Czego szukasz

Walka matki z czasem, czyli jak zapanować nad chaosem

Budzisz się czasem i pierwsza myśl to: jaki mamy dzień i co dzisiaj jest do zrobienia? O Boże, znów nie mam zupy dla dzieci? Wstajesz potykasz się o oderwany karnisz i myślisz: cholera, miałam zadzwonić po pana … (imię dowolne), albo: no i znów tego nie zamontował! A to znasz? Jaki dzień dzisiaj? O Boże zapomniałam, że dzisiaj wizyta z … u lekarza i równocześnie balet … I jeszcze szefowa/klient czeka już o kilka dni za długo. Aaaaaaa…
Spokojnie, to tylko życie. Życie matki.

  • Agnieszka Kaczanowska - 13/12/2016
Stół pełen dokumentów i wielki ekran komputera

Dzień z życia matki

Zacznę od faktów: doba ma 24 h; snu potrzebuję minimum 7 h (choć oczywiście rzadko mi się udaje). A dalej: jeśli to tzw. zwyczajny dzień (nikt nie choruje, nie ma innej awarii i nigdzie nie wyjeżdżam, po prawdzie bywa rzadko, ale nie bądźmy drobiazgowi) pracuję 6 h. 2 h spędzam w samochodzie odwożąc i odbierając dzieci ze szkoły/przedszkola + szybkie zakupy. Czasem dodatkowe 2 h na zajęcia dodatkowe. Od samego myślenia o tym czuję się zmęczona 😉

No ale jak spędzić pozostały czas i nie zwariować? Znaleźć czas na zabawę z dziećmi, gotowanie, ogarnianie domu (choćby na tyle aby nie zabić się na klockach)? No i jak nie zapomnieć o tysiącu spraw typu: umów wizytę u lekarza, kup jedzenie dla kota, zadzwoń do wodociągów i podaj stan licznika, oddaj Gosi za kawę, zapłać za zajęcia Zosi etc., których lista nigdy się nie kończy?

Podziel się

Zanim będzie o planowaniu, mała dygresja.

„Podziel się” – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, ale próbuję. Sporo podziału na linii mąż – żona, mamy już za sobą i dajemy radę. Ale mam też wbudowany mechanizm większego brania na siebie – skąd to? Nie wiem. Więc czasem muszę przypomnieć sobie:

Halo, nie wszystko musisz zrobić sama kobieto!

Mąż, dzieci – oni też potrafią załatwiać różne sprawy. A teraz do sedna.

Planuj

Różni mądrzy ludzie mówią, że planowanie jest kluczem do sukcesu. I coś w tym jest! Lubię słuchać innych (co nie oznacza, że się do tego stosuję ;-)) i już wiem, że aby cieszyć się czasem i nie mieć nieustannego poczucia, że „nie ogarniam”, muszę planować. Nie ma innego sposobu.

I nie chodzi tutaj o pełną kontrolę nad życiem, i brak spontaniczności – spokojnie, dzieci gwarantują moc atrakcji ;-), ale o to, że jeśli czegoś nie zapiszę to szanse, że zrobię maleją, a jak nie zrobię to mam wyrzuty sumienia… no i nadal nie jest zrobione… Znasz to?

Słyszałaś kiedyś o tym, że warto oglądać każdą złotówkę?

Niedawno odkryłam, że to samo dotyczy czasu. Zaczęłam się przyglądać każdej swojej godzinie, aby świadomiej i lepiej wykorzystywać każdą z nich. Nie, nie zwariowałam. Nie chodzę i nie zapisuję sobie każdej minuty, ale kiedy wiem co chcę zrobić nie daję się łatwo porwać Facebookowi czy głupiemu przerzucaniu stron w sieci. Działam a potem siedzę i cieszę się czasem, którego nie straciłam na chaotycznym działaniu.

Od porad życiowych można oszaleć

Racja. Sposobów na planowanie jest mnóstwo. Poradników, blogów, życia nie starczy aby to wszystko przeczytać. Wybacz, że trochę się tutaj „powymądrzam”. Ale sama wiesz, że od czytania wcale czasu nie przybędzie. Trzeba zacząć działać. Więc zaczęłam.

Zatem od czego zacząć?

Ja zaczęłam od zeszytu. Ale możesz wziąć też pustą kartkę, kupić najzwyklejszy kalendarz. Wystarczą na początek. Jeśli jednak uznasz, że potrzebujesz pomocy w planowaniu. Albo, że planowanie trzeba sobie jakoś umilić, to możesz skorzystać z pomocy tych, którzy przeszli tą drogę przed Tobą. No bo czemu nie?

Szukając wiedzy o planowaniu poznałam rzeszę niesamowitych kobiet (i  nie tylko;-)), które tworzą autorskie planery i kalendarze pomagające lepiej zorganizować swój czas. Chcesz je zobaczyć? Kliknij tutaj >

Dlaczego lubię planować?

  • Mam szansę zrobić to, co jest konieczne, albo choćby część…
  • Wiem, co jeszcze mi zostało, no i jakie nowe zadania się pojawiły… I to nie ja pamiętam ale kartka – za mnie.
  • Nie tracę czasu na gorączkowe przypominanie sobie „co ja to miałam zrobić?” i mam wolniejszą głowę.
  • Nie tracę energii na wyrzuty sumienia, ba nawet cieszę się jak dobrze to sobie zaplanowałam 😉
  • Zyskałam poczucie kontroli nad menażerią rodzinną i milionem „todosów”.
  • Dzięki planowaniu i realizacji zadań (uwielbiam skreślać zrobione zadania) zyskałam ekstra czas, który wykorzystuję tak jak chcę.
  • I wcale nie straciłam nic ze swojej spontaniczności, o nie! Tylko teraz mam na nią przyzwolenie dla samej siebie.

Spróbujesz? A może masz swoje niezawodne sposoby?

Daj mi znać.

Zdjęcie: 123.rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

jedną rzecz może zrobić każdy mąż, żeby pomóc żonie wrócić do pracy

Amerykańska profesor Rosabeth Moss Kanter zdradza prosty sekret, który zadziała w każdej rodzinie. Odkryła jedną, jedyną rzecz, bardzo prostą, którą może zrobić każdy mąż, niezależnie od sytuacji rodzinnej, materialnej i zawodowej, żeby pomóc żonie wrócić do pracy. Dowiedz się co to jest i sprawdź, czy zadziała u Ciebie!
  • Joanna Gotfryd - 20/09/2017
Para na łące, siedzą na rowerze

Mama jedynaka, dwójki, trójki lub czwórki dzieci. Z wykształceniem średnim, wyższym, albo MBA. Sprzedawczyni, pielęgniarka, urzędniczka, nauczycielka, developerka, prezeska, krawcowa, marketingowiec, księgowa. W domu z dziećmi przez kilka lat, wracająca po roku do pracy lub taka, która pracuje non stop. Mieszkająca w wielkim mieście, w małej wiosce, lub na emigracji. Każda z nas jest inna.

Co nas łączy, oprócz faktu bycia mamą? Większość z nas wychowuje dzieci wspólnie z mężem czy partnerem. No a do urodzenia dziecka to w ogóle ta druga połówka była niezbędna 🙂

Razem wracamy do pracy

Zatem czy powrót mamy do pracy też może zależeć od obojga rodziców?

Sheryl Sandberg w książce „Lean In. Włącz się do gry”, o której już pisałam tutaj – Czy negocjowałabyś z amerykańskim prezydentem powrót do pracy? – uważa – i ja się z nią zgadzam – że”

„najważniejszą decyzją ZAWODOWĄ, jaką musi podjąć kobieta, jest to, czy będzie miała życiowego partnera i kto nim będzie.”

Sandberg mówi to wbrew powszechnej opinii, że tylko kobiety, które nie założyły rodzin robią kariery. Na 28 kobiet, które zajmowały najwyższe stanowiska w firmach z rankingu Fortune 500, aż 26 z nich było mężatkami, jedna była rozwiedziona a jedna nie wyszła za mąż.*

Wiele z tych kobiet przyznało, że nigdy nie osiągnęłyby sukcesu, gdyby nie pełne zaangażowanie mężów w wychowaniu dzieci i pracach domowych.

Radź sobie sama

Tak samo jak wsparcie męża jest trampoliną do powrotu do pracy, tak samo jego brak często jest powodem rezygnacji z pracy zawodowej przez kobietę. Przykłady mam w bardzo bliskim otoczeniu. Kiedy „ważniejsza” praca męża rodzi oczekiwania, że żona zajmie się domem, dziećmi, obiadami, sprzątaniem, a nawet koszeniem trawnika. Oczywiście kochanie, „możesz sobie wrócić do pracy, ale tak, żeby to nie kolidowało z dotychczasowym naszym życiem”. Wiecie co zrobiła mama? Oczywiście zrezygnowała z pracy…

Badania amerykańskich naukowców 🙂 tylko to potwierdzają – 60%* kobiet, które zrezygnowały z pracy, przyznaje, że mężowie mieli znaczący wpływ na ich decyzję. Ten wpływ to brak dzielenia się obowiązkami domowymi, oczekiwania panów, że to wyłącznie kobiety zajmą się opieką i wychowywaniem dzieci itp.

Ta jedna rzecz, którą on może zrobić dla Twojej kariery

Profesor Rosabeth Moss Kanter z Harvard Business School, zapytana podczas jednej konferencji, co mężczyźni mogliby zrobić, żeby przyspieszyć awans kobiet na wysokie rangą stanowiska – a ja myślę, że również bardziej ogólnie – żeby pomóc kobietom w ogóle wrócić do pracy – odpowiedziała bardzo krótko:

Pranie.

Niby nic, a jak się okazuje… wciąż jest wiele do zrobienia. Panowie, pralki to takie duże urządzenia, zwykle stojące w łazience, które potrafią stertę brudnych ubrań zmienić w czyste. Przekonajcie się sami. Działajcie. Potraficie, bo kto jak nie Wy!

* wyniki badań i cytaty pochodzą z książki S.Sandberg „Lean In. Włącz się do gry”, Wydawnictwo Sonia Draga, 2013

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy mamy żyć od wakacji do wakacji, od weekendu do weekendu?

Przed każdym wyjazdem moja młodsza córka codziennie rano pyta mnie - mamo, ile jeszcze dni do wyjazdu? I za każdym razem na paluszkach odlicza, że jest ich coraz mniej. I się cieszy. Ja też się cieszę, ale czy to znaczy, że te mamy żyć od urlopu do urlopu, albo od jednego do drugiego weekendu? A co z całym tym życiem pomiędzy?
  • Joanna Gotfryd - 31/08/2017
szczęśliwa kobieta siedzi na szczycie góry

Cała garść dobrych chwil

W tamtym roku miałam słoiczek (coś w tym stylu jak tu na Pinterest), przygotowałam sobie małe karteczki i wpisywałam na nim wszystkie miłe chwile, zdarzenia i spotkania.

Żeby potem mieć dowód  – lubię takie rzeczy 😉 – że nawet jeśli rok nie obfitował w ekscytujące wyjazdy, wydał nam się zwyczajny, to było w nim mnóstwo dobrych chwil.

Słoiczek stał kilka miesięcy, wrzuciłam do niego około 30-40 kartek – spotkania ze znajomymi, jednodniowe wycieczki w góry, rodzinne wyjścia na pizzę, itp.

Potem słoiczek się stłukł. Sam się stłukł… pozamiataliśmy okruchy szkła i tyle by było zbierania wspomnień (ale karteczki zachowałam).

365 powodów do radości

W tym roku zrobiłam inaczej. Wzięłam kalendarzyk, taki kieszonkowy i postanowiłam, że każdego dnia znajdę coś fajnego co robiłam, gdzie byłam itp, co warto wpisać.

I jak na razie dobrze mi idzie! Kalendarz się nie stłucze, leży na półce nad biurkiem i co kilka dni (nie rzadziej, bo się zapomina) wpisuję wszystkie miłe chwile, spotkania, wyjścia i wyjazdy. Żebym potem nie mogła narzekać, że „moje życie jest takie zwyczajne, nic ciekawego się nie dzieje”.

Nie byłam na Mauritiusie, ani w SPA Ireny Eris (ale nie pogardzę jakby co 😉 ), ale zamiast tego uzbieram (mam nadzieję) 365 innych powodów do radości i miłych wspomnień.

Bo fajne życie to nie tylko wakacje, długie weekendy i wielkie atrakcje. Życie to tu i teraz. Nie jest pomiędzy czymś. Jest codziennie. I też może dawać radość, nawet jeśli wakacje się kończą, obowiązki się mnożą, a konto w banku każe nam zapomnieć o podróży na Mauritius.

Czy Ty też umiesz cieszyć się chwilą i małymi rzeczami? Jak to robisz? Co Cię cieszy? Jeśli masz ochotę, to napisz do mnie.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail