Czego szukasz

Mama na wychowawczym zakłada firmę

O czym powinna pamiętać mama, która będąc na urlopie wychowawczym chce założyć własną firmę? Czy musi o tym poinformować swojego pracodawcę? Na pytanie Sylwii odpowiada nasz ekspert.

  • Aneta Szczycińska - 09/06/2020

Pytanie:

Czytałam tekst „Między myślą a firmą” i naszło mnie konkretne pytanie (nad którym ostatnio też się głowiłam z koleżanką) – na jakich zasadach, będąc na urlopie wychowawczym, mogę założyć własną firmę/spółkę i jak wygląda kwestia ubezpieczenia, ZUS-ów i obowiązku poinformowania o tym fakcie swojego pracodawcy? Sylwia

Aktualizacja artykułu z dnia 09.06.2020 r.

Odpowiedź:

Zgodnie z art. 186 § 1 Kodeksu Pracy urlop wychowawczy jest udzielany pracownikowi w celu sprawowania przez niego osobistej opieki nad dzieckiem. Zasadniczo zatem pracownik w czasie urlopu wychowawczego powinien zajmować się tylko i wyłącznie osobistą opieką nad dzieckiem. Jednakże, 186(2) par. 1 Kodeksu Pracy dopuszcza od tej zasady jeden wyjątek.

Stanowi on, że w czasie urlopu wychowawczego pracownik ma prawo podjąć pracę zarobkową u dotychczasowego lub innego pracodawcy albo podjąć inną działalność, a także naukę lub szkolenie, jeżeli nie wyłącza to możliwości sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem. Przepis ten uznaje więc za dozwolone założenie własnej firmy przez pracownika, o ile nie uniemożliwia mu to sprawowania opieki nad dzieckiem.

Przepisy prawa pracy nie precyzują ile dokładnie czasu pracownik ma poświęcać na dodatkową działalność, żeby działalność ta została uznana za uniemożliwiającą pracownikowi sprawowanie osobistej opieki nad dzieckiem. Dlatego też każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Niemniej wydaje się, że jeśli zajęcie to będzie angażować pracownika w znacznym stopniu, np. 6-8 godzin dziennie, to będzie ono stało na przeszkodzie sprawowaniu przez pracownika osobistej opieki nad dzieckiem. W konsekwencji należało będzie uznać, że pracownik trwale zaprzestał sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem (choć sztywnej reguły – jak zaznaczono to powyżej – nie ma).

Konsekwencją takiego stwierdzenia będzie możliwość „odwołania” pracownika z urlopu wychowawczego (art. 1862 § 2 Kodeksu pracy). Odwołanie polega na wezwaniu pracownika przez pracodawcę do stawienia się w pracy w terminie wskazanym przez pracodawcę, nie później jednak niż w ciągu 30 dni od dnia powzięcia przez pracodawcę wiadomości o podjęciu przez pracownika dodatkowej działalności i nie wcześniej niż po upływie 3 dni od dnia wezwania.

Przeczytaj także: Urlop wychowawczy – wszystko co musisz wiedzieć

Czy muszę informować pracodawcę o rozpoczęciu działalności w czasie urlopu wychowawczego?

Przepisy Kodeksu Pracy nie obligują pracownika do poinformowania pracodawcy o rozpoczęciu działalności w czasie urlopu wychowawczego. Jeśli jednak z tytułu tej działalności będzie podlegał on ubezpieczeniom społecznym, to obowiązek ten wynika z art. 36 ust. 2a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych zgodnie z którym osoba przebywająca na urlopie wychowawczym jest obowiązana poinformować płatnika składek o ustaleniu prawa do emerytury lub renty albo o podleganiu ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu niż przebywanie na urlopie wychowawczym. Informacja taka powinna dotrzeć właśnie do pracodawcy –  w stosunku do pracowników przebywających na urlopie wychowawczym płatnikiem składek jest pracodawca.

Jeśli chodzi o kwestie ubezpieczeń społecznych w okresie korzystania przez pracownika z urlopu wychowawczego, to zasadą jest, iż taki pracownik podlega ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu oraz zdrowotnemu, nie podlega natomiast ubezpieczeniu chorobowemu i wypadkowemu. Składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz zdrowotne pracownika przebywającego na urlopie wychowawczym finansuje w całości budżet państwa za pośrednictwem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Składki te obliczają płatnicy (a więc pracodawca) a opłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Przebywanie na urlopie wychowawczym jest odrębnym tytułem do ubezpieczeń społecznych. Ze względu na to, że tytuł ten stanowi swoistą pomoc państwa wobec osób niepracujących zawodowo z tytułu sprawowania opieki nad dzieckiem (a przez to niemających prawa do wynagrodzenia), tytuł ten jest zasadny (a więc osoba przebywająca na urlopie wychowawczym podlega z tego tytułu ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu oraz zdrowotnemu) tylko jeśli nie ma ona innych tytułów rodzących obowiązek ubezpieczeń społecznych.

Oznacza to, że jeśli pracownik przebywający na urlopie wychowawczym uzyska inny tytuł do ubezpieczenia (np. stosunek pracy, umowa zlecenie, czy pozarolnicza działalność gospodarcza, a więc własna firma), to będzie podlegał ubezpieczeniom z tego innego tytułu, nie zaś z tytułu przebywania na urlopie wychowawczym.

Przeczytaj także: Składki ZUS na urlopie wychowawczym – co musisz wiedzieć

Co ze składkami?

W praktyce oznacza to, że z dniem założenia własnej firmy pracownik przebywający na urlopie wychowawczym będzie zobowiązany zgłosić się do ubezpieczeń społecznych i opłacać z tego tytułu stosowne składki, na zasadach ogólnych. W konsekwencji „bezkosztowy” dla pracownika tytuł ubezpieczenia w postaci przebywania na urlopie wychowawczym wygaśnie. Upraszczając sprawę jeszcze bardziej, tytuł ubezpieczenia związany z prowadzeniem działalności gospodarczej „eliminuje” dotychczasowe ubezpieczenie z tytułu korzystania z urlopu wychowawczego.

Na marginesie należy jedynie wspomnieć, że przedstawiona powyżej regulacja nakazująca osobom przebywającym na urlopie wychowawczym opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne z prowadzonej działalności gospodarczej była przedmiotem rozważań Trybunału Konstytucyjnego pod kątem zgodności z Konstytucją, a dokładnie z wyrażoną w niej zasadą równości wobec prawa w powiązaniu z zasadą, że państwo ma obowiązek wspierać rodzinę w związku z urodzeniem dziecka. Trybunał nie dopatrzył się jednak w przywołanej regulacji niekonstytucyjności.

W odniesieniu do zasad zakładania własnej firmy nie ma szczególnych regulacji w stosunku do osób przebywających na urlopie wychowawczym. Osoby te – w zależności od wybranej przez siebie formy prowadzenia działalności gospodarczej – są zobowiązane zarejestrować działalność gospodarczą lub dokonać rejestracji spółki na ogólnych zasadach.

Podstawa prawna:

– art. 1862 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 roku – Kodeks pracy (t.j. Dz. U. z 1998 r., Nr 21, poz. 94 ze zmianami),
– art. 4 pkt 2 ppkt a), 6 ust. 1 pkt 9, 9 ust. 6, 11 ust. 1 i 2, 12 ust. 2, 16 ust. 8, 17 ust. 2a, 36 ust. 2a ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz. U. z 2009 r., Nr 205, poz. 1585 ze zmianami),
– art. 66 ust. 1 pkt 32, 85 ust. 15, 86 ust. 1 pkt 13 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz. U. z 2008 r., Nr 164, poz. 1027 ze zmianami).

Orzecznictwo:

– uchwała Sądu Najwyższego 7 sędziów z dnia 23 maja 2006 roku (sygnatura akt III UZP 2/06),
– wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 13 kwietnia 2011 roku (sygnatura akt SK 33/09).

Powyższy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i został przygotowany w oparciu o stan faktyczny opisany  w opublikowanym pytaniu. Zamieszczonych w nim treści nie należy traktować jako porady prawnej w konkretnej sprawie ani źródła prawa. W celu uzyskania bardziej szczegółowych informacji lub indywidualnej porady prawnej z gwarancją odpowiedzialności, należy skontaktować się z prawnikiem.

Przeczytaj także: Jestem na wychowawczym i zaszłam w ciążę? Jakie mam prawa?

W pierwszej wersji autorką artykułu była Marta Mianowska.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aneta Szczycińska
Radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, mama trzech uroczych córeczek, prowadzi jednoosobową kancelarię prawną. Miłośniczka filmów Woody’ego Allena, Audrey Hepburn, teatru, kulinarnych eksperymentów, podróży, przez długie lata aktywna harcerka.
Podyskutuj

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi! – rozmowa z Pauliną Sommerrey

“Ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu”- mówi Paulina Sommerrey, właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners. Osobiste, trudne doświadczenia oraz wsparcie, które otrzymała sprawiły, że przewartościowała swoje życie. Zapraszam do rozmowy o poczuciu spełnienia, sile do walki i ogromnej wdzięczności, dającej moc do dzielenia się dobrem z innymi!
  • Agnieszka Kaczanowska - 30/09/2020
Paulina Sommerrey właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners

Paulino, zaraz porozmawiamy o wspaniałych i ciekawych rzeczach, które robisz, ale też o tych trudnych momentach. Na początek jednak powiedz, jak się macie wszyscy po rozpoczęciu roku? Dajcie radę? W końcu masz dwóch synów w szkole, prawda?

Rozpoczęcie roku przyjęliśmy wszyscy z wielką radością, zarówno moi synowie, jak i ja. Po tylu miesiącach życia w domu, nauki zdalnej z dala od kolegów i znajomych z przyjemnością wróciliśmy do tzw. „normalności”. Nie tylko chłopcy potrzebowali znanej im codzienności. Dla mnie ich powrót do szkoły jest równoznaczny z poczuciem, że życie wraca do normy, może nieco innej, ale jednak normy.

Dziękuję. Mam do Ciebie tyle pytań, że nie wiem od czego zacząć! Kiedy przygotowywałyśmy się do tego wywiadu, powiedziałaś takie zdanie: „Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi!”. I to pewnie będzie motyw przewodni naszego wywiadu.

Ja naprawdę mam „szczęście do ludzi” – choć może brzmi to dziwacznie. W moim życiu, jak u każdego zdarzają się różne etapy, raz lepsze raz gorsze. Jednak ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu. Niektórzy inspirują, motywują swoją postawą, inni niosą realną, namacalną wręcz pomoc, jeszcze inni są pewnego rodzaju nauką czy drogowskazem. Zdecydowanie podtrzymuję to co Ci powiedziałam – „moim szczęściem, jest szczęście do ludzi”.

Przeczytaj także: Obniżka zasiłku chorobowego w ciąży w związku z Covid 19

Jesteś z wykształcenia prawniczką? Wspólnie z mężem prowadzicie kancelarię w Poznaniu. Co było pierwsze? Miłość czy wspólny biznes? 😉

Tak, ukończyłam studia na wydziale prawa, a następnie aplikację. Od wielu lat wraz z mężem prowadzimy wspólnie kancelarię w Poznaniu. To takie nasze trzecie dziecko. 🙂 Nie potrafię powiedzieć co było pierwsze, praca czy miłość. Poznaliśmy się 15 lat temu. Trochę jak w filmie – przyszłam na rozmowę o pracę do poznańskiej kancelarii, a Hubert prowadził moją rekrutację. Można by pomyśleć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia – nic bardziej mylnego!

Przez pierwsze miesiące unikałam Huberta, irytowała mnie myśl o wspólnej pracy nad poszczególnymi zleceniami. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się dzieje – ja zawsze taka otwarta na ludzi, pewna siebie. A tu takie zaskoczenie – onieśmielał mnie. Wówczas moja mama zasugerowała mi, że ewidentnie między nami iskrzy. Ależ byłam wściekła, gdy to powiedziała, przecież to niemożliwe. I cóż… minęło 15 lat, a my jesteśmy małżeństwem z 14-letni stażem, z dwójką dzieci, kotem i psem. Chyba jednak mama miała rację…

Paulina Sommerrey

Zdecydowanie! Nie mogę nie zadać tego pytania: jak to jest pracować z mężem? Czy wspólny biznes rzutuje na Wasz czas już po pracy? Udaje się to poukładać?

Oczywiście, że udaje się to poukładać – jesteśmy przykładem pary, która łączy pracę zawodową z życiem rodzinnym. Oczywiście bywa to problematyczne, choć rzadko. My od zawsze razem pracujemy. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jakby to było, gdyby te sfery – rodzinna i zawodowa – nie przenikały się. To dla nas całkowicie naturalne. Co może jednak dziwić, nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Pomimo pracy w jednym miejscu i życiu pod jednym dachem, każde z nas ma inne obowiązki. Są takie dni, gdy nawet się nie widzimy – każde z nas biegnie na swoje spotkanie, rozprawę, pochłonięte swoimi zadaniami. Spotykamy się dopiero wieczorem, na kanapie. I dopiero wówczas rozmawiamy, z czym każde z nas się zmierzyło danego dnia. Albo nic nie mówimy, tak sobie tylko siedzimy i odpoczywamy.

A te ostatnie miesiące pandemii? Jak one zmieniły Waszą pracę?

Początkowo był stres. Nagła zmiana na każdym polu. Dzieciaki w domu, zdalne nauczanie, cała kancelaria w trybie Home Office, zatrzymane prace w sądach, spotkania z klientami tylko on-line. I pytanie – co będzie dalej. Obawy o to, jak ta pandemia odbije się na naszej pracy zawodowej, czy „nowe”, które ze sobą przyniesie, będzie dla nas łaskawe, czy wręcz przeciwnie.

Mój mąż jest zadaniowcem, problemy go motywują i napędzają do działania. On od razu widział nowe możliwości, nowe rozwiązania. Ja początkowo byłam wystraszona, jak pogodzę pracę na Home Office ze zdalnym nauczaniem. Szybko jednak się okazało, że da się to połączyć, choć nie zawsze jest łatwo. A jak coś się da, to trzeba zacisnąć zęby i działać! Tak też zrobiliśmy!

Od pierwszych dni pandemii regularnie publikowaliście treści, rozwiązywaliście prawne wątpliwości związane z pandemią i wytycznymi rządowymi. Opowiedz proszę jak zareagowaliście, jako organizacja, na całą sytuację?

To co się nagle stało, było dla nas tak samo zaskakujące, jak dla wszystkich innych. Tak jak każdy człowiek potrzebowaliśmy chwili, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. To co dla nas było zagrożeniem, było tym samym zagrożeniem dla innych ludzi. Uznaliśmy, że musimy wyjść naprzeciw pytaniom naszych klientów i pomóc im jak najszybciej „oswoić” to zagrożenie. Stworzyliśmy dział „covidowy” – grupę osób, która na bieżąco analizowała nowe przepisy i wytyczne. Staraliśmy się dzielić zdobytą wiedzą z innymi. Publikowaliśmy artykuły na naszym blogu, na Facebooku, prowadziliśmy bezpłatne webinary i szkolenia. Zależało nam, aby odpowiedzi na dręczące wiele osób pytania trafiały do jak największej ilości osób. Jestem przekonana, że szybka reakcja pomogła „ugasić wiele pożarów” i zminimalizować szkody, jakie niósł ze sobą lock-down.

Przeczytaj także: Czy mogę nie zgodzić się na obniżkę pensji i wymiaru czasu pracy?

Wrócę teraz do szczęścia, czyli motta naszej rozmowy. 9 lat temu, malutki Olek zmienił wszystko w Twoim życiu, prawda? Opowiedz proszę, o ile możesz, w kilku zdaniach o tym co się wydarzyło.

Oj tak, nasz Oluś przyszedł na świat z dużym hukiem. 🙂 Teraz to wspominamy z przymrużeniem oka, ale 9 lat temu nie było nam do śmiechu. Olek urodził się w 6 miesiącu ciąży, w moje urodziny. Do dziś powtarza mi, że urodził się wtedy, aby dać mi prezent, jakiego nikt nigdy mi nie da. I trudno się z tym nie zgodzić. 🙂 Najbardziej niespodziewany prezent ever! Wówczas jednak, była to dla nas sytuacja bardzo trudna.

Nagle rodzi się maluch, za wcześnie, nieprzygotowany do przyjścia na świat. Prognozy były bardzo złe. Nasz świat się zatrzymał, trzeba było nagle wszystko zmienić. Całe moje dotychczasowe życie przewartościowało się w jednej chwili. Mówiono nam, że jeżeli w ogóle przeżyje, to będzie silnie niepełnosprawny. Jednak Olek to prawdziwy Aleksander Wielki – typ wojownika, który miał ewidentnie inny plan na siebie i postanowił pokazać wszystkim, że da radę i sobie poradzi.

Walczyliśmy o jego zdrowie każdego dnia, przez kilka pierwszych lat. Tygodniami mieszkaliśmy w szpitalach, co rusz to na innym oddziale. W domu codziennie rehabilitacja. Teraz uważam, że największą robotę zrobił starszy brat Olka – Maks. Wówczas 3-letni chłopiec, nie przyjmował do wiadomości, że braciszek potrzebuje spokoju. Co chwila przychodził do niego z inną zabawką, grał mu do ucha na bębenku, czy innym ustrojstwie… pokazywał zabawki, zachęcał do aktywności. Maks był chodzącym „bodźcem”, śpiewająco-grającą atrakcją, która motywowała i inspirowała Olka do działania. Dziś mam dwóch chłopaków, którzy żyć bez siebie nie mogą (choć kłócą się czasem niemiłosiernie).

Paulina Sommerrey

Powiedziałaś coś, co bardzo mnie poruszyło, że to był także największy moment przewartościowania całego Twojego świata. Z, jak sama powiedziałaś „hej do przodu” kobiety, która ma plan i go realizuje, stałaś się osobą, której całym światem była walka o życie i zdrowie tego maleńkiego człowieka. Trudny moment. Możesz opowiedzieć o tym czasie?

To wydarzenie faktycznie zmieniło wszystko. Trzeba było nagle się zatrzymać, opracować „nowy plan”. Ten, który działał do tej pory, stał się nieaktualny. Trudno mi było odnaleźć się w nowej sytuacji, byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Ilość powikłań, z jakimi Olek się urodził powaliła mnie na łopatki. Trzeba było działać, nie zapominając w tym wszystkim o Maksiu, że on też jest ważny, o niego też trzeba dbać i troszczyć się na równi z młodszym bratem. I tu znowu pojawiają się Ci niezwykli ludzie, o których mówiłam wcześniej. Cudowni przyjaciele, rodzina, lekarze, ludzie całkowicie mi obcy, którzy pomogli i pokazali co robić dalej, jak żyć.

Przeczytaj także: Czy to kolejny sposób na dyskryminację kobiet na rynku pracy?

I przyszedł taki moment, kiedy poczułaś, że synek jest już bezpieczny i zawalczyłaś także o siebie. Zmieniłaś też prawnicze zainteresowania. Skąd taka potrzeba? Jakim obszarem się teraz zajmujesz?

Moja mama zawsze mi powtarzała, że kobieta musi być silna i niezależna. Pomimo tego, że mam wspaniałego męża przy swoim boku, wiedziałam, że muszę zawalczyć także o siebie. Olek stawał się silniejszy, a ja walczyłam wraz z nim, aby każdego dnia iść naprzód. Ciężko pracowałam, aby zdać wszystkie egzaminy zawodowe i zdobyć tytuł radcy prawnego. Wróciłam do pracy w kancelarii. Zawsze interesowałam się prawem handlowym, gospodarczym. Ukończyłam także studia podyplomowe z podatków. Jednak doświadczenia z Olkiem uzmysłowiły mi, jak ważną dziedziną jest prawo rodzinne. Jak ta sfera życia oddziałuje na wszystko inne.

Zaczęłam specjalizować się w sprawach rodzinnych. Ukończyłam kurs mediatora sądowego i od kilku lat jestem wpisana na listę mediatorów sądowych przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Prowadzę sprawy sądowe, jak również mediacje. Głęboko wierzę bowiem, że dopóki istnieje szansa na porozumienie, na wypracowanie nowego planu (często całkowicie odmiennego niż ten, do którego moi klienci przywykli), warto próbować się porozumieć. Dzięki temu można uniknąć wielomiesięcznych bojów na sali sądowej. Jeżeli nie ma jednak przestrzeni na porozumienie, wówczas trzeba walczyć o siebie!

Kancelaria Sommerrey&Partners zdecydowała się objąć swoją pomocą naszą Fundację, ale wiem, że nie jesteśmy jedyną organizacją, którą macie pod swoją opieką. Opowiedz proszę o Waszych działaniach społecznych.

Wraz z mężem uważamy, że trzeba dzielić się z innymi tym, co dobre. Jeżeli można komuś pomóc, to trzeba to robić. My walkę o zdrowie i życie Olka wygraliśmy. Chcemy dzielić się z innymi dobrem, które nas spotkało. Współpracujemy z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, z ludźmi prywatnymi, którzy mają ochotę zrobić coś dla innych.

Wspólnie ze Stowarzyszeniem 100 Kobiet Pomaga, zorganizowaliśmy już trzy Wieczory Charytatywne. Podczas tych wspólnych spotkań, przepełnionych muzyką, tańcem i różnymi formami doznań artystycznych, licytowane są przedmioty ofiarowane przez znane osobistości (obrazy, fotografie, spotkania z artystami, koszulki i piłki sportowe z autografami itp.). Zebrane środki są przeznaczane na zakup potrzebnych rzeczy dla różnych organizacji. Raz zakupiony został samochód dla Centrum Wspierania Rodziny „SWOBODA”, które prowadzi dom małego dziecka w Poznaniu, innym razem został zakupiony samochód dla Hospicjum Palium w Poznaniu, a ostatnio uzbierana kwota przeznaczona została na wybudowanie groty solnej dla dzieci głęboko upośledzonych przy Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym EMEDEA w Poznaniu.

To są duże akcje, w których mamy możliwość brać udział nie tylko jako kancelaria, ale również jako Fundacja „Parasolka”, którą prowadzimy. Na co dzień jednak, pamiętamy o tych drobnych gestach i drobnej pomocy, którą staramy się dzielić lokalnie.

Współpracujemy też ze Stowarzyszeniem „Motopomocni”. Hubert, jako zapalony motocyklista, działa także na rzecz organizacji motocyklowych. Oj, dużo jest tego. Nawet nie zdawałam sobie chyba sprawy …

Przeczytaj także: Zwolnienia i redukcje etatów – czy dotyczą mam na urlopie macierzyńskim i wychowawczym?

I jeszcze z Fundacją Mamo Pracuj – dziękujemy!

To teraz najtrudniejsze pytanie: work-life balance czy work-life blending? Jak sobie radzisz z taką mamową codziennością, aby połączyć te różne sfery? Masz jakieś swoje tajemne sposoby na przetrwanie najtrudniejszych chwil?

Zdecydowanie work-life blending, ale taki zakręcony blending. Mamowo-zawodowa codzienność to moja „normalność”. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej. Pomimo tego, że moja praca jest mocno absorbująca i stresująca, to bardzo ją lubię. Nie wyobrażam sobie, abym mogła robić coś innego. Czasami, gdy jestem zmęczona, marzę o tym, aby poświęcić się tylko jednej sferze swojego życia, ale po chwili dochodzę do wniosku, że nie potrafię żyć inaczej.

Dzieci to sens mojego życia, kocham je totalnie. Z kolei praca daje mi poczucie spełnienia. Czuję, że to co robię ma bezpośredni wpływ na życie innych osób. Wieczorami, gdy zmęczona kładę się spać, dochodzę do wniosku, że to był dobry dzień. Może nie łatwy, ale dobry. Tajemne sposoby na przetrwanie? Takie „ładowanie baterii”, tak? Ładują się same, w domu, gdy spędzam czas z bliskimi. Odpowiedź może i oklepana, ale cóż mogę zrobić, tak właśnie jest.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Redakcja: Klaudia Urban

Zdjęcia: archiwum prywatne Pauliny Sommerrey

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×