Czego szukasz

Jak dbać o równowagę w związku?

“Dopiero gdy zejdziemy na poziom potrzeb, kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało, zaczynamy pracę nad kondycją związku”. Co robić, żeby dbać o równowagę w naszych relacjach? Jak radzić sobie z kryzysem? W jaki sposób zadbać o naszą potrzebę bliskości? Na te pytania odpowiada Dorota Ziółkowska-Maciaszek – psycholog, psychoterapeuta. Od wielu lat prowadzi mediacje małżeńskie i terapię par. Jest prezesem fundacji “Rozwód? Poczekaj”.

Czy obserwuje Pani wśród swoich pacjentów więcej konfliktów, trudności w związkach w czasie pandemii koronawirusa?

Wczoraj zadałam sobie to pytanie, bo mijają właśnie 2 i pół miesiąca izolacji.

Zgłaszają się do mnie przede wszystkim pary, które już wcześniej miały problemy, przechodziły przez kryzysy. Obecna sytuacja może reaktywować dawne trudności lub odkrywać dotąd nieujawnione problemy. Nie mam jednak poczucia, żeby nastąpiła jakaś totalna zapaść w związkach. U wielu par pojawiła się wprawdzie konieczność przeszeregowania, wprowadzenia wielu zmian organizacyjnych i nowych reguł współżycia. Wiele rodzin przeżywa podwyższony stres, ale to nie znaczy, że przeradza się on w kryzys.

Pary z dobrą bazą wypracowały satysfakcjonujące rozwiązania na czas Covid-19. Podeszły do tego w sposób zadaniowy, jak do wyzwania. Uruchomiły konstruktywne strategie zaradcze ze świadomością, że sytuacja jest wyjątkowa i w pewnym momencie się skończy.

Zupełnie inna sytuacja jest w związkach, w których istnieją już od jakiegoś czasu większe problemy. Na co dzień mogą być one łagodzone i bagatelizowane, ale obecna sytuacja sprawia, że wychodzą na wierzch. Trochę jak pod szkłem powiększającym. Dotychczas można było jakoś się mijać i tym samym neutralizować pewne sytuacje konfliktowe. Teraz jesteśmy razem w domu i cechy, które są dla nas pewnego rodzaju potwierdzeniem, że „z tym człowiekiem nie da się żyć”, denerwują bardziej.

W takich parach poziom napięcia jest wysoki. Wystarczy iskra do kłótni. Partnerzy nie mają do siebie cierpliwości, często dochodzi do konfliktów.

Trzeci rodzaj par to te, którym bieżąca sytuacja zaburza równowagę związaną z poziomem bliskości w związku. Partnerzy konstruktywnie funkcjonują w typowych warunkach, ale zamknięcie na jednej przestrzeni wywołuje duży dyskomfort. Czują się jak w pułapce. To jest szczególnie trudne, jak te potrzeby bliskości są różne. Na przykład, jeśli jedna osoba ma dużą potrzebę bycia razem, a druga chce być często sama. Jedno z nich czuje się osaczone prośbami o rozmowę, wspólne oglądanie filmów, częstymi pytaniami etc. A to drugie – sfrustrowane brakiem odwzajemnienia tej potrzeby. Wtedy trzeba pracować nad tym, jak znaleźć złoty środek i uwzględnić perspektywę obojga.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

Jak więc dbać o równowagę w związku podczas kwarantanny?

Jeżeli chodzi o pierwszy typ par, to sprawa jest najprostsza. Wystarczą pewne procedury, nazwanie jasno sytuacji. Podoba mi się idea zebrań rodzinnych. Warto zaprosić do rozmowy dzieciaki, znaleźć duży karton papieru i nazwać, rozpisać wszystkie wyzwania. A potem wspólnie szukać rozwiązań. Na przykład: mamy tylko dwa pokoje i cztery osoby, które muszą równolegle pracować, co z tym robimy? Kto i kiedy korzysta z laptopa? Kto i kiedy zajmuje się dziećmi? Jakie mamy teraz obowiązki? Warto się oczywiście potem w tej sytuacji nawzajem wspierać, zachowywać w sposób elastyczny.

Inaczej sytuacja wygląda w związkach, w których jest dużo napięcia. Gdy partnerzy mają do siebie mnóstwo zastrzeżeń, nie ufają w intencje tego drugiego, mają cały zestaw negatywnych przekonań na jego temat, to łatwo o kłótnię. Na ten czas warto zawrzeć pakt o nieagresji. Spróbujmy zrobić wszystko, żeby nie dolewać oliwy do ognia. W imię tego, by nie pogłębiać kryzysu. Para może powiedzieć sobie co jest dla nich najtrudniejsze. Czego nie robić, jakich emocjonalnych guzików nie naciskać. Warto starać się tych wytycznych trzymać. A jak łagodzić stres? Jedna z par powiedziała mi, że im posłużyło to, że wieczorami grają z dzieciakami w gry planszowe. Okazało się, że to jest niezwykle rozluźniające dla całej rodziny. Napięcie spada, gdy się razem bawią, wygłupiają. Tworzy się fajny klimat.

Czyli nie tylko definiowanie problemów, nazywanie ich, ale też szukanie sposobów na wyluzowanie?

Tak. Jeżeli ktoś czuje, że tego napięcia jest bardzo dużo, niech nałoży maskę, wyjdzie na spacer lub pobiega, zrobi to, co pomoże mu ten stres odreagować. Niewłaściwy sposób komunikacji bardzo podkręca napięcie. Gdy jesteśmy na jednej przestrzeni od rana do wieczora, to możemy się dużo łatwiej “czepiać” – uważajmy na to.

Ważne jest też, by w tym czasie nie oczekiwać od siebie za dużo. To nie jest moment na przeprowadzenie głębokiej zmiany w związku. Zachęcam jednak pary do zdefiniowania tego, co eskaluje napięcie i unikania tych zachowań. W domach często pojawia się taki mechanizm wchodzenia w rolę męczennika czy męczennicy. Chodzenie po domu i narzekanie, że to jest nie sprzątnięte, nie zrobione, że “wszystko na mojej głowie”. To jest mechanizm, który dokłada dużo stresu. Nie prowadzi do rozwiązań – rodzina się wtedy albo odcina albo denerwuje na taką osobę. Inny mechanizm to szukanie winnego – czasami odbywa się niemal proces sądowy. “Prokurator” prowadzi śledztwo, pod tytułem: “Kto nie schował mleka do lodówki?”. Już samo to pytanie jest bardzo agresywne. Może doprowadzić do eskalacji napięcia a niczemu nie służy.

Te zachowania sprawiają, że atmosfera w domu jest ciężka do wytrzymania.

Czas koronawirusa to nie jest też moment na głębokie przepracowanie kwestii związanych z bliskością. Nie na wszystko można się umówić, bo niektóre sprawy dotyczą utrwalonych aspektów naszej osobowości. Zastanówmy się, czy czujemy się komfortowo jak jesteśmy bardzo blisko siebie, czy wtedy, gdy mamy duże poczucie odrębności, gdy nikt nas nie ogranicza? To są rzeczy, które traktujemy jako pewne oczywistości i gdy druga strona chce nas zmieniać, możemy czuć się nierozumiani i zranieni.

Hasło “Nie oceniaj, postaraj się zrozumieć.” powinno być najważniejsze w każdym związku.

Jeżeli możemy, to popatrzmy na tę sytuację z pewnym dystansem. A nawet ze smutkiem, że być może pewnych rzeczy w tym związku nie dostaniemy, bo partner nie potrafi nam ich dać. Nie zakładajmy, że to celowe działanie przeciwko nam. I wtedy postarajmy się wyjść trochę naprzeciw potrzebom drugiej strony. Zadbajmy o swoją potrzebę wolności wychodząc z domu na samotny spacer, ale potem usiądźmy z drugą osobą i obejrzyjmy z nią ten film.

Przeczytaj także: Przemoc w rodzinie w czasie pandemii. Jak sobie z nią poradzić?

Czy ma Pani jeszcze jakieś wskazówki jak dbać o równowagę w relacjach, nie tylko teraz? Jak zapobiegać kryzysowi?

Może to zabrzmi banalnie, ale trzeba rozmawiać o tym, co jest dla nas trudne. Wiele par mówi: “Przecież my rozmawiamy, u nas powinno być ok”. A potem okazuje się, że każdy z partnerów po prostu mówi, wyrzuca z siebie ważne, trudne rzeczy, ale druga strona tego nie przyjmuje, nie słyszy”… albo słyszy, ale nie rozumie.

Dlatego tak ważne jest uważne słuchanie i dopytywanie “Co masz na myśli”?, “Jak to jest?”, “Powiedz mi o tym więcej”.

Często pary na początku relacji świetnie sobie w takich sytuacjach radzą, potrafią się wysłuchać, bo nie mają za sobą historii nieporozumień, zranień. W związku z tym zakładają automatycznie, że ich intencje są dobre i dopytują o różne kwestie. I to jest najważniejsza rzecz, by się spotkać z taką otwartością jak na początku związku.

Oczywiście, kryzysy mogą pojawiać się nawet jak mamy dobre narzędzia do radzenia sobie z nimi. Zdarzają się czynniki zewnętrzne, takie jak utrata pracy, choroba. Istotne są też fazy rozwoju rodziny i wynikające z nich wyzwania, np. pojawienie się dziecka. Wtedy trzeba wiele rzeczy przeformułować, na nowo ustalić równowagę. Te momenty bywają trudne, bo dla każdego z partnerów równowaga i sprawiedliwość mogą oznaczać coś innego.

Wybieramy z rzeczywistości to, co nam pasuje do naszych przekonań. Wnosimy to, co mamy głęboko zakorzenione w schematach rodzinnych. Dajmy na to, że kobieta np. wchodzi w związek z przekonaniem, że mężczyźni się lenią i starają się unikać odpowiedzialności. A mężczyzna wchodzi z wiarą, że wszystkie kobiety się czepiają. Oboje mogą być odpowiedzialni, dbać o związek i generalnie dobrze się traktować, ale te bazowe przekonania mogą stanowić filtr, przez który na siebie patrzą i wyłapują najmniejsze oznaki tego lenistwa i tego czepialstwa. .

I co wtedy zrobić, żeby zderzyć te wizje, nazwać je?

Bardzo ważne jest, jak o tym rozmawiamy. Często partnerom trudno jest zobaczyć perspektywę drugiej strony, bo skoncentrowani są na własnej racji. Kłócą się, przerzucają kolejnymi argumentami i zarzutami, ale nie dochodzą do momentu zrozumienia i uznania potrzeb partnera. Zdarza się jednak, że kiedy otrzymują informację zwrotną od kogoś z zewnątrz, na przykład przyjaciela czy innego uczestnika warsztatów dla par, to sytuacja się zmienia. Partnerzy często odkrywają, że aby dotrzeć do siebie nawzajem trzeba zmienić sposób przekazywania informacji, dobierane słowa, intonację. Gdy ktoś nas atakuje pierwszym odruchem jest obrona i trudno nam słyszeć ważne treści, które za atakiem stoją.

Przeczytaj także: Jak pokonać kryzys w związku?

Rozumiem, że w związku nie chodzi o to, żeby dochodzić racji, ale co zrobić jak pozostaje w nas poczucie niesprawiedliwości, jak nie umiemy odpuścić?

Powiedziała Pani kluczowe słowo: odpuścić. W związku musimy odpuścić coś takiego jak racja. Racja to coś, co syci nasze ego, daje poczucie przewagi. Dochodzi do paradoksu: mam coraz więcej racji, a sytuacja w związku jest coraz gorsza! A przecież partner, który ma poczucie przegranej nie zacznie się z tego powodu bardziej starać. Często wręcz przeciwnie.

Parom, które wpadają w tę pułapkę proponuję zadać sobie pytanie „chcesz mieć rację czy relację?”. Gdy jedno wygrywa, a drugie przegrywa, to przegrywa cały związek.

Przeczytaj także: Przemoc domowa.Gdzie szukać pomocy?

Jak się wznieść “ponad”, jak odpuścić?

Często pytam pary co leży u podłoża ich kłótni, o co tak naprawdę chodzi?.
Można do tego dojść, np. robiąc takie ćwiczenie: Każde z partnerów wchodzi w pozycję zewnętrznego obserwatora i zastanawia się “O co ta para się kłóci, gdy kłóci się o rację?”.

Możemy też się zastanowić, co się wydarzy, jak już ta racja zostanie któremuś przyznana, czego każdemu partnerowi tak naprawdę brakuje. Jakie są jego faktyczne potrzeby? Co jest głębiej? Może się okazać, że spór o rację przykrywa głębokie poczucie, że nie czują się kochani lub akceptowani.

Oczywiście taka praca wymaga otwarcia się, zaufania. Gdy się tego obawiamy i nie mówimy wprost o naszych największym lękach, zranieniach to możemy je przykrywać szukaniem racji i sprawiedliwości. Ta walka “o rację” może być w pewnym sensie napędzająca, dawać nam energię i poczucie siły. Jest w niej sporo złości, trochę manipulacji, strategii, związanych z grami. A przecież jak jedno w związku wygrywa to znaczy, że drugie przegrało. Nie zbuduje się na tym dobrego związku. Można na chwilę ustalić taką niby-równowagę, ale to krucha baza i nie wytrzyma próby jaką jest np. kryzys.

Natomiast, gdy zejdziemy na poziom potrzeb, to zaczynamy pracę nad kondycją związku – kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało. Bez oskarżania partnera. Kiedy zaczynamy uznawać swoje własne ograniczenia, kiedy bierzemy odpowiedzialność za swój wkład w jakość związku.

Gdy zaakceptujemy, że czasem czegoś ważnego od partnera nie dostaniemy. Pary często przychodzą na terapię z taką właśnie nadzieją, że jak powiedzą przy terapeucie z czym im źle i czego by potrzebowali, to, że to dostaną. Zdarza się jednak, że nie jest to możliwe, bo druga strona nie umie, nie może im tego dać. Albo z jakichś względów nie chce, bo to jest np. niezgodne z nią samą. Zrozumienie tego często wiąże się z żałobą za wyobrażeniem, jakie mieliśmy na temat związku, urealnieniem go. Może być też bardzo rozwojowym doświadczeniem dla obojga.

Na przykład: nie czuję się wystarczająco wartościowa i pewna siebie, mam wobec siebie cały rejestr uwag i zastrzeżeń. Spotykam mężczyznę, który wydaje się mieć takie cechy i który mnie docenia i zaczyna we mnie kiełkować nadzieja, że związek z nim sprawi, że będę czuła się spokojna, pewna siebie, odważna. Mijają lata, a ja jestem w tym samym punkcie. Dodatkowo zauważam, że mój partner też przeżywa różne niepokoje i wątpliwości względem swojej wartości. W pewnym momencie dochodzę do ściany i dowiaduję się, że o pewne rzeczy muszę zadbać sama, że nikt mi tego nie da z zewnątrz. Partner może mi pomóc w zaspokajaniu potrzeb, ale nie może zrobić pewnych rzeczy za mnie.

Przyszła mi do głowy taka hipoteza, że ludzie często właśnie kończą związek dlatego, że partner nie daje im tego, czego potrzebują. Może to jednak wcale nie oznacza, że ja muszę się rozstać, bo problem jest we mnie i inny partner nie będzie rozwiązaniem.

Często tak jest. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich sytuacji.
Są dwa rodzaje potrzeb w związku: jedne to te związane z relacją, z tym, żeby miała ona bazę, służyła obojgu. Za te kwestie odpowiadamy we dwoje. Jeśli któreś z partnerów nie szanuje drugiego, nie chce współpracować, w związku istnieje przemoc lub uzależnienia, których partner nie chce leczyć, to faktycznie może to zaburzać naszą potrzebę bezpieczeństwa. Mamy prawo oczekiwać, wręcz żądać, by partner zmienił swoje zachowanie. Jeśli na tę potrzebę nie ma pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera to warto rozważyć rozstanie.

A drugi rodzaj potrzeb to coś, co można nazwać takim pragnieniem dziecka, że poprzez związek ktoś wreszcie całkowicie skupi się na mnie, będzie się troszczyć, doceniać moją wartość, zachwycać, że ktoś pokocha mnie bezwarunkowo. A więc że partner da nam to, czego zabrakło nam, gdy byliśmy dziećmi i czego sami sobie nie umiemy dawać.

Jest taka mądra książka Evy Marii Zurhorst “Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz”, która pokazuje jak działa ten mechanizm. I że jeżeli nie popracujemy głęboko nad sobą, to żaden partner nie zaspokoi naszych potrzeb, bo nie ma takiej mocy sprawczej. W efekcie dojdziemy do rozczarowania.

Przeczytaj także: Dlaczego warto budować partnerskie relacje w związku?

Zakładając jednak, że w związku jest już poważny kryzys, to co możemy robić, żeby przez niego przejść, żeby go wspólnie pokonać?

Czerwone światło powinno zapalić się wtedy, gdy uświadamiam sobie, że coraz mniej lubię partnera, gdy mam w sobie wiele negatywnych opinii na jego temat, gdy pojawia się pogarda w związku. To ważne, by takich momentów nie przeoczyć. Trzeba sobie wtedy powiedzieć po prostu jasno, że jest źle, że jeśli nic z tym nie zrobimy, to nasza relacja może się rozsypać.

Zdarza się, że przychodzi do mnie na terapię para, w której jedna z osób kompletnie nie ma motywacji do naprawiania związku. Mówi, że przyszła, bo prosił ją o to partner, ale nie ma już w sobie pozytywnych uczuć, chce już zakończyć związek. Druga strona jest często zaskoczona, bo partner nic nie mówił, bo cały proces rozwijał się w wewnętrznej emigracji. Dlatego to jest niesłychanie ważne, że jeśli czuję, że jest już źle, to trzeba o tym mówić głośno i wyraźnie, nadać tej rozmowie naprawdę dużą rangę. Umówić się w jakimś neutralnym miejscu, uprzedzić partnera, że chcę rozmawiać o kryzysie, żeby partner też się przygotował. Ważne, by zadać pytanie “Co robimy? Czy chcesz ze mną ten związek ratować?”. I od tego zacząć pracę. Jedna osoba nie uratuje związku. Może go sama zepsuć, ale nie jest w stanie sama go naprawić.

Czy wsparcie specjalisty jest zawsze konieczne?

Nie, nie zawsze, jednak parze może być trudno wyjść z kryzysu na własną rękę, bo partnerzy pewnych rzeczy nie widzą będąc w środku zdarzeń, potrzebują neutralnego spojrzenia i pewnego rodzaju “mediatora”. Można skorzystać z pomocy terapeuty czy mediatora, ale też przyjaciela, zaufanej osoby z rodziny. Zdarza mi się pracować z parami, które potrzebują tylko jednego, dwóch spotkań. Przychodząc na konsultację wstępną już są na drodze naprawczej, bo bez niczyjej pomocy udało im się uzgodnić szereg rzeczy dotyczących kryzysu. Pary te potrzebują potwierdzenia, że idą w dobrym kierunku. A także pomocy w zrozumieniu szkodliwych mechanizmów, by ich więcej nie powtarzać.

W niektórych związkach wewnętrzne siły naprawcze są wystarczająco mocne, inne natomiast potrzebują regularnego wsparcia z zewnątrz przez pewien czas.

Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj także: 10 prostych sposobów na szczęśliwy związek

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcie: archiwum prywatne Doroty Ziółkowskiej – Maciaszek

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Prowadzi bloga i fun page „Studio Rzeczy Ważnych”, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują. :)

10 pomysłów na rozwój osobisty, gdy jesteś aktywną zawodowo mamą

Rozwój osobisty to – w najprostszym ujęciu, szereg działań, dzięki którym stajemy się lepsi w różnych obszarach życia: w pracy, jako rodzice czy jako przyjaciele. Dzięki temu poprawiamy swoje samopoczucie, dbamy o swój umysł i poszerzamy horyzonty. Pytanie tylko – jak znaleźć czas na taki rozwój na co dzień? Jak wyłuskać z przepełnionego dnia rozwojową chwilkę? Oto 10 podpowiedzi dla aktywnych zawodowo mam.
Mama z córką patrzą w ekran laptopa

1. Słuchaj podcastów

Jedną z największych zalet podcastów (poza tym, że wspierają, motywują, uczą, bawią itd.) jest wygoda, z jaką się ich słucha. Możesz dowiedzieć się czegoś nowego podczas sprzątania, możesz poczuć moc motywacji w trakcie spaceru z psem, możesz umilić sobie podcastem gotowanie, spacer
z malutkim dzieckiem albo pobyt na placu zabaw. Nic, tylko słuchać!

Na początek możesz sięgnąć po te pozycje!

2. Poszerz swoją wiedzę w zawodzie

Codziennie zrób jedną małą rzecz, dzięki której będziesz lepsza w tym, co robisz zawodowo. I naprawdę nieważne, co to jest. Jeśli jesteś ekspedientką – wejdź na grupę, na której można dowolnie zadawać ludziom pytania (np. „Pozamiatane. Ch**** pani domu po godzinach”) i napisz np.: „Sprzedaję w sklepie spożywczym. Napiszcie, czego najbardziej nie lubicie w zachowaniach ekspedientek, a co uwielbiacie. Pomóżcie mi być najlepszą ekspedientką w moim mieście”. Poczytaj o tendencjach płacowych w tym zawodzie. Przejrzyj kursy, które mogłyby pomóc ci wejść na stanowisko kierowniczki sklepu. Każdy i zawsze może się rozwijać.

3. Poszerz swoją wiedzę w zakresie pasji

Codziennie zrób jedną małą rzecz, aby udoskonalić swoje umiejętności związane z pasją. Jeśli na przykład lubisz szyć, każdego dnia na pierwszej przerwie w pracy włączaj sobie filmik na YouTube związany z szyciem. Nie musisz od razu ćwiczyć, po prostu poszerzaj horyzonty i wiedzę.

Przeczytaj także: Przekonania, które hamują Twój rozwój

4. Ucz się panować nad emocjami

Ktoś kiedyś powiedział, że posiadanie dzieci to najpiękniejsza, a zarazem najtrudniejsza przygoda życia. To prawda – z pewnością kochasz swoje pociechy, ale czasem też odczuwasz z ich powodu złość, irytację i frustrację. Dlatego też dzieci są idealnym „polem” do ćwiczeń kontroli emocji ;).

Zapoznaj się z technikami kontroli emocji oraz sposobami na błyskawiczną relaksację. Zacznij trenować – codziennie po troszku. Fajnie byłoby, gdyby ktoś kiedyś powiedział, że nie sposób wyprowadzić Cię z równowagi, prawda?

5. Zapisz się do kilku grup na Facebooku

Z pewnością ten krok masz już za sobą. Ale dla odmiany zapisz się do grup nowych. Jeśli uważasz, że nie umiesz gotować – może właśnie gotowanie? Uważasz, że masz kiepską rękę do roślin? Zapisz się do grupy początkujących miłośników kwiatów doniczkowych. Od dawna nie czytałaś, bo nie masz szczęścia do wciągających pozycji? Zapisz się go grupy książkowej.

6. Zmień jedną rzecz, która ci przeszkadza

Zapewne nie lubisz pewnych swoich cech czy zachowań. Może więc zadziałaj w tym obszarze? Nie rzucaj się na głęboką wodę – na początek jedna rzecz. Może być to rzucenie palenia, zrezygnowanie z codziennej, wieczornej lampki wina czy zastąpienie słodkiego croissanta dużym jabłkiem. A może popracuj nad ograniczeniem przeklinania albo przestań ciągle wiązać włosy w kucyk?

Przeczytaj także: Jak zbudować pewność siebie – tylko 7 kroków

7. Ćwicz pamięć przy pomocy aplikacji

Zła wiadomość jest taka, że jeśli masz więcej niż 30 lat, to twoja pamięć stopniowo będzie się pogarszała. Dobra informacja to ta, że możesz temu zaradzić. Od dziś zacznij ćwiczyć pamięć i logiczne myślenie przy pomocy specjalnych aplikacji. Zamiast marnować czas, czekając w kolejce w przychodni albo u dentysty – ćwicz!

8. Czytaj

Podobno „kto czyta, żyje podwójnie”. Trudno o czynność bardziej rozwojową niż właśnie czytanie. Oczywiście nie musisz sięgać tylko po lektury dotyczące samorozwoju.

Oto kilka godnych uwagi pozycji!

9. Spotykaj się z interesującymi ludźmi

Czy masz czasem tak, że poznajesz kogoś interesującego – np. jakąś mamę na placu zabaw, czujesz, że fajnie Wam się rozmawia, ale ostatecznie nie prosisz o numer telefonu, bo Ci głupio? Zmień to! Pozbądź się takich zahamowań i zacznij otaczać się wartościowymi ludźmi. Oni także – w przeciwieństwie do wampirów energetycznych, pozytywnie wpłyną na twój rozwój!

Przeczytaj także: Rozwój kariery, czyli w jakie kompetencje inwestować?

10. Wstawaj wcześnie

Wczesne wstawanie i wczesne chodzenie spać nie wpłynie na twój rozwój osobisty. Z całą pewnością sprawi jednak, że zaczniesz mieć siły i ochotę na wszystko, co zostało wymienione wyżej. Nie wierzysz? Przez tydzień kładź się spać o 21 – efekty przerosną Twoje najśmielsze oczekiwania.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Jak wspierać dziecko wracające do szkoły po przerwie i okresie nauki zdalnej?

Lada moment szkolne korytarze znowu będą pełne gwaru i dziecięcych rozmów. Dzieci mają wrócić do szkół i ... no właśnie, co je czeka w murach szkoły po powrocie? Sprawdziany, kartkówki, sprawdzanie zeszytów, wiedzy, czy radość, że mogą spotkać swoich rówieśników i wymienić się doświadczeniami ostatnich miesięcy? Co jest dla nich teraz najważniejsze? Jak myślisz?
dziewczynka z tornistrem na plecach wychodzi do szkoły

Jak wspierać dzieci wracające do szkoły po okresie nauki zdalnej?

To pytanie, które same sobie zadałyśmy. I na które każda z nas w zespole znalazła własną odpowiedź i kierunek. Może nasze rozwiązania pomogą również Twojemu dziecku w powrocie do szkoły, po długiej przerwie związanej z pandemią i nauką zdalną. Ale chętnie skorzystamy też z Twoich podpowiedzi, jak wspierać dziecko wracające do szkoły po długiej przerwie.

W wielu szkołach nauczyciele już dzisiaj zapowiedzieli uczniom, że będą sprawdzać jak pracowali podczas nauki zdalnej. Mają być sprawdziany, kartkówki, ocenianie zeszytów. Czy to właśnie dzisiaj jest naszym dzieciom najbardziej potrzebne?

Obejrzyj Video: Jak wspierać dzieci w nauce?

Nie do końca mamy wpływ na to, co postanowią nauczyciele, jakie zdanie i podejście będzie miała dyrekcja szkoły czy nasi rządzący, ale na jedno ten wpływ mamy. Na to jak przygotujemy nasze dzieci na powrót do szkół, bo dla wielu z nich nie sama nauka i wiedza będzie wyzwaniem, ale spotkanie swoich rówieśników po tak długiej przerwie. Niektórzy przecież, nie liczyli już nawet na powrót w mury tej konkretnej szkoły – patrz, ósmoklasiści.

Jak wspierać dziecko wracające do szkoły po długiej przerwie?

Poznaj nasze podpowiedzi, przeczytaj czym my kierujemy się w rozmowie z naszymi dziećmi i daj znać jak Ty to robisz. Niech powstanie taki mały poradnik rodzica dziecka wracającego po przerwie do szkoły i nauki stacjonarnej.

  • Ważna jest rozmowa i poznanie odczuć dziecka, zaakceptowanie ich, ale też zapytanie: co o tym myślisz? czego się boisz? Co cię stresuje? Może jesteśmy w stanie jakoś pomóc. Wiem, że oceny nie są najważniejsze i że ten rok nie musi być z paskiem.
  • Można umówić się z innymi rodzicami, żeby dzieci miały szansę się spotkać przed szkołą, zanim wrócą i trochę się oswoić z powrotem do normalności.
  • Przez pierwsze dni odbierać lub odprowadzać do szkoły, żeby czuło się pewniej (oczywiście jeśli się zgodzą :)).
  • Fajne działają rytuały, np. raz w tygodniu spędzamy fajnie czas i po szkole idziemy pograć w piłkę, zjeść razem lody itp.
  • Warto też zainteresować się tym, co się będzie działo w tym czasie w szkole, pytać dzieci czego się dziś nauczyły, co usłyszały od Pani itp. Żeby mieć świadomość, jak to wygląda.

Przeczytaj także: 10 książek, które będą wspierać edukację naszych dzieci

  • Generalnie zainteresowanie i przestrzeń na uczucia to już więcej niż luksus.
  • Powtarzać tyle razy ile trzeba, że oceny nie są najważniejsze.
  • Jak nauczyciele oszaleli i zapowiedzieli 5 sprawdzianów po powrocie to pozwolić nie pisać jakiegoś sprawdzianu (jeśli interwencja w szkole nic nie dała).
  • Zrobić 1 dzień wagarów jeśli jest taka potrzeba. 🙂
  • Nie kazać uzupełniać zeszytów z całego roku i nie wymagać dobrych ocen.
  • Dać coś – np. jakiś mały słodycz – dziecku, żeby podzieliło się z koleżankami / kolegami w szkole.
  • Odliczać dni do wakacji możemy odznaczać w kalendarzu. 🙂
  • Zaplanować wakacje.
  • Tulenie się przez co najmniej 15 minut po powrocie. To wycisza i uspokaja.
  • Zielone kółka czy tam kwadraciki nie są najważniejsze. Po prostu ważne jest to żeby jak najwięcej czerpali ze spotkań w szkole.
  • Pytać czy dziecko rozmawiało z kimś na jakiś super interesujący temat, co zbroiło na przerwie. 🙂 Co było najfajniejsze w danym dniu, a co było najtrudniejsze. A jak nie potrafi powiedzieć, to też jest ok.
  • Pytać z czego jest dumne.
  • Rekompensatą za cały tydzień szkoły może być fajny weekend, czas sam na sam dziecka z rodzicem, tak by miało 100% uwagi, wspólny rodzinny seans filmowy wieczorem.
  • Śniadanie do szkoły z tym co lubi. Takie „jedzenie na pocieszenie”. To oczywiście nie oznacza chipsów i batonów, to może być ulubiona kanapka, warzywko, sałatka owocowa itp.
  • Piknik przed powrotem do szkoły, zorganizowany wspólnie przez rodziców i wychowawcę, aby dzieci na nowo się poznały czy zobaczyły.
  • Przypominanie, że został tylko miesiąc.
  • Wieczorem przed snem opowiedzieć czego może się spodziewać następnego dnia, co może je spotkać w szkole, jak ten dzień będzie wyglądał. Podkreślić, że nie tylko ono będzie zagubione, wyrazić zrozumienie dla jego obaw (o ile one oczywiście występują) i pozytywnie nastawić. 🙂

Przeczytaj także: 11 sposobów jak uczyć się łatwiej i efektywniej

A Ty jak wspierasz swoje dziecko w powrocie do szkoły? Koniecznie daj znać!

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×