Czego szukasz

Jak mieć Babcię i Dziadka po swojej stronie?

Są takie prezenty, które sprawiają nie tylko radość ale też odmieniają życie całej rodziny. Nie od razu zrozumiałam dlaczego miałabym podarować mojej mamie, czy teściowej taki kurs, w końcu się dogadujemy, szanujemy swoje zdanie, po co mi to? A jednak. Basia Bielanik, prowadząca Szkoły Mocy, genialnie odpowiedziała na wszystkie moje pytania, rozwiewając wątpliwości i już wiem, że kurs „Babciu, Dziadku, poMocy!” mogę spokojnie polecić. A Ty co sądzisz? Na zakup kursu nie zostało wiele czasu 😉 Dzień Babci i Dziadka już za kilka dni!

  • Agnieszka Kaczanowska - 16/01/2017
Córeczki Basi Bielanik z Babcią

Kurs Basi Bielanik pt. Babciu, Dziadku, poMocy! dostępny jest tutaj > Na hasło „mamopracuj” 5% zniżki. Sprzedaż tylko do 21 stycznia. Wersja drukowana, pakowana na prezent także jest dostępna (ale tylko do 17 stycznia).

Basiu, no to pytam: jak mieć dziadków po swojej stronie? Czy różnice między pokoleniami (dość oczywiste) można jakoś zniwelować?

Agnieszka, uwielbiam Twoje pytania! Rozmawiałam niedawno na ten temat z moją przyjaciółką. Nawet kiedy my już subiektywnie i według metryki jesteśmy dorośli, dla naszych rodziców wciąż pozostajemy dziećmi. Zawsze będzie nas dzieliła różnica wieku 20-30 lat. Choć więc sami mamy już lat 30 i z Panią Danusią z kiosku możemy rozmawiać jak równy z równym, to z rodzicami często nam to nie wychodzi. Pytanie – ile energii wkładamy w budowanie tej relacji? Bo z moich doświadczeń wynika, że przeważnie pozwalamy jej po prostu „być”.

Moim dużym odkryciem płynącym z Porozumienia bez przemocy jest fakt, że żadna relacja nie będzie dobra, kiedy nie będziemy o nią dbać.

Jasne, mówiło się dużo o staraniu się w małżeństwie, że bez pracy nad związkiem, nie ma dobrej relacji.

Można również usłyszeć o budowaniu kontaktu z dziećmi, poświęcaniu im czasu, słuchaniu. Niewiele natomiast mówi się o relacjach z rodzicami. One są tak oczywiste, że spychane na margines i często zupełnie zaniedbywane.

Zdarza się, że traktujemy rodziców, jak zło konieczne, jak darmową pomoc domową czy nianię. Taki stały element w naszym życiu, który nigdy się nie zmieni, zawsze będzie. Szeroko otwieramy oczy dopiero wtedy, kiedy oni zaczynają chorować i boimy się o ich życie. Wtedy nagle okazuje się, jak są dla nas ważni.

Ja nie chcę czekać na ten moment i tak było zawsze. Jakoś intuicyjnie lubiłam chodzić z moją mamą na kawę, a do taty przyjeżdżać, jak mamy nie było, żeby w spokoju porozmawiać. Z moją babcią, która ma już 85 lat, staramy się wspólnie przeżywać radosne chwile – zabieram ją do kawiarni albo porywam na sesję zdjęciową, której efekty możecie zobaczyć. Myślę, że to ważniejsze i choć wymaga więcej zachodu niż kupienie kolejnej pary kapci, jest tego warte.

Co Cię zainspirowało do tego kursu? Twoi rodzice mówią językiem żyrafy?

Jak w każdym kursie wyszłam od mojej potrzeby, a potem sygnały od rodziców utwierdziły mnie w przekonaniu, że temat jest ważny i dość pilny. Nie było szkolenia, żeby mamy nie pytały: no dobrze, ja się uczę języka żyrafy, a moi rodzice, teściowie nie. I co teraz?

Sama zadawałam sobie to pytanie, bo zawsze przestrzegam, że nasz wybór NVC (porozumienia bez przemocy – przyp. red.) jako postawy nie będzie skutkował tym, że inni wokół też muszą „być NVC”. Co więcej, jeżeli będę ich z wielką gorliwością „nawracać” na ścieżkę żyrafy, to zostaną szakalem…

Szukałam więc narzędzia, które pozwoli znaleźć płaszczyznę porozumienia między nami, a naszymi rodzicami. Z moich doświadczeń wynika, że najlepszą reklamą Porozumienia bez przemocy czy Rodzicielstwa Bliskości, o którym też jest mowa w kursie, są szczęśliwi rodzice.

Kiedy moja mama zobaczyła, że stałam się spokojniejsza, że jest mi dobrze, przestałam narzekać i po prostu odżyłam, uwierzyła, że to mi służy.

Zaczęła też wtedy podpytywać o zasady NVC, chciała wiedzieć więcej. Zresztą ona jest autorką nazwy kursu!

Moją teściową z kolei, przekonały moje dzieci, szczególnie nastoletnia dziś Natalia. Ona nie jest „dobrze wychowana” w potocznym rozumieniu tego słowa, ale zaskakuje dojrzałością i kontaktem ze sobą. Potrafi bronić swojego zdania w sposób, który ujmuje szczerością, stanowczością, a zarazem wynika z jej ważnych potrzeb i naprawdę trudno z tym polemizować. Moja teściowa dostrzegła w tym wartość i również zaczęła mnie pytać o NVC.

Ja nie oczekuję, że dziadkowie będą się uczyć języka żyrafy i nie taka jest intencja kursu. W materiałach pokazuję, na czym polega NVC i RB (rodzicielstwo bliskości – przyp. red.), a równocześnie przekonuję, że każdy może robić tak, jak uważa. Zgodnie z własnymi przekonaniami, potrzebami.

Namawiam do rozmowy, do dialogu i do zaufania, że wybierając taką drogę dla siebie, robimy najlepiej jak potrafimy. Nasi rodzice robili dokładnie to samo – działali najlepiej, jak tylko mogli. Na tamte czasy, na tamte możliwości.

Poradź mi proszę, jak mogłabym zachęcić moją mamę i babcię moich dzieci do tego, aby skorzystała z tego kursu? Czy powinnam jej zrobić niespodziankę, a może wcześniej z nią porozmawiać?

Gdyby kurs był zamachem na życie dziadków, to nie organizowałabym go na 21 stycznia i nie oferowałabym jako prezentu (śmiech). Mogę zapewnić, że nie ma w nim instrukcji, że trzeba się zmienić.

Moją intencją jest pokazać, a nie nawoływać do zmiany. Starałam się pisać tak, żeby zarazić dziadków dialogiem, bo jestem pewna, że pokazując otwartą postawę, chęć rozmowy i dając sobie wzajemnie dużo przestrzeni, możemy wiele zyskać.

Klimat kursu najlepiej oddaje cytat z materiałów:

„Być może nie do końca to, co teraz napiszę, spodoba się rodzicom, natomiast ja jestem zdania, że macie prawo do tego, żeby pomagać w wychowaniu wnuków tak, jak Wy uważacie. Absolutnie nie chcę zabierać Wam tej możliwości i tej szansy, żeby przekazać maluchom to, co w Was jest żywe i piękne, żeby uczyć ich tych wartości, które dla was są najistotniejsze. Równocześnie, im bardziej będzie to przeprowadzone w atmosferze dialogu i poszanowania granic, tym większa szansa na to, że nie zostanie to odebrane jako próba wtrącania się, zawłaszczenia wnucząt, czy udowadnianie, czyje metody są lepsze. Żadne nie są lepsze, bo każda jest serca i z miłości. Tak, jak cały czas proszę Was o to, by po prostu w zaufaniu przyglądać się temu, co robią Wasze dzieci, tak również obiecuję Wam z naszej strony taką samą podstawę. To chyba jeden z piękniejszych prezentów, jaki możemy sobie dać. To, co ja nazywam graniem do jednej bramki, czyli takim sposobem współdziałania w wychowaniu najmłodszych, które zapewni im wszechstronny, harmonijny rozwój. Wszechstronny – bo będą miały możliwość dorastania wśród różnych osób. Harmonijny – bo wartości leżące u podstaw wychowania, będą takie same dla wszystkich”.

Podoba mi się!

Kiedy pytasz, czy zaryzykować, czy może najpierw porozmawiać, jakoś przygotować rodziców, to zdradzasz obawę, że kurs może być źle przyjęty i niekoniecznie nadaje się na prezent z okazji Dnia Babci i Dziadka. Ja tutaj nie podpowiem, która ścieżka jest właściwa, bo odpowiedź jest w Was. Nikt nie wie lepiej, czy rodzice są gotowi, by poczytać o języku żyrafy. Posłuchać jak pięknej opowieści o marzeniach i staraniach, by świat był lepszy.

Kiedy te obawy nie znikają, warto zacząć od siebie i skorzystać z samego Bonusu do kursu. To taki tajny dodatek tylko dla nas, który jest integralną częścią kursu, ale można go kupić również osobno w cenie 29 zł. Bonus pomaga, jeżeli chcesz najpierw stać się dorosłym dzieckiem swoich rodziców i ich partnerem. Kiedy przyjmujesz taką optykę, wszystko staje się jasne.

Bardzo Ci dziękuję Basiu.

A ja polecam się na przyszłość i zachęcam do sprawienia przyjemności swoim rodzicom. Na hasło „mamopracuj” możecie skorzystać z 5% rabatu. Prezent możemy także wydrukować i przesłać w pudełku – jednak ta wersja dostępna jest w limitowanej serii.

Ja też polecam!

Jeśli chcesz przeczytać mój wywiad z Basią Bielanik o tym czym jest porozumienie bez przemocy, kiedy działa i kiedy nie zapraszam tutaj >

Zdjęcia: Fotomania

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Jak wygląda połóg po cesarskim cięciu?

Podczas cesarki przecina się wiele warstw powłok brzusznych i jak każda operacja, zabieg ten jest obciążony powikłaniami. Połóg po cesarskim cięciu jest inny niż po porodzie siłami natury. Organizm nie tylko musi radzić sobie ze skutkami długiej i wyczerpującej ciąży, ale także dojść do siebie po operacji.
  • Alicja Zielińska - 18/03/2019
rączka noworodka

Cesarskie cięcie wykonuje się zwykle w znieczuleniu podpajęczynówkowym, więc przyszła mama ma zachowaną pełną świadomość. Jest to sytuacja korzystna, bo jeśli nie będzie przeciwwskazań, to mama i dziecko będą mogli szybko się przytulić.

Kontakt skóra do skóry w pierwszych godzinach po porodzie pozwala skolonizować dziecku dobre bakterie, z którymi maluchy rodzone siłami natury mają kontakty szybciej, bo już w drogach rodnych. Takie znieczulenie umożliwia szybkie rozpoczęcie karmienia piersią, co również wyrównuje szanse malucha w stosunku do dzieci rodzonych naturalnie.

Trudne początki po cesarskim cięciu

Zdarza się jednak, szczególnie w porodach powikłanych, gdzie priorytetem jest ratowanie życia i zdrowia, że cięcie cesarskie wykonuje się w znieczuleniu ogólnym. Na szczęście przy wsparciu i pomocy personelu medycznego i najbliższych, również maluch z takiego porodu, ma szansę na kontakt skóra do skóry (choćby z tatą) i karmienie piersią (pomóc w przystawieniu może położna).

Pierwsze godziny po cesarce to zwykle godziny spędzone na szpitalnym łóżku z cewnikiem założonym do cewki moczowej (nie trzeba się martwić o wizytę w toalecie). Decyzję o „uruchomieniu” czyli pierwszym wstaniu z łóżka podejmuje personel i pomaga przy tym. Cewnik zostaje wyjęty, a świeżo upieczona mama powinna wykonać swoje pierwsze kroki i możliwie prędko się wyprostować.

Skutki uboczne cesarki

Rana po cesarskim cięciu może boleć i może występować normalne krwawienie połogowe. Choć czasem ginekolog wykonujący operację oczyści macicę tak skutecznie, że krwawienie nie wystąpi. Skutkami ubocznymi znieczulenia mogą być zawroty i bóle głowy, a nawet nudności. Przez pierwsze dwie doby obowiązuje dieta lekkostrawna ze względu na to, że po operacji jelita muszą podjąć perystaltykę od nowa i nie należy im serwować w tym czasie ciężkich potraw. Dość często zdarzają się zaparcia po cesarskim cięciu. Można sobie radzić doraźnie czopkiem glicerynowym i piciem dużej ilości wody.

Rana po cesarskim cięciu – szwy

Po 3 dniach można już moczyć szwy pod prysznicem. Jeśli nie założono szwów rozpuszczalnych, zostaną zdjęte po tygodniu. Szwów po cesarce nie należy drażnić, dlatego warto dobrać odpowiednie majtki. Jeśli skóra w tym miejscu ciągnie i swędzi – warto kupić specjalne maści.

Oszczędny tryb życia obowiązuje przez pierwsze tygodnie, a ćwiczenia fizyczne dozwolone są dopiero po 3 miesiącach.

Rehabilitacja po porodzie drogą cesarskiego cięcia

Niewiele mam to wie, ale odwiedzając fizjoterapeutę uroginekologicznego możemy dowiedzieć się wielu ważnych rzeczy na temat postępowania po cięciu. Zaleci on na pewno odpowiednie masowanie blizny, nazywa się to „praca z blizną”, a także sprawdzi, czy nie doszło do rozstępu mięśni prostych brzucha. Specjalista taki pomoże również dobrać takie ćwiczenia, które nie zaszkodzą w czasie połogu i rekonwalescencji po cesarskim cięciu.

Brak prawidłowej rehabilitacji może nie tylko skutkować osłabieniem mięśni brzucha, a co za tym idzie – innych mięśni posturalnych, ale także skutkować problemami z kręgosłupem. Fizjoterapeuta potrafi również ocenić napięcie mięśni dna miednicy i pomóc je ćwiczyć. A to z kolei ma niebagatelny wpływ na profilaktykę nietrzymania moczu w przyszłości.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay.com

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska

Czego najbardziej boją się współczesne mamy?

Czego boją się współczesne mamy? Po przeczytaniu pół miliona wypowiedzi w Internecie, okazuje się, że jeśli chodzi o obawy i troski rodzicielskie, to wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Czy nasz strach można wyeliminować, albo przynajmniej je zmniejszyć? O tym rozmawiam z panią Joanną Talaśką, twórczynią projektu LINK4 Mama.
  • Joanna Gotfryd - 17/03/2019
mama i malutkie dziecko - przytulanie

Pani Joanno, jest Pani mamą trójki dzieci i „mamą” całkiem nowej na polskim rynku linii produktowej LINK4 Mama, czyli specjalnych ubezpieczeń dla przyszłych i obecnych rodziców. Skąd wziął się pomysł na taki produkt?

Odpowiadając wprost, z doświadczenia. Zastanawialiśmy się, jaką nową wartość moglibyśmy dostarczyć potencjalnym nowym i obecnym klientom, a która będzie też wiarygodna i spójna z naszymi wartościami.

W LINK4 pracuje wielu rodziców z dziećmi w różnym wieku. Co roku organizujemy dla nich dzień otwarty w firmie i piknik rodzinny, a co jakiś czas odbywają się warsztaty tematyczne poświęcone wychowywaniu dzieci. Posiadamy też specjalny program dla mam, które wracają po urlopie macierzyńskim, bo chcemy, żeby się sprawnie zaadaptowały po przerwie.

Skoro więc wspieramy LINKowe mamy w powrotach do pracy i w macierzyństwie, to dlaczego nie wesprzeć naszych klientów? I tak narodził się produkt LINK4 Mama. Przeczytaliśmy w internecie pół miliona wypowiedzi przyszłych i obecnych mam, ale też ojców, na temat ich obaw związanych z macierzyństwem czy wychowywaniem dzieci. To była kopalnia wiedzy o potrzebach rodzicielskich i ich obawach, na podstawie których zbudowaliśmy naszą ofertę.

Jakie obawy towarzyszyły Pani od początku macierzyństwa?

Nie jestem wyjątkiem. Tak jak większość mam przy każdej ciąży zastanawiałam się, czy do samego końca nie będzie komplikacji, stresował mnie powrót do pracy, bo po ponad roku przerwy chyba wszystkie zastanawiamy się, czy na pewno moje miejsce jeszcze na mnie czeka.

Teraz z kolei mnie stresuje, czy w przypadku choroby dzieci nadrobią zaległości w szkole, albo czy nie zrobią sobie krzywdy na jakichś zajęciach pozalekcyjnych. A muszę przyznać, że już nie raz im się zdarzało lądować w szpitalu z bandażem na ręku albo na głowie.

I naprawdę jest dobrze, gdy po kilku godzinach można wrócić do domu, a przecież zdarzają się sytuacje, w których urwis musi zostać w szpitalu na kilka dni. Wtedy okazuje się, że nikt nie może zapewnić drugiego łóżka obok niego, bo ten standard jest luksusem dostępnym tylko w nielicznych placówkach. I to jest taki strach, który nigdy się nie kończy.

I czy jest jakiś sposób na oswojenie tych lęków? Co możemy zrobić. żeby się nie bać, albo bać mniej?

Rodzic nigdy nie pozbędzie się w zupełności lęku o swoje dziecko, bo on jest naturalny i bierze się z bezwarunkowej miłości. Ale te wszystkie strachy można oswoić i to właśnie robimy poprzez LINK4 Mama.

Naszym ubezpieczeniem nie sprawimy, że dzieci przestaną skakać po drzewach, ani nie uchronimy ich przed przeziębieniem lub inną chorobą, ale pomożemy łagodzić skutki ewentualnych zdarzeń tego typu.

Zapewnimy korepetycje w przypadku dłuższej nieobecności w szkole, łóżko szpitalne w placówce medycznej dla opiekuna, w przypadku nieszczęśliwego wypadku zorganizujemy pomoc domową, dostarczymy i pokryjemy koszty leków i sprzętu rehabilitacyjnego zarówno rodzicom, jak i dzieciom. Mamy będą mogły skorzystać z konsultacji telefonicznych z lekarzem lub porad prawnych o bardzo szerokim zakresie.

A wracając do tych pół miliona głosów mam z całej Polski – czego boją się mamy i co z tych lęków wynika? Czy jest jakiś wspólny obraz tych mam?

Tak, bo to są właśnie te strachy, o których rozmawiamy. Żadna z nas nie jest wyjątkowa w tych obawach. One pojawiają się już przy pierwszej informacji o ciąży i zmieniają się po narodzinach i potem z upływem lat, gdy nasze urwisy rosną. Każdy rodzic powie, że najważniejsze jest zdrowie dziecka i to o nie najbardziej się boimy.

Wszystkie inne strachy schodzą na dalszy plan w obliczu zagrożenia zdrowia lub życia, ale nigdy nie znikają w zupełności. Dlatego tak ważne jest zapewnienie sobie komfortu psychicznego, że w trudnych sytuacjach zawsze jest ktoś, kto nas wesprze, nie tylko organizacyjnie, ale też finansowo. I tym kimś jest właśnie ubezpieczyciel.

Czym LINK4 Mama różni się od innych ubezpieczeń dostępnych na rynku? Poza tym często mamy mają extra ubezpieczenie w swojej pracy, lub są objęte dodatkowym ubezpieczeniem z pracy męża.

Podstawowe ubezpieczenia oferują podstawowy zakres ochrony, który często nie spełnia oczekiwań klientów. Dlatego w polisach grupowych w szkole czy w miejscu pracy zazwyczaj znajdziemy niewielkie sumy ubezpieczenia i koszty leczenia. One rzeczywiście mogą być tanie, ale w przypadku ubezpieczeń dobrowolnych cena nie może być głównym kryterium wyboru. Oczywiście finalny koszt polisy jest ważny, dlatego staraliśmy się stworzyć dobrą ofertę w rozsądnej cenie.

Nasi klienci mogą ubezpieczyć zarówno siebie, jak i swoje dzieci. Podstawowe polisy, takie jak ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków czy OC w życiu prywatnym, obudowaliśmy pakietami usług, które nas wyróżniają.

To zupełnie nowe podejście na rynku, bo w LINK4 Mama klienci sami konstruują swój produkt w oparciu o dostępne w pakietach usługi, takie jak wspomniane porady prawne, szpitalne łóżko, korepetycje, dowóz leków etc.

Staraliśmy się te wszystkie usługi spakietować w taki sposób, żeby proces zakupowy był maksymalnie przyjazny.  Zaprojektowaliśmy dedykowane kalkulatory na stronie internetowej, które łatwo przeprowadzają klienta przez cały proces, objaśniając przystępnym językiem zakres ochrony i wyliczając na bieżąco cenę w zależności od wybieranych usług. Chcieliśmy, żeby zakup ubezpieczenia był także szybki, bo w końcu każda mama wie, że przy dzieciach – zwłaszcza małych – czas jest towarem na wagę złota.

 

Spodobało mi się to, że pomyśleliście Państwo o takich codziennych, bardzo przyziemnych sprawach – kiedy mama się rozchoruje, pomagacie Państwo ugotować obiad czy posprzątać mieszkanie. Druga rzecz, która wydała mi się bardzo ważna, to pomoc prawnika, w każdej kwestii…

Tak, nasz pakiet z poradami prawnymi ma szeroki zakres. Najczęściej mówimy o przypadkach, gdy pracodawca stwarza problemy z powrotem do pracy i wtedy porada prawnika w zakresie prawa pracy czy przygotowanie pisma procesowego jest bezcenne. Ale to tylko jedna z wielu trudnych sytuacji, które mogą nas spotkać.

Dlatego nasza usługa gwarantuje nielimitowane konsultacje telefoniczne z prawnikiem również w codziennych sytuacjach, takich jak spadki, darowizny, umowy, kradzież tożsamości, czy kwestie związane z posiadaniem lub użytkowaniem nieruchomości. W ramach pakietu prawnik przygotuje opinię prawną i opracuje stosowne dokumenty.

Ambasadorką LINK4 Mama została Paulina Krupińska, mama 2 dzieci, była Miss Polonia. Co ją ujęło w produkcie LINK4 Mama?

Paulina jest niesamowicie silną i ciepłą kobietą, która z powodzeniem realizuje się w macierzyństwie, a przy okazji potrafi pięknie o nim opowiadać. Bez wątpienia jest kobietą sukcesu, która ma odwagę głośno powiedzieć, że czegoś się boi. Już po pierwszej rozmowie wiedzieliśmy, że będzie naturalnym ambasadorem naszej marki.

Ujęło nas też jej podejście do LINK4 Mama, bo rzeczywiście ma przekonanie, że odpowiada on na kluczowe potrzeby mam. Pamiętam, gdy na konferencji prasowej przy starcie marki Paulina powiedziała, że żałuje, że dopiero teraz taki produkt powstał, bo ona w swoim macierzyństwie też się mierzy z tymi strachami, które my chcemy oswajać. A my przecież nie mówimy: nie masz czego się bać, wszystko będzie dobrze.

My mówimy: nie bój się bać, bo każda mama tak ma.

Na koniec zadam jeszcze pytanie o Pani sekret na godzenie życia rodzinnego i zawodowego. Jest Pani Dyrektorem Departamentu Komunikacji Marketingowej w LINK4 i równocześnie mamą 3 dzieci – 10 latki i dwójki nastolatków – proszę nam powiedzieć, jakie ma Pani „patenty”, którymi chciałaby się Pani podzielić z naszymi czytelniczkami?

Myślę, że najgorsze co się może nam przydarzyć to perfekcjonizm 24 godziny na dobę. Uważam, że czasami warto sobie odpuścić i być „wystarczająco dobrą” mamą. Zawsze staram się tak pogodzić pracę z byciem mamą, żeby jeszcze wystarczyło trochę czasu tylko dla mnie.

Niedawno rozpoczęłam kolejne studia i raz na jakiś czas dzieci w weekend jedzą odmrażaną pizzę, bo jestem w tym czasie na zajęciach. Uważam, że odmrażana pizza z supermarketu im nie zaszkodzi, a pokaże moim dzieciom, że warto znaleźć czas na pasje w życiu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia: materiały LINK4

Partnerem wywiadu jest firma LINK4 oferująca polisę dla rodziców LINK4 Mama

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail