ZAINSPIRUJ SIĘ
Siła wsparcia, empatii i autentycznego przywództwa
- Anna Łabno-Kucharska
- 11 sierpnia 2025
- 16 MIN. CZYTANIA

Historia Natalii Petranyiovej Sałaś, PhD, mentorki w SkyHigh Academy
Natalio, Twoja historia zawodowa jest fascynująca. Jestem przekonana, że może być ogromną inspiracją dla innych kobiet. Opowiedz proszę, jak rozwijała się Twoja kariera.
Studiowałam Stosunki Międzynarodowe i Nauki Polityczne na Uniwersytecie Mateja Bela na Słowacji, gdzie uzyskałam doktorat. Moja praca doktorska o trendach migracyjnych uchodźców do UE okazała się trafnym wyborem – temat ten szybko zyskał na aktualności, a studenci często sięgali po moje badania.
Karierę rozpoczęłam w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Departamencie Migracji, a następnie odbyłam staż w Radzie UE w Departamencie Rybołówstwa. Doświadczenie w Brukseli uświadomiło mi jednak, że potrzebuję bardziej dynamicznego środowiska.
Mam poczucie, że dla wielu osób praca w Brukseli to szczyt marzeń i nie zrezygnowaliby z niej łatwo. Gdzie rozpoczęłaś swoją kolejną przygodę zawodową?
Przez siedem lat pracowałam w firmie Philip Morris w obszarach HR i Controllingu, zdobywając szerokie doświadczenie biznesowe. Następnie krótko pracowałam w HSBC jako Associate Project Manager przy projekcie Fiscal Compliance.
W 2015 roku dołączyłam do LGBS, gdzie zajmowałam się zarządzaniem procesami, a później produktami IT związanymi z rozliczeniami podróży służbowych. Bliska współpraca przy aplikacji Staff Travel skłoniła mnie do przejścia z zarządzania procesami na zarządzanie produktem. Od tego czasu pełnię funkcję Product Managera wszystkich produktów IT związanych ze Staff Travel. Obecnie kieruję pięcioma podzespołami w departamencie KRK IT Governance & Procurement IT, który choć podzielony, tworzy spójny zespół.
Co wzięłaś dla siebie z tych ról?
Każda z tych prac dała mi coś, co mogłam wykorzystać na kolejnym stanowisku – szerokie doświadczenie i wgląd w różne obszary życia, od polityki po biznes korporacyjny. Każdego dnia pracuję nad sobą, uczę się i staram się być lepsza. Jestem otwarta na nowe wyzwania i kreatywne pomysły mojego zespołu, a także chętnie wspieram ich w drodze do sukcesu i rozwoju.
Jednym z naszych ostatnich sukcesów była inicjatywa w podzespole Information Security – zainicjowaliśmy stworzenie sieci współpracy między firmami, co pozwoliło na wymianę kontaktów i doświadczeń. To wymagające, ale bardzo satysfakcjonujące przedsięwzięcie zakończyło się świetnie zorganizowanym wydarzeniem, które zmotywowało uczestników do dalszych wspólnych projektów i pogłębiania współpracy.
Moja kariera to nieustanna nauka i pasja do wspierania innych. Każdego dnia świadomie pracuję nad sobą — rozwijam kompetencje, uczę się na doświadczeniach i szukam sposobów, by działać jeszcze skuteczniej. Wierzę, że rozwój to proces, a małe kroki robione konsekwentnie mają największą siłę, a kluczem do sukcesu jest otwartość na kreatywne pomysły i towarzyszenie ludziom na ich drodze do osiągania celów lub zdobywania doświadczenia.
Mam nadzieję, że moja historia zainspiruje inne kobiety do odważnego rozwijania swojej kariery, realizowania swoich marzeń i pokonywania trudności. Wierzę, że razem możemy tworzyć środowisko, w którym różnorodność, wzajemne wsparcie i szacunek prowadzą nas wszystkich do sukcesu.
Czy to dlatego zdecydowałaś się zostać mentorką w SkyHigh Academy?
Zdecydowałam się zostać mentorką w SkyHigh Academy, ponieważ wierzę w siłę wzajemnego wsparcia i dzielenia się doświadczeniem.
Czy możemy na chwilę zatrzymać się tu i porozmawiać, nazwijmy to, o budowaniu kobiecej solidarności w świecie zawodowym? Jakie elementy czy obszary są tu najważniejsze?
Trochę podważyłabym samo pojęcie „kobiecej solidarności”. Nie jestem pewna, czy faktycznie istnieje ona w takiej formie, ani czy jest aż tak potrzebna. Jako liderka bardzo różnorodnego zespołu widzę, że znacznie ważniejsze jest docenianie i wykorzystywanie różnorodności, czyli wzajemne uzupełnianie się, budowanie szacunku i poczucia bezpieczeństwa.
W Lufthansie bardzo często korzystamy z hasła „Vielfalt” – czyli właśnie różnorodność. Firma wkłada dużo wysiłku, by tę różnorodność naprawdę dobrze realizować i żyć nią na co dzień. To właśnie te elementy tworzą prawdziwe partnerstwo i efektywną współpracę. Każdy ma swoje mocne i słabsze strony, a kluczem jest umiejętność współpracy. Musimy wiedzieć, kto może podać pomocną dłoń, pociągnąć za sobą zespół tam, gdzie ktoś słabnie. To nie jest kwestia podziału na kobiety i mężczyzn, ale partnerstwa i wzajemnego wsparcia.
Większość moich przełożonych to mężczyźni i nigdy nie czułam się gorsza lub słabsza dlatego, że jestem kobietą. Dla mnie liczą się przede wszystkim kompetencje, zaufanie i szacunek.
Tak! Cieszę się bardzo, że się tym dzielisz. Chciałam też zapytać o to, co dało Ci największą satysfakcję w roli mentorki?

Największą satysfakcję dała mi możliwość towarzyszenia mojej podopiecznej w jej rozwoju. Z dumą obserwowałam jej postępy – imponowała mi odwagą, zaangażowaniem i otwartością, które naprawdę inspirowały i dodawały energii.
To, jak chłonęła wiedzę, jak bardzo była zdeterminowana, by w pełni wykorzystać ten program, i jak uważnie słuchała oraz wdrażała to, o czym rozmawiałyśmy, działało na mnie niezwykle motywująco i samo w sobie było źródłem ogromnej satysfakcji.
To doświadczenie nauczyło mnie także cierpliwości i pokory. Zrozumiałam, że nie wszystko da się przyspieszyć ani przeskoczyć – niektóre procesy wymagają czasu, przestrzeni i zaufania. Relacja z mentee pokazała mi, jak ważne jest wspieranie drugiej osoby dokładnie tam, gdzie się aktualnie znajduje, a nie tam, gdzie chcielibyśmy, żeby już była.
Ogromną wartością było też to, że ta relacja była dwustronna. Dużo się nauczyłam – nie tylko z samego programu, ale przede wszystkim z naszych rozmów. To było dla mnie bardzo wzbogacające doświadczenie. Mam nadzieję, że moja mentee będzie mogła kontynuować swoją zawodową drogę – i kto wie, może w przyszłości sama zostanie mentorką.
Tego bardzo jej życzymy. Mówiłaś o tym, że mentoring to relacja dwustronna. A czym jeszcze mentoring jest dla Ciebie?
Mentoring to dla mnie przede wszystkim relacja oparta na zaufaniu, wsparciu i wzajemnym uczeniu się. To nie tylko dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ale też uważne słuchanie, towarzyszenie drugiej osobie w jej rozwoju i akceptowanie tempa, w jakim idzie swoją drogą.
Mentoring to także odkrywanie problemów, zadawanie pytań i prowadzenie rozmów nie tylko na miłe, ale też na trudne, a czasem niewygodne tematy. To właśnie te szczere i otwarte rozmowy często najbardziej pomagają w odnalezieniu właściwej drogi.
Dzięki nim mentee może spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy, zrozumieć, co ją blokuje, i zacząć świadomie szukać rozwiązań. Mentoring jest trochę jak podanie ręki komuś, kto się zgubił albo stoi na rozdrożu i szuka właściwej ścieżki.
A jak rozumiesz rolę mentorki/mentora?
Dla mnie to nie jest wskazanie gotowego rozwiązania, ale wspólne poszukiwanie. Poprzez rozmowy, zadawanie pytań i budowanie zaufania mentor stara się zrozumieć sytuację mentee – jej cele, motywacje, wątpliwości czy przeszkody – i razem z nią wyrusza w drogę, by odnaleźć kierunek, który będzie naprawdę jej.
Dzięki tej roli zyskałam nie tylko satysfakcję z obserwowania postępów mojej mentee, ale także ogromną dawkę inspiracji. Jej zaangażowanie, otwartość i determinacja, by w pełni wykorzystać ten program, były dla mnie silnym impulsem do działania. Mentoring nauczył mnie też cierpliwości i pokory – uświadomił, że zmiana potrzebuje czasu, empatii i obecności, a nie pośpiechu.
To doświadczenie jeszcze bardziej pokazuje, że mentoring jest drogą w dwie strony – jako mentorka również wiele się nauczyłam i sama wzrosłam dzięki tej relacji.
SkyHigh Academy, to program w który było zaangażowane wiele osób. Mentorki, menedżerki, organizatorki, mentee. Czy było to wyzwanie dla Lufthansa? Jak to widzisz?
Moja pierwsza myśl na to pytanie to stanowcze NIE – absolutnie nie było to dla Lufthansy wyzwanie. Oczywiście wiem, ile pracy wymagał ten projekt – zarówno od mentorek, zespołów HR, organizatorów, jak i Fundacji Mamo Pracuj. Wszystkie zadbałyśmy o każdy szczegół.
Jednak Lufthansa z natury stawia ludzi w centrum wszystkiego, co robi. Dbamy o rozwój, relacje i dobrą atmosferę. Dlatego udział w SkyHigh Academy był dla nas przede wszystkim źródłem satysfakcji i radości. Ten program doskonale pokazuje, jak działamy na co dzień – z troską o człowieka i jego rozwój. W takim środowisku sukces był właściwie tylko kwestią czasu.
Jak już jesteśmy przy Lufthansa Group Business Services. Czy możesz powiedzieć czym dla Ciebie jest obszar: kariera versus macierzyństwo w organizacji, w której pracujesz?
LGBS to dla mnie miejsce, w którym naprawdę mogłam się odnaleźć i rozwinąć. Tutaj dostałam przestrzeń do realizowania moich pomysłów, wizji i kreatywnych działań. Mogłam rozwinąć skrzydła i to dosłownie. Czuję się tu dobrze i bezpiecznie, także w sensie bezpieczeństwa psychologicznego. Za każdym razem, gdy wyjeżdżam w podróż służbową, towarzyszy mi duma i silne poczucie przynależności do tej „rodziny”.
Przez dziesięć lat pracy miałam ogromne szczęście trafiać na przełożonych, którzy byli otwarci i wspierający. Nigdy nie poczułam, że decyzja o macierzyństwie mogłaby być przeszkodą w moim rozwoju, awansie czy objęciu roli liderki. Wręcz przeciwnie – tutaj liczy się nie tylko osiąganie wyników, ale przede wszystkim ludzka strona życia.
Nigdy nie musiałam przepraszać za to, że moja walka o dziecko i pragnienie zostania mamą, są dla mnie równie ważne – a czasem ważniejsze – niż sukces zawodowy.
Moja droga do macierzyństwa była długa, trudna i wymagająca. Ale przez te wszystkie lata moi przełożeni zawsze byli po mojej stronie – wspierali mnie i kibicowali z całego serca. Nie zawsze było łatwo. Były momenty bólu, niepewności, wzlotów i upadków, ale nigdy się nie poddałam. Wierzyłam, że się uda.

I jest sukces!
Tak, udało się. Mój ukochany synek przyszedł na świat jako wcześniak, w 32. tygodniu ciąży. Spędził 39 dni na oddziale neonatologii, ale okazał się być prawdziwym wojownikiem – tak jak jego mama. Dziś jesteśmy rodziną, a ja zdobyłam w końcu to najważniejsze i najbardziej wartościowe dla mnie stanowisko w życiu: zostałam mamą.
Macierzyństwo bardzo mnie odmieniło – stałam się bardziej empatyczna, uważna i otwarta na emocje. Dużo bardziej interesuje mnie, co dzieje się z ludźmi oraz to, co za nimi stoi. To doświadczenie poszerzyło moje spojrzenie na świat i jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że to właśnie ludzie są najważniejsi – w pracy i poza nią.
Dziękuję, że podzieliłaś się też tak intymnym, rodzinnym tematem. Z całego serca gratuluję Ci odwagi, determinacji, konsekwencji i siły. Słucham Cię i mocno wybrzmiewa mi ważna rzecz. Jesteś ekspertką, liderką, mamą, mentorką – w jaki sposób łączysz te wszystkie role? Co Ci w tym pomaga?
Łączenie ról liderki, ekspertki, mentorki i mamy to codzienna sztuka balansu, ale przede wszystkim ogromna lekcja autentyczności. Każda z tych ról wnosi coś wyjątkowego i razem pozwalają mi być sobą – w pełni, prawdziwie i świadomie.
Zrozumiałam, że nie muszę każdego dnia dowozić na 100%. Mam prawo powiedzieć „nie wiem” albo „potrzebuję chwili dla siebie” – i to jest w porządku. Autentyczność i szczerość budują większe zaufanie niż perfekcja.
Ogromną siłą są dla mnie moje zespoły – pełne mądrych, kreatywnych i zaangażowanych ludzi, na których mogę liczyć. Razem tworzymy przestrzeń do działania, wzrostu i wzajemnego wsparcia.
Jako mama wiem, jak ważne jest zrozumienie i empatia w sytuacji, kiedy ktoś ma chore dziecko, gorszy dzień czy po prostu musi złapać oddech. Moi ludzie wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć, bo ja też kiedyś to wsparcie dostałam i teraz z serca je oddaję.
Mówiłaś o tym, że dzięki macierzyństwu stałaś się bardziej otwarta na emocje, uważna oraz empatyczna. Bardzo łączy mi się to z konceptem servant leadership. Wiem, że jest on Ci bliski. Opowiesz o nim w kilku zdaniach?
„Servant leadership” czyli przywództwo służebne – to styl przywództwa, który skupia się na odwróceniu tradycyjnej hierarchii – to lider służy zespołowi, a nie odwrotnie.
Zamiast skupiać się na sobie, swojej pozycji czy kontroli, lider służebny wspiera ludzi, pomaga im się rozwijać, usuwa przeszkody i buduje relacje oparte na zaufaniu i wzajemnym szacunku. To ktoś, kto słucha, rozumie, daje przestrzeń do działania, pomaga rozwijać talenty i sam daje przykład swoim zachowaniem. To bardziej partner i mentor niż ktoś, kto wydaje polecenia.
Dla mnie to fundament roli lidera. Wierzę, że jeśli ludzie mają przestrzeń do działania, czują się bezpieczni, mogą być kreatywni i autonomiczni. A ja? Jestem obok, gotowa ich wesprzeć i podać rękę, gdy napotkają trudności – w zamian otrzymuję zespół zmotywowany, zaangażowany i spełniony.
W jaki sposób na co dzień, w zespole realizujesz przywództwo służebne?
Na co dzień staram się uważnie obserwować, kiedy moi ludzie potrzebują bezpieczeństwa, a kiedy warto ich delikatnie wypchnąć poza strefę komfortu. Wszystko po to, by pokazać im, jak wiele potrafią. Wierzę, że rozwój często rodzi się właśnie w tym kontrolowanym dyskomforcie, ale tylko wtedy, kiedy obok jest ktoś, kto wspiera i wierzy w ich potencjał.
Czy w międzynarodowej korporacji ten koncept jest możliwy do realizowania?
Zdecydowanie tak. Wymaga to jednak świadomej pracy nad kulturą zespołu, otwartej komunikacji i zaufania. W dużych strukturach łatwo jest się zagubić w procedurach, ale właśnie dlatego tym bardziej potrzebujemy liderów, którzy patrzą na ludzi, nie tylko na wyniki. Tego typu przywództwo przynosi długofalowe efekty – buduje zespół odporny, zmotywowany i lojalny. I jestem przekonana, że w każdej organizacji, niezależnie od jej skali działania, jest na nie miejsce.
A w jaki sposób określiłabyś czym są „zawodowe potknięcia” Twoje czy Twojego zespołu? Czy bliżej Ci do tej koncepcji, która mówi, że to błędy czy lekcje może?
Lekcje! Zdecydowanie traktuję zawodowe potknięcia jako lekcje, a nie problemy. Cieszę się, że zadajesz to pytanie, bo ono pokazuje, że zmienia się podejście do kultury pracy — od oceny i krytyki ku otwartości, zrozumieniu i budowaniu zaufania.
Temat psychologicznego bezpieczeństwa (psychological safety) jest obecny i bardzo aktywnie rozwijany w moim zespole — nasze podejście do codziennej współpracy opiera się właśnie na jego kluczowych założeniach. Co więcej, staramy się promować ten obszar również wśród innych zespołów — z dużym sukcesem. W moim zespole działa ambasadorka Psychological Safety, co daje nam wyjątkową możliwość nie tylko wdrażania tej filozofii na co dzień, ale też aktywnego wspierania innych zespołów w budowaniu bezpiecznego środowiska pracy. Regularnie prowadzi ona sesje, które pomagają teamom mierzyć się z wyzwaniami, trudnościami czy napięciami we współpracy. Zainteresowanie tym tematem jest naprawdę duże, co potwierdza jego wartość i aktualność.
Dodatkowo, w tym roku LGBS ogłosiło Rok Psychological Safety, co tylko pokazuje, że udało się przekonać naprawdę szerokie grono, jak ważna i potrzebna jest ta filozofia w codziennej pracy. Tworzy przestrzeń do szczerej komunikacji, wzajemnego szacunku i wspólnego szukania rozwiązań – bez strachu przed oceną.
W sytuacjach, gdy dochodzi do błędów, nie skupiamy się na szukaniu winnych — koncentrujemy się na rozwiązaniach. Traktujemy je jako element procesu, okazję do rozwoju i wzmocnienia zespołu poprzez wspólne wyciąganie wniosków i budowanie lepszych praktyk na przyszłość.
Wierzę, że błędy są naturalną częścią rozwoju. Jeśli chcemy mieć w zespole ludzi zaangażowanych, kreatywnych i odważnych, musimy dać im zaufanie i przestrzeń do działania – nawet jeśli czasem popełnią błąd. Rolą lidera nie jest wtedy oceniać, ale towarzyszyć: pomóc zrozumieć, co się wydarzyło, wyciągnąć wnioski i wspólnie zastanowić się, jak zrobić to lepiej następnym razem. To właśnie w takich momentach pojawia się najwięcej nauki i prawdziwego rozwoju.
To co mówisz jest bardzo ważne.
Tak. Powtórzę – to nie działa bez jednego kluczowego elementu: poczucia bezpieczeństwa.
Żeby ludzie mogli przyznać się do błędu, muszą wiedzieć, że nie spotka ich za to krytyka, ośmieszenie czy kara. Muszą czuć, że to środowisko wspiera i rozumie, że błędy są częścią procesu. I to właśnie jest istota Psychological Safety – tworzenie przestrzeni, w której każdy może być sobą, mówić otwarcie, przyznać się do pomyłki i uczyć się bez strachu.
W praktyce staram się budować taką kulturę w zespole każdego dnia – przez otwartość, empatię i wzajemne zaufanie.
Natalio, a kto lub co najbardziej dodaje Ci skrzydeł na co dzień?
Szczerze?
Zawsze!
Skrzydeł na co dzień dodaje mi mój ukochany synek. Bardzo długo na niego czekałam i nie wyobrażałam sobie, jak bardzo macierzyństwo mnie zmieni. Otworzyło we mnie nowe pokłady empatii, cierpliwości i siły. To doświadczenie naprawdę pomogło mi stać się jeszcze lepszą liderką.
Zaraz po nim skrzydeł dodaje mi moja praca i moje zespoły. Codzienne wyzwania, wspólne osiąganie celów, ale przede wszystkim budowanie środowiska, w którym ludzie czują się dobrze, chcą się rozwijać i nadal iść ze mną wspólną drogą. Ogromną radość daje mi też to, że mogę dawać innym przestrzeń do bycia w centrum uwagi – wzmacniać ich, wspierać i patrzeć, jak rozkwitają.
Masz bardzo bogate doświadczenie. Powiedz proszę, jakie marzenia zawodowe jeszcze przed Tobą?
To dla mnie łatwe pytanie. Moim zawodowym marzeniem jest stać się świetną liderką, która potrafi skutecznie zarządzać ludźmi i wspierać ich rozwój. Chcę pogłębiać wiedzę o biznesie, rozumieć go coraz lepiej, ale przede wszystkim doskonalić się w roli people managera.
Docelowo widzę siebie na stanowisku Heada (dyrektor departamentu), a dalej CIO – z własną strukturą, którą mogę kształtować zgodnie ze swoją wizją i prowadzić przez wyzwania, z empatią i odwagą, aż do celu.
Tego życzę Ci z całego serca!
Artykuł powstał w ramach współpracy z Partnerem portalu







