Czego szukasz

10 pomysłów na pracę dodatkową. Całkiem nowe zawody

Przygotowując się do napisania tego tekstu zadałam sobie dwa pytania: po pierwsze, czy faktycznie pojawiają się na rynku pracy „całkiem nowe zawody”, czy jest to wyłącznie myślenie życzeniowe osób, które się na tym rynku nie potrafią odnaleźć i liczą, że w końcu ich umiejętności okażą się przydatne. I po drugie, jeśli faktycznie się pojawiają, to czy można wymyślić sobie zawód? I jakie informacje pomogą nam przy tym wymyślaniu.

  • Agnieszka Kociarz - 28/08/2018
elegancko ubrana kobieta pracuje w okularach wirtualnych przy laptopie

10 pomysłów na pracę dodatkową

Tak, na rynku pracy pojawiają się wciąż całkiem nowe zawody. Wiedzą o tym najlepiej kwalifikowani doradcy zawodowi, którzy pracują z młodzieżą. Kiedyś sprawa była prosta: człowiek wybierał zawodówkę, technikum bądź liceum ogólnokształcące oraz określony profil klasy – jeden szedł „na mechanika”, drugi marzył o dyplomie technika, trzeci mierzył w studia uniwersyteckie.

Choć po likwidacji gimnazjów i przywróceniu starego ustroju szkolnego (1-3+4-8+szkoła średnia w opisywanym systemie – zamiast zawodówek będą „szkoły branżowe”) można by przypuszczać, że będzie „jak za dawnych dobrych czasów”, rynek pracy podpowiada, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki.

Dlatego właśnie doradcy zawodowi co jakiś czas odświeżają swoje spisy opatrzone nagłówkiem „Nowe zawody” i tłumaczą młodym ludziom, że zawód, do którego są predysponowani może nawet jeszcze nie ma nazwy. Bo nie zaistniała jeszcze potrzeba, którą jego wykonywanie mogłoby zaspokajać. Najlepszym przykładem są wszelkie zawody związane z funkcjonowaniem internetu – czy ktoś pomyślał kilkanaście lat temu, że mógłby zostać digital death managerem (managerem śmierci cyfrowej) albo traffic managerem (osobą śledzącą ruch w witrynie internetowej)?

Takie prognozy powinny napawać optymizmem także dorosłych, którzy mają oryginalne pasje czy nietypowe umiejętności. Pewnego dnia może się bowiem okazać, że mogą te pasje przekuć na pracę zarobkową.

Wymyśl sobie zawód

Tak, można wymyślić sobie zawód. Może nie będzie on miał nawet swojej nazwy w katalogu zawodów, ale da nam dodatkowy zarobek. Specjaliści są zdania, że rynkowi pracy trzeba się bacznie przyglądać – nie tylko śledzić ogłoszenia, ale przede wszystkim śledzić trendy i umieć sobie z wyprzedzeniem wyobrazić ewentualne potrzeby ludzi.

Zawód przyszłości to taki, który trudno zautomatyzować, który może rozwinąć się w strukturę hierarchiczną (traffic manager jest dobrym przykładem – kiedyś ruch na stronie www śledził jej właściciel, teraz deleguje zadanie komuś innemu) i właśnie antycypuje potrzeby społeczne, których jeszcze sobie społeczeństwo nie uświadamia

Z tego wszystkiego wynika dla nas jeden wniosek: bardzo trudno zrobić listę 10 czy 20 zawodów przyszłości czy „całkiem nowych zawodów”, ale da się wskazać obszary poszukiwań. Oto one:

1. Dookoła internetu

Praca dodatkowa w sieci, przez sieć (zdalna) albo na rzecz rozwoju treści internetowych to nie tylko tworzenie stron www, opracowywanie grafik komputerowych, copy/content/webwriting czyli wszystko, co związane z zapełnianiem stron internetowych treścią, ale także obsługa socjal mediów, prowadzenie sklepów internetowych, uaktualnianie aukcji, research czyli poszukiwanie danych na zlecenie. Wspomniany manager sieci internetowej czy traffic manager to także zawody okołosieciowe. Podobnie jak wirtualna asystentka, telemarketer, osoba wypełniająca ankiety online czy nauczyciel w e-lerningu.

2. Dookoła kuchni

Catering dietetyczny/dieta pudełkowa/obsługa imprez – jeśli doskonale gotujesz, pieczesz, znasz nowe kulinarne trendy i nie boisz się korzystać z najbardziej egzotycznych przepisów albo znasz tajniki diety stosowanej w rozmaitych schorzeniach, twoja własna kuchnia może stać się miejscem pracy dodatkowej. Zaczniesz od zaspokajania potrzeb znajomych, a potem oni będą Cię polecać kolejnym. Ludzie wolą zlecić przygotowanie smacznych i wyszukanych posiłków komuś, komu ufają, a nie restauracji, która idzie na ilość. Trzeba tylko być prawdziwym wirtuozem kuchni. Nie bez powodu mawiają: zwiąż się z kimś, kto dobrze gotuje – miłość przemija, głód nie.

3. Dookoła koła

Koła, czyli kierownicy samochodu. Obok Ubera i Icara powstają wciąż nowe korporacje świadczące usługi przewozowe, w ramach których możesz używać własnego samochodu do przewozu pasażerów. Nie, nie musisz mieć zawodowego prawa jazdy. Tak, możesz pracować wtedy, kiedy akurat Ci pasuje.

4. Dookoła szkoły

Warsztaty dla dzieci/lekcje/korepetycje – rynek usług dla dzieci stale się rozrasta. To już nie tylko prywatne żłobki, przedszkola oraz miejsca, w których można zrobić urodziny. Jeśli masz wykształcenie kierunkowe albo jesteś samorodnym talentem, możesz uczyć tańca, gry na instrumentach, prowadzić warsztaty kroju i szycia albo robienia na drutach – tudzież każdego innego rękodzieła, pomagać w lekcjach.

5. Dookoła miotły

Sprzątanie biur, apartamentów, ale także doraźna pomoc w inwentaryzacji – prace porządkowe potrzebne są zawsze i bardzo często szuka się osób do ich wykonania od zaraz. Ktoś potrzebuje osoby myjącej okna, ktoś inny – osoby zdolnej ogarnąć biuro po przeprowadzce.

6. Dookoła zwierzaków

Groomer czyli fryzjer dla psów i kotów, to zawód coraz popularniejszy. Salony piękności dla zwierzaków często znajdują się obok gabinetów weterynaryjnych, ale usługi można też świadczyć we własnym domu. Kurs i gotowe – można szukać klientów. Można też zostać dyplomowanym opiekunem zwierząt domowych. Petsitter (w analogii do babysitter) to osoba, której można zlecić opiekę na naszym pupilem w czasie, kiedy wyjeżdżamy na urlop – to alternatywa dla pozostawienia psa czy kota w hotelu dla zwierząt.

7. Dookoła zawodu wykonywanego

Są zawody jak fizjoterapeuta, logopeda, terapeuta, fryzjer, kosmetyczka, stylistka paznokci, które wykonywać można po prostu w domu albo z dojazdem do klienta – w godzinach dla nas najdogodniejszych. Dla osoby samotnej będzie to praca na pełnych obrotach, ale mama może potraktować je okresowo jako pracę dodatkową – jeśli chwilowo pierwszym etatem jest dom, zwalniamy obroty i pracujemy tyle, ile jesteśmy w stanie.

I tak, choć punktów uzbierało nam się tylko siedem, zgromadziliśmy o wiele więcej niż 10 pomysłów na pracę dodatkową. Podkreślamy – to tylko obszary poszukiwań. Może ich być znacznie więcej, kiedy zrobicie listę Waszych umiejętności, kompetencji, pasji, talentów.

Nie poprzestawajcie na czytaniu ogłoszeń i subskrybowaniu stron z ofertami pracy. Tam jeszcze nie ma ani słowa o tym, co może się okazać Waszym zawodem przyszłości…

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kociarz

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

Duże zmiany w L4 – pieniądze dopiero po 90 dniach pracy.

Rząd pracuje nad nową ustawą, która zmieni zasady pobierania zasiłku chorobowego. Pieniądze z L4 będą przysługiwać dopiero po 90 dniach pracy. Jeśli jesteś samozatrudniona - dopiero po pół roku! Sprawdź szczegóły tego projektu!
  • Dominika Wassermann - 02/12/2019
kobieta siedząca tyłem do kamery i patrząca przez duże okno

Projekt nowej ustawy Ministerstwa Finansów – pieniądze z L4 po 90 dniach pracy

Od 2020 r. ma wejść w życie nowy zapis mówiący o tym, że pracownik może otrzymać zasiłek z tytułu choroby, dopiero po 90 dniach przepracowanych dniach.

Jeśli jesteś osobą samozatrudnioną czas ten wydłuża się aż do 180 dni. Prawo do nowego zasiłku przysługiwać będzie dopiero po 90-dniowej przerwie.

Jakie przepisy dotyczące L4 obowiązywały do tej pory?

Według obecnie panujących przepisów pracownik w przypadku choroby otrzyma zasiłek po 30 dniach opłacanego ubezpieczenia. Na takim zasiłku można przebywać 182 dni w roku. W tym czasie pracownik pobiera 80 procent wynagrodzenia. Pierwszy miesiąc opłaca pracodawca, kolejne Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Wyjątkiem są sytuacje gdy:

  • podczas choroby pracownik przebywa w szpitalu – dostaje wtedy 70 % aktualnego wynagrodzenia
  • jest się ciężarną kobietą – wtedy zasiłek wynosi 100 % wynagrodzenia

L4 w ciąży – wszystko co powinnaś wiedzieć zanim pójdziesz na zwolnienie.

Zmiana przepisów dotyczących L4 – dlaczego?

Rząd twierdzi, że zmiany w zapisach mają zapobiec oszustwom i wyłudzaniu pieniędzy przez nieuczciwych podatników. Zdarzały się przypadki kiedy pracownicy wykorzystywali cały przysługujący okres pobierania zasiłku, wracali do pracy na kilka dni i brali kolejne zwolnienie z tytułu innej choroby.

Są jednak wyraźne głosy przeciw wprowadzanym zmianom. Witold Michałek, dyrektor Federacji Polskich Pacjentów i członek Rady Dialogu Społecznego twierdzi: To absurdalne, nieprzemyślane i mechaniczne podejście. Choroby i jej przebiegu nie da się zaplanować.

Jaki zasiłek chorobowy dostaniesz będąc na L4 w trakcie ciąży?

Pojawiają się głosy oburzenia, mówiące o tym że rząd szuka oszczędności w kieszeniach chorych ludzi i że najdotkliwiej uderzy to w chorych przewlekle i onkologicznie. W ocenie OPZZ (Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych) ustawa jest sprzeczna z Konstytucją:

Narusza to konstytucyjną zasadę zawartą w art. 67 ust. 1 Konstytucji RP stanowiącej że: „Obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo (…)”. Uważamy, że jest to kolejny projekt rządu poszukujący pieniędzy na realizację obietnic wyborczych kosztem osób pracujących.

Nieuczciwe L4 – jak je wyeliminować?

Są eksperci którzy twierdzą, że zmniejszenie nadużyć można osiągnąć stosując inne sposoby, które nie będą uderzały w tych naprawdę chorych. Mikołaj Zając z firmy Conperio twierdzi:

Dobrze, że rząd postanowił pochylić się nad zjawiskiem nieuczciwych zwolnień chorobowych, bo to duży problem, na którym traci cała gospodarka. Da się jednak zaproponować lepsze rozwiązania od tych, które proponuje Ministerstwo Finansów. Najskuteczniejszym narzędziem, pozwalającym zmniejszyć skalę nadużyć o nawet 2/3, jest kontrola absencji chorobowych.

Kontrola zwolnień lekarskich w ciąży? Czy ZUS może kontrolować zwolnienia kobiet w ciąży?

Źródła: Rzeczpospolita, WP finanse, Radio ZET biznes, Business Insider Polska

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Wassermann
Absolwentka Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, oraz Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu , która po dziesięciu latach postanowiła powrócić do zajmowania się grafiką komputerową. Prywatnie "zwierzolub", opiekunka 3 kotów, miłośniczka kuchni roślinnej, spędzająca wolny czas na rowerowych wycieczkach.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail