nadmiernego korzystania z social mediów. Jak udowodnili badacze, dłuższe braki w komunikacji niewerbalnej (gesty, dotyk, spojrzenie) powodują, że oceniamy nasze życie jako gorszej jakości – pewnych komponentów komunikacji nie da się zastąpić nawet najbardziej odpowiednim emotikonem.

Im dłużej nie spotykamy się z ludźmi albo spotykamy się tylko w sieci, tym bardziej jesteśmy też narażeni na samotność. Wchodzimy w koło wzajemnej gloryfikacji, lajkujemy, komentujemy i wstawiamy swoje „idealne” zdjęcia, a w ostateczności i tak potrzebujemy kogoś, komu można byłoby się zwyczajnie wygadać, powiedzieć: „Ale mam beznadziejny dzień”. Problem w tym, że im więcej czasu spędzamy w social mediach, tym mniej poświęcamy na kontakty „w realu”. Te zaległości czasem trudno odrobić. Skutek? Głębokie poczucie osamotnienia.

Social media mogą być ok. Pod pewnymi warunkami

Coraz więcej osób decyduje się na ucieczkę od social mediów, choć to najbardziej kategoryczne rozwiązanie. Ty nie musisz tego robić. Wystarczy, że ograniczysz czas spędzany na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. I zaczniesz traktować media społecznościowe jako dodatek do prawdziwego życia, a nie jego zastępnik.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Wakacyjna apteczka – co powinnaś do niej spakować?

Czym charakteryzują się wyjazdy z dziećmi? Między innymi tym, że są nieprzewidywalne. Może nie wydarzyć się nic, a może dziać się naprawdę sporo – upadki, insekty, problemy żołądkowe…W myśl przysłowia ”przezorny zawsze ubezpieczony” lepiej jest przygotować się na różne dolegliwości przed wyjazdem i mieć pod ręką wakacyjną apteczkę.
  • Kasia Myślicka - 10/07/2019
rodzina pakuje walizkę na wakacyjny wyjazd

Podstawowy zestaw nie zajmuje aż tak wiele miejsca, a skompletować go można pamiętając o kilku najważniejszych zagadnieniach:

  • temperatura i bóle,
  • ochrona przed słońcem,
  • owady i pogryzienia,
  • skaleczenia i upadki,
  • problemy żołądkowe oraz
  • choroba lokomocyjna.

Oczywiście można byłoby wymieniać różne przypadłości w nieskończoność. Jednak nie przesadzajmy z rozmiarem apteczki. Zawsze w końcu można udać się do apteki, a przy poważniejszych objawach lepiej jest skonsultować się z lekarzem.

Wakacje z dziećmi – niezbędne w apteczce

Podstawą, która zawsze powinna być pod ręką przy podróżach z dziećmi jest termometr oraz lek na ból i gorączkę.

Ochrona przeciwsłoneczna

Nie może także zabraknąć ochrony przed słońcem. To nie jest coś co zawiera apteczka, ale traktujmy ten temat poważnie. Przy kupowaniu kremu wybieramy specjalne formuły dla dzieci. Im większy filtr SPF, tym lepiej. Zwłaszcza gdy jedziemy na Południe Europy – 50 SPF nie mniej! Drugi punkt obowiązkowy, to balsam po opalaniu. Nawet, gdy stosowaliśmy krem z filtrem, skóra była narażona na działanie słońca i dobrze jest jej ulżyć i ją nawilżyć. W przypadku oparzenia, koniecznie pokryć skórę pianką na oparzenia.

Komary, kleszcze i inne owady

Spray lub żel przeciw komarom i kleszczom to podstawa, nawet jeśli nie planujemy wakacji w lesie. Dlatego że są wszędzie! Niestety. Z kolei maść łagodząca swędzenie działa cuda. Nie jestem pewna, czy to efekt placebo, ale wystarczy posmarować i narzekanie się kończy 🙂 Jeśli planujemy wakacje na wsi lub w lesie, dobrze jest mieć ze sobą zestaw do wyciągania kleszczy.

Skaleczenia i stłuczenia

To chyba najczęstsza przypadłość wakacyjna – upadki, obtarcia to chleb powszedni przy najmłodszych dzieciach. Podstawą są więc plasterki różnej wielkości, gaza i bandaż, preparat do odkażania ran. Na rozcięcia warto mieć plasterki chirurgiczne. Możemy dodatkowo zaopatrzyć się w żel pomagający w gojeniu się ran, pomaga także na poparzenia. Z kolei na potłuczenia idealny jest żel arnikowy -zapobiega robieniu się guzów. Bardzo wygodny jest w postaci sticku.

Problemy żołądkowe

Najmniej przyjemna przypadłość, niestety może się zdarzyć w najmniej odpowiednim momencie. Biegunka jest niebezpieczna z powodu odwodnienia. Warto mieć przy sobie płyny nawadniające w postaci kropli dla najmłodszych lub saszetek z rozpuszczalnym proszkiem dla starszych dzieci.

Choroba lokomocyjna

Młodszym dzieciom można podawać tylko preparaty ziołowe. Sprawdzone działanie ma imbir. Od 6-tego roku życia można podawać aviomarin. Należy pamiętać, że ma właściwości nasenne. Można także spróbować opaski uciskowej na nadgarstek.

Apteczka przygotowana, walizki spakowane, teraz tylko miejmy nadzieję, że wakacje upłyną w spokoju i nie trzeba będzie do niej sięgać.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kasia Myślicka
Mama kilkuletnich bliźniaków, które stara się zarazić swoją pasją do podróży i aktywnego trybu życia. Od kilku lat mieszka w Prowansji. Po godzinach prowadzi blog Kids&Go, na którym zamieszcza informacje o sprawdzonych miejscach na wyjazdy z dziećmi i praktyczne porady przydatne do planowania rodzinnych podróży.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail