Czego szukasz

Jak dbać o równowagę w związku?

“Dopiero gdy zejdziemy na poziom potrzeb, kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało, zaczynamy pracę nad kondycją związku”. Co robić, żeby dbać o równowagę w naszych relacjach? Jak radzić sobie z kryzysem? W jaki sposób zadbać o naszą potrzebę bliskości? Na te pytania odpowiada Dorota Ziółkowska-Maciaszek – psycholog, psychoterapeuta. Od wielu lat prowadzi mediacje małżeńskie i terapię par. Jest prezesem fundacji “Rozwód? Poczekaj”.

  • Natalia Gozdowska - 30/05/2020

Czy obserwuje Pani wśród swoich pacjentów więcej konfliktów, trudności w związkach w czasie pandemii koronawirusa?

Wczoraj zadałam sobie to pytanie, bo mijają właśnie 2 i pół miesiąca izolacji.

Zgłaszają się do mnie przede wszystkim pary, które już wcześniej miały problemy, przechodziły przez kryzysy. Obecna sytuacja może reaktywować dawne trudności lub odkrywać dotąd nieujawnione problemy. Nie mam jednak poczucia, żeby nastąpiła jakaś totalna zapaść w związkach. U wielu par pojawiła się wprawdzie konieczność przeszeregowania, wprowadzenia wielu zmian organizacyjnych i nowych reguł współżycia. Wiele rodzin przeżywa podwyższony stres, ale to nie znaczy, że przeradza się on w kryzys.

Pary z dobrą bazą wypracowały satysfakcjonujące rozwiązania na czas Covid-19. Podeszły do tego w sposób zadaniowy, jak do wyzwania. Uruchomiły konstruktywne strategie zaradcze ze świadomością, że sytuacja jest wyjątkowa i w pewnym momencie się skończy.

Zupełnie inna sytuacja jest w związkach, w których istnieją już od jakiegoś czasu większe problemy. Na co dzień mogą być one łagodzone i bagatelizowane, ale obecna sytuacja sprawia, że wychodzą na wierzch. Trochę jak pod szkłem powiększającym. Dotychczas można było jakoś się mijać i tym samym neutralizować pewne sytuacje konfliktowe. Teraz jesteśmy razem w domu i cechy, które są dla nas pewnego rodzaju potwierdzeniem, że „z tym człowiekiem nie da się żyć”, denerwują bardziej.

W takich parach poziom napięcia jest wysoki. Wystarczy iskra do kłótni. Partnerzy nie mają do siebie cierpliwości, często dochodzi do konfliktów.

Trzeci rodzaj par to te, którym bieżąca sytuacja zaburza równowagę związaną z poziomem bliskości w związku. Partnerzy konstruktywnie funkcjonują w typowych warunkach, ale zamknięcie na jednej przestrzeni wywołuje duży dyskomfort. Czują się jak w pułapce. To jest szczególnie trudne, jak te potrzeby bliskości są różne. Na przykład, jeśli jedna osoba ma dużą potrzebę bycia razem, a druga chce być często sama. Jedno z nich czuje się osaczone prośbami o rozmowę, wspólne oglądanie filmów, częstymi pytaniami etc. A to drugie – sfrustrowane brakiem odwzajemnienia tej potrzeby. Wtedy trzeba pracować nad tym, jak znaleźć złoty środek i uwzględnić perspektywę obojga.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

Jak więc dbać o równowagę w związku podczas kwarantanny?

Jeżeli chodzi o pierwszy typ par, to sprawa jest najprostsza. Wystarczą pewne procedury, nazwanie jasno sytuacji. Podoba mi się idea zebrań rodzinnych. Warto zaprosić do rozmowy dzieciaki, znaleźć duży karton papieru i nazwać, rozpisać wszystkie wyzwania. A potem wspólnie szukać rozwiązań. Na przykład: mamy tylko dwa pokoje i cztery osoby, które muszą równolegle pracować, co z tym robimy? Kto i kiedy korzysta z laptopa? Kto i kiedy zajmuje się dziećmi? Jakie mamy teraz obowiązki? Warto się oczywiście potem w tej sytuacji nawzajem wspierać, zachowywać w sposób elastyczny.

Inaczej sytuacja wygląda w związkach, w których jest dużo napięcia. Gdy partnerzy mają do siebie mnóstwo zastrzeżeń, nie ufają w intencje tego drugiego, mają cały zestaw negatywnych przekonań na jego temat, to łatwo o kłótnię. Na ten czas warto zawrzeć pakt o nieagresji. Spróbujmy zrobić wszystko, żeby nie dolewać oliwy do ognia. W imię tego, by nie pogłębiać kryzysu. Para może powiedzieć sobie co jest dla nich najtrudniejsze. Czego nie robić, jakich emocjonalnych guzików nie naciskać. Warto starać się tych wytycznych trzymać. A jak łagodzić stres? Jedna z par powiedziała mi, że im posłużyło to, że wieczorami grają z dzieciakami w gry planszowe. Okazało się, że to jest niezwykle rozluźniające dla całej rodziny. Napięcie spada, gdy się razem bawią, wygłupiają. Tworzy się fajny klimat.

Czyli nie tylko definiowanie problemów, nazywanie ich, ale też szukanie sposobów na wyluzowanie?

Tak. Jeżeli ktoś czuje, że tego napięcia jest bardzo dużo, niech nałoży maskę, wyjdzie na spacer lub pobiega, zrobi to, co pomoże mu ten stres odreagować. Niewłaściwy sposób komunikacji bardzo podkręca napięcie. Gdy jesteśmy na jednej przestrzeni od rana do wieczora, to możemy się dużo łatwiej “czepiać” – uważajmy na to.

Ważne jest też, by w tym czasie nie oczekiwać od siebie za dużo. To nie jest moment na przeprowadzenie głębokiej zmiany w związku. Zachęcam jednak pary do zdefiniowania tego, co eskaluje napięcie i unikania tych zachowań. W domach często pojawia się taki mechanizm wchodzenia w rolę męczennika czy męczennicy. Chodzenie po domu i narzekanie, że to jest nie sprzątnięte, nie zrobione, że “wszystko na mojej głowie”. To jest mechanizm, który dokłada dużo stresu. Nie prowadzi do rozwiązań – rodzina się wtedy albo odcina albo denerwuje na taką osobę. Inny mechanizm to szukanie winnego – czasami odbywa się niemal proces sądowy. “Prokurator” prowadzi śledztwo, pod tytułem: “Kto nie schował mleka do lodówki?”. Już samo to pytanie jest bardzo agresywne. Może doprowadzić do eskalacji napięcia a niczemu nie służy.

Te zachowania sprawiają, że atmosfera w domu jest ciężka do wytrzymania.

Czas koronawirusa to nie jest też moment na głębokie przepracowanie kwestii związanych z bliskością. Nie na wszystko można się umówić, bo niektóre sprawy dotyczą utrwalonych aspektów naszej osobowości. Zastanówmy się, czy czujemy się komfortowo jak jesteśmy bardzo blisko siebie, czy wtedy, gdy mamy duże poczucie odrębności, gdy nikt nas nie ogranicza? To są rzeczy, które traktujemy jako pewne oczywistości i gdy druga strona chce nas zmieniać, możemy czuć się nierozumiani i zranieni.

Hasło “Nie oceniaj, postaraj się zrozumieć.” powinno być najważniejsze w każdym związku.

Jeżeli możemy, to popatrzmy na tę sytuację z pewnym dystansem. A nawet ze smutkiem, że być może pewnych rzeczy w tym związku nie dostaniemy, bo partner nie potrafi nam ich dać. Nie zakładajmy, że to celowe działanie przeciwko nam. I wtedy postarajmy się wyjść trochę naprzeciw potrzebom drugiej strony. Zadbajmy o swoją potrzebę wolności wychodząc z domu na samotny spacer, ale potem usiądźmy z drugą osobą i obejrzyjmy z nią ten film.

Przeczytaj także: Przemoc w rodzinie w czasie pandemii. Jak sobie z nią poradzić?

Czy ma Pani jeszcze jakieś wskazówki jak dbać o równowagę w relacjach, nie tylko teraz? Jak zapobiegać kryzysowi?

Może to zabrzmi banalnie, ale trzeba rozmawiać o tym, co jest dla nas trudne. Wiele par mówi: “Przecież my rozmawiamy, u nas powinno być ok”. A potem okazuje się, że każdy z partnerów po prostu mówi, wyrzuca z siebie ważne, trudne rzeczy, ale druga strona tego nie przyjmuje, nie słyszy”… albo słyszy, ale nie rozumie.

Dlatego tak ważne jest uważne słuchanie i dopytywanie “Co masz na myśli”?, “Jak to jest?”, “Powiedz mi o tym więcej”.

Często pary na początku relacji świetnie sobie w takich sytuacjach radzą, potrafią się wysłuchać, bo nie mają za sobą historii nieporozumień, zranień. W związku z tym zakładają automatycznie, że ich intencje są dobre i dopytują o różne kwestie. I to jest najważniejsza rzecz, by się spotkać z taką otwartością jak na początku związku.

Oczywiście, kryzysy mogą pojawiać się nawet jak mamy dobre narzędzia do radzenia sobie z nimi. Zdarzają się czynniki zewnętrzne, takie jak utrata pracy, choroba. Istotne są też fazy rozwoju rodziny i wynikające z nich wyzwania, np. pojawienie się dziecka. Wtedy trzeba wiele rzeczy przeformułować, na nowo ustalić równowagę. Te momenty bywają trudne, bo dla każdego z partnerów równowaga i sprawiedliwość mogą oznaczać coś innego.

Wybieramy z rzeczywistości to, co nam pasuje do naszych przekonań. Wnosimy to, co mamy głęboko zakorzenione w schematach rodzinnych. Dajmy na to, że kobieta np. wchodzi w związek z przekonaniem, że mężczyźni się lenią i starają się unikać odpowiedzialności. A mężczyzna wchodzi z wiarą, że wszystkie kobiety się czepiają. Oboje mogą być odpowiedzialni, dbać o związek i generalnie dobrze się traktować, ale te bazowe przekonania mogą stanowić filtr, przez który na siebie patrzą i wyłapują najmniejsze oznaki tego lenistwa i tego czepialstwa. .

I co wtedy zrobić, żeby zderzyć te wizje, nazwać je?

Bardzo ważne jest, jak o tym rozmawiamy. Często partnerom trudno jest zobaczyć perspektywę drugiej strony, bo skoncentrowani są na własnej racji. Kłócą się, przerzucają kolejnymi argumentami i zarzutami, ale nie dochodzą do momentu zrozumienia i uznania potrzeb partnera. Zdarza się jednak, że kiedy otrzymują informację zwrotną od kogoś z zewnątrz, na przykład przyjaciela czy innego uczestnika warsztatów dla par, to sytuacja się zmienia. Partnerzy często odkrywają, że aby dotrzeć do siebie nawzajem trzeba zmienić sposób przekazywania informacji, dobierane słowa, intonację. Gdy ktoś nas atakuje pierwszym odruchem jest obrona i trudno nam słyszeć ważne treści, które za atakiem stoją.

Przeczytaj także: Jak pokonać kryzys w związku?

Rozumiem, że w związku nie chodzi o to, żeby dochodzić racji, ale co zrobić jak pozostaje w nas poczucie niesprawiedliwości, jak nie umiemy odpuścić?

Powiedziała Pani kluczowe słowo: odpuścić. W związku musimy odpuścić coś takiego jak racja. Racja to coś, co syci nasze ego, daje poczucie przewagi. Dochodzi do paradoksu: mam coraz więcej racji, a sytuacja w związku jest coraz gorsza! A przecież partner, który ma poczucie przegranej nie zacznie się z tego powodu bardziej starać. Często wręcz przeciwnie.

Parom, które wpadają w tę pułapkę proponuję zadać sobie pytanie „chcesz mieć rację czy relację?”. Gdy jedno wygrywa, a drugie przegrywa, to przegrywa cały związek.

Przeczytaj także: Przemoc domowa.Gdzie szukać pomocy?

Jak się wznieść “ponad”, jak odpuścić?

Często pytam pary co leży u podłoża ich kłótni, o co tak naprawdę chodzi?.
Można do tego dojść, np. robiąc takie ćwiczenie: Każde z partnerów wchodzi w pozycję zewnętrznego obserwatora i zastanawia się “O co ta para się kłóci, gdy kłóci się o rację?”.

Możemy też się zastanowić, co się wydarzy, jak już ta racja zostanie któremuś przyznana, czego każdemu partnerowi tak naprawdę brakuje. Jakie są jego faktyczne potrzeby? Co jest głębiej? Może się okazać, że spór o rację przykrywa głębokie poczucie, że nie czują się kochani lub akceptowani.

Oczywiście taka praca wymaga otwarcia się, zaufania. Gdy się tego obawiamy i nie mówimy wprost o naszych największym lękach, zranieniach to możemy je przykrywać szukaniem racji i sprawiedliwości. Ta walka “o rację” może być w pewnym sensie napędzająca, dawać nam energię i poczucie siły. Jest w niej sporo złości, trochę manipulacji, strategii, związanych z grami. A przecież jak jedno w związku wygrywa to znaczy, że drugie przegrało. Nie zbuduje się na tym dobrego związku. Można na chwilę ustalić taką niby-równowagę, ale to krucha baza i nie wytrzyma próby jaką jest np. kryzys.

Natomiast, gdy zejdziemy na poziom potrzeb, to zaczynamy pracę nad kondycją związku – kiedy mówimy, czego nam potrzeba, czego mamy za mało. Bez oskarżania partnera. Kiedy zaczynamy uznawać swoje własne ograniczenia, kiedy bierzemy odpowiedzialność za swój wkład w jakość związku.

Gdy zaakceptujemy, że czasem czegoś ważnego od partnera nie dostaniemy. Pary często przychodzą na terapię z taką właśnie nadzieją, że jak powiedzą przy terapeucie z czym im źle i czego by potrzebowali, to, że to dostaną. Zdarza się jednak, że nie jest to możliwe, bo druga strona nie umie, nie może im tego dać. Albo z jakichś względów nie chce, bo to jest np. niezgodne z nią samą. Zrozumienie tego często wiąże się z żałobą za wyobrażeniem, jakie mieliśmy na temat związku, urealnieniem go. Może być też bardzo rozwojowym doświadczeniem dla obojga.

Na przykład: nie czuję się wystarczająco wartościowa i pewna siebie, mam wobec siebie cały rejestr uwag i zastrzeżeń. Spotykam mężczyznę, który wydaje się mieć takie cechy i który mnie docenia i zaczyna we mnie kiełkować nadzieja, że związek z nim sprawi, że będę czuła się spokojna, pewna siebie, odważna. Mijają lata, a ja jestem w tym samym punkcie. Dodatkowo zauważam, że mój partner też przeżywa różne niepokoje i wątpliwości względem swojej wartości. W pewnym momencie dochodzę do ściany i dowiaduję się, że o pewne rzeczy muszę zadbać sama, że nikt mi tego nie da z zewnątrz. Partner może mi pomóc w zaspokajaniu potrzeb, ale nie może zrobić pewnych rzeczy za mnie.

Przyszła mi do głowy taka hipoteza, że ludzie często właśnie kończą związek dlatego, że partner nie daje im tego, czego potrzebują. Może to jednak wcale nie oznacza, że ja muszę się rozstać, bo problem jest we mnie i inny partner nie będzie rozwiązaniem.

Często tak jest. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich sytuacji.
Są dwa rodzaje potrzeb w związku: jedne to te związane z relacją, z tym, żeby miała ona bazę, służyła obojgu. Za te kwestie odpowiadamy we dwoje. Jeśli któreś z partnerów nie szanuje drugiego, nie chce współpracować, w związku istnieje przemoc lub uzależnienia, których partner nie chce leczyć, to faktycznie może to zaburzać naszą potrzebę bezpieczeństwa. Mamy prawo oczekiwać, wręcz żądać, by partner zmienił swoje zachowanie. Jeśli na tę potrzebę nie ma pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera to warto rozważyć rozstanie.

A drugi rodzaj potrzeb to coś, co można nazwać takim pragnieniem dziecka, że poprzez związek ktoś wreszcie całkowicie skupi się na mnie, będzie się troszczyć, doceniać moją wartość, zachwycać, że ktoś pokocha mnie bezwarunkowo. A więc że partner da nam to, czego zabrakło nam, gdy byliśmy dziećmi i czego sami sobie nie umiemy dawać.

Jest taka mądra książka Evy Marii Zurhorst “Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz”, która pokazuje jak działa ten mechanizm. I że jeżeli nie popracujemy głęboko nad sobą, to żaden partner nie zaspokoi naszych potrzeb, bo nie ma takiej mocy sprawczej. W efekcie dojdziemy do rozczarowania.

Przeczytaj także: Dlaczego warto budować partnerskie relacje w związku?

Zakładając jednak, że w związku jest już poważny kryzys, to co możemy robić, żeby przez niego przejść, żeby go wspólnie pokonać?

Czerwone światło powinno zapalić się wtedy, gdy uświadamiam sobie, że coraz mniej lubię partnera, gdy mam w sobie wiele negatywnych opinii na jego temat, gdy pojawia się pogarda w związku. To ważne, by takich momentów nie przeoczyć. Trzeba sobie wtedy powiedzieć po prostu jasno, że jest źle, że jeśli nic z tym nie zrobimy, to nasza relacja może się rozsypać.

Zdarza się, że przychodzi do mnie na terapię para, w której jedna z osób kompletnie nie ma motywacji do naprawiania związku. Mówi, że przyszła, bo prosił ją o to partner, ale nie ma już w sobie pozytywnych uczuć, chce już zakończyć związek. Druga strona jest często zaskoczona, bo partner nic nie mówił, bo cały proces rozwijał się w wewnętrznej emigracji. Dlatego to jest niesłychanie ważne, że jeśli czuję, że jest już źle, to trzeba o tym mówić głośno i wyraźnie, nadać tej rozmowie naprawdę dużą rangę. Umówić się w jakimś neutralnym miejscu, uprzedzić partnera, że chcę rozmawiać o kryzysie, żeby partner też się przygotował. Ważne, by zadać pytanie “Co robimy? Czy chcesz ze mną ten związek ratować?”. I od tego zacząć pracę. Jedna osoba nie uratuje związku. Może go sama zepsuć, ale nie jest w stanie sama go naprawić.

Czy wsparcie specjalisty jest zawsze konieczne?

Nie, nie zawsze, jednak parze może być trudno wyjść z kryzysu na własną rękę, bo partnerzy pewnych rzeczy nie widzą będąc w środku zdarzeń, potrzebują neutralnego spojrzenia i pewnego rodzaju “mediatora”. Można skorzystać z pomocy terapeuty czy mediatora, ale też przyjaciela, zaufanej osoby z rodziny. Zdarza mi się pracować z parami, które potrzebują tylko jednego, dwóch spotkań. Przychodząc na konsultację wstępną już są na drodze naprawczej, bo bez niczyjej pomocy udało im się uzgodnić szereg rzeczy dotyczących kryzysu. Pary te potrzebują potwierdzenia, że idą w dobrym kierunku. A także pomocy w zrozumieniu szkodliwych mechanizmów, by ich więcej nie powtarzać.

W niektórych związkach wewnętrzne siły naprawcze są wystarczająco mocne, inne natomiast potrzebują regularnego wsparcia z zewnątrz przez pewien czas.

Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj także: 10 prostych sposobów na szczęśliwy związek

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcie: archiwum prywatne Doroty Ziółkowskiej – Maciaszek

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)

Mama nie jest jedynym opiekunem dziecka – list od Agnieszki

Dzielimy się z Wami naszą wiedzą i doświadczeniem, a czasem własnymi przemyśleniami związanymi z rodzicielstwem, pracą, worka-life-balance itp. Ostatni temat z newslettera uruchomił w wielu z Was sporo emocji. A temat dotyczył tego, czy Ty też wpadłaś w pułapkę "nie opłaca mi się wracać do pracy". Jedna z naszych czytelniczek Agnieszka, podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami związanymi z inną pułapką w jaką wpadają mamy. Dotyczy ona, przejęcia wszystkich obowiązków domowych, a także bycie jedynym opiekunem dziecka będąc na urlopie macierzyńskim.
  • Listy do Redakcji - 02/07/2020
mama wiąże buty dziecka

Wyzwania mamy

Młoda mama, to często też stosunkowo młoda żona, która może wpaść w podwójną pułapkę. Jako młoda żona chcę dogodzić – czytaj wyręczać – męża, a jako młoda matka czuję presję społeczną, żeby przejąć odpowiedzialność za wszystko.

W końcu „siedzę” w domu, więc mogę robić wszystko – to fatalny start dla kobiety. Nawet przy wspierającym mężu i jednym dziecku, macierzyństwo bywa wyzwaniem, zwłaszcza kiedy chcemy się realizować również na innych polach. Do dzielenia wynagrodzenia niani czy żłobka na dwoje, dodałabym jeszcze kwestię postrzegania urlopu macierzyńskiego.

Przeczytaj także: Czy dałaś się złapać w pułapkę „nie opłaca mi się wrócić do pracy”?

Moja historia

U nas przez dłuższy czas po moim powrocie do pracy, to mąż opłacał nianię. Ja dokładałam się do wspólnych wydatków „na życie”. Od początku postrzegaliśmy wynagrodzenie niani jako nasz wspólny wkład. Mój był finansowo w ogólnym rozliczeniu mniejszy, ale to ja załatwiałam wszystkie formalności z nianią i z ZUS-em oraz US.

Pomimo dużego zaangażowania taty (osobistego, nie tylko finansowego) przez wiele miesięcy po powrocie do pracy, jak tylko wracałam do domu, przełączałam się w tryb opieki i poczucia całkowitej odpowiedzialności (za dziecko, za organizację tej opieki kiedy mnie nie ma, za domową logistykę itp.). Pomogła mi dopiero zmiana pracy.

Nowa praca była dość wymagająca, a ja się w nią bardzo (może nawet za bardzo) zaangażowałam. I tu tata się wykazał i zmienił mnie w roli głównego opiekuna (córka miała około 2 lat). Obecnie (córka 4,5 roku) jesteśmy opiekunami absolutnie równorzędnymi. Ja trochę bardziej zaangażowana w logistykę okołodomową, mąż w okołoprzedszkolną.

Przeczytaj także: Jak pozostać sobą będąc mamą?

Nie bierz wszystkiego na siebie

Odnośnie urlopu macierzyńskiego: myślę, że warto uświadamiać rodzicom, że urlop macierzyński, to urlop od obowiązków zawodowych. A nie całkowite przejęcie opieki nad dzieckiem oraz obowiązków domowych. Obowiązki zawodowe, to niech będzie 8 godzin + 2 godziny na dojazdy (z perspektywy dużego miasta), czyli zamieniamy obowiązki zawodowe na opiekę nad dzieckiem. Nad dzieckiem, a nie nad wszystkim innym – nie zamieniamy się w wieloczynnościowego robota.

Jeśli zrobimy w tym czasie coś więcej, bo dziecko np. dobrze śpi w dzień, jest mało wymagające, jeśli chodzi o noszenie czy karmienie, to super. Jeśli nie zrobimy nic albo niewiele, to nie znaczy, że ktoś może nam wytykać, że „inne sobie lepiej radzą”.

Przeczytaj także: Jak się przygotować na powrót do pracy?

Mama nie jest jedynym opiekunem dziecka

Każda mama i każde dziecko są inne. Po tych godzinach opieki wyłącznej przychodzi czas na podział obowiązków. Mama nie jest jedynym opiekunem dziecka 24 h na dobę. Dziecko często ma dwoje rodziców, a czasem przydałaby się cała wioska wsparcia. I to obydwoje rodzice są odpowiedzialni za opiekę, logistykę okołodomową, okołozdrowotną i wszystkie inne rzeczy.

Urlop macierzyński nie może oznaczać, że w ramach urlopu fundujemy sobie (fundują nam) zajęcie i odpowiedzialność na 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Dobrze żeby młodzi rodzice to zrozumieli, najlepiej jeszcze przed pojawieniem się dziecka na świecie.

Pomimo tego, że jestem starą wiekiem, młodą mamą, to długo musiałam szukać tego spojrzenia na urlop macierzyński – na pewno dłużej niż trwał mój urlop. 🙂

Przeczytaj także: Urlop wychowawczy – wszystko co musisz wiedzieć!

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy – wyniki konkursu – sprawdź kto wygrał!

Przeczytaj kto wygrał konkurs "Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy" i poznaj fragmenty nagrodzonych prac, które już wkrótce będziesz mogła poznać opublikowane w całości! Spośród nadesłanych 53 prac wybrałyśmy trzy najlepsze i wyróżniłyśmy cztery dodatkowe dzienniki.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 02/07/2020
grafika projektu Matka w Kwarantannie. Dziennik pokładowy

Konkurs „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy” – wspólny projekt Mamy dla Mamy, The Mother Mag i Mamo Pracuj z okazji Dnia Matki

Zadanie konkursowe polegało na przesłaniu na wskazany adres spisanych w formie dziennika prac pisemnych, o tym jak Twoje życie toczy się od czasu kiedy zaczęła się epidemia, jak się zmieniło. Jak działa izolacja na Ciebie i Twoją rodzinę? Co zabrała, a co dała w zamian? Może w jakiś szczególny sposób wpłynęła na Twój rozwój osobisty i zrobiłaś coś, co od dawna było spychane na margines?

Już w ciągu pierwszych kilku dni zaczęły powoli nadchodzić do nas prace konkursowe. W sumie otrzymałyśmy 53 prace, zawierające cały wachlarz Waszych emocji, wrażeń i doświadczeń z okresu izolacji. Prac będących swoistym świadectwem tych nietypowych czasów. Bardzo cennych nie tylko dla Was, ale również nas. <3

Dziękujemy za wszystkie Wasze prace, za otwartość, pomysłowość i chęć podzielenia się swoimi wrażeniami oraz fragmentem Waszego rodzinnego życia.

Jury, które składało się z trzech osób:

  • Barbara Falenta – właścicielka Wydawnictwa Mamy Dla Mamy, autorka i koordynatorka pomysłu wydania bestsellera – serii książek “Mamy dla Mamy”.
  • Moskalik Pieper – redaktorka naczelna portalu Mamopracuj.pl i
  • Monika Pryśko – blogerka Tekstualna, redaktorka naczelna serwisu The Mother Mag,

spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń wybrało 7 najlepszych prac.

Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy – nagrody

I nagroda

  • publikacja całości lub fragmentów nagrodzonej pracy w serwisie online The Mother Mag,
  • możliwość odbycia płatnego stażu w redakcji The Mother Mag, gdzie będziesz mogła podszlifować swój warsztat,
  • zestaw gadżetów Mamopracuj.pl,
  • pakiet 2 książek od Wydawnictwa Mamy dla Mamy,
  • zestaw 3 magazynów The Mother Mag – 2, 4 i 5 numer (w każdym numerze naklejka i plakat).

II nagroda

  • publikacja całości lub fragmentów nagrodzonej pracy na stronie www.mamopracuj.pl,
  • zestaw gadżetów Mamopracuj.pl,
  • pakiet 2 książek od Wydawnictwa Mamy dla Mamy,
  • zestaw 2 magazynów The Mother Mag – 4 i 5 numer (w każdym numerze naklejka i plakat).

III nagroda

  • publikacja całości lub fragmentów nagrodzonej pracy na stronie www. mamopracuj.pl
  • zestaw gadżetów Mamopracuj.pl,
  • pakiet 2 książek od Wydawnictwa Mamy dla Mamy,
  • zestaw 2 magazynów The Mother Mag – 4 i 5 numer (w każdym numerze naklejka i plakat).

Jury zdecydowało również o przyznaniu 4 wyróżnień

  • wyróżnienie Wydawnictwa Mamy Dla Mamy z nagrodą w postaci gadżetów od Mamo Pracuj,
  • wyróżnienie redakcji The Mother Mag, z nagrodą w postaci ostatniego 6 numeru magazynu The Mother Mag w wersji papierowej,
  • wyróżnienie redakcji Mamo Pracuj, z nagrodą w postaci zestawu gadżetów od Mamo Pracuj,
  • wspólne wyróżnienie Jury z nagrodą w postaci 6 numeru magazynu The Mother Mag i zestawu gadżetów od Mamo Pracuj.

Kto wygrał konkurs Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy?

III nagroda w konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Zuzanna Angelosanto za dziennik „Zapiski z czasu zarazy”

Oto fragment pracy:

„14 marca
Wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego w Polsce.

Irytuję się kiedy po raz kolejny ktoś czegoś ode mnie chce. Jeść. Pić. Mogę pada? Siku. A gdzie jest kot? Poproszę daktyla. A dlaczego ta elektryczna hulajnoga ma alarm? Mamo? Kiedy to młodszy zaczął mówić, zastanawiam się znad tabelek.

18 marca
Odwołali Eurowizję. Nie zrobię corocznej blachy nachos.

Wszystko jest kwestią organizacji więc jak tylko to ogarnę będzie dobrze. Gdyby tylko dali mi skończyć…

Spinka trwa od kilku dni. Muszę odpuścić, bo wszyscy zrobiliśmy się nerwowi. Łącznie z kotami. Biedaki nie rozumieją dlaczego tak dużo czasu spędzamy nagle na ich terenie. (…)”

II nagroda w konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Karolina Wasilewska za dziennik „Świrus w koronie”

Oto fragmenty pracy:

„DZIEŃ 70

Wprowadzono nakaz chodzenia po ulicy w maskach i w odległości 2 m od siebie. Czyli mogę się z mężem bzyknąć w sypialni, ale na ulicy może mnie zarazić wirusem? Serio?
„Mamoo, czy ten rząd nas nie lubi? Dlaczego tak sądzisz kochanie? Bo każe nam zakrywać usta i nos, a tlen jest potrzebny do oddychania.” Kurtyna. (…)”

DZIEŃ 72

Dziś otwierają przedszkola. Hurra! Oczywiście, że wracamy do normalności. Młody do placówki, a ja do stukania w klawisze. Na początek zaznajamiam młodego ze wszystkimi nowymi zasadami. Maseczki, dezynfekcja, pomiary temperatury, ukochane ciocie w fartuchach i przyłbicach.Czterolatkowi trudno zrozumieć tą nową normalność.
„Mamoo, ale przecież nie ma tego koronawirusa”. Ale są procedury. (…)”

I nagroda w konkursie Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy

Karolina Foch-Szpak za dziennik „Matka na skraju załamania nerwowego”.

Oto fragmenty pracy:

„Młody albo nie śpi w ogóle albo chodzi spać o jakichś chorych porach typu 23 czy 24. Starszak od zeszłego czwartku siedzi w domu. I tak miałam go zostawić ze względu na wiadomo-co, ale inaczej jest jak sama chcesz zostawić dziecko w domu, a zdecydowanie inaczej, kiedy odgórnie ci nakazują, bo zamykają szkoły, przedszkola i wszystko, gdzie dziecko można by oddać chociaż na chwilę. (…) Może wyjaśnię: jestem nauczycielem. Z zawodu i z powołania. No zawsze chciałam, mam jakąś tam wyrobioną renomę, i inne takie. Pracowałam w różnych placówkach oświaty, od przedszkoli, przez gimnazja po szkoły dla dorosłych. Ale ze swoim dzieckiem… no nie mogę! (…)”

Wyróżnienie od Wydawnictwa Mamy dla Mamy

Marta Pokrop-Dubicka za pracę „Matka w kwarantannie”.

Oto fragmenty pracy:

„Połowa marca 2020. Praca zdalna dla całej spółki. Pierwsze myśli? Będzie super, w końcu pomieszkam w domu. Będę gotować, sprzątać, robić pranie, poćwiczę z jakąś celebrytką, dam wolne niani – sama będę spędzać czas z dziećmi (dziewczynki 2,5 roku i 13 lat). (…) Mijają dni, tygodnie, a każdy dzień to walka o przetrwanie. Nigdy nie kochałam tak weekendów jak teraz. Każdy coś ode mnie chce. Mam ochotę krzyczeć, płakać, pojawiają się problemy ze spaniem. Przestaje się cieszyć. Przecież siedzę w domu, czemu na nic nie mam czasu? Czemu jest bałagan, czemu nie ćwiczę, czemu ani razu nie ugotowałam obiadu? Dlaczego tyle osób ma czas na czytanie książek, artykułów? A ja kończę na tytułach czy nagłówkach. Kolejne myśli jakie się pojawiają, to dlaczego nie jestem perfekcyjna. Dlaczego słyszę: ja zrobiłem śniadanie, ja się z nią bawiłem i to ja byłem księżniczką. Słuchajcie ja też to robię! Ja też się bawię, całymi dniami tulę, kocham, usypiam, ale to wszystko przeplata się z pracą. No i tu temat do kłótni. Dlaczego o mnie nie piszą artykułów? Dlaczego ze mną nie robią wywiadów? Tyle lat studiów, takie doświadczenie, matka polka – dzieci na cyckach chowane… A mój mąż, który bawi się w artystę (jak to jeden portal w czerwcu 2020 napisał, jest jednym z kilkudziesięciu manikiurzytsów w Polsce) pisze o Nim, wychwala go, telewizja śniadaniowa, no celebryta – był dwa razy. A ja? A my kobiety? Które dbamy, pracujemy, jesteśmy mamami, które myślimy 24 na dobę, co z nami? Czemu o nas nikt nie pisze? Czemu nie ma artykułu o mnie? Marta Pokrop-Dubicka wspaniała żona, matka, pracownik? Hmm nie znam odpowiedzi. Jeszcze. Z czasem na pewno ją poznam, dużo myślę, więc dojdę i do tego. Jednym słowem chaos. (…)”

Wyróżnienie redakcji The Mother Mag

Maria Owczarek za „Pandemnik”

Oto fragmenty pracy:

„Szukam informacji o ludziach, którzy byli produktywni podczas epidemii.
Newton wynalazł rachunek różniczkowy, a Defoe napisał książkę o życiu podczas dżumy. Tycjan i Van Dyck, Schiele i Munch malowali. Jasne, nie jestem Newtonem. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym móc poświęcić energię, którą pochłania martwienie się, na coś konkretniejszego.
No i jeszcze jakoś nie znajduję informacji o tym, żeby którykolwiek z tych mężczyzn zajmował się podczas pandemii swoimi dzieciakami. (…) Dzień dziesiąty. Zaczynam bać się wyjść na dwór. Lęk przed zarazkami się pogłębia. Boję się nacisnąć przycisk na przejściu dla pieszych, otworzyć drzwi sklepu, wziąć opakowanie z półki. (…) Dzień dziewięćdziesiąty siódmy. Rzuciło mnie na lokalny rynek. Ja wiem, że wirus, ale truskawki! Morele! Peonie! Wychodzę stamtąd z bolącym brzuchem i świętym przekonaniem, że ta charcząca baba bez maseczki musiała napluć na moje dziecko i że na pewno wszyscy złapiemy wirusa. (…)”

Wyróżnienie redakcji Mamo Pracuj

Marta Pustelnik za „Pandemiczne dzienniki ciążowe”

Oto fragmenty pracy:

„Mój pierwszy trymestr, czyli Festiwal Leżenia W Mieszkaniu I Całodniowych Wymiotów, płynnie przeszedł w czas pandemii, czyli Festiwal Leżenia W Mieszkaniu I Odzyskiwania Sił (po całodniowych wymiotach). Oznacza to, że w tym roku zaliczyłam nie jeden, a dwa OFF-Festivale, w których niestety mniej chodziło o muzykę, a bardziej o bycie
off. Wieści o „jakimś tam koronawirusie” zastały mnie w kiepskiej formie, nad muszlą klozetową (zwaną dalej: porcelanową misą rozpaczy), z mózgiem zajętym procesowaniem zupełnie innych wiadomości niż te z pierwszych stron starych i nowych mediów. Moją głowę wypełniała szalona radość, że będziemy mieć bobasa, a mój przełyk wypełniała cofająca się treść pokarmowa. Układ trawienny zaatakował Wymiot-19 (bo do dziewiętnastego tygodnia ciąży dawał mi naprawdę w kość), więc na Covid-19 nie było już po prostu miejsca. (…)”

Wyróżnienie Jury

Ewa Chmielewska za „Hot challenge”

„Wstaję wcześnie rano i robię śniadanie,
Tysiące pytań, odpowiadam na nie,
Czemu mleko zimne, a płatki nie miękkie,
Mamo czemu ona ma o 3 krople więcej?

Siadam do pracy, bo zaraz mam calla,
W pokoju obok zaczyna się szkoła,
W międzyczasie zrobię obiad dla rodziny,
Makaron się gotował półtorej godziny.

Mokre pranie w pralce leży godzin osiem,
Suche 2 tygodnie w sypialni na stosie.
Raport wysłany po terminie i z błędem.
Kto to ogarnia? Temu konia z rzędem. (…)”

Kiedy będą opublikowane prace?

Praca laureatki III nagrody zostanie opublikowana w dniu 13 lipca 2020 r. na portalu Mamo Pracuj. Praca laureatki II nagrody w dniu 20 lipca 2020 r. również na portalu Mamo Pracuj. Praca laureatki I nagrody będzie opublikowana w kolejnym, 7 numerze The Mother Mag, w wydaniu elektronicznym. Przybliżony termin publikacji to 27 lipca 2020 r. Termin tej publikacji może ulec przesunięciu.

Nagrody rzeczowe zostaną przesłane pocztą. Termin płatnego stażu w The Mother Mag zostanie ustalony po kontakcie z redakcją.

Serdecznie gratulujemy!

Wszystkim laureatkom konkursu serdecznie gratulujemy kreatywności, pomysłów i lekkiego pióra. Dziękujemy za nadesłanie prac i udział w konkursie.

Grafika: The Mother Mag

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail