Czego szukasz

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

To, że rozwój zawodowy jest ważny dla dużej grupy rodziców, jest oczywiste. A co jeśli mamy pod opieką dziecko z niepełnosprawnością, które wymaga szczególnej troski? Czy na rynku pracy są firmy wychodzące naprzeciw szczególnym potrzebom takich pracowników? Na ten temat rozmawiamy z Zofią Sidor, Digital Marketing Analyst w firmie Franklin Templeton, a prywatnie mamą nastoletniej córki i syna z niepełnosprawnością.

Zofia Sidor specjalista ds. marketingu internetowego we Franklin Templeton

Zosiu, Twoja przygoda z Franklin Templeton zaczęła się tak naprawdę za sprawą Twojego męża. To on powiedział Ci, że firma szuka w Poznaniu osoby, która posługuje się zarówno językiem angielskim, jak i francuskim. Czy można powiedzieć, że to mąż zainspirował Cię do wzięcia udziału w rekrutacji?

Można tak powiedzieć, jeśli mówimy o Franklinie. Aczkolwiek warto podkreślić, że wcześniej sama znalazłam pracę zdalną, w której realizowałam się przez jakiś czas, a która nie wymagała ode mnie wychodzenia z domu. Tak naprawdę to cały proces rekrutacyjny, szkoleniowy i sama praca odbywały się przez Internet.

Wsparcie mojego męża jest niezwykle ważnym czynnikiem w moim rozwoju. Z jednej strony zachęca mnie do podejmowania trudnych decyzji, z drugiej zapewnia mi dużą ilość wsparcia psychicznego w sytuacjach trudnych. Oczywiście przejmuje też wszystkie obowiązki domowe, kiedy jest to konieczne. W naszej sytuacji, gdy oboje rodzice pracują zawodowo, moim zdaniem, nie ma innej możliwości.

Super, że o tym mówisz. Partnerskie wsparcie jest bardzo ważne. Zosiu, a jak w Twoim przypadku wygląda kwestia wsparcia od pracodawcy? Idąc na rozmowę do Franklin Templeton doskonale wiedziałaś, że chcesz się rozwijać zawodowo, ale potrzebujesz dużej elastyczności. Jak na takie informacje zareagowała Twoja przyszła managerka?

Idąc na spotkanie w sprawie mojej pierwszej pracy we Franklinie wiedziałam, że muszę bardzo rzetelnie i szczegółowo przedstawić swoją sytuację życiową. Stwarzało to pewne ryzyko odrzucenia mojej kandydatury już na wstępie. Z drugiej strony, czy chciałabym pracować w firmie, która nie akceptuje i nie uwzględnia mojej szczególnej sytuacji? Nie. Nie sądzę, żeby to było możliwe.

Managerka, która ze mną rozmawiała, była bardzo rzeczowa. Zadała mi konkretne pytania. Dotyczyły one między innymi tego, czy jeśli będę pracować z domu, to będę mogła w pełni poświęcić się pracy, w pełnym wymiarze godzin. Zapytała też, czy mam miejsce, które mogłabym poświęcić na swoje stanowisko pracy oraz jak często będę musiała pracować z domu i ze szpitala.

Ze swojej strony upewniłam się, czy praca ze szpitala nie będzie dla nikogo problemem. Po tej rozmowie czułam się naprawdę dobrze, pomimo tego, że była chyba najtrudniejszą w moim życiu. Poruszyłyśmy bardzo trudne dla mnie tematy. Managerka wykazała się niezwykłą empatią i zrozumieniem. Czułam jakby podawała mi dłoń, dzięki której udało mi się ponownie wejść na rynek pracy.

Zosiu, nie poruszyłyśmy jeszcze bardzo ważnego tematu. Czym zajmujesz się we Franklinie? Czy możesz opowiedzieć jak wygląda Twój standardowy dzień pracy?

Pracuję na stanowisku specjalisty ds. marketingu internetowego. Skupiam się na digital marketingu, który okazał się być tym, co mnie najbardziej interesuje. Moja praca polega głównie na utrzymywaniu kanadyjskich i amerykańskich stron internetowych (z wykluczeniem USA) w zakresie usuwania błędów, tworzenia nowych stron, wdrażania nowych rozwiązań oraz optymalizacji za pomocą analizy dostępnych danych.

Przygodę w firmie zaczęłam od podstawowego wsparcia marketingowego, po jakimś czasie odkryłam, że mam żyłkę do email marketingu. Przy pomocy kolegów z firmy poznałam HTML i CSS, potem w czasie jednego z projektów nauczyłam się użytkować naszego CMS i tak się zaczęło. Znalazłam ścieżkę, która mnie interesuje i daje szansę na dalszy rozwój.

W ubiegłym roku ukończyłam studia podyplomowe z zakresu e-marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Skorzystałam też z Kursów Otwartych na Uniwersytecie Śląskim: „Zrozumieć Agile” i „Budowa Wysokoefektywnych Zespołów”, które wprowadziły mnie w tematykę zarządzania projektami i zespołem. Jednocześnie podjęłam w tym roku studia podyplomowe, przygotowujące do zawodu „Frontend Developera” na Collegium Da Vinci, które mam nadzieję ukończyć w kolejnym semestrze. Tym samym realizuję swój plan nauki języka programowania (uczę się Javascript).

Gorąco polecam mamom na urlopie macierzyńskim i tym, które dzielą się obowiązkami szkolnymi z partnerami, aby w weekendy starać się doszkalać z różnych interesujących je dziedzin. Może się wydawać, że jest to nadmierne obciążenie, natomiast zdecydowanie działa na korzyść. Kontakt z grupą osób o podobnych zainteresowaniach znacznie poprawia samopoczucie i powoduje większą pewność siebie. Moja „paczka” z zajęć na UE, dzieli się ze sobą nie tylko doświadczeniami i wiedzą, ale też zmaganiami i radościami życia codziennego. Szczerze powiem, że pomogło mi to przetrwać okres izolacji.

Świetny i bardzo rozwojowy plan. A właśnie, skoro jesteśmy przy rozwojowych działaniach – mamy, z którymi się spotykamy mówią, że powrót do pracy i generalnie aktywność zawodowa jest dla nich sporym wyzwaniem. Potrzebnym wyzwaniem, ale jednak podszytym lękiem. Czy dla Ciebie – mamy dwójki dzieci, w tym chłopca z niepełnosprawnością, który wymaga wzmożonej uwagi i opieki – powrót do pracy był podwójnym wyzwaniem? Jak to czujesz?

Nie będę ukrywać, że na początku jest to trudne. Oczywiście z biegiem czasu staje się coraz prostsze. Zawsze polecam wszystkim mamom, aby nie bały się sięgać po pomoc oraz prosić o nią. W okresie reaktywacji zawodowej jest to niezbędne. Trzeba się oczywiście przygotować na pewien poziom dyskomfortu, który trwa jakiś czas.

Sądzę, że rodzice dzieci z niepełnosprawnościami z biegiem lat wytwarzają niezwykłe zdolności do szybkiego zmieniania swoich zwyczajów.

Dla mnie było to wyzwanie. Ale takie, które finalnie pozwoliło mi również znaleźć czas na oderwanie się od codzienności wypełnionej troską, opieką i odkładaniem swoich potrzeb na później.

Czy można powiedzieć, że Twoja – jak się okazało – nowa praca zawodowa, była darem od losu?

Myślę, że tak. Po miesiącach, które spędziłam na rozmowach o chorobach lub zamknięta w izolatkach, moderując jednocześnie niezbyt górnolotne filmiki na YouTube, pracę we Franklin Templeton przyjęłam jak zbawienie. Umożliwiła mi kontakt z ciekawymi osobami, rozmowy na satysfakcjonującym poziomie, na tematy, które mnie interesowały. Pozwoliła mi również zaspokoić moją potrzebę uczenia się i rozwijania swoich umiejętności.

Oczywiście na początku nie do końca odnajdywałam się w tej nowej rzeczywistości społecznej. Nie zawsze udawało mi się znaleźć nić porozumienia z innymi pracownikami. Często musiałam tłumaczyć innym, dlaczego mam dość zindywidualizowane warunki pracy i że praca z domu nie wygląda w rzeczywistości tak różowo, jak im się wydaje.

Natomiast Franklin Templeton coraz częściej oferuje pracownikom dostosowanie warunków pracy do potrzeb, więc przestałam być wyjątkiem. Dodatkowo sądzę, że przez moją aktywność w grupach ABLE i FT Parents, duża część kolegów i koleżanek w firmie zdała sobie sprawę z wyjątkowości naszej sytuacji rodzinnej. A zrównoważone środowisko pracy jest takim, które opiera się na wyrozumiałości i empatii.

Przeczytaj także o grupach biznesowych we Franklin Templeton.

Cieszę się, że o tym mówisz. Ciągle jeszcze mało mówi się, że praca zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami nie tylko jest możliwa, ale też bardzo ważna. Chociażby po to, żeby rodzic miał możliwość swojego rozwoju, finansowego zabezpieczenia przyszłości, ale i wytchnienia od często trudnej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z tego, że historia każdej rodziny jest inna, ale powiedz, tak bardziej konkretnie, co Tobie pomogło w powrocie do pracy i jak firma, w której pracujesz wspiera Cię w łączeniu życia zawodowego i prywatnego?

Po pierwsze i najważniejsze, to wsparcie mojego męża było kluczowe. Druga rzecz to wyrozumiałość ze strony pracodawcy. Bez wsparcia w obu przypadkach nie dałabym rady pogodzić pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem z niepełnosprawnością.

Mąż wspierał i wspiera mnie w opiece nad synem, przejmuje część obowiązków. Na początku głównie ja pełniłam obowiązki opiekuna, ale potem, gdy wróciłam do pracy, coś się musiało zmienić. Pracodawca z kolei zapewnił mi odpowiednie warunki – możliwość pracy zdalnej, godziny pracy dostosowane do obowiązków, elastyczność. To wszystko po to, żebym mogła wszystkie zadania (prywatne i zawodowe) ze sobą zgrać.

Coś jeszcze było dla Ciebie ważne?

Tak. Wsparcie psychiczne ze strony osób, z którymi pracowałam. W szczególności ze strony managerów. Wiesz, to było tak, że przed podjęciem pracy we Franklinie spędziłam niemal dwa lata na oddziałach z izolatkami, ponieważ mój syn notorycznie chorował. Po powrocie do pracy, jedną z najtrudniejszych dla mnie rzeczy, było ponowne nawiązanie kontaktu z innymi ludźmi i włączenie się w życie społeczne. Moi managerowie rozumieli to i pomagali mi integrować się z grupą.

Dodatkowo dużym wsparciem było pytanie mnie o zdrowie Karola, o jego rozwój i różne inne codzienne rzeczy. Co ważne – bez komponentu emocjonalnego, jaki zazwyczaj występuje w rozmowach z rodziną lub znajomymi. Pomagało mi to postrzegać mojego syna bardziej jako dziecko niż jako osobę chorą lub z niepełnosprawnością. Ludzie z firmy nie znając go, pytali o niego – tak, jak pyta się o dzieci innych współpracowników.

Czy myślisz, że aktywność zawodowa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami jest czymś, o czym należy mówić? Wydaje mi się, że to ciągle drażliwy i pomijany temat.

Uważam, że to bardzo ważne, by osoby, które sprawują opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami, mogły być aktywne zawodowo. Praca umożliwia oderwanie i znalezienie równowagi wewnętrznej. Sądzę, że zarówno Wy Dziewczyny w Mamo Pracuj, jak i czytające ten wywiad mamy, mogą znać ten temat, ponieważ matki rezygnujące ze swojej kariery na rzecz wychowania dzieci przechodzą bardzo podobny proces. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością, jest to znacznie silniejsza zależność. Dla nas to często nie wybór, a konieczność. Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Bywa, że przez długie lata.

Zobacz profil Franklin Templeton w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom i sprawdź oferty pracy!

Pracujesz w jednej firmie ze swoim mężem. Czy to pomaga w codziennym życiu i planowaniu dnia oraz w Waszych zobowiązaniach zawodowych?

Wydaje mi się, że dzięki temu, że pracujemy razem, współpracownicy lepiej znają i rozumieją naszą sytuację rodzinną. To pozwala nam uniknąć konieczności tłumaczenia się: dlaczego akurat w danym dniu nie możemy być w pracy. Unikanie takiego ciągłego tłumaczenia się jest bardzo odciążające. Z jednej strony, być może do tego przywykliśmy, z innej natomiast, nadal męczy nas ciągłe powtarzanie tego samego.

Żeby umożliwić naszemu synowi chodzenie do przedszkola, podzieliliśmy się obowiązkami: ja zawożę syna, mój mąż go odbiera. Dzięki temu, że pracujemy w jednej firmie, możemy korzystać z jednego samochodu i więcej czasu spędzamy razem. Możemy też jeść razem, wypić herbatę, pokłócić się. Co ważne, możemy też pracować w różnych godzinach, ponieważ pracodawca nam to umożliwił.

Gdybyśmy pracowali w dwóch różnych miejscach, widzielibyśmy się zaledwie godzinę dziennie, ponieważ przedszkole syna mieści się po drugiej stronie Poznania. Na dojazdy przeznaczamy około trzech godzin. Niestety było to jedyne przedszkole, które zgodziło się przyjąć Karola.

Pod kątem zawodowym, ważne dla mnie jest to, że w sytuacjach nagłych możemy liczyć na wyrozumiałość i wsparcie przełożonych. Poziom zainteresowania naszą sytuacją rodzinną jest wysoki. Mam poczucie zrozumienia różnych czynników, które wpływają na dynamikę mojej pracy. Muszę zaznaczyć jeszcze jedną rzecz: obydwoje z mężem staramy się unikać zwolnień lekarskich „na dziecko”, ponieważ stworzono nam warunki, które pozwalają temu zapobiegać w większości wypadków.

Wspominałaś również o grupach pracowniczych. Działasz w [email protected] i FT Parents. Czy możesz powiedzieć o tym coś więcej?

To bardzo ciekawy temat. Ponad rok temu wspólnie z dwoma innymi osobami z firmy założyłam grupę rodzicielską: FT Parents. Grupa oferuje różne formy wsparcia w łączeniu pracy zawodowej, życia prywatnego i wychowywania dzieci. Organizujemy dla naszych pracowników różne wydarzenia związane z byciem rodzicem.

W ubiegłym roku dołączyłam też do globalnej grupy [email protected] jako jeden z dwóch lokalnych liderów. Ta grupa skupia się na wdrażaniu szeroko pojętej idei usprawniania w miejscu pracy. Tajemniczo brzmiące usprawnianie może dotyczyć bezpośrednio osoby, która zmaga się z niepełnosprawnością fizyczną lub psychiczną. Chcemy też zaangażować osoby niezwiązane z tymi grupami, żeby edukować i pokazywać, jak bardzo ważne jest zrozumienie sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Podobnie jak wspieranie ich opiekunów.

Mocno trzymam w kciuki za Wasze działania. Zosiu, a tak na koniec, czy masz może złotą radę lub po prostu kilka słów wsparcia dla wszystkich mam, które chcą wrócić do pracy, ale mają również sporo obaw?

Mamy, NIE BÓJCIE SIĘ! Tylko tyle i aż tyle. Uważam, że najtrudniejsze jest wyjście z domu i zaufanie sobie oraz wykrzesanie wiary w to, że wszystko się uda. Nie rozmyślajcie nadmiernie o tym, co może się zdarzyć, tylko planujcie i zaufajcie! Wierzcie, że znajdziecie wsparcie wśród ludzi, z którymi będziecie pracować. W najgorszym wypadku można zawsze zawiesić pracę na jakiś czas, wziąć urlop lub dogadać się z pracodawcą, aby ten spróbował dostosować warunki do naszych możliwości.

Zalecam absolutną szczerość podczas rozmowy kwalifikacyjnej, gdyż nie każde stanowisko może zostać dostosowane do naszych potrzeb. I zachęcam do cierpliwości podczas kilku pierwszych miesięcy związanych z szukaniem pracy. Dotyczy to zarówno mam dzieci w pełni zdrowych, jak i tych, które mają swoje ograniczenia. Nie każdy od razu zrozumie, w jakiej jesteśmy sytuacji i mogą się zdarzać nieprzyjemne momenty. Co nie oznacza, że mamy się poddawać!

Zosiu, bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

KAROL SIDOR (7 lat) choruje na Zespół CHARGE – to złożona wada genetyczna obejmująca mutacje na poziomie wielu narządów (w jego przypadku głównie słuchu, wzroku, przełyku, móżdżka, czyli równowagi, czucia, ruchu). Jednym z większych wyzwań jest zaburzenie snu i czuwania. Karol może obudzić się w środku nocy i uznać, że dalej nie będzie spał, a potem zasnąć w środku dnia ze zmęczenia (jest to jedna ze specyficznych cech jego wady). Karol ma PEG i rurkę tracheotomijną. Spędził pół roku na oddziale intensywnej terapii po porodzie oraz w sumie rok i 3 miesiące w szpitalach. Miał wiele zabiegów chirurgicznych (2 operacje serca, wyłanianie rurki oraz PEG’a, fundoplikacja Nissena). Od bardzo słabych rokowań, w tej chwili osiągnął poziom 70% szans na przeżycie do okresu dorosłości.

Po powrocie do domu, po hospitalizacjach, jego rozwój był na poziomie noworodka. Nie ruszał się wcale, wobec czego wymagał intensywnej rehabilitacji, żeby zmniejszyć bardzo silne napięcia, które unieruchamiały jego ciało i wyginały w literę C. Bardzo długo nie był w stanie się spionizować z uwagi na bardzo słabe serce i mięśnie. Dopiero po 2. operacji serca w 5. roku życia zaczął doganiać rówieśników. W tej chwili jego rozwój szacuje się na 4,5 roku (ma nadal 1,5 do nadrobienia). Zosia nie zgadza się z diagnozą mówiącą o głębokim stopniu upośledzenia syna. Karol umie już chodzić samodzielnie, bawić się zabawkami, oglądać telewizję, obsługiwać telefon. Ma swoje poglądy oraz potrzeby i potrafi je komunikować. Bardzo lubi przedszkole, złości się, kiedy choruje i nie może uczestniczyć w zajęciach.

W czasie pandemii Karol niemal zupełnie nie wychodził z domu do świąt Bożego Narodzenia i dzielnie radził sobie z sytuacją. Święta były okresem poluzowania zasad izolacji i czasu spędzonego w szerszym gronie rodzinnym. Niestety po powrocie do stanu całkowitej izolacji u Karola pojawiły się zaburzenia czuwania i snu oraz objawy depresji. Sprawiał wrażenie, jakby cofnął się do poprzedniego etapu rozwoju. Potrzebował ciągłego przytulania, nie rozumiał czemu znów musi pozostawać w zamknięciu. Powrót na miesiąc do dziadków, sprawił, że niemal natychmiast zaczął odzyskiwać swój naturalny rytm dobowy i beztroski styl bycia. Ta sytuacja może dać do myślenia wszystkim rodzicom, aby pozostawali uważni na oznaki depresji u najmłodszych dzieci, które są pozbawione tak ważnego dla nich kontaktu z rówieśnikami.

Rozmawiała: Anna Łabno-Kucharska

Zdjęcia: archiwum prywatne Zosi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie