Czego szukasz

Bez babci ani rusz. Chyba że z… dziadkiem

Pamiętam doskonale, kiedy ojciec mojej przyjaciółki ze szkoły średniej kupił stary dom. Duży. I rozbudował w nadziei, że kiedyś stanie się wielopokoleniowym siedliskiem, a on sam – nestor rodu – będzie siedział w fotelu i niańczył wnuki. Liczne. Piękne to było marzenie i w sferze marzeń pozostało. Dzieci rozpierzchły się na swoje, a potem zaczęło się… podrzucanie wnuków dziadkom.

Babcia czyta wnukom

Wielopokoleniowe rodziny mieszkające pod jednym dachem łatwiej spotkać na kartach powieści, niż wśród naszych znajomych. Gdzieś, kiedyś rozjechaliśmy się na studia, za pracą, za ukochanym/ukochaną. Wielu wyemigrowało. Kontakty rodzinne osłabły. Kto mieszka w miejscu pochodzenia i na co dzień podtrzymuje bliskie kontakty z rodzicami, czuje się jakby pana Boga za nogi złapał: babci i dziadkowi dziecko można podrzucić zawsze i bez konieczności sprawdzania referencji. Oczywiście bywają babcie, które nie rwą się do opieki nad wnukami, wychodząc z założenia, że w kwestii odchowywania już się wystarczająco wykazały, ale kiedy potrzebujemy pomocy nagle i nie mamy się do kogo zwrócić – pomocy zwykle nie odmawiają.

U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką

Nawet jeśli sami mieliśmy z rodzicami kontakt taki sobie, może się okazać, że w roli dziadków nasi „starzy” sprawdzają się doskonale! Może to świadomość popełnionych przed laty błędów wychowawczych, dystans czasowy, a może fakt, że opiekowanie się wnukami to radość obcowania z dziećmi, za które nie czuje się aż tak wielkiej odpowiedzialności – fakt, faktem nasze dzieci i nasi rodzice dogadują się zwykle bez kłopotów. Ba, często mają swoje sprawy, tajemnice, konszachty… Bo babcia najlepiej gotuje, a ty mamo, to wiesz… no też ci czasem coś wyjdzie. Bo rosół niby ten sam, z tego samego mięsiwa, ale u babci smakuje inaczej. Bo dziadek jak tłumaczy majcę, to raz, drugi i… setny, a ty tato, to wiesz… od razu krzyczysz kiedy mi się myli. Bo babcia jest cierpliwa i jak ze mną bajkę w telewizji ogląda, to  tylko ogląda, a ty mamo, to wiesz… czytasz i tylko na ekran łypiesz i przez telefon gadasz, i jeszcze jesz, i z tatą coś tam ustalasz.

Do trzech razy sztuka

Pracujący rodzice, którzy mają w odwodzie babcię i dziadka już na wejściu są na wygranej pozycji. Życie rodziców dzieci do lat siedmiu to nieustanne główkowanie jak to zrobić, żeby równocześnie pójść do pracy i zostać w domu z dzieckiem, które nagle i niespodziewanie zapadło na kolejną infekcję. Ktoś musi wziąć tę opiekę nad dzieckiem… ktoś, czyli najczęściej mama. Pracodawca okazuje anielską cierpliwość: do trzech razy sztuka. Czwarta infekcja nie wchodzi w rachubę. Się pani musi zdecydować: praca czy dzieci, a w ogóle co to za zwyczaje, żeby dzieci tyle chorowały? Choroby zakaźne wieku dziecięcego? Też pani wymyśliła… Choroby chorobami, a są jeszcze przecież dni wolne od zajęć dydaktyczno-wychowawczych (wspomnijcie bodaj minioną przerwę bożonarodzeniową – w wielu polskich szkołach siedemnastodniową!) oraz… lekcje plastyki i techniki, na które zrobić trzeba szopkę tudzież narysować drzewo genealogiczne. A my z robotą na wczoraj, z raportem tyleż najważniejszym na świcie, co zupełnie nieistotnym i jedno dziecko z tym drzewem, drugie z katarem. Mąż w delegacji. Całodobowo dyspozycyjne opiekunki do dzieci spotyka się najczęściej w amerykańskich filmach. W polskim realu okazuje się w końcu, że nawet najcudowniejsza niania ma jakieś swoje życie osobiste – którego, z uporem godnym lepszej sprawy, nam pracodawca odmawia… – i pewnego dnia przestaje być rodzicom do śmiechu.

I wtedy babcia bierze wszystko na klatę

Może nawet wolałaby sobie ogródek pouprawiać albo nordic walking. Może jest babcią nowoczesną, więc kino, kawiarnia i spacer. Uniwersytet Trzeciego Wieku. Niebotycznie wysoka emerytura przeznaczona na rozkurz w podróży dookoła świata… Ale wystarczy jeden telefon i babcia, niczym Super Man, zjawia się z odsieczą. Niczego nie musimy jej tłumaczyć – w końcu po kimś odziedziczyliśmy naszą legendarną zborność ruchową i lotność umysłu. Babcia zdejmuje pelerynę, ogarnia wszystko lekką ręką, a my ruszamy prezentować naszą wypasioną prezentację w reprezentatywnym gronie wspaniale prezentujących się reprezentantów branży x. My mamy w odwodzie babcię, a babcia ma dziadka. I jakoś się to życie toczy. To nieprawda, że najlepszym przyjacielem (pracującej) kobiety są diamenty – palmę pierwszeństwa dzierżą babcie i dziadkowie. 

Z najlepszymi życzeniami z okazji Dnia Babci (21.01) i Dnia Dziadka (22.01).
Zdjęcie: mr-gadzet.pl i pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie