Czego szukasz

To minie. O radzeniu sobie z matczyną codziennością

Dzień zaczyna się przed 6 rano. Karawana w piżamach przemieszcza się do kuchni, gdzie nie ma końca licytacjom: z miodkiem czy serem, na niebieskim talerzyku czy w żółtej miseczce oraz kto ma więcej herbaty w kubku. Poranna toaleta oraz proces doboru odzieży z kolekcji „jesień 2021” trwają do 8 rano… brzmi znajomo? Zapraszamy na krótki film o matczynej codzienności.

matczyna codzienność

Jakiś czas temu w sieci przez kilka dni królował naprawdę śmieszny i dobrze zrealizowany filmik. Dom. Na kanapie siedzi zadbana młoda mama i jej małe dziecko. Atmosfera prawdziwej sielanki: cisza, ona zrelaksowana ogląda telewizję, a obok niej bawi się dziecko idealne. Nagle na drugim planie przez przeszklone drzwi widać podjeżdżający samochód. Tato wrócił z pracy. Kobieta w popłochu robi bałagan, rozsypuje zabawki, zrzuca wszystko ze stołu i naprędce stylizuje siebie i dziecko na potwornie zmęczonych po całym dniu. On wchodzi, widzi wykończoną żonę i z mieszanką wyrzutów sumienia i współczucia na twarzy bierze malucha z rąk mamy, by ta wreszcie mogła odpocząć.

O ileż było radości! Ile komentarzy, że tak właśnie kobiety manipulują światem, ile uciechy, że ktoś tak uroczo to zdemaskował! Cóż, każdy powód do śmiechu jest dobry … Pomyślałam jednak, że ta „produkcja” to dobry pretekst do przemyślenia tego, co kobiety myślą o swojej pracy w domu.

Kino niskobudżetowe

Wyobraźmy sobie inny film. Taki pokazujący kolejne kadry z jednego dnia kobiety, która opiekuje się trójką małych dzieci. W rogu ekranu widać zegar pokazujący mijające godziny. Dzień zaczyna się przed 6 rano, kiedy niemowlak upomina się o mleko (to jego 5. posiłek od wczorajszego wieczora). Roześmiane oczy mówią, że o powrocie do łóżka nie ma co marzyć. Nie ma zresztą po co, bo za pół godziny budzą się obywatele samobieżni i z łoskotem wskakują na łóżko, wykrzykując o swoich prawach do śniadania, soku w butelce, gry w żabkę i założenia majtek ze słonikiem.

Karawana w piżamach przemieszcza się więc do kuchni, gdzie nie ma końca licytacjom: z miodkiem czy serem, na niebieskim talerzyku czy w żółtej miseczce oraz kto ma więcej herbaty w kubku.

Poranna toaleta oraz proces doboru odzieży z kolekcji „jesień 2021” trwają do 8 rano. Zabawa zaczyna się kiedy trzeba wyjść z domu: buty, kurtki, może już i czapki, szaliki, rękawiczki, krem na buziaki, koc, torba, klucze, wózek, 22 schody i już. Można zaciągnąć się miejskim porannym powietrzem.

Napisałam, że zabawa zaczyna się kiedy trzeba wyjść z domu? Zapomniałam, że to już dawno nie jest największe wyzwanie, bo oto wesoła ferajna dochodzi do przedszkola, gdzie trzeba wejść do szatni i pomóc Małemu się rozebrać. Z niemowlakiem na ręku i uciekającym dwulatkiem, który już rozbiera się w jadalni i siada do nieswojego stolika.

Po nierównym pościgu jeszcze tylko całusy, pożegnania i można iść na zakupy. Z dwójką to już pełna swoboda. W ciągu 40 minut spokojnie można zaliczyć piekarnię, sklep rybny i stoiska z owocami. Na liście zakupów jeszcze kilka pozycji: odebrać awizowaną przesyłkę na poczcie i obowiązkowa już o tej porze roku wizyta w aptece. Prawie wszystko się udaje. Jedynie apteka bez sukcesów, bo wszyscy już płaczą.

Przeczytaj też: Czy jestem dobrą mamą? Macierzyństwo a wyrzuty sumienia

Rozpoczyna się powrót w trybie awaryjnym. Jeszcze tylko 22 schody… Następne 5 godzin miga na ekranie w przyspieszonym tempie, żeby nie nużyć widowni powtarzaniem bez końca tych samych sekwencji: mamo, chcę na ręce! – mamo, przebierz mi pieluchę! – mamo, poczytaj mi! – mamo, dlaczego nie mogę bawić się nożem?!

W tym czasie owa mama angażuje swój wykształcony umysł do szeregu zaawansowanych czynności, jak gotowanie obiadu, zmywanie podłogi jakieś 300 razy, poszukiwania zagubionej lalki, inhalacja zbuntowanych łobuzów i negocjacje w sprawie wypicia 4 syropów. A czasem ulega błaganiom, siada z całym towarzystwem na kanapie i ogląda bajkę. Wtedy wraca tata. Pyta jak minął dzień. I choć było w nim wiele pięknych mikro-chwil, całkiem sporo całusów, śmiesznych min, kilka wesołych piosenek i dwie choreografie do utworów Lauryn Hill, to ona odpowiada: „ciężko” albo nic nie mówi, tylko cicho (ale znacząco) wzdycha. Bo chce jej się spać, plecy bolą od robienia wszystkiego z dzieckiem na ręku, podłoga wygląda jakby nigdy nie była sprzątana, a wytwory jej pracy są już dawno w małych brzuchach. Jest wściekła, bo wszystko wygląda jak 10 godzin temu, choć nie usiadła na dłużej niż 2 minuty!

W tym miejscu film warto się zatrzymać, mimo, że jego kolejne sceny są równie pasjonujące, a całość kończy się bez wyraźnej puenty, kiedy mama zasypia nad zawodowymi mailami. Warto się zatrzymać, by przeanalizować ciekawe zjawisko: kobiety opiekujące się dziećmi w trybie 24/7 przez cały dzień dają sobie świetnie (a czasem po prostu „jakoś”) radę, a największa irytacja dopada je wtedy, gdy do domu wraca wyczekany mąż, który przecież przybywa z odsieczą!

Na Zachodzie bez zmian

Tu dochodzimy do sedna: często narzekamy na swoje domowe obowiązki, wyliczając je skrupulatnie (jak wyżej), bo zupełnie nie widać ich efektów! Nasi mężczyźni wracają zmęczeni, ale przynajmniej od czasu do czasu widzą na koncie jakiś dowód na to, że pracowali, tu i tam usłyszą, że zrobili dobrą robotę, w ramach swoich obowiązków chodzą na nieskończoną ilość dyskusji, lunchów, spotkań integracyjno-organizacyjno-programowych i wypijają hektolitry kaw w towarzystwie innych dorosłych, kreatywnych, dowcipnych ludzi. Podczas tych interakcji czasem wynegocjują nowy kontrakt lub dadzą komuś pracę, ktoś przyjdzie do nich z nowym pomysłem, za którego realizację zabiorą się z wielkim entuzjazmem.

A na froncie domowym… bez zmian. Misternie przygotowany kostium króla przetrwał tylko kilka godzin balu, obiad zjedzony (i/lub leżący na podłodze), bałagan jakby ciągle ten sam, w pralni niemalejąca nigdy ilość ubrań. Dlatego, kiedy mężczyźni wracają do domu, to czujemy się trochę jak w tym filmiku podbijającym serca internautów. Jeśli na dodatek dzieci akurat są cicho, zlew nie zdążył się jeszcze zapełnić kolejną partią naczyń, a my siedzimy na tej kanapie i oglądamy Świnkę Peppę … to wraz z otwieraniem się tych drzwi mamy ochotę się rozpłakać, bo przecież nie tak wyglądał nasz dzień!

Przeczytaj także: Slow Parenting i pracujący rodzice

Myślę, że świadomość tego mechanizmu i jego przyczyn pomaga w radzeniu sobie w tym trudnym okresie. Warto też pamiętać o najważniejszym: to minie. Całkiem niedługo maluchy przestaną nas ciągnąć za nogawki i znów odzyskamy odrobinę czasu i swobody. Co jednak robić jeśli zdecydowałyśmy się zostać z dziećmi dopóki nie wchłonie ich system edukacji?

Trzeba starać się zobaczyć „niewidzialne” efekty naszej pracy. A najlepiej – w celach terapeutycznych – pokazać je też innym. Najwdzięczniejszym dowodem w sprawie są oczywiście nasze dzieci: mądre (to od czytania na kanapie), piękne (po mamie), zadbane (w wyniku zaawansowanych zabiegów pielęgnacyjnych), szczęśliwe (od noszenia na rękach i całowania po noskach). Warto znaleźć czas by dokumentować to, jak się zmieniają… po latach będziemy na takie pamiątki patrzeć z wielką dumą, podobną do tej, jaką odczuwa kobieta wprowadzająca na giełdę firmę z branży hutniczej. Właściwie nie trzeba czekać na „po latach”, raczej zaglądać często, by nabrać dystansu do irytującej codzienności. To oczywiście wymaga czasu, którego nie mamy, ale jesteśmy przecież najlepsze w optymalizacji codziennych procesów.

Można więc prowadzić internetowy fotonotatnik, który udostępniony bliskim spełnia tę dodatkową rolę, że na bieżąco sprawia radość babciom, dziadkom, ciociom i wszystkim przyjaciołom domu. Można także pisać pamiętniki z dzieciństwa lub listy do naszych dorosłych dzieci – kto nie chciałby dzisiaj przeczytać czegoś takiego?!

Metodą jest również redagowanie bloga – tu można łączyć słowo z fotografią. W wariancie minimalistycznym opcją jest założenie notesu z najlepszymi dziecięcymi tekstami, które zbyt szybko uciekają naszej pamięci. Zaś moją ulubioną formą terapii jest prowadzenie „prawdziwego”, chowanego do szafy albumu. Takiego, którego karty przekładane są cieniutkim, szeleszczącym cicho pergaminem. Jak pięknie wygląda w nim nasze życie! Spróbujmy tak na nie spojrzeć. Dobrego tygodnia!

Przeczytaj także: W poszukiwaniu niepracującej Matki…

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Absolwentka politologii UJ. Mama Jasia, Basi i Ignasia. Prowadzi bloga o codzienności współczesnej mamy tominie.pl i serwis Jasne Jak Słońce.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie