Czego szukasz

Świeże spojrzenie na naukę zdalną – wywiad z dr Marzeną Żylińską

Choć ponowne otwarcie szkół przywróciło namiastki normalności, epidemia wciąż nie odpuszcza. Obecnie w trybie mieszanym pracuje w Polsce około 130 szkół, a w ponad 50 placówkach dzieci uczą się tylko zdalnie. Dane te zmieniają się z dnia na dzień – niewykluczone zatem, że jutro problem dotknie nas. O tym, jak przygotować się do nauki zdalnej i na co zwrócić uwagę w trudnym procesie edukacji rozmawiamy z dr Marzeną Żylińską – metodykiem, autorką książek i twórczynią ruchu Budzących Się Szkół.

  • Karolina Wojtaś - 28/09/2020
Marzena Żylińska

Wiosenne miesiące pokazały, że część rodziców nie radzi sobie z edukacją zdalną – nie tyle merytorycznie, co w kontekście organizacji zajęć. Tu pojawia się kilka pytań. Po pierwsze – w jaki sposób ułożyć dziecku plan dnia? I czy w ogóle należy to robić? Może lepiej postawić na większą swobodę?

Tu nie o to chodzi, żeby stawiać na swobodę. To jest raczej doskonała okazja do tego, żeby nauczyć dziecko planowania i organizowania procesu uczenia się. Jeśli pozwolimy mu na samodzielne planowanie, to stworzymy mu przestrzeń dla rozwijania niezwykle ważnej i przydatnej w życiu kompetencji. I jednocześnie stworzymy okazję, by stawało się człowiekiem wewnątrzsterownym. Człowiek wewnątrzsterowny sam potrafi wyznaczać sobie cele i kierować swoim życiem. Należy jednak wiedzieć, że tego nie da się nauczyć ani z książek, ani słuchając innych ludzi. Umiejętność planowania można rozwijać tylko w jeden sposób, planując własne aktywności. To długi i czasochłonny proces, który wymaga od nas dorosłych cierpliwości. To kompetencja, która rozwija się przez wiele lat.

Od razu dodam, że nie możemy oczekiwać, że dziecko, które zaczyna uczyć się wewnątrzsterowności, będzie umiało to robić od razu. To normalne, że na początku samodzielne wyznaczanie sobie celów i ich realizacja będą wychodzić słabo. To, co możemy w takiej sytuacji zrobić jako rodzice, to rozmawiać. Zapytać, jakie były plany, co się udało zrealizować, a czego nie. Jeśli okazuje się, że coś poszło nie tak, to nie należy się przejmować czy krytykować – wystarczy zapytać, co dalej można z tym zrobić. Można też podsunąć jakiś pomysł, trochę podpowiedzieć, ale nie rozliczać. Pamiętajmy, że nam dorosłym też nie udaje się zrealizować wszystkich planów.

Etap edukacji zdalnej wykorzystałabym zatem właśnie w taki sposób – zwłaszcza że szkoła nie daje ku temu zbyt wielu okazji. Nauczyciele zazwyczaj – bo bywają wyjątki, sterują pracą uczniów, są takimi reżyserami lekcji. Wyznaczają cele i zadania, a także mówią, w jaki sposób i w jakim czasie uczniowie mają je zrobić. Tradycyjna kultura edukacyjna to kultura nauczania. Nauczyciele w taki sposób zostali przygotowani do pracy w szkole. Na studiach musieli pisać scenariusze lekcji, więc trudno się dziwić, że często nie postrzegają uczniów jako autonomiczne, wewnątrzsterowne i kreatywne jednostki.

Obecny model nauczania niejako systemowo wygasza w dzieciach i młodych ludziach potrzebę autonomicznego działania i robienia rzeczy po swojemu. To wielka strata, bo po ukończeniu szkoły ludzie umiejący myśleć i działać innowacyjnie są poszukiwanymi pracownikami. Dlatego korzystajmy z okazji i pozwólmy dzieciom planować, nawet jeśli są w pierwszej klasie. Co więcej – kiedy dziecko wróci do szkoły, to taka kompetencja bardzo mu się przyda. Wewnątrzsterowność i zdolność planowania własnej pracy warto w dzieciach rozwijać również wtedy, gdy nauka odbywa się w szkołach. Człowiek, który potrafi przejąć odpowiedzialność za swoją naukę, zawsze uczy się efektywniej niż ktoś, kogo ciągle trzeba pilnować.

Przeczytaj także: 10 książek, które będą wspierać edukację naszych dzieci

Jak najlepiej zadbać o odpoczynek dziecka, które uczy się zdalnie – o czym warto pamiętać?

Bardzo ważne jest przede wszystkim to, żeby dziecko nie siedziało zbyt długo przy komputerze. Człowiek to nie tylko głowa, ale całe ciało. A ciało ma swoje potrzeby, np. potrzebę ruchu, najlepiej na świeżym powietrzu. Spędzanie wielu godzin przed komputerem sprawia, że aktywne są tylko niektóre zmysły, a co za tym idzie, tylko powiązane z nimi ośrodki neuronalne. Dzieci powinny się ruszać, spędzać czas na świeżym powietrzu – na tym się skupmy, bo przynosi to wiele korzyści. Dziecko, które się dużo rusza, jest lepiej dotlenione, rozwijają się jego mięśnie, jest zdrowsze i łatwiej mu się skupić. Mózg małego człowieka, który gra w piłkę, jeździ na hulajnodze, buduje szałas z gałęzi, ma dużo kontaktów z rówieśnikami, rozwija się inaczej, bo aktywizowanych jest dużo więcej ośrodków neuronalnych, niż to ma miejsce wtedy, gdy dziecko spędza wiele godzin, patrząc w monitor komputera.

Dobrodziejstwa płynące z wielozmysłowego poznawania świata zostały już dawno opisane. Inaczej uczy się dziecko, które pójdzie do lasu, parku czy na łąkę i tam poznaje rośliny. Z punktu widzenia mózgu to wielka różnica, czy człowiek, ucząc się o gatunkach drzew, może ich dotknąć, wziąć do ręki ich liście, powąchać, czy widzi je tylko na monitorze komputera czy w podręczniku. W pierwszym przypadku aktywnych jest wiele struktur neuronalnych, w drugim dużo mniej. Im więcej zmysłów bierze udział w procesie uczenia się, tym lepiej rozwija się mózg. Jak przekonują tacy badacze mózgu jak Manfred Spitzer, mózg jest tym lepszy, im więcej ma połączeń.

Muszę o to spytać – co z grami? Wielu rodziców przyznaje, że kiedy dziecko chodzi do szkoły, przyzwolenie na godzinkę czy dwie grania popołudniu przychodzi im bez trudu. Co jednak, gdy np. 10-latek spędził już przed komputerem kilka godzin (na nauce), a następnie prosi o dostęp do gry?

To pytanie łączy się z poprzednim. Może powiem tak: gdybym ja miała dzisiaj dziecko, które by uczyło się przed komputerem, to zrobiłabym wszystko, żeby je od tego komputera odciągnąć. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale są gry, które rozwijają! Można się dzięki nim dużo nauczyć”. To prawda. Jest dużo sensownych gier. Siedząc przed komputerem, można się wielu rzeczy nauczyć – na przykład języka obcego.

Tyle że tu nie chodzi o to, co dziecko robi, kiedy siedzi przed komputerem. Dużo ważniejsze jest pytanie, czego w tym czasie NIE ROBI. Otóż na przykład nie rusza się, nie jeździ na hulajnodze, nie gra w piłkę, a więc nie wyrabia się u niego koordynacja ręka – oko czy noga – oko. Różne zmysły nie mogą się z sobą zintegrować, a to ma ogromny wpływ na to, jak dziecko będzie funkcjonować. Brak integracji sensoryczno-motorycznej to poważny problem wielu dzieci.

Kolejny problem to kontakt z innymi dziećmi. Ktoś, kto długie godziny spędza w swoim pokoju przed monitorem komputera, nie ma okazji do rozwijania kompetencji interpersonalnych. Nie kłóci się z innymi dziećmi i nie uczy się, że aby móc się dalej bawić, trzeba się pogodzić. Zbyt długi czas spędzony przed komputerem jest też przyczyną krótkowzroczności. Dzieci potrzebują odpowiedniej dawki światła słonecznego, aby ich oczy mogły się prawidłowo rozwijać. Rodzice często nie mają świadomości, że to właśnie długi czas spędzony przed komputerem jest przyczyną krótkowzroczności. W mózgu dziecka, które wiele godzin dziennie spędza przed komputerem, rozwiną się inne struktury neuronalne i pojawią się inne połączenia neuronalne, bo przetwarzane będą głównie bodźce wzrokowe i słuchowe. W mózgu dziecka, które będzie spędzać czas na podwórku, aktywnych będzie dużo więcej struktur i powstanie zupełnie inna sieć połączeń. Im bogatsza stymulacja, tym gęstsza sieć neuronalna.

Oczywiście dziecko w takim momencie może zacząć się buntować. Co więcej – na pewno będzie to robić. Nie znam dziecka, które by chwilę pograło i samo odeszło od komputera ze słowami: „Już sobie pograłem pół godziny, więc mi wystarczy”. Gry wciągają. Są tak skonstruowane, żeby jak najtrudniej było przerwać. Wiedząc o tym potencjale uzależnienia, nie pozwalajmy, że dziecko zbyt długo grało. A jeszcze lepiej, spróbujmy opóźnić kontakt dzieci z grami. Im więcej będzie biegało za piłką czy bawiło się z innymi dziećmi, tym lepiej dla jego rozwoju.

Wielu z nas nie ma także pewności co do tego, jak poradzić sobie ze zmęczoną pociechą. Co robić, gdy 8-latek ma tyle zadane, że zaczyna płakać i buntować się?

Jeśli dziecko zaczyna płakać i buntować się, to zmuszanie go do siedzenia nad lekcjami nie ma najmniejszego sensu. Nikt w takim stanie niczego się nie nauczy.

Jednocześnie moje doświadczenie mówi mi, że dzieci bronią się przed zadaniami, które nie są dla nich dobre, które ich nie rozwijają.

Jest taka francuska nauczycielka Céline Alvarez, która napisała świetną książkę „Prawa naturalne dziecka”. I ona mówi wprost: jeśli proponuje dzieciom zadania i widzi, że się nie angażują, to po prostu zastępuje je innymi. To jest dla niej informacja, że to zadanie nie było dobre. Jeśli dzieci otrzymują zadania, które wymagają kreatywności, które rozwijają autonomię, to zazwyczaj okazują ciekawość, zainteresowanie. Najtrudniejsze są zadania łatwe, schematyczne, niewymagające myślenia. Są trudne, bo są dla dzieci nudne i nierozwijające.

Powinniśmy wiedzieć, że zadania typu „połącz”, „zaznacz”, uzupełnij lukę” nie są ćwiczeniami. To narzędzia pomiaru, które w żadnym stopniu nie służą uczeniu się, a jedynie sprawdzają, co zostało już opanowane. Gdy dziecko dostaje takie zadania, to rzeczywiście zaczyna się buntować. I słusznie! Więc, drodzy rodzice – nie zmuszajcie dzieci do robienia tego, przed czym się bronią. Zamiast tego podsuńcie im zadania-wyzwania, które je zaintrygują i obudzą ich ciekawość.

dr Marzena Żylińska

W jaki sposób rodzice mogą uczynić naukę bardziej atrakcyjną, a przez to mniej męczącą dla dziecka? Czy w ogóle można „przemycić” rozrywkę do edukacji?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto zacząć od tego, jak działa mózg. Otóż wszyscy mamy w naszych głowach mniej więcej 86 miliardów neuronów. Te neurony komunikują się ze sobą z pomocą substancji chemicznych zwanych neuroprzekaźnikami.

O tym, co się dzieje w mózgu, kiedy coś nas zafascynuje, świetnie pisze w swoich książkach profesor neurobiologii Gerald Hüther. Otóż mózg uwalnia wówczas bardzo dużo neuroprzekaźników, co sprawia, że uczymy się w najintensywniejszy sposób. Każdy zna taki specyficzny stan, określany jako „flow” – kiedy coś nas bardzo zainteresuje. Zapominamy wtedy o świecie. Nie czujemy, że robimy coś trudnego, że dużo się uczymy. Dzieci często mówią po takich zajęciach, że tylko się bawiły. Oczywiście po takim dniu pojawia się zmęczenie, bo to była intensywna nauka.

Nasz mózg najintensywniej uczy się wtedy, gdy zapomina, że się uczy. To wtedy uwalnia ogromną ilość neuroprzekaźników, dzięki którym możemy uczyć się w najefektywniejszy sposób. Nasz mózg zupełnie inaczej pracuje w trybie „Robię, bo muszę”, a zupełnie inaczej, gdy funkcjonuje w trybie „Robię, bo chcę, bo mnie to ciekawi.”

Przenieśmy teraz te informacje na dziecko. Jeśli siedzi nad lekcjami na siłę, to znaczy, że mózg nie uwalnia zbyt wielu neuroprzekaźników, więc się nie skupia i nie pracuje na miarę swoich możliwości. Sytuacja się zmieni, gdy dziecko dostanie zadania, które obudzą jego ciekawość. Wtedy w jego mózgu pojawią się neuroprzekaźniki, które ułatwiają kodowanie nowych informacji. Możemy dziecku dać coś do wyboru, możemy podsuwać różne propozycje. Obserwujmy dziecko. Kiedy jego oczy się zaświecą i będzie chciało się w coś zaangażować, to naszą rolą jest wspierać je w robieniu właśnie tego. Pod postacią zainteresowań ujawniają się talenty.

Przeczytaj także: Video – Jak wspierać dzieci w nauce?

Czy ma Pani jakieś „złote wskazówki” dla rodziców dzieci uczących się zdalnie? Jakie błędy najczęściej popełniają, o czym nie powinni zapominać?

Niezależnie od tego, czy dzieci uczą się zdalnie, czy „normalnie”, to takim najczęściej popełnianym błędem jest zmuszanie ich do mechanicznej nauki, czyli do siedzenia nad książkami. „Odrób wszystkie lekcje”, „Masz wszystkie lekcje zrobione?”, „Wszystkiego się nauczyłeś?”. Można zmusić dziecko do siedzenia nad książkami i uzupełniania luk, ale nie da się nikogo zmusić do efektywnej nauki. Błędem jest też domaganie się od dzieci najwyższych ocen ze wszystkich przedmiotów.

Warto mówić: „Nie musisz być dobry ze wszystkiego, ale powiedz, z czego chcesz być dobry”. Sukces w życiu odniosą ci, którzy mają swoje zainteresowania i fascynację, którzy lubią się uczyć i wierzą, że jeśli na czymś im zależy, jeśli się do czegoś przyłożą, to osiągną cel.

Jeśli mały człowiek może robić to, co go interesuje i fascynuje, to rozwija swoje talenty, czyli mocne strony. A sukces w życiu zależy właśnie od tego, czy mamy silne strony, którymi, w razie potrzeby, możemy przykrywać nasze deficyty.

Nierzadko traktujemy nasze dzieci tak, jakby sukces w życiu zależał od tego, czy będą miały najwyższą średnią. Tak jednak nie jest. Nie chcę przez to powiedzieć, że dzieci, które mają w szkole piątki i szóstki, nie mogą odnieść w życiu sukcesu – to oczywiście możliwe. Ale sukces nie zależy od średniej ocen, ale od tego, czy dziecko z czegoś jest naprawdę dobre, czy coś je fascynuje i porusza. A to oznacza, że wybranym przedmiotom poświęca więcej czasu niż tym, które go nie interesują. Dzieci, które odkryły swoje fascynacje, z niektórych przedmiotów często mają zaledwie trójki. I nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Trójkami nie trzeba się martwić, o ile z wybranych przedmiotów oceny są lepsze. Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko ze wszystkich przedmiotów ma piątki i szóstki, ale nic go tak naprawdę nie interesuje. Robi po prostu to, za co może dostać dobre stopnie.

Podsumowując, można powiedzieć, że sukces w życiu odnoszą ci, którzy w szkole znaleźli własną drogę, odkryli swoje silne strony i fascynacje.

Ci, którzy lubią się uczyć i którzy wierzą w siebie oraz w to, że jeśli im na czymś zależy, jeśli się do czegoś przyłożą, to osiągną cel. Jeśli ktoś ma swoje fascynacje, lubi się uczyć i wierzy w siebie, to droga do sukcesu jest otwarta. Natomiast kiedy dzieci są zmuszane do tego, żeby zdobywać same piątki i szóstki, to ta motywacja wewnętrzna zostaje zastąpiona motywacją zewnętrzną, a celem dziecka stają się oceny. Wówczas dziecko przestaje słyszeć, co mu w duszy gra. Nastawia się na zdobywanie ocen i goni za marchewkami. Taką filozofię przeniesie później do dorosłego życia.

Jako rodzice musimy sobie zadać pytanie, czy chcemy wychować dziecko tak, żeby umiało w życiu realizować swoje własne marzenia, czy może tak, żeby kiedyś ktoś w przyszłości zatrudnił je do realizacji swoich. Jeżeli pragniemy wychować idealnego pracownika korporacji, który będzie posłusznie wykonywał polecenia – droga wolna, wymagajmy samych piątek i szóstek. Jeśli jednak chcemy wychować człowieka, który będzie umiał realizować swoje własne marzenia, to pozwólmy przeznaczać czas na to, co go najbardziej interesuje. Co do reszty wystarczy, jak wspomniałam, minimum.

Jak pomóc dziecku radzić sobie ze zwykłą tęsknotą za rówieśnikami i szkołą?

Dzisiaj już chyba rozumiemy, że człowiek jest nie tylko istotą biologiczną. Jesteśmy również istotami, które mają potrzeby psychiczne i na które bardzo źle wpływa izolacja.

Musimy rozważyć, czy te szkody w psychice nie są poważniejsze niż ryzyko, jakie niesie z sobą COVID-19. Moim zdaniem dzieci, jak wszyscy ludzie, powinny mieć kontakt z rówieśnikami w świecie realnym. To jest element, który jest konieczny, żeby były zdrowe psychicznie i mogły się normalnie rozwijać.

Wielu rodziców odetchnęło z ulgą, kiedy dzieci poszły do szkół. Nie brakuje i takich, którzy docenili naukę zdalną i woleliby pozostać w tym systemie. Czy według Pani nauka zdalna może zastąpić tę w placówce bez szkód dla dziecka?

Myślę, że tak – nauka zdalna może być pełnowartościową formą uczenia się. Nie może jednak zastąpić relacji z innymi dziećmi, bo są one niezbędne, żeby młodzi ludzie mogli się normalnie i zdrowo rozwijać.

O to, żeby dzieci uczące się zdalnie miały relacje z innymi w prawdziwym świecie, muszą zadbać rodzice. Ale nauczyciele też mogą w czasie zdanej edukacji zadbać o namiastkę relacji, na przykład zachęcając dzieci do pracy w grupach. Jeśli uczniowie mają trudności, to rozwiązują je wspólnie z innymi dziećmi. Dzisiaj jest mnóstwo różnych narzędzi, dzięki którym taka forma uczenia się jest możliwa. Ważne, żeby w czasie zdalnego nauczania otwarte były różne kanały komunikacji: nauczyciel – uczniowie i uczniowie – nauczyciel. Każde dziecko musi wiedzieć, jak w razie problemów uzyskać pomoc i wsparcie od nauczyciela. No i kontakty między uczniami, bo nowe technologie są jakby stworzone do pracy w grupach.

Chciałabym w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że wysyłanie przez nauczyciela zadań z podręcznika i pozostawianie uczniów samym sobie nie może być traktowane jako zdalna nauka. To właściwie nie spełnia kryteriów żadnej edukacji. Gdy pracujemy zdalnie, bardzo ważny jest też dobór zadań. Żeby uczniowie mogli sensownie pracować, potrzebują zadań, które umożliwią im rozwój – bez nastawienia na bezbłędność, bo błędy są elementem procesu uczenia się. Nie mogą to być typowe zadania z lukami, bo to nie są ćwiczenia, ale narzędzia pomiaru, które służą jedynie sprawdzaniu wiedzy. Żeby móc się uczyć, uczniowie potrzebują zadań, dzięki którym będą mogli rozwijać to, czego jeszcze nie umieją. Oznacza to, że w takich zadaniach mogą pojawić się błędy. Nauczyciel nie musi ich poprawiać. Są one dla niego wskazówką, co należy jeszcze uczniom wyjaśnić i jakie zadania zaplanować na kolejne dni.

Nasze przywiązanie do poprawiania błędów jest jednak dość silne. Gdyby poprawianie błędów przez nauczyciela, przekładało się na postępy w nauce, to byłoby pięknie i wszyscy wszystko by umieli. Problem w tym, że człowiek uczy się jedynie wtedy, gdy sam nad czymś pracuje, gdy podejmuje próby zrobienia czegoś, czego jeszcze nie umie, gdy się myli i zaczyna jeszcze raz. Jeśli więc uczniowie robią dużo błędów ortograficznych, to powinni dostać zadania, które umożliwią im pracę nad trudnościami ortograficznymi. Jeśli będą tworzyć plakat, lapbooki czy własne zadania, wtedy jest szansa na to, że się nauczą.

Podsumowując – dbajmy o dobre, wspierające relacje. Zarówno te w domu, jak również te z rówieśnikami i innymi osobami, z którymi dziecko ma kontakt. To właśnie dobre, wspierające relacje są fundamentem efektywnej nauki. Proponujmy dziecku ciekawe zadania, do których podejdzie z pasją. Zadbajmy o to, żeby miały odpowiednio dużo ruchu, szczególnie na świeżym powietrzu i żeby nie siedziały zbyt długo przed komputerem. I obserwujmy, jakie mają predyspozycje i w którą stronę je ciągnie. Wtedy będziemy mogli stworzyć im warunki do rozwijania ich indywidualnych zdolności i talentów. I pamiętajmy, że dzieci nie urodziły się po to, żeby spełniać nasze marzenia, ale po to, żeby żyć swoim życiem i rozwijać swoje talenty. A największe szanse na szczęśliwe życie ma człowiek, który może robić to, do czego został stworzony.

Przeczytaj także: Jak rozpocząć edukację domową?

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Karolina Wojtaś

Zdjęcie główne: Katarzyna Będzińska

Zdjęcie drugie: Michał Baranowski

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Dyrektywa unijna „work-life balance”: Dwa miesiące urlopu wyłącznie dla ojców

Prawo w Polsce daje ojcom szerokie możliwości skorzystania z urlopów związanych z wychowywaniem dziecka. Jednak mężczyźni wciąż rzadko decydują się na pozostanie z dzieckiem w domu. Sytuacja może ulec zmianie po wprowadzeniu przepisów unijnej Dyrektywy, która ma zagwarantować dwumiesięczny urlop przeznaczony wyłącznie dla ojca. Zobacz, jak to ma działać!
  • Klaudia Urban - 19/01/2021
tata z niemowlakiem

Obowiązkowe zmiany przepisów dla krajów członkowskich

Dnia 20 czerwca 2019 została przyjęta Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1158, zwana powszechnie Dyrektywą „work-life balance”. Regulacje zawarte w tym dokumencie, obowiązują wszystkie kraje członkowskie i muszą zostać przez nie wprowadzone do dnia 2 sierpnia 2022 roku. Zaproponowane zmiany dotyczą przede wszystkim uprawnień rodziców do korzystania z urlopów związanych z wychowywaniem dzieci, ale znajdują się tam też zagadnienia dotyczące praw pracowniczych w ogóle.

Korzyści dla wszystkich

Tworząc przepisy, skoncentrowano się na obecnej sytuacji rodziców na rynku pracy w kontekście polityki równościowej. Duże znaczenie ma tutaj coraz częściej podkreślane prawo ojca do uczestnictwa w wychowaniu i opiece nad dzieckiem, a także korzyści dla dziecka wynikające z kontaktu z rodzicami obojga płci. Zmiany mają na celu zachęcić mężczyzn do korzystania z ich uprawnień.

Nowe przepisy zostały stworzone tak, aby pomóc rodzicom zachować równowagę między obszarem zawodowym i rodzinnym. W dalszej perspektywie, proponowane rozwiązania mają na celu wyrównanie szans na rynku pracy, a także zmniejszanie luki płacowej między kobietami i mężczyznami.

Inicjatorzy zwracają też uwagę na korzyści dla pracodawców, którzy zyskają bardziej zróżnicowaną pulę talentów oraz na fakt, że zachowujący równowagę work-life balance pracownicy, są po prostu szczęśliwsi i bardziej zmotywowani do pracy. Natomiast z punku widzenia Państwa, korzyścią może okazać się zminimalizowanie efektów kryzysu demograficznego.

Jak obecnie wygląda sytuacja w Polsce?

W Polsce ojcowie formalnie mogą korzystać z kilku urlopów przysługujących im w związku z posiadaniem dziecka. W 2010 roku wprowadzono urlop ojcowski, który obecnie wynosi 2 tygodnie, przysługuje wyłącznie tacie i należy z niego skorzystać do 2 urodzin dziecka. Może być wykorzystany niezależnie od sytuacji zawodowej matki dziecka. Z roku na rok korzysta z niego coraz więcej ojców.

Ponadto tata w Polsce może skorzystać z:

  • części urlopu macierzyńskiego ( trwa on 20 tygodni z czego 14 jest dedykowanych wyłącznie matce, a 6 kolejnych tygodni może wykorzystać także ojciec dziecka),
  • urlopu rodzicielskiego w wymiarze 32 tygodni, którym rodzice mogą dzielić się wg własnych potrzeb,
  • urlopu wychowawczego (bezpłatnego urlopu trwającego maksymalnie 36 miesięcy).

Wielu rodziców w Polsce nadal uznaje, że przerwa zawodowa wynikająca z faktu opieki nad dzieckiem, to prawo należne wyłącznie mamie. Jak wynika z badań zamieszczonych w raporcie Fundacji Share the Care, wielu ojców w Polsce nadal nie zna swoich uprawnień w zakresie opieki nad dziećmi. Ponad 20% ojców, którzy nie skorzystali z urlopu ojcowskiego deklaruje, że nie wiedziało o takiej możliwości.

Jakie zmiany wprowadza dyrektywa?

Wiele z proponowanych rozwiązań funkcjonuje już w polskim kodeksie pracy, część z nich nawet w bardziej korzystnej i rozbudowanej formie, niż ta proponowana w nowych przepisach unijnych. Kluczowym elementem, który ma znaczenie dla polskich rodziców, jest wprowadzenie dwumiesięcznego urlopu dla każdego z rodziców, którego nie można przenieść na drugiego. W praktyce oznacza to, że dwa miesiące przysługujące ojcu dziecka będą do wykorzystania wyłącznie przez niego i w razie niewykorzystania przepadną. Przepis ten dotyczy wyłącznie pracowników etatowych.

Co jeszcze? Nowym elementem będzie tzw. „urlop opiekuńczy” w wymiarze 5 dni roboczych, który będzie można wykorzystać w celu zajęcia się nad krewnym wymagającym opieki (niekoniecznie dzieckiem). Dyrektywa wprowadza także prawo do czasu wolnego od pracy z powodu tzw. siły wyższej wymagającej obecności pracownika (np. nagła choroba, wypadek).

Mniej urlopu dla matki czy dodatkowe dwa miesiące dla ojca?

Nie ma jeszcze decyzji, co do ostatecznego kształtu, jaki przyjmie urlop rodzicielski w Polsce po planowanych zmianach. Najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze. Jeden zakłada skrócenie zsumowanego urlopu macierzyńskiego i wychowawczego, który w praktyce zwykle wykorzystywały kobiety, z 12 miesięcy do 10 miesięcy i przeznaczenie 2 miesięcy wyłącznie dla taty.

Drugi scenariusz zakłada wydłużenie urlopu o 2 miesiące, więc łącznie mielibyśmy 14 miesięcy urlopu, z czego dwa zarezerwowane dla ojca. Na ostateczną wersję przepisów musimy jeszcze poczekać, jednak z pewnością będziemy z uwagą śledzić działania rządu w tej sprawie.

W naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom znajdziesz firmy, które z powodzeniem wspierają pracowników. Zapraszamy do zapoznania się z pełną Bazą Pracodawców Przyjaznych Rodzicom.

Zdjęcie: 123 rf

Grafika: Share The Care

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Klaudia Urban
Mama trójki fantastycznych dzieci i szczęśliwa żona. Uwielbia, gdy wokół dużo się dzieje i nieustannie uczy się czegoś nowego o świecie. Baczna obserwatorka zmieniającej się rzeczywistości. Pasjonatka dobrej kuchni, muzyki i podróży.

O miłości do babci i dziadka w muzyce romantyków

Już wkrótce będziemy świętować Dzień Babci i Dzień Dziadka. Zapewne co roku dbacie o to, by jak najpiękniej podkreślić jak ważni są dla Was najstarsi członkowie Waszej rodziny. A gdyby zamiast fizycznego prezentu podarować im piękne chwile z muzyką? Poznaj nasz pomysł!
  • Paweł Siechowicz - 18/01/2021
babcia, dziadek i wnuczka oglądają coś na tablecie

Najbardziej rodzinny kompozytor pierwszego pokolenia muzycznych romantyków – Robert Schumann – skomponował zbiór utworów dla dzieci jako prezent urodzinowy na siódme urodziny swojej pierwszej córki Marie. Nazwał go Albumem dla młodzieży, chciał, żeby grały go dzieci i dzięki niemu poznawały świat muzyki i romantycznej wyobraźni.

Prezent na Dzień Babci i Dziadka

Jest w tym zbiorze utwór, który mógłby być skomponowany specjalnie na Dzień Babci i Dzień Dziadka, gdyby nie fakt, że te święta mają znacznie krótszą historię – w Polsce Dzień Babci świętujemy od 1964 roku, Dzień Dziadka zaczęliśmy świętować jeszcze później.

Myślę o utworze Winterzeit II. Ujęty jest on w ramy, które doskonale malują mroźną styczniową aurę, ale jego środkowa część emanuje rodzinnym ciepłem. Autor ilustracji na karcie tytułowej pierwszego wydania Albumu dla młodzieży znalazł dla tego utworu adekwatny obraz: mała dziewczynka bawi się lalką przy kominku a jej zabawie towarzyszą pochylone, opiekuńcze postaci babci i dziadka. Mróz za oknem wcale nie jest straszny!

Ferie z muzyką Chopina

Podczas tegorocznych ferii zimowych z Muzeum Fryderyka Chopina proponowaliśmy dzieciom codziennie wyzwania, dzięki którym mogły zaprosić do swoich domów muzykę Fryderyka Chopina i jego muzycznych przyjaciół.

W jednym z wyzwań zachęcaliśmy do ułożenia opowieści zainspirowanej dźwiękami Ballady F-dur op. 38 Fryderyka Chopina. Ponieważ muzyka ta nie ma słów i w żaden konkretny sposób nie sugeruje pozamuzycznych treści, tematyka nadesłanych opowiadań była rozmaita, ale jedno z nich opowiadało o… zimowym spotkaniu babci i jej wnuczki.

Młoda Autorka pisała tak: „Śnieżyca (…) sypała w okna. Dziewczynka z niecierpliwością wyczekiwała babci, która miała niedługo przyjechać w odwiedziny. Gdy babcia przyjechała, wszyscy ją serdecznie powitali. Wzruszona dziewczynka podbiegła do starszej pani i wtuliła się jej w ramiona. Ciepło jakie w tamtej chwili zagościło w jej sercu było niezwykłe. Wnuczka i babcia usiadły na kanapie otulone w puszysty kocyk i zaczęły sobie nawzajem opowiadać”. Kiedy tylko przeczytałem te słowa, postanowiłem raz jeszcze posłuchać Ballady F-dur i poszukać w niej tego ciepła, za którym niekiedy tęsknimy chyba wszyscy, niezależnie od wieku.

W zamkniętym dla publiczności Muzeum Fryderyka Chopina brakuje nam spotkań z seniorami, którzy przed pandemią odwiedzali nas bardzo chętnie. Seniorzy gościli licznie na spotkaniach Chopinowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku i wtorkowych wieczorach z muzyką. Nie przerwaliśmy organizowania tych wydarzeń, przeszliśmy jedynie w tryb online.

Zapraszamy gorąco na wykłady zaplanowane na 27 stycznia i 10 lutego na godz. 14.00, a także do towarzyszącego wystawie czasowej „Chopin i przyjaciele” Salonu Chopinowskiego – pierwsze z zaplanowanych co dwa tygodnie spotkań odbędzie się 30 stycznia o godz. 16.00.

Pomoc w zapisach, zakupie biletu i nawiązaniu połączenia za pośrednictwem platformy ZOOM mogłaby być doskonałym prezentem na Dzień Babci i Dzień Dziadka. A kiedy będzie to już możliwe, zapraszamy do wielopokoleniowych odwiedzin w Muzeum Fryderyka Chopina i Domu Urodzenia Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli.

Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina w ramach akcji „Muzyka łączy pokolenia”.

NIFC organizuje atrakcyjne zajęcia online dla dzieci i seniorów już za 1 zł. Sprawdź!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paweł Siechowicz
Muzykolog, kierownik Działu Edukacji Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina i ojciec 4-letniego Mikołaja. Uwielbia obserwować spontaniczne reakcje dzieci na muzykę minionych epok.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×