Czego szukasz

Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Sporo się mówi ostatnio o „Porozumieniu bez przemocy” (z ang. NVC, nonviolent communication). Ja jestem wielką fanką tego sposobu porozumiewania się, co oczywiście nie oznacza, że zawsze potrafię… O tym kiedy to działa, a kiedy nie, co daje mojej rodzinie i wielu innym, rozmawiam z Basią Bielanik, w bardzo osobistej rozmowie. Czemu z Basią? Bo i ja i mój mąż braliśmy udział w kursie prowadzonym przez nią. Sprawdź, może Ty też go potrzebujesz?

  • Agnieszka Kaczanowska - 06/10/2016
Basia Bielanik

Dla naszych Czytelniczek kupon rabatowy 7 % na kurs, na hasło: mamopracuj >>>

Kurs zaczyna się już 19 maja 2017 r!

Basiu, mam sporo pytań o Porozumienie Bez Przemocy (NVC) i o Twój kurs, ale zacznę o sobie, ok? Czuję, że chcę podzielić się swoją historią, o tym jak NVC zagościło w naszym domu… No to zaczynam.  

Jakieś cztery lata temu. Nasza druga córka, Helenka, dawała nam nieźle popalić. A mówiąc językiem żyrafy, to my nie wiedzieliśmy jak reagować na jej wybuchy złości, nagłe zmiany nastroju, wycia i awantury… Mieliśmy świadomość, że coś robimy źle, ale co? Strasznie trudno popatrzeć na siebie z boku. Bałam się. Oczami wyobraźni widziałam awantury z nastolatką…

Gdzieś przeczytałam o warsztatach Porozumienia bez przemocy, które prowadziła Marzena Kopta. Pojechaliśmy z mężem razem. Pełni wątpliwości, ale też nadziei. To, co usłyszałam, nie było łatwe. Ja stosuję przemoc? Jak? Oceniam? No przecież… Już w trakcie warsztatów otworzyły mi się oczy. Widziałam, że choć mam się za dobrą mamę, to nie widziałam wszystkich potrzeb mojego dziecka. Że czasem proszę, ale de facto rozkazuję, że oceniam, a nie obserwuję, że niby coś widzę, ale przecież nie wiem na pewno, co się stało…

Oboje wróciliśmy trochę „odmienieni” z tych warsztatów, ale tylko trochę – taki pierwszy stopień wtajemniczenia. Mówienie o potrzebach, powtarzanie, nazywanie i obserwowanie, to nadal nie zawsze są nasze naturalne odruchy. Przyznam, że czasem się śmieję, że w duchu NVC powinnam to powiedzieć tak, a i tak robię inaczej, bo szybciej, bo prościej. Tylko, że mniej skutecznie… Oboje próbujemy od czterech lat. Widzimy, że to działa. I to nie tylko w kontaktach z dziećmi. Z dorosłymi jeszcze bardziej! Czasem jednak nie mamy siły i idziemy przetartym szlakiem.

Ale powiem Ci, że najprzyjemniejszym momentem, jest kiedy słyszymy jak dzieci między sobą mówią z takim zrozumieniem. Choćby wczoraj, kiedy mieli oglądać bajkę, ale umyci, w piżamach, a brat się ociągał i Hela mówi: „Krzyś, Ty tak bardzo chcesz teraz pobawić się autem? Ach, no tak. Bo Ty strasznie lubisz auta. – Tak, mówi Krzyś. To może pobawimy się razem jak tylko się umyjemy? No dobja”. I poszedł z radością. Wtedy jestem bardzo dumna.

Pewnie takich historii słyszałaś sporo…

Agnieszka, mów mi tak jeszcze. Ja uwielbiam słuchać takich historii, choć one zawsze maja podobny scenariusz. Czasem trzeba spaść na samo dno, żeby zacząć szukać pomocy. A kiedy na naszej drodze stanie żyrafa, to czasem jest trudno, czasem jest dziwnie, a czasem idzie gładko. Bywa i tak, i tak, ale zawsze warto.

Basiu, w jakich sytuacjach przydaje się stosowanie NVC? Tylko nie mów, że zawsze 😉

Tak, powiem, że przydaje się zawsze, ale nie zawsze chcemy stosować Porozumienie. Sama idea Marshalla Rosenberga opiera się na wolności, na komunikowaniu z serca. Idealnie byłoby, gdybyś powiedziała mi, co czujesz i czego potrzebujesz, ja również to powiem i już jesteśmy szczęśliwe. To tak nie działa, bo intencją komunikacji jest dogadanie się, a idąc krok dalej uzyskanie tego, a czym nam zależy.

To, w czym NVC bardzo mi pomaga, to jest dotarcie do potrzeby, jaka kieruje zachowaniem. Moim, dziecka, teścia. Kiedy to wiem i pokazuję, że dostrzegam tę potrzebę, pojawia się przestrzeń na szukanie sposobów na jej zaspokojenie. Nazywamy to strategiami i mimo że to brzmi dla niektórych bardzo poważnie, jest to nic innego, jak wachlarz rozwiązań danej sytuacji w taki sposób, żeby każda ze stron została zauważona i wysłuchana.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_z_corka_640

 A możesz podać przykłady? Sytuacje z Waszego rodzinnego życia?

Jasne, nie muszę szukać daleko, bo one są na porządku dziennym. Choćby sytuacja z wczoraj. Moja 6-letnia Julka płacze, że za rozładowanie zmywarki należy się jej 10 zł. Mogę powiedzieć to, co samo ciśnie się na usta, że gdyby mnie tak płacili, to nie musiałabym pracować, ma przestać się mazać, że ja jej też nie pomogę składać ubrań, itp.

Mogę też zastanowić się DLACZEGO tak zależy jej na tych pieniądzach i wtedy dowiaduję się, że ona obiecała Ewie, że jutro w szkole każda przyniesie po 5 zł i pójdą do sklepiku. Zobacz, ile nagle pojawia się przestrzeni. Mamy zidentyfikowaną potrzebę i możemy zacząć szukać rozwiązań, dogadywać się.

Ja uwielbiam ten moment, kiedy już wiadomo, o co chodzi, napięcie mija i nagle każdy ma po kilka pomysłów, co można zrobić. Ważne jest dla mnie, żeby w tym momencie nie narzucić swojego rozwiązania, a wycofać się i pozwolić kombinować dziecku. Ona wie najlepiej, co zrobić, żeby jej potrzeba została zaspokojona.

Do czego jeszcze się przydaje?

U mnie w domu Porozumienie zaczęło się od dzieci. Ponieważ była to dla mnie rewolucja, to najpierw mówiłam do nich językiem serca… kiedy spały. Obawiałam się ich oceny, zdziwienia. Kiedy już trochę poćwiczyłam, zaczęłam mówić do nich „na jawie” i efekty były zaskakujące. Bo nagle okazywało się, że my współpracujemy!

Kiedy poczułam się pewniej, naturalną konsekwencją było zwracanie się w ten sposób do męża. A on na to „don’t NVC me”. Ups… Zaczęłam szukać przyczyny i na mój własny użytek powstała teoria, że język żyrafy jest tak skuteczny, że mąż był… bezbronny. Ponieważ nie potrafił odpowiedzieć mi żyrafą, brakowało mu argumentów, by nie zrobić tego, o co proszę. To już był dla mnie pewien rodzaj manipulacji i ostatecznie NVC w kontaktach z mężem stosuję do wyrażania siebie, a sposób realizacji mojej potrzeby pozostawiam w jego gestii.

Bo NVC to nie magiczna metoda, prawda?

Znowu prosisz mnie o potwierdzenie niemożliwego, ale wybrnę może tak, że NVC to nie metoda, ale jest w niej magia. Porozumienie bez przemocy nie jest metodą, bo bycie prawdziwą żyrafą nie polega na sprytnym komunikowaniu tak, by wyjść na swoje.

Magia NVC polega dla mnie na tym, że kiedy zaczynam od siebie, jestem ze sobą w kontakcie, pytam samą siebie co czuję, czego potrzebuję, to pojawia się zaufanie, że to dostanę.

My bardzo często „gramy w grę”. Chcemy żeby mąż przynosił kwiaty, przytulał i zabierał do restauracji, bo takie mamy strategie na zaspokojenie potrzeby miłości. Mój tego nie robi, za to szuka po całym świecie białego kubka termicznego, bo ja lubię biały kolor. Na urodziny zabiera mnie w rejs, a w weekend na strzelnicę, bo chce być blisko, bo kocha. Magia polega na dostrzeganiu tego.

Zrobiło się romantycznie, ale ja znam, pamiętam takie sytuacje kiedy jestem od NVC lata świetlne… Choćby taka sytuacja: późno, dzieci po szkole/ja po pracy/idzie wieczór/każdy chce coś innego; zadanie, bajkę, jeść, wszyscy mówią coś do mnie, ja próbuję robić 3 rzeczy na raz i … wtedy nie daję rady. No idę starą ścieżką, kursem idealnie kolizyjnym… I robi się nerwowo. Powiedz, że nie jestem sama…

Tutaj wreszcie zgadzam się z Tobą w zupełności. Taka jest nasza codzienność i nie warto dodawać lukru. Można natomiast stosować prewencję. U mnie w domu to cała sieć strategii. Pierwsza, najprostsza jest taka, że kiedy czuję, że z powodu zmęczenia nad naszym domem zbierają się czarne chmury, biorę wolne. Tak po prostu. Mówię, że jestem tak zmęczona, że czuję napięcie i boję się, że rozmowa potoczy się w niepożądanym kierunku i proszę o czas.

Praktycznie zawsze nastawiam budzik, żeby było jasne kiedy on minie! Siedzę sobie ze słuchawkami, albo zasypiam na flash-drzemkę. Świat się nie zawala z tego powodu, dom nie płonie, a ja z nowymi siłami mogę wrócić do życia. Bo najważniejsze w tym momencie dla mnie jest zadbanie o moje potrzeby, tak by pojemnik moich sił i miłości był wypełniony. Nie jest to moje odkrycie, ale zgadzam się z nim w 100%, że jeżeli nie mamy własnych zasobów, np. spokoju, to nie możemy tego dać innym ludziom. Oczywiście to jedna ze strategii, mogłabym tak wymieniać godzinami.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_kurs_baner640

Albo kiedy za szybko reaguję. Nie zdążę pomyśleć tylko… bach. Awantura już w toku. To z mężem najczęściej…

Czas. Tego nauczyła mnie Agnieszka Pietlicka, certyfikowana trenerka NVC. Kiedy nie wiesz, co powiedzieć, nie mów nic. Kiedy czujesz, że jeżeli teraz coś powiesz i już wiesz, że nie będziesz z tego dumna, powiedz: „potrzebuję chwili, by zebrać myśli”. Wtedy oddychaj! Wdech – wydech. Tam i z powrotem. Albo wyjdź do łazienki i wrzeszcz! Aż poczujesz spadek energii, z oczu spadnie szara zasłona i pojawią się rozwiązania, pomysły. Bo nie jest sztuką nie odczuwać złości, ale cudownie potrafić ją wyrażać nie raniąc drugiego człowieka.

Czasem jednak udaje się nam zapobiec kłótni! I przyznam się, że NVC staram się używać także w relacjach z innymi dorosłymi. Mamą, przyjaciółką. Ale też… z klientami i współpracownikami mamopracuj.pl. I to działa. Zwłaszcza, gdy muszę odmówić, albo nie mogę dać tego, o co ktoś prosi. Też tak masz?

Hmmm, tutaj mam taka myśl i szczerze się z nią podzielę. Czasem mi się nie chce. Bywa, że wybieram standard, bo nie mam gotowości na zdziwioną minę, obojętne wzruszenie ramionami. Kiedy jednak zależy mi na relacji i na kontakcie, z automatu sięgam po narzędzia komunikacji ze skrzynki z napisem NVC. Czasem jest to parafraza, czasem po prostu aktywne milczenie, takie, w którym mimiką pokazuję, że jestem w kontakcie, ale pozwalam mówić. Dla mnie wszystko w Porozumieniu opiera się na wolności. Mogę tak i mogę tak. Wybieram.

Rosenberg napisał wiele książek, sporo powstało też tekstów inspirowanych metodą, ale wiem z własnego doświadczenia, że to nie tak łatwo zmienić całkowicie komunikaty. Dlatego wymyśliłaś kurs?

Ktoś może powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo warsztaty z Porozumienia pojawiły się dokładnie w momencie, kiedy ich potrzebowałam. Ja odczytuję to po wielu latach nie jako przypadek, a jako sygnał mojej gotowości do zrobienia porządku z moim życiem i relacjami z bliskimi. Tak samo było z kursem online. Miałam chęć dzielenia się Porozumieniem ze światem, ale kiedy przyszła gotowość, to wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.

Stworzyłam kurs Jak zostać Mamą Mocy inspirowany Porozumieniem bez przemocy i otwarłam darmowe zapisy. Kiedy zapisywali się znajomi czułam radość i wdzięczność, ale kiedy wieści poniosły się w świat i do kursu dołączyło ponad 300 osób urosły mi skrzydła! Potem to była już lawina. Odbyła się druga edycja kursu, z potrzeby serca i na zamówienie wielu kobiet stworzyłam kurs Mocy w relacji z Partnerem, a następnie w reakcji na dynamiczne dorastanie mojej starszej córki – Survival z Nastolatkiem. Ponad 500 osób skorzystało z tych propozycji i naprawdę wiele wciąż jest w kontakcie, bo potrzebuje rozwijać swoje żyrafie kompetencje.

Kiedy kurs startuje, jak się zapisać?

Kurs Jak zostać Mamą Mocy odbywa się 2 razy w roku. 19 maja 2017 zaczyna się kolejna edycja. Nie jest on dostępny w regularnej sprzedaży, bo jestem zdania, że relacje, to nie robótki ręczne – jak się nie uda, to będziemy pruć. Dlatego kurs różni się od książek, bo jest tak skonstruowany i prowadzony, że popycha do realnej zmiany. Nie da się go odłożyć na półkę i zapomnieć. Od pierwszej lekcji nic już nie jest takie samo, jak wcześniej i to chyba jedyne ryzyko, jakie niesie udział w kursie.

Basiu, lubisz to co robisz, prawda?

Tak, wiem, ja mogłabym o tym opowiadać na okrągło, ale rozumiem, że musimy kończyć. Czy ja to lubię? Nie, ja to uwielbiam!

A ja uwielbiam z Tobą rozmawiać 😉 Dziękuję za rozmowę i do następnego razu!

Dla naszych czytelniczek kupon rabatowy na kurs, na hasło: mamopracuj>>>

Zdjęcia: Basia Bogacka

Grafika: annamatecka.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Jaki termometr wybrać dla dziecka?

Gorączka u dziecka to zazwyczaj pierwszy sygnał dla rodzica wskazujący na infekcję i chorobę. Zwłaszcza małe dzieci, nie mogą określić swoich dolegliwości w artykułowany sposób, i w takiej sytuacji podwyższona temperatura to często pierwszy, konkretny znak, że z dzieckiem coś jest nie tak.
  • Jagoda Jasińska - 03/06/2020
pluszowe misie, termofory i termometry

Dobry termometr to podstawowe wyposażenie każdej domowej apteczki. Termometr jest jednym z najczęściej używanym i niesamowicie przydatnym urządzeniem medycznym. Zwłaszcza rodzic małego dziecka powinien być zatem wyposażony w solidny termometr, na którym może polegać. Gorączka bardzo często pojawia się w nocy – nie dopuśćmy zatem do sytuacji, w której nerwowo szukamy nocnej apteki, by zakupić termometr.

Jaki rodzaj termometru wybrać?

Przede wszystkim musimy zwracać uwagę na dokładność pomiaru, jaki gwarantuje nam dany rodzaj termometru. Zastosowanie odpowiedniego termometru do pomiaru temperatury u naszego dziecka to pierwszy krok, umożliwiający nam podjęcie dalszych działań. Prawidłowy i rzetelny wynik pozwoli nam więc zareagować odpowiednio do sytuacji.

Wybór termometru może jednak nie być taki łatwy, gdy spotykamy się z bardzo szeroką ofertą, jaką proponują nam dziś producenci. Jaki zatem termometr wybrać dla naszego maluszka? Szklany, elektroniczny ze sztucznego tworzywa, bezdotykowy na podczerwień? Każdy z nich ma swoich zwolenników. Dzięki ofercie sklepu SANITY.pl odpowiedni dla siebie model znajdzie nawet najbardziej wymagający klient.

Proste i ekonomiczne rozwiązanie

Uniwersalnym i tanim rozwiązaniem jest termometr elektroniczny dotykowy. Może być on stosowany przez całą rodzinę. Dla małych dzieci należy wybrać model z miękką końcówką, co zapewni nam wygodę i bezpieczeństwo użycia. Niebagatelną zaletą termometrów elektronicznych dotykowych jest ich niska cena. Są przy tym jednocześnie łatwe w użytkowaniu i trwałe. Nie zawierają również żadnych szkodliwych substancji, dzięki czemu możesz mieć pewność, że pomiar odbędzie się w bezpiecznych dla malucha warunkach.

Termometr dotykowy umożliwia pomiar temperatury w ustach, pod pachą lub w odbycie. Świetnym termometrem w tym segmencie jest termometr cyfrowy BasicTemp oferowany przez SANITY.pl. Minusem termometrów dotykowych, jeśli chodzi o użytkowanie przez dzieci, jest niestety stosunkowo długi czas pomiaru, około kilkudziesięciu sekund. Dla dorosłego to chwilka, dla rozdrażnionego gorączką malucha może to jednak stanowić wyzwanie.

Idealne dla malucha

Problem pomiaru temperatury u wiercących się, chorych dzieci rozwiązuje bezdotykowy termometr Sanity. Wyższa cena rekompensowana jest przez niesłychaną łatwość użytkowania i szybkość pomiaru. Dostępne są już takie modele termometrów bezdotykowych, które pozwalają na pomiar temperatury z dokładnością nawet do ±0,02°C – jak na przykład bestsellerowy model od SANITY.pl, termometr BabyTemp.

Został on stworzony z myślą o najmłodszych dzieciach, które niechętnie trzymają termometr pod pachą. Dzięki zaawansowanej technologii rodzice mogą bez narażenia maluszka na stres zbadać temperaturę dosłownie w sekundę, bez kontaktu z ciałem. Dzięki temu jest to również bardzo higieniczne rozwiązanie.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Opieka nad dziećmi, praca zdalna i czas wolny – jak wyglądało życie Polaków podczas izolacji?

Domowa izolacja w czasie pandemii koronawirusa pomogła nam trochę się do siebie zbliżyć. Wyraźnie widzimy jednak, że nowy rytm naszego życia negatywnie wpłynął na samopoczucie naszych dzieci. Mamy też trudności z pogodzeniem pracy z domowymi obowiązkami.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/06/2020
rodzina w czasie kwarantanny

Jak w ostatnich miesiącach wyglądało życie Polaków? Odpowiedzi na to pytanie poszukała firma wnętrzarska VOX, która w swoim nowym badaniu przygląda się m.in. takim kwestiom, jak życie rodzinne, praca zdalna oraz balans pomiędzy czasem wolnym a domowymi obowiązkami podczas izolacji.

Życie toczy się wolniej, ale obowiązków jest więcej

Jak wynika z raportu, blisko co trzecia osoba twierdzi, że w ostatnim czasie poprawiły się jej relacje z domownikami. Gdy prawie całe nasze życie toczyło się w czterech kątach, mogliśmy poświęcić nieco więcej uwagi dzieciom oraz poszukać nowych sposobów na wspólne spędzanie wolnego czasu. Dla niemal 6 na 10 badanych życie w izolacji płynęło wolniej niż przed wybuchem pandemii. 44% dostrzegło, że miało też więcej czasu dla siebie.

Rytm naszych dni w dużej mierze zależał jednak od naszej sytuacji życiowej. Niemal 4 na 10 ankietowanych w wieku 35-44 – czyli najczęściej osób godzących pracę z opieką nad dziećmi – twierdzi, że spędzając niemal cały czas w swoich czterech kątach, miało więcej obowiązków.

Wielu rodziców musiało bowiem stawić czoła nowym wyzwaniom, próbując pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą w domu. Blisko 60% Polaków wychowujących dzieci przyznało, że nie jest to łatwe. W raporcie czytamy, że izolacja zmieniła sporo zwłaszcza w życiach polskich kobiet, które w ostatnich miesiącach swój czas wolny częściej niż mężczyźni poświęcały na domowe obowiązki: sprzątanie i gotowanie.

– Ciężko jest mi pogodzić opiekę nad dziećmi, gdzie różnica wieku to 5 lat. Mimo wszystko cieszę się z tego doświadczenia, pewnie nieprędko się coś takiego powtórzy. Widzę dobre strony – pisze jedna z osób, które wzięły udział w badaniu.

Przeczytaj także: Co robić w czasie kwarantanny?

Rodzice i dzieci przed ekranami

Rodzice zauważyli też, że izolacja odbiła się na samopoczuciu ich dzieci. Aż 7 na 10 osób twierdzi, że ich pociechy mają już dość siedzenia w domu i wyraźnie tęsknią za szkołą oraz rówieśnikami. 64% martwi się też, że w ostatnich miesiącach dzieci spędzają znacznie więcej czasu przed ekranem komputera, telefonu czy telewizora.

„Podczas pandemii zdecydowanie bardziej wolimy zwolnić tempo niż skupić się na rozwoju osobistym, choć co szósta osoba stara się podejmować w domu aktywność fizyczną” – pisze VOX.

Jak twierdzi Konrad Maj, psycholog społeczny z SWPS, w tym trudnym czasie rozrywka pomaga nam uporządkować myśli.

– Gdy na zewnątrz jest niebezpiecznie, w domu możemy się zrelaksować i zrobić wszystko, by trochę uspokoić nerwy. Naszą przestrzeń domową konstruujemy w końcu w taki sposób, by była nastawiona przede wszystkim na odpoczynek – mówi. – Obok rozrywki i pracy mogło nie starczyć już miejsca na rozwój osobisty. Inwestycje w siebie, dodatkowe kursy czy szkolenia w sytuacji tak dużej niepewności zostały odłożone na inne czasy.

Praca w domu, czyli zatarte granice

Autorzy raportu sprawdzili również, jakie jest nastawienie Polaków do pracy zdalnej. Choć w naszych roboczych kącikach niczego nam nie brakuje (47% pracujących zdalnie ocenia swoje stanowisko jako wygodne, a 49% – jako funkcjonalne), to jednak większość z nas nie zamieniłaby biura na dom na dłużej. Tylko co piąta osoba twierdzi, że zdalnie pracuje jej się lepiej niż dotychczas. Blisko połowa zdecydowanie bardziej woli pracować poza domem.

– Praca zdalna jest diametralnie inna niż ta wykonywana „normalnie”. Wymaga innych narzędzi, nie daje poczucia kontroli i jest o wiele bardziej absorbująca – pisze jeden z uczestników badania.

To właśnie ten brak poczucia kontroli doskwiera nam najbardziej. Czujemy, że praca zdalna zaciera granicę pomiędzy życiem zawodowym a osobistym. Brakuje nam też prywatności, bo koncentrację na zawodowych obowiązkach utrudnia obecność innych domowników.

I rzeczywiście – gdy salon lub sypialnia nagle muszą zmienić się w gabinet (to właśnie jedno z tych dwóch pomieszczeń najczęściej wykorzystujemy do pracy), po zakończeniu pracy trudniej nam poczuć wyraźną różnicę. Co ciekawe, blisko co trzecia osoba, która z powodu pandemii rozpoczęła pracę w domu, nie ma w swoich czterech kątach stałego stanowiska z biurkiem i fotelem. Takie osoby najczęściej pracują przy kuchennym stole, na kanapie lub w łóżku. Wiele z nich w ciągu tygodnia zmienia swoje domowe miejsce pracy, znajdując dla siebie nowy kącik w kolejnych pomieszczeniach.

Więcej o życiu Polaków w domowej izolacji w nowym raporcie VOX: https://www.vox.pl/artykul-raport-zycie-polakow-podczas-izolacji

VOX to marka wnętrzarska, która od 1989 roku konsekwentnie umacnia się na pozycji jednej z najbardziej innowacyjnych firm z branży meblarskiej w Polsce. W swojej ofercie posiada unikatowe i uzupełniające się produkty oraz usługi związane z urządzaniem mieszkań i domów.

Przeczytaj także: Jak dbać o kondycję fizyczną w czasie kwarantanny?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail