Czego szukasz

Aaa…pracownika zatrudnię. Chętnie matkę małych dzieci.

Być może czytałyście o niezwykle ciekawym eksperymencie, jaki przeprowadziła pewna Karolina. Otóż zirytowana absurdalnością ogłoszeń zamieszczanych przez pracodawców w mediach, postanowiła skomponować anons poszukiwacza pracy – idealnego poszukiwacza pracy. Poszukiwacza-Marzenia-Każdego-Pracodawcy.

Bezdzietna, bezpłodna, bez…mózga

Tekst anonsu, który widzicie poniżej, stanowi odpowiedź na pojawiające się w ogłoszeniach zlepki okrągłych sformułowań, sprzecznych wymagań oraz koszmarnej nowomowy, która z babci klozetowej czyni Toilet Managera, a z operatora szlabanu (parking strzeżony, dajmy na to…) Gate Directora.

O tym, że ogłoszenia pracodawców coraz częściej przypominają kiepską literaturę, w której logika rządzi się swoimi prawami (człowiek płci obojętnej, byle nie żeńskiej, lat góra dwadzieścia pięć, doświadczenie w branży – trzydzieści…) nie trzeba przekonywać nikogo, poszukujących pracy matek zwłaszcza.

Często odnieść można wrażenie, że pracodawcy poszukują nie pracownika – człowieka z krwi i kości, ale jakiegoś osobnego podgatunku zwanego Pracownikiem. Przedstawiciel tegoż ma spełniać rozmaite wymagania, których spełnienie oznaczałoby, że nie je, nie pije, nie śpi – a żyje! O domaganiu się godziwego wynagrodzenia lepiej nie wspominać – foch, fanaberia, roszczeniowość, nieumiejętność dostrzeżenia praw rządzących rynkiem, wygórowane wymagania… O zdrowym rozsądku takowoż nie wypada: Pracownik, to stworzenie żyjące w próżni, niemające żadnych innych zobowiązań poza zobowiązaniami wobec pracodawcy, a jakakolwiek próba zanegowania tego stanu rzeczy prowadzi zawsze do jednego: pracodawca oznajmia, że na miejsce żądającego poszanowania swych praw Pracownika czeka dziesięciu innych, którzy domagać się nie będą niczego.

Wszystko, co dzieje się na polskim rynku pracy przyprawia o dreszcze: ambitni ukrywają dyplomy, żeby nie zostać posądzonymi o chełpliwość i chęć udowodnienia potencjalnym szefom, że są od nich mądrzejsi; mężczyźni godzą się na wieczną dyspozycyjność w obawie przed zwolnieniem, a kobiety dodatkowo usiłują przekonać pracodawców, że są – jak zjadliwie zauważa Karolina –  „bezdzietne, bezpłodne i niezamężne”.

Ofiarami chorego rynku pracy jesteśmy wszyscy po równo. Bez względu na wykonywany zawód lub pracę w gospodarstwie domowym, żądamy wszyscy od wszystkich nieustannej dyspozycyjności. Nie liczy się skuteczność, osiągane efekty czy nowatorskie rozwiązania logistyczne, prawne czy społeczne, które ułatwiłyby nasze codzienne życie. Nasz język wciąż pełen jest sformułowań, które niestety źle świadczą o naszej kulturze pracy: z jednej strony do pracy się idzie, w pracy się siedzi albo odsiaduje swoje. Z drugiej: są tacy, którzy z pracy niemal nie wychodzą, mieszkają pod biurkiem i wizja wolnego weekendu przyprawia ich o zawrót głowy i kołatanie serca.

A gdzie w tym wszystkim sens?

[view:ad_intext_superbanner_1=block]

Family and Home Manager z doświadczeniem

Dopóki nie ulegnie zmianie nasza mentalność, a wymaga to zapewne kilku pokoleń, nie zauważymy, że osobami, które jak najdalsze są od wymienionych wyżej skrajności, są matki małych dzieci. To wyjątkowo zdeterminowana i dobrze zorganizowana grupa pracowników. Jeśli wciąż dyżurnym zarzutem kierowanym w stronę matek będzie ten o chorujących dzieciach oraz konieczności brania z ich powodu zwolnień lekarskich, tak długo dyskusja o dobrze funkcjonującym rynku pracy nie ruszy z miejsca. Jak długo mężczyźni będą woleli pracować mimo choroby, nazywając swoją postawę nieroztkliwianiem się nad sobą, albo mówiąc wprost: będą tak robili ze strachu przed zwolnieniem, nie bacząc na fakt, że stanowią zagrożenie dla siebie samych (powikłania po banalnych „przechodzonych” infekcjach bywają nieprzewidywalne) oraz innych (źródło zakażenia), tak długo ogłoszenie Karoliny nie będzie śmieszne, a straszne. Bo prawdziwe.

Tak więc matki małych dzieci. Najbardziej zorganizowane osoby na świecie. Ich wielozadaniowość jest wręcz legendarna. Wiem, wiem – wszyscy wiemy: są czynności, których wykonywać równocześnie nie warto, bo żadnej z nich nie wykonamy dobrze. Ale nie oszukujmy się: te z nas, które nie aspirują do pracy w NASA czy akurat nie są oblatywaczami prototypów statków międzygwiezdnych, a z chęcią parałyby się obsługą klienta w wielkim sklepie czy pracami biurowymi, z powodzeniem uczynią ze swojej wielozadaniowości atut. Praca w domu oraz przy małych dzieciach uczy doskonałego planowania, gradacji priorytetów oraz delegowania obowiązków. Każda mama wie, że im więcej ma się do zrobienia, tym łatwiej się z tym uporać; nadmiar czasu zawsze przecieka przez palce – sytuacje podbramkowe, określane przez nasze pociechy słowami „na wczoraj”, przez pracodawców zaś terminem deadline są dla matek-pracowników sytuacjami codziennymi, które nie wzbudzają napadów paniki. Lata praktyki na etacie Family and Home Managera robią swoje.

Matki są cierpliwe, odpowiedzialne i kreatywne. Nie mają wyjścia – to absolutne minimum wymagań stawianych Family and Home Managerom. Kreatywności towarzyszy elastyczność (jeśli pracodawca woli z angielska: są flexible do granic możliwości). Działają na co dzień w warunkach wymagających improwizacji, ba – Wielkiej Improwizacji. Zbić matkę z pantałyku? No, spróbujcie, spróbujcie…

Logistyczna zborność matek małych dzieci to warunek przetrwania. Nasze kochane państwo wciąż funduje nam darmowe praktyki… Minęły czasy, w których babcie mieszkały rzut kamieniem od domostw swoich wnuków, same nie pracowały, a ich jedyną ambicją i potrzebą było hodowanie kolejnych pokoleń. Struktura rynku pracy, migracje i emigracje sprawiają, że babcia bywa dobrem luksusowym, zaś żłobki i przedszkola wciąż są deficytowym. Gdyby zdać się w tej materii na państwo, matka znajdowałaby pierwszą wolną chwilę dla siebie w dniu, w którym maluszek kończyłby osiemnaście lat, a i wtedy nie miałaby gwarancji, że kolejnych osiemnastu nie powinna poświęcić poszukiwaniu mu pracy, która da mu chociaż płacę minimalną.

Pracująca matka pracę szanuje. Praca jest dla niej wartością – bez względu na to, czy pracuje, żeby żyć, czy żyje po to, żeby pracować, zawsze ceni sobie możliwość spełniania się poza pracą w domu.

Jest matka-pracownik terminowa i skrupulatna, a praca w warunkach silnego stresu to dla niej pikuś. Wśród wszystkich ludzkich strachów, strach o dziecko: jego życie, zdrowie i przyszłość jest jednym z najbardziej nieznośnych. Kto upora się z takim strachem, nauczy z nim żyć i nie pozwoli mu dezorganizować sobie codzienności, temu nie straszne szybkie podejmowanie decyzji, zmiana planów w ostatniej chwili, czy nagły kryzys do natychmiastowego zażegnania.

Twarde i miękkie jednocześnie

Nie sądzę, że zmiany nastąpią szybko. Że nagle wszyscy pracodawcy docenią zalety świetnie zorganizowanych, kreatywnych i cierpliwych matek. Ale nie widzę też innej możliwości, jeśli nie planujemy wszyscy wymrzeć (bezdzietne, bezpłodne, bez-związku-z-mężczyznami…) tudzież świat nasz nie zacznie się składać wyłącznie z korporacji i banków. Warto poczekać. Jest o co walczyć.

Przetrwaliśmy już zachłyśnięcie się tzw. kompetencjami twardymi (wiedza i umiejętności potrzebne do wykonywania określonej pracy, np. znajomość języków obcych, obsługa komputera), które okazały się… za „miętkie” i niewystarczające nie tylko na trudne czasy, ale i zawsze wtedy, kiedy w grę wchodzi zarządzanie zespołami ludzi oraz miękkimi (wszystkie psychospołeczne umiejętności matek, wymienione powyżej), które okazały się być w trudnych czasach i w większych zespołach pracowników jak opoki.

Przyjdzie w końcu także czas matek – twardych i miękkich jednocześnie.

Przyjdzie, bo musi przyjść.

 

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie