Czego szukasz

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

To, że rozwój zawodowy jest ważny dla dużej grupy rodziców, jest oczywiste. A co jeśli mamy pod opieką dziecko z niepełnosprawnością, które wymaga szczególnej troski? Czy na rynku pracy są firmy wychodzące naprzeciw szczególnym potrzebom takich pracowników? Na ten temat rozmawiamy z Zofią Sidor, Digital Marketing Analyst w firmie Franklin Templeton, a prywatnie mamą nastoletniej córki i syna z niepełnosprawnością.

  • Anna Łabno - Kucharska - 29/01/2020
Zofia Sidor specjalista ds. marketingu internetowego we Franklin Templeton

Zosiu, Twoja przygoda z Franklin Templeton zaczęła się tak naprawdę za sprawą Twojego męża. To on powiedział Ci, że firma szuka w Poznaniu osoby, która posługuje się zarówno językiem angielskim, jak i francuskim. Czy można powiedzieć, że to mąż zainspirował Cię do wzięcia udziału w rekrutacji?

Można tak powiedzieć, jeśli mówimy o Franklinie. Aczkolwiek warto podkreślić, że wcześniej sama znalazłam pracę zdalną, w której realizowałam się przez jakiś czas, a która nie wymagała ode mnie wychodzenia z domu. Tak naprawdę to cały proces rekrutacyjny, szkoleniowy i sama praca odbywały się przez Internet.

Wsparcie mojego męża jest niezwykle ważnym czynnikiem w moim rozwoju. Z jednej strony zachęca mnie do podejmowania trudnych decyzji, z drugiej zapewnia mi dużą ilość wsparcia psychicznego w sytuacjach trudnych. Oczywiście przejmuje też wszystkie obowiązki domowe, kiedy jest to konieczne. W naszej sytuacji, gdy oboje rodzice pracują zawodowo, moim zdaniem, nie ma innej możliwości.

Super, że o tym mówisz. Partnerskie wsparcie jest bardzo ważne. Zosiu, a jak w Twoim przypadku wygląda kwestia wsparcia od pracodawcy? Idąc na rozmowę do Franklin Templeton doskonale wiedziałaś, że chcesz się rozwijać zawodowo, ale potrzebujesz dużej elastyczności. Jak na takie informacje zareagowała Twoja przyszła managerka?

Idąc na spotkanie w sprawie mojej pierwszej pracy we Franklinie wiedziałam, że muszę bardzo rzetelnie i szczegółowo przedstawić swoją sytuację życiową. Stwarzało to pewne ryzyko odrzucenia mojej kandydatury już na wstępie. Z drugiej strony, czy chciałabym pracować w firmie, która nie akceptuje i nie uwzględnia mojej szczególnej sytuacji? Nie. Nie sądzę, żeby to było możliwe.

Managerka, która ze mną rozmawiała, była bardzo rzeczowa. Zadała mi konkretne pytania. Dotyczyły one między innymi tego, czy jeśli będę pracować z domu, to będę mogła w pełni poświęcić się pracy, w pełnym wymiarze godzin. Zapytała też, czy mam miejsce, które mogłabym poświęcić na swoje stanowisko pracy oraz jak często będę musiała pracować z domu i ze szpitala.

Ze swojej strony upewniłam się, czy praca ze szpitala nie będzie dla nikogo problemem. Po tej rozmowie czułam się naprawdę dobrze, pomimo tego, że była chyba najtrudniejszą w moim życiu. Poruszyłyśmy bardzo trudne dla mnie tematy. Managerka wykazała się niezwykłą empatią i zrozumieniem. Czułam jakby podawała mi dłoń, dzięki której udało mi się ponownie wejść na rynek pracy.

Zosiu, nie poruszyłyśmy jeszcze bardzo ważnego tematu. Czym zajmujesz się we Franklinie? Czy możesz opowiedzieć jak wygląda Twój standardowy dzień pracy?

Pracuję na stanowisku specjalisty ds. marketingu internetowego. Skupiam się na digital marketingu, który okazał się być tym, co mnie najbardziej interesuje. Moja praca polega głównie na utrzymywaniu kanadyjskich stron internetowych w zakresie usuwania błędów, tworzenia nowych stron, wdrażania nowych rozwiązań oraz optymalizacji za pomocą analizy dostępnych danych.

Przygodę w firmie zaczęłam od podstawowego wsparcia marketingowego, po jakimś czasie odkryłam, że mam żyłkę do email marketingu. Przy pomocy kolegów z firmy poznałam HTML i CSS, potem w czasie jednego z projektów nauczyłam się użytkować naszego CMS i tak się zaczęło. Znalazłam ścieżkę, która mnie interesuje i daje szansę na dalszy rozwój. I mam jeszcze dalsze plany, mogę o tym wspomnieć?

Oczywiście. Podziel się.

Kolejnym krokiem jest nauka jakiegoś prostego języka programowania, tak na początek. Natomiast jestem pewna, że będę w tych działaniach wspierana we Franklinie tak jak dotychczas.

Świetny i bardzo rozwojowy plan. A właśnie, skoro jesteśmy przy rozwojowych działaniach – mamy, z którymi się spotykamy mówią, że powrót do pracy i generalnie aktywność zawodowa jest dla nich sporym wyzwaniem. Potrzebnym wyzwaniem, ale jednak podszytym lękiem. Czy dla Ciebie – mamy dwójki dzieci, w tym chłopca z niepełnosprawnością, który wymaga wzmożonej uwagi i opieki – powrót do pracy był podwójnym wyzwaniem? Jak to czujesz?

Nie będę ukrywać, że na początku jest to trudne. Oczywiście z biegiem czasu staje się coraz prostsze. Zawsze polecam wszystkim mamom, aby nie bały się sięgać po pomoc oraz prosić o nią. W okresie reaktywacji zawodowej jest to niezbędne. Trzeba się oczywiście przygotować na pewien poziom dyskomfortu, który trwa jakiś czas.

Sądzę, że rodzice dzieci z niepełnosprawnościami z biegiem lat wytwarzają niezwykłe zdolności do szybkiego zmieniania swoich zwyczajów.

Dla mnie było to wyzwanie. Ale takie, które finalnie pozwoliło mi również znaleźć czas na oderwanie się od codzienności wypełnionej troską, opieką i odkładaniem swoich potrzeb na później.

Czy można powiedzieć, że Twoja – jak się okazało – nowa praca zawodowa, była darem od losu?

Myślę, że tak. Po miesiącach, które spędziłam na rozmowach o chorobach lub zamknięta w izolatkach, moderując jednocześnie niezbyt górnolotne filmiki na YouTube, pracę we Franklin Templeton przyjęłam jak zbawienie. Umożliwiła mi kontakt z ciekawymi osobami, rozmowy na satysfakcjonującym poziomie, na tematy, które mnie interesowały. Pozwoliła mi również zaspokoić moją potrzebę uczenia się i rozwijania swoich umiejętności.

Oczywiście na początku nie do końca odnajdywałam się w tej nowej rzeczywistości społecznej. Nie zawsze udawało mi się znaleźć nić porozumienia z innymi pracownikami. Często musiałam tłumaczyć innym, dlaczego mam dość zindywidualizowane warunki pracy i że praca z domu nie wygląda w rzeczywistości tak różowo, jak im się wydaje.

Natomiast Franklin Templeton coraz częściej oferuje pracownikom dostosowanie warunków pracy do potrzeb, więc przestałam być wyjątkiem. Dodatkowo sądzę, że przez moją aktywność w grupach ABLE i FT Parents, duża część kolegów i koleżanek w firmie zdała sobie sprawę z wyjątkowości naszej sytuacji rodzinnej. A zrównoważone środowisko pracy jest takim, które opiera się na wyrozumiałości i empatii.

Przeczytaj także o grupach biznesowych we Franklin Templeton.

Cieszę się, że o tym mówisz. Ciągle jeszcze mało mówi się, że praca zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami nie tylko jest możliwa, ale też bardzo ważna. Chociażby po to, żeby rodzic miał możliwość swojego rozwoju, finansowego zabezpieczenia przyszłości, ale i wytchnienia od często trudnej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z tego, że historia każdej rodziny jest inna, ale powiedz, tak bardziej konkretnie, co Tobie pomogło w powrocie do pracy i jak firma, w której pracujesz wspiera Cię w łączeniu życia zawodowego i prywatnego?

Po pierwsze i najważniejsze, to wsparcie mojego męża było kluczowe. Druga rzecz to wyrozumiałość ze strony pracodawcy. Bez wsparcia w obu przypadkach nie dałabym rady pogodzić pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem z niepełnosprawnością.

Mąż wspierał i wspiera mnie w opiece nad synem, przejmuje część obowiązków. Na początku głównie ja pełniłam obowiązki opiekuna, ale potem, gdy wróciłam do pracy, coś się musiało zmienić. Pracodawca z kolei zapewnił mi odpowiednie warunki – możliwość pracy zdalnej, godziny pracy dostosowane do obowiązków, elastyczność. To wszystko po to, żebym mogła wszystkie zadania (prywatne i zawodowe) ze sobą zgrać.

Coś jeszcze było dla Ciebie ważne?

Tak. Wsparcie psychiczne ze strony osób, z którymi pracowałam. W szczególności ze strony managerów. Wiesz, to było tak, że przed podjęciem pracy we Franklinie spędziłam niemal dwa lata na oddziałach z izolatkami, ponieważ mój syn notorycznie chorował. Po powrocie do pracy, jedną z najtrudniejszych dla mnie rzeczy, było ponowne nawiązanie kontaktu z innymi ludźmi i włączenie się w życie społeczne. Moi managerowie rozumieli to i pomagali mi integrować się z grupą.

Dodatkowo dużym wsparciem było pytanie mnie o zdrowie Karola, o jego rozwój i różne inne codzienne rzeczy. Co ważne – bez komponentu emocjonalnego, jaki zazwyczaj występuje w rozmowach z rodziną lub znajomymi. Pomagało mi to postrzegać mojego syna bardziej jako dziecko niż jako osobę chorą lub z niepełnosprawnością. Ludzie z firmy nie znając go, pytali o niego – tak, jak pyta się o dzieci innych współpracowników.

Czy myślisz, że aktywność zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami jest czymś, o czym należy mówić? Wydaje mi się, że to ciągle drażliwy i pomijany temat.

Uważam, że to bardzo ważne, by osoby, które sprawują opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami, mogły być aktywne zawodowo. Praca umożliwia oderwanie i znalezienie równowagi wewnętrznej. Sądzę, że zarówno Wy Dziewczyny w Mamo Pracuj, jak i czytające ten wywiad mamy, mogą znać ten temat, ponieważ matki rezygnujące ze swojej kariery na rzecz wychowania dzieci przechodzą bardzo podobny proces. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością, jest to znacznie silniejsza zależność. Dla nas to często nie wybór, a konieczność. Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Bywa, że przez długie lata.

Zobacz profil Franklin Templeton w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom i sprawdź oferty pracy!

Pracujesz w jednej firmie ze swoim mężem. Czy to pomaga w codziennym życiu i planowaniu dnia oraz w Waszych zobowiązaniach zawodowych?

Wydaje mi się, że dzięki temu, że pracujemy razem, współpracownicy lepiej znają i rozumieją naszą sytuację rodzinną. To pozwala nam uniknąć konieczności tłumaczenia się: dlaczego akurat w danym dniu nie możemy być w pracy. Unikanie takiego ciągłego tłumaczenia się jest bardzo odciążające. Z jednej strony, być może do tego przywykliśmy, z innej natomiast, nadal męczy nas ciągłe powtarzanie tego samego.

Żeby umożliwić naszemu synowi chodzenie do przedszkola, podzieliliśmy się obowiązkami: ja zawożę syna, mój mąż go odbiera. Dzięki temu, że pracujemy w jednej firmie, możemy korzystać z jednego samochodu i więcej czasu spędzamy razem. Możemy też jeść razem, wypić herbatę, pokłócić się. Co ważne, możemy też pracować w różnych godzinach, ponieważ pracodawca nam to umożliwił.

Gdybyśmy pracowali w dwóch różnych miejscach, widzielibyśmy się zaledwie godzinę dziennie, ponieważ przedszkole syna mieści się po drugiej stronie Poznania. Na dojazdy przeznaczamy około trzech godzin. Niestety było to jedyne przedszkole, które zgodziło się przyjąć Karola.

Pod kątem zawodowym, ważne dla mnie jest to, że w sytuacjach nagłych możemy liczyć na wyrozumiałość i wsparcie przełożonych. Poziom zainteresowania naszą sytuacją rodzinną jest wysoki. Mam poczucie zrozumienia różnych czynników, które wpływają na dynamikę mojej pracy. Muszę zaznaczyć jeszcze jedną rzecz: obydwoje z mężem staramy się unikać zwolnień lekarskich „na dziecko”, ponieważ stworzono nam warunki, które pozwalają temu zapobiegać w większości wypadków.

Wspominałaś również o grupach pracowniczych. Działasz w [email protected] i FT Parents. Czy możesz powiedzieć o tym coś więcej?

To bardzo ciekawy temat. Ponad rok temu wspólnie z dwoma innymi osobami z firmy założyłam grupę rodzicielską: FT Parents. Grupa oferuje różne formy wsparcia w łączeniu pracy zawodowej, życia prywatnego i wychowywania dzieci. Organizujemy dla naszych pracowników różne wydarzenia związane z byciem rodzicem.

W ubiegłym roku dołączyłam też do globalnej grupy [email protected] jako jeden z dwóch lokalnych liderów. Ta grupa skupia się na wdrażaniu szeroko pojętej idei usprawniania w miejscu pracy. Tajemniczo brzmiące usprawnianie może dotyczyć bezpośrednio osoby, która zmaga się z niepełnosprawnością fizyczną lub psychiczną. Chcemy też zaangażować osoby niezwiązane z tymi grupami, żeby edukować i pokazywać, jak bardzo ważne jest zrozumienie sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Podobnie jak wspieranie ich opiekunów.

Mocno trzymam w kciuki za Wasze działania. Zosiu, a tak na koniec, czy masz może złotą radę lub po prostu kilka słów wsparcia dla wszystkich mam, które chcą wrócić do pracy, ale mają również sporo obaw?

Mamy, NIE BÓJCIE SIĘ! Tylko tyle i aż tyle. Uważam, że najtrudniejsze jest wyjście z domu i zaufanie sobie oraz wykrzesanie wiary w to, że wszystko się uda. Nie rozmyślajcie nadmiernie o tym, co może się zdarzyć, tylko planujcie i zaufajcie! Wierzcie, że znajdziecie wsparcie wśród ludzi, z którymi będziecie pracować. W najgorszym wypadku można zawsze zawiesić pracę na jakiś czas, wziąć urlop lub dogadać się z pracodawcą, aby ten spróbował dostosować warunki do naszych możliwości.

Zalecam absolutną szczerość podczas rozmowy kwalifikacyjnej, gdyż nie każde stanowisko może zostać dostosowane do naszych potrzeb. I zachęcam do cierpliwości podczas kilku pierwszych miesięcy związanych z szukaniem pracy. Dotyczy to zarówno mam dzieci w pełni zdrowych, jak i tych, które mają swoje ograniczenia. Nie każdy od razu zrozumie, w jakiej jesteśmy sytuacji i mogą się zdarzać nieprzyjemne momenty. Co nie oznacza, że mamy się poddawać!

Zosiu, bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

KAROL SIDOR (6 lat) choruje na Zespół CHARGE – to złożona wada genetyczna obejmująca mutacje na poziomie wielu narządów (w jego przypadku głównie słuchu, wzroku, przełyku, móżdżka, czyli równowagi, czucia, ruchu). Jednym z większych wyzwań jest zaburzenie snu i czuwania. Karol może obudzić się w środku nocy i uznać, że dalej nie będzie spał, a potem zasnąć w środku dnia ze zmęczenia (jest to jedna ze specyficznych cech jego wady). Karol ma PEG i rurkę tracheotomijną. Spędził pół roku na oddziale intensywnej terapii po porodzie oraz w sumie rok i 3 miesiące w szpitalach. Miał wiele zabiegów chirurgicznych (2 operacje serca, wyłanianie rurki oraz PEG’a, fundoplikacja Nissena). Od bardzo słabych rokowań, w tej chwili osiągnął poziom 70% szans na przeżycie do okresu dorosłości.

Po powrocie do domu, po hospitalizacjach, jego rozwój był na poziomie noworodka. Nie ruszał się wcale, wobec czego wymagał intensywnej rehabilitacji, żeby zmniejszyć bardzo silne napięcia, które unieruchamiały jego ciało i wyginały w literę C. Bardzo długo nie był w stanie się spionizować z uwagi na bardzo słabe serce i mięśnie. Dopiero po 2. operacji serca w 5. roku życia zaczął doganiać rówieśników. W tej chwili jego rozwój szacuje się na 4,5 roku (ma nadal 1,5 do nadrobienia). Zosia nie zgadza się z diagnozą mówiącą o głębokim stopniu upośledzenia syna. Karol umie już chodzić samodzielnie, bawić się zabawkami, oglądać telewizję, obsługiwać telefon. Ma swoje poglądy oraz potrzeby i potrafi je komunikować. Bardzo lubi przedszkole, złości się, kiedy choruje i nie może uczestniczyć w zajęciach.

Rozmawiała: Anna Łabno-Kucharska

Zdjęcia: archiwum prywatne Zosi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Fundacja Mamo Pracuj Startupem Pozytywnego Wpływu 2020

Fundacja Mamo Pracuj znalazła się w gronie szczególnych startupów wyróżnionych w 2020 r. Tegoroczny raport pokazuje zupełnie nowe oblicze przedsiębiorczości, związanej z pozytywnym wspływem nie tylko na ludzi, czyli na pracowników, społeczność i klientów, ale również na środowisko.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 19/01/2021

Fundacja Mamo Pracuj Startupem Pozytywnego Wpływu 2020

Fundacja Mamo Pracuj znalazła się wśród organizacji wyróżnionych w drugim raporcie definiującym Startupy Pozytywnego Wpływu. To jedyna taka publikacja w Polsce, która systematycznie analizuje zjawisko, którym zainteresowanie na świecie stale rośnie. Startupy pozytywnego wpływu to organizacje, które w ramach swojej podstawowej działalności rynkowej przyczyniają się do rozwiązywania najważniejszych rynkowych wyzwań.

Tegoroczne zestawienie pokazuje, że wszystkie zaprezentowane przez Kozminski Business Hub Startupy Pozytywnego Wpływu definiuje jedno słowo: „nowe”. Mamy do czynienia z nowym modelem biznesowym, nowymi produktami tworzonymi z troską o środowisko, z nową grupą konsumentów, zdecydowanie bardziej świadomą swoich wyborów. Na naszych oczach powstaje nowy, lepszy rynek.

Chcę zobaczyć raport!

Nie bez znaczenia są również zmiany w biznesie, spowodowane epidemią koronawirusa. Pojawiło się bardzo ważne pytanie o odpowiedzialność firm i jak głęboko jest ona rozwinięta w poszczególnych jednostkach biznesowych. Epidemia stała się swoistym egzaminem w jakiej kondycji znajdują się firmy oraz jak są filary ich działalności.

Startup pozytywnego wpływu

Założyciele startupów pozytywnego wpływu kierują się w swoich działaniach misją, ale też są pracodawcami, którzy takie wartości zaszczepiają wśród swoich pracowników i dostawców. Jeśli chcemy, aby startupy pozytywnego wpływu stawały się trwałym modelem nowej przedsiębiorczości, warto je czynnie wspierać. To system naczyń połączonych. Bez klientów, biznesowych i indywidualnych przedsiębiorcy nie będą się rozwijać, a przecież cieszy nas fakt, że coraz więcej firm powstaje w oparciu szlachetne cele i duże wymagania wobec siebie.

Chcę zobaczyć raport!

W ubiegłym roku dostałyśmy jeszcze inne wyróżnienia i nagrody:

Zdjęcie: Magda Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

Pamiętam jak dziś, gdy koleżanki z klasy chwaląc się wyższą oceną z kartkówki dotyczącej lektury ośmieszały mnie mówiąc, że jestem zapominalska i głupia. To uczucie niższości, bycia słabszą długo we mnie było. Pamiętam, gdy dostałam 5 z kolejnego sprawdzianu i czułam się najlepsza na świecie. I być może dostrzegasz, że ani jedna, ani druga sytuacja nie była zdrowa dla mnie i mojej samooceny.
  • Kamila Kozioł - 13/01/2021
młoda zadowolona kobieta

Poczucie wyższości lub niższości to duży problem naszego społeczeństwa. Wiedz, że porównania nie unikniesz. Zawsze było, jest i będzie.
Jednak gorąco wierzę, że nie warto tłumić w sobie chęci porównywania się z innymi. Kiedy dwoje ludzi się spotyka, to naturalne, że porównują się ze sobą. Natychmiast zauważają swoje zalety i wady. Jednak cierpieć zaczynasz wtedy, gdy skupisz się tylko na swoich wadach.

Samoocena i pewność siebie

Zwykle schemat jest taki: dostrzegasz mocne strony innej osoby i porównujesz je ze swoimi słabościami. Czy myślisz, że to sprawi, że poczujesz się dobrze? Z doświadczenia wiem, że jedyne co Ci to gwarantuje, to obniżenie swojej samooceny i pewności siebie.

Być może interesuje Cię praca w IT, lubisz technologię odnajdujesz się w nowościach, nowinkach IT. Jestem przekonana, że znasz osoby, które tworzą niesamowite oprogramowania, a metodykę Agile stosują nawet w projektach domowych. I patrzysz na swoje i ich umiejętności, zdając sobie sprawę jak daleka jesteś w osiągnięciu tego samego pułapu. To demotywuje, być może poniża i w rzeczywistości wypadasz słabo na tle tych osób.

Uczciwe porównanie

Ale poczekaj chwilę: to nie jest uczciwe porównanie. To, że nie sięgasz jej poziomu, nie oznacza, że powinnaś wyjść z branży IT, że powinnaś popadać w zazdrość lub żywić urazę do niej. Zamiast tego, gdy spojrzysz na swoje mocne strony zobaczysz, że masz wiele do zaoferowania, na tym etapie, na którym jesteś, bo jest wystarczająco.

Mocne strony

A to bardzo ważne – móc spojrzeć na swoje mocne strony i zobaczyć swoją prawdziwą moc. W rzeczywistości, jest to jeden z kluczy do sukcesu, ponieważ bez tej umiejętności nie będziesz zmotywowana i nie uwierzysz w siebie.

Kiedyś jedna kobieta napisała do mnie krótką wiadomość na Instagramie:

„Pochodzę z małego miasta. Należę do rodziny z klasy średniej. Moja mama pracuje na kasie po 12 godzin, a mój tato ima się wszystkiego – od budowlanki po sadzenie drzewek w lasach. Moja praca jest także taka, że jeśli wyjdę za mąż i założę nową rodzinę nie będę w stanie i pracować i wychowywać dzieci.
Problem polega na tym, że moje koleżanki z pracy pochodzą z zamożnych rodzin lub mają zamożnych partnerów. Nie mogę się powstrzymać od porównywania mojego stylu życia z ich stylem życia. Wiem, że nie jest właściwe porównywanie się z nimi na podstawie tego, co posiadają. Ale jednak… Widzę, że moja umiejętność planowania finansów jest na tyle dobra, że mogłabym być przez rok na macierzyńskim, nawet jeśli straciłabym przez to pracę. Ale ilekroć widzę lub słyszę, jak wydają pieniądze, zaczynam porównywać. Jak mogę to powstrzymać bez zmiany pracy i zmiany znajomych?”

Jak odkryć swoje mocne strony?

To pytanie wybrzmiewało w mojej głowie kilka dni, bo to bardzo trudne pytanie. Bowiem porównywanie się z innymi jest naturalne, ale jak zauważyła ta kobieta, często sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi, nawet jeśli mamy dość i powinniśmy być zadowoleni z tego, co mamy.

Porównania z innymi

Gorąco wierzę, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić to być świadomą tego, że dokonujesz porównania. Być może w tym porównaniu nie wypadniesz dobrze, a może wręcz przeciwnie. Jeśli jednak odczuwasz smutek miej świadomość tego co posiadasz, jakimi ludźmi kochającymi się otaczasz, czego doświadczyłaś i jak Cię to ukształtowało. Dostrzeż w swoim życiu progres. Przypomnij sobie swój punkt zerowy, od którego zaczynałaś i zobacz, gdzie teraz jesteś. Co już wiesz, co masz, co planujesz.

Doceniaj swoje działania i zmiany na lepsze

Szczerze polecam Ci regularnie praktykować dostrzeganie swoich działań i zmian w swoim życiu na lepsze. Zaczniesz odczuwać większą satysfakcję z życia. Sama będąc w jedną z osób w systemie szkolnym, gdzie na podstawie ocen porównuje się przyrost wiedzy, chciałam przełamać nawyk z czasów szkolnych i nie porównywać się bezmyślnie z innymi.

Jak porównywać się z innymi?

  • Bądź świadoma. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, że to robisz. Przypuszczam, że jest to naturalny akt, w wyniku czego dzieje się to bez świadomości. Zatem świadomie zarządzam swoimi myślami – jeśli już się porównujesz skup się na tym porównaniu. Niech będzie to zadanie numer jeden. Jeśli skupisz się na tych myślach przez kilka dni, praktyka stanie się znacznie łatwiejsza, a wkrótce trudno będzie tego nie zauważyć.
  • Nie pędź – kiedy już zdajesz sobie sprawę z porównania pozwól sobie na chwilę oceny i zaakceptuj, że tego porównania dokonujesz. Najgorszym wyjściem jest się jeszcze skarcić za to, że chcesz się porównać.
  • Skoncentruj się na byciu obiektywną – skoro dostrzegasz słabości, dostrzeż również mocne strony, swoje predyspozycje. Co więcej, dostrzeż progres jakiego ty dokonałaś. Oceń swoje przejście z punktu 0 do punktu B lub C. Doceń się za z starania i motywację dojścia do kolejnego punktu.
  • Zaakceptuj niedoskonałości. Nie ma ludzi doskonałych. Nawet Ci najwyżej mają swoje słabości i czarne cechy, które im nie pomogły dojścia na szczyt. Nie jesteś idealna i nigdy nie będzie w opinii obiektywnej. Natomiast w opinii subiektywnej jesteś doskonała, bo jesteś sobą, wyjątkowa i wystarczalna. Ta świadomość nie zwalnia Cię z osiągania więcej, jeśli tego pragniesz, ale pozwala doceniać Ci już włożony trud i jego efekty.
  • Skup się na sobie – wiem, że łatwo kopać leżącego i bez problemu potrafimy krytykować innych, aby czuć się lepiej. Zamiast tego staraj się wspierać innych w ich sukcesie – to doprowadzi do większego zadowolenia z twojej strony i dumy z samej siebie.
  • Życie to podróż – wiedz, że każdy wystartował z innego miejsca, dąży do innego miejsca i realizuje inne punkty swojej podróży. Życie to ciąga zmiana i sinusoida. Ta podróż nie ma nic wspólnego z tym, jak dobrze sobie radzą inni ludzie ani co mają. Bo dla Ciebie ma liczyć się Twoja podróż. Liczy się to, co Ty chcesz robić i dokąd chcesz iść. To wszystko, o co potrzebujesz się zatroszczyć.
  • Naucz się doceniać swoje „wystarczająco”. Jeśli zawsze chcesz tego, co mają inni, nigdy nie będziesz mieć tego wystarczająco dużo. Z pewnością pojawi się ochota na więcej. To niekończący się cykl i nigdy nie doprowadzi do zadowolenia z życia. Bez względu na to, ile kupisz ubrań, bez względu na to, ile posiadasz samochodów, bez względu na to, ile kupisz fantazyjnych butów… nigdy nie będziesz mieć ich dość.

Jesteś wystarczająca

Skoncentruj się na tym, co możesz osiągnąć, używając porównania się z innymi, aby zmotywować się do poprawy do ulepszeń procesów. Czyli do zmiany zachowania. Nie pozwól jednak, aby porównanie obniżyło Twoją samoocenę. Pamiętaj, aby być wdzięczną za to, co osiągnęłaś i motywować się do osiągania swoich celów i marzeń.

Tylko 7 kroków Cię dzieli od zbudowania pewności siebie!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×