Czego szukasz

10 pomysłów na pracę dodatkową. Całkiem nowe zawody

Przygotowując się do napisania tego tekstu zadałam sobie dwa pytania: po pierwsze, czy faktycznie pojawiają się na rynku pracy „całkiem nowe zawody”, czy jest to wyłącznie myślenie życzeniowe osób, które się na tym rynku nie potrafią odnaleźć i liczą, że w końcu ich umiejętności okażą się przydatne. I po drugie, jeśli faktycznie się pojawiają, to czy można wymyślić sobie zawód? I jakie informacje pomogą nam przy tym wymyślaniu.

  • Agnieszka Kociarz - 28/08/2018
elegancko ubrana kobieta pracuje w okularach wirtualnych przy laptopie

10 pomysłów na pracę dodatkową

Tak, na rynku pracy pojawiają się wciąż całkiem nowe zawody. Wiedzą o tym najlepiej kwalifikowani doradcy zawodowi, którzy pracują z młodzieżą. Kiedyś sprawa była prosta: człowiek wybierał zawodówkę, technikum bądź liceum ogólnokształcące oraz określony profil klasy – jeden szedł „na mechanika”, drugi marzył o dyplomie technika, trzeci mierzył w studia uniwersyteckie.

Choć po likwidacji gimnazjów i przywróceniu starego ustroju szkolnego (1-3+4-8+szkoła średnia w opisywanym systemie – zamiast zawodówek będą „szkoły branżowe”) można by przypuszczać, że będzie „jak za dawnych dobrych czasów”, rynek pracy podpowiada, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki.

Dlatego właśnie doradcy zawodowi co jakiś czas odświeżają swoje spisy opatrzone nagłówkiem „Nowe zawody” i tłumaczą młodym ludziom, że zawód, do którego są predysponowani może nawet jeszcze nie ma nazwy. Bo nie zaistniała jeszcze potrzeba, którą jego wykonywanie mogłoby zaspokajać. Najlepszym przykładem są wszelkie zawody związane z funkcjonowaniem internetu – czy ktoś pomyślał kilkanaście lat temu, że mógłby zostać digital death managerem (managerem śmierci cyfrowej) albo traffic managerem (osobą śledzącą ruch w witrynie internetowej)?

Takie prognozy powinny napawać optymizmem także dorosłych, którzy mają oryginalne pasje czy nietypowe umiejętności. Pewnego dnia może się bowiem okazać, że mogą te pasje przekuć na pracę zarobkową.

Wymyśl sobie zawód

Tak, można wymyślić sobie zawód. Może nie będzie on miał nawet swojej nazwy w katalogu zawodów, ale da nam dodatkowy zarobek. Specjaliści są zdania, że rynkowi pracy trzeba się bacznie przyglądać – nie tylko śledzić ogłoszenia, ale przede wszystkim śledzić trendy i umieć sobie z wyprzedzeniem wyobrazić ewentualne potrzeby ludzi.

Zawód przyszłości to taki, który trudno zautomatyzować, który może rozwinąć się w strukturę hierarchiczną (traffic manager jest dobrym przykładem – kiedyś ruch na stronie www śledził jej właściciel, teraz deleguje zadanie komuś innemu) i właśnie antycypuje potrzeby społeczne, których jeszcze sobie społeczeństwo nie uświadamia

Z tego wszystkiego wynika dla nas jeden wniosek: bardzo trudno zrobić listę 10 czy 20 zawodów przyszłości czy „całkiem nowych zawodów”, ale da się wskazać obszary poszukiwań. Oto one:

1. Dookoła internetu

Praca dodatkowa w sieci, przez sieć (zdalna) albo na rzecz rozwoju treści internetowych to nie tylko tworzenie stron www, opracowywanie grafik komputerowych, copy/content/webwriting czyli wszystko, co związane z zapełnianiem stron internetowych treścią, ale także obsługa socjal mediów, prowadzenie sklepów internetowych, uaktualnianie aukcji, research czyli poszukiwanie danych na zlecenie. Wspomniany manager sieci internetowej czy traffic manager to także zawody okołosieciowe. Podobnie jak wirtualna asystentka, telemarketer, osoba wypełniająca ankiety online czy nauczyciel w e-lerningu.

2. Dookoła kuchni

Catering dietetyczny/dieta pudełkowa/obsługa imprez – jeśli doskonale gotujesz, pieczesz, znasz nowe kulinarne trendy i nie boisz się korzystać z najbardziej egzotycznych przepisów albo znasz tajniki diety stosowanej w rozmaitych schorzeniach, twoja własna kuchnia może stać się miejscem pracy dodatkowej. Zaczniesz od zaspokajania potrzeb znajomych, a potem oni będą Cię polecać kolejnym. Ludzie wolą zlecić przygotowanie smacznych i wyszukanych posiłków komuś, komu ufają, a nie restauracji, która idzie na ilość. Trzeba tylko być prawdziwym wirtuozem kuchni. Nie bez powodu mawiają: zwiąż się z kimś, kto dobrze gotuje – miłość przemija, głód nie.

3. Dookoła koła

Koła, czyli kierownicy samochodu. Obok Ubera i Icara powstają wciąż nowe korporacje świadczące usługi przewozowe, w ramach których możesz używać własnego samochodu do przewozu pasażerów. Nie, nie musisz mieć zawodowego prawa jazdy. Tak, możesz pracować wtedy, kiedy akurat Ci pasuje.

4. Dookoła szkoły

Warsztaty dla dzieci/lekcje/korepetycje – rynek usług dla dzieci stale się rozrasta. To już nie tylko prywatne żłobki, przedszkola oraz miejsca, w których można zrobić urodziny. Jeśli masz wykształcenie kierunkowe albo jesteś samorodnym talentem, możesz uczyć tańca, gry na instrumentach, prowadzić warsztaty kroju i szycia albo robienia na drutach – tudzież każdego innego rękodzieła, pomagać w lekcjach.

5. Dookoła miotły

Sprzątanie biur, apartamentów, ale także doraźna pomoc w inwentaryzacji – prace porządkowe potrzebne są zawsze i bardzo często szuka się osób do ich wykonania od zaraz. Ktoś potrzebuje osoby myjącej okna, ktoś inny – osoby zdolnej ogarnąć biuro po przeprowadzce.

6. Dookoła zwierzaków

Groomer czyli fryzjer dla psów i kotów, to zawód coraz popularniejszy. Salony piękności dla zwierzaków często znajdują się obok gabinetów weterynaryjnych, ale usługi można też świadczyć we własnym domu. Kurs i gotowe – można szukać klientów. Można też zostać dyplomowanym opiekunem zwierząt domowych. Petsitter (w analogii do babysitter) to osoba, której można zlecić opiekę na naszym pupilem w czasie, kiedy wyjeżdżamy na urlop – to alternatywa dla pozostawienia psa czy kota w hotelu dla zwierząt.

7. Dookoła zawodu wykonywanego

Są zawody jak fizjoterapeuta, logopeda, terapeuta, fryzjer, kosmetyczka, stylistka paznokci, które wykonywać można po prostu w domu albo z dojazdem do klienta – w godzinach dla nas najdogodniejszych. Dla osoby samotnej będzie to praca na pełnych obrotach, ale mama może potraktować je okresowo jako pracę dodatkową – jeśli chwilowo pierwszym etatem jest dom, zwalniamy obroty i pracujemy tyle, ile jesteśmy w stanie.

I tak, choć punktów uzbierało nam się tylko siedem, zgromadziliśmy o wiele więcej niż 10 pomysłów na pracę dodatkową. Podkreślamy – to tylko obszary poszukiwań. Może ich być znacznie więcej, kiedy zrobicie listę Waszych umiejętności, kompetencji, pasji, talentów.

Nie poprzestawajcie na czytaniu ogłoszeń i subskrybowaniu stron z ofertami pracy. Tam jeszcze nie ma ani słowa o tym, co może się okazać Waszym zawodem przyszłości…

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kociarz

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail