Czego szukasz

Wigilijne kluseczki z makiem do zrobienia przez dzieci

Lista potraw do przygotowania i spraw do załatwienia przed świętami, jest tak długa, że czasem chciałabym przesunąć święta choćby o kilka dni. Znasz pewnie to uczucie. I tak co roku… Co roku też próbuję coś zmienić; robić mniej, robić wcześniej, zaplanować, ustalić, podzielić obowiązki i zaangażować wszystkich domowników. I jest coraz lepiej, serio! A ostatnio to już nawet przekazałam robienie jednej z wigilijnych potraw dzieciom! I wyszło rewelacyjnie! W tym roku też tak zrobię. A co!

Kluseczki z makiem gotowe do zjedzenia

Barszcz z uszkami, karp, gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami, pierogi z kapustą, kutia…

Tyle potraw wigilijnych, że aż ślinka cieknie ale moje dzieci poza barszczem z uszkami, w którym obowiązkowo ukryty jest migdał na szczęście, niewiele więcej zjedzą… choć generalnie jedzą dużo i raczej wszystko. Wigilijne potrawy nie podchodzą… No trudno. Jest jednak jedno danie, które sprawia im dużo radości zarówno w fazie przygotowywania jak i pochłaniania 😉

Kluseczki z makiem made by dzieci

Na blogach kulinarnych znajdziecie wiele przepisów na kluski z makiem. Pewnie same też robicie, ale bardzo jestem ciekawa czy właśnie takie 😉 Bo co to za frajda kiedy do masy makowej gotujemy makaron? U mnie w domu zawsze dzieci robiły kluseczki z makiem 😉 I nie jest to żaden magiczny przepis ale podstawowy na… kopytka.

kluski_z_makiem_dzieci_640

Co potrzebne?

Dzieci w liczbie dowolnej – zależnie od tego jaki poziom bałaganu w kuchni jesteś w stanie zaakceptować 😉 Ale zanim oddasz dzieciom kuchnię we władanie potrzeba nieco przygotowań. Kluski zrobią dzieci, ale masę makową pewnie Ty 😉

Masa makowa

I tutaj można pójść na całość i zrobić własną (przepis z zeszytu mojej mamy):

  • 200 g maku
  • 500 ml mleka
  • łyżka masła
  • ok. 7 łyżek miodu (albo więcej, zależy jak komu smakuje)
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • 2 krople zapachu migdałowego ale jak nie będzie też może być
  • różne bakalie: np. migdały w płatkach albo słupkach, orzechy włoskie, rodzynki, skórka pomarańczowa (najlepiej domowa smażona, ale nie przesadzajmy ;-)) – po ok. 50 g

Mak przesypać do garnka, dodać mleko i doprowadzić do wrzenia. Gotować ok. 30 minut na małym ogniu. Ugotowany mak odcedzić na sitku (dość gęstym) i zmielić w maszynce (ja nie mam ;-(). W rondelku roztopić masło z miodem dodać zmieloną masę makową. Dusić na małym ogniu i mieszać cały czas, aż masa zgęstnieje. Na koniec dodać pozostałe składniki, wymieszać i pozostawić do ostudzenia.

Ale możesz też kupić gotową masę i w tym czasie, bez wyrzutów sumienia (spokojnie, będzie co sprzątać), poczytać jakąś ciekawą książkę 😉

Kluseczki, które zaraz dasz do zrobienia dzieciom to po prostu kopytka…

  • 500 g ziemniaków (400 g po ugotowaniu i ubiciu na puree)
  • ok. 100 g mąki
  • 1 jajko
  • szczypta soli

Zacznij od ugotowania ziemniaków. Ja często robię do obiadu trochę więcej a potem daje dzieciom do kluseczek. Ugotowane ziemniaki ubij na gładkie puree, ostudź. Jeśli ziemniaki gotowałaś dzień wcześniej, ubij je jeszcze raz, aby nie było grudek.

Do ubitych i ostudzonych ziemniaków wbij jajko i wsyp mąkę. Całość mogą już zagniatać dzieci, ale warto ciut pomóc, aby masa była gładka. Można użyć malaksera (świderek do cista). Zależnie od wilgotności ziemniaków można podsypać mąką, ale pamiętając, że im mniej mąki tym kluseczki wychodzą delikatniejsze.

I teraz oddajesz ciasto dzieciom, które mogą robić wałeczki i odcinać „kopytka”, lepić kuleczki, albo samochody jak moje ekipa ostatnio…

Świeżo wykrojone kluseczki odkładają na talerz podsypany mąką, a Ty w tym czasie nie wchodzisz do kuchni. Jak skończą, wracasz.

I gotujecie kluseczki…

Zupełnie standardowo: dużo wody w dużym garnku, lekko posolić, i kolejne porcje kluseczek wrzucasz na gotującą się wodę. Czekasz ok. 4 min po tym jak wypłyną na powierzchnię i wyjmujesz (odcedzasz) do miski.

Łączysz (sama lub dzieci) z przygotowaną wcześniej masą makową i odstawiacie do lodówki. Można je przygotować dzień wcześniej aby się „przegryzły” ale świeże też są pyszne 😉

Smacznego!

I dużo radości na całe święta!

Zdjęcia: główne 123.rf, rączek w kluskach 😉 – autorka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×