ZAINSPIRUJ SIĘ
Hala przylotów
4:40 telefon. Odbieram i nic nie słyszę, poza gwarem dziecięcych głosów i szumem jadącego autobusu. Rozłączam się i proszę, żeby napisał. Dostaję wiadomość, że będą o 5:20 w Krakowie. Yyy? Szybki bieg do łazienki i 15 minut później jestem już w samochodzie.
Z autobusu wysiada czwartoklasista – jeszcze tylko przez niecałe trzy tygodnie – lekko czerwony na twarzy (yyyy…. chyba zapomniałam spakować mu krem z filtrem) i wcale nie rzuca mi się na szyję (choć codziennie ze łzami w oczach meldował, że tęskni), tylko patrzy gdzieś w dal nieprzytomnym, zaspanym wzrokiem.
Felieton Mamy: Największym hamulcowym jestem ja sama
Szczęście matki
Zabieram swoje szczęście, które wygląda, jak połowa nieszczęścia do domu, z mocnym postanowieniem, że nie będę przejmować się tym, że przybyły nam dwie maskotki Sonica (dotąd nie wiedziałam, kim gościu jest), duża paczka diabełków (chyba tak to się nazywa) i wielka, plastikowa łopata do piasku (czwarta do kolekcji??). Postanawiam nie przejmować się również walizką, której zawartość zupełnie nie przypomina tego, co tak mozolnie pakowaliśmy tydzień wcześniej. Ogarnę po pracy, po co mam sobie psuć nastrój z samego rana, choć przyznaję, że z niepokojem zerkam w jej stronę od czasu do czasu.
No dobra, nie wytrzymałam i wypakowałam tylko kosmetyczkę, zanim jeszcze sam zainteresowany padł i zasnął snem sprawiedliwym. Odkryłam, że właściwie niepotrzebnie pakowałam mydło i szampon, bo chyba się nie przydały. Na moje pytanie: kąpałeś się kochanie codziennie? czwartoklasista odpowiedział: no tak codziennieee, to nieee. Dlaczego? – zapytałam. No nie zdążałem mamo. A no przecież – pomyślałam.
Zanim zasnął, zapytałam jeszcze tylko, jak to było z tym tęsknieniem, czy rzeczywiście było mu smutno wieczorami. Odpowiedział, że tak bardzo to nie, ale wszyscy dzwonili i tęsknili, więc czuł zbiorową odpowiedzialność. Okazało się również, że czapka, którą zgubił i znalazł, jak zgubił bluzę, wcale nie była zgubiona, tylko gdzieś odłożona. I okazało się również, że z kasą też nie było tak tragicznie. Nie wydał wszystkiego pierwszego dnia – ufff będą z niego ludzie – i nawet przywiózł złotówkę. Pewnie się ucieszy, jak wstanie i mu powiem, że zaoszczędził :).
Felieton Mamy: Co kształtuje nasze poglądy?
Powroty małe i duże
W ubiegły piątek z zielonej szkoły wrócił mój starszy syn. Szesnastolatek pojawił się znikąd. Stanął w drzwiach, bez żadnej zapowiedzi, smsa, telefonu, ledwo żywy. Nie wyglądał tak nawet po egzaminach ósmoklasisty. Ale to już historia na inny newsletter….
Edit: rozpakowałam torbę młodszego syna. Przywiózł wszystko, a nawet więcej. Znalazłam nie nasze majteczki w paseczki. 😉 Będziemy szukać właściciela.
Edit 1: Szesnastolatek był zmęczony po nieprzespanej, zielonej nocy. Podobno nie zmrużył oka. Mniemam, po krótkiej obdukcji, że nie mijał się z prawdą :).
A jak Twój czerwiec mija?











