Czego szukasz

Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Sporo się mówi ostatnio o „Porozumieniu bez przemocy” (z ang. NVC, nonviolent communication). Ja jestem wielką fanką tego sposobu porozumiewania się, co oczywiście nie oznacza, że zawsze potrafię… O tym kiedy to działa, a kiedy nie, co daje mojej rodzinie i wielu innym, rozmawiam z Basią Bielanik, w bardzo osobistej rozmowie. Czemu z Basią? Bo i ja i mój mąż braliśmy udział w kursie prowadzonym przez nią. Sprawdź, może Ty też go potrzebujesz?

  • Agnieszka Kaczanowska - 06/10/2016
Basia Bielanik

Dla naszych Czytelniczek kupon rabatowy 7 % na kurs, na hasło: mamopracuj >>>

Kurs zaczyna się już 19 maja 2017 r!

Basiu, mam sporo pytań o Porozumienie Bez Przemocy (NVC) i o Twój kurs, ale zacznę o sobie, ok? Czuję, że chcę podzielić się swoją historią, o tym jak NVC zagościło w naszym domu… No to zaczynam.  

Jakieś cztery lata temu. Nasza druga córka, Helenka, dawała nam nieźle popalić. A mówiąc językiem żyrafy, to my nie wiedzieliśmy jak reagować na jej wybuchy złości, nagłe zmiany nastroju, wycia i awantury… Mieliśmy świadomość, że coś robimy źle, ale co? Strasznie trudno popatrzeć na siebie z boku. Bałam się. Oczami wyobraźni widziałam awantury z nastolatką…

Gdzieś przeczytałam o warsztatach Porozumienia bez przemocy, które prowadziła Marzena Kopta. Pojechaliśmy z mężem razem. Pełni wątpliwości, ale też nadziei. To, co usłyszałam, nie było łatwe. Ja stosuję przemoc? Jak? Oceniam? No przecież… Już w trakcie warsztatów otworzyły mi się oczy. Widziałam, że choć mam się za dobrą mamę, to nie widziałam wszystkich potrzeb mojego dziecka. Że czasem proszę, ale de facto rozkazuję, że oceniam, a nie obserwuję, że niby coś widzę, ale przecież nie wiem na pewno, co się stało…

Oboje wróciliśmy trochę „odmienieni” z tych warsztatów, ale tylko trochę – taki pierwszy stopień wtajemniczenia. Mówienie o potrzebach, powtarzanie, nazywanie i obserwowanie, to nadal nie zawsze są nasze naturalne odruchy. Przyznam, że czasem się śmieję, że w duchu NVC powinnam to powiedzieć tak, a i tak robię inaczej, bo szybciej, bo prościej. Tylko, że mniej skutecznie… Oboje próbujemy od czterech lat. Widzimy, że to działa. I to nie tylko w kontaktach z dziećmi. Z dorosłymi jeszcze bardziej! Czasem jednak nie mamy siły i idziemy przetartym szlakiem.

Ale powiem Ci, że najprzyjemniejszym momentem, jest kiedy słyszymy jak dzieci między sobą mówią z takim zrozumieniem. Choćby wczoraj, kiedy mieli oglądać bajkę, ale umyci, w piżamach, a brat się ociągał i Hela mówi: „Krzyś, Ty tak bardzo chcesz teraz pobawić się autem? Ach, no tak. Bo Ty strasznie lubisz auta. – Tak, mówi Krzyś. To może pobawimy się razem jak tylko się umyjemy? No dobja”. I poszedł z radością. Wtedy jestem bardzo dumna.

Pewnie takich historii słyszałaś sporo…

Agnieszka, mów mi tak jeszcze. Ja uwielbiam słuchać takich historii, choć one zawsze maja podobny scenariusz. Czasem trzeba spaść na samo dno, żeby zacząć szukać pomocy. A kiedy na naszej drodze stanie żyrafa, to czasem jest trudno, czasem jest dziwnie, a czasem idzie gładko. Bywa i tak, i tak, ale zawsze warto.

Basiu, w jakich sytuacjach przydaje się stosowanie NVC? Tylko nie mów, że zawsze 😉

Tak, powiem, że przydaje się zawsze, ale nie zawsze chcemy stosować Porozumienie. Sama idea Marshalla Rosenberga opiera się na wolności, na komunikowaniu z serca. Idealnie byłoby, gdybyś powiedziała mi, co czujesz i czego potrzebujesz, ja również to powiem i już jesteśmy szczęśliwe. To tak nie działa, bo intencją komunikacji jest dogadanie się, a idąc krok dalej uzyskanie tego, a czym nam zależy.

To, w czym NVC bardzo mi pomaga, to jest dotarcie do potrzeby, jaka kieruje zachowaniem. Moim, dziecka, teścia. Kiedy to wiem i pokazuję, że dostrzegam tę potrzebę, pojawia się przestrzeń na szukanie sposobów na jej zaspokojenie. Nazywamy to strategiami i mimo że to brzmi dla niektórych bardzo poważnie, jest to nic innego, jak wachlarz rozwiązań danej sytuacji w taki sposób, żeby każda ze stron została zauważona i wysłuchana.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_z_corka_640

 A możesz podać przykłady? Sytuacje z Waszego rodzinnego życia?

Jasne, nie muszę szukać daleko, bo one są na porządku dziennym. Choćby sytuacja z wczoraj. Moja 6-letnia Julka płacze, że za rozładowanie zmywarki należy się jej 10 zł. Mogę powiedzieć to, co samo ciśnie się na usta, że gdyby mnie tak płacili, to nie musiałabym pracować, ma przestać się mazać, że ja jej też nie pomogę składać ubrań, itp.

Mogę też zastanowić się DLACZEGO tak zależy jej na tych pieniądzach i wtedy dowiaduję się, że ona obiecała Ewie, że jutro w szkole każda przyniesie po 5 zł i pójdą do sklepiku. Zobacz, ile nagle pojawia się przestrzeni. Mamy zidentyfikowaną potrzebę i możemy zacząć szukać rozwiązań, dogadywać się.

Ja uwielbiam ten moment, kiedy już wiadomo, o co chodzi, napięcie mija i nagle każdy ma po kilka pomysłów, co można zrobić. Ważne jest dla mnie, żeby w tym momencie nie narzucić swojego rozwiązania, a wycofać się i pozwolić kombinować dziecku. Ona wie najlepiej, co zrobić, żeby jej potrzeba została zaspokojona.

Do czego jeszcze się przydaje?

U mnie w domu Porozumienie zaczęło się od dzieci. Ponieważ była to dla mnie rewolucja, to najpierw mówiłam do nich językiem serca… kiedy spały. Obawiałam się ich oceny, zdziwienia. Kiedy już trochę poćwiczyłam, zaczęłam mówić do nich „na jawie” i efekty były zaskakujące. Bo nagle okazywało się, że my współpracujemy!

Kiedy poczułam się pewniej, naturalną konsekwencją było zwracanie się w ten sposób do męża. A on na to „don’t NVC me”. Ups… Zaczęłam szukać przyczyny i na mój własny użytek powstała teoria, że język żyrafy jest tak skuteczny, że mąż był… bezbronny. Ponieważ nie potrafił odpowiedzieć mi żyrafą, brakowało mu argumentów, by nie zrobić tego, o co proszę. To już był dla mnie pewien rodzaj manipulacji i ostatecznie NVC w kontaktach z mężem stosuję do wyrażania siebie, a sposób realizacji mojej potrzeby pozostawiam w jego gestii.

Bo NVC to nie magiczna metoda, prawda?

Znowu prosisz mnie o potwierdzenie niemożliwego, ale wybrnę może tak, że NVC to nie metoda, ale jest w niej magia. Porozumienie bez przemocy nie jest metodą, bo bycie prawdziwą żyrafą nie polega na sprytnym komunikowaniu tak, by wyjść na swoje.

Magia NVC polega dla mnie na tym, że kiedy zaczynam od siebie, jestem ze sobą w kontakcie, pytam samą siebie co czuję, czego potrzebuję, to pojawia się zaufanie, że to dostanę.

My bardzo często „gramy w grę”. Chcemy żeby mąż przynosił kwiaty, przytulał i zabierał do restauracji, bo takie mamy strategie na zaspokojenie potrzeby miłości. Mój tego nie robi, za to szuka po całym świecie białego kubka termicznego, bo ja lubię biały kolor. Na urodziny zabiera mnie w rejs, a w weekend na strzelnicę, bo chce być blisko, bo kocha. Magia polega na dostrzeganiu tego.

Zrobiło się romantycznie, ale ja znam, pamiętam takie sytuacje kiedy jestem od NVC lata świetlne… Choćby taka sytuacja: późno, dzieci po szkole/ja po pracy/idzie wieczór/każdy chce coś innego; zadanie, bajkę, jeść, wszyscy mówią coś do mnie, ja próbuję robić 3 rzeczy na raz i … wtedy nie daję rady. No idę starą ścieżką, kursem idealnie kolizyjnym… I robi się nerwowo. Powiedz, że nie jestem sama…

Tutaj wreszcie zgadzam się z Tobą w zupełności. Taka jest nasza codzienność i nie warto dodawać lukru. Można natomiast stosować prewencję. U mnie w domu to cała sieć strategii. Pierwsza, najprostsza jest taka, że kiedy czuję, że z powodu zmęczenia nad naszym domem zbierają się czarne chmury, biorę wolne. Tak po prostu. Mówię, że jestem tak zmęczona, że czuję napięcie i boję się, że rozmowa potoczy się w niepożądanym kierunku i proszę o czas.

Praktycznie zawsze nastawiam budzik, żeby było jasne kiedy on minie! Siedzę sobie ze słuchawkami, albo zasypiam na flash-drzemkę. Świat się nie zawala z tego powodu, dom nie płonie, a ja z nowymi siłami mogę wrócić do życia. Bo najważniejsze w tym momencie dla mnie jest zadbanie o moje potrzeby, tak by pojemnik moich sił i miłości był wypełniony. Nie jest to moje odkrycie, ale zgadzam się z nim w 100%, że jeżeli nie mamy własnych zasobów, np. spokoju, to nie możemy tego dać innym ludziom. Oczywiście to jedna ze strategii, mogłabym tak wymieniać godzinami.

Basia_Bielanik_szkola_mocy_kurs_baner640

Albo kiedy za szybko reaguję. Nie zdążę pomyśleć tylko… bach. Awantura już w toku. To z mężem najczęściej…

Czas. Tego nauczyła mnie Agnieszka Pietlicka, certyfikowana trenerka NVC. Kiedy nie wiesz, co powiedzieć, nie mów nic. Kiedy czujesz, że jeżeli teraz coś powiesz i już wiesz, że nie będziesz z tego dumna, powiedz: „potrzebuję chwili, by zebrać myśli”. Wtedy oddychaj! Wdech – wydech. Tam i z powrotem. Albo wyjdź do łazienki i wrzeszcz! Aż poczujesz spadek energii, z oczu spadnie szara zasłona i pojawią się rozwiązania, pomysły. Bo nie jest sztuką nie odczuwać złości, ale cudownie potrafić ją wyrażać nie raniąc drugiego człowieka.

Czasem jednak udaje się nam zapobiec kłótni! I przyznam się, że NVC staram się używać także w relacjach z innymi dorosłymi. Mamą, przyjaciółką. Ale też… z klientami i współpracownikami mamopracuj.pl. I to działa. Zwłaszcza, gdy muszę odmówić, albo nie mogę dać tego, o co ktoś prosi. Też tak masz?

Hmmm, tutaj mam taka myśl i szczerze się z nią podzielę. Czasem mi się nie chce. Bywa, że wybieram standard, bo nie mam gotowości na zdziwioną minę, obojętne wzruszenie ramionami. Kiedy jednak zależy mi na relacji i na kontakcie, z automatu sięgam po narzędzia komunikacji ze skrzynki z napisem NVC. Czasem jest to parafraza, czasem po prostu aktywne milczenie, takie, w którym mimiką pokazuję, że jestem w kontakcie, ale pozwalam mówić. Dla mnie wszystko w Porozumieniu opiera się na wolności. Mogę tak i mogę tak. Wybieram.

Rosenberg napisał wiele książek, sporo powstało też tekstów inspirowanych metodą, ale wiem z własnego doświadczenia, że to nie tak łatwo zmienić całkowicie komunikaty. Dlatego wymyśliłaś kurs?

Ktoś może powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo warsztaty z Porozumienia pojawiły się dokładnie w momencie, kiedy ich potrzebowałam. Ja odczytuję to po wielu latach nie jako przypadek, a jako sygnał mojej gotowości do zrobienia porządku z moim życiem i relacjami z bliskimi. Tak samo było z kursem online. Miałam chęć dzielenia się Porozumieniem ze światem, ale kiedy przyszła gotowość, to wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.

Stworzyłam kurs Jak zostać Mamą Mocy inspirowany Porozumieniem bez przemocy i otwarłam darmowe zapisy. Kiedy zapisywali się znajomi czułam radość i wdzięczność, ale kiedy wieści poniosły się w świat i do kursu dołączyło ponad 300 osób urosły mi skrzydła! Potem to była już lawina. Odbyła się druga edycja kursu, z potrzeby serca i na zamówienie wielu kobiet stworzyłam kurs Mocy w relacji z Partnerem, a następnie w reakcji na dynamiczne dorastanie mojej starszej córki – Survival z Nastolatkiem. Ponad 500 osób skorzystało z tych propozycji i naprawdę wiele wciąż jest w kontakcie, bo potrzebuje rozwijać swoje żyrafie kompetencje.

Kiedy kurs startuje, jak się zapisać?

Kurs Jak zostać Mamą Mocy odbywa się 2 razy w roku. 19 maja 2017 zaczyna się kolejna edycja. Nie jest on dostępny w regularnej sprzedaży, bo jestem zdania, że relacje, to nie robótki ręczne – jak się nie uda, to będziemy pruć. Dlatego kurs różni się od książek, bo jest tak skonstruowany i prowadzony, że popycha do realnej zmiany. Nie da się go odłożyć na półkę i zapomnieć. Od pierwszej lekcji nic już nie jest takie samo, jak wcześniej i to chyba jedyne ryzyko, jakie niesie udział w kursie.

Basiu, lubisz to co robisz, prawda?

Tak, wiem, ja mogłabym o tym opowiadać na okrągło, ale rozumiem, że musimy kończyć. Czy ja to lubię? Nie, ja to uwielbiam!

A ja uwielbiam z Tobą rozmawiać 😉 Dziękuję za rozmowę i do następnego razu!

Dla naszych czytelniczek kupon rabatowy na kurs, na hasło: mamopracuj>>>

Zdjęcia: Basia Bogacka

Grafika: annamatecka.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

3 odpowiedzi na “Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?”

  1. HRownia napisał(a):

    Bardzo przydatne wskazówki i ciekawy pomysł z prowadzeniem kursu w tej tematyce. Mamy nadzieję, że jego zasięg będzie jak najszerszy, a efekty zaobserwujemy w relacjach z innymi. Brawo!

  2. Warszamamka napisał(a):

    Super pomysł i wykonanie z przekazaniem wiedzy o NVC poprzez wywiad. Ta szczera rozmowa pokazała mi, czym na prawdę jest NVC. Kiedyś słyszałam o tej metodzie, ale wydawało się, że nie ma w tym nic konkretnego. A tu widać, że strategie może zastosować każda mama każdego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy można zapobiec depresji poporodowej?

Czy to dobrze zadane pytanie? Czy w jakiś sposób można zapobiec tej podstępnej, przychodzącej często niezauważalnie chorobie? Na temat depresji poporodowej krąży wiele mitów, jednym z nich jest, że po jakimś czasie sama mija. W rzeczywistości jest to bardzo ciężka choroba, która wymaga pomocy specjalisty i ogromnego wsparcia najbliższych.
  • Agnieszka Wadecka - 20/02/2018
mama z dzieckiem na rękach

Depresja poporodowa to poważny problem, z którym boryka się wiele kobiet. Wiele z nich przegrywa z, nazwijmy ją po imieniu – tą okrutną chorobą.

Możecie u nas przeczytać jak ją rozpoznać i jak leczyć. Tym razem jednak chcemy podjąć równie ważny temat. Czy można jej zapobiec, czy jest to w ogóle możliwe?

Czy można zapobiec depresji poporodowej?

To pytanie, którego nie zada kobieta w pierwszej ciąży. Bo ciąża przebiega prawidłowo, wszystko jest zaplanowane, pokoik przygotowany, ubranka poprasowane, do szczęścia brakuje tylko pachnącego noworodka.

Tego pytania nie zada młody ojciec, który bierze nadgodziny w pracy, by maleństwu niczego nie brakło. To pytanie nie padnie ze strony dziadków, dla których będzie to tylko usprawiedliwienie na to, że te współczesne matki to się nie potrafią ogarnąć.

Tego pytania nie zada sobie także matka, słysząc historię innej matki, która po porodzie targnęła się na własne życie, a zamiast tego nazwie ją nienormalną egoistką.

To pytanie huczy w głowie kobiety, która przeszła przez depresję poporodową. Nieraz pada ze strony osób, które pochowały żonę, córkę, siostrę… Jak to się stało, że ta przebiegła choroba się wdarła, niezauważona przez nikogo, jak to się stało, że nikt nie zapobiegł nieszczęściu?

Baby blues a depresja poporodowa

Ponad 50% kobiet po porodzie odczuwa baby blues i warto wiedzieć, że to zjawisko fizjologiczne, które ustępuje samo. Niektórzy mylą go z depresją poporodową jednocześnie bagatelizując problem choroby.

Baby blues bowiem nie jest groźny, trwa 10 dni, objawia się zmęczeniem, zmianami nastroju, smutkiem, płaczem. Depresja poporodowa na pozór wygląda podobnie, jednak w środku kobieta odczuwa prawdziwe piekło. Ma zanik własnej wartości, czuje że nie umie zająć się dzieckiem i sprostać obowiązkom. Uważa, że jej dziecko sprawia większe niż u innych dzieci trudności w opiece, ma napady lęku, paniki i myśli samobójcze. Nieleczona depresja nie ustępuje sama z siebie, za to może się pogłębić lub być tragiczna w skutkach.

Dlaczego pytania o zapobieganie padają już po fakcie?

Kiedyś usłyszałam bardzo ważne zdanie, że „osoba chora na depresję, nigdy się do tego nie przyzna”. Tak samo jak matka, cierpiąca na depresję poporodową nigdy nie przyjdzie i nie powie „jestem chora, pomóż mi”.

Właśnie dlatego tak ważne jest, by mąż wykorzystał przysługujący mu urlop i pierwsze dwa tygodnie spędził przy żonie, by rodzina wpadała z pomocą, a przyjaciele pogadać. Trzeba młodej mamie okazywać wsparcie, rozmawiać, słuchać i przyglądać się, czy nie wykazuje znamion depresji, by pomóc jej się z nią uporać.

By walczyć z chorobą, póki nie jest za późno, właśnie dlatego, że najprawdopodobniej ona nigdy nie zgłosi się po pomoc, a może nawet nie pomyśli o tym, że jej potrzebuje.

Co z tym zapobieganiem?

Przygotowując się do pisania tego tekstu postanowiłam zapytać o zdanie koleżanki, które są matkami. Bazowałam na opowieściach kobiet, które zderzyły się z baby bluesem i depresją poporodową, oraz na własnych doświadczeniach.

Osobiście przeszłam nasilonego baby bluesa, który trwał dłużej niż 10 dni i był cięższy, niż ten opisywany przez specjalistów. Być może nawet była to lekka forma depresji poporodowej, jednak daleko było mi do samobójczych myśli.

Uporałam się z tym bez pomocy lekarza, bo mąż i starsze dzieci były dla mnie wsparciem. Mogłam też liczyć na internetową grupę koleżanek, które dzieliły się doświadczeniem, a nawet oferowały pomoc przy dzieciach.

Nigdy nie zostawałam sama z żadnym problemem, a gdy brakowało sił, to mąż brał najmłodszego synka i nosił pół nocy, dając mi odespać trudy. Co ciekawe, spotkało mnie to dopiero po trzecim porodzie. To trzecie dziecko okazało się „trudniejsze w obsłudze” i zaskoczyło nasze oczekiwania.

Znam przypadki młodych matek, które nie wiedząc jak będzie wyglądał poród, karmienie, połóg wyobrażały sobie te chwile w wyjątkowy sposób, podczas gdy rzeczywistość była zupełnie inna – wszystko było ciężkie, wcale nie w różowych barwach. Przytłoczyło je to tak bardzo, że dotknęła je depresja poporodowa.

Czy ktokolwiek mógł zapobiec tym sytuacjom? Odpowiem szczerze – nie. Jasne, mogłyśmy nie mieć wyobrażeń, przygotować się na wszystko, nawet na najgorsze. Ale nie zrobiłyśmy tego. Nie spodziewałyśmy się, że nowa sytuacja będzie dla nas tak trudna.

Koleżanka, która jest psychologiem na pytanie – czy można zapobiec depresji ciążowej? – odpowiedziała mi „Nie da się zapobiec depresji. Można depresję leczyć i trzeba to robić, ale profilaktycznie nic zrobić się nie da”. Te słowa potwierdziły wszystkie moje koleżanki.

Jeśli nie zapobiegać, to jak działać?

Razem z koleżankami zgodziłyśmy się w kolejnej kwestii. Zarówno kobiety w ciąży, jak i ich rodziny powinny być uświadamiane, jeszcze w czasie ciąży, że istnieje taki problem jak depresja poporodowa, że może dotknąć każdą kobietę, niezależnie od sytuacji i warunków materialnych.

Należy głośno mówić o tym, że depresja poporodowa jest chorobą, która nie przechodzi, którą trzeba leczyć i w czasie której trzeba być pełnym wsparciem dla cierpiącej mamy. Jeśli wzrośnie świadomość społeczna, to wykrywalność depresji poporodowej będzie większa, dzięki czemu więcej kobiet uzyska pomoc specjalisty.

Nie oceniaj

Na koniec mam mały apel. Na pewno nie raz czytałaś o kobiecie, która w połogu popełniła samobójstwo, często mordując przy tym własne dziecko. Na pewno spotkałaś na ulicy młodą mamę z noworodkiem, która zdenerwowana, albo zapłakana mocno bujała wózkiem, a pewnie i podniosła głos na niewinne maleństwo.

Może masz koleżankę, która po porodzie przestała utrzymywać kontakt, mimo, że wspierałaś ją całą ciążę. A może masz córkę, siostrę, żonę, która nie może poradzić sobie z nowonarodzonym maluszkiem i obowiązkami, płacze, narzeka i mówi, że nie wytrzymuje psychicznie.

Nie bagatelizuj problemu!

Prawdopodobnie każda z nich cierpiała lub cierpi na depresję poporodową i brak pomocy. Wykaż się odwagą i podaj pomocną dłoń, możesz uratować czyjeś zdrowie, a może nawet życie.

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.
Podyskutuj

3 odpowiedzi na “Czy można zapobiec depresji poporodowej?”

  1. Znajoma napisał(a):

    Bardzo dobrze napisany tekst. Ciesz się, że sobie poradziłaś i noe wiesz co to myśli samobójcze. Wiem co mówię, sama się leczę i nie jest to łatwe ale mam teraz wsparcie. Dzięki niemu wygram. Już się nie cofnę, a od porodu minęło prawie 4 lata. Temat warty nagłośnienia…..

    • Ewa Moskalik napisał(a):

      Dziękujemy Angeliko za Twój komentarz. Życzymy sił i wytrwałości!
      Dlatego chcemy też o tym pisać, bo to temat zbyt często pomijany, a bardzo ważny.
      Pzdrawiam

  2. wyleczylam sie z dp napisał(a):

    Dziekuje;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Woda – ile powinno pić jej dziecko, a ile dorosły? 

Woda jest płynem, bez którego nie byłoby życia na ziemi. To właśnie pod kątem występowania tego surowca badane są inne planety znajdujące się w kosmosie. Na Ziemi wody jest odpowiednio dużo, abyśmy jako ludzie mogli prawidłowo funkcjonować każdego dnia. Jednak, ile wody powinno wypijać każdego dnia dziecko, a ile dorosły? Odpowiednie nawodnienie jest niezwykle ważne, dlatego zapraszamy serdecznie do lektury artykułu.
  • Dominika Kamińska - 19/02/2018
młoda kobieta pije wodę z butelki

Normy spożycia wody dla dzieci

Faktem jest, że woda w organizmie człowieka nie jest w żaden sposób magazynowana. Dlatego też niezbędne jest jej regularne dostarczanie. Szczególnie jest to istotne w letnie, upalne dni, a także w przypadku dzieci, u których woda determinuje prawidłowy rozwój.

Polskie normy spożycia wody zostały opracowane w oparciu o ogólnoświatowy Instytut Żywności i Żywienia, dlatego są to oficjalne dane mówiące o tym, ile wody powinien wypijać każdego dnia człowiek w zależności od jego wieku, czy płci.

I tak niemowlęta powinny spożywać do 800 ml wody dziennie. Dziewczęta w wieku 10-12 lat już 2100 ml, w wieku 13-15 lat 2,2 litra, a w wieku 16-18 lat 2300 ml wody.

W przypadku chłopców normy są nieznacznie wyższe, ponieważ ci w wieku 10-12 lat według organizacji powinni wypijać dziennie około 2,4 litra wody, w wieku 13-15 lat 3 litry wody, a w wieku 16-18 lat aż 3,3 litra wody.

Jakie są zalecenia dla dorosłych?

Dorośli w związku z pracą zarobkową, czy wieloma obowiązkami charakteryzują się znacznie szybszą utratą wody. W ich przypadku również panują rozbieżności w zalecanym spożyciu, jednak są one zdecydowanie mniejsze, niż w przypadku dzieci.

Zgodnie z normami opracowanymi przez Instytut Żywności i Żywienia dorosły mężczyzna powinien wypijać dziennie około 3,5 litra wody.

Uwarunkowane jest to nie tylko budową ciała, ale również typem podejmowanej pracy, czy wysiłku fizycznego. W przypadku kobiet norma jest o 0,5 litra mniejsza, czyli wynosi 3 litry.

Będąc w ciąży, nie zapomnij o wodzie!

Kobieta w ciąży powinna dbać o siebie w szczególny sposób. Jednym ze sposobów, aby cieszyć się dobrą kondycją zarówno ciężarnej, jak i nienarodzonego dziecka, jest odpowiednie nawodnienie. Jak nie trudno się domyślić, zapotrzebowanie na wodę w przypadku ciąży jest zdecydowanie większe.

Zdaniem ekspertów kobieta w stanie błogosławionym powinna wypijać dziennie około 3,5 litra życiodajnego płynu. Taka ilość pozwoli nawodnić nie tylko organizm matki, ale również rozwijającego się w jej brzuchu dziecka.

A co będzie, kiedy zapomnimy o wodzie?

W momencie, kiedy nie dostarczysz Twojemu organizmowi wody w odpowiedniej ilości, dojdzie do odwodnienia. To bardzo niebezpieczny stan objawiający się suchością w ustach, bólami głowy, rozdrażnieniem czy zmęczeniem. Ponadto poszczególne partie organizmu mogą się zapadać, skóra blednąć, a ciśnienie tętnicze spadać.

Kiedy zauważysz u siebie odwodnienie, natychmiast musisz sięgnąć po wodę. Pamiętaj jednak, aby była to czysta woda mineralna taka, jak Żywiec Zdrój, ponieważ picie napojów słodzonych w stanie odwodnienia nie jest wskazane. Cukier w nich zawarty nienaturalnie zwiększy pragnienie, a sam płyn z racji nieposiadania minerałów nie poprawi stanu Twojego organizmu.

Jaką wodę wybrać?

Woda, którą będziesz pić na co dzień, powinna zawierać jak najwięcej minerałów. To właśnie one odpowiadają za nawodnienie i stan organizmu, dlatego nie może ich zabraknąć w wybranym przez Ciebie napoju.

Szczególnie polecana jest woda Żywiec Zdrój. Czerpana z naturalnych źródeł znajdujących się w Żywieckim Parku Narodowym posiada niezwykle dużą ilość minerałów, które spożywane każdego dnia wpłyną na stan zdrowia zarówno dziecka, jak i osoby dorosłej.

Woda jest zdecydowanie najbardziej potrzebnym człowiekowi napojem. Jeżeli zapomnisz o nawodnieniu, niemal natychmiast Twój organizm rozpocznie wysyłanie sygnałów o konieczności uzupełnienia stanu wody. Dlatego też każdego dnia musisz spożywać jej odpowiednie ilości.

Jesteś ciekawy, czy Twój organizm jest nawodniony w odpowiedni sposób? Wypełnij test na stronie https://www.pijewode.pl/ i przekonaj się sam!

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Źródła:
https://parenting.pl/ile-wody-powinnismy-pic-w-ciagu-dnia
https://parenting.pl/rola-wody-w-organizmie
https://mamotoja.pl/picie-wody-w-ciazy-8-waznych-powodow,zasady-diety-artykul,6561,r1p1.html

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail