Czego szukasz

Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Sporo się mówi ostatnio o „Porozumieniu bez przemocy” (z ang. NVC, nonviolent communication). Ja jestem wielką fanką tego sposobu porozumiewania się, co oczywiście nie oznacza, że zawsze potrafię… O tym kiedy to działa, a kiedy nie, co daje mojej rodzinie i wielu innym, rozmawiam z Basią Bielanik, w bardzo osobistej rozmowie. Czemu z Basią? Bo i ja i mój mąż braliśmy udział w kursie prowadzonym przez nią. Sprawdź, może Ty też go potrzebujesz?

  • Agnieszka Kaczanowska - 06/10/2016
Basia Bielanik

Dla naszych Czytelniczek kupon rabatowy 7 % na kurs, na hasło: mamopracuj >>>

Kurs zaczyna się już 19 maja 2017 r!

Basiu, mam sporo pytań o Porozumienie Bez Przemocy (NVC) i o Twój kurs, ale zacznę o sobie, ok? Czuję, że chcę podzielić się swoją historią, o tym jak NVC zagościło w naszym domu… No to zaczynam.  

Jakieś cztery lata temu. Nasza druga córka, Helenka, dawała nam nieźle popalić. A mówiąc językiem żyrafy, to my nie wiedzieliśmy jak reagować na jej wybuchy złości, nagłe zmiany nastroju, wycia i awantury… Mieliśmy świadomość, że coś robimy źle, ale co? Strasznie trudno popatrzeć na siebie z boku. Bałam się. Oczami wyobraźni widziałam awantury z nastolatką…

Gdzieś przeczytałam o warsztatach Porozumienia bez przemocy, które prowadziła Marzena Kopta. Pojechaliśmy z mężem razem. Pełni wątpliwości, ale też nadziei. To, co usłyszałam, nie było łatwe. Ja stosuję przemoc? Jak? Oceniam? No przecież… Już w trakcie warsztatów otworzyły mi się oczy. Widziałam, że choć mam się za dobrą mamę, to nie widziałam wszystkich potrzeb mojego dziecka. Że czasem proszę, ale de facto rozkazuję, że oceniam, a nie obserwuję, że niby coś widzę, ale przecież nie wiem na pewno, co się stało…

Oboje wróciliśmy trochę „odmienieni” z tych warsztatów, ale tylko trochę – taki pierwszy stopień wtajemniczenia. Mówienie o potrzebach, powtarzanie, nazywanie i obserwowanie, to nadal nie zawsze są nasze naturalne odruchy. Przyznam, że czasem się śmieję, że w duchu NVC powinnam to powiedzieć tak, a i tak robię inaczej, bo szybciej, bo prościej. Tylko, że mniej skutecznie… Oboje próbujemy od czterech lat. Widzimy, że to działa. I to nie tylko w kontaktach z dziećmi. Z dorosłymi jeszcze bardziej! Czasem jednak nie mamy siły i idziemy przetartym szlakiem.

Ale powiem Ci, że najprzyjemniejszym momentem, jest kiedy słyszymy jak dzieci między sobą mówią z takim zrozumieniem. Choćby wczoraj, kiedy mieli oglądać bajkę, ale umyci, w piżamach, a brat się ociągał i Hela mówi: „Krzyś, Ty tak bardzo chcesz teraz pobawić się autem? Ach, no tak. Bo Ty strasznie lubisz auta. – Tak, mówi Krzyś. To może pobawimy się razem jak tylko się umyjemy? No dobja”. I poszedł z radością. Wtedy jestem bardzo dumna.

Pewnie takich historii słyszałaś sporo…

Agnieszka, mów mi tak jeszcze. Ja uwielbiam słuchać takich historii, choć one zawsze maja podobny scenariusz. Czasem trzeba spaść na samo dno, żeby zacząć szukać pomocy. A kiedy na naszej drodze stanie żyrafa, to czasem jest trudno, czasem jest dziwnie, a czasem idzie gładko. Bywa i tak, i tak, ale zawsze warto.

Basiu, w jakich sytuacjach przydaje się stosowanie NVC? Tylko nie mów, że zawsze 😉

Tak, powiem, że przydaje się zawsze, ale nie zawsze chcemy stosować Porozumienie. Sama idea Marshalla Rosenberga opiera się na wolności, na komunikowaniu z serca. Idealnie byłoby, gdybyś powiedziała mi, co czujesz i czego potrzebujesz, ja również to powiem i już jesteśmy szczęśliwe. To tak nie działa, bo intencją komunikacji jest dogadanie się, a idąc krok dalej uzyskanie tego, a czym nam zależy.

To, w czym NVC bardzo mi pomaga, to jest dotarcie do potrzeby, jaka kieruje zachowaniem. Moim, dziecka, teścia. Kiedy to wiem i pokazuję, że dostrzegam tę potrzebę, pojawia się przestrzeń na szukanie sposobów na jej zaspokojenie. Nazywamy to strategiami i mimo że to brzmi dla niektórych bardzo poważnie, jest to nic innego, jak wachlarz rozwiązań danej sytuacji w taki sposób, żeby każda ze stron została zauważona i wysłuchana.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_z_corka_640

 A możesz podać przykłady? Sytuacje z Waszego rodzinnego życia?

Jasne, nie muszę szukać daleko, bo one są na porządku dziennym. Choćby sytuacja z wczoraj. Moja 6-letnia Julka płacze, że za rozładowanie zmywarki należy się jej 10 zł. Mogę powiedzieć to, co samo ciśnie się na usta, że gdyby mnie tak płacili, to nie musiałabym pracować, ma przestać się mazać, że ja jej też nie pomogę składać ubrań, itp.

Mogę też zastanowić się DLACZEGO tak zależy jej na tych pieniądzach i wtedy dowiaduję się, że ona obiecała Ewie, że jutro w szkole każda przyniesie po 5 zł i pójdą do sklepiku. Zobacz, ile nagle pojawia się przestrzeni. Mamy zidentyfikowaną potrzebę i możemy zacząć szukać rozwiązań, dogadywać się.

Ja uwielbiam ten moment, kiedy już wiadomo, o co chodzi, napięcie mija i nagle każdy ma po kilka pomysłów, co można zrobić. Ważne jest dla mnie, żeby w tym momencie nie narzucić swojego rozwiązania, a wycofać się i pozwolić kombinować dziecku. Ona wie najlepiej, co zrobić, żeby jej potrzeba została zaspokojona.

Do czego jeszcze się przydaje?

U mnie w domu Porozumienie zaczęło się od dzieci. Ponieważ była to dla mnie rewolucja, to najpierw mówiłam do nich językiem serca… kiedy spały. Obawiałam się ich oceny, zdziwienia. Kiedy już trochę poćwiczyłam, zaczęłam mówić do nich „na jawie” i efekty były zaskakujące. Bo nagle okazywało się, że my współpracujemy!

Kiedy poczułam się pewniej, naturalną konsekwencją było zwracanie się w ten sposób do męża. A on na to „don’t NVC me”. Ups… Zaczęłam szukać przyczyny i na mój własny użytek powstała teoria, że język żyrafy jest tak skuteczny, że mąż był… bezbronny. Ponieważ nie potrafił odpowiedzieć mi żyrafą, brakowało mu argumentów, by nie zrobić tego, o co proszę. To już był dla mnie pewien rodzaj manipulacji i ostatecznie NVC w kontaktach z mężem stosuję do wyrażania siebie, a sposób realizacji mojej potrzeby pozostawiam w jego gestii.

Bo NVC to nie magiczna metoda, prawda?

Znowu prosisz mnie o potwierdzenie niemożliwego, ale wybrnę może tak, że NVC to nie metoda, ale jest w niej magia. Porozumienie bez przemocy nie jest metodą, bo bycie prawdziwą żyrafą nie polega na sprytnym komunikowaniu tak, by wyjść na swoje.

Magia NVC polega dla mnie na tym, że kiedy zaczynam od siebie, jestem ze sobą w kontakcie, pytam samą siebie co czuję, czego potrzebuję, to pojawia się zaufanie, że to dostanę.

My bardzo często „gramy w grę”. Chcemy żeby mąż przynosił kwiaty, przytulał i zabierał do restauracji, bo takie mamy strategie na zaspokojenie potrzeby miłości. Mój tego nie robi, za to szuka po całym świecie białego kubka termicznego, bo ja lubię biały kolor. Na urodziny zabiera mnie w rejs, a w weekend na strzelnicę, bo chce być blisko, bo kocha. Magia polega na dostrzeganiu tego.

Zrobiło się romantycznie, ale ja znam, pamiętam takie sytuacje kiedy jestem od NVC lata świetlne… Choćby taka sytuacja: późno, dzieci po szkole/ja po pracy/idzie wieczór/każdy chce coś innego; zadanie, bajkę, jeść, wszyscy mówią coś do mnie, ja próbuję robić 3 rzeczy na raz i … wtedy nie daję rady. No idę starą ścieżką, kursem idealnie kolizyjnym… I robi się nerwowo. Powiedz, że nie jestem sama…

Tutaj wreszcie zgadzam się z Tobą w zupełności. Taka jest nasza codzienność i nie warto dodawać lukru. Można natomiast stosować prewencję. U mnie w domu to cała sieć strategii. Pierwsza, najprostsza jest taka, że kiedy czuję, że z powodu zmęczenia nad naszym domem zbierają się czarne chmury, biorę wolne. Tak po prostu. Mówię, że jestem tak zmęczona, że czuję napięcie i boję się, że rozmowa potoczy się w niepożądanym kierunku i proszę o czas.

Praktycznie zawsze nastawiam budzik, żeby było jasne kiedy on minie! Siedzę sobie ze słuchawkami, albo zasypiam na flash-drzemkę. Świat się nie zawala z tego powodu, dom nie płonie, a ja z nowymi siłami mogę wrócić do życia. Bo najważniejsze w tym momencie dla mnie jest zadbanie o moje potrzeby, tak by pojemnik moich sił i miłości był wypełniony. Nie jest to moje odkrycie, ale zgadzam się z nim w 100%, że jeżeli nie mamy własnych zasobów, np. spokoju, to nie możemy tego dać innym ludziom. Oczywiście to jedna ze strategii, mogłabym tak wymieniać godzinami.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_kurs_baner640

Albo kiedy za szybko reaguję. Nie zdążę pomyśleć tylko… bach. Awantura już w toku. To z mężem najczęściej…

Czas. Tego nauczyła mnie Agnieszka Pietlicka, certyfikowana trenerka NVC. Kiedy nie wiesz, co powiedzieć, nie mów nic. Kiedy czujesz, że jeżeli teraz coś powiesz i już wiesz, że nie będziesz z tego dumna, powiedz: „potrzebuję chwili, by zebrać myśli”. Wtedy oddychaj! Wdech – wydech. Tam i z powrotem. Albo wyjdź do łazienki i wrzeszcz! Aż poczujesz spadek energii, z oczu spadnie szara zasłona i pojawią się rozwiązania, pomysły. Bo nie jest sztuką nie odczuwać złości, ale cudownie potrafić ją wyrażać nie raniąc drugiego człowieka.

Czasem jednak udaje się nam zapobiec kłótni! I przyznam się, że NVC staram się używać także w relacjach z innymi dorosłymi. Mamą, przyjaciółką. Ale też… z klientami i współpracownikami mamopracuj.pl. I to działa. Zwłaszcza, gdy muszę odmówić, albo nie mogę dać tego, o co ktoś prosi. Też tak masz?

Hmmm, tutaj mam taka myśl i szczerze się z nią podzielę. Czasem mi się nie chce. Bywa, że wybieram standard, bo nie mam gotowości na zdziwioną minę, obojętne wzruszenie ramionami. Kiedy jednak zależy mi na relacji i na kontakcie, z automatu sięgam po narzędzia komunikacji ze skrzynki z napisem NVC. Czasem jest to parafraza, czasem po prostu aktywne milczenie, takie, w którym mimiką pokazuję, że jestem w kontakcie, ale pozwalam mówić. Dla mnie wszystko w Porozumieniu opiera się na wolności. Mogę tak i mogę tak. Wybieram.

Rosenberg napisał wiele książek, sporo powstało też tekstów inspirowanych metodą, ale wiem z własnego doświadczenia, że to nie tak łatwo zmienić całkowicie komunikaty. Dlatego wymyśliłaś kurs?

Ktoś może powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo warsztaty z Porozumienia pojawiły się dokładnie w momencie, kiedy ich potrzebowałam. Ja odczytuję to po wielu latach nie jako przypadek, a jako sygnał mojej gotowości do zrobienia porządku z moim życiem i relacjami z bliskimi. Tak samo było z kursem online. Miałam chęć dzielenia się Porozumieniem ze światem, ale kiedy przyszła gotowość, to wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.

Stworzyłam kurs Jak zostać Mamą Mocy inspirowany Porozumieniem bez przemocy i otwarłam darmowe zapisy. Kiedy zapisywali się znajomi czułam radość i wdzięczność, ale kiedy wieści poniosły się w świat i do kursu dołączyło ponad 300 osób urosły mi skrzydła! Potem to była już lawina. Odbyła się druga edycja kursu, z potrzeby serca i na zamówienie wielu kobiet stworzyłam kurs Mocy w relacji z Partnerem, a następnie w reakcji na dynamiczne dorastanie mojej starszej córki – Survival z Nastolatkiem. Ponad 500 osób skorzystało z tych propozycji i naprawdę wiele wciąż jest w kontakcie, bo potrzebuje rozwijać swoje żyrafie kompetencje.

Kiedy kurs startuje, jak się zapisać?

Kurs Jak zostać Mamą Mocy odbywa się 2 razy w roku. 19 maja 2017 zaczyna się kolejna edycja. Nie jest on dostępny w regularnej sprzedaży, bo jestem zdania, że relacje, to nie robótki ręczne – jak się nie uda, to będziemy pruć. Dlatego kurs różni się od książek, bo jest tak skonstruowany i prowadzony, że popycha do realnej zmiany. Nie da się go odłożyć na półkę i zapomnieć. Od pierwszej lekcji nic już nie jest takie samo, jak wcześniej i to chyba jedyne ryzyko, jakie niesie udział w kursie.

Basiu, lubisz to co robisz, prawda?

Tak, wiem, ja mogłabym o tym opowiadać na okrągło, ale rozumiem, że musimy kończyć. Czy ja to lubię? Nie, ja to uwielbiam!

A ja uwielbiam z Tobą rozmawiać 😉 Dziękuję za rozmowę i do następnego razu!

Dla naszych czytelniczek kupon rabatowy na kurs, na hasło: mamopracuj>>>

Zdjęcia: Basia Bogacka

Grafika: annamatecka.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

W tym kraju prawo stoi po stronie Mamy – historia Magdy z Wilna

Magda od 9 lat mieszka w Wilnie na Litwie, i choć miała okazję poznać jak żyje się w takich krajach, jak Anglia, czy Norwegia, to jednak śmiało mówi: Wilno to jest to! Tu wychowuje swoje córeczki, a w marcu wróciła do pracy na pół etatu po urlopie macierzyńskim. Jak wygląda na Litwie powrót po przerwie na rynek pracy, jak państwo wspiera młode mamy? Możesz być zaskoczona!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 21/06/2018

Magdo od 9 lat mieszkasz w Wilnie. Masz męża Litwina i dwie córeczki Karolinę i Laurę (4,5 i 3 lata). Dlaczego właśnie Wilno wybrałaś na swoje miejsce do życia?

Gdy byłam małą dziewczynką to nawet mi się nie śniło, że będę mieszkać na Litwie. Los jednak postawił na mojej drodze przystojnego Litwina – Juozasa, który skradł moje serce. Po kilku latach podróżowania między Polską, Litwą i Norwegią, stwierdziliśmy, że czas się gdzieś wspólnie osiedlić. Zdecydowaliśmy, że zaczynamy od Wilna, Litwy, bo tu Juozas miał pracę.

Plan był taki, że jeśli w ciągu pół roku uda mi się znaleźć pracę i w miarę się zadomowię, zostaniemy na dłużej. Po miesiącu poszukiwań, zostałam zatrudniona przy monitorowaniu norweskiej prasy. I tak się zaczęła moja litewska przygoda.

Mieszkałam w Anglii, w Norwegii i śmiało mogę powiedzieć: Wilno to jest to! Wilno jest: urocze, nie za duże, nie za małe, zielone, otwarte, przyjazne dla ludzi i dzieci.

W Wilnie krzyżują się litewskość i polskość. Tu bezproblemowo możemy wychowywać dwujęzyczne dzieci. Nasze córki mówią pięknie po polsku (jak mama) i po litewsku (jak tata).

Oba języki są ciągle w użyciu. Mamy polskich i litewskich znajomych. Odbywają się tutaj różne polskie spektakle, wystawy, koncerty. Otaczające nas środowisko sprzyja dwujęzyczności.

Co lubisz i cenisz sobie najbardziej w tym kraju?

Jest wiele rzeczy, które tu cenię: politykę prorodzinną, pyszne jedzenie litewskie. Cenię przestrzeń, zieleń, piękną przyrodę.

Nie ma tu tłumów, bo w kraju żyje około 3 milionów mieszkańców, a jest to kraj dość spory. Gdy się jedzie nad jezioro lub nad morze, to łatwo znaleźć wolne miejsce dla siebie.

Ukończyłaś lingwistykę stosowaną i filologię norweską. Przed urodzeniem starszej córeczki Karoliny pracowałaś w norweskiej firmie. Potem byłaś przez prawie pięć lat na urlopie macierzyńsko – wychowawczym i niedawno wróciłaś do pracy do tej samej firmy. Trzymali dla Ciebie miejsce tak długi okres czasu?

Tak pracowałam i znowu pracuję w centrum norweskiej księgowości. Moja firma jest bardzo prorodzinna. Wróciłam na podobne do wcześniejszego stanowisko. Pracodawca ustawowo trzymał dla mnie miejsce pracy. W tym kraju prawo stoi po stronie Mamy.

A jak wygląda sytuacja z pracą i urlopami przed ciążą i po urodzeniu dziecka?

Kobiety pracują tutaj do 7 miesiąca ciąży. Kiedy zaczyna się 30 tydzień, wtedy lekarz wysyła mamę na „przedporodowe wakacje”(Nėštumo ir gimdymo atostogos) –  to taki czas na przygotowanie siebie i domu do porodu. Ten urlop w sumie trwa 126 dni (70 dni do porodu i 56 dni po porodzie). To jak urlop macierzyński w Polsce tylko krócej.

56 dni po porodzie zaczynają się wakacje rodzicielskie (vaiko priežiūros atostogos) i na każde dziecko przysługuje do 3 lat tego urlopu macierzyńskiego. Można być w domu od jednego roku do 3 lat.

Jeśli ktoś decyduje się na roczny urlop macierzyński, to otrzymuje 100% swojego wynagrodzenia, jeśli wybiera opcję 2-letnią to za pierwszy rok otrzymuje 70 % swojej wypłaty, a za drugi rok 40%. Trzeci rok jest bezpłatny, ale mama jest ubezpieczona w litewskiej Sodrze (jak polski ZUS) i liczy jej się staż pracy.

Ja urodziłam Karolinkę i po 2 latach Laurę. Urlopy mi się zsumowały i byłam z dziewczynkami 5 lat w domu. Obie na tyle podrosły, że z czystym sercem puściłam je do przedszkola. Wiedziałam, że są samodzielne i gotowe na nowe wyzwania.

Dodatkowo każdemu pracującemu rodzicowi, posiadającemu 2 dzieci przysługuje jeden pełnopłatny mamadienis (dzień mamy/taty) na miesiąc. To taki dzień wolny by pobyć z dzieckiem w domu. Jeśli ktoś posiada 3. dzieci, to co miesiąc ma do wykorzystania 2 dni wolne. Niewykorzystane dni w danym miesiącu przepadają.

Z racji niskiego przyrostu naturalnego Litwa stara się zachęcać rodziny do posiadania dzieci.

Jak Twój pracodawca wspiera mamy?

Po pierwsze mój pracodawca jest wspaniały, bo zgodził się mnie przyjąć na pół etatu. Dodatkowo daje mi możliwość pracy z domu, kiedy mam taką potrzebę.

Co miesiąc mogę korzystać z mamadienis (dzień mamy z dzieckiem).Ten czas spędzam z córkami albo w domu, albo przedszkolu.

Dodatkowo, jeśli dziecko jest bardzo chore, to nie ma problemu żebym wzięła opiekę nad dzieckiem i była z nim w domu.

Gdzie i z kim przebywają Twoje córki w czasie, gdy Ty jesteś w pracy?

Moje córki uczęszczają do litewskiego państwowego przedszkola koło domu. Przed pracą, czyli koło 8.30, zaprowadzam tam dziewczyny i odbieram je o 16.

Poszczęściło się nam, że dostaliśmy miejsce w takim rodzinnym przedszkolu. W Wilnie ciężko o miejsce w dobrym przedszkolu państwowym. Dzieci jest więcej niż miejsc.

Samorząd miasta Wilna wprowadził niedawno dopłatę 100 euro co miesiąc, jeśli dziecko uczęszcza do prywatnego przedszkola. Tym sposobem cena prywatnego przedszkola staje się bardziej dostępna i więcej dzieci może chodzić i do takich instytucji.

Jakie prawa i przywileje mają na Litwie kobiety oczekujące dziecka?

Kobiety do 7. miesiąca pracują. Potem 2 miesiące mogą się spokojnie przygotowywać do narodzin dziecka. Jeśli jednak mama nie ma ma ochoty siedzieć w domu, może pracować aż do samego rozwiązania.

Poród jest bezpłatny. Niezależnie od tego czy naturalny czy cesarka. Bezpłatna jest też opieka medyczna przed i po porodzie.

Dodatkowym przywilejem w centrach handlowych są kasy dla mam z brzuszkami oraz miejsca parkingowe dla rodzin z dziećmi.

Z jakich form wsparcia mogłaś korzystać po urodzeniu swoich córek?

Zaraz po urodzeniu dziecka otrzymaliśmy tzw. becikowe, czyli jednorazową wypłatę na dziecko. A ja jako mama otrzymałam zasiłek macierzyński z Sodry (jak polski ZUS).

Nowością jest to, iż od 2018 r. dodatkowo na każde dziecko miesięcznie przysługuje zasiłek 30 euro i to niezależnie od dochodów.

Największym wsparciem był mieięczny urlop tacierzynski zaraz po porodzie. Gdy wróciliśmy z noworodkiem ze szpitala mój mąż był na tacierzyńskim (pełnopłatny miesięczny urlop dla tatusiów) i razem ze mną uczył się życia z naszym skarbem. Obecność i pomoc męża była dla mnie nieoceniona.

Jak wygląda opieka prenatalna i po urodzeniu dziecka?

Opieka lekarska jest bezpłatna. Szpitale ogranizują drzwi otwarte i kursy o porodzie oraz karmieniu piersią dla przyszłych mam. Rodzice przygotowują plan porodu i ustalają jego przebieg z lekarzem prowadzącym.

W pierwszych tygodniach życia noworodka do domu przyjeżdża pediatra dziecka i położna środowiskowa, by wspierać rodziców.

W jaki sposób Litwa jeszcze dba o przyszłych rodziców i zachęca ich do posiadania dzieci?

Od razu po porodzie tata zostaje z mamą i noworodkiem miesiąc w domu by im pomagać. Ten miesiąc to najlepszy prezent od państwa dla rodzin. Szczególnie, że poczatki bywają rożne i często brakuje snu i czasu dla siebie. Wtedy pomoc tatusia jest bezcenna!

Urlop macierzyński i wychowawczy są na tyle długie, że rodzice mogą spokojnie wychować swoje pociechy i cieszyć się dzieciństwem maleństwa.

Rodzic, mający 2 lub więcej dzieci ma prawo do dnia matki/ojca raz w miesiącu, by pobyć ze swoim dzieckiem i oderwać się od codziennej gonitwy.

Wspomniałaś mi wcześniej również o formie wsparcia dla babć i dziadków. Co miałaś na myśli?

Jeśli dziecko choruje, a rodzic nie może wziąć wolnego to wolne przysługuje dziadkowi lub babci chorego dziecka. Pracujący dziadek lub babcia bierze opiekę nad wnuczkiem i otrzymuje 85% swojego wynagrodzenia. Świadczenie dziadkowi lub babci wypłaca Sodra (odpowiednik polskiego ZUS).

Mówisz, że Wilno to taka Wasza baza, że spotykają się tam dwie kultury. Jak to się ma do wychowywania dzieci? Jakie są różnice?

W Wilnie spotykają się trzy, a może i więcej kultur. Główne kultury to litewska, polska i rosyjska. W niektórych rejonach na podwórkach dzieci mieszają języki.

U nas na podwórku wśród dzieci króluje język litewski. Chyba, że przychodzi z wizytą moja koleżanka Natalia (Polka z Mysłowic) ze swoją trójką dzieciaczków, wtedy na naszym placu zabaw króluje język polski.

W Wilnie można znaleźć ofertę kulturalną, edukacyjną i różne zajęcia po litewsku, ale nie brakuje też opcji polskich. Mamy tu Dom Kultury Polskiej (http://polskidom.lt/pl/) i Instytut Polski w Wilnie (http://www.lenkukultura.lt/?lang=pl), są polskie szkoły, kółka zainteresowań, biblioteki oraz odbywają się polskie koncerty i spektakle.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum Magdy

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

10 pomysłów na to, co zrobić w wakacje z dziećmi?

W ostatnich tygodniach roku szkolnego jest to najczęściej zadawane sobie pytanie przez rodziców. - Co zrobić z dziećmi w wakacje? Dzieci w wieku przedszkolnym mogą liczyć jeszcze na opiekę pełniących w czasie wakacji dyżury oddziałów przedszkolnych. Natomiast dzieci w wieku szkolnym? Tutaj duże wyzwanie mają przed sobą rodzice.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 20/06/2018
dziewczynka puszcza bańki mydlane

Dla jednych to najbardziej wyczekiwany czas w roku. Innym kojarzą się z jeszcze większym wyzwaniem logistycznym niż rok szkolny. Wakacje. Mają być czasem odpoczynku, regeneracji i wytchnienia. I na pewno są. I na pewno cieszy nas perspektywa choćby dwutygodniowego czy tygodniowego rodzinnego wypoczynku.

Tylko co pozostałym czasem? Jak możemy zagospodarować wakacyjny okres tak, żeby nikt za bardzo nie ucierpiał i żebyśmy my mogli nadal pracować, a dzieci były zaopiekowane? Mamy dla Was kilka podpowiedzi.

1. Lato w szkole lub półkolonie

W wielu szkołach są organizowane dla dzieci zajęcia w ramach tzw. „lata w szkole”. Podczas tej formy spędzania wakacji dzieci mają wypełnione po brzegi dni różnego rodzaju aktywnościami. Są to wyjazdy na wycieczki, na warsztaty, zwiedzanie, wypad do zoo, kina lub place zabaw. A jeśli pozostają na terenie szkoły są angażowane w różnego rodzaju gry i zawody.

Podobnie wyglądają półkolonie, które mogą być organizowane przez domy kultury, świetlice, a również szkoły. Dużym plusem tak zorganizowanych wakacji jest niska cena.

2. Obóz, kolonie

To już propozycja dla starszych dzieci, choć pewnie znajdą się i maluchy 7 – 8 letnie, które bez obaw wyjadą na takie dwutygodniowe wakacje bez rodziców. Po powrocie często okazuje się, że wyjazd bardziej przeżywali rodzice niż dziecko, które do domu wraca zadowolone i bogatsze o dwa tygodnie samodzielności.

3. Opiekunka

Opcja, która niejednej mamie pewnie ratowała już życie, jednak tu musimy liczyć się z większymi kosztami. Taki rodzaj opieki warto zaplanować i przemyśleć dużo wcześniej. Niezależnie od tego czy ponownie poprosimy się o pomoc byłą nianię naszego dziecka, czy będziemy szukać kogoś nowego, musimy liczyć się z potrzebą oswojenia się dziecka z opiekunką, tym bardziej, że planujesz, aby spędzali razem gro wakacyjnego czasu.

4. Opieka Babci i Dziadka

Zarówno fakt posiadania dziadków na miejscu, jak i poza miejscem zamieszkania, mają swoje zalety. Dziadkowie na miejscu mogą praktycznie każdego dnia zaopiekować się Twoimi dziećmi, natomiast w przypadku gdy mieszkają w innej miejscowości, możesz im „sprzedać” swoją pociechę na kilka cennych dni.

5. Dziadkowie kwaterują u Ciebie

To może jest opcja bardziej z tych ostatecznych, bo wszystko zależy od Twoich relacji z rodziną. Jednak gdy nie ma innego wyjścia, to świadomość, że możesz szybko rano wybiec z domu nie martwiąc się kto zadba o śniadanie Twojego dziecka i uświadamiając się, że to opcja tylko na chwilę, jest nie do przecenienia.

6. Wyjazd z dziadkami

To może być gospodarstwo agroturystyczne blisko Twojej miejscowości albo dwutygodniowy pobyt nad morzem lub w górach. Wszystko zależy od pomysłu i preferencji głównych zainteresowanych. Ważne, że taki wyjazd z dziadkami może być dla dziecka cennym doświadczeniem, kiedyś ciepłym wspomnieniem i wartościową relacją, bo zupełnie inaczej jest przebywać z dziadkami w ich, czy własnym domu, a zupełnie innym, wspólny wyjazd po przygodę.

7. Wyjazd do rodziny

Może nigdy nie przyszło Ci do głowy, żeby wysłać swoje dziecko do dawno nie widzianej, ale lubianej przez Ciebie cioci. Może masz w bliskiej rodzinie kogoś kto chętnie zajmie się Twoim dzieckiem i pokaże okolice, w których na co dzień mieszka, a Twoje dziecko przy okazji pozna nowe miejsca.

8. Rodzina odwiedza Ciebie

Taka perspektywa może w pierwszej chwili wyglądać jak czekający Cię armageddon, ale to wcale nie musi się tak skończyć. Ty wychodzisz do pracy, a Twoje dziecko ma nie tylko opiekę, ale też towarzystwo kuzynów, z którymi może spędzać czas na wspólnej zabawie. Dawniej częściej praktykowało się takie zjazdy rodzinne i wakacje były świetną okazją do spotkania się i spędzenia czasu w rodzinnym gronie.

9. Opieka wymienna

To zapewne nie jest opcja dla każdego, ale jest wiele rodzin, w których jeden z rodziców ma możliwość pracy zmianowej, bądź pracy bardzo elastycznej. Do południa, kiedy to Ty jesteś w pracy, dziećmi może zajmować się Twój partner, który ma możliwość pracy na dwie zmiany. Lub odwrotnie, Ty mając przykładowo możliwość pracy elastycznej, wykonujesz ją popołudniem i  wieczorem, kiedy to opiekę nad dziećmi przejmuje Twój partner po powrocie z pracy. Kombinacji może tu być bardzo wiele.

10. Telepraca lub praca zdalna

Mając możliwość pracy zdalnej lub telepracy możesz pracować z każdego miejsca. Zatem możesz zabrać swoje dziecko gdzieś, gdzie będzie mogło sie swobodnie i bezpiecznie bawić, a Ty mając na nie oko, będziesz mogła poświęcić się pracy.

Podobnie mając możliwość pracy w domu, choć nie jest to wcale takie łatwe i oczywiste, możesz, przygotowując sobie wszystko wcześniej (np. podpowiedzi zabaw dla znudzonego dziecka, czy przekąsek poprawiających nastrój), być się ze swoją pociechą, jednocześnie wykonując swoje obowiązki służbowe.

I na koniec….

Pamiętaj Droga Mamo, że to nie tylko Twoje zadanie. Nie tylko Ty musisz zachodzić w głowę, jak i jaką opiekę zapewnić swojemu dziecku na czas wakacji w chwilach, gdy Ty musisz poświęcić się pracy. To również zadanie dla ich Taty i warto wspólnie poświęcić czas na zaplanowanie, zastanowienie i podzielenie się opieką nad dziećmi.

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail