Czego szukasz

Slow Parenting i pracujący rodzice

Slow i praca wydają się być z gruntu sprzecznymi pojęciami. Bo jak w codziennej bieganinie dom-praca-dzieci być slow? Czy można być slow, będąc pracującym rodzicem, i to kilkorga dzieci? Co to w ogóle znaczy „slow”?

Slow Parenting

Zaczęło się od włoskiego sprzeciwu Carla Petrini przeciw popularnej sieci restauracji fastfood, która w 1986 roku planowała otworzyć kolejną placówkę nieopodal Hiszpańskich Schodów w Rzymie. Tak powstało Slow Food, stawiające nacisk na dobrej jakości, regionalne produkty, wytwarzane przez drobnych rolników i hodowców tradycyjnymi metodami, bez wykorzystywania sztucznych środków i metod wpływających na zwiększenie produkcji, lecz obniżające jakość żywności. Idea Slow szybko znalazła wielu zwolenników i rozprzestrzeniła się na inne dziedziny życia. Szybko pojawiły się odmiany, takie jak: Slow Gardening, Slow Travel, Slow Design, Slow Parenting.

Podstawą filozofii Slow jest stwierdzenie, iż wszystko podlega zmianie z wyjątkiem naszych podstawowych potrzeb: opieki, bliskości i miłości. A potrzeby te mogą zostać zaspokojone tylko poprzez relacje z innymi ludźmi. Dlatego, aby to osiągnąć, musimy zwolnić, mieć czas na refleksję, stworzenie wspólnoty (np. rodzinnej).

Ruch Slow nie został zarejestrowany jako organizacja, ma jednak wielu sympatyków w Europie, a jego idee znajdują odbiorców w Ameryce i Japonii.

Przeczytaj także: Jak budować dobre relacje w związku? Sprawdź!

Definicja powolnego rodzicielstwa

Slow Parenting, czyli rodzicielstwo powoli, idzie w parze z Atachment Parenting, czyli rodzicielstwem bliskości. Oba te nurty wspierają dzieciństwo: beztroskie, pełne miłości, towarzyszenia i uwagi rodziców, z bogactwem kreatywności i fantazji, w ruchu i radości.

Carl Honoré w swojej książce „Pod presją” pokazuje jak bardzo współcześni rodzice dali wkręcić się w machinę wychowywania w duchu stymulowania, rozwijania i wykorzystywania potencjału twórczego małych dzieci. Opisuje przeładowane grafiki dziecięcych zajęć dodatkowych, gdzie większa część czasu spędzana z rodzicami to przejazdy między kolejnymi fakultetami. Znamienny jest fragment o matce, która wziąwszy syna do kina, została poproszona o to, aby usiadła rząd wcześniej, gdyż wtedy chłopiec czuł się bezpiecznie – gdy mama siedziała na fotelu przed nim, tak jak w samochodzie…

Lekarze alarmują o pladze otyłości dziecięcej, wrzodach żołądka u kilkulatków, depresjach dziecięcych. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne pełne są dzieci z zaświadczeniami o dysleksji, dysgrafii czy ADHD. Nie tego chcemy dla naszych dzieci…

„Rodzicielstwo powoli” uświadamia nam, że życie nie składa się tylko z obowiązków, a czas nie musi być zorganizowany i zagospodarowany od rana do wieczora. Taki model wychowywania dzieci wspiera ich wyobraźnię i kreatywność, daje możliwość eksperymentowania i poznawania świata wszystkimi zmysłami. W Slow Parenting rodzice towarzyszą dzieciom w ich życiu, a nie kreują je. 

Przeczytaj także: Co zrobić, aby poprawić relacje w związku?

Stwarzamy rzeczywistość

Gdy poranek zaczyna się od gorączkowej bieganiny w rytm piosenki „Nie wiem, kto?”;  „Szybko” [„Szybko! Zbudź się! Szybko wstawaj! (…) Szybko tata na nas czeka, szybko tramwaj nam ucieka, szybko, szybko bez hałasu, na nic nigdy nie ma czasu.”], ciężko nazwać go „slow”.

Rano każda minuta snu wydaje się bezcenna i niektórym szkoda wstawać te dziesięć minut wcześniej, aby spokojnie zjeść śniadanie. Ale na szczęście każdy tydzień kończy się weekendem, którego rytm w 100% zależy od nas i naszych wyborów. Możemy umówić się z rodziną na powolną celebrację weekendowego śniadania, a może czasem śniadanie w łóżku? Wspólne przygotowywanie i spożywanie posiłków to bardzo ważny element rodzinnego życia, do którego nawiązuje Slow Parenting.

Takie zwyczaje cementują rodzinę, wspólna rozmowa i zainteresowanie życiem każdego z osobna zacieśnia więzi i buduje bliskość (warto tu nawiązać do książki J. Juula „Uśmiechnij się, siadamy do stołu”, w której autor w prosty i przystępny sposób opisuje, jak ważne jest wspólne spożywanie posiłków dla dobrej kondycji rodziny, jak kształtować relacje i zachowania przy stole, aby wzmocnić w naszych dzieciach pozytywne cechy, pokazać im radość płynącą z gotowania i jedzenia pysznych potraw. Wszystko idealnie pasujące do postawy „slow”).

Warto zaplanować rodzinne wycieczki weekendowe czy wakacyjne, kiedy można poznawać wspólnie nowe miejsca, cieszyć się urokami przyrody, korzystać z dobrodziejstwa ruchu na świeżym powietrzu. Zdecydowanie dobrze jest wprowadzić dni bez telewizora (a może zupełnie z niego zrezygnować?). To sprzęt pożerający masę rodzinnego czasu, który można spędzić zupełnie inaczej!

Zastanówmy się, które z zajęć dodatkowych są tak naprawdę naszemu dziecku potrzebne, posłuchajmy, co ono mówi nam o nich. A może wraca do domu bardzo zmęczone? Nie ma czasu na swobodną zabawę albo na, jakże potrzebną czasami, nudę. Dzieci, których dzień od wczesnego dzieciństwa był zaplanowany od świtu do zmroku, mają początkowo kłopoty w podjęciu swobodnej zabawy, niekierowanej przez dorosłych, bez ustalonych ram i zasad.

Może się wydawać, że praca nie sprzyja byciu slow, a już tym bardziej byciu rodzicem w duchu slow. Nic bardziej mylnego. Praca to tylko część naszego życia, naszego dnia. Możemy wrócić do domu i zasiąść przed telewizorem albo pójść z dzieckiem na spacer, upiec razem domowy chleb, poczytać książkę czy zagrać w grę planszową. Stwarzamy rzeczywistość i najwięcej przekazujemy naszym dzieciom przez swój własny przykład, pamiętajmy o tym.

Przeczytaj także: W poszukiwaniu niepracującej Matki…

Wolno nie znaczy nudno

Choć zmiany nie zawsze przychodzą łatwo, warto zwolnić i przyjrzeć się naszemu życiu i życiu naszych dzieci. Zweryfikowanie naszych priorytetów to pierwszy krok.

Slow nie znaczy nudno i bez energii. To sztuka dokonywania świadomych wyborów, w jakie sprawy chcemy się angażować, co pomoże nam zaspokoić potrzeby nasze i naszych dzieci. Czy będą to zajęcia z ceramiki i baletu, czy wspólna gra planszowa, spacer po łące albo wycieczka w góry. To pobudzanie wyobraźni i kreatywności w naturalny sposób. To szacunek dla wewnętrznego rytmu każdego członka rodziny, umiejętność zwolnienia, gdy wymaga tego sytuacja, odpoczywania, zamyślenia, wsłuchania się w siebie.

Jest jeszcze jeden aspekt „Rodzicielstwa Powoli”. Dzieci strasznie szybko rosną. Warto delektować się chwilą spędzoną na wspólnym budowaniu zamku z piasku czy szukaniu czterolistnej koniczyny. Każdy dzień przybliża nas do momentu, gdy nasze pisklęta wyfruną z gniazda w dorosły świat. A wtedy pozostanie nam już tylko Slow, bez parenting… albo „Slow grandparenting”?

Przeczytaj także: Matka „Wyrzut Sumienia” Polka

A o książce Pochwała powolności, przeczytasz tutaj

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Wspiera rodziców w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego, coach i mediatorka. Działa jako doula, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia. Żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie