Czego szukasz

Jak przeżyć powrót do pracy? – list od Moniki

Często kiedy mama wraca do pracy, w domu następuje prawdziwa rewolucja. Dlaczego? Koniecznie przeczytaj z czym zmierzyła się Monika i jak sobie poradziła.

  • Listy do Redakcji - 19/05/2020
kobieta pracuje w biurze

Tradycja a rzeczywistość

Według mnie wszystko się bierze z tradycyjnej roli kobiety, która ma wpisane w zakres swoich obowiązków opiekę nad dziećmi. Kiedyś kobieta nie pracowała, zajmowała się dziećmi, domem i było to niejako naturalne. Naturalne dla niej, w momencie kiedy dzieci pojawiły na świecie i dla całego jej otoczenia, dla wszystkich. Jednak czasy się zmieniły. Kobiety się kształcą, są przygotowywane do innej roli, do pracy, do niezależności, do samodzielności. Są odważniejsze, mają jednym słowem, więcej możliwości. To prawdziwa rewolucja.

Przeczytaj także: Szukasz pracy? Tej wiedzy będziesz potrzebować

Powrót mamy do pracy

Ja niestety też się dałam złapać w pułapkę, tylko nie wiem, czy jest to trafne określenie. Dla większości matek wracających po przerwie do pracy, wyzwaniem jest godzenie obowiązków pracownika i matki. Dla ojca, to nie jest tak wielkie wyzwanie. Wydaje się, że większość spraw i to, jak jest ustawiony podział obowiązków w domu, nadal jednak zależy od nas – kobiet.

Jeżeli stawiamy na rozwój zawodowy lub po prostu czasem musimy wrócić do pracy, to bierzemy do pomocy babcie, opiekunki, nianie, żłobki, przedszkola itp. Jeżeli decydujemy się na pozostanie w domu z dzieckiem, to też większość spraw spada na nasze barki. Zauważyłam, że coraz więcej mam wybiera taką opcję, gdyż pierwsze lata dziecka są bezcenne, i dla dziecka i dla nas mam.

Dzieci i praca

Napisałam, że dałam się złapać w pułapkę, bo będąc z dziećmi, pracowałam dorywczo na zlecenie. Nie całkiem zrezygnowałam z rozwoju zawodowego, bo chyba się tak nie da. Jak się coś już zacznie robić (czy skończy się studia lub ich nie skończy, tak jak w moim przypadku), to jednak cały czas mi czegoś brakowało lub bardziej przekonywana przez innych czułam, że coś mnie omija.

Niemożliwy powrót do poprzedniej pracy

Niczego nie żałuję, wybory podejmowałam sama i wspierał mnie w tym mąż. Twierdził, że to ode mnie wszystko zależy. Babcie były chętne do pomocy, ale więcej było z tym zamieszania, niż korzyści, więc korzystałam okazjonalnie, gdy musiałam lub okresowo/sezonowo wracając już do pracy.

Dzieci chorowały, jeden wcześniak, więc musiałam się bardziej zaangażować, niestety często rezygnując z siebie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kłopot z powrotem do pracy. Akurat były redukcje, owszem pracę dostałam, ale że była związana z częstymi wyjazdami, chciałam zmienić dział – bez szans. Zaczęłam szukać innej pracy i zastanawiać się mogłabym robić.

Przeczytaj także: Praca zdalna – gdzie jej szukać i w jakich zawodach?

Szukanie nowej pracy

Okazało się, że większość poprzednich pomysłów i rozwiązań nie działa, że wszystko trzeba wymyślać praktycznie na nowo. To było bardzo ciekawe, ale opatrzone dużymi kosztami. Paradoksalnie ta sytuacja sprawiła, że poczułam się młodo, jakbym po studiach szukała pracy. To bardzo odświeżające doświadczenie, choć, gdy brakuje pieniędzy, może być również frustrujące.

Człowiek jest już dojrzalszy, bardziej świadomy, może na nowo zweryfikować swoje wybory. Jednocześnie ma się świadomość, że niektórzy już osiągnęli tak wiele :), zwykle ciężko na to pracując i często kosztem rodziny, udanego związku.

Przeczytaj także: Jak przygotować się na powrót do pracy

Powrót do pracy

Po powrocie do pracy poczułam, że przez mój dom przeszła wielka rewolucja. Stare utarte schematy były tak wygodne i komfortowe dla wszystkich oprócz mnie, że aż się zastanawiałam, czy to możliwe. Mąż który zawsze się ze mną zgadzał nagle zaczął mieć inne zdanie.

Prace domowe, które mu przekazałam, a miałam wyćwiczone, robiłam szybko i perfekcyjnie, nagle zaczęły być ciężarem. Ja po pracy byłam zmęczona, a mąż je robił inaczej i dłużej, jakoś tak nieporadnie. I mimo, że mąż uczestniczył w życiu rodzinnym bardzo aktywnie, jak wracał z pracy, dużo rzeczy teraz musi się uczyć.

A ja uczę się odpuszczania, olewania, nieprzejmowania się i przekazywania spraw do załatwienia ze świadomością, że mogą one być wykonane gorzej.

Wszystko się zmienia

Jeszcze dużo przede mną, ale rewolucja trwa.

Moja bliska koleżanka, kiedyś podczas spaceru z dziećmi w parku, powiedziała, że nasi mężowie na pewno się tyle nie napracują co my i myślę, że miała rację.

Wtedy już zaczęłam inaczej patrzeć na domowe obowiązki. Nie może być tak, że mąż chodzi tylko do pracy, a jedynie do mnie należy ogarnięcie spraw rodzinnych. Gdy jestem w domu, to za wszystko odpowiadam, ale nie wszystko sama robię. Trzeba też zadbać o odpoczynek i równowagę.

Przeczytaj także: Jak naładować swoje wewnętrzne baterie (nie tylko w czasach koronawirusa)?

Teraz moim wyznacznikiem jest energia jaką mam, staram się nią dobrze zarządzać i nie robię nic ponad swoje siły. Proszę dzieci o różne rzeczy i męża oczywiście. 🙂 Niech też się czują potrzebni, spełnieni i odpowiedzialni. 🙂

Ważne jest, by co jakiś czas weryfikować nasze sprawy, zadania i obowiązki, by nikt nie czuł się bardziej obciążony. Dzieci rosną i wszystko się zmienia, my i nasze potrzeby również.

Monika

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Musiałam odejść z pracy, ale nie poddałam się – historia Kasi

Z perspektywy czasu wiem, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na zmianę pracy. Człowiek bardzo się szybko przyzwyczaja i wybiera wygodę. Często zostaje przy tym, co zna i gdzie czuje się komfortowo. - To jedna z historii, która pokazuje, że zwolnienie z pracy może być początkiem zmian na lepsze. A udowadnia to nasza czytelniczka Kasia. Przeczytaj!
  • Listy do Redakcji - 03/02/2020

Powroty do pracy bywają różne. Miałaś to szczęście i mogłaś wrócić do poprzedniej pracy? To wspaniale. Jeśli nie, to pewnie trudniej było się z tym pogodzić (zwłaszcza, gdy zależało Ci na powrocie). Myśl, że musisz odejść z pracy może być przytłaczająca i pozbawiająca nadziei. Ale nie warto się poddawać.

Moja historia

Cześć Dziewczyny, Kobiety, wszystkie Panie będące na grupie. Na początku chcę podziękować za każdą dobrą radę, słowa wsparcie i otuchy. Dziewczynom z Fundacji Mamo Pracuj za to, co robią i jak robią. Postanowiłam podzielić się z Wami moją historią, bo może komuś pomoże.

Jestem mamą dwójki cudownych dzieci. Zuzia 6 lat, Antoś 2 latka. Dzieci są moim największym szczęściem i dają mi największego kopa do działania.

Powrót do pracy po pierwszym dziecku

Kiedy wracałam do pracy po urodzeniu Zuzi moja kariera nabrała zawrotnego tempa. Bardzo szybko awansowałam i bardzo szybko się rozwijałam. W pewnym monecie awans przestawał mi dawać satysfakcję, szef który bardzo mnie wspierał odszedł. Pojawił się nowy, który miał różne plany wobec swoich pracowników.

Drugie dziecko

Zaczęliśmy się więc starać o drugie dziecko. Łatwo nie było, ale w końcu się udało. Wiedziałam, że będę musiała szybko iść na L4, bo ciąża będzie ryzykowna. Tak też zrobiłam. Nie było mnie w pracy prawie 2 lata.

Przygotowanie do powrotu do pracy

Kiedy rok temu przed świętami byłam na rozmowie u szefa, zapewniał mnie, że ma dla miejsce. Obiecał, że będę pracować w takim dziale w jakim chce. Jestem w końcu solidnym pracownikiem z wieloletnim doświadczeniem. Nie ukrywam, że takie słowa mnie uspokoiły, ale też zmobilizowały do tego żeby zorientować się, co się zmieniło w branży, jakie są nowinki żeby nie wrócić całkiem nie przygotowanym do pracy. 

Jednak nie było dla mnie miejsca

Kiedy przyszłam na kolejną rozmowę po 3 miesiącach żeby ustalić szczegóły mojego powrotu, szef poinformował mnie, że nie ma dla mnie miejsca i nie może mi nic zaproponować. Dodatkowo powiedział, że nie chce ze mną współpracować, gdyż przed pójściem na L4 nie zamknęłam wszystkich tematów.

Powiem szczerze nie umiałam nic powiedzieć, byłam tak bardzo zszokowana całą sytuacją, że milczałam. Dostałam od szefa dwie propozycje.

  • Pierwsza – teraz wybieram cały urlop, a potem mam 3 – miesięczny okres wypowiedzenia bez konieczności świadczenia pracy.
  • Druga – wracam do pracy, ale szef i tak znajdzie argument żeby mnie zwolnić.

Oczywiście nie podjęłam decyzji od razu, wyszłam z biura i nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Najgorsze było to, że rozmowa przed świętami była wielką szopką i już wtedy wiedział, że nie chce ze mną pracować.

Musiałam odejść z pracy

Poczułam się strasznie upokorzona i oszukana, że można w taki sposób potraktować pracownika z 10 – letnim stażem, matkę, kobietę, którą chronią przepisy prawne. Uniosłam się dumą i zwolniłam się z pracy. Tak, musiałam odejść z pracy. Wiedziałam, że nie zniosę takiego traktowania mnie. Mam zbyt duże doświadczenie, żeby pozwolić siebie traktować w taki sposób.

Przeczytaj również historię Sylwii. Pracoholiczka, która chce zostać mamą

Ale… nie poddałam się

CV zaczęłam poprawiać zaraz jak wróciłam do domu. Stworzyłam profil na LinkedIn. Trochę trwało zanim doprowadziłam CV i profil do takiej formy, żeby mi odpowiadały. Potem zaczął się proces szukania pracy. Na początku było ciężko zero telefonów, mało ogłoszeń, nic cisza.

Po 3 miesiącach zaczynałam łapać doła i mieć obawy jak sobie poradzimy i czy kiedykolwiek uda mi się coś znaleźć. Byłam już na takim etapie, że chciałam pracować gdziekolwiek. Kiedy kończył mi się okres wypowiedzenia zadzwonił telefon. Zaproszenie na rozmowę. Poszłam.

W zasadzie od „dzień dobry” wiedziałam, że to jest to miejsce. II etap był w zasadzie formalnością, bo szef (nowy szef) też czuł, że będę właściwą osobą na tym miejscu. Podczas podpisywania umowy zaproponowano mi dodatkowe odpowiedzialności, które bardzo pokrywały się z moimi zainteresowaniami.

Nowa praca, nowa ja

W nowej pracy jestem od połowy września. Od pierwszego dnia firma docenia moją wiedzę, doświadczenie i zaangażowanie. Rozwijam się zawodowo (firma daje mi takie możliwości). Finansowo też nie jest źle.

Z perspektywy czasu wiem, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na zmianę pracy. Człowiek bardzo się szybko przyzwyczaja i wybiera wygodę. Często zostaje przy tym, co zna i gdzie czuję się komfortowo.

Wiem też, że nie powinnam się tak łatwo poddawać i może powinnam wrócić do firmy i walczyć o swoje prawa. Ale co było nie wróci.

Nowa praca wpłynęła na moją psychikę bardzo dobrze. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że nowi ludzie, nowe otoczenie jest mi tak bardzo potrzebne, żeby uspokoić głowę i złe myśli.

Obecnie widzę same plusy tego co się stało, ale okres szukania pracy, wysyłania CV, chodzenia na rozmowy wspominam bardzo ciężko. Myślę jednak, że nic nie działo się bez przyczyny i widocznie miałam trafić tu gdzie jestem teraz.

I jeszcze jedna rzecz, po 15 latach walki z moim największym koszmarem udało mi się zmobilizować i zdać prawo jazdy.

Kolejny punkt na liście odhaczony (jeszcze ich kilka jest 🙂 ).

Pozdrawiam serdecznie. Dziewczyny nie poddawajcie się i nie bójcie się szukać nowych wyzwań zawodowych.

Kasia

Chcesz podzielić się swoją historią powrotu do pracy? Napisz do Ewy [email protected] Najciekawsze historie opublikujemy na portalu.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Pracoholiczka, która chce zostać mamą – historia Sylwii

Takie historie też się zdarzają, o takich chwilach też chcemy Wam opowiadać. Dzisiaj słowami Sylwii, która napisała do nas list, a w nim, być może, zawarła wszystko to, co dotyczy Ciebie. Może to też Twoja historia. Przeczytaj!
  • Listy do Redakcji - 16/01/2020
młoda kobieta zamyślona z kubkiem w rękach siedzi przy oknie

Pierwsza praca

Moja historia rozpoczyna się w 2007 roku. W czerwcu, od razu po maturze zaczęłam swoją pierwszą pracę, aby móc mieszkać i studiować w Krakowie. Praca dawała mi radość i satysfakcję, bo mogłam czuć się niezależna finansowo. Dużo potrafiłam poświęcić, aby wykazać się pracy. Już wtedy zaczęłam stawać się pracoholikiem.

W 2011 roku rozpoczęłam swoją pierwszą „poważną pracę”, która trwała do teraz, do grudnia 2019. To w tej pracy mocno się rozwinęłam, systematycznie awansowałam, a gdy w 2014 zostałam managerem poczułam, że mam tutaj zagwarantowany rozwój i stabilność stanowiska.

Marzenia o rodzinie

Mogłam zacząć snuć plany o rodzinie, mając oczywiście gdzie później wrócić. W tym samym roku wyszłam za mąż, a kilka miesięcy po tym, postanowiliśmy z mężem powiększyć naszą 2-osobową rodzinę. Przed tą decyzją (jak zawsze u mnie bez planu ani rusz) odwiedziłam swojego ginekologa i stosowałam zalecone witaminy.

Starania o dziecko

W 2015 jako szczęśliwa mężatka ze stabilną pracą czekałam na upragnioną ciążę. Minął pierwszy rok starań, a lekarze uspokajali, że jeden rok starań o niczym nie świadczy (teraz w to nie wierzę). Odpuściłam, zaufałam lekarzom, nie drążyłam tematu i coraz bardziej zagłębiałam się w pracę.

Ustalamy z mężem: „Jak się uda to się uda, mamy jeszcze czas”.

Miesiące mijały, minął drugi rok starań, a ci sami lekarze wysłali męża na badanie nasienia. Badania były rewelacyjne. Ja przeszłam kolejny szereg badań – wszystko w porządku. W maju 2017 wyjechałam na delegację do Chin, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moje zadowolenie z pracy. Rosłam w siłę i doświadczenia.

Czy to niepłodność?

Nadszedł lipiec 2017. Zmieniam głównego lekarza, który skierował mnie na identyczne badania co ten pierwszy, a gdy wszystko wychodzi prawidłowo – proponuje zabieg przepłukania jajowodów. Oczywiście przystałam na jego zalecenie, umówiliśmy się na zabieg w styczniu 2018, ale i jednocześnie postanawiamy z mężem zapisać się do rządowego programu walki z niepłodnością dla par starających się o dziecko. W międzyczasie w pracy pojawia się kryzys finansowy i organizacyjny, a mnie dopadają pierwsze myśli o wypowiedzeniu.

Chcę zostać mamą!

Nadchodzi przełom roku 2017/2018, kiedy to większość z nas robi podsumowania mijającego roku i snuje plany na ten lepszy rok. Wtedy też pojawiło się u mnie najsilniejsze pragnienie macierzyństwa. Nasze starania trwały już ponad 2,5 roku, zaczęłam wątpić czy się uda, modliłam się o cud. Chciałam też wyrwać się z pracy, bo sytuacja nie była najlepsza.

Zdecydowałam, że poczekam z decyzją o zmianach po zabiegu. Zabieg odbył się wg planu, w styczniu, a 26 marca zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Jaka była moja reakcja?

Nie wierzyłam

Dotarło to do mnie dopiero po kilkudziesięciu minutach. Stał się cud, o który prosiłam. Szykowałam się na bycie mamą. Gdy zaczynał się każdy następny tydzień ciąży z przejęciem czytałam na jakim etapie jest nasze dziecko. To było takie inspirujące.

Moja ginekolog zaprosiła mnie na wizytę kontrolną w 9 tyg. ciąży. To był pamiętny 24 kwietnia, 2 dni przed naszą rocznicą ślubu. Poszłam sama, ponieważ to miała być zwykła wizyta kontrolna. W tym dniu nastąpił krach.

Przykro mi …

To kiedy w swojej euforii bycia w ciąży słyszysz: „Przykro mi Pani Sylwio, nie słyszę serduszka” zmiata Cię jak lawina. Zostajesz w tym gabinecie sama ze słowami: przykro mi…

Później potoczyło się już szybko. Zabieg łyżeczkowania, 2 tygodnie L4. W pracy nie dowiedzieli się co było przyczyną mojej nieobecności. Udało mi się to zachować w tajemnicy. Wróciłam do pracy kompletnie odmieniona, ponieważ wszystko mi się przewartościowało. Widziałam się wtedy jako kobietę z sukcesami w pracy, która przegrała na polu życia.

Nie zliczę przepłakanych dni. Ileż to razy obwiniałam siebie o tę stratę, ale już po „bezpiecznych” 3 miesiącach zaczęliśmy z mężem ponowne starania. Teraz wydaje mi się, że to było za wcześnie, że nie zaleczyłam tamtej rany, ale będąc w otępieniu, po tak trudnej sytuacji liczyliśmy, że teraz na pewno się uda. Nic bardziej mylnego.

Depresja

W tym czasie popełniłam błąd którego skutki czuję do teraz. Chodziłam z otwartą raną po stracie dziecka i usilnie starałam się o kolejne. Z miesiąca na miesiąc biegłam po test ciążowy. To była kompletna psychoza. Każda pojedyncza kreska na teście z miesiąca na miesiąc powodowała u mnie stan przygnębienia i nie zauważyłam, że wpadłam w straszny mechanizm. Wyniszczał mnie. Szłam w dół, ku depresji.

W pracy sytuacja zaczęła się pogarszać i widziałam, że jedynie tam egzystuje. Nie było tam dla mnie miejsca. Nie rozwijałam się. Gdym nawet chciała zagłębić się w pracę i odrzucić myśli od nieudolnych starań o dziecko – nie mogłam. W pracy było bardzo negatywnie.

Zobacz jak radzić sobie z depresją poporodową?

Żyłam w tej sytuacji przez rok. Grałam twardą sama przed sobą, co jeszcze bardziej zamykało mnie w sobie. Czekałam na dziecko i trwałam w pracy, bo wiedziałam, że gdy tylko będę w ciąży, będą mogła swobodnie skorzystać z macierzyńskiego, a później, o ile sytuacja pozwoli – wrócić. Teraz drwię z tego myślenia. Takie zawieszenie wyrządziło mi wiele krzywdy. Zbrzydła mi praca, nie rozwijałam się, bo czekałam.

Przełom

W lipcu 2019 nastąpił przełom. Moja Pani ginekolog przemówiła do mnie tak dosadnie, że obudziłam się z tego letargu. W mocnych słowach kazała mi zrezygnować ze starań. Zauważyła co się ze mną dzieje. Kazała mi zadbać o moje zdrowie psychiczne i poprosiła: „abym pozwoliła temu dziecku samemu przyjść do nas”. Zrozumiałam po tych słowach, że jeśli nic teraz nie zmienię to popadnę w depresję. Walczyłam ze sobą 2 miesiące.

Poza planem

We wrześniu złożyłam wypowiedzenie, co dla szefa i współpracowników było szokiem. Zawsze widzieli we mnie fundament firmy i mocną psychicznie kobietę. Złożyłam wypowiedzenie nie mając jeszcze nowej pracy. Zdecydowałam, że muszę złapać oddech i dystans. Teraz najważniejsza jestem ja. Muszę zadbać o siebie, o swój spokój wewnętrzny, zadowolenie, radość i szczęście. Cieszę się, że mój mąż mnie rozumie i wspiera.

Nie wiem co teraz będzie. Niech się dzieje coś już poza ustalonym planem, spontanicznie.

Mój list jest do tych kobiet, które czekają na dziecko i przez to się blokują zawodowo. To słowa do tych, które wszystko mają zaplanowane co do miesiąca.

To słowa do tych, co kalkulują korzyści wynikające z pełnopłatnego L4 czy 12-miesięcy macierzyńskiego. Te „wygody” z różnych powodów mogą w ogóle nie zaistnieć. Po co zatem dusić się w miejscu (w pracy), która już od dawna nie jest dla nas?

Dzielę się moją historią, bo nie chcę, żeby któraś z Was przechodziła przez to samo. Szukałam przez wiele miesięcy historii takich jak moja. Nie znalazłam i dlatego napisałam do Mamo Pracuj.

Teraz – gdybym mogła cofnąć czas nigdy nie separowałabym decyzji o rozpoczęciu starań o dziecko od decyzji o rozwijaniu się (mowa o awansie czy o zmianie pracodawcy). One muszą iść razem. Kobieta zawsze poradzi sobie z nadmiarem szczęścia, gorzej jeśli nie ma choć jednego i musi wyresetować swoje życie do poziomu zero.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail