Czego szukasz

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

To, że rozwój zawodowy jest ważny dla dużej grupy rodziców, jest oczywiste. A co jeśli mamy pod opieką dziecko z niepełnosprawnością, które wymaga szczególnej troski? Czy na rynku pracy są firmy wychodzące naprzeciw szczególnym potrzebom takich pracowników? Na ten temat rozmawiamy z Zofią Sidor, Digital Marketing Analyst w firmie Franklin Templeton, a prywatnie mamą nastoletniej córki i syna z niepełnosprawnością.

Zofia Sidor specjalista ds. marketingu internetowego we Franklin Templeton

Zosiu, Twoja przygoda z Franklin Templeton zaczęła się tak naprawdę za sprawą Twojego męża. To on powiedział Ci, że firma szuka w Poznaniu osoby, która posługuje się zarówno językiem angielskim, jak i francuskim. Czy można powiedzieć, że to mąż zainspirował Cię do wzięcia udziału w rekrutacji?

Można tak powiedzieć, jeśli mówimy o Franklinie. Aczkolwiek warto podkreślić, że wcześniej sama znalazłam pracę zdalną, w której realizowałam się przez jakiś czas, a która nie wymagała ode mnie wychodzenia z domu. Tak naprawdę to cały proces rekrutacyjny, szkoleniowy i sama praca odbywały się przez Internet.

Wsparcie mojego męża jest niezwykle ważnym czynnikiem w moim rozwoju. Z jednej strony zachęca mnie do podejmowania trudnych decyzji, z drugiej zapewnia mi dużą ilość wsparcia psychicznego w sytuacjach trudnych. Oczywiście przejmuje też wszystkie obowiązki domowe, kiedy jest to konieczne. W naszej sytuacji, gdy oboje rodzice pracują zawodowo, moim zdaniem, nie ma innej możliwości.

Super, że o tym mówisz. Partnerskie wsparcie jest bardzo ważne. Zosiu, a jak w Twoim przypadku wygląda kwestia wsparcia od pracodawcy? Idąc na rozmowę do Franklin Templeton doskonale wiedziałaś, że chcesz się rozwijać zawodowo, ale potrzebujesz dużej elastyczności. Jak na takie informacje zareagowała Twoja przyszła managerka?

Idąc na spotkanie w sprawie mojej pierwszej pracy we Franklinie wiedziałam, że muszę bardzo rzetelnie i szczegółowo przedstawić swoją sytuację życiową. Stwarzało to pewne ryzyko odrzucenia mojej kandydatury już na wstępie. Z drugiej strony, czy chciałabym pracować w firmie, która nie akceptuje i nie uwzględnia mojej szczególnej sytuacji? Nie. Nie sądzę, żeby to było możliwe.

Managerka, która ze mną rozmawiała, była bardzo rzeczowa. Zadała mi konkretne pytania. Dotyczyły one między innymi tego, czy jeśli będę pracować z domu, to będę mogła w pełni poświęcić się pracy, w pełnym wymiarze godzin. Zapytała też, czy mam miejsce, które mogłabym poświęcić na swoje stanowisko pracy oraz jak często będę musiała pracować z domu i ze szpitala.

Ze swojej strony upewniłam się, czy praca ze szpitala nie będzie dla nikogo problemem. Po tej rozmowie czułam się naprawdę dobrze, pomimo tego, że była chyba najtrudniejszą w moim życiu. Poruszyłyśmy bardzo trudne dla mnie tematy. Managerka wykazała się niezwykłą empatią i zrozumieniem. Czułam jakby podawała mi dłoń, dzięki której udało mi się ponownie wejść na rynek pracy.

Zosiu, nie poruszyłyśmy jeszcze bardzo ważnego tematu. Czym zajmujesz się we Franklinie? Czy możesz opowiedzieć jak wygląda Twój standardowy dzień pracy?

Pracuję na stanowisku specjalisty ds. marketingu internetowego. Skupiam się na digital marketingu, który okazał się być tym, co mnie najbardziej interesuje. Moja praca polega głównie na utrzymywaniu kanadyjskich i amerykańskich stron internetowych (z wykluczeniem USA) w zakresie usuwania błędów, tworzenia nowych stron, wdrażania nowych rozwiązań oraz optymalizacji za pomocą analizy dostępnych danych.

Przygodę w firmie zaczęłam od podstawowego wsparcia marketingowego, po jakimś czasie odkryłam, że mam żyłkę do email marketingu. Przy pomocy kolegów z firmy poznałam HTML i CSS, potem w czasie jednego z projektów nauczyłam się użytkować naszego CMS i tak się zaczęło. Znalazłam ścieżkę, która mnie interesuje i daje szansę na dalszy rozwój.

W ubiegłym roku ukończyłam studia podyplomowe z zakresu e-marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Skorzystałam też z Kursów Otwartych na Uniwersytecie Śląskim: „Zrozumieć Agile” i „Budowa Wysokoefektywnych Zespołów”, które wprowadziły mnie w tematykę zarządzania projektami i zespołem. Jednocześnie podjęłam w tym roku studia podyplomowe, przygotowujące do zawodu „Frontend Developera” na Collegium Da Vinci, które mam nadzieję ukończyć w kolejnym semestrze. Tym samym realizuję swój plan nauki języka programowania (uczę się Javascript).

Gorąco polecam mamom na urlopie macierzyńskim i tym, które dzielą się obowiązkami szkolnymi z partnerami, aby w weekendy starać się doszkalać z różnych interesujących je dziedzin. Może się wydawać, że jest to nadmierne obciążenie, natomiast zdecydowanie działa na korzyść. Kontakt z grupą osób o podobnych zainteresowaniach znacznie poprawia samopoczucie i powoduje większą pewność siebie. Moja „paczka” z zajęć na UE, dzieli się ze sobą nie tylko doświadczeniami i wiedzą, ale też zmaganiami i radościami życia codziennego. Szczerze powiem, że pomogło mi to przetrwać okres izolacji.

Świetny i bardzo rozwojowy plan. A właśnie, skoro jesteśmy przy rozwojowych działaniach – mamy, z którymi się spotykamy mówią, że powrót do pracy i generalnie aktywność zawodowa jest dla nich sporym wyzwaniem. Potrzebnym wyzwaniem, ale jednak podszytym lękiem. Czy dla Ciebie – mamy dwójki dzieci, w tym chłopca z niepełnosprawnością, który wymaga wzmożonej uwagi i opieki – powrót do pracy był podwójnym wyzwaniem? Jak to czujesz?

Nie będę ukrywać, że na początku jest to trudne. Oczywiście z biegiem czasu staje się coraz prostsze. Zawsze polecam wszystkim mamom, aby nie bały się sięgać po pomoc oraz prosić o nią. W okresie reaktywacji zawodowej jest to niezbędne. Trzeba się oczywiście przygotować na pewien poziom dyskomfortu, który trwa jakiś czas.

Sądzę, że rodzice dzieci z niepełnosprawnościami z biegiem lat wytwarzają niezwykłe zdolności do szybkiego zmieniania swoich zwyczajów.

Dla mnie było to wyzwanie. Ale takie, które finalnie pozwoliło mi również znaleźć czas na oderwanie się od codzienności wypełnionej troską, opieką i odkładaniem swoich potrzeb na później.

Czy można powiedzieć, że Twoja – jak się okazało – nowa praca zawodowa, była darem od losu?

Myślę, że tak. Po miesiącach, które spędziłam na rozmowach o chorobach lub zamknięta w izolatkach, moderując jednocześnie niezbyt górnolotne filmiki na YouTube, pracę we Franklin Templeton przyjęłam jak zbawienie. Umożliwiła mi kontakt z ciekawymi osobami, rozmowy na satysfakcjonującym poziomie, na tematy, które mnie interesowały. Pozwoliła mi również zaspokoić moją potrzebę uczenia się i rozwijania swoich umiejętności.

Oczywiście na początku nie do końca odnajdywałam się w tej nowej rzeczywistości społecznej. Nie zawsze udawało mi się znaleźć nić porozumienia z innymi pracownikami. Często musiałam tłumaczyć innym, dlaczego mam dość zindywidualizowane warunki pracy i że praca z domu nie wygląda w rzeczywistości tak różowo, jak im się wydaje.

Natomiast Franklin Templeton coraz częściej oferuje pracownikom dostosowanie warunków pracy do potrzeb, więc przestałam być wyjątkiem. Dodatkowo sądzę, że przez moją aktywność w grupach ABLE i FT Parents, duża część kolegów i koleżanek w firmie zdała sobie sprawę z wyjątkowości naszej sytuacji rodzinnej. A zrównoważone środowisko pracy jest takim, które opiera się na wyrozumiałości i empatii.

Przeczytaj także o grupach biznesowych we Franklin Templeton.

Cieszę się, że o tym mówisz. Ciągle jeszcze mało mówi się, że praca zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami nie tylko jest możliwa, ale też bardzo ważna. Chociażby po to, żeby rodzic miał możliwość swojego rozwoju, finansowego zabezpieczenia przyszłości, ale i wytchnienia od często trudnej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z tego, że historia każdej rodziny jest inna, ale powiedz, tak bardziej konkretnie, co Tobie pomogło w powrocie do pracy i jak firma, w której pracujesz wspiera Cię w łączeniu życia zawodowego i prywatnego?

Po pierwsze i najważniejsze, to wsparcie mojego męża było kluczowe. Druga rzecz to wyrozumiałość ze strony pracodawcy. Bez wsparcia w obu przypadkach nie dałabym rady pogodzić pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem z niepełnosprawnością.

Mąż wspierał i wspiera mnie w opiece nad synem, przejmuje część obowiązków. Na początku głównie ja pełniłam obowiązki opiekuna, ale potem, gdy wróciłam do pracy, coś się musiało zmienić. Pracodawca z kolei zapewnił mi odpowiednie warunki – możliwość pracy zdalnej, godziny pracy dostosowane do obowiązków, elastyczność. To wszystko po to, żebym mogła wszystkie zadania (prywatne i zawodowe) ze sobą zgrać.

Coś jeszcze było dla Ciebie ważne?

Tak. Wsparcie psychiczne ze strony osób, z którymi pracowałam. W szczególności ze strony managerów. Wiesz, to było tak, że przed podjęciem pracy we Franklinie spędziłam niemal dwa lata na oddziałach z izolatkami, ponieważ mój syn notorycznie chorował. Po powrocie do pracy, jedną z najtrudniejszych dla mnie rzeczy, było ponowne nawiązanie kontaktu z innymi ludźmi i włączenie się w życie społeczne. Moi managerowie rozumieli to i pomagali mi integrować się z grupą.

Dodatkowo dużym wsparciem było pytanie mnie o zdrowie Karola, o jego rozwój i różne inne codzienne rzeczy. Co ważne – bez komponentu emocjonalnego, jaki zazwyczaj występuje w rozmowach z rodziną lub znajomymi. Pomagało mi to postrzegać mojego syna bardziej jako dziecko niż jako osobę chorą lub z niepełnosprawnością. Ludzie z firmy nie znając go, pytali o niego – tak, jak pyta się o dzieci innych współpracowników.

Czy myślisz, że aktywność zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami jest czymś, o czym należy mówić? Wydaje mi się, że to ciągle drażliwy i pomijany temat.

Uważam, że to bardzo ważne, by osoby, które sprawują opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami, mogły być aktywne zawodowo. Praca umożliwia oderwanie i znalezienie równowagi wewnętrznej. Sądzę, że zarówno Wy Dziewczyny w Mamo Pracuj, jak i czytające ten wywiad mamy, mogą znać ten temat, ponieważ matki rezygnujące ze swojej kariery na rzecz wychowania dzieci przechodzą bardzo podobny proces. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością, jest to znacznie silniejsza zależność. Dla nas to często nie wybór, a konieczność. Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Bywa, że przez długie lata.

Zobacz profil Franklin Templeton w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom i sprawdź oferty pracy!

Pracujesz w jednej firmie ze swoim mężem. Czy to pomaga w codziennym życiu i planowaniu dnia oraz w Waszych zobowiązaniach zawodowych?

Wydaje mi się, że dzięki temu, że pracujemy razem, współpracownicy lepiej znają i rozumieją naszą sytuację rodzinną. To pozwala nam uniknąć konieczności tłumaczenia się: dlaczego akurat w danym dniu nie możemy być w pracy. Unikanie takiego ciągłego tłumaczenia się jest bardzo odciążające. Z jednej strony, być może do tego przywykliśmy, z innej natomiast, nadal męczy nas ciągłe powtarzanie tego samego.

Żeby umożliwić naszemu synowi chodzenie do przedszkola, podzieliliśmy się obowiązkami: ja zawożę syna, mój mąż go odbiera. Dzięki temu, że pracujemy w jednej firmie, możemy korzystać z jednego samochodu i więcej czasu spędzamy razem. Możemy też jeść razem, wypić herbatę, pokłócić się. Co ważne, możemy też pracować w różnych godzinach, ponieważ pracodawca nam to umożliwił.

Gdybyśmy pracowali w dwóch różnych miejscach, widzielibyśmy się zaledwie godzinę dziennie, ponieważ przedszkole syna mieści się po drugiej stronie Poznania. Na dojazdy przeznaczamy około trzech godzin. Niestety było to jedyne przedszkole, które zgodziło się przyjąć Karola.

Pod kątem zawodowym, ważne dla mnie jest to, że w sytuacjach nagłych możemy liczyć na wyrozumiałość i wsparcie przełożonych. Poziom zainteresowania naszą sytuacją rodzinną jest wysoki. Mam poczucie zrozumienia różnych czynników, które wpływają na dynamikę mojej pracy. Muszę zaznaczyć jeszcze jedną rzecz: obydwoje z mężem staramy się unikać zwolnień lekarskich „na dziecko”, ponieważ stworzono nam warunki, które pozwalają temu zapobiegać w większości wypadków.

Wspominałaś również o grupach pracowniczych. Działasz w [email protected] i FT Parents. Czy możesz powiedzieć o tym coś więcej?

To bardzo ciekawy temat. Ponad rok temu wspólnie z dwoma innymi osobami z firmy założyłam grupę rodzicielską: FT Parents. Grupa oferuje różne formy wsparcia w łączeniu pracy zawodowej, życia prywatnego i wychowywania dzieci. Organizujemy dla naszych pracowników różne wydarzenia związane z byciem rodzicem.

W ubiegłym roku dołączyłam też do globalnej grupy [email protected] jako jeden z dwóch lokalnych liderów. Ta grupa skupia się na wdrażaniu szeroko pojętej idei usprawniania w miejscu pracy. Tajemniczo brzmiące usprawnianie może dotyczyć bezpośrednio osoby, która zmaga się z niepełnosprawnością fizyczną lub psychiczną. Chcemy też zaangażować osoby niezwiązane z tymi grupami, żeby edukować i pokazywać, jak bardzo ważne jest zrozumienie sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Podobnie jak wspieranie ich opiekunów.

Mocno trzymam w kciuki za Wasze działania. Zosiu, a tak na koniec, czy masz może złotą radę lub po prostu kilka słów wsparcia dla wszystkich mam, które chcą wrócić do pracy, ale mają również sporo obaw?

Mamy, NIE BÓJCIE SIĘ! Tylko tyle i aż tyle. Uważam, że najtrudniejsze jest wyjście z domu i zaufanie sobie oraz wykrzesanie wiary w to, że wszystko się uda. Nie rozmyślajcie nadmiernie o tym, co może się zdarzyć, tylko planujcie i zaufajcie! Wierzcie, że znajdziecie wsparcie wśród ludzi, z którymi będziecie pracować. W najgorszym wypadku można zawsze zawiesić pracę na jakiś czas, wziąć urlop lub dogadać się z pracodawcą, aby ten spróbował dostosować warunki do naszych możliwości.

Zalecam absolutną szczerość podczas rozmowy kwalifikacyjnej, gdyż nie każde stanowisko może zostać dostosowane do naszych potrzeb. I zachęcam do cierpliwości podczas kilku pierwszych miesięcy związanych z szukaniem pracy. Dotyczy to zarówno mam dzieci w pełni zdrowych, jak i tych, które mają swoje ograniczenia. Nie każdy od razu zrozumie, w jakiej jesteśmy sytuacji i mogą się zdarzać nieprzyjemne momenty. Co nie oznacza, że mamy się poddawać!

Zosiu, bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

KAROL SIDOR (7 lat) choruje na Zespół CHARGE – to złożona wada genetyczna obejmująca mutacje na poziomie wielu narządów (w jego przypadku głównie słuchu, wzroku, przełyku, móżdżka, czyli równowagi, czucia, ruchu). Jednym z większych wyzwań jest zaburzenie snu i czuwania. Karol może obudzić się w środku nocy i uznać, że dalej nie będzie spał, a potem zasnąć w środku dnia ze zmęczenia (jest to jedna ze specyficznych cech jego wady). Karol ma PEG i rurkę tracheotomijną. Spędził pół roku na oddziale intensywnej terapii po porodzie oraz w sumie rok i 3 miesiące w szpitalach. Miał wiele zabiegów chirurgicznych (2 operacje serca, wyłanianie rurki oraz PEG’a, fundoplikacja Nissena). Od bardzo słabych rokowań, w tej chwili osiągnął poziom 70% szans na przeżycie do okresu dorosłości.

Po powrocie do domu, po hospitalizacjach, jego rozwój był na poziomie noworodka. Nie ruszał się wcale, wobec czego wymagał intensywnej rehabilitacji, żeby zmniejszyć bardzo silne napięcia, które unieruchamiały jego ciało i wyginały w literę C. Bardzo długo nie był w stanie się spionizować z uwagi na bardzo słabe serce i mięśnie. Dopiero po 2. operacji serca w 5. roku życia zaczął doganiać rówieśników. W tej chwili jego rozwój szacuje się na 4,5 roku (ma nadal 1,5 do nadrobienia). Zosia nie zgadza się z diagnozą mówiącą o głębokim stopniu upośledzenia syna. Karol umie już chodzić samodzielnie, bawić się zabawkami, oglądać telewizję, obsługiwać telefon. Ma swoje poglądy oraz potrzeby i potrafi je komunikować. Bardzo lubi przedszkole, złości się, kiedy choruje i nie może uczestniczyć w zajęciach.

W czasie pandemii Karol niemal zupełnie nie wychodził z domu do świąt Bożego Narodzenia i dzielnie radził sobie z sytuacją. Święta były okresem poluzowania zasad izolacji i czasu spędzonego w szerszym gronie rodzinnym. Niestety po powrocie do stanu całkowitej izolacji u Karola pojawiły się zaburzenia czuwania i snu oraz objawy depresji. Sprawiał wrażenie, jakby cofnął się do poprzedniego etapu rozwoju. Potrzebował ciągłego przytulania, nie rozumiał czemu znów musi pozostawać w zamknięciu. Powrót na miesiąc do dziadków, sprawił, że niemal natychmiast zaczął odzyskiwać swój naturalny rytm dobowy i beztroski styl bycia. Ta sytuacja może dać do myślenia wszystkim rodzicom, aby pozostawali uważni na oznaki depresji u najmłodszych dzieci, które są pozbawione tak ważnego dla nich kontaktu z rówieśnikami.

Rozmawiała: Anna Łabno-Kucharska

Zdjęcia: archiwum prywatne Zosi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Trzeba chcieć i trzeba pytać! Czyli jak wejść do branży IT i zostać Business Intelligence Developer

Jak postawić pierwszy krok w obszarze Business Intelligence? Co jest niezbędne, aby rozwijać się w tym obszarze? Czym zajmuje się analityk biznesowy w branży IT? Swoją wiedzą i cennymi wskazówkami dzieli się Katarzyna Dudziak, Business Intelligence Developer w BNY Mellon.
Katarzyna Dudziak, Business Intelligence Developer w BNY Mellon

Kasiu, Business Intelligence Developer w BNY Mellon to Twoje stanowisko, czym się zajmujesz?

Pracuję w dziale IT, krótko mówiąc, swoją pracą wspieram procesy biznesowe. Dostarczam rozwiązania, a konkretnie raporty, które usprawniają prace zespołów w odniesieniu do klientów banku. Pracuję korzystając z takich technologii jak: MSSQL, C#, SAP Business Objects.

Zobacz profil BNY Mellon w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Dziękuję za to wyjaśnienie. Opowiedz proszę, jak ten obszar wpisuje się w inne stanowiska w branży IT. Z kim współpracujesz na co dzień? Kto potrzebuje Twoich analiz. Pracujesz zespołowo?

Pracuję w zespole siedmioosobowym, w skład którego wchodzą developerzy, w tym ja oraz kierownik zespołu, który nie tylko jest liniowym przełożonym, ale również wspiera pracę zespołu pod kątem merytorycznym i technicznym. Na co dzień komunikujemy się w języku angielskim, gdyż BNY Mellon to firma o zasięgu globalnym.

Moja praca polega na analizie, programowaniu, również wdrażaniu rozwiązań, kontaktach z „biznesem” (czyli osobami zajmującymi się obsługą aktywów) i czasami z klientami, dla których BNY Mellon globalnie świadczy usługi.

Zadania, które wykonuję związane są głównie z danymi i ich prezentacją, w oparciu o które „biznes” podejmuje decyzje. Rozwijam również aplikacje, które wykorzystujemy do usprawnienia pracy naszego zespołu.
Obserwuje, że wszelkie stanowiska pracy związane z danymi, analizą danych, integracją danych, zajmują coraz większą część branży IT oraz wiążą się z poznawaniem różnych technologii.

Rzeczywiście to bardzo ciekawy i perspektywiczny kierunek! A jak wygląda Twój przykładowy dzień pracy?

Mój dzień to typowy dzień pracującej mamy: czyli godzenie pracy zawodowej z wychowaniem syna oraz obowiązkami domowymi. Po wyprawieniu syna do szkoły, sprawdzam w kalendarzach (osobistym i pracowniczym) co mam już zaplanowane na bieżący dzień oraz co muszę dopisać do tej listy. Później szybkie przygotowanie do spotkania zespołowego w pracy, które odbywa się codziennie o 9.30. To ważna część naszego dnia, gdyż każda osoba z zespołu omawia na nim kwestie związane ze statusem swoich bieżących zadań: co udało się zrobić, omawiamy też ewentualne problemy.

Obecnie, kiedy pracuję 100% zdalnie (jak cały mój zespół), to czasami praca przeplata się z obowiązkami domowymi. Ale myślę, że w podobnej sytuacji są wszystkie inne pracujące zdalnie mamy z dziećmi w domu. To wymagające, ale bardzo lubię swoją pracę i udaje mi się pogodzić obowiązki pomimo przeciwności.

Znam to doskonale. Wg badań z sierpnia 2020 roku, ponad 80% kobiet, które pracują zdalnie z dziećmi, czuje ogromne obciążenie i przemęczenie, ale wróćmy do Twojej pracy. W jakich branżach, w jakich firmach takie stanowiska jak Twoje są najbardziej popularne?

Nie ma tutaj określonych branż. Pracowałam w sumie dla 5 branż: turystycznej, motoryzacyjnej, administracyjnej, odzieżowej, bankowej. Także rozpiętość jest tutaj duża. Nie ma w zasadzie branży, dla której nie mogłabym pracować, albo przynajmniej na chwilę obecną nie przychodzi mi takowa do głowy.

Katarzyna Dudziak, Business Intelligence Developer

Opowiedz mi proszę jaka była Twoja historia. Wiem, że kończyłaś informatykę, a czy praca z danymi to był Twój cel?

Kierunek studiów wybrałam ze względu na moje zainteresowania, ale też z ciekawości. Nie istniały wtedy jeszcze te zawody, które znamy dziś (przynajmniej na polskim rynku pracy), więc była to droga trochę w nieznane. Zawsze potrafiłam myśleć analitycznie i interesowały mnie nauki ścisłe, więc wybór uczelni technicznej był dla mnie oczywisty. Natomiast w trakcie studiów wiedziałam już, że chcę pracować z danymi. Wówczas niewiele było ofert pracy z tym związanych. Prawdziwy boom na tego typu umiejętności trwa od ok. 8 lat.

A jakie cechy, kompetencje i oczywiście wiedza są niezbędne aby taką rolę wykonywać?

Na początek, jak wszędzie, trzeba chcieć. Jeżeli kogoś interesuje branża IT, ale nie jest wykształcony w tym kierunku, to nic straconego. Wiele można nauczyć się samodzielnie, wiedza jest na wyciagnięcie ręki: Internet, książki + komputer.

Po drugie, do tej pracy potrzebna jest umiejętność myślenia analitycznego i ogólne predyspozycje intelektualne w tym kierunku. Jest wiele kursów, które przygotowują do pracy, ale nie działa to tak, że po kursie jest się od razu programistą. Jeżeli decydujesz się na bycie programistą, to decydujesz się też na ciągłe wyzwania, przyswajanie sporej ilości wiedzy, nierzadko wymagającą pracę i ciągłe uczenie się.

W IT są też mniej techniczne stanowiska pracy, które również dają ciekawe szanse rozwoju. Dodam jeszcze, że ważna jest znajomość języka angielskiego, bo większość firm wymaga poziomu minimum B1/B2.

Zainteresowała Cię praca w BNY Mellon? Sprawdź pełną listę ofert pracy na stanowiska techniczne!

W trakcie rozmowy powiedziałaś, że to nie jest łatwy kierunek, ale że znasz osoby, które „z innej bajki” znalazły się właśnie na tym stanowisku. Czy możesz opowiedzieć – być może wiesz, skąd przyszli, jakie ich cechy i umiejętności sprawiły, że poszli w tym kierunku?

Tak, rzeczywiście, znam takie osoby. Dokładnie 4 🙂 i są to typowe samouki. Wszyscy ukończyli studia niezwiązane z IT (czyli inne niż informatyka, elektronika i pokrewne). Wśród tych osób są absolwenci studiów humanistycznych, które świetnie radzą sobie na rynku i posiadają dużą wiedzę. Wszystkie te osoby wykazały się cechami, o których wspomniałam wcześniej.

A gdybyś mogła dać trochę wskazówek, od czego zacząć? Jak sprawdzić czy jest to kierunek, który warto obrać? Może są jakieś ciekawe publikacje, blogi etc.

Na początek na pewno trzeba uzmysłowić sobie, że to będzie wymagać nauki, której będzie sporo. Można zerknąć na początek na W3Schools (w3schools.com) są tam quizy i tutoriale. Polecam też przeglądanie stron internetowych i czasopism (np. Programista Junior), poświęconych programowaniu na poziomie juniorskim. Jeżeli zna się język angielski to dostępność do materiałów jest ogromna.

Warto również zerknąć na strony internetowe wykładowców z uczelni wyższych, np. Politechniki Wrocławskiej. Są tam materiały umieszczone przez pracowników naukowych.

Aby wejść w tę branżę, trzeba być zdeterminowanym, pracowitym i konsekwentnym. To, czy dana osoba poradzi sobie sama, czy potrzebny będzie kurs, to jest zawsze kwestia indywidualna. Zanim podejmiesz decyzję o kupnie kursu programowania, polecam pójść na wykład na uczelnię jako wolny słuchacz. Nie jest ważne jaki język programowania będzie omawiany na wykładzie. Po prostu posłuchaj!

A pamiętasz swoją rekrutację na to stanowisko? Jest jakaś wiedza, obszary, które wiesz, że warto zgłębiać przygotowując się do rekrutacji na to stanowisko?

Oczywiście, doskonale pamiętam rekrutację do BNY Mellon. Najpierw odbyła się rozmowa telefoniczna, na której musiałam odpowiedzieć na 5 pytań technicznych (całość trwała ok. 20 minut). Po uzyskaniu pozytywnego wyniku, zostałam zaproszona na rozmowę stacjonarną. Trwała ona ponad 2 godziny. Na rozmowie zostałam poproszona na opisanie swojego doświadczenia zawodowego oraz padły kolejne techniczne pytania. Część techniczna rozmowy stanowiła większość, a ponad połowa rozmowy odbyła się w języku angielskim. W moim przypadku kluczowa okazała się wiedza z SQLa oraz to, że pracowałam kiedyś z obiektowym językiem programowania. Na spotkaniu najbardziej liczyła się wiedza praktyczna, czyli pisanie zapytań do bazy danych.

Dziękuję Ci bardzo. A czy jest na koniec coś, czym chciałabyś się podzielić?

Proszę pamiętać, że IT to nie tylko twarde techniczne stanowiska. Można zacząć od testowania manualnego, zająć się analizą wymagań, czyli zostać analitykiem po stronie biznesu. Później przejść na analizę po stronie IT i zacząć wdrażać się w techniczne kwestie.

Pracodawcy często wysyłają na profesjonalne kursy w czasie pracy w ramach podnoszenia kwalifikacji. Jeżeli się chce, to naprawdę wiele można osiągnąć. I tak jak wspomniałam wcześniej, zachęcam do pójścia na wykład z programowania na uczelnie. Polecam wykłady z baz danych, data mining, data science, big data, systemy klasy ERP (czyli SAP, MS Dynamix, Comarch). Można pójść też w kierunku administracji serwerami, sieciami komputerowymi czy bezpieczeństwa. Możliwości jest wiele. A przede wszystkim warto nie bać się pytać!

Bardzo dziękuję!

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie bny_mellon_logo_kolor_ver4-1024x375.png

Zapraszamy do zapoznania się z profilem BNY Mellon w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Sprawdź pełną listę ofert pracy w BNY Mellon zależnie od doświadczenia:

GAP – oferta na start w BNY Mellon

BNY Mellon – praca dla specjalistów

BNY Mellon – praca dla doświadczonych ekspertów

BNY Mellon – praca w zespołach IT

Zdjęcia: BNY Mellon, archiwum prywatne Katarzyny Dudziak

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

Jak ubrać się na spotkanie biznesowe?

Garsonka, garnitur, a może sukienka lub elegancki kombinezon? Biznesowy dress code, choć toleruje delikatne odstępstwa, rządzi się swoimi prawami! Co wybrać, żeby prezentować się elegancko i profesjonalnie? Podpowiadamy, jak ubrać się na spotkanie biznesowe!
Kobiecy biznesowy dress code na spotkanie


Biznesowy dress code – co wolno, a czego nie wypada?


O tym, że „jak cię widzą, tak cię piszą” chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Strój, w szczególności biznesowy, jest naszą wizytówką. W niektórych branżach np. bankowej czy ubezpieczeniowej dress code jest ściśle określony (np. w regulaminie firmy). Zazwyczaj jest to klasyczny strój biznesowy (business formal), czyli biała koszula, dopasowana spódnica do kolan w kolorze czarnym, szarym lub brązowym i pasująca do niej marynarka oraz rajstopy w kolorze czarnym lub cielistym.

Specjaliści od wizerunku radzą, aby osoby na co dzień mające kontakt z klientami nie przesadzały z biżuterią (zazwyczaj dopuszczalne są obrączka i zegarek). W niektórych firmach pracownicy muszą także przestrzegać zasad dotyczących fryzury lub w przypadku mężczyzn zarostu.

Od kilku lat obserwujemy jednak trend, który umożliwia pewne odstępstwa od klasycznego stroju biznesowego. Wiele korporacji pozostawia swoim pracownikom większą dowolność w wyborze odzieży do pracy i na spotkania z klientami. W takim przypadku, zamiast garsonki lub garnituru, dopuszczalne jest założenie eleganckiej sukienki (zakrywającej dekolt i ramiona) lub jednoczęściowego kombinezonu.

Kompletując biznesowy dress code, warto pamiętać, że odzież powinna być nie tylko elegancka, ale także wygodna. Spódnica i marynarka nie mogą krępować ruchów, a buty powodować odcisków i dyskomfortu w trakcie chodzenia.

Jakie buty do stroju biznesowego?


Obuwie to jeden z najważniejszych elementów stroju biznesowego. Choć wiele firm coraz częściej pozwala swoim pracownikom na większą dowolność w wyborze obuwia, największą popularnością cieszą się czółenka damskie. To obuwie wyróżniające się głęboko wyciętym przodem, który wysmukla nogę.

Większość tego rodzaju butów posiada kilkucentymetrowy obcas oraz charakterystyczny nosek o migdałowym lub spiczastym kształcie. Czółenka to jednak nie tylko tradycyjna szpilka! W sklepach stacjonarnych i internetowych można znaleźć liczne modele na koturnie, klocku, słupku lub kaczuszce (te ostatnie były szczególnie popularne w latach 60., ale moda lubi zataczać koła!).

Buty na spotkanie biznesowe powinny mieć zabudowane palce oraz pięty. Jedynym wyjątkiem, w przypadku spotkań o mniej formalnym charakterze, są buty typu peep toe odkrywające dwa palce. Wybierając czółenka damskie do stroju biznesowego, warto postawić na jeden z uniwersalnych kolorów pasujących do większości stylizacji: czerń, biel, beż, brąz lub odcienie szarości. Dopuszczalny jest także kolor łososiowy lub blady róż. Lepiej unikać czerwieni czy fuksji. Buty w tym kolorze zachowajmy na spotkanie towarzyskie.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×