Czego szukasz

Moje dziecko ulega modzie. Jak nie ulegać dziecku?

Złości Cię czasem, że Twoje dziecko ulega modzie? Chce być jak rówieśnicy, a Ty chciałabyś, aby było sobą, indywidualnością, miało swoje zdanie i potrafiło wybierać i myśleć samodzielnie. Jak możemy o to zadbać zapytałyśmy Kasię Kalinowską z Przystanek Relacja – psycholożkę i mamę.

Jak nie ulegać dziecku - porada

Kasiu, do tego wywiadu zainspirowała mnie rozmowa w zespole i takie codzienne mamowe rozterki. O modzie i uleganiu jej przez dzieci. I o nas rodzicach, będących pomiędzy marzeniami dziecka o kolejnym modnym gadżecie, a naszą niechęcią przed wydawaniem pieniędzy na kolejne „głupstwa”. Ulegać, czy nie?

Pomiędzy spełnianiem marzeń dziecka, a naszą niechęcią na kupowanie kolejnych gadżetów istnieje wiele możliwych pomysłów, strategii i rozwiązań, po które możemy sięgać. Już sama ta obserwacja pozwala złapać ciut głębszy oddech i wyjść ze schematu ulegać – nie ulegać.

Zatrzymam się na chwilę przy samym słowie „ulegać”. Proponuję, by czytający nas rodzic zrobił teraz mały eksperyment i sprawdzili ze sobą czy czują w ciele lub w myślach jakąkolwiek różnicę, kiedy używają słowa „ulegam”, a następnie słowa „wybieram”.

Przy którym z tych słów czujecie większą lekkość w ciele, większy spokój, macie poczucie większej sprawczości i jednocześnie więcej ciekawości i otwartości wobec perspektywy dziecka? A przy którym z tych słów czujecie, że niewiele od Ciebie zależy, że to dziecko swoim zachowaniem wymusza na was kolejne zakupy?

Kiedy jako rodzice mamy poczucie wpływu na daną sytuację, mamy świadomość swoich potrzeb i granic, to łatwiej jest nam zobaczyć jakie potrzeby kryją się za prośbą dziecka o zakup kolejnego gadżetu. Mamy wtedy większą otwartość na szukanie takich rozwiązań, które uwzględnią potrzeby obu stron.

Przeczytaj także: Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach na wakacyjnych wyjazdach?

Tym eksperymentem chcę zachęcić do refleksji nad mocą słów, po które sięgamy w komunikacji z dziećmi, samymi sobą i innymi dorosłymi. Używane przez nas słowa wpływają na nasze nastawienie. I często jest tak, że sama uważność na te słowa sprawia, że coś co początkowo było problemem traci na swojej intensywności, a my dostrzegamy nowe perspektywy.

Takiej samej refleksji możemy poddać słowo „głupstwa” użyte na określenie wartości gadżetów wybieranych przez dziecko. Możemy zatrzymać się przy naszej ocenie. Jednak możemy też zainteresować się perspektywą dziecka i zapytać je o to, co mu się w tej zabawce podoba, dlaczego chce ją kupić, jakie ma pomysły na zabawę z nią.

Często okazuje się, że za pomysłem dziecka na zakup zabawki stoi potrzeba kontaktu i bliskości, więc samo bycie zauważonym i usłyszanym przez rodzica niejednokrotnie sprawia, że zakupy nie są już dziecku potrzebne.

Dlatego tak cenne jest bycie uważnym na emocje i potrzeby dzieci, zatrzymywanie się przy nich i okazywanie akceptacji względem nich. I tutaj mamy nadal sporo pracy do zrobienia. Bo myślę sobie, że w pytaniu o to czy kupić dziecku dany gadżet, nie tyle chodzi o samą decyzję. Chodzi o nasz dyskomfort w obliczu emocji dziecka, które pojawia się, gdy odmówimy zakupu. Za pytaniem „kupić czy nie”, kryje się pytanie o to jak odmówić dziecku, by nie okazywało przy tym frustracji, złości, żalu, rozczarowania?

Przeczytaj także: Dlaczego dzieci zachowują się tak, jak się zachowują?

Jeszcze trudno nam zaufać, że obecność tych emocji nie oznacza, że dziecko sobie nie radzi, że trzeba odwracać od nich jego uwagę. To również nie oznacza, że rodzic robi coś nie tak, że powinien natychmiast zrobić coś, by dziecko tych emocji nie czuło.

Emocje, także te trudne, są integralną częścią naszego życia, a akceptacja dla nich, pomaga nam podejmować takie decyzje (nie tylko zakupowe), które nam służą.

W przypadku, kiedy czujemy jasność, że tym razem nie kupimy dziecku zabawki, to poza akceptacją trudnych emocji dziecka, warto sięgać po język osobisty, który skupia się na potrzebach i granicach, a nie na etykietowaniu, zawstydzaniu czy straszeniu. Dziecku naprawdę robi różnicę kiedy zamiast „Ile razy mam ci powtarzać, że nie kupię ci tej zabawki. Możesz to w końcu zrozumieć?”, usłyszy „Widzę, że podoba ci się ta zabawka i jednocześnie nie chcę ci jej kupić. Chcesz posłuchać dlaczego?”

Przeczytaj także: 10 książek o emocjach dla małych dzieci

Dzieci szczególnie szybko łapią wszelkie nowinki. My jeszcze nie wiemy co to jest i z czym się to „je”. One już mają pełną wiedzę na temat nowej akcji gadżetowej, albo o nowej serii zabawek. Czy jest sens tłumaczyć dzieciom mechanizmy działania mody i uodpornić je na jej działanie? Czy dziecko np. w wieku przedszkolnym zrozumie o co nam chodzi?

Widzę sens w tym, by dzielić się z dziećmi naszą perspektywą i wiedzą dotyczącą tego, jak działa rynek mody czy reklamy. Z jednym ważnym zastrzeżeniem. Aby dzielić się po to, by poinformować, poszerzyć świadomość dziecka. Nie po to, by je przestraszyć czy zawstydzić w nadziei, że dziecko szybciej sobie taką wiedzę przyswoi i więcej nie sięgnie po zbędne z naszego punktu widzenia gadżety.

Warto również pamiętać, by zakres treści, którymi chcemy się podzielić, był dostosowany do wieku i stopnia zainteresowania dziecka.

Czasem zupełnie nieświadomie wchodzimy na bardzo poważne tony, niemal akademickie, używamy skomplikowanego słownictwa i zalewamy dziecko potokiem informacji. W takiej sytuacji łatwo przegapić moment, gdy dziecko traci zainteresowanie tym, co do niego mówimy, jest przytłoczone lub przestraszone. I niepostrzeżenie, to co miało być dialogiem z dzieckiem, przechodzi w rodzicielski monolog. Dlatego zachęcam do bycia zainteresowanym perspektywą dziecka, do sprawdzania jak ono się ma w związku z tym, czym się podzieliliśmy.

Moda to jedno, ale w całej tej historii jest jeszcze presja otoczenia, rówieśników i potrzeba nie pozostawania w tyle za nimi. Jak pogodzić nasz brak zgody na kupowanie wszystkich nowinek, z potrzebą dziecka? Pewnie potrzebą dopasowania się do grupy, bycia akceptowanym? Przecież zdarzają się takie sytuacje, że kolega naszego dziecka zawsze ma coś nowego, zabawkę, nowy gadżet i nasze dziecko poprosi nas o to samo. Kupować czy nie? I jak wytłumaczyć, że nie chcemy kupić?

W komunikacji z dzieckiem warto postawić na wspomniany już wcześniej język osobisty. Zdaję sobie sprawę z tego, że wciąż jest nam łatwiej odwoływać się do konkretnych norm, zasad czy ustaleń niż do własnych uczuć, potrzeb i granic. Jednocześnie nie znam lepszego narzędzia, który wspierałby poczucie własnej wartości dziecka i pomagało w znajdowaniu strategii, które zaopiekują potrzeby i nasze i dziecka. Pomimo naturalnych początkowych trudności z jego używaniem, język osobisty szybko wchodzi do codziennej komunikacji, nie tylko z dziećmi.

Ku inspiracji zachęcam do wybrania spośród poniższej listy jednego sformułowania. Zachęcam do stopniowego wprowadzania go w rozmowach z bliskimi. W miejsce być może nawykowo używanych „musisz”, „powinnaś/powinieneś”, „bo ty ciągle”, „bo ty nigdy”, „to twoja wina”, użyj:

  • „potrzebuję…”
  • „jest dla mnie ważne, by…”
  • „nie lubię…”
  • „zależy mi na …”
  • „podoba mi się gdy …”
  • „nie zgadzam się na…”
  • „nie jest dla mnie w porządku, gdy…”

Przeczytaj jeszcze: Bezpieczeństwo dzieci w sieci. Jak o nie zadbać?

A na ile możemy dziecku pozwolić? Jest jakaś granica, norma? W kwestii spełniania jego zachcianek – kupowania nowinek, kolejnych atrakcyjnych gadżetów.

Bardzo rozumiem pragnienie odniesienia się do konkretów, które stoi za tym pytaniem. I jednocześnie widzę sens w tym, aby ta norma była ustalana w każdej rodzinie indywidualnie. Na podstawie potrzeb i granic jej poszczególnych członków. Nie ma dwójki takich samych dzieci. Nie ma dwójki takich samych rodziców. I nie ma dwóch takich samych rodzin. Stąd nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi na to, na ile dziecku pozwolić. Dla mnie wskazówką na to czy mam na coś zgodę czy nie, są moje emocje, odczucia płynące z ciała. Świadomość własnych zasobów, czyli czy mam na coś energię czy nie, moje wartości, moje potrzeby i przekonania.

Jeśli czuję, że prośba mojego dziecka o zakup kolejnej zabawki jest dla mnie w porządku, to ją kupuję. Sama jako dziecko kolekcjonowałam obrazki z gumy balonowej, kolorowe karteczki z postaciami z bajek i jeszcze sporo innych gadżetów. Co więcej, pokolenie mojej mamy i babci też miało swoje gadżety do kolekcjonowania. Dlatego łatwiej mi nie demonizować dziecięcych czy młodzieżowych mód na kolekcjonowanie.

jak nie ulegać dziecku - w jaki sposób?

Jednak, kiedy czuję, że nie chcę kupować dziecku kolejnej plastikowej zabawki, to je o tym informuję. Później opiekuję każdą emocją, która się pojawia – frustracja, smutek, żal. Uczciwie przyznaję, że często i ja, i dziecko jesteśmy przeczołgane po takich akcjach.

A jeśli moje dziecko prosi mnie o zabawkę, którą niekoniecznie chcę mu kupić, a czuję, że nie mam siły na negocjacje, tłumaczenia i opiekowanie trudnych emocji, to bywa, że zgadzam się na ten zakup. Staram się w takich sytuacjach pamiętać, że jestem człowiekiem. Nie maszyną. Mogę czasem wybierać takie działanie i nie biczować się z tego powodu.

Przeczytaj także: Macierzyństwo a wyrzuty sumienia

Rozumiem, że dzieci identyfikują się z rówieśnikami poprzez podobieństwo w ubiorze, w posiadaniu podobnych, nawet tych samych rzeczy. A co jeśli po prostu rodziców nie stać na takie wydatki? Jak mogą wyrównywać to dzieciom, żeby nie czuły się pokrzywdzone, gorsze?

Po pierwsze sprawdziłabym czy w takiej sytuacji dziecko czuje się pokrzywdzone bądź gorsze od kolegów. Po czym wnioskujemy, że dziecko nosi w sobie takie poczucie? Jakie konkretne sygnały zauważamy obserwując dziecko? Zdarza się, że to my jako rodzice nosimy w sobie lęk przed odrzuceniem dziecka przez grupę rówieśniczą. W rzeczywistości okazuje się, że dla dziecka brak posiadania pewnych przedmiotów, które mają rówieśnicy, nie jest problemem.

To zupełnie naturalne jeśli odnajdujemy w sobie takie obawy. Warto przy tym pamiętać, że dzieci nie są strategią na opiekowanie dorosłych lęków. Stąd projektowanie własnych obaw na dziecko nie przynosi nam ulgi, a dziecku dodaje ciężaru na ramiona. Ma wówczas sens szukanie dla siebie wsparcia wśród innych dorosłych lub skorzystanie z konsultacji z psychologiem.

Zobacz jeszcze: Jak budować wartościową relację ze swoim dzieckiem?

Po drugie zastanowiłabym się jakie nasze potrzeby czy przekonania kryją się pod pomysłem, by zrekompensować dziecku poczucie pewnego niedostatku. Nazywając swoje potrzeby oraz przekonania, jesteśmy w stanie wziąć za nie odpowiedzialność. Możemy poszukać innych sposobów na zaopiekowanie się nimi niż wyłączne skupienie się na tym, by dziecko nie czuło się pokrzywdzone.

Te dwa kroki, o których wspomniałam, dają nam więcej jasności, poszerzają naszą perspektywę. W efekcie pozwalają pozostać w ciekawości i otwartości oraz bardziej skoncentrować się na uczuciach i potrzebach dziecka, gdy już dojdzie do wspólnej rozmowy. Bycie uważnym na to, co dziecko czuje w związku z tą sytuacją i nasza akceptacja dla jego emocji jest równie ważna jak szukanie strategii na to, by dziecko nie odstawało od grupy. Celowo podkreślam znaczenie naszej akceptacji dla uczuć dziecka, bo jest to krok, który jako dorośli najczęściej pomijamy.

Te wszystkie trudne emocje i uczucia. Jak sobie z nimi radzić?

Nie jest nam wygodnie z trudnymi emocjami dzieci, z ich frustracją, smutkiem, żalem, rozgoryczeniem i inwestujemy wiele energii w to, by jak najszybciej znaleźć pomysł na ich wyciszenie. I z jednej strony bardzo ten dorosły dyskomfort rozumiem. Z drugiej chcę dać znać, że dzieci potrzebują dostać od nas potwierdzenie, że to co czują jest w porządku. Niezależnie od tego jak intensywne są to emocje. Dzieci potrzebują usłyszeć, że emocje są cenną informacją o tym w jakim stanie znajduje się ich ciało. Emocje są wskazówką, by znaleźć takie działanie, które pomoże temu ciału wrócić do równowagi.

Podążając za emocjami i potrzebami dzieci jesteśmy w stanie sami lub wspólnie z dziećmi, wymyślić taką strategię, która wesprze dziecko.

Czasem może być to samo uznanie frustracji dziecka, wysłuchanie z czym konkretnie jest mu trudno. Czasem podzielenie się tym, co nam pomagało w podobnych sytuacjach (jeśli ich doświadczyliśmy). A czasem propozycja, by dziecko spróbowało przy pomocy rodziców odłożyć pieniądze na tę rzecz, o której marzy.

Nie ma jednej słusznej strategii w takiej sytuacji. Warto dać sobie czas na eksperymentowanie i szukanie takich rozwiązań, które wesprą naszą rodzinę oraz łagodność względem siebie, kiedy okaże się, że konkretna strategia jeszcze nie przynosi ulgi i spokoju.

A czy jeszcze zanim dziecko trafi do rówieśniczej grupy możemy coś zrobić, żeby dziecko polubiło i chciało być sobą, a nie jak jego koledzy? Czy to po prostu proces, na który my rodzice nie mamy wpływu i trzeba się z tym pogodzić?

W takiej sytuacji widzę dwa obszary naszego rodzicielskiego wpływu. Pierwszym jest modelowanie dziecku co to znaczy znać i lubić siebie w praktyce, czyli jak budować własne poczucie wartości. Po raz kolejny zachęcam do eksperymentu – weźmy ciut głębszy oddech i poszukajmy odpowiedzi na poniższe pytania:

  • „co wiem o sobie?”
  • „jak się mam z tą wiedzą?”
  • „za co siebie cenię?”
  • „za co jestem sobie wdzięczna/wdzięczny?”
  • „po czym poznaję, że jestem dla siebie ważna/ ważny?”
  • „co moje dziecko wie o mnie?”
  • „czego moje dziecko o mnie nie wie?”
  • „jak się zachowuję, kiedy zauważę, że popełniłam/popełniłem błąd?”
  • „co mówię do siebie, kiedy mam gorszy dzień i nic mi się nie chce?”
  • „w jaki sposób opowiadam o swoich sukcesach?”

Refleksja nad tymi i podobnymi pytaniami odnoszącymi się do tego, co o sobie wiemy i w jakim stopniu tę wiedzę akceptujemy, zwiększa naszą samoświadomość. To z kolei przekłada się na nasze relacje z samymi sobą i z naszymi bliskimi.

Dziecko, które obserwuje rodziców, którzy pracują nad akceptowaniem siebie takimi jakimi są, nad byciem dla siebie życzliwymi i wspierającymi, jest jedną z lepszych lekcji jakie rodzice mogą dać dzieciom.

Nie tylko w kontekście przynależności do grup rówieśniczych.

Przeczytaj także: Jak porozumieć się się z dzieckiem?

Drugim obszarem naszego wpływu jest inwestowanie energii w budowanie poczucia własnej wartości dziecka. Warto być zaciekawionym perspektywą dziecka, pytać jak ono się ma wobec konkretnych wyzwań, o to co czuje i czego potrzebuje. Pomocna jest akceptacja emocji dziecka, szanowanie jego granic, bycie obok, towarzyszenie, dzielenie się zamiast narzucania swojej optyki.

Chcę podkreślić, że niezależnie od tego ile energii włożymy w budowanie poczucia własnej wartości dziecka, to nie wszystko od nas zależy. Dziecko jest odrębną od nas osobą i ma prawo czuć, doświadczać i reagować po swojemu. A posiadanie poczucia własnej wartości nie chroni przed odrzuceniem grupy. Ono pomaga w nabieraniu odporności psychicznej i szybszym powrocie do równowagi. To jest bardzo cenna umiejętność, nie tylko w kontekście nie ulegania modom i reklamom.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie